Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

góry

aktywnie z dziećmibiwakgórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemRumuniawakacje

Rumunia z dziećmi pod namiotem

by Paulina 6 sierpnia, 2024

 

Do Rumunii chcieliśmy wrócić od lat, byliśmy tam razem jeszcze przed dziećmi, jechaliśmy pociągami przez Ukrainę i to zupełnie inna epoka była. Zapamiętaliśmy jednak, że kraj jest piękny, zróżnicowany, że góry wspaniałe, a mieszkańcy arcyprzyjaźni.

Dlatego zapakowaliśmy się do samochodu z naszym namiotem (okazało się że to jego ostatnia podróż z nami) i któregoś lipcowego dnia nad ranem wyruszyliśmy.

Park Narodowy Apuseni

Rumuńskie wakacje rozpoczęliśmy dość
blisko od węgierskiej granicy, w Parku Narodowym Apuseni. To Góry
Zachodniorumuńskie, które nazywane bywają rumuńskimi Bieszczadami. I
faktycznie coś w tym jest. To taka większa wersja Bieszczad, góry
przepiękne, widoki niezwykłe, szlaki dobrze oznaczone. Do tego jaskinie,
wodospady i przeurocze wioseczki z domami krytymi starą ceramiczną
dachówką.

 

camping wśród takich klimatycznych stogów siana

rumunia z dziecmi

a tu niesamowita tęcza po niesamowitej burzy. Na szczęście byliśmy na miejscu, żeby trzymać namiot, który i tak niestety oberwał dość solidnie

Niedźwiedzie w Rumunii

Jako, że Rumunia jest krajem w dużej mierze górzystym, zielonym, więc niedźwiedzi mają sporo.

To
był główny powód, dla którego nie odważyliśmy się biwakować na dziko.
Zresztą wszystkie górskie campingi zagrodzone były ogrodzeniem pod
napięciem, bo rumuńskie miśki są bardzo ciekawe i śmiałe i chętnie
sprawdzają, co dobrego akurat szykuje się na kolacje. I te właśnie cechy
stały się dla tych wspaniałych zwierząt mocno problematyczne.
Niedźwiedzie w Rumunii przyzwyczaiły się do ludzi i doskonale wiedzą, że
człowiek oznacza łatwe jedzenie. Dlatego normą stały się
niedźwiedzie siedzące przy górskich drogach i ludzie zatrzymujący się,
żeby zrobić zdjęcie i, niestety, poczęstować zwierzaki jakimś
przysmakiem…

Takie zwierzęta, które
„oswoiły się” z ludźmi zazwyczaj są zabijane, bo stanowią zagrożenie dla
ludzi. Przykre, bo zwierzęta to zwierzęta, trudno je winić o to, że,
gdy są dokarmiane przez turystów, zaczynają traktować ludzi jak źródło
jedzenia.

Między innymi dla takich zwierząt powstało niedźwiedzie
sanktuarium, Libearty. Choć u podstaw jego powstania jest wiele innych,
dużo bardziej smutnych, tragicznych historii, pełnych ludzkiego
okrucieństwa i bezmyślności. Otóż jeszcze całkiem niedawno, pod koniec XX w.
przy hotelach czy restauracjach można było trafić na „atrakcję
turystyczną”, czyli niedźwiedzia uwięzionego za żelaznymi kratami, na
betonowym podłożu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Zwierzęta
były głodne, chore, i totalnie wyniszczone psychicznie przez życie w
nieludzkich warunkach. Zajrzycie koniecznie na stronę sanktuarium,
zwierzaki mają tam do dyspozycji 70 hektarów górskich lasów i dożywają
swoich dni w spokoju i komfortowych, dzikich warunkach. Wizyta w
sanktuarium jest możliwa tylko w godzinach porannych, i można
powiedzieć, że to ludzie odgrodzeni są kratami od zwierząt, bo te mają
ogromne przestrzenie do swojej dyspozycji.

Pietra Craiuli i Braszow

Następnie ruszyliśmy do serca
Transylwanii (dzieci w Rumunii najbardziej chciały odwiedzić właśnie Transylwanię), do kolejnego parku narodowego, Pietra Craiuli. Ominęliśmy
trasę transfogarską, podobno spektakularną, obawiając się nieco o
chorobę lokomocyjną, z którą mamy różne, bogate doświadczenia. Okolice
Braszowa stanowią wspaniałe góry i wąwozy. Wśród dość popularny Kanion Siedmiu Drabin. Jest to miejsce spektakularne – powstałe w wyniku zawalenia się dachu jaskini, do którego dochodzi się przyjemnym szlakiem wiodącym przez malowniczy wąwóz. Do tego z fantastyczną atrakcją – otóż w dół wąwozu można zjechać serią 42 tyrolek. Jest to jednak rozrywka dla osób powyżej 16 roku życia, więc zeszliśmy piechotą, a nasze dzieci musiały zadowolić się wersją dla młodszych, czyli tyrolkami rozciągniętymi nad niższą częścią wąwozu.

A sam Braszów jest
pięknym, średniowiecznym miastem, założonym w XIII wieku przez
Krzyżaków. Wspaniale zachowana starówka, z charakterystycznymi
pomarańczowymi dachówkami i położenie wśród gór, czynią z niego jedno z najładniejszych miast w Rumunii.

popołudniowe rozrywki

a tu już Braszów

Na górę Tampa, z charakterystycznym, hollywodzkim napisem można wdrapać się, lub wjechać kolejką

spacer między starymi wieżami strażniczymi

Strada Sforii, najwęższa ulica w Rumunii, jedna z najwęższych w Europie
a tu kanion siedmiu drabin

Delta Dunaju

To miejsce, wpisane na listę światowego
dziedzictwa Unesco, chciałam odwiedzić od dawna. Z naszego campingu pod
Braszowem dzielił nas kawał drogi, ale uznaliśmy, że bliżej zbyt prędko
nie będziemy, dlatego ruszyliśmy do krainy wód, błota, ptaków i komarów.
Deltę Dunaju trzeba zobaczyć z łódki, inaczej to zupełnie nie ma sensu.
Dopiero parę godzin pływania w większych i węższych kanałach, jeziorach, rozlewiskach pozwala
zachwycić się tym miejscem. Popłynęliśmy o 5 rano na czterogodzinną
wycieczkę i było to fantastyczne doświadczenie. Początkowo zachwycaliśmy
się każdym dostrzeżonym ptakiem, robiliśmy mnóstwo zdjęć, a po jakimś
czasie daliśmy się po prostu, nomen omen, ponieść nurtowi, co dało
zupełnie nową jakość przeżyć. 

Popularnym miejscem wypadowym na Deltę jest Tulcza, my jednak wybraliśmy się trochę dalej, do mniejszej i spokojniejszej miejscowości Murighiol.

Będąc w tej okolicy,
skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy dzień nad Morzem Czarnym,
wyjątkowo ciepłym. Ze względu na Deltę, na naszą plażę można było
dotrzeć tylko taksówką wodną, co miało oczywiście swój dodatkowy urok i skutkowało mniejszą ilością ludzi.

 

Sighisoara i okolice

Pewien rumuński emeryt spotkany na jednym campingu powiedział nam, że ze wszystkich rzeczy absolutnie koniecznie
musimy zobaczyć Sighisoarę. „Obiecajcie mi” powiedział. Obiecaliśmy, i
właśnie w okolicach Sighisoary zatrzymaliśmy się na nasz ostatni camping
przed powrotem do domu.

Sighisoara jest wspaniale zachowanym
średniowiecznym grodem ochronnym, otoczonym murami i basztami obronnymi
(każda należąca do innego cechu. Jest więc wieża krawców, wieża szewców,
producentów sznurów i bednarzy, każda unikatowa). Pełno jest ślicznych, kolorowych kamieniczek, i brukowanych ulic.

Na koniec, zostało nam zupełnie nieoczekiwane miejsce. Płaskowyż pełen starych, ogromnych dębów, pamiętających czasy średniowieczne, kiedy w tym miejscu wykarczowano część lasów, zostawiając dęby dla cienia i żołędzi, drzewa owocowe i trawy do wypasu bydła. Miejsce pozostało przez lata w swojej, w zasadzie niezmienionej formie. Robi wrażenie.

Jak cały kraj zresztą.

6 sierpnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bieszczady z dziećmi. „Lubię wracać tam gdzie byłem już”

by Paulina 23 lipca, 2023

 Nie byliśmy w letnich Bieszczadach od paru lat. Od paru lat wybieraliśmy raczej inne pory roku na nasze najulubieńsze góry. Wróciliśmy ostatnio, na chwilę. Rozłożyliśmy namiot i poczułam się, jakbym do domu wróciła.

Są takie miejsca, które zakotwiczają a jednocześnie dają poczucie wolności, gdzie wyrastają nam korzenie i skrzydła, gdzie nic nie muszę a wszystko mogę. Bieszczady są dla mnie takim miejscem właśnie.

Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd… Majster Bieda

 

Tradycyjne zdjęcie na głazie przy wejściu na przełęcz Orłowicza. Nie wiem, które to już takie?

Wiecie, od jakiegoś czasu mam tak, że czuję się w życiu trochę jakby
mi ktoś przyspieszył prędkość odtwarzania, jak pod koniec reklam wyrobów
medycznych. Za szybka jest dla mnie ta wesoła karuzela. A w górach
życie mi zwalnia, nie zatrzymuje się totalnie, tylko dostosowuje się do
tempa górskiej wędrówki. I to jest bardzo ważne dla mnie, żeby po życiu
wędrować, a nie biec. Czasem pod górę, z wysiłkiem, czasem łapiąc lekką
zadychę, ale zawsze rozglądając się na boki, zawsze uważając na drogę
pod nogami, zawsze zauważając kolor liści, słysząc śpiew ptaków, czując
zapach lasu. Zatrzymując się na trochę, by podziwiać widoki. Rozmawiając
– naprawdę rozmawiając, a nie wymieniając informacje z najbliższymi.

O tym sobie zawsze przypominam w górach. Że chcę, żeby życie bardziej przypominało górską wędrówkę niż pęd po autostradzie.

I zabieram to ze sobą do domu, do codzienności to biorę.

„bo nogi córciu podnosi się brzuchem”. Lekcje baletu (u lekko zmurszałej matki) w wydaniu górskim

Plecakowo

Dzień chillu. Przypominam sobie, jak się robi indiańskie warkoczyki do włosów

23 lipca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady z dziećmi. Zima nie-zima w Baligrodzie.

by Paulina 2 marca, 2023

bieszczady zima

 

Znowu Bieszczady. To miały być tradycyjne góry noworoczne, ale zdrowie pokrzyżowało nam plany. Bardzo się cieszę, że wyjazd udało się przesunąć, i w lutym zawitaliśmy na naszych ukochanych bieszczadzkich szlakach.

Tym razem trafiliśmy do Baligrodu, nadleśnictwa trochę na uboczu od najbardziej uczęszczanych szlaków i w związku z tym z większymi szansami na spotkania z fauną. Śnieg topniał dość dramatycznie, zresztą nawet w dniu przyjazdu padał całkiem solidny deszcz (lubimy deszcz w górach, ale niekoniecznie zimą;) ), a termometry pokazywały wiosenne 8 na plusie, co nie napawało optymizmem w kwestii wędrówek, o nartach nie wspominając. Ale nie zrażaliśmy się za bardzo. Jak pisałam ostatnio, gór potrzebowałam już bardzo mocno i brak pięknej śnieżnej pokrywy nie wpływał na tę potrzebę specjalnie.

To był błotnisty górski wypad, i z przygodami. Wezbrane rzeki nie raz komplikowały nam wycieczki. Czasem trzeba było iść mocno naokoło, i z małego spacerku robiła się konkretna (i błotnista) wycieczka. Wyżej w górach śniegu zostało całkiem sporo, i, na nieprzetartych, zupełnie bezludnych, szlakach zapadaliśmy się po kolana i głębiej. 

Ostatecznie skorzystaliśmy bardziej, niż można by się spodziewać. Było niemal wszystko, czego można chcieć podczas zimowego wyjazdu w Bieszczady. Wycieczki, liczne ślady zwierząt (nawet tych naprawdę dużych), przygody, popołudniowa sauna. Trochę wyżej śnieg, skrzący się cudnie w zimowym coraz silniejszym słońcu, nawet jeden dzień nart się udał. No i wędrówka górska, za którą tak się stęskniłam, a która niezmiennie działa cuda na głowę.

Zobaczcie, całkiem malowniczo, jak na górskie przed-przed-wiośnie.

dziewczyny na połoniny!

wspominałam o błotku?

a tu największa jodła w Polsce, Lasumiła, potrzebne były wszystkie nasze wyjazdowe dzieci, żeby ją objąć

przygody przygody

a wyżej całkiem miłe zimowe krajobrazy

gruba, dobrze zaimpregnowana tłuszczem i woskiem skóra w butach, i skarpety po takim spacerku suche

ktoś się już obudził

2 marca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlasmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Góry Słonne i Turnicki Park Narodowy

by Paulina 6 listopada, 2022

góry słonne, gory slonne, turnicki park narodowy, góry z dziećmi

 

Kiedyś rzucało się wszystko i wyjeżdżało w Bieszczady, choć na chwilę, po spokój, po oddech, po koniec świata. Jednak, odkąd robi to pół Polski, główna idea nieco się zdezaktualizowała, dlatego odludnego i dzikiego końca świata trzeba szukać gdzie indziej.

Tak trafiliśmy w Góry Słonne, do Turnickiego Parku Narodowego

Rzuć wszystko i wyjedź w… Góry Słonne?

I to jest moi drodzy ten moment, kiedy cieszę się z małych zasięgów mojego blożka, bo gdybym była dużą influenserką, miałabym duże wątpliwości przed opisaniem tu tego wyjazdu i promowaniu miejsca, którego urok w dużej mierze polega na byciu odludziem. A tak, wątpliwości są znacznie mniejsze;)

Góry Słonne to w zasadzie przedgórze Bieszczad, oficjalnie należą do pasma Sanocko-Turczańskiego, położone są na północ od Soliny, i są takim miksem Bieszczad i Beskidu Niskiego. Jest pięknie, malowniczo, i pusto.

Nie mieliśmy dużo czasu, chodziło o ten oddech od codzienności, o szybkie zachłyśnięcie się dzikością, naturą, widokami i wędrówką, kolory jesienne na zboczach, o płonące na złoto liście buków, o szelest liści dębowych, o sfruwające powoli liście brzóz i grabów. O błyszczące pajęczyny i unikatowe, miękkie, jesienne światło.

Wszystko to w górach Słonnych odnaleźliśmy. Odnaleźliśmy tez specjalną ciszę górsko leśną, ciszę do usłyszenia, gdy przystanie się na chwilę i ustanie cudowny skądinąd, donośny szelest liści. Gdy się przystanie, i jeszcze gdy się zamknie oczy to już w ogóle słychać tylko to powietrze jesienne, przetykane szmerem spadających suchych liści.

Zatrzymaliśmy się u przemiłej Moniki, w domku La Luna di Ropienka. Domek taki właśnie z końca świata, stary, klimatyczny i drewniany, bardzo ładnie urządzony, położony w zasięgu miłych górskich spacerów. A sama Monika, dusza człowiek, karmiła nas iście królewskimi śniadaniami, polecała ciekawe miejsca, opowiadała.

Zobaczcie.

góry słonne

dzieci w górach, trekking z dziećmi, góry słonne z dziećmi, turnicki park narodowy

Szybowisko na Bezmiechowej, fascynujący spetkakl

nasza wersja sali zabaw z kulkami

rzeźby w umarłych drzewach w lesie przy Bezmiechowej

nasza baza, La Luna di Ropienka

i zabawa z gliną tez była

wspinaczka na Kamieniu Leskim

góry słonne, trekking z dziećmi

A o co chodzi z Turnickim Parkiem Narodowym?

Góry Słonne leżą na terenie najdłużej powstającego parku narodowego w Polsce. Według naukowców, najwięcej fragmentów reliktowej puszczy karpackiej w Polsce, znajduje się właśnie tam. 

Za WWF : „To właśnie tu, w sercu Karpat rośnie prawie 6,5 tys. drzew o wymiarach pomnikowych – wiekowych jodeł, buków i jaworów, osiągających wiek nawet 300 lat. O tym, jak jest to cenne przyrodniczo miejsce świadczy ogromna liczba żyjących tu gatunków roślin, zwierząt i grzybów. To wyjątkowa w Polsce ostoja drapieżników takich jak niedźwiedź, wilk, ryś i żbik. Niezwykłym bogactwem projektowanego Turnickiego Parku Narodowego są również ptaki, wśród nich orzeł przedni, orlik krzykliwy, puszczyk uralski, sóweczka, bocian czarny oraz podobnie jak w Puszczy Białowieskiej, wszystkie występujące w Polsce gatunki dzięciołów.  

Tymczasem łącznie w latach 2017-2026 na obszarze projektowanego parku narodowego przewiduje się pozyskanie aż 1,2 mln m3 drewna. To równowartość 15 000 dużych tirów załadowanych po brzegi.”

Piętnaście TYSIĘCY TIRÓW.

Turnicki Park Narodowy nie powstaje, chociaż pierwsze postulaty na ten temat zgłoszono w 1982roku. Zamiast tego  wycina się drzewa spełniające kryteria drzew pomnikowych, niszczy się niezwykle ważne dla ekosystemu strefy przypotokowe i bezlitośnie rżnie całą puszczę.

I to jest ten moment, kiedy żałuję moich małych zasięgów… W każdym razie, polecam Wam zajrzeć na stronę turnickiego parku i może w miarę różnych możliwości spróbować wesprzeć ich działania.

Ochrona drzew jest w interesie nas wszystkich. Bo wiecie, drzewa bez nas poradzą sobie znakomicie, my bez drzew zupełnie nie.

6 listopada, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemWłochy

Dolomity z dziećmi

by Paulina 29 sierpnia, 2022

Dolomity z dziećmi, trentino, włochy z dziećmi, wakacje w dolomitach

Wyjazd w Dolomity z dziećmi planowaliśmy od dawna. Uwodziła nas
unikatowość tych gór, ich charakterystyczne, strzeliste kształty, koloryt. Jak
wiadomo, plany musieliśmy modyfikować, ale w tym roku spełniliśmy nasze
marzenie.

Wspominałam już na Instagramie, będąc zupełnie na świeżo, że
bałam się tego zbyt napompowanego balonika. Że wszystko co najpiękniejsze już
widzieliśmy na zdjęciach. Na miejscu okazało się jak bardzo od czapy były te
obawy. Dolomity w pełni zasługują na miano najbardziej malowniczych gór świata.
Jest wszystko, piękne, przestrzenne doliny z migotliwymi strumyczkami, leśne
trawersy, zielone, trawiaste zbocza i strzeliste spektakularne szczyty. Te szczyty,
uformowane z jasnego wapienia zmieniają się z każdą chwilą, z każdą zmianą
światła, można było gapić się na nie jak na jakiś ekran.

 

Organizacja wyjazdu w Dolomity z dziećmi

Ogólne wrażenia więc były wspaniałe. Do tego drobiażdżki,
które tak często mają decydujący głos o ogólnych wrażeniach. Konkretniej, trzy
drobiażdżki, już nie takie małe w sumie, bo dziesięcio-, ośmio- i niemal pięcioletnie.

O ogólne kwestie biwaku z dziećmi nie martwiliśmy się wcale,
jak wiecie, mamy ten temat przećwiczony dość mocno (dużo biwakowania na blogu już było).
Mieliśmy natomiast trochę obaw związanych z Piratem, jak wspomniałam niespełna
pięcioletnim, i jego trekkingiem. Pirat miał za sobą trochę doświadczeń górskich,
w dużej mierze z królewskiej perspektywy nosidła, ale trochę po szlakach
podreptał na własnych nóżkach. Mieliśmy jednak świadomość, że Dolomity to nie
Bieszczady, dlatego, mimo słusznych 16kg, wzięliśmy awaryjnie nosidło. Ku
niezadowoleniu kolan Krychy, przydało się.

Szlaki z dziećmi w Dolomitach

Co zachwyca na pierwszy rzut oka, to rozległość tych gór, i
idealne połączenie kameralności, stosunkowo niewielkich odległości i
przestrzeni, które dawały oddech. Szlaków jest mnóstwo, więc bywały dni, kiedy
przez cały czas trekkingu, na trasie spotykaliśmy 2-3 osoby. Większość czasu
spędziliśmy w mniej popularnej, wschodniej części tych gór, ale w najmniejszym
stopniu nie odczuliśmy tego w widokach ani infrastrukturze. Szlaków jest bardzo dużo
i są dobrze oznaczone, a na naszych docelowych wysokościach (około 2 tys npm) są
schroniska, które jak wiadomo są cudowną motywacją zwłaszcza dla nieletnich.

Naszą bazą był kameralny camping w dolince, przy miejscowości Cimolais.
Wynaleźliśmy go jeszcze przed wyjazdem, znając nasze campingowe priorytety,
czyli spokój, cisza i malownicze położenie, zdecydowanie dla nas ważniejsze niż
wygody, luksusy i dodatkowe rozrywki.

W drugim tygodniu naszych wakacji przenieśliśmy się bardziej
na zachód, w okolice Bolzano. To zdecydowanie bardziej turystyczna wersja
Dolomitów. Doliny, takie jak Val di Fassa, Val di Fiemme czy Cortina d’Ampezzo
to bardzo popularne ośrodki narciarskie i siłą rzeczy przyciągają turystów
także w lecie. Co skutkuje większymi cenami i większym zagęszczeniem ludzi, ale
też takimi atrakcjami jak kolejki górskie (niezapomniane doświadczenie!).

Dolomity. Co poza górami

Ale nie samymi górami człowiek żyje. Zresztą, pojechaliśmy z
dzieciakami, które co prawda w górach odnajdują się bardzo dobrze, ale, jak to
dzieci, chcą się też popluskać, zjeść lody i wrzucać kamyczki do rzeki.

Dni restowe były więc wypełnione zimnymi, krystalicznymi
strumykami, spacerami przy pięknych szmaragdowych jeziorach, klimatycznymi miasteczkami.
Wybraliśmy się też do Bolzano, miasta, które samo w sobie jest bardzo ładną
fuzją austriacko włoskiej architektury, ale nas przyciągnęło przede wszystkim Muzeum
Archeologiczne Południowego Tyrolu, czyli dom Człowieka z Lodu, Otziego. To
miejsce przenoszące w czasie, pokazujące wyposażenie, strój i samego człowieka
(doskonale zachowane ciało zostało znalezione w rozmarzającym lodowcu w górach)
żyjącego 5 tys lat temu. Arcyciekawa wystawa, także dla dzieciaków.

Trochę tęsknotą patrzyliśmy na wyższe partie i via ferrata,
które, ze względu na młodsze dzieci odpuściliśmy. Przez chwilę rozważaliśmy też
Wenecję, i też daliśmy sobie spokój, bo upał i jedno z najbardziej
turystycznych miast świata z trójką dzieci to raczej nie jest przepis na
sukces.

O tym zresztą, że wakacje to w dużej mierze odpuszczanie, wiemy
nie od dziś. Wakacje to wakacje. Wiadomo, że czasem bywa bardziej intensywnie, w
nowych, dalszych miejscach. Ale nie zajeżdżamy się. Wybieramy moczenie nóg w
strumieniu i oglądanie spektaklu świateł i cieni na górach naprzeciwko, nawet
jeśli odbywa się to kosztem jednej czy drugiej atrakcji turystycznej.

Zapraszam na dużo zdjęć

 

Dolomity z dziecmi

 

Miasteczka wśród gór
camping z dziećmi w dolomitach
nasza klimatyczna baza na pierwszym campingu

i w wersji wieczornej

dolomity z dziecmi
poprawiają kopczyki
a wśród gór takie łąki kwietne jak z bajki

Bolzano i Otzi. Tu odtworzona rzeźba z wosku, prawdziwą mumię można zobaczyć w specjalnym pomieszczeniu

a tu przepiękna katedra

jeden dzień w sukience

Strauben, tradycyjny deser z Tyrolu

joga z widokiem

taki plażing dolomicki. Kąpiele głównie w miłych, zimnych, czyściutkich strumyczkach

Pirat w górach. Bywało różnie, jednego dnia miał dosyć po 300 metrach w płaskim, przyjemnym lesie, innego zasuwał pod górę w słońcu, bez oglądania się na nikogo.

Tego dnia trasa była bardzo wymagająca, ale to jezioro, jakby pomalowane, było godną nagrodą:)

Drużyna

 

29 sierpnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Zimowe Bieszczady, trochę inne niż planowaliśmy

by Paulina 25 stycznia, 2022

Bardzo czekałam na ten wyjazd. Udało nam się wykrzesać trochę więcej czasu niż standardowy przedłużony weekend i wiązałam z tym wyjazdem niemałe nadzieje odpoczynkowe. W planie były długie górskie zimowe wędrówki, skrzypienie śniegu, widoki, spokój, i jedyna w swoim rodzaju, górska, zimowa cisza. Wyobrażałam to sobie w grudniu dość mocno, więc wizja w głowie była bardzo konkretna;)

A tymczasem, cóż, było trochę inaczej. ZNOWU.

Bieszczady przywitały nas deszczem i bardzo marnymi resztkami śniegu tu i ówdzie. Nie odmówiliśmy sobie mimo wszystko niewielkiego górskiego spacerku w deszczu, (w końcu ja całkiem serio lubię deeeeszcz w Cisnej…), zacierając ręce na zbliżające się ochłodzenie i ośnieżenie naszych ukochanych gór. Ochłodzenie i śnieg nadeszły, a wraz z nimi nieciekawa brzuszkowa infekcja Pirata… Dlatego plany wycieczkowe musieliśmy zweryfikować dość mocno, bo dzieciak nie nadawał się na żadne wycieczki. Było trochę strachu o męczącego się malucha ale na szczęście infekcja byłą w miarę łagodna, no i szczęśliwie niezaraźliwa (bo też obawialiśmy się mieć na sumieniu całą nasza ekipę). Z jasnych stron zaistniałej sytuacji, przeczytałam rewelacyjną książkę (Anomalia autorstwa Hervé Le Tellier, z nagrodą Goncourt 2020. Porywająca, błyskotliwa i wciągająca, świetnie napisana, skłaniająca do przemyśleń) . 

A gdy Piratowi się polepszyło, weszły narty – wyciąg mieliśmy w zasięgu spacerku. Narty dotychczas nie dawały mi jakiejś niesamowitej frajdy, jeździłam nie na tyle dobrze, żeby się tą jazdą bawić. I nastąpił przełom, zdecydowałam się na dwie godzinki z instruktorem i dało mi to bardzo dużo, i jaram się tymi nartami bardzo i liczę na więcej jeszcze w tym roku.

Było więc inaczej, i nie mogę powiedzieć, że nie mam niedosytu, ale ogóle wrażenia jednak pozytywne. Góry robią dobrze, nawet w takich ograniczonych ilościach.

Co prawda to kolejna sytuacja, kiedy musieliśmy zmieniać plany i dostosowywać się do okoliczności, przez ostatnie dwa lata wszyscy mamy w takich sytuacjach sporą praktykę. Nie wiem tylko, czy ta praktyka jeszcze czyni mistrza, czy po prostu już okropnie męczy. Już chyba jednak męczy. Już bym chciała móc wykazywać się mniejszą elastycznością;)

A tymczasem trochę zdjęć z tego, co udało się tym razem (głównie mężowi) pochodzić.

25 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Bieszczady wiosną

by Paulina 30 maja, 2021

 

Idzie się kawałek lasem, a potem kupuje się bilet w budce na początku szlaku. Bilet do raju.

A w raju młode listki fosforyzują na tle stonowanych brązowo-srebrzystych pni bukowych i ciemnej zieleni sosen. Ptaki świergolą. Słońce prześwieca przez rozkołysane korony drzew. Powietrze jest świetliste i rześkie.

Krok, krok, krok, z każdym kolejnym wywiewa się stres z głowy, różne „muszę” i „należałoby”. Z każdym (lekko przyspieszonym) oddechem wypełniam się poczuciem sensu. Ze zmęczeniem fizycznym wyparowuje zmęczenie głowy. Galopujące myśli zwalniają a czasem nawet przysypiają kołysane marszem.

Dzieciaki czasem wybiegają do przodu, czasem zostają z tyłu, zagapione na żuczka. Czasem podśpiewują, a czasem marudzą że kiedy piiiikniiiik, albo chociaż żelek mocy. Pirat już najchętniej na nóżkach, pilnuje, żeby go przypadkiem nie zmorzyło w nosidle, bo przecież starsze rodzeństwo trzeba gonić. (Pirat w ogóle głównie stara się nadążyć za bratem i siostrą).

Potem kończy się medytacja leśnych kroków. Zaczynają widoki. Wiatr urywa głowę a spokój ogarnia duszę. Jestem ja i ten pofalowany zielony świat, aż po horyzont. Miliony odcieni zieloności, które różnorodnością mogą konkurować z jesiennym festiwalem złota. I poczucie totalnego, totalnego „wszystko jest tak, jak ma być”.

To był krótki wypad, parę dni zaledwie, z czego jeden całkiem deszczowy. Ale krótkie wypady to takie wakacyjne szoty, oddechy, bardzo dobrze działają mi na zdrowie psychiczne, nawet jeśli trzy dni w górach są równoznaczne z trzema dniami prania i sprzątania powyjazdowego;)

Skojarzyło nam się z Alaską

jakieś duże już to najmniejsze

zaczyna się gonienie dzieci w górach. Niedługo to my będziemy sępić od nich żelki mocy

uczta zieloności

tylko my i pofalowany świat

zjeżdżalnia z widokiem

tak wygląda szczęśliwy człowiek

piwko pod schroniskiem

30 maja, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemTatryzima

Zimowe Tatry z dziećmi

by Paulina 20 grudnia, 2020

Oj tęskniło mi się za górami, bardzo bardzo.

Po niedoszłych wakacyjnych Dolomitach, miały być wrześniowe Bieszczady, październikowe Pieniny, listopadowy Beskid Niski.

Udało się z grudniowymi Tatrami.

Uwielbiam te góry. Są jedyne w swoim rodzaju, takie skompresowane Alpy. Na niewielkiej powierzchni są przestrzenne doliny i ostre kamienne szczyty, przepiękne jeziora, zróżnicowana roślinność. Choć stosunkowo nie najwyższe, uczą szacunku do siebie. To w Tatrach właśnie wiele lat temu zrozumiałam, jak to jest bać się o życie w górach. A jednocześnie mnóstwo szlaków, które bezpiecznie pozwalają tę górską perełkę podziwiać.

Mimo tej wyjątkowości, w Tatrach z dziećmi byliśmy po raz pierwszy. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, wyszliśmy z założenia, że  w kwestii górskiej trzeba dzieciom stopniować zarówno stopień trudności, jak i – przede wszystkim – efektowność. Coś w tym jest, że jak zaczniemy naszą przygodę od rzeczy najefektowniejszych, to potem trudno zrobić wrażenie. Druga kwestia to tłumy, które mocno nas odstraszają.           

W ogóle w temacie, który był najbardziej komentowany na instagramie, czyli 

Dzieciaki w górach

Cieszę się, że dzieci zaczęły od chodzenia po mniejszych górach. Oczywiście wcześniej w nosidłach widzieli wcześniej co nieco (nawet trochę Alp), można powiedzieć, że z górskim krajobrazem się opatrzyły. Ale ich dotychczasowe samodzielne chodzenie to Beskidy i Bieszczady.

Pisałam już o tym, jak zachęcić kilkulatki do samodzielnego trekkingu. I sprawdziły nam się te metody, chociaż nie powiem, że było szybko, łatwo i zupełnie bezproblemowo. Proces trwał, bywał żmudny i czasem mocno męczący. Nie zliczę, ile razy w górach z dziećmi marzyłam o wędrówce solo – bez krzesania z siebie nadprogramowego entuzjazmu, bez zachwycania się każdym śladem i każdą kupą dzikich zwierząt, bez wyśpiewywania „piosenek wędrówkowych”. 

Ale z perspektywy czasu po raz kolejny stwierdzam, że cholernie warto. Chociaż teoretycznie pamiętam te trudniejsze momenty, to ogólne wspomnienia naszych wędrówek są wspaniałe, a jakość wspólnie spędzonego czasu jest nie do przecenienia. I jeszcze jedno- myślę, że mogę powiedzieć, że dzieci (póki co mówię o starszakach), nauczyły się chodzić po górach.

Patrzyłam na moje dwie koziczki i puchłam z dumy – z nas i z nich. Bo szli, wspinali się, zauważali krajobraz makro i przyrodę w skali mikro. Codziennie – z radością i entuzjazmem – uczyli się więcej niż na stu zdalnych lekcjach przez komputer. Zauważali, zachwycali się, zadawali pytania (czasem zbyt trudne na naszą mizerną przyrodniczą wiedzę). A to jest to, na czym nam tak bardzo zależy w wychowaniu – na uważności, na obecności, na docenianiu rzeczywistości.

A same wędrówki… Przepiękne. Tatry powitały nas chyba „szczęściem początkującego” w kwestii pogody. Było słonecznie, przejrzyście, z lekkim mrozem i bezwietrznie. Wróciliśmy z tradycyjnym niedosytem, tym większym, gdy znamy najnowsze obwieszczenia rządu.

Parę dni wystarczyło, żeby poukładać te puzzle zwane życiem. Wszystko jak zawsze poustawiało się tak jak trzeba, wszystko było tak, jak być powinno.

z takim jednym

Widok do porannej kawy

Hala Gąsienicowa. I wspomnienia. W Murowańcu spędziliśmy naszą tygodniową podróż poślubną (w pokoju z chrapiącymi Węgrami:D )

Niesamowite, że po tych sześciu godzinach w górach, dzieciom wystarczyła 20-minutowa regeneracja w samochodzie, żeby w domku dostać głupawki

schroniskowa szarlotka i ciastka mocy

Trekking? On ma od tego ludzi.

                                           

20 grudnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemŚwiętokrzyskie

Góry Świętokrzyskie z dziećmi

by Paulina 12 czerwca, 2020

Jak wiecie, lubimy, i dość często uskuteczniamy  krótkie wyjazdy w Polskę, ale ten był szczególny.

Po dwóch miesiącach zamknięcia, gdy tłumaczyłam się w myślach z każdego spaceru po okolicznym lesie, po czasie niepewności, wyrwaliśmy się, na pięć soczystych dni.

W góry – pagóry Świętokrzyskie.

Góry Świętokrzyskie nie są może najspektakularniejszym
miejscem w kraju.
Ale i tak zachwyciliśmy się totalnie. Było zupełnie
pusto, nawet na szlaku na Łysicę spotkaliśmy dosłownie parę osób. Świętokrzyskie szlaki są bardzo malownicze, lasy bajkowe, podejścia łagodne i bezproblemowe. Do tego wszędzie trochę magiczny, trochę czarownicowy klimat.
Dzieciaki zasuwały aż miło, łącznie z Piratem, który domagał się wyjścia z nosidła  i „wspinania na góly”. Ta bezludność sprawiła, że przyroda się ośmieliła i z dzikich zwierząt udało nam się zaobserwować coś więcej niż mrówki;) Może zresztą, będąc na takim tête-à-tête z przyrodą zupełnie bez świadków, i my staliśmy się uważniejsi i dzięki temu bardziej spostrzegawczy.

Bardzo
te pagórzaste spacery nam dobrze robiły. Na uważność właśnie, na relacje. Relacje rodzinne we wszelkich konfiguracjach. I relacje ze sobą, i ze światem. Jak zawsze, wszystko się
ponaprawiało, wyprostowało, nabrało sensu.

Równie dobrze zrobił nam chillout w naszym wynajętym niebie. Gdy tylko dojechaliśmy, stało się jasne, że na te parę dni mamy raj na wyłączność.
Wynajęliśmy domek przez Slowhopa – domek marzeń. Jechało się do niego
krętą wąską drogą przez las, pod górę, trochę jak magiczna droga do zaczarowanego świata, wśród tuneli z drzew. Wyjeżdżało się na polanę na
zboczu góry, z widokiem, otoczoną lasami.
Sam domek idealny. Przepięknie wykończony, w drewnie i kamieniu, bardzo wygodny i funkcjonalny. Doskonałe połączenie przytulności i przestronności. Nasza sypialnia z wielkim oknem z widokiem na las. Dzieciaki miały bazę na poddaszu. Do tego wokół różnorodność zieloności. Przestrzeń. Dzieciaki bawiące się w piaskownicy lub obserwujące kijanki w stawie. Ptaki oszalałe w swoich koncertach. Trawa, bose stopy i leżak. I spokój, i zen, i błogość.

A wieczorami sauna, uczta gwiezdna wśród aksamitnej ciemności, szczekanie saren.

trekking z dzieckiem

gory swietokrzyskie góry świętokrzyskie łysica z dziećmi trekking z dzieckiem
Dzieci na Łysicy

Wędrówki poza szlakiem

Zaprzyjaźniają się z kijankami
Wspominałam o piecu pizzowym?

…i klimatycznym miejscu na ognisko pod pachnącą i bzyczącą owadami jabłonką?

Łysa Góra. Gołoborza zrobiły wrażenie. (I pozostałości po pogańskim miejscu kultu)

Gagaty Sołtykowskie. Bardzo ciekawe miejsce, w którym można zobaczyć autentyczne ślady dinozaurów, i pozostałości po kopalni glinki i znaleźć tzw czarny bursztyn, czyli gagat (nam się udało!)

Posiłek na trasie, nie było warunków na bardziej wypasione pikniki, ale dobry chleb zawsze daje radę.
A tu Rezerwat Piekło pod Niekłaniem. Takie skałki są super atrakcyjne dla dzieciaków

W sezonie pewnie masa ludzi, widać po napisach, ale bardzo warto odwiedzić to miejsce.

Góry Świętokrzyskie to oczywiście więcej niż łazęga pod górę po lesie (chociaż dla nas to w zasadzie wystarczy;)
To sporo atrakcji, (na niektóre zresztą nawet mieliśmy ochotę, ale po pierwsze nie było tyle czasu, a po drugie, wiadomo, restrykcje). Chociażby słynna Jaskinia Raj, Centrum Bajki w Pacanowie, zamki (np Krzyżtopór czy Bodzentyn), Park Etnograficzny Tokarnia, Góra Miedzianka…
Dlatego warto rozważyć nawet na dłuższy wyjazd, jako alternatywę dla najpopularniejszych (i najbardziej zatłoczonych) miejsc w kraju 🙂

12 czerwca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmigórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

nowy rok w Bieszczadach

by Paulina 24 stycznia, 2020

Tym razem to nie był Sylwester, ale pierwsze dni nowego roku, ale kto by się przejmował numerkami. Najważniejsze było zachowane. Góry ( Bieszczady), wędrowanie, doborowe towarzystwo, tradycyjna medytacja kroków, chwile na rozmyślania i podsumowania. Do tego piękna, klimatyczna chata i nawet trochę nart.

Jeśli nowy rok jest w jakimś sensie  symbolem, czy przepowiednią tego, jak będzie wyglądać kolejne 12 miesięcy, to ja bardzo poproszę.

O taki rok, jak te parę dni poproszę.

W dobrym zdrowiu i w dobrym humorze.
W naturze.
Z dzieciakami zgodnie pochłoniętymi samodzielnie wymyśloną zabawą w wyobrażonych światach. Albo na dworze, w rumieńcach i błyszczących oczach.
W towarzystwie najlepszym z możliwych.
W „tu i teraz”.
W górach – najczęściej jak się da.

cześć!

24 stycznia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry