Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

podróżowanie z dzieckiem

Francjalatomój styl podróżniczymorze z dziećminamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemUncategorizedwakacje

Bretania z dziećmi pod namiotem

by Paulina 31 sierpnia, 2025

Kiedyś, na studiach, byłam w Bretanii zbyt krótko, i od tamtej pory chciałam tam wrócić.

Celtyckość, magia, klify, lasy, zamki, klasztory, i całe miasteczka o charakterystycznych, szarych dachach z łupków. Ojczyzna Asteriksa i Obeliksa, ostatnia wolna wioska galijska.

Wyruszyliśmy po naszemu. Zapakowani po dach, z mapą, przewodnikiem i dość ogólnikowym planem ruszyliśmy 2200 km na zachód.

czytaj dalej
31 sierpnia, 2025 3 komentarze
2 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniaUncategorizedwakacje

nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

by Paulina 9 lipca, 2025

Rumunia. Gdzieś w górach. Wracaliśmy z pewnej jaskini. Krycha nie zauważył niewykończonego, ostrego krawężnika. Huk, syk, i już wiemy – opona poszła. Na dojazdówce dotarliśmy do najbliższego warsztatu wulkanizatorskiego, gdzie młody chłopak w klapkach z rozkosznym uśmiechem zaoferował nam zjechaną niskoprofilową oponę i poinformował, że sprzęt do wyważania „jest kaput”. Czekał nas zakup nowej opony, co nie było takie oczywiste w środku rumuńskich gór. Wróciliśmy na camping, kilkanaście kilometrów dalej, na sam początek bardzo solidnej burzy. I dobrze, że zdążyliśmy, bo wiatr wiał naprawdę mocno i trzeba było trzymać namiot, żeby nie połamał się stelaż. Tak rozpoczęły się nasze rumuńskie wakacje.

czytaj dalej
9 lipca, 2025 3 komentarze
5 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFinlandiapasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Finlandia w zimie z dziećmi

by Paulina 3 marca, 2025

 
 

Generalnie zazwyczaj w drugiej połowie lutego bardzo potrzebuję już
jasności i podmuchów ciepła. W tym roku, zaaplikowaliśmy sobie coś w
rodzaju przypowieściowej kozy do zbyt ciasnego mieszkania – gdy masz już
dosyć zimna i ciemności, zafunduj sobie zimę i ciemność z prawdziwego
zdarzenia, a wtedy po powrocie polskie przedwiośnie zyska nowe oblicze.

I powiem Wam, to był strzał w dziesiątkę. Wreszcie parę dni po moich urodzinach nie myślałam o tęsknie wiośnie.

Myślałam o śniegu, o mrozie, i o zorzy. (I niestety o infekcji jednego dziecka).

 
wschody i zachody słońca trwające godzinami, coś przepieknego
 

Finlandia zimą, albo Norwegia zimą chodziły za mną od dawna. I w tym
roku postanowiliśmy zrealizować to marzenie. Okazało się, że z Polski do
Finlandii latają tanie linie (niestety dla nas, z Gdańska, więc z
naszego Lublina czekało nas jeszcze dobre parę godzin jazdy samochodem).
To były naprawdę tanie bilety, więc jesienią po prostu je kupiliśmy,
stwierdzając, że potem ogarnie się resztę.

I tak ogarnialiśmy
powoli. Okazuje się, że na airbnb, jest cała masa klimatycznych
czerwonych domków z sauną, gdzieś pośrodku lasu, nad jednym z tysięcy
jezior (190 tysięcy w całym kraju). Znaleźliśmy jeden taki, na tyle na
północ żeby dało się tam dojechać. Zarezerwowaliśmy samochód. Ściągnęliśmy aplikacje śledzące zorze. I w
połowie lutego wyruszyliśmy.

 
 

 
 
 
 

 

 
 

czasopismo poświęcone weekendowym chatkom w Finlandii

Zaczęło się, a jakże, od przygody, gdy przyjechaliśmy w tę nasza wymarzoną fińską głuszę, zmęczeni i głodni i utknęliśmy kluczyk w zamku, drzwi nie dało się otworzyć, a klucza z zamka wyjąć. Na szczęście, kontakt z właścicielem był świetny i w środku walentynkowego wieczora jechał do nas półtorej godziny z zapasowym kluczem. Spędziliśmy ten czas w saunie, w kurtkach. Mimo głodu, zmęczenia i tego, że sauna tak szybko się nie nagrzewa, całkiem dobrze się bawiliśmy.

Gdy dzięki przesympatycznemu właścicielowi udało nam się już wejść do środka, przepadłam. Jeśli macie w głowie wizję nordyckiej sielskości, to właśnie była ona przed naszymi oczami. Drewniane podłogi i boazerie, pasiaste chodniki, tapety w delikatne kwiatki. Całość bardzo estetyczna, a jednocześnie sympatyczna, swojska, bezpretensjonalna i nienapuszona.

 W zasadzie doskonale wypoczęlibyśmy spędzając te ferie w domku i jego najbliższej okolicy – spacerując po zamarzniętym jeziorze i okolicznych lasach, ciesząc oczy migoczącym śniegiem i kilkugodzinnymi zachodami słońca.

Ale zależało nam też na nieco dalszej okolicy, chcieliśmy trochę po tej Finlandii się poszwendać. Inna sprawa, że za sprawą przedłużającej się kolejny dzień gorączki zwiedziliśmy tez okoliczną przychodnię, i ostatecznie w domku i najbliższych okolicach spędziliśmy więcej czasu niż planowaliśmy.

 
 

dzieci w śniegu jak ryby w wodzie
 

Parki Narodowe w Finlandii

Finlandia ma 41 parków narodowych. W naszym najbliższym zasięgu były trzy. Odwiedzaliśmy je w podgrupach, bo jeden dorosły zostawał w domku z jednym chorym dzieciakiem, bywa i tak. Przypuszczam, że w temacie parków większą różnorodność zauważylibyśmy w sezonie wiosenno-letnim, wtedy zauważa się różnorodność bagienno – jeziorowej fauny i flory, z którą mieliśmy do czynienia w naszym regionie. W lutym różnorodność siłą rzeczy chowała się pod białą pierzyną. Ale jakże zachwycająca była ta biała pierzyna…

 

 

 

Fińskie sporty zimowe

„Fińczycy” (tak pięknie Pirat mówi na Finów) uwielbiają sporty zimowe. I trudno im się dziwić. Jak się ma tyle jezior, które zamarzają w zimie, nic dziwnego, że na lodzie jeździ się na łyżwach (a czasem na tych łyżwach prowadzi wózek z niemowlęciem, mijaliśmy takie dwie mamy na łyżwach z wózkami), i na rowerze, spaceruje, albo uprawia się sport, który jest hybrydą łyżwiarstwa i nart biegowych, nordic ice skating – udało nam się spróbować czegoś takiego (pokazywałam na instagramie) i zachwyciliśmy się. Używany sprzęt to specjalne buty, do których doczepia się płozy – ale tylko z przodu, pięta jest ruchoma. Do pomocy mamy długie kijki, którymi odpychamy się podczas jazdy. I fakt, że odbywa się to na wielkim, zamarzniętym jeziorze, na słonecznym mrozie, w cudownej przestrzeni, a nie na klaustrofobicznym owalu lodowiska, sprawia, że zabawa staje się totalnie zachwycająca.

 
 

Sauna fińska

Jak Finlandia, to sauna. Fińska sauna to potężny temat, z którym wiążą się stare wierzenia, cała masa dobrych obyczajów i nawyków, no i ogromna, istotna część życia w Finlandii. Poza pierwszym wieczorem w kurtkach, spędziliśmy w naszej saunie parę bardzo relaksujących wieczorów, z naprzemiennie wygrzewając się, i nacierając śniegiem. 

I tak wyglądały nasze fińskie ferie. Wróciliśmy zachwyceni tym krajem (i tym językiem, niepodobnym do żadnego innego a brzmiącym bardzo przyjemnie i jakoś wesoło). Nie udało się zobaczyć zorzy niestety, nie widzieliśmy tez reniferów (poza tymi na talerzu u niektórych;)), dlatego na pewno wrócimy do krajów nordyckich zimą. I nie tylko zimą, północ Europy zachwyca mnie nieustannie. 

Continue Reading

3 marca, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
BieszczadyBieszczady z dziećmigóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady na początek roku

by Paulina 1 lutego, 2025

Nie sądziłam, jak bardzo tęskniłam za klasyczną, stereotypową zimą w górach. Okazuje się, że żyjemy w czasach, kiedy nawet w górach śnieg nie jest oczywistością.

Dlatego z tym większym zachwytem powitaliśmy baśniowe płatki sypiące się z nieba pierwszego noworocznego wieczoru.
A następnego dnia wędrówka, klasycznie, na Połoninę. Prosto w świat prosto z Narni. W świat tak piękny, że aż nierealny. Zaczęło się, gdy tylko wyszliśmy z wioski, wokół nas drzewa okryte białym puchem i góry, przyprószone białością przed nami. I tak sobie szliśmy, w coraz to nowych zachwytach, bo ten krajobraz, śnieżno drzewny zmieniał się z każdą chwilą. 
I gdy wydawało się, że już naprawdę no, bajka prawdziwa, to wtedy wyszliśmy z lasu. I odsłoniły się góry, jak malowane, na tle kłębiących się z rozmachem chmur. Do tego słońce, przechylając się powoli ku zachodowi, prześwitywało gdzieniegdzie, oświetlając pojedyncze góry jak pomarańczowawy reflektor, co sprawiało, że co chwilę pokrzykiwaliśmy z zachwytu. Wracaliśmy w dół, z tym słońcem coraz niżej i tym najprostszym, najszczerszym zachwytem w sercach.
Kolejne dni to narty i dalsze spacery, ale już bez tej uczty widokowej. Wiecie, ja lubię Bieszczady nawet skąpane w szarości i deszczu, ale jednak takie czyste piękno, to czyste piękno;)

nie wiem, który raz już siedzą na tym kamieniu przy wejściu na Przełęcz Orłowicza

Bardzo lubuję się w tej noworocznej symbolice w zimowych górach.
Ten nowy początek, cały lśniący w  świeżej bieli, z wędrówką, z
widokami. Z zimnem i słońcem.

Jest ten przesąd o początku
roku, determinującym to, jak będzie wyglądało kolejne dwanaście
miesięcy. Osobiście uważam, że nie chodzi tu w żadnym razie o jakąś
prostą, dosłowną wróżbę. Dla mnie, to bardziej kwestia życzeniowości,
ustawienia sobie w głowie kierunku i ogólnych priorytetów, a te w takich
okolicznościach ustawiają się same.

1 lutego, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakgórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemRumuniawakacje

Rumunia z dziećmi pod namiotem

by Paulina 6 sierpnia, 2024

 

Do Rumunii chcieliśmy wrócić od lat, byliśmy tam razem jeszcze przed dziećmi, jechaliśmy pociągami przez Ukrainę i to zupełnie inna epoka była. Zapamiętaliśmy jednak, że kraj jest piękny, zróżnicowany, że góry wspaniałe, a mieszkańcy arcyprzyjaźni.

Dlatego zapakowaliśmy się do samochodu z naszym namiotem (okazało się że to jego ostatnia podróż z nami) i któregoś lipcowego dnia nad ranem wyruszyliśmy.

Park Narodowy Apuseni

Rumuńskie wakacje rozpoczęliśmy dość
blisko od węgierskiej granicy, w Parku Narodowym Apuseni. To Góry
Zachodniorumuńskie, które nazywane bywają rumuńskimi Bieszczadami. I
faktycznie coś w tym jest. To taka większa wersja Bieszczad, góry
przepiękne, widoki niezwykłe, szlaki dobrze oznaczone. Do tego jaskinie,
wodospady i przeurocze wioseczki z domami krytymi starą ceramiczną
dachówką.

 

camping wśród takich klimatycznych stogów siana

rumunia z dziecmi

a tu niesamowita tęcza po niesamowitej burzy. Na szczęście byliśmy na miejscu, żeby trzymać namiot, który i tak niestety oberwał dość solidnie

Niedźwiedzie w Rumunii

Jako, że Rumunia jest krajem w dużej mierze górzystym, zielonym, więc niedźwiedzi mają sporo.

To
był główny powód, dla którego nie odważyliśmy się biwakować na dziko.
Zresztą wszystkie górskie campingi zagrodzone były ogrodzeniem pod
napięciem, bo rumuńskie miśki są bardzo ciekawe i śmiałe i chętnie
sprawdzają, co dobrego akurat szykuje się na kolacje. I te właśnie cechy
stały się dla tych wspaniałych zwierząt mocno problematyczne.
Niedźwiedzie w Rumunii przyzwyczaiły się do ludzi i doskonale wiedzą, że
człowiek oznacza łatwe jedzenie. Dlatego normą stały się
niedźwiedzie siedzące przy górskich drogach i ludzie zatrzymujący się,
żeby zrobić zdjęcie i, niestety, poczęstować zwierzaki jakimś
przysmakiem…

Takie zwierzęta, które
„oswoiły się” z ludźmi zazwyczaj są zabijane, bo stanowią zagrożenie dla
ludzi. Przykre, bo zwierzęta to zwierzęta, trudno je winić o to, że,
gdy są dokarmiane przez turystów, zaczynają traktować ludzi jak źródło
jedzenia.

Między innymi dla takich zwierząt powstało niedźwiedzie
sanktuarium, Libearty. Choć u podstaw jego powstania jest wiele innych,
dużo bardziej smutnych, tragicznych historii, pełnych ludzkiego
okrucieństwa i bezmyślności. Otóż jeszcze całkiem niedawno, pod koniec XX w.
przy hotelach czy restauracjach można było trafić na „atrakcję
turystyczną”, czyli niedźwiedzia uwięzionego za żelaznymi kratami, na
betonowym podłożu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Zwierzęta
były głodne, chore, i totalnie wyniszczone psychicznie przez życie w
nieludzkich warunkach. Zajrzycie koniecznie na stronę sanktuarium,
zwierzaki mają tam do dyspozycji 70 hektarów górskich lasów i dożywają
swoich dni w spokoju i komfortowych, dzikich warunkach. Wizyta w
sanktuarium jest możliwa tylko w godzinach porannych, i można
powiedzieć, że to ludzie odgrodzeni są kratami od zwierząt, bo te mają
ogromne przestrzenie do swojej dyspozycji.

Pietra Craiuli i Braszow

Następnie ruszyliśmy do serca
Transylwanii (dzieci w Rumunii najbardziej chciały odwiedzić właśnie Transylwanię), do kolejnego parku narodowego, Pietra Craiuli. Ominęliśmy
trasę transfogarską, podobno spektakularną, obawiając się nieco o
chorobę lokomocyjną, z którą mamy różne, bogate doświadczenia. Okolice
Braszowa stanowią wspaniałe góry i wąwozy. Wśród dość popularny Kanion Siedmiu Drabin. Jest to miejsce spektakularne – powstałe w wyniku zawalenia się dachu jaskini, do którego dochodzi się przyjemnym szlakiem wiodącym przez malowniczy wąwóz. Do tego z fantastyczną atrakcją – otóż w dół wąwozu można zjechać serią 42 tyrolek. Jest to jednak rozrywka dla osób powyżej 16 roku życia, więc zeszliśmy piechotą, a nasze dzieci musiały zadowolić się wersją dla młodszych, czyli tyrolkami rozciągniętymi nad niższą częścią wąwozu.

A sam Braszów jest
pięknym, średniowiecznym miastem, założonym w XIII wieku przez
Krzyżaków. Wspaniale zachowana starówka, z charakterystycznymi
pomarańczowymi dachówkami i położenie wśród gór, czynią z niego jedno z najładniejszych miast w Rumunii.

popołudniowe rozrywki

a tu już Braszów

Na górę Tampa, z charakterystycznym, hollywodzkim napisem można wdrapać się, lub wjechać kolejką

spacer między starymi wieżami strażniczymi

Strada Sforii, najwęższa ulica w Rumunii, jedna z najwęższych w Europie
a tu kanion siedmiu drabin

Delta Dunaju

To miejsce, wpisane na listę światowego
dziedzictwa Unesco, chciałam odwiedzić od dawna. Z naszego campingu pod
Braszowem dzielił nas kawał drogi, ale uznaliśmy, że bliżej zbyt prędko
nie będziemy, dlatego ruszyliśmy do krainy wód, błota, ptaków i komarów.
Deltę Dunaju trzeba zobaczyć z łódki, inaczej to zupełnie nie ma sensu.
Dopiero parę godzin pływania w większych i węższych kanałach, jeziorach, rozlewiskach pozwala
zachwycić się tym miejscem. Popłynęliśmy o 5 rano na czterogodzinną
wycieczkę i było to fantastyczne doświadczenie. Początkowo zachwycaliśmy
się każdym dostrzeżonym ptakiem, robiliśmy mnóstwo zdjęć, a po jakimś
czasie daliśmy się po prostu, nomen omen, ponieść nurtowi, co dało
zupełnie nową jakość przeżyć. 

Popularnym miejscem wypadowym na Deltę jest Tulcza, my jednak wybraliśmy się trochę dalej, do mniejszej i spokojniejszej miejscowości Murighiol.

Będąc w tej okolicy,
skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy dzień nad Morzem Czarnym,
wyjątkowo ciepłym. Ze względu na Deltę, na naszą plażę można było
dotrzeć tylko taksówką wodną, co miało oczywiście swój dodatkowy urok i skutkowało mniejszą ilością ludzi.

 

Sighisoara i okolice

Pewien rumuński emeryt spotkany na jednym campingu powiedział nam, że ze wszystkich rzeczy absolutnie koniecznie
musimy zobaczyć Sighisoarę. „Obiecajcie mi” powiedział. Obiecaliśmy, i
właśnie w okolicach Sighisoary zatrzymaliśmy się na nasz ostatni camping
przed powrotem do domu.

Sighisoara jest wspaniale zachowanym
średniowiecznym grodem ochronnym, otoczonym murami i basztami obronnymi
(każda należąca do innego cechu. Jest więc wieża krawców, wieża szewców,
producentów sznurów i bednarzy, każda unikatowa). Pełno jest ślicznych, kolorowych kamieniczek, i brukowanych ulic.

Na koniec, zostało nam zupełnie nieoczekiwane miejsce. Płaskowyż pełen starych, ogromnych dębów, pamiętających czasy średniowieczne, kiedy w tym miejscu wykarczowano część lasów, zostawiając dęby dla cienia i żołędzi, drzewa owocowe i trawy do wypasu bydła. Miejsce pozostało przez lata w swojej, w zasadzie niezmienionej formie. Robi wrażenie.

Jak cały kraj zresztą.

6 sierpnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylpodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Lyon z dziećmi. Podróż sentymentalna

by Paulina 30 kwietnia, 2024

 

 

To było trochę jak podróż w czasie. My już jakby inni, dzieci jakby większe (i jedno dodatkowe), ale uczucie było takie, jakbyśmy się o tę dekadę cofnęli, wskoczyli do tamtego życia w roli turystów.

O odwiedzeniu Lyonu mówiliśmy od jakiegoś czas, z rosnącą nostalgią wspominając tamte czasy, piękne miasto, Alpy w zasięgu dwóch godzin, klimatyczne rzeki, wspaniały miejski park z zoo. Przypominaliśmy sobie nasze wycieczki, urocze małe miasteczka, muzea, cudowny, stereotypowo francuski targ nad Rodanem.

To nie był jedynie sielankowy czas, pamiętamy o tym również, ale wspomnienia – a już zwłaszcza te związane z jakimś miejscem – mają to do siebie, że z czasem pięknieją do granic idealności.

I z tym właśnie podejściem – że będziemy trochę dotykać przeszłości – pojechaliśmy.

Ach, jaki to miły tydzień był. Nie wróciłabym do mieszkania we Francji, ale wpadać tam chciałabym częściej.

znajdź różnice;P

Zaskoczeń brak. To jury orzekło, że w Lyonie najfajnieszy był park ze zwierzętami.

trochę zazdroszczę tamtejszym dzieciakom, lekcje historii, czy języka w takim miejscu

występy w amfiteatrze rzymskim

makaronikowe mistrzostwo świata

jak to jest dotknąć prehistorii

Les Confluences, muzeum o tej nazwie, która oznacza złączenie, zbieg rzek, właśnie w miejscu, gdzie Saona wpada do Rodanu

i muzeum drukarstwa

i najlepsze, muzeum sztuk pięknych.

 
 

 

30 kwietnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Chorwacja na przedłużenie wakacji

by Paulina 20 września, 2023

 

Bilety na samolot kupiliśmy jeszcze w czasie zimowej
beznadziei, gdy myśl o lecie wydawała się zupełnie abstrakcyjna, a słońce i
ciepło konceptem totalnie nierzeczywistym. Wydawało mi się że czas dzielący nas
w styczniu od tego wyjazdu na koniec wakacji nie minie nigdy. A czas, jak to ma
w zwyczaju, minął nadspodziewanie szybko.

Z końcem sierpnia ruszyliśmy w jeden z najbardziej popularnych
kierunków wakacyjnych Polaków, czyli do Chorwacji.

To nie był wybitnie aktywny wyjazd z przygodami.  Było słońce i piękne, ciepłe morze. Podziwialiśmy
urocze Chorwackie miasta i miasteczka, ciesząc oczy spójnością architektoniczną,
jasnym kamieniem, drewnianymi okiennicami i dachami pokrytymi klasyczną
dachówką. Zajadaliśmy niezwykle słodkie figi, rosnące przy drodze jak u nas
mirabelki. 

Z nowości, snorkeling, który mnie zachwycił totalnie.
Wiecie, miałam kiedyś dość regularnie takie sny, w których umiałam oddychać pod
wodą, obserwować podwodny świat, unosić się w takiej totalnej wolności. Trochę
moja wersja pięknych snów o lataniu, po których człowiek budzi się w takim
cudownym poczuciu szczęśliwej lekkości. I to było dla mnie takie właśnie wrażenie w
rzeczywistości. Nie oglądałam tam jakiś spektakularnych ławic, ale samo
wrażenie, zanurzenie się w tej wodzie, bycie tylko tam i totalne skupienie na obserwacji,
jednocześnie z tym wrażeniem nieważkości, było jak najlepsza medytacja.
Myślałam, że nie jestem typem miłośnika sportów wodnych, ale to mnie zachwyciło
i chcę więcej 😀

Zapraszam na trochę zdjęć

Split

20 września, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bieszczady z dziećmi. „Lubię wracać tam gdzie byłem już”

by Paulina 23 lipca, 2023

 Nie byliśmy w letnich Bieszczadach od paru lat. Od paru lat wybieraliśmy raczej inne pory roku na nasze najulubieńsze góry. Wróciliśmy ostatnio, na chwilę. Rozłożyliśmy namiot i poczułam się, jakbym do domu wróciła.

Są takie miejsca, które zakotwiczają a jednocześnie dają poczucie wolności, gdzie wyrastają nam korzenie i skrzydła, gdzie nic nie muszę a wszystko mogę. Bieszczady są dla mnie takim miejscem właśnie.

Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd… Majster Bieda

 

Tradycyjne zdjęcie na głazie przy wejściu na przełęcz Orłowicza. Nie wiem, które to już takie?

Wiecie, od jakiegoś czasu mam tak, że czuję się w życiu trochę jakby
mi ktoś przyspieszył prędkość odtwarzania, jak pod koniec reklam wyrobów
medycznych. Za szybka jest dla mnie ta wesoła karuzela. A w górach
życie mi zwalnia, nie zatrzymuje się totalnie, tylko dostosowuje się do
tempa górskiej wędrówki. I to jest bardzo ważne dla mnie, żeby po życiu
wędrować, a nie biec. Czasem pod górę, z wysiłkiem, czasem łapiąc lekką
zadychę, ale zawsze rozglądając się na boki, zawsze uważając na drogę
pod nogami, zawsze zauważając kolor liści, słysząc śpiew ptaków, czując
zapach lasu. Zatrzymując się na trochę, by podziwiać widoki. Rozmawiając
– naprawdę rozmawiając, a nie wymieniając informacje z najbliższymi.

O tym sobie zawsze przypominam w górach. Że chcę, żeby życie bardziej przypominało górską wędrówkę niż pęd po autostradzie.

I zabieram to ze sobą do domu, do codzienności to biorę.

„bo nogi córciu podnosi się brzuchem”. Lekcje baletu (u lekko zmurszałej matki) w wydaniu górskim

Plecakowo

Dzień chillu. Przypominam sobie, jak się robi indiańskie warkoczyki do włosów

23 lipca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckojak odpoczywaćlaslubelszczyznapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiemrowerki biegowe

Wycieczki z dziećmi, strona praktyczna

by Paulina 13 czerwca, 2023

wycieczki rowerowe

 

Wycieczki rowerowe, jak można tu często zobaczyć to jedna z naszych ulubionych aktywności na wolny dzień

Czytam i słucham czasem komentarze i pytania, od kiedy zacząć zabierać dzieci na wycieczki, jak zorganizować wycieczkę z dzieciakiem, albo, że „byłoby fajnie tak pojechać z maluchami w naturę, ale w sumie nie wiem, od czego zacząć.”

No więc, od czego zacząć te wycieczki z dziećmi

My uprościliśmy sprawę o tyle, że nie robiliśmy przerw, więc nie trzeba się było wdrażać specjalnie w wycieczki z dziećmi, robić tego wielkiego wdechu przed skokiem na głęboką wodę, pod tytułem, czy już jesteśmy wszyscy gotowi, czy dzieci wystarczająco duże.

W ciążach nie szarżowałam, ale czułam się na tyle dobrze, że spacery pod miastem były dla mnie idealną formą spędzania czasu, zdarzało nam się nawet wyskoczyć w góry.

Potem, każdy niemowlak lądował w chuście na wycieczkach pieszych, lub w przyczepce rowerowej, gdy decydowaliśmy się na rowery. Swoją drogą, jakiś czas temu napisałam już pieśń pochwalną na temat przyczepki rowerowej, i do tej pory zdania nie zmieniłam – to wysokie podium na liście zakupów około-dziecięcych. A dzięki temu, że nasza przyczepka była dwuosobowa, pakowaliśmy do niej zarówno aktualnego toddlera jak i niemowlaka (dzięki podczepianemu hamaczkowi). Dzięki przyczepce ( i jej dodatkowej przestrzeni załadunkowej) zupełnie nie odczuliśmy, że dzieci nam cokolwiek utrudniają, czy uniemożliwiają realizowanie pasji. 

przyczepka rowerowa

wycieczka rowerowa z dziecmi

Dwulatek i więcej – rowerek biegowy

Wraz z drugimi urodzinami wszystkie nasze dzieci dostawały rowerki biegowe. W naszym przypadku biegówki były strzałami w dziesiątkę, także na codzienne spacery, gdy dystans był za długi na krótkie nóżki metrowego człowieczka. Na dłuższe wycieczki sprawdzał się system „trochę sobie jadą na polnych drogach, a gdy się zmęczą lub na ulicach wchodzą do przyczepki, a rowerki podczepiamy”.

Gdy przesiadali się na rowery z pedałami, dostosowywaliśmy trasy do ich możliwości, a dla Pirata zakupiliśmy wspaniałą rzecz, hol do roweru, nazywa się „Follow me”. Jest to świetnie wykonany gadżet, który stabilnie podtrzymuje rower dzieciaka – nie ma efektu przechyłu na bok, który często można obserwować w prostych „pałąkach”. Rowerek do holu podczepia się łatwo i szybko, więc podczas jednej wycieczki zdarza się Pirata podczepiać i puszczać wolno kilkakrotnie. Hol jest wspaniałą sprawą, przydaje się na piaszczystych nawierzchniach, pod duże góry i generalnie zawsze gdy niespełna sześciolatek nie daje jeszcze rady. Fajne też jest to, że dziecko na rowerze podczepionym na takim holu do dorosłego ciągle pedałuje, i wnosi swój wkład w taki tandem:)

rowerek biegowy

Wybór trasy

Przy postach o naszych wycieczkach rowerowych często pada pytanie o konkretne trasy. Nie zawsze jestem w stanie powiedzieć dokładnie jak wędrujemy, czy jedziemy rowerami, jako, że jedną z głównych zasad naszych wycieczek jest nie wracamy tą samą drogą, robimy kółko, co często (przeważnie) wiąże się z zejściem ze szlaku i przedzieraniem przez chaszcze i błota, nie mam śmiałości proponować takich przygód czytelnikom;)

„to co, nie wracamy tą samą drogą?”

Korzystamy z tradycyjnych map papierowych – na nich często zaznaczone są ciekawe szlaki i miejsca do zobaczenia, różnice w wysokości itd, poza tym dają jakiś taki ogólny obraz. Świetne są też dedykowane aplikacje z mapami – używamy głównie mapy.cz lub locus map (to aplikacje, w locus map można wykupić abonament, i korzystać z map również offline) . Ich przewagą jest aktualność i interaktywność – dobrze widać na nich rodzaj dróg, ilość kilometrów do przebycia, co ma znaczenie przy zmianach planów w trakcie wycieczki.

Bardzo polecam Wam ten system łączenia map papierowych z mapowymi aplikacjami, pozwala odkryć świetne miejsca, dostosować trasę pod swoje oczekiwania i wycieczkować bez tłumów.

Bywa luksusowo;)

Przekąski wycieczkowe

Jesteśmy łasuchami, nie będę ukrywać. Wycieczki zawsze wiążą się z piknikami. Przyzwyczailiśmy się do tego wszyscy, dzieciaki potrafią zapytać o piknik po 10 minutach krótkiego leśnego spaceru poobiedniego. Popełniłam jakiś czas temu dwa wpisy na ten temat, bardzo zapraszam zobaczyć nasze piknikowe przekąski 1, piknikowe przekąski 2

Zawsze mamy też ze sobą drobiażdżki typu suszone owoce, kabanoski i żelki mocy ( nasze żelki mają specjalne moce w zależności od koloru, np czerwone dodają siły, a żółte poprawiają humor;) ). Jedzenie na wycieczkach jest dla nas ważne i przyczynia się w niemałym stopniu do naszego do wycieczek uwielbienia. Po wysiłku, na świeżym powietrzu, wśród ptasich śpiewów i wśród zieleni, jedzenie smakuje zupełnie wyjątkowo.

Dodatkowe atrakcje i gadżety

Nasze podejście jest takie, że raczej ich unikamy. Zależy nam na tym, żeby pokazać dzieciom, że świat sam w sobie jest atrakcyjny. Nie popadamy przy tym w przesadę, i lubimy zahaczyć na wycieczkach o jakieś ciekawe budowle lub ruinki, ładny widok, jakaś woda; wyznaczanie sobie celu, do którego jedziemy czy idziemy jest fajne i motywujące.Ale generalnie stawiamy na „tu i teraz”, gdzie atrakcją może się okazać piękna łąka z trzmielami, wielkie mrowisko, albo ptasie gniazdo.

Często jeżdżą z nami różne figurki playmobil, to fajna zabawa dla dzieci wśród traw, Wilczek czasem targa ze sobą książki.

Z rzeczy, które zawsze mamy ze sobą:

– apteczka – przede wszystkim mamy w niej octanisetp i plasterki oraz opatrunek w sprayu, pęsetka i kleszczołapki do wyciągania kleszczy, fenistil, żel aloesowy, coś od komarów (zawierające ikarydynę), krem z wysokim filtrem, bandaż elastyczny

– koc piknikowy

– hamak turystyczny, lekki i wytrzymały, nasz jest z firmy La Siesta i sprawdza się świetnie 

– rowerowy zestaw naprawczy (klucze, pompka, dętki)

– woda termalna w sprayu – przydaje się do schłodzenia, do przemycia ranek czy spryskania otarć

– kompas – aplikacje aplikacjami, ale technologia bywa zawodna

I jeszcze  jedna ważna kwestia

 Bardzo proszę, jeśli idziemy korzystać z uroków natury, to bądźmy też dla tej natury w porządku, zostawiajmy świat takim, jakim chcielibyśmy go zastać.  Na wycieczkach trochę jest tak, jakbyśmy szli w gości, szanujmy miejsce i jego mieszkańców, wszystkich (tych wielonożnych i nie za ślicznych też). Zabierajmy nasze śmieci za sobą (jak się trafią cudze, to też), unikajmy krzyków i głośnej muzyki, nie płoszmy zwierząt, nie niszczmy mrowisk, czy gniazd, samochód można zostawić na parkingu, w oddaleniu od miejsca piknikowego… itd

Aż mi głupio pisać tutaj o takich oczywistościach, wierzę, że to dla moich czytelników zupełnie niepotrzebny akapit, i mam nadzieję, że się nie obrazicie za niego, ale biorąc pod uwagę to, co się dzieje w naszych lasach, myślę, że lepiej powiedzieć o tym za dużo niż za mało:)

Nasze ogólne podejście wycieczkowe

jeśli zaglądacie tu regularnie, chyba znacie. Nic nikomu nie udowadniamy, z nikim się nie ścigamy. Nie startujemy w konkursie pt najbardziej szalone wycieczki rodzinne, ani kto więcej przejedzie na rowerze z dziećmi.

Wycieczki z dziećmi to coś co nam wszystkim daje radochę, integruje nas wszystkich, pisałam już o tym zresztą nie raz i zdania nie zmieniłam:D

A jednodniowe wypady rowerowe i piesze to esencja weekendu – nic mnie nie relaksuje przed i po pracy jak taka wycieczka, nic tak nie ładuje baterii z radością życia.

Przy czym, mam jeszcze jedną refleksję na temat spędzania czasu z dziećmi, nie bardzo odkrywczą zapewne. Najistotniejsze wydaje mi się znaleźć tę wspólną zajawkę. W naszym przypadku, są to mniejsze i większe wypady w naturę. W Waszym to może być wspólne zwiedzanie zamków, wspólne jeżdżenie na nartach, wspólne nurkowanie, układanie puzzli czy scrabble, jeżdżenie na konwenty fantastyki, albo pieczenie ciast razem. Jeśli lubimy coś robić, róbmy to, nawet jeśli nie jest to typowo rodzinna rzecz, a towarzyszące nam dzieciaki z dużym prawdopodobieństwem staną się dzieciakami partnerującymi, a to daje naprawdę fajny podmuch w żagle.

Wycieczkujecie z dzieciakami? Czy dopiero myślicie o tym, żeby zacząć? (może macie jeszcze jakieś pytania?) A może to kompletnie nie Wasza bajka, i kręci Was coś innego? (ciekawa jestem, co:) )

13 czerwca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady z dziećmi. Zima nie-zima w Baligrodzie.

by Paulina 2 marca, 2023

bieszczady zima

 

Znowu Bieszczady. To miały być tradycyjne góry noworoczne, ale zdrowie pokrzyżowało nam plany. Bardzo się cieszę, że wyjazd udało się przesunąć, i w lutym zawitaliśmy na naszych ukochanych bieszczadzkich szlakach.

Tym razem trafiliśmy do Baligrodu, nadleśnictwa trochę na uboczu od najbardziej uczęszczanych szlaków i w związku z tym z większymi szansami na spotkania z fauną. Śnieg topniał dość dramatycznie, zresztą nawet w dniu przyjazdu padał całkiem solidny deszcz (lubimy deszcz w górach, ale niekoniecznie zimą;) ), a termometry pokazywały wiosenne 8 na plusie, co nie napawało optymizmem w kwestii wędrówek, o nartach nie wspominając. Ale nie zrażaliśmy się za bardzo. Jak pisałam ostatnio, gór potrzebowałam już bardzo mocno i brak pięknej śnieżnej pokrywy nie wpływał na tę potrzebę specjalnie.

To był błotnisty górski wypad, i z przygodami. Wezbrane rzeki nie raz komplikowały nam wycieczki. Czasem trzeba było iść mocno naokoło, i z małego spacerku robiła się konkretna (i błotnista) wycieczka. Wyżej w górach śniegu zostało całkiem sporo, i, na nieprzetartych, zupełnie bezludnych, szlakach zapadaliśmy się po kolana i głębiej. 

Ostatecznie skorzystaliśmy bardziej, niż można by się spodziewać. Było niemal wszystko, czego można chcieć podczas zimowego wyjazdu w Bieszczady. Wycieczki, liczne ślady zwierząt (nawet tych naprawdę dużych), przygody, popołudniowa sauna. Trochę wyżej śnieg, skrzący się cudnie w zimowym coraz silniejszym słońcu, nawet jeden dzień nart się udał. No i wędrówka górska, za którą tak się stęskniłam, a która niezmiennie działa cuda na głowę.

Zobaczcie, całkiem malowniczo, jak na górskie przed-przed-wiośnie.

dziewczyny na połoniny!

wspominałam o błotku?

a tu największa jodła w Polsce, Lasumiła, potrzebne były wszystkie nasze wyjazdowe dzieci, żeby ją objąć

przygody przygody

a wyżej całkiem miłe zimowe krajobrazy

gruba, dobrze zaimpregnowana tłuszczem i woskiem skóra w butach, i skarpety po takim spacerku suche

ktoś się już obudził

2 marca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 8

Ostatnie wpisy

  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze
  • Bretania z dziećmi pod namiotem
  • nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach
  • Lasy Janowskie rowerami

Najnowsze komentarze

  • Ania - jesienne czasospowalniacze
  • Justyna - jesienne czasospowalniacze
  • Anna - Bretania z dziećmi pod namiotem
  • Paulina - Bretania z dziećmi pod namiotem
  • Paulina - nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Bretania z dziećmi pod namiotem

    31 sierpnia, 2025
  • nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

    9 lipca, 2025
  • Lasy Janowskie rowerami

    17 czerwca, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • blogowanie

    9 lipca, 2015
  • mniej

    24 lutego, 2015
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry