Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

wychowanie

dzieckomój stylrozmyślaniawychowanie

śpieszmy się cieszyć naszymi dziećmi, tak szybko rosną

by Paulina 27 maja, 2023

 

Pojechałam ostatnio z dzieciakami na najfajniejszy plac zabaw w Lublinie. Zaparkowaliśmy rowery, ja zasiadłam na ławce z kaweczką, ptaki śpiewały, lekkie podmuchy wiatru przynosiły pod nos cudowny zapach bzu, dzieci zajmowały się swoimi sprawami. Rozejrzałam się wokół i oddałam się nostalgii. Wokół dzieciaki w różnym wieku, rodzice, niektórych pamiętam jeszcze za czasów naszego dzieciństwa, z tego samego placu zabaw.

Jestem mamą od ponad dekady. I myślę sobie, że macierzyństwo jest spoko, naprawdę.

 

Bywało naprawdę sielankowo, pierwsze wakacje z pierwszym dzieckiem wspominam jak jeden wielki niespieszny spacer. Przy Wilczku byłam oczywiście bardziej przejęta, w końcu wszystko było pierwsze i nowe, i jakoś ostateczne – każdy etap był ostatnim, jaki znałam, więc rodzaj porodu, wybór pieluch, czy kredek był najważniejszym na świecie. Z czasem okazało się, że nowe wyzwania pojawiają się za każdym rogiem. I często pozorne „teraz już z górki” okazuje się być rozbiegiem przed zupełnie nowym górzyskiem. Nie chodzi mi o to, że poród, pieluchy, czy kredki nie mają znaczenia, po prostu nie mają aż tak wielkiego znaczenia jak czasem próbuje nam się wmawiać.

 

Bo dobre macierzyństwo to suma wszystkiego. Tych pieluch, kredek, i rowerków też. To suma codziennych decyzji, tych dużych i malutkich, problematycznych niuansików, zwykłej radochy z bycia razem, wspólnego gapienia się na drzewa, przeprosin i przytulin, trzymania ich za rękę, milionowego tego dnia „widzę jak się wspinasz”, rozpływającego się serca ze wzruszenia, syczenia „nie wytrzymam tego jęczenia, wystrzelę się w kosmos” i wytrzymywania kolejny raz, i kolejny, wspólnych rodzinnych tradycji, lęku że sobie nie poradzę i dumy, że jednak sobie poradziłam, łez zmęczenia i łez szczęścia. To proces, który trwa i trwa i trwa, latami, dzień po dniu. Co bywa zarówno piękne jak i przytłaczające. Ale chyba jednak bardziej piękne.

 

Iskra urodziła się we Francji, i to był czas najintesywniejszego chyba macierzyństwa. Krycha, choć wspierał, jak mógł, długo pracował, a ja byłam sama z tym dwulatkiem i niemowlakiem, bez swoich znajomych, bez pomocy. Tylko ja i moja dzielność. No i dzieci. I uparta radość z życia. Ciekawe w sumie, bo bywało naprawdę niełatwo, dzieci miały swoje kryzysy, a ja razem z nimi. A mam do tego czasu ogromny sentyment i wspominam bardzo pięknie. Może to, że było trudno tak nas fajnie zintegrowało jako rodzinę? Robiliśmy razem wszystko, bo nie było innej opcji, a nie wyobrażaliśmy sobie mieszkać we Francji i jej nie poznawać. Dlatego chodziliśmy na koncerty z dziećmi, jeździliśmy z dziećmi w góry, i na rowery, z dziećmi chodziliśmy do muzeów.

Przyjście na świat Pirata już w Polsce, zbiegło się z bardzo dużym przyspieszeniem mojego życia zawodowego. Czas zachrzania jeszcze bardziej i muszę się pilnować, żeby zatrzymywać się z premedytacją. Bo czas zwalnia, gdy my zwalniamy. 

I teraz, gdy dzieciaki mają lat 11, 9 i prawie 6, i są już coraz bardziej samodzielne, wiem, że ma ogromne  znaczenie to nasze bycie razem. Że szwendamy się gdzieś w naturze, że nasze wypady bliższe i dalsze są takie nasze. Że mamy wspólne rytuały. Za nasze wielkie osiągnięcie rodzicielskie uważam to, że lubimy wszyscy być razem.

Wiem, że wszystko mija, zarówno dwulatkowe jęczenie jak i słodkie przekręcanie słów. Nie wrócą już te pieluchy i nieprzespane noce, a ich stópki będą coraz mniej urocze i wybitnie nie-do-całowania. Skończyło się targanie nosideł na wycieczki, niedługo zaczną wyjeżdżać sami. Już nie przyjdą do mnie ze stłuczonym kolankiem, mam nadzieję, że będą chcieli przyjść z poobijanym sercem. Dlatego patrzę na nich teraz, tacy jacy są i ryję piętami w ziemię, zatrzymując się z codziennego pędu w tej konkretnej chwili.

 

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Mam! 

(swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, czy czytają mnie jakieś świeże Mamy, czy raczej mamy z podobnym stażem? Albo mamy dorosłych dzieci?)

27 maja, 2023 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieckorozmyślaniawychowanie

O wychowaniu. Co u nas działa?

by Paulina 20 września, 2022

 

Zaczął się nam w rodzicielstwie taki przyjemny okres.

Dzieciaki robią się coraz bardziej samodzielne, nie są tak bezwarunkowo zależne od nas. Fajnie się same bawią, czytają, tworzą, same wychodzą na dwór. A jednocześnie trwamy wciąż przed nastoletnim okresem burzy i naporu. Ciągle się przytulają, a jednocześnie nie jest tak, że musimy ich przytulać ciągle.

Gdy były młodsze, nie raz myślałam sobie że wszystkie mądre książki i teorie to wielka ściema, że moje podejście i metody wychowawcze są nieskuteczne, że rodzicielstwo to same dni świstaka a mówienie do dzieci i tłumaczenie im wszystkiego to jak rzucanie grochem o ścianę, bo i tak nic nie dociera.

Teraz – może nie są to sytuacje nagminne – ale coraz częściej zbieramy plony naszych starań. Patrzymy na nich i przybijamy sobie mentalną piątkę, widzimy że te wszystkie dni świstaka jednak przynoszą efekty. A rzucanie grochem o ścianę ma jednak więcej wspólnego z kroplą drążącą skałę.

Ten tekst chciałam skierować głównie do rodziców młodszych dzieci, może czasem, jak ja jeszcze niedawno, wątpiących w sens swoich działań. Ku pokrzepieniu:)

Nie chcę się wymądrzać, to nie będzie tekst typu 5 cudownych metod wychowawczych, albo nie rób tych 8 rzeczy jeśli nie chcesz wywołać trwałej traumy u dziecka. To po prostu luźne uwagi, nasze zachowania, podejście, sposób mówienia, które u nas się sprawdzają, wydają nam się sensowne i w które wierzymy.

Dzieci naśladują zachowania rodziców.

To taka dość wyświechtana zasada i chyba wszyscy o niej słyszeli. Ale warto ją mieć cały czas z tyłu głowy – że jesteśmy dla swoich dzieci wzorcami zachowań wszelkich, dobrych i złych. Dzieci chłoną je zupełnie bezwiednie. Nasiąkają tym, jak zwracamy się do siebie i rozwiązujemy problemy, jak mówimy o innych, jak okazujemy radość i niezadowolenie, naszym podejściem do zasad i prawa, tym, jak spędzamy czas, jakie mamy nawyki, czy próbujemy nowych rzeczy i tak dalej. To jest niesamowite patrzeć jak czasem dzieci zmieniają się w nasze kopie – jak coś tłumaczą używając dokładnie naszych argumentów czy wręcz sformułowań.

To taka strasznie prosta zasada i cholernie skuteczna, a do tego świetnie motywująca do pracy nad sobą.

Mamy prawo do różnych emocji. 

Wszyscy mamy prawo, do wszystkich emocji, bo wszyscy i tak je odczuwamy. Jeśli czujemy złość, ale starannie ją ukryjemy to ona nie zniknie – co najwyżej przepoczwarzy się w ból głowy, niekontrolowany płacz albo brak cierpliwości. U nas panuje zasada, że każdy ma prawo odczuwać najróżniejsze stany, ale pracujemy nad tym, żeby zachowania z nich wynikające nie krzywdziły innych. Mówimy o tym, co czujemy – to pomaga wszystkim, zarówno odczuwającemu jak i całej reszcie. Nazywanie tego, co czujemy przynosi jakiś rodzaj ulgi, no i otwiera na ewentualną rozmowę. Rozumiemy też, że zbyt dużo intensywnych (nawet pozytywnych) emocji może skutkować awanturką, a mając takie zrozumienie łatwiej jest takową przetrwać.

Aha, i Rodzice też mają to prawo. Podkreślam to bo często mówi się w tym kontekście tylko o dzieciach – „pozwól dziecku poczuć emocje”. Sobie też pozwólmy, to działa tak samo i u dzieci i u dorosłych. A do tego nawiązując do poprzedniego punktu – dzieci widzą nas jak przeżywamy smutek, złość, czy radość. Tym sposobem nawet mając po kilka lat nasze dzieci mówiły wprost: „jest mi smutno, chcę się przytulić”, „jestem zły, chcę pobyć sam”. Wiecie, to bardzo działa i bardzo usprawnia wspólne życie.

Rodzic też człowiek

Odkąd jestem mamą, odnoszę wrażenie, że takiej ogólnej narracji, przynajmniej w Polsce, cała uwaga w rodzinach kierowana jest na dzieci. Zaczyna się w ciąży – najlepiej, żeby kobieta położyła się (na lewym boku!), jadła kleik i słuchała Mozarta. Potem jest tylko lepiej – dziecko ma mieć odpowiednie rozrywki, odpowiednie posiłki, odpowiednie buty, odpowiednio rozwojowe książki, stymulowanie, wyciszanie, szanowanie ich granic… A gdzie granice rodziców? Rodzice też potrzebują wyciszenia, ciekawych rozrywek, posiłków, książek i butów! Ciekawie o tym pisze Mataja, zwłaszcza w kontekście porównywania tego jak się wychowuje dzieci teraz i jak wychowywani byliśmy my. Zresztą, to znowu sprowadza się do prostej zasady – jeśli chcemy żeby dzieci nas szanowały, szanujmy sami siebie. „Teraz jem, pomogę ci jak skończę” „Teraz nie, pobawimy się jak wypijemy kawę”.

Przytulanie zawsze działa pozytywnie.

… jak mawiał pewien sympatyczny Miś z książki Przemysława Wechterowicza. Tulimy się dużo, wszyscy. Są przytulasy smuteczkowe i szczęśliwe. Przytulanie wycisza, poprawia nastrój, daje poczucie bezpieczeństwa, wzmacnia. W ogóle zresztą dotyk jest w wychowaniu bardzo ważny – smyranie po pleckach, masowanie, przepychanki, turlanie się.

Nie dziamdziamy. 

No dobra, czasem dziamdziamy, ale to chyba bardziej dla siebie, żeby z siebie wyrzucić wszystko. Czasem sobie pogadam, ale bez nadziei na to, że zostanę wysłuchana, bo generalnie mamy świadomość, że do dzieci zwyczajnie nie docierają przydługie kazania. Zdarzyło mi się po płomiennej mowie o znaczeniu porządku w naszym życiu usłyszeć np „mamo, a z jaką prędkością pływają orki?”. Dlatego, nie mówię „znowu zostawiłeś skarpetki na podłodze! naucz się wreszcie wyrzucać je do brudów, ja i tak je piorę i susze i składam przestańcie mnie traktować jak służącą nie będziecie mieć w końcu czystych skarpet z gołymi stopami będziecie chodzić robaki ci się zaplęgną w tym pokoju niedługo”ufff… Zamiast tego stawiam na maksymalnie uproszczone komunikaty, „na podłodze leżą brudne skarpety Iskry” „Wilczku, miska po jaglance”. Ograniczam się do suchych faktów, to jakoś bardziej dociera do umysłów całych pochłoniętych Asterixem i Obelixem albo życiem ssaków morskich.

Ograniczamy decyzyjność

Wszyscy znamy te dylematy w sklepie przed lodówką z serkami i rozterki, który by tu wybrać żel pod prysznic. Oraz długie godziny w poszukiwaniu butów idealnych w internecie. Wybór bywa przekleństwem, już o tym wiemy wszyscy, od czasów fredrowskiego osiołka. Dla dzieci też, jeszcze bardziej ich to obciąża. Dużo się mówi o tym, że dzieci potrzebują decyzyjności, że to ważne żeby samodzielnie dokonywały wyborów, ale czasem dla kilkulatka jest tych decyzji do podjęcia zwyczajnie za dużo. Co chcesz na śniadanko, Co dziś założysz, Na który chcesz iść plac zabaw, którą książę czytamy, z kim dzisiaj zasypiasz. I tak dalej. Decyzyjność bywa fajna, wzmacnia poczucie sprawczości, ale jej nadmiar jest zwyczajnie bardzo obciążający i męczący. Dlatego, jeśli dajemy wybór, to ten zamknięty (np dwie bluzki do wyboru zamiast pytania w co chcesz się ubrać)

Nauka sprawczości. Pozwalamy próbować 

Pisałam już o tym, że jest taka prosta zasada – jeśli chcemy żeby dziecko było samodzielne i odważne, trzeba pozwolić próbować. Niech włażą na drzewa, niech wspinają się na drabinki, niech zjeżdżają rowerem z górki. Niech się nawet czasem skaleczą, nabiją guza, zedrą kolano. W końcu „jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz”. Ja tez mam wtedy duszę na ramieniu i różne makabryczne wizje przed oczami. Stoję obok, cała spięta i w razie czego gotowa, do łapania, ratowania i przytrzymywania, ale się powstrzymuję – żadnych komentarzy, żadnych samospełniających się „zaraz spadniesz” i „nie tak szybko bo się wywrócisz”. Ewentualnie stwierdzenie faktów „ta górka jest stroma, rower się rozpędzi”, „pamiętaj że jesteś wysoko”.

Granice

Stawiamy granice. Są pewne zasady, których trzeba przestrzegać i tyle. To my jesteśmy dorośli i my musimy podejmować te decyzje o nie kupieniu jakiejś zabawki, o odmowie słodycza przed obiadem itd. Czasem sprawiamy im w ten sposób przykrość – którą przyjmujemy i rozumiemy, „Rozumiem, że jest ci przykro, ale i tak się nie zgadzam”.

Grzeczność

Ja wiem, że teraz dużo się mówi w kontekście grzeczności, że jest przestarzała, że to łamanie charakteru dziecka, i że w ten sposób tworzy się potulnych ludzi bez własnego zdania, nie potrafiących bronić siebie, a w ogóle to czym konkretnie ta grzeczność jest. Sama bardzo nie lubię określania dzieci (zwłaszcza małych), że są grzeczne lub nie – bo np płaczą. Ale chodzi mi może bardziej o uprzejmość, szacunek dla innych. Staramy się pokazać naszym dzieciom, że oczywiście mają prawo do swoich emocji, czy do odmowy, ale niekoniecznie trzeba być chamowatym. Zazwyczaj można pozostać w zgodzie ze sobą, bez sprawiania przykrości. Czyli przykładowo nie muszą dawać buziaczków na powitanie, ale mają powiedzieć dzień dobry.

Konsekwencja, czyli nie rzucamy słów na wiatr

Jak obiecujemy, to robimy wszystko żeby dotrzymać słowa. Jeśli umawiamy się plac zabaw z rakietą po szkole, to idziemy, nawet jeśli kanapa wzywa. Jak mówimy, że to ostatni zjazd na zjeżdżalni, to też się tego raczej trzymamy. Nie grozimy ani nie obiecujemy czegoś, czego nigdy nie chcieliśmy spełnić. Zdarza się czasem rzucić coś w stylu „kiedyś wejdę z miotaczem ognia do tego pokoju”, albo zgodzić się na ten już teraz naprawdę ostatni zjazd, ale generalnie po prostu traktujemy dzieci jak rozumne istoty, które kumają co się
do nich mówi, i które właśnie uczą się tego, że to, co się mówi, ma
znaczenie.

Przyznajemy się do błędów

Jak już wspomniałam, rodzic też człowiek, popełniamy błędy. Czasem się krzyknie za bardzo, czasem nie uda się dotrzymać obietnicy, czasem powie się o słowo za dużo, czasem źle oceni sytuację. Zdarza się, bierzemy to na klatę, przepraszamy, proponujemy rozwiązanie. To ważne dla dzieci, bo pokazuje, że traktujemy ich poważnie, że nie jesteśmy doskonali, no i daje dobry przykład:)

Zauważanie, czyli jak mądrze chwalić

Dzieci są jedną wielką potrzebą dostrzeżenia, zwłaszcza gdy jest ich więcej i muszą o to zauważenie konkurować jeszcze między sobą. Mamo patrz, mamo zobacz, mamo widzisz mnie? Patrzę, widzę. I mówię to, co widzę. Niekoniecznie od razu oceniająco, niekoniecznie o, jaki piękny rysunek, jeju jak ślicznie tańczysz, ach jak wspaniale jedziesz na nartach. Raczej o, jak szczegółowo narysowałeś tego smoka, lubię patrzeć jak tańczysz, widzę że coraz sprawniej idzie ci szusowanie. Czasem wystarczy zwykłe „widzę cię”, „patrzę jak robisz fikołka”. Bo tu chodzi właśnie o dostrzeżenie bez oceny, żeby dziecka od naszych pochwał nie uzależnić.

Dużo czasu razem w naturze

To punkt dość oczywisty z mojej perspektywy;) Wspólny czas na świeżym powietrzu zwyczajnie sprawia nam mnóstwo radochy. Ale też wspaniale integruje, stwarza przestrzeń na zupełnie inne rozmowy niż na co dzień, między lekcjami a obiadem. Wspólna uważność tworzy zupełnie nową jakość w relacjach, a wspólny zachwyt nas światem uczy się tym światem zachwycać a to tworzy fajną bazę do życia pełnego radości i pasji.

Uff. Jest tego trochę, ale myślę, że większość tych zasad dałoby się sprowadzić do wzajemnego szacunku po prostu.

Nie jesteśmy idealni, nasze dzieci też nie są. Wciąż często bywa tak, że nie wiemy, jak sobie poradzić, jak zareagować w tej, konkretnej sytuacji, ale jest dobrze, widzimy że idziemy w dobrym kierunku, i zwyczajnie lubimy być rodzicami naszych dzieci.

 

 

I wiecie, jeszcze Wam dodam, że mam ten post wstępnie napisany od
jakiegoś czasu, ale ilekroć do niego siadałam, dzieciaki były… hmmm…
powiedzmy, że pokazywały nam, że w kwestii wychowania jeszcze długa
droga przed nami;) Takie lekcje pokory w temacie:)

20 września, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieckointegracja sensorycznarozmyślaniawychowanie

Must-have dla dzieci!

by Paulina 1 czerwca, 2018

Dziś (jeszcze) Dzień Dziecka!
Moje drogie, pamięć, kalendarz, reklamy, radio, telewizja, instagram i blogi bywają zawodne. Być może umknęło Wam, że dziś święto naszych pociech! Rety! Szybko szybko! Co tu robić, co robić, prezenty przecież trzeba, laboga, bez prezenta nie ma świenta, wszyscy to wiemy przecież. Tylko, co robić jeśli dziecko ma już wszystko? Iść w skomlikowańszą elektronikę, stawiać na gadżety z kreskówek, niezawodny (milionowy) zestaw lego…? Quad, dron, weeked w mini-spa dla małej lolitki?

Moje drogie. Tu wchodzę ja, cała na biało. Doświadczona matka wielodzietna, been there, done that.
Po serii skomplikowanych doświadczeń, badań testów.
Okazuje się, że atrakcją dla dziecka może być… ŚWIAT.

Dzisiaj, z okazji dnia dziecka
zapraszam na rewolucyjny i spektakularny sposób zajęcia naszego malucha. 

Co więcej, ta sensacyjna zabawa może odbywac się wszędzie. Pod domem, na pikniku, na wakacjach. Sprawdzi się na Lazurowym wybrzeżu i pod blokiem we wschodniej Polsce. Zajęcie dla dziewczynek i chłopców. Rozwija dużą i małą motorykę, integrację sensoryczną, świetnie wpływa na zdolności matematyczne, wprowadza podstawy fizyki. Działa cuda na wyobraźnię przestrzenną. Dostarcza bodźców wyobraźni. Fantastycznie oddziałuje na kreatywność. Słowem, rozwija mózg jak wariat.
Mało tego, do tej wszechstronnie rozwojowej zabawy nie potrzeba wiele.
W
zasadzie, wystarczą kamyczki.

Kamyczki. Duże i małe. Najchętniej w połączeniu z dowolną wodą. I już.
Powyższy tekst jest może trochę prześmiewczy, ale cudowności rozwojowe, które po prostu DZIEJĄ SIĘ przy kontakcie dzieciaków z kamykami, patykami, naturą, są faktyczne zupełnie realne.
Dzieci nie potrzebują gadżetów, potrzebują świata.

1 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckointegracja sensorycznarozmyślaniawychowaniezmysły

zabawy wspomagające integrację sensoryczną

by Paulina 27 marca, 2018

Tytuł brzmi okropnie przemądrzale, wiem.
Ale zapewniam, że moje propozycje takie nie będą:)

Problemy z integracją sensoryczną to dzisiaj spory problem. Objawia się w zachowaniu (i tzw grzeczności dziecka), trudności z koncentracją, słabą koordynacja ruchowa, niezdarnością, nadwrażliwością na bodźce (np wszystkie ubrania są gryzące, dziecko nie chce się przytulać), lub wręcz przeciwnie, ciągłym poszukiwanie bodźców – nadaktywność i brak hamulców. 
Z
czego one wynikają, oczywiście nie do końca wiadomo, jak zwykle, ale
wiele ekspertów jako jedno ze źródeł problemu mówi o tym że dzisiejsze
dzieci nie eksplorują świata wszystkimi zmysłami.

Wszystko jest
strasznie bezpieczne, kanty są usuwane, brud wycierany, na placach zabaw
co chwilę słychać, zostaw, nie siadaj nie dotykaj, to brudne (same
place zabaw zresztą też zrobiły się aż do znudzenia przewidywalne,
sztampowe i z dokładnie wyznaczonymi rodzajami zabaw).
Zabawki są
gładkie i plastikowe – jeśli dostarczają bodźców zmysłowych, to tych
agresywnych i bezsensownych, czyli świecąco migocących i głośnych
syntetycznych dźwięków. Do tego dochodzą oczywiście smartfony i tablety i
najmłodsze maluchy które sprawnie smyrają sobie po gładkich szybkach.
„90% dzieci poniżej 2. roku życia ogląda jakiś rodzaj mediów
elektronicznych, a dzieci do 2. roku życia oglądają średnio 1-2 godziny telewizji dziennie.
1/3 dzieci ma telewizor w sypialni w wieku 3 lat. 39% rodziców małych
dzieci potwierdza, że telewizor jest w ich domach włączony, przez co
najmniej 6 godzin dziennie! (źródło)” To też nie pomaga…


Wszystkie zmysły są ważne. Ważne jest dotykanie, czucie różnych struktur, słuchanie najróżniejszych dźwięków, smakowanie, wąchanie i oglądanie oczywiście też.

Moje propozycje wzmacniające integrację sensoryczną są zupełnie zwykłe,
nie ma w nich nic odkrywczego, integracja sensoryczna wzmacnia się
tutaj trochę przy okazji. Nasze pokolenie po prostu się tak bawiło (i
może dlatego nie doceniamy takich właśnie zabaw jako rozwojowych). Nie
potrzeba żadnych specjalnych
zajęć, drogich zabawek, ani mnóstwa czasu, ani specjalnych przygotowań. 
Kluczem tutaj
jest uważność. Uważność na daną chwilę. Robimy obiad? (prosty makaron z
cukinią i tymiankiem), dajemy do pomacania mąkę, kawałek makaronowego
ciasta, dajemy do wąchania tymianek, i, np dla porównania, oregano.
Zwracamy uwagę na świeży śnieg, na pierwsze pączki na drzewach, na kwiatki, na strukturę owoców. Zachęcamy – dotknij, poczuj, zauważ. To świat jest właśnie, cudownie różnorodny. Zadajemy
pytania, jakie to jest, czy zimne czy ciepłe, czy przyjemne, z czym ci się kojarzy.
Dzieci
naturalnie mają tę fantastyczną skłonność do poznawania totalnego. Nie
przeszkadzajmy im w tym. Pozwólmy wziąć do ręki pasikonika, chrabąszcza,
gąsienicę i żabę, nawet jeśli sami się trochę brzydzimy. Głaszczmy
trawę. Wąchajmy. Kucnijmy razem z nimi, weźmy lupę na spacer i
obserwujmy mrówki.

 

rozszerzanie diety

  • Wspomaganie integracji sensorycznej można zacząć już w okresie niemowlęcym. Polecam noszenie w chuście i delikatne relaksujące masaże przed kąpielą. Głaskanie i przytulanie, bujanie. BLW przy rozszerzaniu diety.
  • Smyranie, głaskanie, rysowanie palcem na pleckach
    prostych rzeczy (typu serduszko, słońce, domek) i odgadywanie co to
    jest – to pozwala fajnie skupić się tylko na dotyku. I jest zwyczajnie
    przyjemne.
  • Wąchanie przypraw przy okazji. Zresztą, nie tylko przypraw, w ogóle wąchanie, opisywanie tego, co czujemy.

  • Jedzenie z zamkniętymi oczami.
    Fajna jest zabawa w jedzeniowe odgadywanki. Zawiązuję dzieciakom oczy,
    sadzam je na blacie w kuchni i daję do próbowania różne rzeczy – mają je
    opisywać i odgadnąć, co dostały. Arcyprosta rzecz, bardzo przyjemna a
    jednocześnie trochę otwierająca na nowe smaki.
  • Chodzenie na bosaka, nie tylko po delikatnym ciepłym piaseczku, ale też po trawie, po ziemi, po błocie, po lesie, generalnie po podłożu o różnej fakturze – same korzyści, dla zdrowia, postawy, przyjemności.

gotowanie a integracja sensoryczna,

  • Robienie ciasta z rodzicami, wspólne gotowanie,
    zabawy w mące, wkładanie rączek do kaszy, ryżu, soczewicy. To bywa
    nieco bałaganogenne, ale czy jakiekolwiek dziecięce aktywności nie są?
    Poza tym dziecięce „pomaganie” w kuchni działa też dobrze na ich
    otwartość kulinarną, angażuje w domowe obowiązki (widzą, że jedzenie nie
    przygotowuje się samo), daje im poczucie że są potrzebne i ważne.

  • Kontakt ze zwierzętami. Ten oczywisty, jak głaskanie kotów, czy zabawy z psami, ale też dżdżownice, chrabąszcze i żaby
  • Przyroda przyroda przyroda. Szyszki, błoto, piasek, trawa. Wspinanie się po drzewach, bieganie, skakanie, najróżniejsze naturalne przeszkody. Puszczenie dzieci wolno w plener – nie tylko latem na plaży, ale nawet teraz, przy tej pogodzie zimno błotnistej. Pozwalanie dziecku na eksperymenty, próby, pobrudzenie się i przewracanie.
  • rowerek biegowy,
  • huśtanie się, wieszanie, 
  • Ciecz nienewtonowska i wszelkiego rodzaju mazie, piankoliny, ciastoliny i inne eksperymenty z mąką ziemniaczaną, piasek kinetyczny.
  • Wspólne zabawy ruchowe, w domu i na dworze.
    Turlanie się, przepychanki, łaskotki, robienie taczki, zawijanie się w
    koc, robienie baz z koców i poduszek. To tez jest bardzo naturalne i
    bardzo potrzebne, a jakoś zanikło mam wrażenie.
  • Bujanie w kocu, dzieci to uwielbiają. A poza tym wyciszają się i uspokajają, rozwijają im się wtedy mózgi.

  • Robienie zup błotnych (z szyszkami, igłami, ziemią, owocami, patykami), wszelkie babranie się.

I tak dalej. Jak widzicie, większość tych zabaw nasze pokolenie traktowało jak niezbywalną część rzeczywistości, zupełnie naturalną, a nasze dzieci, wychowywane na ogół w czystości, komforcie, bezpieczeństwie już takiej rzeczywistości naturalnie nie mają. Dlatego warto się na takie uważne odczuwanie świata otworzyć, to pomoże nie tylko dzieciom.


*Dla porządku i ścisłości dodam tylko, że nie jestem terapeutą i te propozycje zabaw wspomagają SI, ale nie zastąpią profesjonalnej terapii jeśli taka jest potrzebna.

27 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • Bieszczady z dziećmi. Znowu!

    10 sierpnia, 2018
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry