
Znowu nam się zachciało północy. Chociaż mieliśmy obawy związane z pogodą, dość srogo potraktowani przez Norwegię parę lat temu. Uznaliśmy jednak, że w tym roku wybieramy ryzyko deszczu w Skandynawii niż pożary i piekielne upały na południu.
Gdybym miała opisać Szwecję jednym słowem, byłby to spokój. Zachwycił mnie ten kraj, w którym jest tak dużo drzew i jezior, i tak mało ludzi.

Organizacja wakacji w Szwecji
Logistycznie zorganizowaliśmy to tak: Do samej Szwecji dotarliśmy promem, z Gdańska do Nynashamn, pod Sztokholmem. Potem przemieszczaliśmy się spokojnie w kierunku południowym, przejechaliśmy przez słynny most Oresund, i Danię, bo obiecaliśmy dzieciom Legoland, a potem już przez Niemcy do Polski.
Bardzo to był udany pomysł, bo mimo przebycia ponad 3tys kilometrów w dwa tygodnie, droga nie była praktycznie wcale męcząca. Do Gdańska dotarliśmy stosunkowo szybko, a gros naszej trasy na wakacje „pokonaliśmy” sobie bardzo wygodnie na promie, wysypiając się i podziwiając widoki.
Zmienialiśmy nasze bazy co 2-3 dni, przemieszczając się przeważenie po kilkadziesiąt kilometrów (czasem trochę więcej), i rozbijając namiot w coraz to bardziej malowniczych miejscówkach.
W Szwecji, podobnie jak w całej Skandynawii obowiązuje zasada allemansrätten, którą uwielbiam i która idealnie współgra z naszym stylem podróżowania. Mówi ona mniej więcej tyle, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą. Korzystamy z gościnności przyrody, pilnując się by jej nie nadużywać. To oznacza rozbijanie namiotu „na dziko” i zostawianie miejsca biwaku w takim stanie jak je zastaliśmy, bez śmieci i zniszczeń, rozpalanie ognisk tylko w wyznaczonych miejscach itp. Te nasze miejsca biwakowe, z widokiem, w sercu natury, to jedno z piękniejszych wspomnień z tych wakacji, nie rozbiliśmy się na campingach ani razu – korzystaliśmy tylko czasem z campingowych łazienek.
Przed wyjazdem znaleźliśmy trochę miejsc w przewodniku (korzystaliśmy z przewodnika Aldony Hartwińskiej, autorki bloga pofikasz.pl), zaznaczyliśmy je na mapie, i na bieżąco decydowaliśmy o planie na następne dni, raczej na spokojnie, bez wciskania nadmiaru wrażeń, z wieloma chwilami relaksu nad wodą, lub w lesie. Albo w lesie i nad wodą:D


Park Narodowy Tyresta
Byliśmy ciekawi szwedzkich parków narodowych, i akurat jeden trafił się nam na naszej trasie. Spacerowaliśmy po dość
niezwykłym, bardzo skalistym lesie, pełnym starych sosen. Ścieżka była przyjemna i dobrze oznaczona. Mam przy tym wrażenie, że Szwecja jest jednym wielkim parkiem narodowym, i ten konkretny nie różnił się tak bardzo od innych wspaniałych miejsc do których trafiliśmy.





Vimmerby i Astrid Lindgren Värld
Razem z dzieciakami jesteśmy fanami książek Astrid Lindgren, a audiobooki jej autorstwa, czytane przez
niezrównaną Edytę Jungowską towarzyszą nam zawsze w samochodzie na dłuższych trasach. Dlatego nie mogliśmy nie odwiedzić miejsca, w którym urodziła się słynna pisarka. Astrid Lindgren Värld to park, w którym dosłownie wchodzi się do świata tych książek. Jest wspaniała Willa Śmiesznotka, zagroda Emila, zamek Ronji, są domki z Bullerbyn. Można wejść do sklepu z cukierkami z epoki, pozjeżdżać z dachu jak Karlsson, posłuchać piosenek Oskara i Rasmusa. Nie przepadam nadmiernie za parkami rozrywki i tu też trochę obawiałam się tandety, plastiku i poliestru, ale zupełnie niepotrzebnie. Wszystko utrzymane w miłym, skansenowym klimacie, co powinno być drewniane, lniane czy słomiane, było właśnie
takie. Świetną sprawą okazały się tez mini spektakle pokazujące fragmenty różnych książek – co prawda po szwedzku, ale gdy zna się książki nie jest to problemem. Bardzo nam się podobało, dla fanów książek miejsce magiczne.


![]() |
| Olandia, kraina setek wiatraków. W pobliżu tego, jednego z największych na wyspie rozbiliśmy namiot |
Olandia
Słyszałam o niej dużo i miałam na nią wielką ochotę od dawna. To urocza wyspa pełna starych, malowniczych wiatraków,
druga co do wielkości na Bałtyku. Rozbiliśmy namiot na przepięknym wybrzeżu, pocieszyliśmy się trochę kamienistą plażą, a potem ruszyliśmy na oglądanie. Wszyscy radzą, żeby podzielić zwiedzanie na północ i południe wyspy, taki też był nasz plan. Dlatego najpierw pojechaliśmy na północ zobaczyć fantastyczny Las Trolli, z sosnami powyginanymi w najróżniejsze kształty, oraz imponującym, dziewięćsetletnim dębem. Wybraliśmy się też na latarnię morską śliczną jak z obrazka. Następnego
dnia udało nam się zwiedzić zamek Borgholm, warownię z XII wieku, który jest teraz zaadoptowany na bardzo ciekawe muzeum, częściowo pod gołym – a tego dnia mocno deszczowym niebem. Odpuściliśmy już zwiedzanie południa
wyspy, bo czekała nas dalsza droga i rozbijanie namiotu w nowym miejscu.

![]() |
| „Daj mi miejsce w głębi morza Szczyptę lądu, szczyptę skały Tu zbuduję zamek biały Tutaj gniazdo swe założę” |







![]() |
| Sölvesborg i ciesząca oko architektura szwedzka |
Południe
Parę kolejnych dni spędziliśmy na południu Szwecji. Znów mieszkając w sielskich okolicznościach przyrody, nad wodą, wśród
drzew, zobaczyliśmy portowe miasteczko Sölvesborg, z jednym z najdłuższych pieszych mostów w Europie, oraz żywą wioskę Wikingów pod Trelleborgiem, czyli skansen, z przeniesionymi z różnym miejsc w Skandynawii autentycznymi chatami, która zrobiła na wszystkich duże wrażenie.

Malmö i most Öresund
Ostatniego dnia odwiedziliśmy Malmö, czyli trzecie co do wielkości miasto w Szwecji. W żaden jednak sposób nie odczuliśmy tej wielkości w jakiś nieprzyjemny sposób, nawet po dwóch tygodniach spędzonych w ciszy przyrody pod namiotem. Malmö ma bardzo piękną starówkę, zwłaszcza mały rynek robi przyjemne wrażenie. Sporo jest uliczek z niewysoką zabudową, które przywodzą na myśl raczej jakieś niewielkie prowincjonalne (w najlepszym tego słowa znaczeniu) miasteczko. Jest przepiękny, rozległy park, Slottsparken mieszczący się przy imponującym zamku Malmöhus.
Po południu oddaliliśmy się w kierunku Danii, a było to oddalenie z przytupem, bo jechaliśmy słynnym mostem Oresund. Prawie ośmiokilometrowy, faktycznie robi wrażenie.





Legoland
Wracając spędziliśmy jeszcze dzień w Legolandzie, zgodnie z obietnicą daną dzieciakom jakiś czas temu. Mimo początkowego braku wielkiego entuzjazmu z naszej dorosłej strony, wybawiliśmy się wszyscy świetnie:D Atrakcje są różnorodne, wszystko cudownie zanurzone w świecie Lego. Udało się trafić tak, że nie było ogromnej ilości ludzi, dodatkowo ściągneliśmy legolandową aplikację, która pokazywała czas oczekiwania przy wszystkich atrakcjach, więc nie spędziliśmy nadmiernie dużo czasu w kolejkach. Nie jest to coś, co chciałabym powtarzać, ale wyszliśmy stamtąd po całym dniu wybawieni po kokardę. A dzieciaki są bardzo zainspirowane do tworzenia własnych budowli, co mnie cieszy najbardziej.
I takie to były nasze szwedzkie wakacje. Sierpień się zbliża ku końcowi, ale nie porzucamy wakacyjnego nastroju i szwendamy się do oporu bliżej i dalej. Mam nadzieję, że Wam również to lato obfituje w miłe wrażenia:)



















0 comments
To ja mam dla Was kolejny audiobook: "Przyjaciel północy" Ilony Wiśniewskiej 🙂
Pięknie opisane i piękne zdjęcia.
Gdzie kupiłaś brązowe spodnie widoczne na zdjęciach "Pani Wikingowej". Wyglądasz w nich świetnie !
A Pani coraz młodsza na tych zdjęciach:) pozdrawiam
o, dzięki za polecenie, zapisałam:)
bardzo mi miło:)
Dziękuję! To Pulpa:)
Ha! mówią że wiek to stan umysłu;)