Morze, ach morze.
Parę dni pełnych jodu (choć i tak wrócili z katarem), wiatru, przepięknych widoków w idealnej kolorystyce i wszechobecnego piasku.
Nasyciliśmy się tym wszystkim, wśród kojącej, pozasezonowej pustki. Ten wyjazd trzeba przyznać mocno różnił się od naszych ostatnich bałtyckich wakacji, błogo leniwych z pojedynczym czteromiesięcznym dzieckiem zainteresowanym jedynie jedzeniem, spaniem i przekręcaniem się na brzuch. Teraz było mocno inaczej. Mocniej i bardziej. Tym razem była dwójka zainteresowana wszystkim, tylko nie jedzeniem i spaniem. Powiedziałabym, że nieletni trochę zdominowali wyjazd. Wspaniale było obserwować ich cudowne pierwsze wrażenie, otwarte z zachwytu buzie i: „duzio wody tam!” „To jest morze Iskro, prawda mamusiu?”. Zabawy w piasku, zbieranie muszelek i kamyczków, długie spacery, obserwowanie fal, z tą totalną fascynacją, podszytą wielkim strachem, podchodzenie jeszcze bliżej, ale mocno-mocno za rękę i ogromniaste emocje w oczach. Emocje, które wychodziły oczywiście w kryzysikach, buntach, jękołkach itd, ale nikt nie powiedział, że będzie idealnie.
Ale, nawet jeśli z dziecięcym chaosem, jest w morzu odpoczynek doskonały i kompletny dla wszystkich zmysłów. Oczy sycą się biało-granatową dwoistością. Szum fal, choć głośny, to jednak kojący dla uszu. Piasek, gładki przyjemny, masujący stopy z przyjemnym trzeszczeniem, cudny do gładzenia, przesypywania. Wwąchiwać się można w ten osławiony zapach morski (kolejny, po leśnym który próbuje się przenieść do pomieszczeń w formie odświeżaczy powietrza zupełnie bezskutecznie). Cudownie.
Pogodę – jak na kwiecień i kapryśny Bałtyk – mieliśmy bardzo udaną, było słonecznie i dość ciepło, choć wietrznie. W najbardziej pochmurny dzień zrobiliśmy sobie spacer po centrum Gdańska. Lubię to miasto, mimo tłumu turystów. Poza spacerowaniem, i oczywiście długim oglądaniu statków prawdziwych piratów prawda mamusiu, nie robiliśmy nic szczególnego, odpuściliśmy dziecięce atrakcje, bo i tak byli przesyceni wrażeniami w tym krótkim czasie. Chcieliśmy tylko pójść do Ośrodka Kultury Morskiej zobaczyć wystawy, które wydawały nam się ciekawe. Ale, uwaga, o 15.30 już nas nie wpuszczono… Przyznam że miałam spory niesmak. Zdaję sobie sprawę, że byliśmy poza sezonem, ale żeby takie miejsce było czynne do 16? W piątek? W takim mieście jak Gdańsk?
Obraziliśmy się i poszliśmy oglądać statki na rzece.
I jeszcze Gdynia. A tam, Centrum Naukowe Experyment, polecany przez czytelników (dziękuję!). Świetna sprawa, bawiliśmy się świetnie, choć nasze dzieci jeszcze za małe na to, żeby to była rozrywka typowo dla nich.





























0 comments
Cudowne zdjecia 🙂 jak zwykle do ramki sie nadaja 🙂 komentarz do zdjecia Neptuna mnie rozbroil 😀 a zaraz pod nim moja ulubiona uliczka na Starym Miescie 🙂 fajnie, fajnie. To pozdrawiam z tego Gdanska 🙂 Martyna
Piękny kolor chusty na ostatnich zdjęciach! Gdzie można taką znaleźć?
Super musi być ten zachwyt w oczach dzieci. Piękne zdjęcia i bardzo Ci dziękuję, że nie upiększasz m.in. takich wyjazdów 🙂
piękne fotki! lubię do Ciebie zaglądać 🙂 pozdrawiam!
hehe, nas rozbroił ten widok;)
A ulicę Mariacką tez bardzo lubię:)
I ja pozdrawiam!
To komin siscolorful, mają przepiękne kolory i bawełna jest świetnej jakości.
A nie upiększam, w sensie nie wynajduję dodatkowych atrakcji? Tak jak pisałam, i tak było mnóstwo wrażeń:)
Dziękuję, cieszę się:) I ja pozdrawiam
pięknie:))) ale czapki dzieciaków są ekstra, skąd one?
Nie piszesz że dzieci wcale się nie męczyły/kłóciły/obrażały itp, że są wątpliwości i wzloty i upadki, zwykłe życie, którego w sieci się widzi mało 🙂
Aż mi się zatęskniło za naszym pięknym morzem. 🙂 Wakacje spędziłam właśnie w Trójmieście, więc tym bardziej, wszystkie wspomnienia odżyły. Aż ma ochotę się spakować i jechać!
Dzięki, czapki to nasz ukochany Panpantaloni
Ach, o to chodziło:)
Fakt, że internet jest pełen ideałów;)
Ja wychodzę z założenia, że nie robi się mniej pięknie od tego, że jest niedoskonale:)
I pomyśleć, że jeszcze nie miałem okazji się wybrać ; /
Piękne zdjęcia. Zawsze kusi mnie odwiedzenie nadbałtyckich kurortów, w czasie, w którym są one prawie puste. To muszą być wtedy cudnie spokojne miejsca:)
Do Baltyku mam wielki sentyment. Ostatnio bylismy we Wladyslawowie z malutka jeszcze Zosia i Hanka czajaca sie w postaci fasolki w moim brzuchu. W tym roku mielismy jechac do Dabek, jednak przez kwietniowe wakacje na Kanarach przelozymy to chyba na przyszly rok :/.
Jak zawsze, zachwycam sie Waszymi fotkami. Tyle w nich rodzinnego ciepla :)!!!
Ja załapałam bakcyla. Wiem, że to daleko, najbardziej ta droga jest dla mnie koszmarem, ale szum fal wynagradza wszystko. Tęknię. I mam w nosie narzekania emka, że co my tam bęziemy robić, że nudy. Byliśmy w zeszłym roku, to i w tym chce jechać, to nic że pełno ludzi będzie. Przypomniał mi się ten Gdańsk i Mariacka ze straganami. Kto by pomyślał, że Neptuna też trendy dopadną 😉 Ech, rozpisałam się,rozmarzyłam… ale tak właśnie chciałabym… z dzieciem i w ogóle…. pozdrawiam.
Teraz (i we wrześniu) najlepszy, spokojny czas!
Zawsze musi być ten pierwszy raz:)
Dzięki:)
To prawda, morze poza sezonem to zupełnie inne miejsce, osobiście uwielbiam
No wiesz, te Kanary Wam jakoś zrekompensują brak Bałtyku;) A w tym roku Lubelskie!
Ta droga w naszym przypadku też nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza, że nasza Córcia ma chorobę lokomocyjną… Wyjeżdżaliśmy nad ranem, po 3, żeby dzieciaki większość drogi przespały.
A Neptun, wiadomo, jak to celebryta;)
Ale Wam zazdroszczę tego wyjazdu, też bym choć na chwilę pooddychała morskim powietrzem <3
Nie marudzę jednak, uzbrajam się w cierpliwość, bo może w czerwcu się to uda, a jak nie to w lipcu już na pewno bo robię wtedy zdjęcia na ślubie niedaleko Gdańska <3
Uwielbiam Twoją urodę, a oczy i piegi to już zwłaszcza!