Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

dzieciństwo unplugged

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczyrowerrower z dzieckiemwiosna

Lasy Janowskie rowerami

by Paulina 17 czerwca, 2025

Uwielbiam to, że w zasięgu godzinki mamy takie cuda.

Gdy, zwłaszcza teraz, po zimie, splotą się szczęśliwie wolny weekend i ładna pogoda, ruszamy. Ładujemy  na dach i hak samochodu pięć rowerów (ale już bez przyczepki!). Pakujemy koce piknikowe i hamaki. I obowiązkowo piknikowe przekąski, w końcu mieszkało się trochę w Shire, we Francji.

czytaj dalej
17 czerwca, 2025 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczyrozmyślaniaslow lifestyleuważność

zdjęcia

by Paulina 24 października, 2024

 Skończyłam ostatnio wklejać zdjęcia do albumu z 2022 roku. Taką mam w temacie lekką obsuwę, ale robię to regularnie. Wybieram zdjęcia do wywołania z dysku, przesyłam je do wywołania w Empiku, kupuję album. Potem następuje mozolna segregacja chronologiczna i wklejanie. Lubię to robić, to zawsze taki spokojny czas w salonie z muzyką albo audiobookiem, czasem asystują dzieciaki, wspominamy razem.

Gdy zakończyłam, przejrzeliśmy sobie album już we dwójkę, powspominaliśmy, to zawsze jest miłe. I najpierw pomyślałam, jeju, ile to półek jeszcze na te albumy zapełnimy, z niejakim lękiem, bo regały książkowe za dużo wolnego miejsca nie mają, i tak regularnie przeprowadzam selekcję, które książki chcę zachować, a które puszczam w świat.

Za chwilę się pocieszyłam, że, ee, pewnie jak dzieciaki dorosną, to tych zdjęć tyle nie będzie.

A potem przyszła refleksja. Refleksja pod tytułem, że właśnie w najlepsze trwają w naszym życiu lata, z których robi się albumy ze zdjęciami. To teraz jest czas, który chcemy zapamiętać, wspominać. Teraz tworzymy to, jakie będą te wspomnienia. A to oznacza, że teraz jest ten czas, który dobrze byłoby przeżyć na maksa uważnie, żeby te zdjęcia w albumach były tylko taką iskierką, impulsem do uruchomienia wspomnień prawdziwego przeżywania tych chwil.

Nasze mózgi są wygodne, wszyscy wiemy, jak pomocne jest robienie notatek, czy zdjęć, po to, żeby nie musieć pamiętać, zwolnić trochę „mózgowego ramu”. A mnie  chodzi teraz o coś odwrotnego. 

Chodzi o to, by wszystko, co fotografujemy, stało się dla nas pełnowartościowym, świadomym przeżyciem, i żeby poczuć je wszystkimi zmysłami, na maksa. 

Żeby zdjęcie nie było takim zapisem na później, na zasadzie – dobra zrobię zdjęcie i potem to dokładnie obejrzę. Albo nagram koncert, zamiast go autentycznie przeżyć.

Żebyśmy naprawdę zobaczyli te widoki, które uwieczniamy. Żebyśmy czuli wiatr plączący włosy na połoninach. Żebyśmy smakowali te potrawy ze zdjęć, wsłuchiwali się w te koncerty, czuli ciepły piasek pod stopami i zimne krople deszczu przed tym jak schowamy się w miłej kawiarni. Żebyśmy więcej słuchali naszych dzieci, a mniej robili im zdjęć. I jeszcze, żebyśmy nie upiększali, nie pozowali, nie reżyserowali. Bo to życie jest nasze, i jest piękne, nawet gdy wokół nie jest super estetycznie.

Być w tej chwili, nie przenosić przeżyć na dysk zewnętrzny naszych aparatów czy telefonów.

Niech wspomnienia, niech życie – autentycznie przeżywane wdrukują się w nas, a zdjęcia niech będą dodatkiem, tym bodźcem przywołującym coś, co przeżyliśmy w pełni.

Pojechaliśmy ostatnio do Janowca, do którego jeździliśmy częściej, gdy
dzieci były mniejsze. Był jeden z tych idealnych, październikowych dni.
Cudownie złote drzewa rozświetlone jesiennym słońcem. Herbata w
termosie, pieczone rano cynamonki. Liście chrupiące pod stopami.
Charakterystyczny dla tych okolic spokój. Dzieciaki, które tak już
urosły, a wciąż jeszcze chcą jeździć z nami na wycieczki. Ten czas,
trochę jak wciśnięcie pauzy w intensywnym treningu, żeby wyrównać
oddech. Ten czas trochę poza codziennością, który pozwala nabrać do tej
codzienności trochę dystansu i dzięki temu ją docenić.

 
 

Czas biegnie, najlepiej widać to na takich zestawieniach zdjęć

24 października, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bieszczady z dziećmi. „Lubię wracać tam gdzie byłem już”

by Paulina 23 lipca, 2023

 Nie byliśmy w letnich Bieszczadach od paru lat. Od paru lat wybieraliśmy raczej inne pory roku na nasze najulubieńsze góry. Wróciliśmy ostatnio, na chwilę. Rozłożyliśmy namiot i poczułam się, jakbym do domu wróciła.

Są takie miejsca, które zakotwiczają a jednocześnie dają poczucie wolności, gdzie wyrastają nam korzenie i skrzydła, gdzie nic nie muszę a wszystko mogę. Bieszczady są dla mnie takim miejscem właśnie.

Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd… Majster Bieda

 

Tradycyjne zdjęcie na głazie przy wejściu na przełęcz Orłowicza. Nie wiem, które to już takie?

Wiecie, od jakiegoś czasu mam tak, że czuję się w życiu trochę jakby
mi ktoś przyspieszył prędkość odtwarzania, jak pod koniec reklam wyrobów
medycznych. Za szybka jest dla mnie ta wesoła karuzela. A w górach
życie mi zwalnia, nie zatrzymuje się totalnie, tylko dostosowuje się do
tempa górskiej wędrówki. I to jest bardzo ważne dla mnie, żeby po życiu
wędrować, a nie biec. Czasem pod górę, z wysiłkiem, czasem łapiąc lekką
zadychę, ale zawsze rozglądając się na boki, zawsze uważając na drogę
pod nogami, zawsze zauważając kolor liści, słysząc śpiew ptaków, czując
zapach lasu. Zatrzymując się na trochę, by podziwiać widoki. Rozmawiając
– naprawdę rozmawiając, a nie wymieniając informacje z najbliższymi.

O tym sobie zawsze przypominam w górach. Że chcę, żeby życie bardziej przypominało górską wędrówkę niż pęd po autostradzie.

I zabieram to ze sobą do domu, do codzienności to biorę.

„bo nogi córciu podnosi się brzuchem”. Lekcje baletu (u lekko zmurszałej matki) w wydaniu górskim

Plecakowo

Dzień chillu. Przypominam sobie, jak się robi indiańskie warkoczyki do włosów

23 lipca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiaktywna mamadzieciństwo unpluggeddzieckojak odpoczywaćlaslubelszczyznapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiemrowerki biegowe

Wycieczki z dziećmi, strona praktyczna

by Paulina 13 czerwca, 2023

wycieczki rowerowe

 

Wycieczki rowerowe, jak można tu często zobaczyć to jedna z naszych ulubionych aktywności na wolny dzień

Czytam i słucham czasem komentarze i pytania, od kiedy zacząć zabierać dzieci na wycieczki, jak zorganizować wycieczkę z dzieciakiem, albo, że „byłoby fajnie tak pojechać z maluchami w naturę, ale w sumie nie wiem, od czego zacząć.”

My uprościliśmy sprawę o tyle, że nie robiliśmy przerw, więc nie trzeba się było wdrażać specjalnie w wycieczki z dziećmi, robić tego wielkiego wdechu przed skokiem na głęboką wodę, pod tytułem, czy już jesteśmy wszyscy gotowi, czy dzieci wystarczająco duże.

W ciążach nie szarżowałam, ale czułam się na tyle dobrze, że spacery pod miastem były dla mnie idealną formą spędzania czasu, zdarzało nam się nawet wyskoczyć w góry.

Potem, każdy niemowlak lądował w chuście na wycieczkach pieszych, lub w przyczepce rowerowej, gdy decydowaliśmy się na rowery. Swoją drogą, jakiś czas temu napisałam już pieśń pochwalną na temat przyczepki rowerowej, i do tej pory zdania nie zmieniłam – to wysokie podium na liście zakupów około-dziecięcych. A dzięki temu, że nasza przyczepka była dwuosobowa, pakowaliśmy do niej zarówno aktualnego toddlera jak i niemowlaka (dzięki podczepianemu hamaczkowi). Dzięki przyczepce ( i jej dodatkowej przestrzeni załadunkowej) zupełnie nie odczuliśmy, że dzieci nam cokolwiek utrudniają, czy uniemożliwiają realizowanie pasji. 

przyczepka rowerowa

wycieczka rowerowa z dziecmi

Dwulatek i więcej – rowerek biegowy

Wraz z drugimi urodzinami wszystkie nasze dzieci dostawały rowerki biegowe. W naszym przypadku biegówki były strzałami w dziesiątkę, także na codzienne spacery, gdy dystans był za długi na krótkie nóżki metrowego człowieczka. Na dłuższe wycieczki sprawdzał się system „trochę sobie jadą na polnych drogach, a gdy się zmęczą lub na ulicach wchodzą do przyczepki, a rowerki podczepiamy”.

Gdy przesiadali się na rowery z pedałami, dostosowywaliśmy trasy do ich możliwości, a dla Pirata zakupiliśmy wspaniałą rzecz, hol do roweru, nazywa się „Follow me”. Jest to świetnie wykonany gadżet, który stabilnie podtrzymuje rower dzieciaka – nie ma efektu przechyłu na bok, który często można obserwować w prostych „pałąkach”. Rowerek do holu podczepia się łatwo i szybko, więc podczas jednej wycieczki zdarza się Pirata podczepiać i puszczać wolno kilkakrotnie. Hol jest wspaniałą sprawą, przydaje się na piaszczystych nawierzchniach, pod duże góry i generalnie zawsze gdy niespełna sześciolatek nie daje jeszcze rady. Fajne też jest to, że dziecko na rowerze podczepionym na takim holu do dorosłego ciągle pedałuje, i wnosi swój wkład w taki tandem:)

rowerek biegowy

Wybór trasy

Przy postach o naszych wycieczkach rowerowych często pada pytanie o konkretne trasy. Nie zawsze jestem w stanie powiedzieć dokładnie jak wędrujemy, czy jedziemy rowerami, jako, że jedną z głównych zasad naszych wycieczek jest nie wracamy tą samą drogą, robimy kółko, co często (przeważnie) wiąże się z zejściem ze szlaku i przedzieraniem przez chaszcze i błota, nie mam śmiałości proponować takich przygód czytelnikom;)

„to co, nie wracamy tą samą drogą?”

Korzystamy z tradycyjnych map papierowych – na nich często zaznaczone są ciekawe szlaki i miejsca do zobaczenia, różnice w wysokości itd, poza tym dają jakiś taki ogólny obraz. Świetne są też dedykowane aplikacje z mapami – używamy głównie mapy.cz lub locus map (to aplikacje, w locus map można wykupić abonament, i korzystać z map również offline) . Ich przewagą jest aktualność i interaktywność – dobrze widać na nich rodzaj dróg, ilość kilometrów do przebycia, co ma znaczenie przy zmianach planów w trakcie wycieczki.

Bardzo polecam Wam ten system łączenia map papierowych z mapowymi aplikacjami, pozwala odkryć świetne miejsca, dostosować trasę pod swoje oczekiwania i wycieczkować bez tłumów.

Bywa luksusowo;)

Przekąski wycieczkowe

Jesteśmy łasuchami, nie będę ukrywać. Wycieczki zawsze wiążą się z piknikami. Przyzwyczailiśmy się do tego wszyscy, dzieciaki potrafią zapytać o piknik po 10 minutach krótkiego leśnego spaceru poobiedniego. Popełniłam jakiś czas temu dwa wpisy na ten temat, bardzo zapraszam zobaczyć nasze piknikowe przekąski 1, piknikowe przekąski 2

Zawsze mamy też ze sobą drobiażdżki typu suszone owoce, kabanoski i żelki mocy ( nasze żelki mają specjalne moce w zależności od koloru, np czerwone dodają siły, a żółte poprawiają humor;) ). Jedzenie na wycieczkach jest dla nas ważne i przyczynia się w niemałym stopniu do naszego do wycieczek uwielbienia. Po wysiłku, na świeżym powietrzu, wśród ptasich śpiewów i wśród zieleni, jedzenie smakuje zupełnie wyjątkowo.

Dodatkowe atrakcje i gadżety

Nasze podejście jest takie, że raczej ich unikamy. Zależy nam na tym, żeby pokazać dzieciom, że świat sam w sobie jest atrakcyjny. Nie popadamy przy tym w przesadę, i lubimy zahaczyć na wycieczkach o jakieś ciekawe budowle lub ruinki, ładny widok, jakaś woda; wyznaczanie sobie celu, do którego jedziemy czy idziemy jest fajne i motywujące.Ale generalnie stawiamy na „tu i teraz”, gdzie atrakcją może się okazać piękna łąka z trzmielami, wielkie mrowisko, albo ptasie gniazdo.

Często jeżdżą z nami różne figurki playmobil, to fajna zabawa dla dzieci wśród traw, Wilczek czasem targa ze sobą książki.

Z rzeczy, które zawsze mamy ze sobą:

– apteczka – przede wszystkim mamy w niej octanisetp i plasterki oraz opatrunek w sprayu, pęsetka i kleszczołapki do wyciągania kleszczy, fenistil, żel aloesowy, coś od komarów (zawierające ikarydynę), krem z wysokim filtrem, bandaż elastyczny

– koc piknikowy

– hamak turystyczny, lekki i wytrzymały, nasz jest z firmy La Siesta i sprawdza się świetnie 

– rowerowy zestaw naprawczy (klucze, pompka, dętki)

– woda termalna w sprayu – przydaje się do schłodzenia, do przemycia ranek czy spryskania otarć

– kompas – aplikacje aplikacjami, ale technologia bywa zawodna

I jeszcze  jedna ważna kwestia

 Bardzo proszę, jeśli idziemy korzystać z uroków natury, to bądźmy też dla tej natury w porządku, zostawiajmy świat takim, jakim chcielibyśmy go zastać.  Na wycieczkach trochę jest tak, jakbyśmy szli w gości, szanujmy miejsce i jego mieszkańców, wszystkich (tych wielonożnych i nie za ślicznych też). Zabierajmy nasze śmieci za sobą (jak się trafią cudze, to też), unikajmy krzyków i głośnej muzyki, nie płoszmy zwierząt, nie niszczmy mrowisk, czy gniazd, samochód można zostawić na parkingu, w oddaleniu od miejsca piknikowego… itd

Aż mi głupio pisać tutaj o takich oczywistościach, wierzę, że to dla moich czytelników zupełnie niepotrzebny akapit, i mam nadzieję, że się nie obrazicie za niego, ale biorąc pod uwagę to, co się dzieje w naszych lasach, myślę, że lepiej powiedzieć o tym za dużo niż za mało:)

Nasze ogólne podejście wycieczkowe

jeśli zaglądacie tu regularnie, chyba znacie. Nic nikomu nie udowadniamy, z nikim się nie ścigamy. Nie startujemy w konkursie pt najbardziej szalone wycieczki rodzinne, ani kto więcej przejedzie na rowerze z dziećmi.

Wycieczki z dziećmi to coś co nam wszystkim daje radochę, integruje nas wszystkich, pisałam już o tym zresztą nie raz i zdania nie zmieniłam:D

A jednodniowe wypady rowerowe i piesze to esencja weekendu – nic mnie nie relaksuje przed i po pracy jak taka wycieczka, nic tak nie ładuje baterii z radością życia.

Przy czym, mam jeszcze jedną refleksję na temat spędzania czasu z dziećmi, nie bardzo odkrywczą zapewne. Najistotniejsze wydaje mi się znaleźć tę wspólną zajawkę. W naszym przypadku, są to mniejsze i większe wypady w naturę. W Waszym to może być wspólne zwiedzanie zamków, wspólne jeżdżenie na nartach, wspólne nurkowanie, układanie puzzli czy scrabble, jeżdżenie na konwenty fantastyki, albo pieczenie ciast razem. Jeśli lubimy coś robić, róbmy to, nawet jeśli nie jest to typowo rodzinna rzecz, a towarzyszące nam dzieciaki z dużym prawdopodobieństwem staną się dzieciakami partnerującymi, a to daje naprawdę fajny podmuch w żagle.

Wycieczkujecie z dzieciakami? Czy dopiero myślicie o tym, żeby zacząć? (może macie jeszcze jakieś pytania?) A może to kompletnie nie Wasza bajka, i kręci Was coś innego? (ciekawa jestem, co:) )

13 czerwca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

Polesie z dziećmi, czyli tradycyjna wycieczka inaugurująca sezon

by Paulina 26 marca, 2023

 

wycieczka do poleskiego  parku narodowego 
 
To już nasza wycieczkowa tradycja się zrobiła. Kolejny rok na pierwszą wycieczkę w sezonie wyruszamy do Poleskiego Parku Narodowego. Wyruszamy w szarość i burość podbitą cudownym, coraz mocniejszym słońcem. Wyruszamy w błoto, w zeszłoroczne liście, w suche badyle. I to marcowe Polesie, z tą szarością, burością i badylami i błotem, jest takim uosobieniem wszystkiego, co najwspanialsze w nadchodzącym sezonie. Słońce, rowery, ptaki, tropy zwierząt, piknik. I powietrze jakieś inne, natlenione, odżywcze, świeże.
Pojeździliśmy, łowiliśmy słońce, wwąchiwaliśmy się w tę świeżość przedwiosenną. Zrobiliśmy miły piknik nad wodą. A woda migotała, odbijała promienie słońca i niebieskie niebo. Listki rosły, bociany i żurawie wracały do swoich gniazd, bobry ścinały młode drzewka. Odbywało się całe to cudowne, wiosenne zamieszanie, które daje taki spokój.
Przeczołgała mnie ta zima. Ale warto było ją przeżyć dla tego końca marca, gdy wszystko przed nami, małe weekendowe wypady, kilkugodzinne wakacje, zastrzyki z naturą. Leczy mi ta perspektywa wszystkie kryzysy.
 

niby suche badyle, ale w tym świetle zyskują inny wymiar

polesie rowerami z dziecmi

wrzucanie do wody kamyczków i patyków, ciągle w czołówce ulubionych zabaw

człowiek fotowoltaiczny

26 marca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlasmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Góry Słonne i Turnicki Park Narodowy

by Paulina 6 listopada, 2022

góry słonne, gory slonne, turnicki park narodowy, góry z dziećmi

 

Kiedyś rzucało się wszystko i wyjeżdżało w Bieszczady, choć na chwilę, po spokój, po oddech, po koniec świata. Jednak, odkąd robi to pół Polski, główna idea nieco się zdezaktualizowała, dlatego odludnego i dzikiego końca świata trzeba szukać gdzie indziej.

Tak trafiliśmy w Góry Słonne, do Turnickiego Parku Narodowego

Rzuć wszystko i wyjedź w… Góry Słonne?

I to jest moi drodzy ten moment, kiedy cieszę się z małych zasięgów mojego blożka, bo gdybym była dużą influenserką, miałabym duże wątpliwości przed opisaniem tu tego wyjazdu i promowaniu miejsca, którego urok w dużej mierze polega na byciu odludziem. A tak, wątpliwości są znacznie mniejsze;)

Góry Słonne to w zasadzie przedgórze Bieszczad, oficjalnie należą do pasma Sanocko-Turczańskiego, położone są na północ od Soliny, i są takim miksem Bieszczad i Beskidu Niskiego. Jest pięknie, malowniczo, i pusto.

Nie mieliśmy dużo czasu, chodziło o ten oddech od codzienności, o szybkie zachłyśnięcie się dzikością, naturą, widokami i wędrówką, kolory jesienne na zboczach, o płonące na złoto liście buków, o szelest liści dębowych, o sfruwające powoli liście brzóz i grabów. O błyszczące pajęczyny i unikatowe, miękkie, jesienne światło.

Wszystko to w górach Słonnych odnaleźliśmy. Odnaleźliśmy tez specjalną ciszę górsko leśną, ciszę do usłyszenia, gdy przystanie się na chwilę i ustanie cudowny skądinąd, donośny szelest liści. Gdy się przystanie, i jeszcze gdy się zamknie oczy to już w ogóle słychać tylko to powietrze jesienne, przetykane szmerem spadających suchych liści.

Zatrzymaliśmy się u przemiłej Moniki, w domku La Luna di Ropienka. Domek taki właśnie z końca świata, stary, klimatyczny i drewniany, bardzo ładnie urządzony, położony w zasięgu miłych górskich spacerów. A sama Monika, dusza człowiek, karmiła nas iście królewskimi śniadaniami, polecała ciekawe miejsca, opowiadała.

Zobaczcie.

góry słonne

dzieci w górach, trekking z dziećmi, góry słonne z dziećmi, turnicki park narodowy

Szybowisko na Bezmiechowej, fascynujący spetkakl

nasza wersja sali zabaw z kulkami

rzeźby w umarłych drzewach w lesie przy Bezmiechowej

nasza baza, La Luna di Ropienka

i zabawa z gliną tez była

wspinaczka na Kamieniu Leskim

góry słonne, trekking z dziećmi

A o co chodzi z Turnickim Parkiem Narodowym?

Góry Słonne leżą na terenie najdłużej powstającego parku narodowego w Polsce. Według naukowców, najwięcej fragmentów reliktowej puszczy karpackiej w Polsce, znajduje się właśnie tam. 

Za WWF : „To właśnie tu, w sercu Karpat rośnie prawie 6,5 tys. drzew o wymiarach pomnikowych – wiekowych jodeł, buków i jaworów, osiągających wiek nawet 300 lat. O tym, jak jest to cenne przyrodniczo miejsce świadczy ogromna liczba żyjących tu gatunków roślin, zwierząt i grzybów. To wyjątkowa w Polsce ostoja drapieżników takich jak niedźwiedź, wilk, ryś i żbik. Niezwykłym bogactwem projektowanego Turnickiego Parku Narodowego są również ptaki, wśród nich orzeł przedni, orlik krzykliwy, puszczyk uralski, sóweczka, bocian czarny oraz podobnie jak w Puszczy Białowieskiej, wszystkie występujące w Polsce gatunki dzięciołów.  

Tymczasem łącznie w latach 2017-2026 na obszarze projektowanego parku narodowego przewiduje się pozyskanie aż 1,2 mln m3 drewna. To równowartość 15 000 dużych tirów załadowanych po brzegi.”

Piętnaście TYSIĘCY TIRÓW.

Turnicki Park Narodowy nie powstaje, chociaż pierwsze postulaty na ten temat zgłoszono w 1982roku. Zamiast tego  wycina się drzewa spełniające kryteria drzew pomnikowych, niszczy się niezwykle ważne dla ekosystemu strefy przypotokowe i bezlitośnie rżnie całą puszczę.

I to jest ten moment, kiedy żałuję moich małych zasięgów… W każdym razie, polecam Wam zajrzeć na stronę turnickiego parku i może w miarę różnych możliwości spróbować wesprzeć ich działania.

Ochrona drzew jest w interesie nas wszystkich. Bo wiecie, drzewa bez nas poradzą sobie znakomicie, my bez drzew zupełnie nie.

6 listopada, 2022 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakcodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestyle

lekki był i cygański taniec sierpnia

by Paulina 4 września, 2022

Ach sierpniu, sierpniu.

Ależ mi ten miesiąc wzrusza serce. 

Sierpień smakuje i pachnie jabłkami, niewielkimi, o białym miąższu i cudownej różowawo słomkowej skórce. I cukinią, papryką (najchętniej pieczoną w piecu chlebowym na wsi u moich rodziców), kurkami z czosnkiem i rozmarynem. Malinami, najlepiej prosto z krzaka. I pomidorami, tak bardzo pomidorami.

Sierpień to rój Perseidów, rżysko po zbożu (słyszycie jak to brzmi?), leżenie na trawie i patrzenie w chmury. Ciepłe wieczory. I ta delikatna nostalgia malująca się czerwieniejącymi jarzębinami i żółtością nawłoci.

To zmysłowość nasycona i spokojna, dojrzała.

To był dobry miesiąc, sielankowością mocno nawiązujący do Bullerbyn. Pojechaliśmy na Kaszuby (śladami Pucia) spędzić parę dni w piaszczystym lesie nad jeziorem, leniwie chlupiąc się w wodzie i jeżdżąc na rowerach. Poszwendaliśmy się też po Lubelszczyźnie, Roztocze i okolice kazimierskie nie zawodzą.

W sierpniu nigdzie się nie spieszyliśmy, a czas sunął powoli jak te obłoki na niebie, przesypywał się między palcami jak piasek na plaży, płynął jak świetliste falki na jeziorze. Czas często tak robi, że dopasowuje się do naszego tempa.

Serce mam tkliwe jak mocno wycałowane usta

medytacja uważności w dziecięcym wydaniu, czyli chlapanie wody i wgapianie się w opadające kropelki w świetle zachodzącego słońca.

4 września, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemWłochy

Dolomity z dziećmi

by Paulina 29 sierpnia, 2022

Dolomity z dziećmi, trentino, włochy z dziećmi, wakacje w dolomitach

Wyjazd w Dolomity z dziećmi planowaliśmy od dawna. Uwodziła nas
unikatowość tych gór, ich charakterystyczne, strzeliste kształty, koloryt. Jak
wiadomo, plany musieliśmy modyfikować, ale w tym roku spełniliśmy nasze
marzenie.

Wspominałam już na Instagramie, będąc zupełnie na świeżo, że
bałam się tego zbyt napompowanego balonika. Że wszystko co najpiękniejsze już
widzieliśmy na zdjęciach. Na miejscu okazało się jak bardzo od czapy były te
obawy. Dolomity w pełni zasługują na miano najbardziej malowniczych gór świata.
Jest wszystko, piękne, przestrzenne doliny z migotliwymi strumyczkami, leśne
trawersy, zielone, trawiaste zbocza i strzeliste spektakularne szczyty. Te szczyty,
uformowane z jasnego wapienia zmieniają się z każdą chwilą, z każdą zmianą
światła, można było gapić się na nie jak na jakiś ekran.

 

Organizacja wyjazdu w Dolomity z dziećmi

Ogólne wrażenia więc były wspaniałe. Do tego drobiażdżki,
które tak często mają decydujący głos o ogólnych wrażeniach. Konkretniej, trzy
drobiażdżki, już nie takie małe w sumie, bo dziesięcio-, ośmio- i niemal pięcioletnie.

O ogólne kwestie biwaku z dziećmi nie martwiliśmy się wcale,
jak wiecie, mamy ten temat przećwiczony dość mocno (dużo biwakowania na blogu już było).
Mieliśmy natomiast trochę obaw związanych z Piratem, jak wspomniałam niespełna
pięcioletnim, i jego trekkingiem. Pirat miał za sobą trochę doświadczeń górskich,
w dużej mierze z królewskiej perspektywy nosidła, ale trochę po szlakach
podreptał na własnych nóżkach. Mieliśmy jednak świadomość, że Dolomity to nie
Bieszczady, dlatego, mimo słusznych 16kg, wzięliśmy awaryjnie nosidło. Ku
niezadowoleniu kolan Krychy, przydało się.

Szlaki z dziećmi w Dolomitach

Co zachwyca na pierwszy rzut oka, to rozległość tych gór, i
idealne połączenie kameralności, stosunkowo niewielkich odległości i
przestrzeni, które dawały oddech. Szlaków jest mnóstwo, więc bywały dni, kiedy
przez cały czas trekkingu, na trasie spotykaliśmy 2-3 osoby. Większość czasu
spędziliśmy w mniej popularnej, wschodniej części tych gór, ale w najmniejszym
stopniu nie odczuliśmy tego w widokach ani infrastrukturze. Szlaków jest bardzo dużo
i są dobrze oznaczone, a na naszych docelowych wysokościach (około 2 tys npm) są
schroniska, które jak wiadomo są cudowną motywacją zwłaszcza dla nieletnich.

Naszą bazą był kameralny camping w dolince, przy miejscowości Cimolais.
Wynaleźliśmy go jeszcze przed wyjazdem, znając nasze campingowe priorytety,
czyli spokój, cisza i malownicze położenie, zdecydowanie dla nas ważniejsze niż
wygody, luksusy i dodatkowe rozrywki.

W drugim tygodniu naszych wakacji przenieśliśmy się bardziej
na zachód, w okolice Bolzano. To zdecydowanie bardziej turystyczna wersja
Dolomitów. Doliny, takie jak Val di Fassa, Val di Fiemme czy Cortina d’Ampezzo
to bardzo popularne ośrodki narciarskie i siłą rzeczy przyciągają turystów
także w lecie. Co skutkuje większymi cenami i większym zagęszczeniem ludzi, ale
też takimi atrakcjami jak kolejki górskie (niezapomniane doświadczenie!).

Dolomity. Co poza górami

Ale nie samymi górami człowiek żyje. Zresztą, pojechaliśmy z
dzieciakami, które co prawda w górach odnajdują się bardzo dobrze, ale, jak to
dzieci, chcą się też popluskać, zjeść lody i wrzucać kamyczki do rzeki.

Dni restowe były więc wypełnione zimnymi, krystalicznymi
strumykami, spacerami przy pięknych szmaragdowych jeziorach, klimatycznymi miasteczkami.
Wybraliśmy się też do Bolzano, miasta, które samo w sobie jest bardzo ładną
fuzją austriacko włoskiej architektury, ale nas przyciągnęło przede wszystkim Muzeum
Archeologiczne Południowego Tyrolu, czyli dom Człowieka z Lodu, Otziego. To
miejsce przenoszące w czasie, pokazujące wyposażenie, strój i samego człowieka
(doskonale zachowane ciało zostało znalezione w rozmarzającym lodowcu w górach)
żyjącego 5 tys lat temu. Arcyciekawa wystawa, także dla dzieciaków.

Trochę tęsknotą patrzyliśmy na wyższe partie i via ferrata,
które, ze względu na młodsze dzieci odpuściliśmy. Przez chwilę rozważaliśmy też
Wenecję, i też daliśmy sobie spokój, bo upał i jedno z najbardziej
turystycznych miast świata z trójką dzieci to raczej nie jest przepis na
sukces.

O tym zresztą, że wakacje to w dużej mierze odpuszczanie, wiemy
nie od dziś. Wakacje to wakacje. Wiadomo, że czasem bywa bardziej intensywnie, w
nowych, dalszych miejscach. Ale nie zajeżdżamy się. Wybieramy moczenie nóg w
strumieniu i oglądanie spektaklu świateł i cieni na górach naprzeciwko, nawet
jeśli odbywa się to kosztem jednej czy drugiej atrakcji turystycznej.

Zapraszam na dużo zdjęć

 

Dolomity z dziecmi

 

Miasteczka wśród gór
camping z dziećmi w dolomitach
nasza klimatyczna baza na pierwszym campingu

i w wersji wieczornej

dolomity z dziecmi
poprawiają kopczyki
a wśród gór takie łąki kwietne jak z bajki

Bolzano i Otzi. Tu odtworzona rzeźba z wosku, prawdziwą mumię można zobaczyć w specjalnym pomieszczeniu

a tu przepiękna katedra

jeden dzień w sukience

Strauben, tradycyjny deser z Tyrolu

joga z widokiem

taki plażing dolomicki. Kąpiele głównie w miłych, zimnych, czyściutkich strumyczkach

Pirat w górach. Bywało różnie, jednego dnia miał dosyć po 300 metrach w płaskim, przyjemnym lesie, innego zasuwał pod górę w słońcu, bez oglądania się na nikogo.

Tego dnia trasa była bardzo wymagająca, ale to jezioro, jakby pomalowane, było godną nagrodą:)

Drużyna

 

29 sierpnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Zimowe Bieszczady, trochę inne niż planowaliśmy

by Paulina 25 stycznia, 2022

Bardzo czekałam na ten wyjazd. Udało nam się wykrzesać trochę więcej czasu niż standardowy przedłużony weekend i wiązałam z tym wyjazdem niemałe nadzieje odpoczynkowe. W planie były długie górskie zimowe wędrówki, skrzypienie śniegu, widoki, spokój, i jedyna w swoim rodzaju, górska, zimowa cisza. Wyobrażałam to sobie w grudniu dość mocno, więc wizja w głowie była bardzo konkretna;)

A tymczasem, cóż, było trochę inaczej. ZNOWU.

Bieszczady przywitały nas deszczem i bardzo marnymi resztkami śniegu tu i ówdzie. Nie odmówiliśmy sobie mimo wszystko niewielkiego górskiego spacerku w deszczu, (w końcu ja całkiem serio lubię deeeeszcz w Cisnej…), zacierając ręce na zbliżające się ochłodzenie i ośnieżenie naszych ukochanych gór. Ochłodzenie i śnieg nadeszły, a wraz z nimi nieciekawa brzuszkowa infekcja Pirata… Dlatego plany wycieczkowe musieliśmy zweryfikować dość mocno, bo dzieciak nie nadawał się na żadne wycieczki. Było trochę strachu o męczącego się malucha ale na szczęście infekcja byłą w miarę łagodna, no i szczęśliwie niezaraźliwa (bo też obawialiśmy się mieć na sumieniu całą nasza ekipę). Z jasnych stron zaistniałej sytuacji, przeczytałam rewelacyjną książkę (Anomalia autorstwa Hervé Le Tellier, z nagrodą Goncourt 2020. Porywająca, błyskotliwa i wciągająca, świetnie napisana, skłaniająca do przemyśleń) . 

A gdy Piratowi się polepszyło, weszły narty – wyciąg mieliśmy w zasięgu spacerku. Narty dotychczas nie dawały mi jakiejś niesamowitej frajdy, jeździłam nie na tyle dobrze, żeby się tą jazdą bawić. I nastąpił przełom, zdecydowałam się na dwie godzinki z instruktorem i dało mi to bardzo dużo, i jaram się tymi nartami bardzo i liczę na więcej jeszcze w tym roku.

Było więc inaczej, i nie mogę powiedzieć, że nie mam niedosytu, ale ogóle wrażenia jednak pozytywne. Góry robią dobrze, nawet w takich ograniczonych ilościach.

Co prawda to kolejna sytuacja, kiedy musieliśmy zmieniać plany i dostosowywać się do okoliczności, przez ostatnie dwa lata wszyscy mamy w takich sytuacjach sporą praktykę. Nie wiem tylko, czy ta praktyka jeszcze czyni mistrza, czy po prostu już okropnie męczy. Już chyba jednak męczy. Już bym chciała móc wykazywać się mniejszą elastycznością;)

A tymczasem trochę zdjęć z tego, co udało się tym razem (głównie mężowi) pochodzić.

25 stycznia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 6

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry