lato, doskonale nieidealne

by Paulina

 

Przyszło lato.

Zachwyca mnie ta letnia nieidealność. W ogóle odnajduję się
wspaniale w przeciętności, w zwykłości. Uwodzi niespektakularność, brak
fajerwerków. Nie muszę zdobywać najwyższych szczytów, nie muszę osiągać
wszystkiego, nie wszystko musi być perfekcyjnie.

I to lato… Lato nieuczesane, całe doskonałe w tej nieidealności.
Brudne stopy, poczochrane włosy. Obłoki pierzaste na niebie, gdy człowiek leży
sobie na kłującej trawie, i nogi trochę swędzą od komarów.

Truskawki i poziomki
oprószone ziemią, jak najlepszą przyprawą. Spontaniczne wypady pod miasto lub
do parku, wycieczki z drożdżówkami z których wypływa sok z owoców. Nierówne
pomidory. Dzikie łąki rozrastające się na cudownie rzadko koszonych trawnikach
w mieście. Złachmanione pajęczyny w krzakach malin. Wieczne siaty z Ikei stojące przy drzwiach wejściowych, z nie do końca wypakowanymi wycieczkowymi gadżetami.

Świat w lecie jest taki wspaniale nierówny, rozkosznie
chaosiasty.

Moje najlepsze wspomnienia z dzieciństwa to właśnie babranie
się w naturze. Na działce, mieliśmy bazę na dużej śliwie. Dziadzio kroił
kalarepkę specjalnym działkowych nożem, wgłębionym na środku od wielokrotnego
ostrzenia. Zrywaliśmy jak najdłuższe kiście czerwonych porzeczek i zjadaliśmy
je za jednym razem, kulka po kulce. Albo z rodzicami, pod namiotem – zawsze na tym
samym campingu nad morzem, gdy Władysławowo było niewielką wioską, mój brat
wstawał rano i szedł do rybaków po świeżo złowione flądry, a mama oprawiała je
i smażyła na obiad ma butli gazowej. Pojadaliśmy też cudowny wynalazek, który
pojawił się we wczesnych latach 90, zupki chińskie. Graliśmy w karty i w kości.
A lato trwało całe lata.

I zaszczepiło się to we mnie. W wakacje chodzi o to, żeby było trochę nieporządnie, bo beztroska nie jest uporządkowana. Wakacje są od wąchania, smakowania,
czucia, od mrużenia oczu. Wakacje są trochę chropowate i nierówne, trochę
lepkie od lodów i soku z dojrzałych owoców.

Nawet teraz, gdy jestem osobą zorganizowaną i poważną, z trójką
dzieci i odpowiedzialną pracą. W lecie wystarczy mi zabłąkany trzmiel na balkonowej
lawendzie. Wystarczy, że idę sobie piechotą po dziecko do przedszkola. Że
wieczorny wiatr przyniesie w nozdrza zapach lip. Że o 5 zaświeci mi słońce w północne
okna sypialni, i ptaki rozświergolą się jak na rozkaz chwilę później. Jest mi
letnio, jest mi lekko. Jest mi beztrosko.

ciacho pochodzi z przepisu Rozkosznego, baaardzo polecam

You may also like

0 comments

Anonimowy 27 czerwca, 2024 - 6:48 pm

Co za piękny opis lata. Takie właśnie będzie w tym roku. Jak dobrze, że dopiero się zaczyna 🙂

Reply
.Anna Tym 29 czerwca, 2024 - 5:02 am

zapachniało wakacjami na wsi….tymi z przeszłości i tymi zaplanowanymi….dziś jeszcze domykam ostatnie must to do pracowe by zanurzyć się w lecie do końca ….

Reply
Anonimowy 13 lipca, 2024 - 7:04 pm

Przepiękne słowa !!! Tak cudnie napisany tekst :)) jestem zauroczona ❤️

Reply
Just. 19 lipca, 2024 - 2:19 pm

Niesamowity, rozkosznie letni i beztroski wpis, super! Trafiłam przypadkiem, a jak bardzo się cieszę. Właśnie odebraliśmy namiot z paczkomatu i zamierzamy wyruszyć na krótki biwak – z trójką dzieci, po raz pierwszy. Taki właśnie niepoukładany, z brudnymi stopami i pachnącymi na łące ziołami. Mam nadzieję, że tak będzie 🙂

Reply
Pola 25 lipca, 2024 - 7:33 am

Dziękuję:) Tak, niech takie właśnie będzie!

Reply
Pola 25 lipca, 2024 - 7:34 am

oj tak, właśnie na wsi mnie dopada taki nastrój sielankowego sentymentalizmu:)

Reply
Pola 25 lipca, 2024 - 7:34 am

Bardzo mi miło:)

Reply
Pola 25 lipca, 2024 - 7:35 am

Dzięki! Życzę udanych wyjazdów namiotowych:) Biwaki z dzieciakami są najlepsze na świecie!

Reply
abasia blog 28 lipca, 2024 - 5:06 pm

Poetycko opisane lato, brawo. Pięknie.

Reply

Leave a Comment