Zdecydowanie, sierpień jest niezwykle klimatycznym miesiącem. To lato dojrzałe zbożem, inne już lato, lekko spłowiałe, dobrze już opalone, z piegami i rozjaśnionymi od słońca włosami. Pachnące papierówkami.
W tym roku także upalne. (swoją drogą, przywieźliśmy ten upał chyba z Lyonu) Jak to dobrze, że w najgorętszy czas śniadanie można było zjeść na przyjemnie rześkim jeszcze tarasie. Że z kawę piliśmy pod orzechem, idąc tam na bosaka, bo już nie zaroszonej, ale jeszcze chłodnej trawie. Że schładzaliśmy się w basenie.
A do tego owoce prosto z krzaka. Dzieciaki najszczęśliwsze, na golasa, z łapkami w soku jeżynowym. I wieczory. A wieczorami, gwiazdy spadające.
I Lublin nasz kochany. Jak miło jest przejść się po starym mieście, obserwować zmiany i wracać do ulubionych ścieżek i miejsc.
Niedziela, Dominikanie, spacer, kawa w Trybunalskiej
Błogo, pięknie, prawie idealnie. Prawie, bo ciągle na kartonach i walizkach, szukamy miejsca, żeby jednak u siebie.














0 comments
Ach, jak dobrze że już jesteście. Trzymam kciuki za to "u siebie" 🙂
Pełne uroku chwile 🙂 Sielsko anielsko nawet w mieście 🙂 pewnie już niedługo będziecie na swoim, kciukasy wielkie. Pozdrawiam
Emanuje z tych zdjęć taki spokój i radość 🙂
Pozdrawiam,
VANILLAMADNESS.com
Dzięki, dzięki!
Bo to sielskie, niedzielne chwile były:) Dzięki za kciuki
Czy tam, czy tu, jesteś wyjątkowa!!!
Sierpień to mój miesiąc. Uwielbiam ten czas, kiedy lato pachnie już jesienią :).