Cudownie jest tu wracać.
Cudownie jest witać dobrze znane ścieżki jak starych znajomych.
Odkrywać nowe ścieżki, zupełnie puste, tak jak kiedyś w Bieszczadach.
Cudownie jest rozstawić ten hangar namiot z widokiem na łąkę i być częścią tego wszystkiego.
Oddychać tym bieszczadzkim, wolnym powietrzem. Wolnym zarówno w sensie tempa oddychania, jak i poczucia nieskrępowania, swobody i możliwości.
Czuć się tak bardzo, tak bardzo u siebie.
Ogromnie się cieszę, że mamy, rodzinnie takie miejsce. Do którego sobie często rodzinnie wracamy, w różne pory roku. Taką bazę trochę, budującą nam kręgosłupy wszystkim. Bo góry, o czym tu już pisałam wielokrotnie, układają wszystko w życiu, robią dobry porządek w głowie.
I przyjeżdżamy tu, kolejny raz, dzieciaki coraz starsze (my nie). Chodzą pięknie po górach, liczą sobie punkty za Super Odkrycia i Trudniaste Przeszkody. Na campingu mają swoje sprawy, grają w piłę, budują tamę na rzece i najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.
Chodzimy i chodzimy i wszystko jest tak, jak ma być.

















































































































































































































































