213
I oto jesteśmy. Po trwającej całą wieczność podróży, jesteśmy. Wywłóczyliśmy znowu to biedne dziecko gdzieś w świat i mościmy się w kraju biurokracji, pikników i wina. Oswajamy francuską specyfikę (np zakładanie konta bankowego przez dwie godziny), zachwycamy się jedzeniem, komunikacją miejską i miastem jako takim (Lyon). Spędzimy tu trochę czasu, żeby zdążyć się przyzwyczaić, najeść i nazachwycać…
Jak to mówią, jedyną stałą w życiu jest zmiana. I dobrze.









0 comments
Francja na dłużej? Ale super!
mmmm, te naleśniki! Uwielbiam Twoje zdjęcia, więc niecierpliwie czekam na kolejne "francuskie" posty. Powodzenia w nowym miejscu!
super! trzymajcie się radośnie!
na prawdę wiosennie już tam!
Uwielbiam tego bloga ! Jest magiczny i czekam na kolejny magiczny post 😉 Początkujący bloger czyli ja,zaprasza do siebie 😉 http://blighia-sapida.blogspot.com/
Ale macie fajnie …!!! ja tez bym mogla zostac w takim miejscu na duzo dluzej i to z wielka przyjemnoscia … 🙂
Pozdrawiam Was cieplo i zycze wszystkiego dobrego. M