Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

święta

święta

24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

by Paulina 24 grudnia, 2025
  1. Spacer po lesie. Niestety nie zaśnieżonym magicznie, ale pełnym klimatycznych mgieł, z rdzawo-brązowymi drzewami i koronką z łysych gałęzi na tle szaro-srebrzystego nieba.
  2. Cynamonki i herbata z sokiem malinowym podczas tego spacery.
  3. Otulanie się wełną od stóp do głów.
  4. „Driving home for Christmas”
  5. Planszówki z dzieciakami (ostatnio rządzi „Brzęk”)
  6. Wypiekanie z dziećmi ciasteczek dla Mikołaja i pierniczków, i to, że moja robota to już tylko pilnowanie piekarnika
  7. Pisanie listów od Świętego Mikołaja a potem potajemne podrzucanie prezentów, wyjadanie ciasteczek i nadgryzanie marchewek
  8. Robienie adwentowego świecznika ze świerkowych gałązek z ogrodu rodziców
  9. Serial Heweliusz
  10. Poranne mgły
  11. Zapach domowej przyprawy piernikowej (cynamon, imbir, kardamon, gałka muszkatołowa, ziele angielskie, anyż gwiazdkowy, pieprz)
  12. Wieczorne czytanie „Tajemnicy Bożego Narodzenia” i „Śnieżnej siostry”
  13. Głosowanie na Top Radia 357
  14. Ramen domowy
  15. Nowy film z serii „Na noże”
  16. Wklejanie wywołanych zdjęć do albumu
  17. Książka „Demon Copperhead” Barbary Kingsolver (świetna lektura, zupełnie nie w klimacie świątecznym, ale od klimatu mam Dzieci z Bullerbyn, Noelkę i lektury adwentowe)
  18. Kalendarz adwentowy, i pisanie do dzieciaków tych karteczek, o życzliwości, uważności i o tym, że dobro jest zaraźliwe.
  19. Jedyna w swoim rodzaju mieszanina zapachów na targu: suszonych owoców do kompotu wigilijnego, kiszonej kapusty i mandarynek
  20. No dobra, jeden zakup – choinka, świeżo ścięta, postawiona na parę dni przed Wigilią.
  21. Ubieranie tej choinki – zawsze przy dźwiękach tej samej Trzeszczącej płyty Piotra Kaczkowskiego
  22. Odwołane popołudniowe zajęcia dodatkowe, czyli nieoczekiwany prezent w postaci wolnego popołudnia, w domu, z Nat King Colem i naparem z rozmarynu, imbiru i pomarańczy
  23. Mimo ogólnej intensywności w życiu, oaza spokoju jaką jest nasz salon – przyozdobiony ciepłymi, świątecznymi światełkami.
  24. I każda chwila zatrzymania, każde zauważenie przemykającej wiewiórki albo dzięcioła na wierzbie za oknem, zachwyt nad osiedlowym krzakiem berberysu, wszystkie poranne kawy i wieczorne napary melisowo-werbenowe, gapienie się w rybki w akwarium.

Niech to będą dobre Święta.

24 grudnia, 2025 2 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomindfulnessświętauważnośćzima

międzyczas

by Paulina 29 grudnia, 2024

Jak ja lubię ten czas zawieszenia między Świętami a Nowym Rokiem.

Wyświętowalismy się. Wszystkie około świąteczne rytuały spełnione. Piękna, pachnąca choinka stoi w najlepsze, ozdobiona pierniczkami pieczonymi parę dni przed Wigilią. Kalendarz adwentowy jeszcze wisi, prezenty (pakowane 23 grudnia o 23), ciągle jeszcze na wierzchu. Jest ciągle świątecznie, ale to już nie jest to świąteczne, dziko migoczące szaleństwo, a raczej spokojny, ciepły i jednolity blask.

Nawet błysnęło nam zimą na chwilę przed Świętami. Dzień
przed Wigilią przysypało odrobinę śniegu, i chociaż po paru godzinach
została z niego tylko żałosna resztka, całkowicie spowita paskudną szarą
mgłą, dzieci zdążyły zrobić dwa bałwany i fortecę, przemoczyć
rękawiczki i zyskać rumieńce w typie iście bullerbynowym.

Było wesoło, głośno, muzycznie, momentami chaosiaście. Pysznie i
pięknie, po naszemu. Masa emocji, zwłaszcza u Pirata, w końcu, jak
wiadomo, „Im jest się mniejszym, tym Boże Narodzenie większe”.

Niemniej, jak pięknie by nie było, miło jest trochę zejść na ziemię z tych wyżyn emocjonalnych. Miło jest trochę się wyciszyć, pójść na spokojny spacer w tę wilgotną szarość, a potem wrócić, napić się herbaty, posłuchać muzyki i poczytać.

Czas w tych dniach trochę zwalnia. Dużo jesteśmy wszyscy razem, chodzimy na spacery, gramy w planszówki, oglądamy filmy, czytamy, dojadamy resztki. Gdy nikt nie pędzi do pracy ani do szkoły, ani na zajęcia dodatkowe, więcej jest też takich prywatnych chwil, w różnych konfiguracjach. Jest przestrzeń na prywatne rozmowy jeden na jeden z każdym dzieckiem, co w dużej rodzinie na co dzień jest dość nieoczywiste, a to bardzo cenna sprawa. Jest przestrzeń na nudę, na rozmyślania, na snucie marzeń. I na snucie się. A snucie się jest jednym z najlepszych znanych mi sposobów na spowolnienie czasu.

Ten czas, to „między Świętami na Nowym Rokiem”, jest taki trochę nierzeczywisty. I może dlatego sprzyja refleksjom, bo łapie się trochę dystans do rzeczywistości. Trochę jak na wakacjach, ale bez wakacyjnych wrażeń. Zostaje tylko ten dystans i pustka które tak wspaniale pomagają odpowiadać na pytania o to, co jest dla nas tak naprawdę ważne i jak to deklarowane „ważne” jest ważne w prawdziwym życiu.

choinkaaa piękna jak laaaaas

Dobrych ostatnich chwil roku 2024!

29 grudnia, 2024 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
przyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleświętazima

o pięknie zwykłych Świąt

by Paulina 21 grudnia, 2023

Pachnie mi w domu, ach jak pachnie.

Wywietrzył się już co prawda cudowny piernikowy zapach, który utrzymywał się w piekarniku dość długo i ożywał przy każdym pieczeniu chleba. Ale od wczoraj pachnie lasem.

Jest choinka, mokra od tego szarego deszczu – killera świątecznego nastroju. Stoi i emanuje tą leśnością i świątecznością i jest taka piękna i tak bardzo nie potrzebuje żadnych ozdób. Ale ozdobimy ją – będą szydełkowe gwiazdki, które robiłam w pierwszej ciąży, pierniczki, różne szklane cuda, kupowane w kolejnych latach z dzieciakami, słomkowe klasyki, parę retro bombek, które zgarnęliśmy z mężem z rodzinnych domów.

Nie miałam w tym roku wielkich oczekiwań co do Świąt*. Nigdy nie mam zresztą. Mam świadomość od dawna, że czas adwentu to też cztery tygodnie, kiedy normalnie się pracuje, gotuje obiady i odrabia lekcje i nie ma zwolnienia ani usprawiedliwienia w związku z zadaniami z kalendarza adwentowego. Mam też świadomość, że nie będzie doskonale i idealnie pięknie. Że moja estetyka nie zawsze spotka się z estetyką dzieci i nie uniknę ach-jakich-ślicznych ozdóbek kupionych na szkolnym kiermaszu. Powtarzam, że są we mnie dwa wilki – jeden chce dać radość dzieciom, a drugi chce mieć ładne pierniczki ozdobione minimalistycznie jednokolorowym lukrem. 

Lata macierzyństwa nauczyły mnie też, że dzieciaki w tych tygodniach i tak chodzą półprzytomne z podniecenia, więc nie trzeba tych emocji specjalnie dodatkowo podkręcać. Czasy też są takie, że łatwo tę świąteczną atmosferę przedawkować. Wystarczy godzina za długo w centrum handlowym, za dużo mediów społecznościowych pełnych doskonale udekorowanych domów w okolicach 3 grudnia, czy nawet codzienna presja pięknych wspólnych aktywności z kalendarza adwentowego (to mój przypadek sprzed paru lat. Teraz mam większy dystans, i w kalendarzu coraz więcej jest zadań typu, pomyśl, co lubisz najbardziej w Świętach, albo rozdaj dzisiaj przynajmniej 10 przytulasów.)

Stoję więc w tym czasie na ziemi, akceptuję tę realistyczność, biorę grudzień w całości – błyszczący brokatem i pachnący pierniczkami, ale też lepiący się od wywalonego na podłogę lukru, intensywny pracą i nerwowy z powodu opóźniającego się kuriera z ważną paczką.

Klimat jak zawsze tworzę trochę przy okazji, bardzo dbając o złoty (i brokatowy;)) środek między wyjątkowością tego czasu a zwykłym przebodźcowaniem, ale najbardziej na świecie dbam o chwile relaksu. Miło jest mieć Święta pięknie przygotowane, w domu porządek i prezenty ogarnięte wcześniej niż 23 grudnia o 19. Ale jeszcze milej jest spędzić czwartkowy grudniowy wieczór słuchając Nat King Cole’a i popijając herbatę z pomarańczą i rozmarynem i oglądając albumy ze zdjęciami.

A już zupełnie najmilej jest być w Święta w komplecie rodzinnym. W zdrowym komplecie rodzinnym. Po ubiegłym roku, to w zasadzie jest „all I want for Christmas”.

Niech Wam będzie dobrze w te dni.

* No dobra, śniegiem też bym nie pogardziła;)

21 grudnia, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckorozmyślaniaświętawdzięczność

zdrowych, spokojnych…

by Paulina 25 grudnia, 2022

To będzie bardzo osobisty wpis. Jest Boże Narodzenie, a ja piszę do Was, a może do siebie,
te słowa patrząc na kroplówkę spływającą miarowo do żyły mojego dziecka. Jeden
z bardziej przejmujących widoków jakie może sobie wyobrazić rodzic. 

Już jesteśmy na dobrej drodze, wygląda na to, że najgorsze za nami, ale pewnie trochę czasu tu spędzimy.

W tym wszystkim, gdy niebezpieczeństwo minęło, ogarnęło mnie uczucie
ogromnej wdzięczności. To standardowe objawienie spłynęło, które zawsze spływa
w takich momentach, „szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż
się zepsujesz”. To objawienie, jak dużo mamy na co dzień, gdy wstajemy rano z
łóżka, otwieramy oczy, gdy na sprawnych nogach idziemy do łazienki i kuchni,
sprawnymi rękami szykujemy śniadanie. Że działają nam płuca, żołądki i nerki. I
dzieci. Jak wielką wygraną na loterii jest każdego dnia obserwowanie zadowolonego
(lub naburmuszonego) dzieciaka, który, też na tych sprawnych nóżkach do tej
kuchni idzie i to śniadanie trafia do jego dobrze działającego przewodu
pokarmowego. W zasadzie, jakby spojrzeć na te organizmy, ile tam jest elementów,
większych i drobniejszych, które potencjalnie mogłyby przestać działać, to aż
nie mieści się w głowie i wydaje się jakimś totalnym cudem, że na co dzień tych funkcjonujących
organizmów w naszej rodzinie jest aż pięć.

I druga rzecz. Ilość ciepła, życzliwości i dobroci, jaka na mnie
spłynęła w ostatnich dniach, była aż oszałamiająca. Dostałam masę wsparcia, duchowego i bardzo namacalnego, które pokazało ile mam
wspaniałych, kochających ludzi wokół siebie. A to jest szalenie budujące i dające poczucie sensu, no i podbijające tę moją wdzięczność zupełnie w kosmos. A do tego, poza tym osobistym poczuciem spełnienia, mam taki krzepiący wniosek, że jako ludzkość, może
nie jesteśmy takim znowu najgorszym gatunkiem. Jesteśmy solidarni,
empatyczni i życzliwi.

 Mamy Boże Narodzenie.
Nie jest mi wesolutko, zamiast dzwoneczków i kolęd słychać cichy świergot pompy
kroplówkowej. Zamiast miłych światełek choinkowych mamy kable aparatów
medycznych, zamiast dzielenia się opłatkiem i odpinania guzików w pasie po
kolejnej porcji karpika, daję dziecku wody przez rurkę i namawiam na kawałek
sucharka.

Ale wiecie co. Mam tu cholernie dużo prawdziwej esencji tych
Świąt. Mam miłość i dobroć, mam bliskich blisko – chociaż nie fizycznie, to
czuję tę bliskość bardzo mocno. Mam wdzięczność i nadzieję. A o tym właśnie są te Święta. O nadziei na to co będzie i o wdzięczność za to, co jest. Chodzi o miłość i dobroć i bliskich.

Wszystkiego dobrego!

 

25 grudnia, 2022 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowoprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleświętazima

to nie jest prezentownik, czyli co chcę podarować sobie i najbliższym

by Paulina 12 grudnia, 2022

 
 
Piszę do Was znad adwentowego świecznika, zrobionego razem z dziećmi z gałązek ze świerku z ogrodu rodziców.

Zapalone już trzy świeczki, pachną pszczelim woskiem, patrzę w płomień i myślę sobie.

Moje
dotychczasowe przedświateczne wpisy, były raczej sceptyczne wobec
dzikiej świątecznej ekscytacji, raczej wracające do przyziemności, bo w
tych czterech tygodniach nie możemy fruwać w bezustannym
przedświątecznym afekcie, trzeba pracować, ogarniać tematy szkolne i około szkolne, trzeba obiady gotować, gile
wycierać, skarpety składać. W tamtym roku zresztą to właśnie zwykłe
życie i nawał pracy dojechały mnie tak, że nawet nie miałam kiedy upiec
pierniczków z dzieciakami.

Ale wiecie co. Dzieci mam coraz
starsze. Najstarszy u progu nastolectwa, średnia rośnie jak sosna,
najmłodszy niepokojąco szybko zbliża się do szkoły. A nie ma nic
piękniejszego niż dziecięca przedświąteczna radocha. 

Spieszmy się cieszyć się tym cudownym zachwytem zanim stanie się nastoletnią blazą.

Poza
tym właśnie teraz, w czasach niepewnych i niepokojących, te rodzinne mikro tradycje świąteczne, rytualne pieczenie pierniczków i celebra przy wyjmowaniu karteczek z kalendarza, te drobne rzeczy okazują się wcale drobne nie być. Wręcz przeciwnie, rosną do rangi filarów dobrostanu, symbolów poczucia bezpieczeństwa, uosobienia spokoju.

Dlatego w tym roku ten przedświąteczny
czas staram się celebrować na maksa, zwalniam, gdy tylko mogę i skupiam się na tych
pozornie błachych radościach.

Rozważam jednocześnie wylogowanie
się na ten czas z różnych instagramów, żeby trochę umknąć presji
doskonałości i tego specyficznego niepokoju, który ogarnia, gdy za mocno
wejdą piękne zdjęcia, że może u mnie jest niewystarczająco estetycznie,
że może prezenty zbyt niewyrafinowane, że zbyt chaosiaście. Bardzo bym
nie chciała, żeby to moje świadome głębsze zbratanie się z duchem świąt
nie skończyło się przeglądaniem miliona stron ze świątecznymi
dekoracjami.

Spisałam sobie na koniec listopada, co chciałabym w grudniu rodzinnie zrobić i przeżyć. Bez presji, żeby się tą cudownością i blaskiem nie przećpać.

Większość tych rzeczy robimy co roku. Większość nie jest specjalnie
spektakularna. Ale wszystko jest nasze. Jest dobre, przytulne i kojące.
Klimat tka się u nas powoli, ma więcej wspólnego z delikatną pajęczyną,
albo miękkim swetrem, dzierganym powoli, oczko po oczku niż z machaniem
czarodziejską różdżką, rozbłyskami i wybuchami magii.

Mamy więc te
adwentowy wieniec, który osnuwa dom tym iglastym klimatem. Z początkiem
grudnia zakraplam też do nawilżacza mieszankę czterech alchemików
Klaudyny Hebdy. Bardzo charakterystyczna mieszanka zapachów, pachnie nam
tak w domu przez całą zimę. Do tego jest to mieszanka prawdziwych
olejków eterycznych, mamy więc nie tylko piękny zapach, ale całkiem
sporo realnych korzyści dla zdrowia.

Wieczorami czytamy „Tajemnicę Bożego Narodzenia” Josteina Gaardera. Jest dużo
świątecznych książek, do czytania rozdział po rozdziale każdego
wieczoru, ja najbardziej lubię właśnie tę, czytamy ją kolejny rok.

Zrobimy trochę
papierowych ozdób na choinkę, gwiazdy na okno z papierowych torebek
śniadaniowych (ogarniają nawet kilkulatki, a efekt naprawdę daje radę),
ususzymy pomarańcze. Zrobimy i wyślemy kartki świąteczne.

Nigdy
nie piekę z dziećmi tyle, co w grudniu. Gryczane ciastka dla
Mikołaja, pierniki, ciacho drożdżowe po łyżwach i zimowych
spacerach. 

Bo planujemy też łyżwy, które uwielbiam, za dzieciaka
mieliśmy lodowisko wylewane na boisku za blokiem, i na łyżwach byłam
codziennie. 

Pójdziemy na spacer na stare miasto, zobaczyć ozdoby.

Powoli ozdabiamy mieszkanie, wieszamy światełka,
zmieniamy poszewki na poduszkach. A wieczorami, mam nadzieję, jak
najczęściej będziemy sobie miło siedzieć przy muzyce z zimową herbatką z
pomarańczą, imbirem i rozmarynem i jakimś korzennym ciachem. Co piątek słuchamy w radiu 357 niezawodnego Kuby Strzyczkowskiego i jego
świątecznych licytacji, przeplatanych muzycznymi klasykami świątecznymi.

 Myślę zresztą, że cały efekt świątecznej magii to zasługa tej zbudowanej przez lata
tradycyjności, rytuałów, które co rok są niezmiennie. Tylko w grudniu,
ale zawsze w grudniu. To daje takie uczucie wracania do domu, ciepło i
bezpieczeństwo, i wyjątkowość też. I tego nam życzę. Żeby było miło i spokojnie, po naszemu. Żeby było świątecznie, ale wcale niekoniecznie idealnie.

 

 

12 grudnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleświęta

Nie tylko dzwoneczki, czyli jak żyć w grudniu

by Paulina 9 grudnia, 2020

Zaczęło się. Rozhulało się wręcz konkretnie

Internet pęka w szwach od prezentowników, zdjęć z
pięknych świątecznych przygotowań, zdjęcia puchatych swetrów, skarpet w
reniferki, migającymi światełkami. Czas chyba największego rozdźwięku
między internetami a rzeczywistością. W świecie wirtualnym wszyscy od
pierwszego grudnia nucą sobie sympatycznie świąteczne piosenki, ich
wysprzątane domy przystrajane są pięknymi ozdobami, ich dzieci ubrane w
białe wełenki, a oni (ci wszyscy) nie mają nic do roboty poza fikuśnym
przystrajaniem pierniczków. Nikogo nie dotknął kryzys ani pandemia,
wszyscy są zbyt zajęci zapalaniem świeczek o zapachu cynamonu.

I
niby wiemy wszyscy że to kreacja. Niby wiemy, że ściema i że te piękne
obrazki mają po prostu robić kasę (a poza tym to też naturalne, że wszyscy staramy się robić raczej ładne zdjęcia). Ale sączy się ta okropna doskonałość i
słodycz jak miód po palcach i ani się spostrzeżemy a ręce się całe
lepią, i podłoga też. I przytłacza to wszystko, co w kontekście roku
bieżącego jest szczególnie okrutne.

I tu wkraczam ja, cała
potargana, w chaosie i w asyście mojego równie chaosiastego potomstwa, by
przekonać Was (i siebie), że naprawdę nie musimy od 1 do 24 grudnia snuć
się na świątecznym haju, odurzeni magią świąt i upojeni pierniczkowym zapachem.

Bo nawet w świątecznym uniesieniu
wciąż trzeba pracować, odrabiać lekcje (i pilnować te zdalne), składać
skarpety i wycierać gile. Klocki lego, mimo jednorazowej akcji
sprzątania przed mikołajem wciąż boleśnie wbijają się w stopy. Moja
racja jest mojsza
w wydaniu rodzeństwa nie traci na intensywności, wręcz się
nasila napędzana emocjami.

Nie jestem cynikiem, daleko mi do
tego. Sama daję się ponieść. Ba, łapię się na proste chwyty wełnianych
rękawic z warkoczowym splotem, przeklikuję te wszystkie piękne,
nierealistyczne prezentowniki i wzdycham, że z takim lnianym obrusem to
by jednak zupełnie inaczej wyglądała kuchnia, a przy okazji cała nasz
rzeczywistość około posiłkowa. Na pewno śmialibyśmy się wesoło miło rozmawiając o kulturze i sztuce, zakąszając karczochem i zerkając na
wysprzątany blat kuchenny. Wszystko to jak tylko ten obrus lniany…

A potem schodzę na ziemię. Do życia.

A w nim wciąż walczę z bałaganem, jednocześnie pracuję
i rozmawiam z Wilczkiem o kostkomeduzie śmiercionośnej oglądam
pięknowe lysunki Pirata (pociąg) i słucham pieśni o Dziadkuuuu do
Orzechóww wykonaniu Iskry. W międzyczasie ogarniamy zdalne nauczanie. Codziennie przytakuję, gdy podniecone szepty
zwierzają mi się jak to już się nie mogą doczekać świąt mamo.
Załadowuję/rozładowuję pralkę nalewam picie
nie-do-tego-kubka-chciałem-buuuuuuu, robię kanapki, podaję syropki.
Odpowiadam na (lub zadaję) zajebiście ważne pytanie… „co dzisiaj jemy?”. Regularnie doprowadzona do ostateczności zapowiadam wtargnięcie z
miotaczem ognia do pokoju dzieci.  Biegają, tupią, roznoszą playmobile i
wycinanki, kłócą się o pierdoły i z pierdół zaśmiewają. Przytulają
znienacka najmocniej, przy okazji rąbiąc łokciem w brzuch.

Życie. A ja, w zależności od ilości snu i stresu pokrzykuję jak ostatnia zołza, albo łzawo się uśmiecham.

A w kwestii atmosfery świątecznej? Powoli ją sobie dawkujemy.

Codziennie
piszę im zadania do kalendarza adwentowego. To oczywiście piękne, mieć taki
kalendarz przygotowany od A do Z już w listopadzie, może są takie rodziny,
które są w stanie zaplanować wszystkie adwentowe aktywności na parę
tygodni wstecz, ale my nie. Dlatego karteczki piszę wieczorami (albo rano), i gdy
dzieciaki się budzą znajdują nową karteczkę co rano. „Drogie dzieci…
Czasem to po prostu dzień bycia miłym dla siebie, czasem pieczenie pierników, czy
robienie ozdób, a czasem zadzwonienie do babci.

Codziennie
wieczorem czytamy Tajemnicę Bożego Narodzenia Josteina Gaardera. Już
kolejny rok, znają to doskonale, ale tu chyba właśnie chodzi o tradycję,
więc inne świąteczne książki zostawiam na popołudnia, albo na po
świętach.

Mamy parę żelaznych punktów – pieczenie gryczanych
ciasteczek dla Mikołaja, zbieranie szyszek i gałązek w lesie do
ozdobienia domu, coroczna wyprawa po nowe bombki. Klejenie łańcucha. Parę
dni przed Wigilią ubieranie choinki do trzeszczącej płyty Piotra
Kaczkowskiego – włączamy ją raz w roku, właśnie przy tej okazji.

I
nie trzeba więcej. Trzeba się dużo przytulać. Trzeba wwąchać się w
zapach drzew iglastych w lesie. Trzeba się wyluzować, być razem i znaleźć swoją własną
esencję.

 

 

9 grudnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleświęta

by Paulina 23 grudnia, 2019

Zaraz Święta.
Powoli budowaliśmy świąteczny klimat. Ale w międzyczasie jest jeszcze życie.
Mimo zadań z kalendarza trzeba odrobić lekcje.
Mimo pieczenia ciastek dla Mikołaja, trzeba następnego dnia wstać rano.
Mimo porozwieszanych światełek mieszkanie się samo nie sprzątnie.
Mimo panoszącego się wszędzie ducha świąt, atakują wirusy żłobkowe, przedszkolne i szkolne.

Dużo
odpuszczamy, ale i tak dużo jest do zrobienia, dużo przeżyć i emocji w
małych główkach do przerobienia, w związku z czym i awanturek jakby
więcej.

Czasem łapię się na tym, że czuję presję, że wszędzie ten klimat taki
świąteczny, tylko my jak te łajzy w jakimś chaosie. Wszyscy w domach na pewno już od tygodnia mają umyte
okna, zapakowane prezenty i w czerwonych swetrach piją grzańca i
słuchają George’a jak co roku oddającego serce komuś specjalnemu.*

Ale potem przychodzi otrzeźwienie, np za sprawą takich dialogów:
– ja wierzę w Świętego Mikołaja. Bo kto by przecież zjadł ciasteczka. Przecież nie duchy!
– no właśnie! I nie rodzice przecież! (NO SKĄD!)
– no właśnie. I rodzice też dostali prezenty, skąd by sobie wzięli.

Albo
gdy ten kalendarz co rano, wieczną prowizorkę na bieżąco uzupełnianą,
sprawdzają z namaszczeniem godnym spraw najważniejszych. (Swoją drogą, ta prowizorka kalendarzowa zupełnie niechcący stała się naszą tradycją. Co rano budzą się ze słowami: Mamo, napisałaś już karteczkę?)
Gdy wyśpiewują kolędy całą trójką (łącznie z Piratem, który przecież zupełnie nie wie o co chodzi).
Gdy zbieramy w lesie podłysiałe gałęzie sosen i szyszki (do pomalowania na złoto!).
Gdy pierniczki pieczemy, wzruszająco koślawe, pachnące i tak strasznie okropnie wystarane.
Gdy zapachniało choinką.

Piszę
o tym zresztą co roku. Że to o to właśnie chodzi, o te małe momenty, o mikro tradycje rodzinne.
Najpiękniejsze, bo najprawdziwsze.
Nie warto ich przyćmiewać nadmiernymi atrakcjami, bo zwyczajnie nie ogarniemy tego całego blasku.

 Bo fajnie jest naprawdę w takiej codzienności. Wcale nie zawsze musi być najsuper. Wcale nie ciągle musi migotać i lśnić. Wcale nie cały grudzień musi być magicznym świątecznym uniesieniem i cudowną fuzją między ślicznością jak u Kasi Tusk i sielanką jak w Dzieciach z Bullerbyn. Można też sobie normalnie pożyć;)

Może
być różnie. Bywa, że męcząco i wkurzająco, bywa, że zmęczenie i dość
wszystkiego. Bywa. W rozmigotanym grudniu też. Ale bywa też tak, że
błyska tym szczęściem, że ze śmiechu bolą policzki, że wzruszenie
zniekształca głos. W grudniu chyba jednak bardziej.

Najlepszego!
Zróbcie sobie takie Święta, o jakich marzycie

*Post pisany był w okolicach bardziej przedświątecznych, ale z publikacją się zeszło…. wiecie jak jest, życie;)

23 grudnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
świętazapachyzimazmysły

zapach Świąt

by Paulina 23 grudnia, 2017

Żaden George Michael, żadne dzwoneczki, zdjęcia kubków z kakao i piankami, ani światełka i listy prezentowe, ani nawet kalendarz adwentowy, i przygotowania (te bardziej i mniej przyjemne).

Święta Bożego Narodzenia dla mnie najbardziej robią zapachy.

Najpierw powietrze pachnie śniegiem. Czasem nawet już w październiku zawieje charakterystycznie i wtedy ta pierwsza myśl przychodzi, że kurczę, to już za chwilę przecież.
Potem mandarynki. Mandarynki kojarzą mi się nieodłącznie z Mikołajem i tylko w czasie około mikołajowym mają dla mnie sens.
I na targu też zaczyna pachnieć. Kapustą kiszoną, suszonymi grzybami, później suszonymi owocami do tradycyjnego kompotu i olejem – czasem na nasz ulubiony targ przyjeżdża  jedna pani, która ma trzy metalowe kanki – z olejem rzepakowym, lnianym i konopnym. Kupuje się takie świeżo przelane do butelek po wódce.
A w warzywniaku pod domem, oprócz zaaferowania przedświątecznego, czuć niepodrabialną mieszaninę śledzi, korzenia chrzanu, kapusty i tych mandarynek… Mieszanka pozornie odrzucająca, zresztą zapachu śledzi nie lubię, ale teraz ją uwielbiam.
Potem jest tylko lepiej. Potem w całym domu unosi się obłędny aromat cynamonu, goździków, kardamonu, imbiru i pieprzu, połączony z masłem i miodem… uwielbiam robić piernikowy zaczyn i zawsze parzę sobie język wyżerając płynną miodowo przyprawowo maślaną masę. Drugi raz pachnie tak samo gdy pierniczki pieczemy, wśród emocji, chaosu i mąki.
I ten dzień, gdy dzieciaki z tatą jadą „do choinkarium”. Przywieźli w tym roku rozłożystego potwora, weszli z nim do domu i buchnęło w nozdrza tą leśnością zimową.
Następnego dnia dochodzi jeszcze piwniczny zapach kartonowego pudła z ozdobami choinkowymi. Do ubierania włączamy jeszcze tradycyjną ścieżkę dźwiękową (obowiązkowo „Trzeszcząca płyta” Kaczkowskiego).
Można dorzucić jeszcze zapach gotującego się barszczu, kiełbasy od znajomych ze wsi, pieczonego ciasta drożdżowego, ale to już ten moment. Już są Święta.

I już nie można się nie uśmiechać. Ścisnąć kochaną dłoń. Przytulić owijające się wokół nóg, półprzytomne z emocji przedszkolaki, zerknąć na gugającego do światełek niemowlaka. I okiem mokrym błysnąć dziękując za to wszystko.

Wszystkiego dobrego Wam życzę!

23 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowoświętazima

świątecznie, trochę

by Paulina 23 grudnia, 2016

Jeśli ktoś oczekuje tu dziś sielanki i rozestetyzowanej magii przygotowań świątecznych to serdecznie żałuję, ale się nie doczeka.

Nie będzie ani skarpet w reniferki, ani ozdabiania prezentów z pomocą samodzielnie suszonych pomarańczy, ani zarumienionych pociech w białych rajstopkach. Nie będzie też czuwającej nad wszystkim uśmiechniętej Pani Domu w jakimś wytwornym wdzianku. Będę za to ja, w umączonej pomarańczowej bluzce z chaosem na głowie i obłędem w oczach, moja niesforna dziatwa z glutem pod nosem i jękiem na ustach oraz małżonek robiący półki na ścianie w kuchni. Wszyscy po kolei dotknięci infekcją, niegroźną acz upierdliwą.

Oto mamy piątkowy, przedwigilijny wieczór, a ja nadaję do Was z chaosu. Miało być – a jakże – inaczej. Nie, żeby od razu idealnie, doskonale i że 21 grudnia pakujemy ostatnią perfekcyjną paczuszkę prezentową, a potem już tylko pławimy się w klimacie, podjadamy fikuśne pierniczki i słuchamy klimatycznych piosenek z dzwoneczkami. Planowałam po prostu ogarnąć większość czarnej roboty, gdy milusińscy będą w przedszkolu, a potem, już razem z nimi, bawić się w przygotowania, i żeby mi pomagali w robieniu ciasteczek, czy lepieniu pierogów. Mieli jechać razem z tatą po choinkę, a potem mieliśmy poczekać kilka dni (w międzyczasie zrobić długaśny łańcuch) i spędzić fajne popołudnie ubierając ją razem i podjadając te pierniczki (które miały się nie przypalić). W planach było też malowanie pewnego motywu u dzieci w pokoju. I te półki w kuchni. I pójście na łyżwy, zimowe spacery.

A tymczasem Pan Choróbka rozpanoszył się wygodnie w naszym nieświątecznym domu i tak został przez kolejne dni, potęgując chaos, rozmarudzając dzieci i zagęszczając atmosferę. Każdego dnia kolejne zadania przekładałam na dni następne, albo z nich rezygnowałam całkowicie. A dzieciaki każdego dnia były bardziej zmęczone gorączką, kaszlem i zamknięciem w czterech ścianach, a co za tym idzie oczywiście, bardziej skłonne do kłótni i awantur. Za to ja, podobnie jak one zmęczona, byłam coraz mniej skłonna do empatii i mądrych, wychowawczych reakcji.
Pomagali mi za to niezłomnie, np. zalepiając gotowe pierogi surowym ciastem.

Tak że ten.

Nie mogę powiedzieć, że najudańszy był ten przedświąteczny tydzień.
Ale, nie każdy przedświąteczny tydzień musi tak koniecznie być najudańszy.
Trochę klimatu zbudowaliśmy jednak. Mamy pachnącą choinkę (z długaśnym łańcuchem), piękne półki w kuchni, sto milionów pieczonych pierogów z kapusta i grzybami (bo troszkę pojechałam z ilością farszu) i całą lodówkę ozdobioną świąteczną twórczością dziecięcą. Chleb się piecze, kompot z suszu pachnie cynamonem, zakwas buraczany nabiera charakteru. Michael Bublé dla nas śpiewa, zaraz zapakujemy te prezenty w złoty papier, nie będzie dodatkowych ozdóbek. A dzieciaki zdrowieją.
Jest dobrze.
Czego i Wam, na te Święta życzę. Żeby było dobrze i po Waszemu, bez względu na okoliczności bardziej, lub mniej sprzyjające.

23 grudnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieciństwo unpluggeddzieckoprzyjemnościslow lifestyleświętazima

Migotanie, blaski i dzwoneczki

by Paulina 9 grudnia, 2016

Zaczął się z przytupem, cały ten czas dzwoneczków, światełek, i hohoho-czy-są-tu-grzeczne-dzieci. Czas tego wymiętolonego, sponiewieranego wciskaniem wszędzie ducha świąt.

Sypnęło. Zabieliło, zmiękczyło listopadową surowość, zalśniło.
Wyjęliśmy
sanki i pobiegliśmy korzystać z okazji, bo w tamtym roku za wiele ich
nie było. Śnieg trzeszczy pod butami i pachnie białością, sanki z przed
prawie trzydziestu lat dają radę aż miło. Zjeżdżamy z Wielkiej Ogromnej
Góry osiedlowej, oczy łzawią od wiatru i śmiechu, dzieci piszczą z
radości. Bijemy rekordy, kto pojedzie dalej i zrobi najdłuższy sankowy
ślad. Dzieciaki robią orły w śniegu, zaśmiewają się i zadeptują je zanim
jeszcze zdążą się dobrze podnieść.
Z balkonu sąsiedniego bloku słychać delikatne dzwonienie. Lepszego klimatu być nie mogło.

 

Rumieńce, przemoczone rękawiczki, błyszczące oczy.
Wracamy jeszcze wśród śmiechu, dzieciaki ciągną sanki na zmianę.
A
w domu cała ta szczęśliwa bańka pęka gwałtownie i prawdziwe życie wali
nas z placka w te uśmiechnięte twarze, bo mieszanka głodu, zmęczenia i
wielkich emocji skutkuje awanturą, histerią i buntem. Dla zachowania
równowagi, za słodko być nie może.

I ten Mikołaj.
Już w poniedziałek rano się zaczęło.
Rozpakowali pakiecik z adwentowego kalendarza. Z zadaniem upieczenia
ciasteczek dla Świętego Mikołaja. Przypomniało nam się o tym trochę
późno, bo w zasadzie to spać już by należało. Ale zadanie trzeba
wykonać, nie ma wyjścia.
Przyszurali swoje krzesełka, ustawili się
ciasno przy mnie, pilnowali, żeby mi sprawiedliwie pomagali sypać mąkę i
cukier, i masło, mikser i wagę włączać na zmianę, kto ile ma foremek, i
jakie i dlaczego ona ma kaczkę mamo, i ja tes chce tlaktola.
Iskra podśpiewuje i upycha na grubo ciasto do foremki, Wilczek
rozwałkowuje na krzywe placki. Wycinają krzywe samoloty, koślawe auta i
nieproporcjonalne kaczki. Piękne. A oni cali w mące i emocjach. Potem
ulepili jeszcze”dowolne wariacje”, czyli dwie bezkształtne formy żabę i rybę piłę.
Zapachniało.

Ciasteczka dla Mikołaja na talerzu, mleko w
szklance. Oczy mocno zamknięte, ale buzie się nie zamykają. Wilczkowi
rozwiązuje się worek z pytaniami zadawanymi świszczącym, teatralnym
szeptem, Iskra śpiewa hohoha, tralala, co to za Mikołaaaj. Gdy w końcu
zasypiają, nam udziela się ten naiwnie radosny nastrój, pakujemy,
wyjadamy mikołajowe ciasteczka, piszemy listy do grzecznych dzieci, z
czarnej płyty miękko wybrzmiewa Nat King Cole.
Na zmianę tajniaczymy się
z prezentami dla siebie, niby to na chwilę po coś wychodzimy, utykamy
te książki i płyty pod poduszką, a potem, gdy idziemy spać, kładziemy
się z udawaną obojętnością, ale jednak ostrożnie, na wszelki wypadek.
Mamy naszego, tradycyjnie trochę przedwczesnego Mikołaja i listy do
siebie pisane.

W nocy przebudzają się oboje, jakieś sny i przeżycia układają się w tych
małych głowach, dużo tego wszystkiego do ogarnięcia. Rano wstają
niewyspani, i u progu jęku i marudzenia dostrzegają kolorowe paczki.
BYŁ! Ciasteczka zjadł! Prezenty są, hurra! Ta ich radość… wyskakana,
wyśpiewana, najmocniejsza. Ściskająca w gardle aż.

I tak. Co prawda śnieg właśnie rozpaczliwie topnieje, jakiś wirus się przypałętał (a z nim i humorki marudzące) i trochę ten klimacik się nadpsuł, ale będzie pięknie, jeszcze się rozmigocze.

9 grudnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry