94
W ostatni weekend listopad przestał się wygłupiać i stał się listopadem w prawdziwego zdarzenia – był zimny, szary, mglisty i depresyjny. Taki do koca i grzańca, do jazzu, rosołu i placka drożdżowego.
A my pojechaliśmy do lasu. Brakowało mi lasu ostatnio. Nie parku, nawet dzikiego, ale lasu mi się chciało, z tym zapachem leśnym, liściowo – grzybowym, z drzewami pokrzywionymi i omszałymi, nawet z błotem.
Pojechaliśmy. W niedzielę rano, przy kawie zapadła spontaniczna decyzja (inicjatywa starszej latorośli), już w samochodzie przeglądaliśmy przewodnik, gdzie-by-tu, żeby było nie za daleko, żeby zwykły las był.
Wyspacerowaliśmy się, obłociliśmy buty, rowerek i przyczepkę, nawdychaliśmy leśności i wróciliśmy. Na rosół, jazz i placek drożdżowy.















0 comments
Ach ta Wasza przyczepka! Coś cudownego, chyba najpraktyczniejszy około-dzieciowy zakup dla aktywnej rodzinki 🙂 Słodka Niunia ogląda listka <3 Lowam 🙂
Cudowne są takie wyprawy, a zdjęcie malucha z listkiem…mistrzowskie 🙂 pozdrawiam
No i pięknie. Nie ma to, jak zaczerpnąć w płuca świeżego powietrza z lasu:)
Zdecydowanie, przyczepka jest w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o dzieciowe gadżety:)
Las!!! To jest to czego mi potrzeba!!! Tylko, czy zmuszę mego Pana do takiej wycieczki???
Wózek-przyczepka spodobał mi się bardzo!!! Maluszek jedzie sobie w komfortowych warunkach :). Super!!!
zmusisz zmusisz, tylko odpowiednio zmotywuj:)
a komfortowe warunki są nawet dla dwóch maluszków:)
Pozdrawiam!