Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

by Paulina
zimowa wędrówka w rakietach śnieżnych nad fiordem w północnej Norwegii

Rozochociliśmy się po zeszłorocznej zimowej Finlandii. Stwierdziliśmy, że tym razem ruszymy dalej, na prawdziwą północ.

Co prawda w listopadzie, gdy kupowaliśmy bilety lotnicze, myśleliśmy, że pojedziemy na północ zaznać zimy i nikt się nie spodziewał, że w lutym będziemy mieć zimy po kokardę. Były różne myśli, również takie, że co to w ogóle był za pomysł – trzeba było wyruszyć do Maroka czy jakiejś Hiszpanii.

Ale, jeju. Jeju. Jaki to był fantastyczny pomysł jednak.

Wyruszyliśmy na ferie za koło podbiegunowe. Do Arktyki. Na koniec świata. Wyruszyliśmy do świata zorzy, surowej przyrody, reniferów, gór wyrastających z arktycznego morza, ciszy.

Każdego dnia piliśmy poranną kawę, gapiąc się na wschód słońca nad fiordem. Słońce wschodziło długo, leniwie i spektakularnie. I cały dzień utrzymywało się nisko nad horyzontem, rzucając długaśne cienie, podświetlając niesamowite górsko-morskie krajobrazy i nabłyszczając połacie śniegu. Podziwialiśmy ten śnieg i te krajobrazy na wędrówkach po wyspie. Popołudnia spędzaliśmy w naszym klimatycznym drewnianym domku nad fiordem. A późne wieczory były od wgapiania się w tańczące niesamowitym zielonym światłem niebo.

Zorza polarna

To było moje wielkie marzenie z dawnych lat. Z gatunku tych w zasadzie nieosiągalnych, raczej mrzonek niż celów. Wciąż nie mogę uwierzyć, że się spełniło. Po Finlandii w zeszłym roku wiedzieliśmy, że nawet w krajach nordyckich zimą zorza wcale nie jest oczywistością. Tymczasem teraz, pierwszego wieczoru w Tromsø, gdy poszliśmy po małe zakupy na śniadanie, spojrzeliśmy w niebo, a tam jakaś dziwna, świecąca zielonkawo chmura.

– Ty, to chyba zorza jest.

Wyszliśmy za budynek, by zobaczyć wielką, świetliście zieloną smugę na całe niebo. Mieliśmy ogromne szczęście, bo niemal każdego wieczoru mogliśmy podziwiać spektakl świateł północy – w bardziej lub mniej spektakularnej formie. Zdjęcia trochę podkręcają kolor, ale nie oddają magii, tego tańca, wrażenia żywej istoty. Hipnotyzujące.

zorza nad norweskim drewnianym domkiem
zorza w północnej Norwegii

Zimowe wędrówki za kołem podbiegunowym

Nie było bardzo zimno, zresztą po polskim styczniu byliśmy nieźle zahartowani 😉 Dlatego codziennie wybieraliśmy się na wycieczki. Na te dalsze wypożyczaliśmy rakiety śnieżne, które na nieprzetartych, mocno zaśnieżonych szlakach totalnie zmieniały postać rzeczy. Wspaniała sprawa. Łaziliśmy dzięki nim po pagórzastych terenach naszej wyspy i podziwialiśmy krajobraz. Wyższe góry były zagrożone lawinowo, więc zostaliśmy niżej, co i tak dawało nam nieprawdopodobne widoki na strzeliste góry wyrastające z morza.

spacer w rakietach śnieżnych z dziecmi
niesamowicie się szło przez takie połacie nietkniętego śniegu
a tu takie plaże z jasnym piaseczkiem i turkusową, przejrzystą wodą
bardzo jestem ciekawa tych plaż latem

dawno nie miałam tyle radochy ze zjeżdżania z górki

Arktyczne atrakcje

Trochę nas zaskoczyło, że norweska północ jest bardzo turystycznym miejscem. Tromsø jest pełne turystów z całego świata (a zwłaszcza z Azji), i w związku z tym można znaleźć masę zorganizowanych atrakcji typu polowanie na zorzę, karmienie reniferów w wiosce Saamów czy „wielorybie safari” w sezonie. Jak ktoś ma takie życzenie, może sobie przylecieć do Tromsø i dostać to wszystko na talerzu. My zdecydowaliśmy inaczej i zanurzyliśmy się w Arktyce na własną rękę.

tu np renifery odwiedziły nasze przydomowe igloo


Informacje praktyczne

Do Tromsø dotarliśmy samolotem, a na miejscu wypożyczyliśmy samochód za pośrednictwem Getaround – jest to aplikacja/strona, z której można wypożyczyć samochód od prywatnych osób, co wychodzi znacznie taniej niż przez wypożyczalnie komercyjne. Zależało nam na własnym środku transportu, bo nasz domek zlokalizowany był na wyspie w odległości około 1,5 godziny jazdy od Tromsø. A domek zarezerwowaliśmy przez Airbnb – chcieliśmy być jak najbardziej w naturze, w oddaleniu od miasta.

Na naszej wyspie był jeden sklepik, dlatego w kwestii prowiantu przygotowaliśmy się zawczasu. Z Polski wzięliśmy puszki z gotowymi daniami – jest teraz takich firm coraz więcej. My kupujemy puszki Ed Red i z ręką na sercu mogę je polecić. Dla naszej rodziny na jeden obiad używamy 3 puszki. Do tego w Tromsø dokupiliśmy zapas ziemniaków, ryżu, makaronu, warzyw i innych drobiazgów – tak, żeby w wyspiarskim sklepiku musieć kupować jak najmniej.

W temacie przygotowania się do wędrówek – jesteśmy fanami merino. Wszyscy jesteśmy zaopatrzeni w merynosowe legginsy i podkoszulki z długim rękawem, a w tym roku odkryliśmy też system siatkowego merino jako pierwszej warstwy, co ma jeszcze lepsze właściwości termoregulacyjne. Do tego kolejne warstwy wełny, puchówki, spodnie z proshellu (dzieciaki – kombinezony narciarskie).

Wzięliśmy ze sobą raczki, ale nie bardzo się nam przydały. Za to świetnym pomysłem było wypożyczenie rakiet śnieżnych – śniegu było naprawdę sporo i szlaki nie były zupełnie przetarte. Bez rakiet zapadaliśmy się czasem po kolana, a czasem po uda, więc dłuższe wycieczki były możliwe w zasadzie tylko z taką pomocą.

A na wycieczki, zwłaszcza zimą, i nie tylko w Arktyce, bardzo fajnie sprawdzają nam się termosy obiadowe z ciepłą zupą (teraz wszędzie można kupić takie gotowe zupy z bardzo przyzwoitym składem). to super rzecz na szlaku, zjeść coś ciepłego i pożywnego.

Podczas planowania wycieczek korzystaliśmy z norweskiej aplikacji z mapami https://norgeskart.no, bardzo pomocna sprawa.

Jak widzicie, obłędne miejsce, czułam się jak National Geographic, tylko czekałam aż gdzieś odezwie się Krystyna Czubówna.

Nasz poprzedni, letni wyjazd do Norwegii nie rozpieścił nas pogodowo. Tym razem trafiliśmy w dziesiątkę. Słonecznie, niemal bezwietrznie, z fajnym mrozem. Jestem przekonana, że wrócimy na północ jeszcze nie raz i latem, i zimą. To totalnie mój klimat.

You may also like

1 comment

Ania 19 marca, 2026 - 4:53 am

Zamurowało mnie. Zdjęcia i tekst zapierają dech. Wspaniały pomysł na ferie. Czy tam żyją jakieś zwierzaki, których można się obawiać i na które trzeba uważać ? I jeszcze pytanie techniczne: jakiej marki merino kupujecie dla dzieci?

Reply

Leave a Comment