Jeszcze o naszych lazurowych wakacjach trochę chciałam napisać.
Jak zrobić, żeby wyjazd pod namiot z dwójką maleństw był dla wszystkich fajnym przeżyciem? Czy udane wakacje z dwulatkiem i niemowlakiem są w ogóle możliwe?
Przede wszystkim trzeba znać swoje dzieci. Brzmi banalnie, ale jednak warto o tym wspomnieć, bo na tej znajomości się wszystko opiera. Są dzieci bardziej i mniej otwarte, jedne lubią nowe miejsca inne mniej, jedne uwielbiają się brudzić, inne (chociaż takich nie znam…) wolą bawić się czyściutko i schludnie. Trzeba tez uwzględnić, czy dzieciak jest przyzwyczajony do wojaży, czy zna tylko bezpieczne otoczenie własnego domu.
Dobrze jest też zadać sobie parę pytań. Czego konkretnie oczekuję po wakacjach? Czego najbardziej się obawiam? Jakich kryzysów mogę się spodziewać i czy są sposoby na ich uniknięcie?
Ogarnąć pakowanie dużo wcześniej. Zrobić solidną listę rzeczy do wzięcia, nie zostawiać pakowania na ostatnią chwilę. Z dziećmi jest tak, że zapomniany drobiazg może mieć dużo poważniejsze konsekwencje, niż gdy zapomnimy o czymś dla siebie.
Czuć się bezpiecznie. Zapakować apteczkę, zapisać numery alarmowe, przypomnieć zasady pierwszej pomocy.
Nie robić intensywnych planów wakacyjnych. Będzie intensywnie, ale w inny sposób.Dobrze jest nie nastawiać się na „zaliczenie” wszystkich atrakcji turystycznych. Bez napięcia i listy rzeczy do zobaczenia możemy się całkiem miło zaskoczyć.
Pozytywnie się nastawić. Dzieciaki doskonale wyczuwają nasze nastroje. Jeśli jedziemy pełni obaw,zestresowani tym, czy „się uda”, możemy być pewni, że dzieciaki przejmą nasze negatywne uczucia i okażą je na swój sposób realizując tym samym czarne scenariusze.
Jedziemy na wakacje, cieszmy się tym.
My pojechaliśmy w okolice Hyeres – bardzo pięknego miasteczka. Stacjonowaliśmy na jednym campingu przez cały pobyt, co w „dawnych czasach” byłoby nie do pomyślenia. Ale chcieliśmy mieć jedną bazę, i żeby dzieciaki (zwłaszcza starszak) miały poczucie „małej stabilizacji” po dniu pełnym wrażeń wrażamy na nasz camping, do naszego namiotu. To oczywiście zaowocowało tym, że mniej zobaczyliśmy, ale bez przesady, w najbliższej okolicy atrakcji było aż nadto.
Nie szukaliśmy specjalnie dodatkowych rozrywek, typu wesołe miasteczka, kulki, i inne. Nasz dwulatek miał w zupełności wystarczająco wrażeń zapoznając się z morzem, przyglądając falom, sypiąc piasek i kamienie, obserwując, badając zupełnie nieznaną dotąd rzeczywistość. Plus krajoznawcze przejażdżki w przyczepce.
Jedzenie na wakacjach pod namiotem
Z jedzeniem nie było problemu. Młodsza karmi się piersią, więc nie musieliśmy się martwić o wyparzanie butelek, smoczków i zabieranie wszystkiego ze sobą. A Starszak je to, co my. Wieczorami przeważnie gotowaliśmy sami (uproszczone wersje tego, co w domu – np kuskus z warzywami, prosty makaron). A w ciągu dnia, przeważnie stołowaliśmy się „na mieście”. Na śniadanie Młodzian jadł swoja obowiązkową – obowiązkową z jego punktu widzenia- jaglankę lub owsiankę (w domu wymieszaną już z bakaliami). Dodatkowo, na wszelki wypadek zawsze mieliśmy na podorędziu jogurt naturalny, których Bąk jest fanem, i który idealnie gasi pragnienie, chłodzi i lekko syci.
Spanie z dziećmi pod namiotem
Mamy spory, trzyosobowy namiot z jedną sypialnią. Spaliśmy wszyscy razem, na karimatach. Mała w cienkim śpiworu, a Większy przykryty cienkim kocykiem.Wspólne spanie było zdecydowanie praktycznym rozwiązaniem, ze względu na nocne karmienie córy i w razie pobudek
synka – byliśmy obok i mógł się czuć bezpiecznie z dala od swojego łóżeczka.
Zwiedzanie na wakacjach z dziećmi.
Chcieliśmy trochę zobaczyć, a jednocześnie nie zamęczyć dzieciaków.
Wyjeżdżaliśmy z campingu przed południem (wtedy nie było jeszcze
największego upału), chodziliśmy sobie po uroczych miasteczkach a
młodzież drzemała albo rozglądała się z perspektywy przyczepkowej. Upalne popołudnia spędzaliśmy z dala od nagrzanych murów.
Przyczepka
sprawdziła się też na plaży – duże koła nie zapadały się w piach,
stanowiła miłą, przewiewną i zacienioną sypialnię dla bobasa i
transportowała nasz pokaźny plażowy dobytek.
Czyli da się.
I jeszcze jedno. Dobrze jest wyluzować ogólnie. Może nie wszystko będzie idealnie, może dzieciak
będzie wiecznie brudny, może nie spędzimy romantycznych chwil na plaży
ani nie zobaczymy paru imponujących zabytków. Może. Ale przecież nie o
to chodzi w rodzinnych wakacjach.

























































