Za krótkie są dni ostatnio. I nie chodzi nawet o to, że ciemno robi się już dramatycznie wcześnie.
To raczej to, jak szybko mi one mijają.
Wstaję codziennie z piaskiem pod powiekami, wychodzę cichaczem z sypialni, niech chociaż Małe sobie dośpi, a większe poczują zaopiekowane przed wyjściem do przedszkola. Małe dosypia (albo nie), poranek jest dla starszaków – przytulasy na dzień dobry, parę łyżek jaglanki „na rozpęd”, pomoc w ubieraniu się. Albo, w wersji nie-ma-lekko, foch na dzień dobry, grymaszenie na śniadanie (bo nie ta łyżka), awantura przy ubieraniu się (bo ta suknia się za mało kręci).
Wychodzą.
Zostajemy potem tylko we dwoje, noworodek z łokciami rozpycha się na mojej liście priorytetów porannych, usuwając z niej takie bzdurki jak mycie włosów, moje śniadanie i kawa, poranne ogarnięcie mieszkania, czy nastawienie prania. Mija czas, intensywnie noworodkowy.
Bywa najtrudniej.
Bywa najpiękniej.
I have an audience with the Pope
And I’m saving the world at eight
But if he says he needs me
he says he needs me everybody’s gonna have to wait (Elbow)
Nie wiadomo kiedy robi się południe. Ogarnięcie nie nastąpiło, lub nastąpiło szczątkowe. Wychodzimy czym prędzej, szczątkowo ogarnięci, zawinięci chustą, łapać słońce, oddech i dystans. Małe, błogo wtulone, zasypia momentalnie, ja, krok za krokiem, uprawiam medytację chodzenia.
Ach, jak nas ratują te chustowe spacery. Wracamy parę tysięcy kroków później w jakiejś nowej jakości. Maluch wyprzytulany, ukołysany i z wymasowanym brzuszkiem, ja rozruszana, zrelaksowana i z dotlenioną głową. Układają się myśli i plany, mija rozmamłanie, przychodzi nowa energia.
I popołudnia jakby milsze.






0 comments
uwielbiam patrzeć na mamy z takimi chustami 🙂 uroczo to wygląda
_____________
Sprawdź moją nową stronę ♥ daria-porcelain.pl
Te chusty to coś. Znają je kobiety od zarania dziejów. Sama powiedziała mężowi, że w przyszłości jakby co, niech mi wózka nie kupuje, ja chcę chustę 😉
🙂 kochałam etap chustowania 🙂 ponownie zjednoczeni, utuleni , spokojni
Wiem, że nie masz teraz lekko, Paulinko… a jednak z rozrzewnieniem wielkim i niemałą zazdrością, podglądam Cię teraz na blogu i instagramie :).
Ech… powtarzam się zamiast działać ;).
U mnie bardziej sprawdza się nosidło 🙂
Nigdy nie próbowałam chustowania, aczkolwiek teraz jest coraz bardziej popularniejsze.
Chustowanie dopiero przede mną, ale już nie mogę się doczekać. Bardzo podoba mi się widok rodziców szczególnie w górach z takimi brzdącami opatulonymi jednym kawałkiem materiału 🙂 Czy długo wybierałaś swoją pierwszą chustę?
Też mi się to podobało jeszcze przed dzieciakami, a teraz przede wszystkim doceniam za praktyczność i wygodę 🙂
Wózek tez się przydaje czasem;)
:)tez bardzo lubię
hehe, nie jest łatwo się zdecydować;) (ja tak podglądałam zazdrośnie Ruby Soho i Miss Ferreirę i w końcu się zaraziłam;)
No tak, mniej tego wiązania;) My już mamy tą chustę, sprawdza się, więc nie będziemy mnożyć bytów
Tak, sporo jest chustujących rodziców, bo to super sprawa!
W górach nam się świetnie sprawdzała chusta – do pewnego momentu, potem przerzuciliśmy się na nosidło turystyczne.
Chustę wybraliśmy stosunkowo szybko, zdecydowaliśmy się na sprawdzoną markę (natibaby) i prosty model ze splotem skośno – krzyżowym, bawełnianą bez domieszek, w uniwersalnym kolorze;)
Te chusty są takie ładne i tak ładnie się wygląda w nich z dzieckiem:D Jeszcze nie mam na to energii i czasu, ale muszę wkręcić się w temat, żeby też się przygotować do chustonoszenia i znaleźć chustę dla siebie(nas). Dobrze jest przeczytać, że takie chustowe spacery są tak przyjemne i relaksujące dla obydwu stron:)