Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

mój styl

aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylrozmyślaniaslow lifestyle

o bliskości w trudnych czasach

by Paulina 10 lipca, 2020

Jest dziwnie ciągle

3 miesiące później jest ciągle dziwnie, ale wszyscy do tego trochę przywykliśmy. Dzieciaki odruchowo wyciągają rączki do psiukania odkażaczem, normą jest naciskanie guzików przy światłach łokciem i otwieranie drzwi nogą.
Trochę przywykliśmy, ale trochę też mamy dość.
Ciągle razem, ciągle rodzinnie, co bywa zarówno wspaniałe jak i koszmarnie męczące.


Podobno w niepewnych sytuacjach dobrze jest okopać się rytuałami, zabezpieczyć przewidywalnością, otulić normalnością. Na pewno tak jest.
Dlatego dzień zaczynam od szklanki ciepłęj wody i jogi. Dobrego śniadania.

Ale potem dzieci nie chcą się przebrać z piżam, zmienia się pogoda, w pracy wypada coś pilnego. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Bywa fajnie oczywiście, gdy udaje się ten chaos codzienności ogarnąć.
Ale bywa też tak, że awantury pojawiają się równie nagłe jak absurdalne, rozkwitają znienacka jak lipy nocą. Że drobiazg w pracy przestaje być drobiazgiem. Że wczoraj ujarzmiony bajzel, dzisiaj wymyka się spod kontroli. Że dzieciom nie smakuje już ta zupa, którą wczoraj uwielbiały, albo że te skarpety się rolująąąąąąąąąąą mamooooo.
Wiecie. Drobiazgi. Drobiazgi, które z cierpliwością kropli wody drążą (bardzo nadwątloną) skałę mojej cierpliwości.

Bardzo doceniam nasze poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że lubimy ze sobą ciągle spędzać czas. Cieszę się wycieczkami, mniejszymi i większymi, jeszcze bardziej niż zwykle.
Ale okropnie tęsknię za czasem, kiedy praca nie oznaczała kradnięcia czasu rodzinie, a czas z rodziną nie wywoływał wyrzutów sumienia wobec pracy.

Bliskości miewam bardzo dosyć. Ciągłej i intensywnej, głośnej i ciągle-czegoś-ode mnie-chcącej. Bywa że od bliskości uciekam, na krótki spacer nad rzekę najchętniej. Krótki spacer nad rzeką jest jak szot spokoju i równowagi.
Za bliskością tęsknię. Za bliskością drugiego beztroskiego człowieka na koncercie, za bliskością imprez i kawiarni.
Bliskością się cieszę i napawam, bliskością naszą, chaosiastą i intensywną gdy turlamy się po dywanie, siedzimy przy czytając książki, całujemy stłuczenia i utulamy smutasy. Gdy razem sobie wędrujemy, siedzimy gdzieś wśród natury, jeździmy na rowerach.

cudowny nałóg

W każdym razie, po czterech ostatnich miesiącach refleksję mam taką, że wrzesień ze szkołą, przedszkolem, rytmem, będzie najpiękniejszym miesiącem tego roku.
A tymczasem wakacje. Mam nadzieję, na trochę wakacyjnej beztroski, na odpoczynek bardzo bardzo mam nadzieję. I na normalność. Dlatego, plan na niedzielę jest jasny:)

10 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmój stylrozmyślaniawiosna

w wiośnie nadzieja!

by Paulina 7 marca, 2020

Pod koniec lutego, gdy przez brudne okna wpadły energiczne,
przedwiosenne promienie słońca rozejrzałam się wokół siebie. Nie było
pięknie.
Na łóżku w sypialni piętrzą się tradycyjnie stosy prania do poskładania. 
Ciuchy dzieciaków czekają na posegregowanie, bo nie wiadomo kiedy wszystkie spodnie zrobiły się za krótkie.
Szuflady
w przedpokoju, które miały być gwarantem porządku (wiecie, „jak tylko
będą te szuflady, to już będzie miejsce na wszystko”) pełne są
dziecięcych rysunków, opakowań chusteczek, ozdób świątecznych (do
wyniesienia do piwnicy), pojedynczych rękawiczek („gdzieś widziałem tą
drugą”), buteleczek na bańki mydlane („bo nie będę tak wyrzucać ciągle,
zrobię im płyn i będę wlewać do tych”), kabli i wielu innych.
Ja z oskubanymi z nerwów paznokciami, brzydką ze stresu cerą i flakowatym brzuchem z zimowego pojadania.
Zmęczona. Zajęta. Zestresowana.
Pokrzykująca na dzieci, dzieci dotknięte słuchem wybiórczym.
Wszędzie panoszą się klocki lego i zasmarkane chusteczki (bo choróbska w tym roku wybitnie obecne).

Gdy
mam już bardzo dość takiego stanu rzeczy, wychodzę, choć na chwilę.
Oczywiście w głowie kotłują mi się dalekie rejsy, wyprawy na biegun,
pustynię… byle dalej. Ale idę nad rzekę.
Wiecie, ta perspektywa energicznego spacerku nad rzeką działa jak meliska dożylnie. Wychodzę, idę i oddycham, krok za krokiem, idę i oddycham. I dzieją się cuda.
Ta
dobrze oświetlona przez przedwiosenne promienie szpetota przestaje
drażnić, a zaczyna motywować. Zmęczenie magicznie ustępuje. Stres
zmienia się w spokój. Wkurzenie zmienia się w energię.

Najgorsze za nami, będzie tylko lepiej.

7 marca, 2020 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomindfulnessmój stylrozmyślania

today you are the oldest you’ve ever been, and the youngest you’ll ever be again

by Paulina 25 lipca, 2019

Nigdy tak jak w lecie przemijanie nie jest takie zachwycające.
Lipy, na których kwitnienie tak czekałam spacerując w ich cieniu podczas piekielnych czerwcowych upałów, otuliły nagle swoim słodkim zapachem i już przekwitły.


W ogrodzie nagłe i krótkie triumfy warzywno owocowe, na talerzu co tydzień nowy motyw przewodni. Skończył się czas sałatki z bobem, pomidorem i czosnkiem, makaronu z pesto bobowo-bazyliowym i bobu ot tak podjadanego jak orzeszki. Teraz będą kurki i risotto z kurkami, pomidorami i rozmarynem, grzanki z kurkami, suszonymi pomidorami i serem kozim, makaron w sosie śmietanowym z kurkami. Będzie też kalafior, i fasolka szparagowa.
Zaczynają się jędrne, szczupłe cukinie i porządne, nierówne pomidory.
Porzeczki, rubinowe i błyszczące. Może nie są to najlepsze owoce świata, ale są dla mnie tak naładowane wspomnieniami z dzieciństwa, że garść kwaskowatych czerwonych kulek to esencja wakacji i sielskości jak nic innego (no, może kalarepka lekko brudna ziemią).
Skończyły się piwonie i jaśmin. Właśnie patrzę na dogorywający szalony bukiet chabrów, rumianków i koniczyny po ostatniej wycieczce .
Zaraz będą słoneczniki.
Krajobraz się zmienia, zmieniają się kolory. Soczysta zieleń dojrzewa i mięknie, niedługo zacznie blaknąć i płowieć.

Paradoksalnie teraz, kiedy przepuszczamy czas przez palce jak piasek na plaży, kiedy snuje się on jak obłoki na gorącym niebie, gdy nieuchwytny jest jak zapach maciejki, kiedy nie jestem super-efektywna i zarobiona, gdy nie próbuję gonić, łapać i nadrabiać to jakoś to życie przestaje pędzić. 
Życie też zwalnia, przysiada razem z czasem na chmurce i machają nogami. Przycupnę i ja z boku, choć na chwilę.

A wtedy, z tego wspólnego nogami dyndania, rodzi się zupełnie nowa jakość. Życia, czasu i mnie.

Dzisiaj jesteśmy starsi niż kiedykolwiek byliśmy, i młodsi niż kiedykolwiek będziemy.

Może już nigdy nie będzie takiego lata.
Może to teraz jest ten czas. 
Może teraz jest czas na życie.

ps Podczas robienia tych zdjęć nie ucierpiały żadne zboża, chodziłam po miedzy, między żytem a łąką;)

25 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimój stylmorzepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

wiosenne morze z dziećmi

by Paulina 6 czerwca, 2019

Doczekałam się wreszcie wyjazdu nad morze.

Obstawiałam co prawda, że na koniec maja pogoda będzie już cudownie wczesnoletnia, a zamiast tego sporo było deszczu i zawieruchy. Ale. Serio, co tam jakis sztormik dla nas, gdy okoliczności przyrody takie cudowne i ten jod taki uzdrowicielski.


Pojechaliśmy bez wielkich planów w kwestii zwiedzania, czy wyszukiwania atrakcji. Po prostu bardzo potrzebowaliśmy chociaż parodniowych wakacji, zmiany otoczenia.
A, że otoczeniem było morze, wspaniałe, trochę szare, trochę zielone i trochę granatowe, i piasek, kremowy i puszysty, i powietrze pachnące i przestrzeń, to serio, niewiele więcej nam było potrzeba do szczęścia.

Szło się na plażę, wiatr szumiał, powietrze pachniało – najpierw sosnami, a potem coraz bardziej morsko… Uwielbiam nad Bałtykiem te wejścia – przejścia, z lasu na plażę, jak przejście w inny wymiar. Bo wchodzi się w przestrzeń niezwykłą, w Zen, dwukolorowy, przestrzenny, i – mimo świstu wiatru – zupełnie cichy.
I wszystko to tylko dla nas, bo pusto było zupełnie.

Bracia

Pustka doskonała

tylko smoki jakieś

taki Dzień Mamy
wieczorne rozgrywki

nonono, wiosenka, cieplutko, wakacje

Zjazdy z wydm

I same wydmy. Coś niesamowitego,pierwszy raz je widziałam i zrobiły ogromne wrażenie

Matka wielodzietna

Mówiłam już, że wiosenka, ciepełko, nonono?

Wilczek i rower, czyli WMN

Znowu wydmy

united colors…

szukamy skarbów

Mamo! Ślimak! wielki, czarny i bez skorupki! (cudo prawdziwe)

6 czerwca, 2019 11 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylewiosna

Majówka

by Paulina 13 maja, 2019

Takich zwykłych dni mi brakowało przez ostatnie miesiące. Zwykłych, bez fajerwerków zupełnie, czasem słońce, czasem deszcz. Dni, w których przeplatały się ze sobą fochy i śmiech do utraty tchu, szorty i szaliki, wspólne ćwiczenia z Chodą i wieczorne nie-fit kolacyjki z mężem, serce ściśnięte ze wzruszenia i gardło zaciskające się ze smutku, baśniowo kwitnące jabłonie i upierdliwie gołębie z uporem maniaka próbujące założyć sobie rodzinę na naszym balkonie.

Tak bardzo się cieszę, że nie wyruszyliśmy jak wszyscy w długą drogę na długi weekend.
Że głównie lokalnie (poza jednym, na wpół służbowym wyjazdem do Warszawy). Że bez napiętych planów, wreszcie na luzie i powoli.

Byliśmy na Polesiu, w Parku Narodowym, przedweekendowo jeszcze i prawdziwie letnio. Znów trochę próbowaliśmy Tropić, ale jednak wiosna wybuchła nam prosto w twarz więc z lubością i bez analizowania zanurzyliśmy się w ten prawie-majowy świat, na rowerach, hamakach i kocykach.

Odwiedziliśmy warszawskie zoo.
Lubelski ogród botaniczny.

Spacerki, dużo spacerków. Np ten nad zalew. Pirat spał, starszaki zaznajamiały się z łabędziami. Las wokół zazieleniał się coraz mocniej dębowymi listkami i oszałamiał tym charakterystycznym słoneczno – sosnowym nadwodnym zapachem. Wyjątkowo trafiliśmy na niebywałą w tym miejscu pustkę – żadnych grilli, puszek po piwie i pierdzącego bitu z telefonów.

Dużo przez te dni się przyglądaliśmy dzieciakom, chętnie z niewielkiego dystansu, tak, żeby nie zwracali na nas uwagi. Fajnie było utwierdzić się po raz kolejny w przekonaniu, że jedna z ważniejszych powinności rodzica jest odsunąć się czasem, dać wolność (ale nie, że wolność w korzystaniu ze smartfona)- Piratowi, by samodzielnie pokonywał coraz to nowe wyzwania, schody i drabinki, a starszakom, by sami rozwiązali swoje konflikty, sami tworzyli zabawy, sami wymyślali sobie światy i historie. Wszyscy – by sami odczuli głód, chłód i pragnienie.

Pograliśmy trochę razem w planszówki. Wilczek staje się coraz częściej równoprawnym planszówkowym partnerem, Iskra współtworzy drużynę ze mną, Pirat niestety głównie rozwala elementy.

Momentami było wybitnie chaosiaście, głośno i brudno. Było parę awanturek, kłótni i łokci w brzuch. Ale, w tym ogólnym poczuciu idealnej harmonii, ten chaos był jak puchate kociątko z wielkimi oczami, pośród pobojowiska którego właśnie dokonało. Jakoś rozczulający.

Wilczek skończył siedem lat!

cześć maleńka

porozumienie

kawa i dziecko, czyli najważniejsze atrybuty matki

I cholerny gołąb się załapał

13 maja, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessmój stylprzyjemnościrozmyślaniawiosna

Momenty wiosenne.

by Paulina 28 kwietnia, 2019

Czas już nawet nie pędzi, rozkręcił się tak, że nawet nie próbuję go złapać, zatrzymać. Pamiętam, że chwilę temu dzieliłam się wieścią o Nowym z brzuchu – a tymczasem Nowe śmiga po zjeżdżalniach, psuje gramofon i każe sobie czytać jak to Lalo gra na bębnie. Pamiętam, że przedwczoraj wracaliśmy z Francji, a tymczasem dłużej już jesteśmy tu na miejscu niż w sumie byliśmy tam. Zresztą, te cydne studenckie wagary, gdy urywaliśmy się z wykładu z gramatyki opisowej, żeby przysiąść na pierwszej aromatycznej trawce z piwkiem, to przecież też było zupełnie niedawno, prawda? Prawda??

Ostatnio z tym pędem przestałam się ścigać, przestałam walczyć. Czasem po prostu, z tego niewygrywalnego wyścigu dyskretnie się wycofuję na boczek, i zalegam na trawce. Urywam sobie, trochę nielegalnie (bo tyle do zrobienia!) minutki i Gapię Się Bez Celu. Gapię się, i dostrzegam. Momenty, drobiazgi, które zakotwiczają w rzeczywistości, zakochują w życiu.

Pierwsze rzodkiewki, nieduże i szczypiąco ostre, z ogródka mojej mamy. Najpyszniejsze.

Zapach nagrzanych słońcem główek dzieci na pierwszych tegorocznych wycieczkach.

Cisza, która ogarnia, gdy wjedzie się rowerem do lasu.

Dywan z zawilców w lesie.

Odkrywanie świata zwierząt. Oglądamy ślady i kupy, zastygamy nieruchomo nad jaszczurką zmieniającą skórę, liczymy bociany. Najlepsze lekcje przyrody, których nie miałąm w szkole, odbywam z dziećmi.

Gdy moje przytulenie leczy do zera rozpacz totalną. Ma się te supermoce.

Skóra pachnąca słońcem.

Uczucie po posprzątaniu szafy.

Migotliwe zajączki w mieszkaniu i plamy światła wpadające przez umyte (kochany mąż) okna.

Moment, gdy spakowani (po dach, jak zwykle), z kawą w kubkach termicznych, włączamy muzykę uśmiechamy się do siebie i wyruszamy w drogę, na wycieczkę.

Uczucie lekkości po obcięciu włosów.

Gra światła między pierwszymi, jasnozielonymi listkami.

Wszystkie rysunki  podarowane mi przez Iskrę, wszystkie tańce Pirata, wszystkie lego-budowle Wilczka.

Pierwszy piknik wśród tego wiosennego festiwalu życia. I hamak pierwszy.

Zachwycające, obłędnie pachnące, fioletowe plamy fiołków na trawnikach.

Gdy razem z Piratem przychodzimy po starsze rodzeństwo do przedszkola, ich powitanie, jego czucie się jak u siebie i potem wspólny spacer (prowadzą go za rączkę!) na plac zabaw.
I leniwe doglądanie potomstwa, radośnie brudzącego się w piaskownicy.

Zielona sukienka łopocząca na wietrze.

zielona sukienka

28 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Lublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

Now we’re all so set up and barely alive

by Paulina 7 lutego, 2019
mariezelie, sukienka, spodnica z kola, spódnica z koła, stylizacja

Oj, obudził mnie mocno ten dzień.

Pisałam ostatnio o minimalizmie zmysłowym, że zima daje odpoczynek od wszelkich doznań zmysłowych w przyrodzie, jest cicho, bezwonnie i czarno – biało.

I przyszedł luty i, chociaż tej zimy to jeszcze hoho, to luty od razu takim słońcem się zaczął, że wszystko się zmieniło. Drgnęło życie. Ptaki się ośmieliły i odzywają jakoś radośniej, mokrość topiącego się śniegu ożywiła kolory – póki co tylko tysiące odcieni burości, ale nawet ta burość jakby świeższa i bardziej energetyczna. Pachnie powietrze, kiełki i hiacynty.
Zwykły niedzielny spacer przedłużony o tropienie śladów nad rzeką.

Koniecznie okropnie potrzebuję remontować, wyrzucać, zdzierać. Sukienki zakładać, włosy obcinać. I tańczyć.

spodnica mariezelie, płaszcz, polskie marki

tropiciele tropią tropy

7 lutego, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńlasmój stylslow lifestylespacer

las jesienny, co na wszystko pomaga

by Paulina 21 listopada, 2018
dlaczego warto chodzić do lasu

Październikowe złoto opadło, zmieniło się w zwiędłą szarość, a ponure ciemności zapadają chwilę po południu. Czas, kiedy nogi same prowadzą na kanapę pod kocyk, ale kierujemy je… do lasu. Las jesienią to najlepsza możliwa rzecz. Las jesienią jest lepszy niż sto herbatek pod kocykiem.

Las jesienią działa na wszystko, serio.

Antidotum na smog

W powietrzu snują się romantyczne mgły listopadowe. Klimat jak z Bladerunnera. Szkoda tylko, że ten romantyzm często pochodzi z wysokiego stężenia PM10 i PM2,5. Nawet w Lublinie, na totalnie nieuprzemysłowionym zielonym wschodzie, alerty smogowe zbyt często pokazują czerwone światło. Spacery w mieście mogą czasem zrobić więcej złego niż dobrego. Dlatego szczególnie teraz, jesienią warto chodzić do lasu i pooddychać leśnością, bo to wspaniale wymiata z naszych płuc szkodliwe pyły.

Wzmacnianie odporności

Wdech i wydech, wdech i wydech. A z każdym wdechem masa dobroczynnych olejków eterycznych, fitoncydów (czyli substancji, wydzielanych przez drzewa o działaniu bakterio i grzybobójczym). I siłą rzeczy ruch. Czyli te banalne bazy i podstawy, o których wiedzą wszyscy, konieczne dla budowania odporności, tak oczywiste, że lekceważone.

dlaczego warto chodzić do lasu jesienią, dzieci 

Ratunek na nadmiar komputera

Zmęczone oczy od ciągłego wpatrywania się w ekran, zmęczone plecy i kark, zmęczona głowa od sieczki informacyjnej i świata wirtualnego. A las, cudowny stymulator sensoryczny, kładzie na te nasze biedne, nadwyrężone oczy, plecy i głowy prawdziwy uspokajający balsam szumu wiatru, zapachu ściółki, widoku kolorowych liści i fraktalowych układów łysiejących gałęzi.

 

Balsam na skołatane nerwy

A po tygodniu dziecięcej infekcji, gdy człowiek przywalony dzieciakami z glutem, i nerwy poszargane marudami i uszy napuchnięte od nieustannego jęczenia. Gdy mam dosyć wszystkiego, bardzo dosyć, czuję się jak ta mysz w kołowrotku domowo-dzieciowo-pracowym i cholerny Syzyf na górze brudnych ciuchów. I wtedy las mówi, chodźcie do mnie. Idziemy. I pośród kolejnych kroków między drzewami kryzys mija, serio, magicznie mija – mnie, stan przednerwicowy, dzieciakom stan jękoląco awanturujący. W naturze, w lesie, zyskuje się (a przynajmniej ja zyskuję) ten cudowny, zdrowy dystans. Mysz wychodzi z kołowrotka  poleżeć na sianku, Syzyf odstawia głaz i zaczyna podziwiać widoki.

 

Energizator czyli las jak kawa z czekoladką

I wraca energia, wracają chęci do życia, znika faza „jak mi się nie chce” i wake me up in july”.  Nastaje faza „what a wonderful world” oraz „Clap along if you feel like happiness is the truth”. Zaczyna się chcieć, zwyczajnie.
Warto chodzić do lasu.

Sama się zachęciłam, jutro po przedszkolu i pracy idziemy do lasu:D

21 listopada, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńKazimierz Dolnylubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiem

ostatnia słodycz w ciężkie wino

by Paulina 20 października, 2018
plaza w kazimierzu jesienią, jesień, wisła, weekend

Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.


Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wpędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.

Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.

Tak naprawdę, to mogłabym dzisiaj powtórzyć ten wpis z przed dwóch lat. Analogowo mi ostatnio, cudownie analogowo.
Zamiast płaskiej gładkiej estetyki na szklanym ekranie zanurzam się w wielowymiarowej zmysłowości jesieni.
Namacalność zamiast macania ekranu.
Błogosfera zamiast blogosfery.

 

Wwąchuję
się w jesienność, w pieczoną paprykę, imbir i kardamon, w liście i
kasztany (w domu w ilościach przemysłowych). Chrupie mi ta jesień liśćmi
z pod stóp , trzaska płomieniem świeczki, albo ogniska, miękko otula
wełną. A wszystko okrasza złotem z takim rozmachem, że barokowe
cherubinki mogą czuć się jak ubodzy krewni.

Rzeczywistość
jest taka piękna, że przedoskonały płaski świat wirtualny to jakiś
żart. A ona nie chce nic w zamian – żadnego kupowania, klikania,
udostępnaiania danych osobowych. Po prostu sobie jest i szafuje
rozrzutnie tą wspaniałością

Dlatego uciekam od komputera, co i Wam polecam.

20 października, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • przyjemności letnie

    4 września, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry