W tym roku na nowo odkryłam Kazimierz Dolny. Urocze miasteczko nad
Wisłą, niecałą godzinę drogi z domu ( czyli akurat czas drzemki Małego
Człowieka). Pakujemy cały cygański majdan do samochodu, i jedziemy w to
bajkowe miejsce. Jeśli akurat nie trwa jakiś festiwal, ani nie jest to
niedziela, w Kazimierzu panuje przyjemna senność i rozkoszna błogość.
To
idealne miejsce na wakacyjny dzień (albo na emeryturę – piękną
emeryturę w którymś z tych uroczych domów na wzgórzach) Rowerami po
fantastycznych
wąwozach lessowych i pagórkach przepięknych. Wśród starych sadów (nic
tak nie smakuje jak ciepłe od słońca sierpniowe jabłko) i
cudnie
malowniczych pól. Potem piknikowanie z widokiem na Wisłę. Lody na rynku.
Plaża.
A na deser, zupełnie niesamowita piosenka Marka Grechuty, „Kazimierzu nasz”
Robi wrażenie, szczególnie tekst, melorecytacja i wciskanie dodatkowych sylab w wersy…










0 comments
świetne fotki!
ja za dzieciaka spędziłam tyle weekendów w Kazimierzu, że jakieś 5 lat temu odmówiłam jakiejkolwiek obecności tam:D ale teraz ze znajomymi doszliśmy, którzy byli przez rodziców podobnie uszczęśliwiani doszliśmy do wniosku, że trzeba by wpaść:)
a no właśnie. ja też wróciłam do kazimierza po paru ładnych latach:)
Beautiful place!!! have to be there one day!!! xxx
śliczne zdjęcia 🙂 bardzo lubię Kazimierz, i też mam do niego niedaleko :)jesteś może z Lublina? 🙂
Nice photographs..