Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

lubelszczyzna

aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lubelszczyznarozmyślaniaslow lifestyleuważność

„… don’t forget to dance”

by Paulina 6 kwietnia, 2022

 Wiadomość zastała nas, gdy w klimatycznym sycylijskim domku zastanawialiśmy się, planując trekking, czy Etna wybuchnie. Nie wybuchła. Wybuchła wojna.

Zrobiliśmy parę przelewów, zmartwiliśmy się. Ale prawda jest taka, że wciąż byliśmy na wakacjach. Ciągle to nie była nasza wojna.

Gdy wróciliśmy, rzeczywistość, która zwykła witać nas obuchem w postaci prania i pilnych spraw, tym razem, cóż… wiadomo. Zmroziło mnie .

Tym bardziej chwyciłam się codzienności, tym bardziej łapię momenty. Jakie
to ważne, po raz kolejny uświadamiamy sobie od ponad miesiąca. Gdy z
tyłu głowy mam świadomość kruchości życia, dobrobytu i pokoju, gdy każda
chwila przefiltrowana przez wieści z frontu.

Codziennie wracam do bezpiecznego domu, pachnącego drewnem i wyciszającą mieszanką olejków eterycznych. Pieczemy chleb, czytamy książki na dobranoc. Na spacerach wypatrujemy rozwijających się listków. Utulamy, bardziej niż kiedykolwiek. Trochę żeby dać im poczucie bezpieczeństwa. Trochę żeby dać poczucie bezpieczeństwa sobie.

Oczywiście jak wszyscy, chciałabym nie mieć tak namacalnych dowodów, że nic nie jest na pewno, że trzeba cieszyć się życiem już natychmiast.

Ale cieszę się nim, mimo wszystko, choć czasem jednak trochę przez łzy.

Nie chodzi o to, żeby zamykać oczy, udawać, że nic się nie dzieje. Dzieją się rzeczy potworne, tragiczne, i dziać się będą, jeszcze pewnie długo. Dlatego trzeba się wzmacniać, podawać sobie najpierw tę maskę tlenową – o tej porze roku bardzo dosłowną, z tlenem przedwiosennym, pachnącym rozmarzającą ziemią, i mimo wszystko wystawiać buzię do słońca i zachwycać kwiatkami, bo one od tego są żeby się nimi zachwycać.

Wiecie, może to brzmi dość beztrosko, ale mam takie przekonanie, że zamartwianie się i spalanie w bezsilnej złości nikogo ani niczego nie ratuje. Wychodzę z założenia, że energię lepiej spożytkować na działanie, niż na rozpacz. Każdy ma coś, czym może się podzielić bez nadmiernego nadużywania
siebie, bez doszczętnego wypalenia. Jedni mają trochę więcej czasu, inni trochę więcej pieniędzy,
jeszcze inni konkretne umiejętności lub wolne metry kwadratowe.  Ważne, żeby pomagać, i żeby w tym pomaganiu koncentrować się na potrzebach innych a nie głaskaniu własnego sumienia.

A tymczasem słońce znowu robi robotę. Wyłażą liście, ptaki zaczynają swoje wariackie koncerty. Znowu wygrywa życie, życie zachłanne i nienasycone. A to przecież w tym wszystkim chodzi. 

O życie.

6 kwietnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkiRoztocze

jeszcze jesiennie

by Paulina 7 grudnia, 2021

Łapanie rytmu mi kuleje, ciągle nie jest tak, że jesień mi zwolniła i uspokoiła. Niekończące się ostatki poremontowe, kolejne kwarantanny i infekcje u dzieci, intensywność i stres w pracy. Dużo tego.

Jestem zmęczona tym wszystkim, mocno i wielowymiarowo. Próbuję sie ratować jak mogę.

Na nerwy, zmęczenie i stres najlepiej sprawdza się natura. Powiem Wam, że sama jestem w szoku, jakie cuda działały różne wypady, krótsze i dłuższe w jesienny świat.W trudniejszych momentach, wystarczało popołudnie w pobliskim wąwozie, nasze tradycyjne okołolubelskie jednodniowe wycieczki, a w miarę możliwości także miłe, przedłużone weekendziki.

Zaczęliśmy od Puszczy Knyszyńskiej. Podlaska wioseczka na końcu świata, chatka (podobnie jak Korolowa Chata), przystosowana i z wygodami, ale na maksa wiejska i sielska. Z piecem chlebowym i jabłonką w ogrodzie. Przy tej jabłonce przyszło nam spędzić więcej czasu niż planowaliśmy, bo w trakcie wyjazdu otrzymaliśmy wiadomy telefon od sanepidu… Ale nic to. Bo jakim luksusem w dzisiejszych czasach jest spędzić dzień przed drewnianą chatą, na leżaczku, wystawiając twarz do jesiennego słońca. Nic nie musieć. Dzieci mieć zajęte wyścigami ślimaków i grami planszowymi. Zajmować się tylko grą światła i babiego lata, ewentualnie książką. Czasem dobrze jest odpocząć nawet od wakacyjnego gdzie jedziemy co robimy. Puszcza Knyszyńska więc niespecjalnie zgłębiona, ale wszystko przed nami.

Potem Roztocze. W sam raz na początek złociejącego października. Roztocze znamy i uwielbiamy od dawna, Zwierzyniec (i LAF) jest nam prywatnie bardzo bliski. Z Lublina jest stosunkowo blisko, a jednocześnie na tyle daleko, żeby poczuć, że to wyjazd i odpoczynek. To piękny, klimatyczny region, pełen lasów, rzeczek, szlaków pieszych i rowerowych. Na Roztoczu mieszkaliśmy na obrzeżach Krasnobrodu, w rewelacyjnym Domku Jodełka, pięknym, arcywygodnym i szalenie przyjaznym miejscu, na pewno tam wrócimy.

Udało mi się tez wyrwać jeden zupełnie samotny wyjazd, weekend jogowy w ukochanych okolicach Kazimierza Dolnego. To był odpoczynek totalny, leczący mi pospinane ciało i zestresowaną głowę. Ćwiczyłam, jadłam dobre i zdrowe jedzenie, spacerowałam, czytałam. Rzadko jest tak, że całe dnie jestem tylko i wyłącznie dla siebie, i wszystko co robię jest DLA MNIE. Dawno się tak sobą nie zaopiekowałam.

I tak. Wciąż jest chaosiaście, a stres przybiera różnorodne oblicza, ale wiem, że mogłoby być znacznie gorzej. A dopóki są takie odskocznie do natury, dajemy radę.

W Jodełce

7 grudnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

o wakacyjności, co bucha znienacka

by Paulina 8 lipca, 2021

Wakacje. W tym roku to znów nie będą spektakularne wakacje pełne długaśnych i dalekich wyjazdów, inne sprawy mamy teraz na liście priorytetów, ostatnie, i najbliższe tygodnie to dużo pracy a także remont i w najbliższej przyszłości także przeprowadzka. Już nie łudzę się że uda się wydobyć spod ziemi jakoś specjalnie długi czas wolny. Dlatego skupiam się na tym, co w letnich wakacjach jest najważniejsze. Na chwilowej beztrosce. Na poczuciu lekkości. Na nicniemuszeniu, choć czasami. Na gapieniu się w chmury.

Będę moczyć nogi w przygodnie napotkanych jeziorkach i rzekach. Będę jeść bób, fasolkę i pomidory. Będę głaskać zboże i zachwycać się makami. Wdychać zapach lip. Pić różowe, zimne wino. Nosić luźne, letnie sukienki. Poza wycieczkowymi siatami z ikei znosić do domu najpiękniejsze kamienie, bukiety polnych kwiatów, wianki na głowie, bąble po komarach i kilogramy piachu. Obiady będą najprostsze na świecie i tak pełne smaków i aromatów, że bardziej się nie da.

Będziemy jeździć na rowerach, włóczyć się po bezdrożach, pływać na kajakach. Będziemy przedłużać nieprzyzwoicie i tak długie wieczory, żeby pozachwycać się zachodem słońca. 

Liczę na długie godziny popołudniowe, spędzone na liczeniu płatków kwiatów i weekendy pełne wycieczek w naturę, wieczory brzmiące graniem świerszczy albo koncertów plenerowych.

Wierzę, że wyskoczymy gdzieś pod namiot, naładować akumulator z sensem życia. 

To jest tak, że lato na tym właśnie polega, na wakacjach i beztrosce, na makaronie z bobem i sałatce z pomidorów.W lecie po wakacje wystarczy sięgnąć ręką, od niechcenia. Tu rozkoszny zapach lip, tam zrywanie dzikich czereśni, bose stopy na trawie i nagle wakacyjność bucha znienacka. 

Człowiek niby łuska młody groszek, patrzy, a w dłoniach wyłuskana dziecięca radość życia.

8 lipca, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosna w naliczaniu minutowym

by Paulina 24 kwietnia, 2021

 

Czasem jest tak, że trzeba dobro z rzeczywistości łuskać jak słonecznik, albo przesiewać przez sito z błotem jak złoto.

Tak się ma aktualnie sytuacja z wiosną, trochę zołzowata w tym roku która przebłyskuje czasem jak promień słońca odbity od rozbitej butelki po piwie. 

Taki mamy klimat, chciałoby się zacytować klasyka, kwiecień plecień, wiadomo, chociaż serio uważam, że w tym roku porządne osiemnaście na plusie i słońce bardzo by nas wszystkich pandemicznie zestresowanych poratowało.

Ale jest jak jest, pozostaje nam zatem, wiosna w naliczaniu minutowym. Każda chwila bez śniegu i wichru jest na wagę złota, każdy promień słońca chciałoby się multiplikować lustrami. Gorliwie sprawdzamy prognozę pogody, odczytujemy emocje ze słów powitania pana synoptyka w audycji u redaktora Strzyczkowskiego, wróżymy z zachowań mrówek. I dostosowujemy się, polujemy na okna pogodowe, by czerpać i napawać się wiosennością.

Trochę nam się udało dotychczas wiosny złowić, może tym bardziej ją doceniamy teraz.

Tęsknię tak naprawdę bardzo mocno, jak wszyscy, do wiosny bez granic, w każdym tych słów znaczeniu. Tęsknię bardzo za swobodnym polegiwaniem na trawie, za odsłanianiem bladych nóg, za wydarzeniami w plenerze bez przejmowania się zimnem i wirusem. Chce mi się wycieczek i podróży, chce mi się cieszyć światem bez ograniczeń.

Ale tak sobie myślę… może to właśnie teraz dostajemy kolejną niemiła lekcję o docenianiu rzeczywistości. Nie jest idealnie, ale tak nigdy nie jest.
Mimo, że zimno, to słońce ciągle nam świeci, zawilce rozkwitają jak szalone, mimo tego że muszą walczyć o leśną powierzchnię ze śmieciami, deszcz poi drzewa w festiwalu życia. Bo jesteśmy, trwamy w tym świecie, w którym ciągle dzieją się dobre rzeczy. I chociaż w szalikach i maseczkach, ciągle możemy pójść w naturę i podziwiać to, jak z każdym dniem świat zielenieje, rozkwita i rozśpiewuje ptakami.
Wszystko będzie dobrze.

skojarzyło mi się z lembas bread…

24 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosenne wycieczki terapeutyczne

by Paulina 1 kwietnia, 2021

wycieczka do poleskiego parku narodowego
Jeśli cholerna pandemia dała mi coś dobrego, to jest to rodzaj soczewki na priorytety.
Chociaż zawsze wiedziałam raczej co jest ważne, a co ważniejsze i dobrze sobie tym balansowałam. Pandemia pokazała, że miałam rację. Że to, co ważne,  jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. I że równowaga w tych różnych stopniach ważności bardzo wpływa na równowagę w życiu jako takim.

Co roku jest tak, że pierwsza wiosenna (albo przedwiosenna) wycieczka wprowadza mnie w stan totalnej euforii. Ten koktajl ciepłych słonecznych promieni, pęczniejących pączków na drzewach, świergolących ptaków i oszałamiającej jasności, wywołuje we mnie taki wyrzut endorfin, że prawie mnie trzeba trzymać żebym nie pofrunęła w niebo.
A w tym roku efekt jest spotęgowany.
W tym roku, po brzegi wypełnionym beznadzieją, złością i smutą, w tym roku wycieczka w przedwiosenne bagniste Polesie było jak szybki wypad na Olimp na parę łyków ambrozji z widokiem na świat.
I pojechaliśmy połazić wśród mokradeł. Przylatywały żurawie. Bociany poprawiały swoje gniazda. Drzewa powoli i cierpliwie uruchamiały krążenie swoich soków. Świeżo podcięte przez bobry drzewa, mnóstwo małych śladów wydr, pierwsze mrówki na ogromnym mrowisku, wszystko tak bardzo było zaaferowane życiem, że solidarnie zaaferowaliśmy się nim i my. Przypatrywaliśmy się, nasłuchiwaliśmy, wąchaliśmy. Zachwycaliśmy się. Wszędzie było życie, zachłanne i intensywne, natura robiła swoje jak zawsze, nie patrząc na zachorowania i obostrzenia.
I to było dobre. To było potrzebne, wręcz terapeutyczne.
Ta przewidywalność, niewzruszoność natury, pewność, że choćby nie wiem co, na wiosnę dzień się wydłuża a trawa zazielenia, to bardzo bardzo kojąca rzecz. 
I zupełnie niesamowite rzeczy dla psychiki robi takie parę godzin w rzeczywistości, takiej jaka powinna być, gdzie wszystko płynie zgodnie z odwiecznym porządkiem, wszystko zajmuje się życiem, pławi się w świeżym powietrzu i okraszone jest rozkosznymi promieniami słońca.
Myślę, że mogliby to przepisywać na receptę:)
 

 

1 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlaslubelszczyznapodróże i wycieczkislow lifestylezima

bardzo długie ferie

by Paulina 14 stycznia, 2021

ferie zimowe

 

Przełom 2020 i 2021 mieliśmy wybitnie rodzinny. Spędziliśmy go razem, ze sobą, wspólnie. Bardzo wspólnie, rodzina much w smole. Zlała się zdalna nauka z przedszkolną kwarantanną, Świętami, feriami, wolniejszym czasem w pracy i innymi i powstała z tego przedziwna dziura w czasoprzestrzeni. 

Dziura swobody, w której spaliśmy czasem nawet do 9, kiedy ograniczały nas tylko nasze pomysły ( i obostrzenia pandemiczne), i kiedy nawet, nieśmiało, po długim czasie pojawiały się takie swawolne myśli, że może by tak do portugalskiego wrócić, albo że może jakieś warsztaty-czegokolwiek…

Wracamy już do rzeczywistości, ale to był potrzebny czas. Nawet nie wiedziałam jak bardzo mi takiej swobody brakowało. Nicniemuszenia, beztroskiej nudy i cudownie bezcelowego gapienia się w dal. 

Jeszcze parę miesięcy temu plany były inne. Początek roku mieliśmy spędzić w Bieszczadach, a ferie miały być kiedy indziej i bardzo gdzie indziej. Trochę się pozmieniało, ale w gruncie rzeczy nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo cierpię.

Przesyt onlinem

Wilczek, uczeń drugiej klasy i tak nie był narażony na zbyt długi czas zdalnych lekcji, ale miał (a my wraz z nim) totalnie dosyć. Po bardzo krótkim czasie zauważyliśmy, że zaczęło niezdrowo ciągnąć go do ekranów, a po lekcjach chodził skołowany, pobudzono-zmęczony, rozproszony. 

Szkoda nam było i dzieciaka, i naszych starań. Bo bardzo walczymy o to , żeby w życiu naszych dzieci było – przynajmniej na razie – jak najmniej świata cyfrowego. Uważamy (podobnie jak mądre głowy w dolinie krzemowej), że do pewnego wieku, kiedy mózgi są najbardziej plastyczne, należy na maksa rozwijać analogowe myślenie, wyobraźnię, prawdziwe pisanie literek, realne życie towarzyskie. Na cyfrowość, która dla mózgu jest trochę drogą na skróty, przyjdzie jeszcze czas. Osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach ekranów i wirtualnej rzeczywistości jest i tak za dużo i zbyt wcześnie, a szkoła online, to – zwłaszcza dla młodszych klas – dodatkowo wielka krzywda.

Dlatego, mimo, że mnóstwo instytucji oferuje w ferie najróżniejsze, często zresztą bardzo ciekawe aktywności online, ograniczyliśmy je do totalnego minimum. Są online-wystawy, online-warsztaty, online-muzea, online-zabawy. Ale z premedytacją się od tego odcięliśmy. 

Co więc robiliśmy?

Zimowe wycieczki

To nasza główna atrakcja. Jeździmy po Lubelszczyźnie, spacerujemy, włóczymy się, chodzimy. Po błocie i śniegu. Nurkujemy z głową w zimowy świat. Niekoniecznie świat typu winter wonderland, rodem z teledysków świątecznych, czy pewnej bardzo długiej reklamy… W zimie w dzisiejszych czasach bywa szaro i mgliście, bywa wilgotno i przenikliwy wiatr, kałuże i błoto. Ale mamo, wiesz, jak się super szybko zjeżdża po błocie? 

Nasze dzieciaki są na tych wycieczkach totalnie w swoim żywiole (jeśli jest jedzenie oczywiście. Błoto nie błoto, szama w plenerze musi być). Czasami zastanawiamy się, że może dzieciaki oddają ten nasz nadmierny entuzjazm, który sączyliśmy w nich latami, patrzcie to chyba kupa wilka, hurra, i ale wyraźny jest ślad jelenia w tym błocku. Stukające dzięcioły, latające sikorki, wiewiórka, łasica, sarenka, to teraz dla nich atrakcje na miarę znalezienia skarbu.

Nie są to zbyt długie wycieczki, chociażby ze względu na zmrok zapadający chwilę po 15. Ale są cudownie ożywcze, dla wszystkich.

Twórcza nuda

„Daj dziecku przestrzeń na wyobraźnię”. Wydaje mi się, że to coś, co znacznie bardziej potrzebne jest dzisiejszym dzieciakom niż kursy programowania, szybkiego czytania, czy nauki języków. W nicnierobieniu, w pustce i pozornej nudzie powstają cudowne rysunki, projekty, budowle, rozważania. Na przestrzeni do rozmyślań nikt nie zarabia, więc może nie jest taka bardzo atrakcyjna i pożądana, ale jest bardzo bardzo ważna. To tu dzieci uczą się skupienia i wymyślania, poczucia sprawczości i samodzielności. Różne kursy to może być też wspaniała sprawa, ale myślę, że warto jest zauważyć i docenić taką właśnie pozorną pustkę. Dzieci bardzo potrzebują takiej przestrzeni, żeby rosnąć – rosnąć psychicznie, duchowo i intelektualnie.

Dodatkowe przyjemności

Nie jestem ekstremistką i nie twierdzę, że moje dzieci od miesiąca naprzemiennie chodzą po lasach i gapią się w ścianę. To jest ten czas, kiedy mogą odkrywać, co sprawia im największą frajdę. Nasi siedzą w komiksach (Asterix i Obelix, Kajko i Kokosz, Garfield), Wilczek tworzy autorskie konstrukcje, Iskra wzięła się za haftowanie, Pirat bawi się zwierzątkami lub samochodzikami. I rysują – cała trójka, rysują jakby jutro miał się skończyć świat.

Czytamy. Jest rytualne Wieczorne Czytanie przez Rodzica, jest też czytanie, lub „czytanie” samodzielne. Ostatnio – „Detektyw Pozytywka”, „Drzewo życzeń”, „Piaskowy Wilk”, „Nela…”, seria „8+2”, „Skarpetki” Justyny Bednarek, „Gwiazdkozaur”, najróżniejsze książki przyrodnicze (Np „Ciało, Ty i miliardy twoich mieszkańców”, Adam Wajrak, Piotr Socha, „Sen Alicji czyli jak działa mózg”), Iskra zachwyciła się ostatnio Mademoiselle Oiseau, zaczynamy Mary Poppins. I oczywiście Astrid Lindgren, Kubuś Puchatek, w formie audiobooków. Pirat w świecie Elmera, Kacpra, Małej Popielicy, książek Wechterowicza i Dziubak.

Gramy w gry. Planszówy, karcianki typowo dziecięce, i bardziej rodzinne. Azul, Uno, Leśne duchy, szachy, różne memory, Farmer…

Oglądamy. Robimy sobie czasem kino domowe i odpalamy rzutnik.

Jest dobrze w gruncie rzeczy, naprawdę. 

bagienka i kładki, sama radość. Poleski Park Narodowy.

silna grupa wycieczkowa

trochę zima, ale jakby kwiecień. Lasy Kozłowieckie.

zalew lubelski

namiastka zimy w namiastce gór;) Świętokrzyskie.

Jedni przedzierają się przez błoto, inni badają ilość śniegu pod kątem zjazdu

zimowa wspinaczka w górach 😉

świętokrzyskie skałki, atrakcja wyjazdu;)

kochane wąwozy

14 stycznia, 2021 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatolubelszczyznamój stylprzyjemnościrozmyślaniaskansenslow lifestyle

Sielskość na stres

by Paulina 3 sierpnia, 2020
muzeum wsi lubelskiej, len, w skansenie z dziecmi

To nie jest typowe, wakacyjne lato.
Zmęczenie ostatnich miesięcy, gdy trzeba było łączyć (intensywną) pracę zawodową, zdalne nauczanie i ciągłą opiekę nad trójką dzieci daje się we znaki. Na urlop z prawdziwego zdarzenia wciąż nie mogę sobie pozwolić, mam nadzieję że już niedługo.

W ramach samoobrony przed stresem, zmęczeniem i wypaleniem, szukam ukojenia w Chwilach.
Jedną z takich chwil ostatnio była wizyta w skansenie.
Szybkie pakowanie piknikowe, i pojechaliśmy spędzić tam popołudnie.

Zwiedzanie skansenu jest aktualnie trochę ograniczone, ze względu na sytuację epidemiologiczną. Ale to zupełnie nie szkodzi.
Do starych domów można zajrzeć, wwąchać się w zapach drewna i siana, napatrzeć na starą ceramikę i pięknie szydełkowane obrusy. Zanurzyć się w Arcysielskość.

To jest taka polska wieś spokojna z wyobrażeń mieszczucha. Bez intensywnych zapachów zwierząt, bez much, bez brudu i gnoju, bez widocznej ciężkiej pracy.
Są piękne drewniane chaty, szczęśliwe kury spacerujące po ścieżkach i kozy chrupiące listki. Są ogrody z kwiatami i ziołami, pachnące i pełne pszczół. Idylla.

I wiem, że naiwna i nieprawdziwa ta idylla.
Ale mimo to (choć może właśnie dlatego?)  uwielbiam zanurzać się w tę kojącą krainę szczęśliwości. To miejsce działa podobnie jak ruskie pierogi z masełkiem albo curry z batatem zapijane winem. Działa jak ASMR. I jak książki Montgomery i Musierowicz. Jak wełniany kocyk i sok malinowy w deszczowy wieczór. Jak ballady Coltrane’a na winylu.

Dzieci jakoś wchodzą w klimat i stają się rozkosznymi pociechami o wspaniałych humorach, a wszelkie fochy i konflikty przestają mieć znaczenie.

O ileż łatwiej jest potem, po takiej kilkugodzinnej kroplówce z błogością, funkcjonować w dorosłej i odpowiedzialnej codzienności.

muzeum wsi lubelskiej, w skansenie z dziecmi

muzeum wsi lubelskiej
Na pikniku. Tym razem kotlety z zielonej soczewicy, sałata i pomidorki koktajlowe.

gęsiego za mamą

3 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrowerki biegowerozmyślania

prawie całkiem zwyczajna wycieczka rowerowa

by Paulina 26 kwietnia, 2020

To był zwykły kwietniowy czwartek. Miły wiosenny dzień po prostu.
Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że aktualnie zwykły, miły kwietniowy dzień, wiosenny dzień jakich dziesiątki było w ubiegłych latach staje się perełką do obracania w słońcu pod różnym kątem i schowania do szkatułki Wspomnień Bardzo Cennych.

A było tak.
Był poranek, tradycyjnie głośny i chaosiasty, pełen zapachu jaglanki z masłem, ciepłych buziaków od piżamowych poczochranych dzieci, nawoływań, kłótni i śmiechów, brzdęku naczyń, a w końcu (względnie) spokojnego zasiądnięcia z kawą na kanapie w salonie.
Powiem Wam przy okazji, że salon jest taką naszą wyspą spokoju wśród chaosu. Chciałabym oczywiście w całym mieszkaniu mieć harmonię i ład, ale przeważnie nie mam niestety. I wychodzi się ze stajni Augiasza u dzieci, mija tłum butów w przedpokoju, zerka za sypialnię z kłębiącym się praniem do poskładania i kuchnię z licznymi kubkami na stole – i wchodzi się do tego salonu, a tam
s p o k ó j. Udało się nam stworzyć tam jakąś oazę porządku, i nawet jeśli nieletni wtargną tam ze swoimi puzelkami, komiksami i figurkami playmobil, wszystko daje się jakoś cudownie ogarnąć.
A więc. Ten salon. Kawa w kubkach. Smolik w głośnikach. I świadomość, że oto sobie rośnie ciasto na drożdżówki, gdyż już za chwileczkę, już za momencik (haha), ruszamy w naturę, na wycieczkę.

Chwileczkę (bardzo umowną) później, wszystkie pięć rowerów i przyczepka, wycieczkowy dobytek i my siedzieliśmy w samochodzie i ruszaliśmy.
Do pobliskich lasów, na wycieczkę. Po bliskość ze światem. Bliskość, która stałą się jakoś ostatnio synonimem nielegalności. A nam tej bliskości trzeba jak powietrza. By pochylić się nad mrowiskiem i wpatrywać jak mrówki te okruszki sobie sprytnie do mrowiska zaciągają. By w znieruchomieniu trwać i patrzeć jak motyl na bucie kiwa skrzydełkami. By oczy zamykać i dawać się całować słońcu. I słuchać uważnie jak krzyczą żurawie , wiatr szumi i stukają dzięcioły.
Staw mrugał sobie wodą radośnie i beztrosko, widok coraz bardziej luksusowy.
Świat pachniał i świergolił, drzewa trwały, jak to one. Wiosenne powietrze aż lśniło świeżością.
Jechaliśmy, przystawaliśmy, żeby się przypatrzeć, przysłuchać, powąchać i poczuć.

Wróciliśmy, parę piegów więcej, zęby wysuszone od uśmiechu.
Dzieciaki z małymi ze zmęczenia oczkami i pachnącymi włosami.
My, nie odzywający się za wiele, bo po co.

EEJ! Pociekajcie na mniee!

Poczekali

26 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • …
  • 6

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry