No dobra. Lekko nie jest…
Dzieciaki się zgrywają. Nie w sensie zgrywy (chociaż, kto wie?), tylko zgrania w czasie. Jak jest dobrze, to po całości – Młodsza Młodzież sobie śpi lub patrzy, a Starsza układa puzzle lub jeździ samochodzikami. A ja nawet mogę ogarnąć siebie lub dom, a nawet czasem siąść do komputera lub dyskretnie poczytać (Pratchett na zmianę z Tracy Hogg, na ambitniejsze lektury przyjdzie czas)
Ale gdy któreś wymaga uwagi, drugie natychmiast wymaga jej bardziej. A ja wyrwana z błogostanu decyduję w pędzie czy najpierw masować bolący brzuszek noworodka czy całować stłuczone kolano starszaka; czy wycierać ulane mleko, czy wylaną zupkę; czy wyciszać potrzebującą snu córkę, czy czytać książeczkę potrzebującemu bliskości zazdrosnemu synkowi…
Opanowuję jednoczesne przytulanie obydwojga, znoszenie ich z czwartego piętra, naprzemienne ubieranie przy wychodzeniu na spacer (żeby żadne się nie zgrzało – a potem okazuje się, że sobie zapomniałam zapiąć bluzki), doglądanie posiedzenia na nocniku i zmianę pieluchy (bo i w tym temacie jakaś symultaniczność…), czy równoczesne karmienie piersią i owsianką.
Ale rosną. Codziennie o jeden dzień starsze, mądrzejsze. W weekend stuknęły im trzy tygodnie i dwa lata. Coraz bliżej do osiemnastki…
Lekko nie jest, to szczęście rodzinne wagi ciężkiej.
Przy okazji… W ramach zabaw językowych (trochę dla synka, trochę dla siebie – by uniknąć umysłowego rozmamłania), postanowiłam wskrzesić mój drugi blog – Rymowalnię. Serdecznie zapraszam, zwłaszcza Mamy, będzie mi bardzo miło, gdy zajrzycie!


0 comments
Trzeba sobie jakoś radzić. 🙂 Ale jak już starszy dzieć idzie do przedszkola czy potem do szkoły jest trochę łatwiej, choć znowu dochodzą inne sprawy, pomoc w odrabianiu lekcji itd.
pozdrawiam 🙂
Łoo matko, a nas to czeka za tygodni kilka dosłownie 🙂 Ale są uroczy, oboje! I tylko my, kobiety, potrafimy symultanicznie robić te wszystkie czynności! 🙂
Urocze zdjęcie 🙂
przechodziłam to samo. Też 2 lata róznicy:) Najgorsze były wyjścia na spacer…
myslałam ze juz do konca zycia będe w tym kieracie 😉
A teraz jak patrze na swoich dwudzietoparolatków to wiem ze warto było! Piekna sprawa:)
Dacie radę, takie są w końcu "uroki" macierzyństwa
U nas też 2 lata różnicy, teraz w wieku 2,5 i 4,5 lat chłopaki nieźle czasem dają czadu
Pozdrawiamy
Podziwiam 🙂 Ale faktycznie zgrane są bardzo- przecież rodzeństwo 🙂 Radzisz sobie wspaniale i tak trzymaj, pozdrawiam cieplutko 🙂
myślę, że świetnie sobie radzisz 🙂 będę podglądać Twoją radosną twórczość 🙂
Malutka z uśmiechem wpatrzona w starszego brata 🙂
A ten czas haosu szybko minie, bo nie wiedzieć po co i dlaczego dzieci tak szybko rosną
piękne zdjęcie :)) Wiesz co, u nas też jest taka symultaniczność działań u dzieciaków, ostatnio wypracowałam metodę, by działać zanim nastąpi ogólnodomowy dramat. Przykładowo – synek radośnie układa puzzle, a Kropka odpoczywa grzecznie w łóżeczku? Pewnie już jest głodna, tylko jeszcze o tym nie wie – więc karmię i przewijam, póki Młody jest zajęty, bo potem on ma jakiś problem i mogę się nim zająć, bo siostra już spacyfikowana. Nie zawsze działa, ale o wiele lepiej ogarniam, odkąd planuję kryzysy w czasie dobrobytu, ha 🙂 Pozdrawiam Was cieplutko 🙂
Zdjecie fajne, takie naturalne ..! A zycie codzienne brzmi bardzo znajomo .. 🙂 Niby tyle lat, dzieci rosna to jednak dobrze pamietam i chyba jednak nie tesknie … 🙂 Pozdrawiam Was serdecznie i powodzenia zycze z drugim blogiem. M