Udało nam się wreszcie wypróbować w plenerze drugie nosidło. Teraz już oba cesarzątka podróżują wygodnie na plecach rodziców – mułów, w towarzystwie koniecznego ekwipunku wycieczkowego.
A podróżują w okolicznościach jakże przemiłych. Słońce grzeje już jak w lecie, pejzaże zielenieją, ptaki organizują zacną ścieżkę dźwiękową, i pachnie zupełnie zniewalająco ten świat wiosenny.
Na górze piknik z widokiem, tartą z cukinią, kozim serem i łososiem, winem i poczuciem totalnej błogości.
Do tego w okolicy jest XIV-wieczny zamek obronny. Wraz z przyłączeniem tej okolicy do Francji stracił swoje znaczenie strategiczne, dzięki czemu zachował się w bardzo dobrej formie.
A na koniec, szczyptę surrealizmu zapewnił nam cydr w górskiej knajpce o morsko-bretońskim klimacie.




















10 komentarzy
Ależ Wam cudnie tam! A maleńka jaka podobna do brata! Pozazdrościć takich wycieczek!
Uwielbiam Wasze wędrówki. Wszystko jest takie naturalne…zdjęcia, Wy, wasze wycieczki, które powodują, że wskoczyłabym w wygodne buciorki z dzikim okrzykiem "idziemy w góry i to zaraz!"
Dzięki:)
Towarzyszyć Wam w tych wycieczkach na blogu to dla mnie zaszczyt 🙂 cesarzątka przeszczesliwe i cudne 🙂 pozdrawiam
Marzą mi się takie górskie klimaty…
Po prostu cudownie!
no, to "w drogę, to są czarodziejskie słowa" 🙂
ojej, dziękuję:)
Wspaniale :D!!!
Jeszcze miesiąc i też ruszamy w góry 😀
jesteście niezmordowani. Szacun za te nosidła, naprawdę rodzice – muły 🙂
Piękne zdjęcia
Lata praktyki:D Kiedyś na plecach nosiliśmy namiot i śpiwory, teraz dzieci i ich graty;)