Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

lato

aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlaslatonamiot z dziećmiPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

Podlasie z dziećmi

by Paulina 4 września, 2018

dziecko pod namiotem, biwak dzieci, puszcza bialowieska

W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.
Jeszcze spróbuję, jeszcze raz,
w zieloną noc sierpniową…

W to lato dojrzałe pojechaliśmy. Jeszcze, choć na parę dni jeszcze sycić się tą natura najdoskonalszą i latem w jego najczystszej postaci.
W zieloność pojechaliśmy. W las. W pierwotność i sielskość.
Wypełnialiśmy się po brzegi słońcem, zapachem nagrzanej ściółki leśnej, brzmieniem wiatru i owadów. Oddychaliśmy tym natlenionym intensywnym lasem na zapas.

Telefony wyłączone przez większość czasu. Gdy jechaliśmy gdzieś samochodem, radia nie włączaliśmy z premedytacją.

Wychodziło się rano z namiotu, i buchał ten sosnowy zapach od razu.
Słońce migotało w jeziorze.
Szyszki kłuły w stopy.
Puszcza chwytała za serce milionem odcieni zieleni.
Dzieci czasem trochę jękoliły, ale tego się przecież nie pamięta zupełnie.
Rower sunął sobie cicho po leśnych ścieżkach.
Wieczorne ogniska trzaskały, hipnotyzowały i usypiały.

rower dzieci, wakacje na rowerach, puszcza bialowieska z dziecmi

Nasza czterolatka robiła trasy nawet po kilkanaście kilometrów.

namiot, camping, wakacje dzieci podlasie
Nowa funkcja przyczepki rowerowej. Czyli kojec baza dla niespełna roczniaka który najbardziej na świecie chce wchodzić do wody…
…lub do ognia
 
Wnętrze restauracji Carskiej. Wygląda fantastycznie, ale ceny 60-80zł za danie trochę nas zniechęciły;)

Leśniczówka „Dziedzinka” w której mieszkała Simona Kossak

 
 
 Żeby mieć „lazy bag” trzeba się trochę nagimnastykować;)

Banda

 

Bo dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe

Bardzo szczęśliwe w popiele
Hodowla małży

Gdy masz dosyć kiełby z ogniska

PS. Jeśli chcecie przeczytać konkretniejszy wpis o tym cudownym miejscu, to zapraszam , dwa lata temu pisałam więcej co robiliśmy z dziećmi na Podlasiu.

4 września, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemintegracja sensorycznalatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

wakacje z dziećmi w górach – część praktyczna

by Paulina 20 sierpnia, 2018

 

W te wakacje znowu wywłóczamy te nasze dzieci gdzieś w świat, gdzie się pobrudzili i zmęczyli, gdzie nie było tabletów i gotowych zabawek.
Pod
namiot. W góry. Z trójką. Dla nas naturalne i zwykłe, ale często
słyszymy okrzyki niedowierzania, podziwu, widzimy pukanie się w czoło i
ostentacyjne kręcenie głową.

Wiem, że już pisałam, ale
znowu się powtórzę. Podróżowanie z dziećmi to nie jest sielanka. I to
nie jest tak, że dzieci nic  nie zmieniają i można z nimi wszystko.
Mnóstwo się zmienia, i wcale nie jest tak, że za niczym nie tęsknimy.
Ba, wszelkie wyjazdy z dziećmi wyjątkowo mocno wyzwalają we mnie marzenia
i wspomnienia o beztroskich i spontanicznych wypadach tylko we dwoje.
Ale
warto, cholernie warto.
Bo tak bardzo razem nie jesteśmy chyba nigdy. Nigdy jak właśnie podróżując nie integrujemy
się tak pięknie jako rodzina, nigdy się tak ze sobą nie zaprzyjaźniamy, nigdy nie mamy okazji tak skutecznie i namacalnie przekazać dzieciakom naszych wartości. Mam wrażenie, że właśnie na naszych wyjazdach najlepiej nam wychodzi wychowanie.

Taki rodzaj podróżowania z dziećmi, bez animacji i atrakcji, pod namiot, w naturę, w góry nie jest może najłatwiejszy ze wszystkich, ale serio da się to zorganizować, no i praktyka czyni mistrza;)
Wystarczy się odważyć, pozytywnie nastawić i pojechać, każdy następny taki wyjazd przyjdzie z większą łatwością.
A ja dzisiaj zapraszam na wyjazdową prozę życia. Opowiem Wam o tym, jak u nas wyglądają takie niezorganizowane przez biuro podróży wyjazdy od strony praktycznej.

biwak, dziecko , camping, namiot, rodzinnie, wakacje

Pakowanie na wyjazd z dziećmi

Ja
wiem, że teraz wszystko może być cudownie estetyczne. Mnie też podobają
się te zdjęcia o lekko retro klimacie, z elegancką skórzaną torbą,
kapeluszem i klapkami, na jakimś lnianym posłanku, pokazujące
przygotowania do wyjazdu. U nas z minimalizmu, nada się tylko
minimalistyczny opis sytuacji – chaos. Ale, choć może nie wygląda to
wszystko najpiękniej, pakujemy się tak, żeby było praktycznie i
wygodnie. Czyli, do siat z Ikei. Ikeowskie siaty są super – pakowne,
lekkie, dopasowujące się do przestrzeni bagażnikowej. Na dłuższych
wyjazdach każdy ma swoją, pełnią funkcję wakacyjnych szaf, sprawdzają
się idealnie.
Mamy też podział ról – ja pakuję ubrania i kosmetyki, mąż sprzęty typowo turystyczno – biwakowe. Mamy wprawę, i chociaż za każdym razem narzekamy na ilość gratów, idzie nam to całkiem sprawnie.
Co
pakujemy? Pisałam już o tym w poście o wyjazdach pod namiot z dziećmi –  z ubrań, wszystkie które mamy. Z jedzenia – półprodukty o dań
sprawdzonych szybkich i nieskomplikowanych – makaron, kuskus, pomidory
pelati w puszce, cukinia, tuńczyk, kapary, oliwki, parmezan, oliwa z
oliwek,
przyprawy (pieprz, zioła prowansalskie, sól). Sprzęty turystyczne
(karimaty, śpiwory, koce, palnik, menażki i naczynia, latarki, linka,
siedzonka, tarp…), kosmetyki. Co można, optymalizujemy, przelewamy do mniejszych opakowań, stawiamy na uproszczenia i wielofunkcyjność (ostatnie odkrycie – lawendowe szampono-odżywko-mydło w kostce z kremolandu. Wspaniały, dobry skład, cudowne ograniczenie przestrzeni i naprawdę świetne działanie!)

spodnie przeciwdeszczowe – nasze są z decathlonu to fantastyczna sprawa!

atrakcje są wszędzie
Kiedyś licytowaliśmy się ze znajomymi, kto ma największy burdel w namiocie…

Wyjazd ba wakacje z dziećmi

Praktyka pokazała, że u nas najlepiej sprawdza się
wyjazd nad ranem. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od tego, jak długa
droga nas czeka, ale nasze wypady to zazwyczaj parę godzin jazdy.
 Mamy
więc taką naszą tradycję, którą dzieciaki też bardzo lubią, bo to taki
przedsmak wakacji, że wieczór poprzedzający wyjazd, kładą się w
wygodnych ubrankach i śpiworkach (no chyba, ze jest bardzo gorąco). My
też, po głównym pakowaniu idziemy spać, łapiemy parę godzin snu. Nad
ranem wstajemy, szykujemy jeszcze „bagaż podręczny” (ciuszki na zmianę,
pieluchy, chusteczki, jedzenie i picie) i ostatki zapomniane wieczorem,
(oraz zazwyczaj niedoschnięte pranie;)) i ruszamy. Młodzież przeważnie
się przebudza się podekscytowana, ale po jakimś czasie jeszcze przysypiają, co
daje nam dwie-trzy godzinki spokojnej jazdy.
Jak już się obudzą,
robimy mały postój, śniadanko, rozprostowanie nóg itp i ruszamy dalej,
śpiewamy, gadamy, słuchamy muzyki, wyglądamy przez okna, liczymy
bociany, krowy i inne atrakcje (polecam samochodową grę w bingo).

góry, bieszczady, dzieci, wakacje, trekking dziecięcy
kuku

Na miejscu

Można szukać dodatkowych atrakcji w Bieszczadach,
ALE PO CO. To jest
właśnie cały urok tych gór. Chyba każdych gór zresztą i w ogóle natury. Że są po prostu,
Dzieciaki się trochę wyciszają od tych wszechobecnych bodźców,
odpoczywają od przestymulowania, o którym trąbią psychologowie
dziecięcy. Nagle najlepszą atrakcją staje się niesienie biedronki,
wspaniałą rozrywką oglądanie kamieni, zabawą doskonałą ciamkanie w błocie.

A jakie szlaki z dziećmi w Bieszczadach

O naszym chodzeniu po górach z dziećmi pisałam trochę w tekście o motywowaniu dzieci do chodzenia po górach.
To
nie był nasz pierwszy wyjazd z dziećmi w góry, więc znamy możliwości
swoje i maluchów. Dlatego na szlaki ruszaliśmy z dwoma nosidłami – jedno
dla Najmłodszego Pirata, drugie, dla Iskry na wypadek utraty sił.
Tym razem chodziliśmy tymi szlakami:

  • Szlak na Jawornik – fajny spacerek z naszej Wetliny, można
    samochodem podjechać do końca drogi asfaltowej, potem już w zasadzie od
    początku jest piękny widok, nie trzeba dużo chodzić;) Poszliśmy tam
    pierwszego dnia, żeby zobaczyć jak nam się chodzi, jak chodzi się
    dzieciakom, jak
    sprawdzają się ich buty, i czy spodnie przeciwdeszczowe są faktycznie
    takie potrzebne (TAK!)
  • Zagroda Żubrów w Mucznem i szlak na Bukowe Berdo
  • Połonina Wetlińska. To dla kilkulatków dość forsowny, długi dla szlak, ale
    naprawdę przepiękny, można rozciągnąć na cały dzień, robić przystanki w
    najpiękniejszych możliwych okolicznościach przyrody. Weszliśmy żółtym z
    Wetliny i zeszliśmy przy Chatce Puchatka, do naszej bazy wróciliśmy
    busem. Można też wejść żółtym szlakiem z Wetliny i przejść tylko na
    Smerek i wrócić.
  • Połonina Caryńska, wersja skrócona zielonym szlakiem z przełęczy wyżniańskiej na górę, zejście w Ustrzykach
  • wycieczka z mapą, bez szlaku. Chcieliśmy pokazać dzieciakom inne chodzenie, dlatego któregoś dnia wybraliśmy się na spacer  na jakąś nienazwaną górę.
  • generalnie, jeśli planujecie z dzieciakami wycieczki po górach,
    najbardziej niezawodna w tym celu będzie właśnie stara, dobra mapa. Na mapie zaznaczone są punkty widokowe, a przy
    szlakach są zaznaczone czasy przejścia, z małymi dziećmi trzeba te
    wartości przemnożyć przez 1,5, a nawet dwa. 

deszcz pod namiotem w Bieszczadach

Pogoda w Bieszczadach tym razem była mocno w
kratkę, z dość dużym nastawieniem na deszcz. Co samo w sobie ma sporo
klimatu takiego romantyczno-przytulnego, starszym dzieciakom w kaloszach
i kurtkach – a w ostateczności w namiocie lub świetlicy z książkami,
kredkami lub planszówkami też to nie przeszkadzało. Jedynie
dziesięciomiesięczny
maluch był poszkodowany, bo nie może spędzać na kolanach na trawie tyle
czasu ile by
chciał.
Na szczęście było ciepło.

kamyczki!

laboga jak pięknie

Wracając, wstąpiliśmy jeszcze do przepięknego, ale mocno straszącego burzami Przemyśla

Warto podjąć wysiłek, warto trochę się razem z dzieciakami zmęczyć, przeżyć wspólnie przygodę – jak to działa w kwestii zbliżania się do siebie, kto doświadczył wspólnego klasowego przypału na wycieczce szkolnej.

To nasze praktyki, nam się sprawdzają najlepiej, dlatego się dzielę, jeśli macie jakieś swoje patenty na podróżowanie z dzieckiem poza utartymi szlakami, baaardzo chętnie przeczytam!!!

Jeśli macie jakieś pytania, dawajcie śmiało.
Jeśli uważacie, że post może się komuś przydać, śmiało udostępniajcie:)

20 sierpnia, 2018 34 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Znowu!

by Paulina 10 sierpnia, 2018

Bardzo potrzebowałam tych wakacji. Potrzebowałam ich jak rekin ruchu. A wyjazd opóźniał się i komplikował, a do tego prognozy pogody były średnio optymistyczne. Gdy tylko okazało się, że możemy, stwierdziliśmy, że chrzanić deszcz, jedziemy wypoczywać, choćbyśmy mieli nie zdejmować kurtek przeciwdeszczowych.

I fakt, namiot rozkładaliśmy w deszczu.
Deszcz ukołysał nas do snu.
Deszcz obudził nas z rana.
A my byliśmy najszczęśliwsi na świecie, podśpiewując o deszczuuuuuuw Cisneeeeeej.

Dzieci
śpiewały o „kapitanie Polska„, chwale na wysokości i „tylko pić jeść spać jak to ma godzić/jak ta Małgosi” (wersje są sprzeczne)
I wszyscy razem o tym, jakie to miłeee. Jakie miłe…

Oj, bo było.

 

Miłe były deszczowe chwile w namiocie. Namiot od tego roku naprawdę duży,
więc mieliśmy przestrzeń żeby sobie usiąść jak ludzie, popijać kawkę,
poczytać, pogadać. Patrzeć na dzieci i nieustannie zadziwiać się jak
fantastyczne zabawy potrafią wymyślać z niczego i jak mocno potrafią się
pokłócić o byle co, i jak bardzo inaczej dorośli i dzieci patrzą na
„nic” i „byle co”.
 

Dziewczyna niosąca wodę

Miłe, bardzo miłe były górskie wycieczki z dziećmi. Kiedy niemowlę
poklepuje cię po karku a ty  idziesz po połoninie i rozmawiasz sobie z
sześciolatkiem o świecie, o prehistorii trochę dalszej (dinozaury) i
nieco nowszej (jak rodzice się poznali). Kiedy czterolatka, wśród
grzmotów burzowych przytula się do taty i mówi, że już się nie boi bo on
jest najlepszym ochroniarzem. Albo gdy dzieciaki idą sobie razem i
wymyślają, że są morskim konikiem i morskim żubrzykiem i zastanawiają
się w jaki sposób taki morski żubr oddycha. I gdy siadamy sobie wszyscy
razem na pikniku z widokiem chrupiemy aromatyczne letnie jabłka.

górskie wędrówki, takie męczące, że niektórzy padają

dziecko w górach, trekking z dziećmi, dzieci na szlaku
relaksik nad rzeką

I nasz camping taki miły. Z płynąca rzeczką i sąsiadującą z nią strefą chilloutu, drewnianą huśtawą i leżakami. I świetlicą pod dachem – z grami planszowymi, klockami i piłkarzykami, dobrym jedzeniem, dobrą muzyką (a to naprawdę rzadkie w ośrodkach turystycznych) i pozytywnymi ludźmi i mocno hippisującym klimatem.

A góry, ach, jakie góry były miłe. Majestatyczne i wspaniałe, najpiękniejsze. Zachwycają, imponują, każą zwolnić i gwarantują odpowiednią perspektywę wobec naszej zajętej i zabieganej codzienności. Po górach się chodzi i poza tym wspaniałym dystansem nabiera się szacunku do natury. A z każdym krokiem górskiej wędrówki jest się bliżej. Bliżej świata. Bliżej natury. Bliżej swoich bliskich. I bliżej samego siebie.

I burza coraz bliżej
Przegoniło nas szybciutko z Połoniny Caryńskiej

 

10 sierpnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
kleszczelaslatoodporność u dzieci

Kleszcze!!!

by Paulina 19 czerwca, 2018
Mój osobisty przysysacz

Temat jest niestety gorący. I bliski nam niestety. W ciągu ostatnich dwóch lat całkiem sporo dowiedzieliśmy się o kleszczach, unikaniu kleszczy, sposobach wyciągania kleszczy, badaniach kleszczy i chorobach przez kleszcze przenoszonych. Wszystko przez jednego jednomilimetrowego pajączka przyczepionego do ramienia Wilczka w Puszczy Białowieskiej dwa lata temu.
Ale od początku.

Opowiem Wam, jak było u nas, a potem wypiszę wnioski, jakie wyciągnęliśmy z tej nieprzyjemnej przygody.

Dwa lata temu byliśmy na przepięknym wyjeździe pod namiot na Podlasiu. To region idealny na rowery, więc  sporo czasu spędzaliśmy w białowieskich lasach na dwóch kółkach, z dzieciakami w przyczepce (osłoniętej moskitierą). Na takich wycieczkach zawsze mamy ze sobą apteczkę, niestety tym razem została w samochodzie. Gdy zatrzymaliśmy się na mały piknik, zauważyłam na ramieniu Wilczka kleszcza, który był jeszcze malutki, nie zdążył się napić krwi, ale był już wkręcony.
Wyciągnęliśmy go, niestety nie mieliśmy czym odkazić śladu. Kleszcza zabraliśmy ze sobą.

Po powrocie do Lublina, wysłaliśmy robala do analizy, niestety okazało się że jest zakażony boreliozą. Mieliśmy do wyboru podać antybiotyk „profilaktycznie”, albo poczekać trzy tygodnie, zrobić badania na przeciwciała i przeprowadzić ewentualną kurację dopiero wtedy. Uznaliśmy jednak, że antybiotyk to nie witaminka C, którą można sobie podać „na wszelki wypadek”. Badania na przeciwciała (potem Wam napiszę jakie) niestety potwierdziły obecność przeciwciał. Dostaliśmy trzy tygodnie antybiotyku. To był pierwszy antybiotyk Wilczka, i mocno go osłabił – zarówno w sensie odporności, jak i sił witalnych.

Przez rok po skończonej terapii powtarzaliśmy badania, cały czas obserwując, czy nie ma żadnych objawów, drżąc na każde „bolą mnie kolanka” (krętki borelii czasami atakują stawy) i obserwując pod lupą każde podejrzane zaczerwienienie (rumień jest jedynym stuprocentowym objawem zakażenia boreliozą). W międzyczasie ilość przeciwciał mocno wzrosła i istniało ryzyko leczenia antybiotykiem w szpitalu, na szczęście potem spadały, ostatnie badania pokazały poziom graniczny, więc wygląda na to, że możemy spać spokojniej.

Te dwa lata były dla nas czasem intensywnego chłonięcia wiedzy na temat kleszczy, prewencji, sposobów leczenia, więc dzisiaj postaram się nią z Wami podzielić. Przy czym pro forma zaznaczam, że nie jestem lekarzem i ten wpis nie może zastąpić porady lekarskiej (najlepiej sprawdzonego lekarza zakaźnika).

Ulubiona miejscówka kleszczy

To zaczynamy.

Jak się ochronić przed ukąszeniem kleszcza?

Przede wszystkim, wbrew popularnej opinii, kleszcze nie spadają z drzew, to nie spadochroniarze;). Najgęściej występują w wysokich trawach, łąkach, choć nie jest powiedziane że w mieście jesteśmy zupełnie bezpieczni (znalazłam kleszcza na moim dziecku w ogródku przydomowym w mieście). I nie oznacza to, że z obawy przed kleszczami trzeba zaprzestać kontaktów z naturą. Można zminimalizować ryzyko ukąszenia.

  • DEET nie działa na kleszcze – są skuteczne na komary, meszki, ale nie na kleszcze
  • są różne naturalne metody,olejki eteryczne, których kleszcze nie lubią (goździkowy, z trawy cytrynowej, lawendowy, anyżowy, eukaliptusowy). Nie dają stuprocentowej ochrony, ale zniechęcają i są naturalne
  • permetryna. Bardzo skuteczna, ale też bardzo drażniąca substancja i absolutnie nie nie nakładamy jej na skórę. Stosujemy niewielkie stężenie i spryskujemy ubrania w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Trzeba uważać, żeby w pobliżu nie było co oczywiste dzieci, i kotów – są wrażliwe na permetrynę
  • a w kwestii ubrań – długie nogawki i długie rękawy, czyli podstawa i najprostsze rozwiązanie
  • i jeszcze jedna metoda, bardzo prosta i bardzo skuteczna. Kleszcze nie wbijają się momentalnie, przeważnie dość długo wędrują po naszym ciele i szukają najlepszego dla siebie miejsca. Dlatego często się oglądamy, dzieciaki też są wyczulone na malutkie czarne pajączki. Już niejednego udało nam się pozbyć właśnie przed ukąszeniem.
Kleszcze nie skaczą z drzew

Co zrobić, gdy znajdziemy kleszcza?

Jeśli jeszcze się nie wkręcił, to nic, wystarczy się go pozbyć, nie ma ryzyka zarażenia:)
Jeśli jest już wczepiony, to – wbrew obiegowej opinii – jest już ryzyko, że zostawi po sobie jakąś nieprzyjemną pamiątkę, nawet jeśli wyjmiemy go szybko, zanim zdąży się napompować. Oczywiście ryzyko jest tym większe, im później odkryjemy robala (gdy napiją się już „pod korek” zwyczajnie wymiotują i wtedy mogą przekazywać nam groźne choroby), niemniej wbity kleszcz to już jest ryzyko.
Przede wszystkim, trzeba go umiejętnie i jak najszybciej, dosyć energicznie wyjąć, nie ściskać (żeby nie zwymiotował), nie wyrywać. My mamy tzw „kleszczołapki”, czyli miniaturowe narzędzie w kształcie łomu do wyciągania gwoździ – obejmuje on kleszcza i wyciąga bez ściskania. Są różne szkoły i narzędzia do wciągania, generalnie jest jedna wspólna zasada – trzeba zwracać uwagę, żeby kleszcza nie ściskać – wtedy zwiększamy ryzyko infekcji.
Miejsce należy solidnie zdezynfekować.
Moim zdaniem nie ma sensu sprawdzać, czy kleszcz był zarażony – to są dodatkowe koszty, a w przypadku wyniku pozytywnego i tak musimy zrobić badania, które potwierdzają, lub nie, obecność przeciwciał.
Spotkałam się z opinią lekarza, mówiącą o tygodniu antybiotyku jak najszybciej, przed robieniem badań. Ale ja osobiście nie jestem zwolenniczką takiego podejścia, nigdy nie wiemy, czy po tym tygodniu nie złapiemy kolejnego kleszcza, a potem kolejnego, i tak się możemy bujać na antybiotyku dłuższy czas, choć wcale nie wiadomo, czy faktycznie jest potrzeba.

Jakie badania gdy ukąsi kleszcz

Przede wszystkim badania z krwi nie potwierdzają nam w stu procentach zakażenia.

Są dwa rodzaje badań, które wykonuje się standardowo, wykrywają one przeciwciała (a nie bakterię). Pierwszy test, to test ELISA, który ma za zadanie potwierdzić obecność przeciwciał IGM i IGG na boreliozę. W przypadku przekroczenia normy, trzeba zrobić jeszcze jedno badanie, Western Blot, które potwierdzi (lub nie) że wykryte podwyższone przeciwciała, to przeciwciała na boreliozy.
Jeśli badania potwierdzają obecność przeciwciał boreliozy, trzeba pójść do lekarza, najlepiej od razu zakaźnika.

W kwestii diagnostyki boreliozy polecam jeszcze obejrzenie tego, bardzo rzetelnego filmu.

Metody alternatywne

Są teorie mówiące, że nasze organizmy są w stanie same zwalczyć boreliozę. Na pewno są w stanie trzymać krętki borelii „w ryzach”, jednak może się zdarzyć (i tak właśnie często bywa), że przy jakimś nadwyrężeniu układu odpornościowego pilnowane dotychczas krętki rozłażą się i wchodzą w różne nieciekawe miejsca siejąc naprawdę niefajne spustoszenie.
Gdy okazało się, że mamy do czynienia z boreliozą u Wilczka, i gdy jakiś rok po antybiotykoterapii bardzo wzrosły mu przeciwciała postanowiliśmy włączyć dodatkowe sposoby. Przede wszystkim, do znudzenia wzmacnialiśmy odporność. (tutaj teksty o tym, jak wzmocnić odporność u dzieci latem, i wzmacnianie odporności dzieci zimą). Sok z kiszonych buraków, balsam jerozolimski, ciepłe zupy, soki imbirowe, miód, kurkuma, czarnuszka. Hartowanie. Do tego postawiliśmy na ziołolecznictwo – w Lublinie działają Bonifratrzy, którzy przyrządzają indywidualnie dobrane mieszanki ziół. Wiem np, że szczeć jest ziołem sprawdzonym w walce z boreliozą. Wilczek ponad pół roku codziennie, trzy razy dziennie pił ziółka.
Ostatnie badanie pokazało znaaacznie zmniejszony poziom przeciwciał. Nie wiemy oczywiście, co konkretnie miało taki wpływ, czy organizm sobie po prostu poradził, czy pomogły te zioła, najważniejsze, że sytuacja się polepszyła.

I to by było na tyle. Myślę, że temat kleszczy wyczerpałam:) Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało.

Jeśli przydał Wam się ten tekst, będę wdzięczna za udostępnienie, chciałabym tylko jeszcze raz zaznaczyć, że ten artykuł został napisany z perspektywy i w oparciu o doświadczenia rodziców dziecka zarażonego przez kleszcza boreliozą, a nie naukowca badającego temat.

19 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilatoPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestyle

weekend nad Bugiem

by Paulina 14 czerwca, 2018

Trochę mi się chciało nad morze tak naprawdę. Ale czas mieliśmy ograniczony, a z naszego Lublina nad morze jest naprawdę daleko, więc postawiliśmy na bliższy wypad, nad Bug z rowerami i przyczepką.
Bug. Romantyczny Bug, nieuregulowany, klimatyczny, dziki. Kojarzący się ze wschodnią duszą, z ta dobrą prostotą. Esencja tej symbolicznej sielskiej polskości.

Wybraliśmy się do Serpelic, samego serca Parku Krajobrazowego Przełomu Bugu. Wynajęliśmy niedrogo mały drewniany domek wśród sosen. Brzmi super, ale na tym zalety miejscówki się skończyły;) Ośrodek trochę… retro, jeśli wiecie co mam na myśli, z różnymi budynkami niewiadomego przeznaczenia – ale ewidentnie w trakcie przemian i usprawnień, np część domków już zostało wyremontowanych, a na terenie ośrodka jest tez fajny park linowy. Cieszę się też, że byliśmy tam przed wakacjami, bo w zasadzie nie było ludzi  – niestety ci, którzy się pojawili, ilością wydawanych decybeli utwierdzili nas w przekonaniu, że zdecydowanie wolimy bezludną głuszę.

Ale, przecież przyjechaliśmy do parku krajobrazowego, nad Bug, a nie do domku, więc zdecydowaną większość czasu spędziliśmy na rowerach, w takich okolicznościach: 

Wilczek dzielnie jeździł sam na rowerze, choć drogi mało przyjazne, bardzo piaszczyste.

w końcu, komuś trzeba było ustąpić miejsca w przyczepce.

co wy mie tu dajecie
stópki też spróbowały

nadbużański park krajobrazowy, podlasie z dziećmi, rower z dzieckiem

przyczepka rowerowa, weekend nad bugiem, wycieczki z dziećmi

Okolice arcymalownicze. Przestrzenie, poczochrane drzewa, łąki i stogi (zwoje?) siana, zieloność. Niebo z takimi poetyckimi obłoczkami, idealnymi, żeby sobie leżeć leniwie i wpatrywać się w ich kształty – czysty mindfulness, kwintesencja tu i teraz, zen doskonały. Do tego ta rzeka, kręta i niespieszna, zielonkawa, zarośnięta obfitą roślinnością.

A to wszystko z taką ścieżką dźwiękową… Cisza odcywilizacyjna. Szum wiatru, rechot żab, bzyczenie much, cykanie świerszczy i szalony ptasi chór.

I zapach jeszcze sobie dodajcie. Słodko-obłędne lipy. Świeżo skoszone siano. Ten piasek rozgrzany. I rzeka. I czereśnie.

Wdech. Wydech.

To właśnie jest szczęście.

Stadnina koni w Janowie Podlaskim

I uroczysko Zaborek. Fantastyczny, ogromny zielony teren i zaadaptowane do celów restauracyjno-hotelowych budynki z XIXw

Piękne miejsce, to domek gajowego wśród drzew, z zaciszną werandą. Podobno w nim zatrzymuje się zawsze Charlie Watts z Rolling Stones, gdy z żoną Shirley przyjeżdzają na aukcje koni.

W tym wiatraku też można spać
Pomieszkałabym tu. Trochę drogo, ale powiedziałabym, że cena adekwatna.

Zdecydowanie, przepiękne miejsce na lekko przedłużony weekend.
Po ciszę, po naturę, po spokój.
Po piękny rodzinny czas.
Po właściwe proporcje i poukładanie priorytetów w głowie.

14 czerwca, 2018 15 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylslow lifestyleupałwiosnazmysły

opisy przyrody

by Paulina 4 czerwca, 2018

No nie da się inaczej.
Co roku o tej porze, pijana tym pięknem bombardującym wszystkie zmysły, siedzę i wzdycham.

Mrużę oczy w słońcu.
Powietrze drga od upału, pachnie rzeką, porusza się wiatrem.
Dzieciaki pochłonięte po uszy najlepszą zabawą na świecie, wodą i piaskiem. Niemowlę też spełzło z koca czemprędzej, odkrywa plażę całym (zapiaszczonym) sobą, w bezzębnym zachwycie totalnym.
Rozglądam się, przyroda oszalała, kwiaty buchają swoja kwiatowością na wyścigi, każdy najpiękniejszy na świecie. Ptaki chyba mają nieustający ptasi Woodstock, miłość i śpiew.

Płynie Wisła i krew z mojej zranionej w rzece stopy. Trochę wbrew sobie unieruchomiona siedzę i tak siedząc, tym intensywniej chłonę ten czerwiec niesamowity, to wiosenne lato, jeszcze świeże i energetyczne. Jest tak pięknie, że aż boli serce.

 Boli serce i boli palec bez opuszki…;)

4 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiKazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowapodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka do Janowca

by Paulina 11 września, 2017
ruiny zamku, zwiedzanie z dziećmi, atrakcje lubelszczyzny

To prawdopodobnie nasza ostatnia wycieczka we czworo. Sama jestem ciekawa, kiedy ruszymy w drogę w nowym składzie…

lubelskie z dziećmi, janowiec
zwiedzanie z dziećmi, janowiec, lubelszczyzna, lubelskie z dzieckiem 

Kierunek: Janowiec. Janowiec, czyli mniej popularny brat Kazimierza, po drugiej stronie rzeki.
Na
miejscu ruiny renesansowego zamku, całkiem zresztą nieźle zachowane,
pozwalające wczuć się w klimat rycersko – księżniczkowy, bliski, jak
sądzę większości dzieci. Koło zamku świetny, rozległy park z kojącym
widokiem na Wisłę i Kazimierz, idealny na piknik i hamak.

 
 

A potem Przeprawa Promem (to określenie mocno na wyrost, jakie padło z ust zachwyconego Wilczka. W rzeczywistości chodzi o przeprawę czymś w rodzaju sporej tratwy Cały „rejs” trwa parę minut 😉 ). Z samego Janowca nad rzekę nie jest daleko nawet na piechotę, ale moje możliwości spacerowe na sam koniec ciąży, są już zdecydowanie ograniczone (a mizerne zasoby sił woleliśmy wykorzystać na spacer po parku i koło niego – wzdłuż skarpy przy Wiśle), więc przeprawiliśmy się z samochodem, co zresztą wywołało niemal ekstazę u nieletnich – nie dość że przeprawa statkiem, to jeszcze z samochodem.

A na koniec nadwiślańska plaża, a tam, jak zawsze ogarnia błogość idealna, świat zwalnia i spokój ogarnia doskonały… Zupełnie nie wiem, z czego to wynika – czy ta Wisła w tym miejscu tak leniwie płynie, czy działa drewniany kazimierski zapach, sepiowy kolor piasku, suma dobrych skojarzeń.
W każdym razie, zakończenie dnia, i wakacji idealne.

ciąża w lecie, letnie stylizacje ciążowe, jak się ubierać pod koniec ciąży

11 września, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznaLublinpodróże i wycieczkipodsumowaniaprzyjemnościRoztoczew ciąży

przyjemności letnie

by Paulina 4 września, 2017
lato w ciąży, sesja z brzuszkiem

To lato jest dla mnie dość wyjątkowe. Nie zawsze jest tak, że lato, początkowo wyjątkowo zimne, potem wyjątkowo gorące spędza się w końcówce ciąży, w towarzystwie dwóch intensywnych przedszkolaków. To te czynniki które sprawiają, że wiele przyjemności wakacyjnych jest ograniczonych, bądź uniemożliwionych totalnie.
Ale, w gruncie rzeczy, całkiem nam było dobrze razem, zobaczcie.

dinopark, park jurajski, bałtów

Wakacyjne wycieczki

Jak wakacje, to wycieczki, i wypady. Poza
trochę dłuższymi wakacjami na Suwalszczyźnie, raczej jednodniowe i
raczej nie na koniec świata, z wiadomych względów. Ale korzystaliśmy, bo
one pięknie robią wakacyjny klimat, dzieciaki je uwielbiają.
Jeździliśmy po okolicach lubelskich, znanych nam na pamięć  i
odkrywanych zupełnie na nowo. Czasem spacerowo, czasem głównie
piknikowo, do lasów, parków, miasteczek i wiosek.

Koniki polskie w Zwierzyńcu

Jeden z najpiękniejszych dni w te wakacje wg Wilczka, czyli Park Dinozaurów w Bałtowie

BFF

Suwalski Park Krajobrazowy

Lato na wsi

Upały wysysały energię, dlatego sierpniowa kanikuła to głównie podlubelska wieś i „wczasy pod gruszą” u babci i dziadzia. To tutaj pławiliśmy się w sielskości i błogości. Tutaj ogarniał Odpoczynek Totalny. Z basenem, trawą, piaskiem, hamakiem pod orzechem, owocami prosto z krzaczka i ożywczym wiaterkiem.
Dzieciaki miały siebie wzajemnie, do wspólnego biegania po trawie, grania w
piłkę, chlapania w wodzie, huśtania się i całej masy nienazwanych zabaw, a my polegiwaliśmy
błogo i patrzyliśmy na nasze dzikie dzieci spod zmrużonych rzęs.

chleb na zakwasie, bochenek, jak upiec chlebjak zrobić chleb, bochenek, pieczenia chleba

Piec chlebowy 

To nieodłączny element naszych wiejskich wypadów. Mój cudowny mąż namówił wszystkich na budowę tradycyjnego pieca chlebowego i teraz cieszymy się najpyszniejszą pizzą i idealnym chlebem za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców.
 

 

Lulin 700, balony, stare miasto

Lato w mieście

Jest ok. Zwłaszcza, że Lublin w tym roku świętuje swoje 700 lecie istnienia, więc to lato jest jeszcze bogatsze w miejskie festiwale i imprezy.
No i są przyjemne parczki i skwerki, fontanny, zalew, są pyszne rzemieślnicze lody. Są ciepłe i klimatyczne wieczory w nagrzanych murach, czasem spędzone Tylko We Dwoje.

Najlepsze lody w mieście w Czekoladowym

wersja w gofrze, na wypasie

Balkon

Zagospodarowany w tym roku, wyposażony w deski na podłodze, hamak, ławeczkę i dużo ziół i kwiatów, stał się naprawdę fajnym miejscem,na poranną kawkę lub wieczorną meliskę.

Książki

Przyznam, że nie mam jakiejś super passy czytelniczej ostatnio. Strasznie lubię ten stan, gdy mam kolejkę książek do przeczytania, a chyba najbardziej, gdy wciągnę się w konkretnego autora lub motyw / miejsce / czas. Ostatnio dobieram lektury dość chaotycznie, ale parę perełek udało mi się trafić.
Poniedziałkowe dzieci, bardzo poetycko napisana książka Patti Smith o niej samej, jej relacjach z Robertem Mapplethorpem. Świetnie się czytało podczas naszych wakacji na Suwalszczyźnie, idealnie mi pasował ten wakacyjny klimat do ich historii. 
Sekretne życie drzew Peter Wohlleben, jedna z najczęściej pojawiających się w tym roku książek na instagramie, a ja nie przepadam za insta-książkami. Ale skusiłam się i bardzo się cieszę. Choć  ton momentami zbyt jak do dzieci i trochę daleko posunięta ta antropomorfizacja drzew, to książka jest pełna ciekawostek, które teraz sprzedaję mojej rodzinie przy różnych okazjach tonem eksperta.
Mag John Fowles. Fantastyczna książka, o której nie bardzo potrafię napisać jednozdaniową opinię – tajemnicza atmosfera, świetnie skonstruowana opowieść, o miłości, egoizmie, psychologii, wolności, prawdzie, religii i filozofii…
Kamień na kamieniu. Myśliwskiego.  Bardzo lubię u Myśliwskiego ten gawędziarski styl, czasem poetycki, czasem bardzo prosty i mądrość wplecioną jakby mimochodem w opowieść.
Wanna z kolumnadą Filipa Springera. Świetne reportaże o polskiej przestrzeni i tym, dlaczego w naszym pięknym kraju tak często bolą oczy.
Steinbeck i Fitzgerald, jeszcze pod koniec wiosny, w ramach poznawania klasyków amerykańskich

Filmy i seriale

Filmów było sporo, tu te, które najbardziej zapamiętałam.

Król Artur. Legenda miecza. Poszliśmy sobie do kina na „coś fajnego” i nie zawiedliśmy się. Film bardzo w stylu Guya Ritchiego, naprawdę dobrze się oglądało, choć na pewno nie jest to film wiernie pokazujący legendę
Song to song, to film który zachęcił nas obsadą a który docenia się przede wszystkim za formę i estetykę. Sama historia i bohaterowie w gruncie rzeczy dość banalni.
Drive. Nigdy dotąd go nie widziałam, ujął mnie totalnie melancholijnym, trochę mrocznym klimatem fantastycznie podkręcanym świetną muzyką. Mało dialogów, także między głównymi bohaterami, ale wszystko aż iskrzy od napięcia
Paterson. Przez sporą część filmu oczekuje się w napięciu, że zaraz wydarzy się coś dramatycznego, a potem napięcie schodzi i jest miło, spokojnie i prosto.
Dunkierka. Świetnie zrobiony film, ze świetną obsadą (Tom Hardy jednym okiem opowiadający całą historię i taka masę emocji!) i opowiadający o wojnie z bardzo, moim zdaniem, współczesnej perspektywy – nie ma tam monumentalnych scen walki, są pojedynczy i anonimowi, tzw zwykli ludzie, mniej lub bardziej bohatersko radzący sobie (lub nie) z rzeczywistością wojenną. Mocno to sugestywne.
Sztuka kochania. Umknął nam ten film w kinie, doczekaliśmy się wydania na dvd. Świetnie opowiedziana, kobieca historia i wspaniała Magdalena Boczarska.
Gra o tron, jedyna oczywistość serialowa w ostatnich miesiącach.

Muzyka

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa do filmu Drive. I Daniel Bloom, soundtrack z Wszystko co Kocham, a ostatnio też Lovely Fear, bardzo wakacyjne i klimatyczne dźwięki.

Chciałam w te wakacje jeszcze zająć się trochę mieszkaniem, popleść makramy do powieszenia doniczek z roślinkami, wywołać zdjęcia do albumów… Ale na to pewnie przyjdzie czas jesienią, gdy starszaki będą w przedszkolu, a najmłodsze będzie spać lub kontemplować własne stópki.

I już. Nie ukrywam, że 1 września przywitałam w tym roku z wyjątkową radością, ale to fajne wakacje były.
A jak Wasze wakacyjne wrażenia?

4 września, 2017 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamoda ciążowamój stylprzyjemnościslow lifestylew ciąży

gdy słońce blednie a ogród lśni

by Paulina 29 sierpnia, 2017
jak się ubierać pod koniec ciąży, letnie stylizacje ciążowe

Ostatnie dni sierpnia pachną jabłkami, spłowiałym słońcem i skoszonym zbożem. A my odbywamy miłe, nieduże wycieczki, ostatnie w te wakacje i w tym składzie.

Niemłode już lato, koniec wakacji i koniec ciąży wspólnie pracują nad możliwie najlepszym ostatnim wrażeniem. I powiem Wam, że dają radę.
Lato żegna się czułymi i delikatnymi pocałunkami słońca, już bez gwałtowności początków sierpnia i oziębłości lipcowej.
Ostatki ciążowe jakby złagodziły zgagę i skurcze łydek.
A dzieci, w ostatnie dni wakacji (bardzo wspólnych) zdecydowały trochę odpuścić intensywną Fazę na Mamę.

Chłodne wieczory i ciepłe popołudnia. Lody. Cukinia na sto sposobów. Rozjaśnione od słońca włosy i dobrze utrwalone piegi. Pożółkłość i spłowiałość. Migocące nitki babiego lata. Pełne garście malin i nierówne pomidory.
Sierpniu, robisz to dobrze.

owadolandia, wycieczki z dzieckiem
Owadolandia w Wojciechowie pod Lublinem, gdzie, wśród imponujących modeli owadów, labiryntu w kukurydzy i przyjemnego placu zabaw spędziliśmy ostatnio przemiły dzień.
owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

owadolandia, wycieczki z dzieckiem, lubelskie

kukurydziany labirynt, wycieczka z dzieckiem

końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
końcówka ciąży, jak się ubierać w dziewiątym miesiącu, stylizacje ciążowe
29 sierpnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckolatoodporność u dziecirozmyślaniazmysły

Dzikie Dzieci czyli pochwała wsi

by Paulina 23 sierpnia, 2017

 

wakacje na wsi, integracja sensoryczna, radosne dzieciństwo

Zdejmują buty już w samochodzie. Wysiadają na bosaka i biegną. Zanim my dojdziemy z licznymi naszymi torbami do domu i wejdziemy do ogrodu, oni już malowniczo ubrudzeni w samych gaciach zbierają borówki, maliny, albo obserwują robaczki.

Potem zazwyczaj następuje mały kryzys, zaczynają się kręcić, jęczeć i nie wiedzieć czego chcą, proszą o włączenie bajki albo przeczytanie książeczki, kłócą się i standardowo jedno (co najmniej) przychodzi do mnie z płaczem. A potem, po jakiś dwóch godzinach, zmieniają się w

wolne dzieci

czasem widać złociste główki zza owocowych krzewów
czasem słychać ich śmiech
czasem docierają do nas strzępki rozmów i planów na kolejne budowle
czasem stajemy się świadkami spektakularnej akcji policyjnej, sceny z życia dinozaurów lub spotkania dwóch młodych rodziców rozmawiających o swoich dzidziusiach w brzuchach
czasem widzimy jak zaaferowani podlewają kwiatki swoimi małymi konewkami
zbierają małe pomidorki i wożą taczkami
wymyślają historie
przyglądają się, przysłuchują, wąchają i dotykają
chłoną
a czasem w ogóle ich nie widzimy, mija czas, a oni ciągle w swoim magicznym dziecięcym świecie

dzieci na wsi, integracja sensoryczna, wakacje na wsi

W te wakacje spędzamy u moich rodziców nieprzyzwoicie dużo czasu. Jeździmy te 15 km od Lublina, by spędzić tam parę dni, albo chociaż parę godzin. Jedziemy ratować się przed upałami, objeść grządki i wykąpać w basenie. Jedziemy po spokój, odpoczynek, równowagę psychiczną i masy korzyści dla dzieciaków.

relaks  dla rodziców

Dzieci, które przez dłuższy czas zajmują się same sobą, to jedno z milszych doświadczeń rodzicielskich.To jedyne w swoim rodzaju połączenie odpoczynku doskonałego z dumą i satysfakcją, że takie mamy samodzielne dzieci (bo oczywiście tego typu zasługi przypisujemy sobie). A do tego to przepiękny i cholernie wzruszający widok, jeden z tych z cyklu „życie jest piękne”.

wzmacnianie odporności

Pisałam  w tamtym roku o letnim budowaniu odporności. Wieś, bose stopy (także po chłodnej rosie, czy deszczu), świeże powietrze, owoce prosto z krzaka i ruch przez cały dzień. Czyli wszystko, co najprostsze, najnaturalniejsze i najskuteczniejsze przy wzmacnianiu i hartowaniu młodych organizmów. Zupełnie za darmo, bezwysiłkowo i tak cudownie przy okazji.

na bosaka a hartowanie, wakacje na wsina bosaka a hartowanie, wakacje na wsi

Integracja sensoryczna

Coraz więcej dzieci w dzisiejszych czasach ma problemy z integracją sensoryczną (SI). Wikipedia tłumaczy pojęcie SI jako „podświadome współdziałanie zmysłów człowieka umożliwiające wykonywanie codziennych czynności.” A Polskie Stowarzyszenie Terapeutów Integracji Sensorycznej uzupełnia: „Termin integracja sensoryczna określa prawidłową organizację wrażeń
sensorycznych (bodźców) napływających przez receptory. Oznacza to, że
mózg, otrzymując informacje ze wszystkich zmysłów (wzrok, słuch,
równowaga, dotyk, czucie ruchu-kinestezja) dokonuje ich rozpoznania,
segregowania i interpretacji oraz integruje je z wcześniejszymi
doświadczeniami. Na tej podstawie mózg tworzy odpowiednią do sytuacji
reakcję nazywaną adaptacyjną. Jest to adekwatne i efektywne reagowanie
na wymogi otoczenia. Może to być odpowiedź ruchowa jak i myślowa.
Integracja
sensoryczna jest procesem, dzięki któremu mózg otrzymując informację ze
wszystkich systemów zmysłowych dokonuje ich segregacji, rozpoznania,
interpretacji i integracji z wcześniejszymi doświadczeniami.
„
Objawy zaburzeń SI są mało precyzyjne i w jakimś stopniu przejawia je wiele dzieci. Może to być np. zbyt duża, lub zbyt mała ruchliwość, „niedotykalskość”, nadwrażliwość na niektóre faktury, zbyt mała wrażliwość i poszukiwanie pobudzenia (np. intensywne kręcenie się w kółko, albo walenie głową w ścianę), trudności z koncentracją, problemy z koordynacją ruchową.

Zaburzenia mają oczywiście różne przyczyny, często zupełnie od rodziców niezależne. Faktem jest też jednak to, że kiedyś tego typu problemów było mniej (oczywiście mniej też była rozwinięta pedagogika i psychologia pozwalająca diagnozować takie problemy). A właśnie zanurzenie w przyrodę i pozwolenie na to by się pobrudziły, by doświadczały, odczuwały świat to coś, co kiedyś dzieci po prostu miały. To także coś, co możemy, i powinniśmy wszyscy dać swoim dzieciom, . Dzieciaki „puszczone wolno” w naturę będą turlać się po trawie, pocierać stópkami o piasek, głaskać błotko, brać do rączek żaby i świerszcze, wąchać kwiatki, czyli przepięknie wzmacniać wszystko, co ważne w SI. I tu chodzi o dokładnie te same doświadczania, co na terapiach SI – ale bez ich „terapiowej” aury pt. jest problem i pracujemy (w domyśle ciężko) nad polepszeniem sytuacji.
W naturze, na wsi, dzieciaki integrują się sensorycznie tak po prostu, o ćwiczeniach małej i dużej motoryki już nawet nie wspominam.

zabawa w glinie, bose stopy, dzieciństwo unplugged

huśtanie, wakacje na wsi

Kreatywność

Odkąd dzieciaki chodzą do przedszkola, jestem zadziwiona przebogatą ofertą zajęć dodatkowych dla maluchów. Oczywiście są standardowe zajęcia muzyczne, sportowe, językowe. Ale jest coraz więcej kwiatków typu stymulacja zmysłów, rozwój mózgu i chyba największy hit, czyli nauka kreatywności. Stymulowanie kreatywności u dzieci! Jak mawiał klasyk, nie ucz dziada charchać, czyli dzieci są samą kreatywnością! Kreatywność to drugie imię dzieciństwa a jedyna rola dorosłych w tej kwestii to dać dzieciom przestrzeń (także metaforyczną) i nie wtrącać się. Dać się ponudzić, i nie stymulować na siłę. A potem już tylko obserwować dyskretnie, jak powstają nowe fascynujące rzeczywistości pełne zwrotów akcji, odgrywane co chwilę nowe role, wyobrażane nowe światy. Wymyślają te zabawy aż furczy. Wyścigi, tworzenie, odgrywanie ról, zabawy zręcznościowe – mądre, piękne, uroczo bezsensowne, cudownie naiwne. A przede wszystkim ich.

Nie będę Was zanudzać peanami o wspaniałych korzyściach takich zabaw dla dziecięcego rozwoju. Może wspomnę tylko jedną oczywistą oczywistość, że dzieci, którym pozwala się bawić samodzielnie i zajmować sobą, będą umiały się sobą zajmować i będą samodzielne (Eureka!)

A do tego wspomnienia szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa, jakie właśnie im się wdrukowują.
Najzwyklejsza i najcudowniejsza na świecie dziecięca radość totalna.
Wyjedźmy z dziećmi z miasta.

23 sierpnia, 2017 23 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry