Dzisiaj zapraszam na kolejną część cyklu o dbaniu o nierodzicielską część siebie na macierzyńskim. Pisałam już o tych bardziej zewnętrznych aspektach. Świadomie w takiej kolejności, bo często efekty dbania o to, w co się ubieramy czy dbania o formę fizyczną widać dość szybko. A poza tym zewnętrze wpływa na wnętrze. Bo dzisiaj będę mówić o wnętrzu. O tym, o czym myśli mama niemowlęcia.
Opieka nad niemowlęciem jest niewątpliwie angażująca, także głowę. Ale nie czarujmy się, prawda jest taka, że jeśli zafiksujemy wszystkie nasze
myśli i uczucia na dziecku, nie wyjdzie nam to na dobre. Dlatego warto
ubrać się inaczej niż w dresy, dlatego warto dbać o ciało, kochane
ciało, które wykonało niezwykły wysiłek.
Dobrze jest też pomyśleć o głowie. Naprawdę, bycie mamą nie oznacza, że musimy już teraz myśleć tylko i wyłącznie o dziecku.
Myślenie
o dziecku jest dobre i potrzebne, dla dziecka oczywiście, dla więzi i
dla samej mamy też zresztą może być rozwojowe (patrz tekst o tym co wpisać do cv po macierzyńskim). Chodzi mi o unikanie takiego 100% skupienia na dziecku.
Ten
rok, rok macierzyńskiego wbrew pozorom może być dla kobiety bardzo
rozwijający, nie tylko pod względem kompetencji z rozszerzania diety,
wiedzy o szczepieniach i sprawnego zmieniania pieluchy. Po pierwszych
tygodniach otrzaskiwania się z nową rzeczywistością, robi się naprawdę
fajnie, i całkiem sporo jest przestrzeni na kwestie nie związane z
dzieckiem. To dobrze, wykorzystajmy te przestrzenie, wyjdzie to na dobre
całej rodzinie.
Najważniejsze to trochę zmienić perspektywę. Mama na macierzyńskim nie jest tylko mamą.
Rodzicielstwo bliskości oznacza bliskość, a nie totalny fokus na dziecku. Tak jak pisałam już kiedyś, nie raz zresztą, dziecko
wkracza do rodziny nie jako jądro, ale jako pełnoprawny jej członek –
pełnoprawny członek jak mama i tata. Co oznacza, że uwaga-uwaga, mama i
tata są równoprawnymi członkami tej komórki społecznej a nie
obsługiwaczami potrzeb małego człowieka.
Co to dla mnie oznacza w praktyce?
Mamo, wyjdź z domu
Przede wszystkim, mama z dzieckiem może wyjść –
i to niekoniecznie na standardowy spacerek okołodomowy. Niemowlak, taki
jeszcze niechodzący, w chuście, nosidle lub wózku, to idealny kompan na
różne wyjścia. Nie nudzi się, nie ucieka i nie grymasi, mama jest obok,
to dla niego priorytet.
Ja z moimi kolejnymi dziećmi w chuście bywałam w muzeach, galeriach, na mniejszych i większych wycieczkach, na rowerze (z przyczepką rowerową) , na imprezach i w kinie.
Takie
wyjścia w zupełnie cudowny sposób odświeżają, pomagają złapać dystans,
dają bodźce inne niż dziecięce, budzą uśpione szare
komórki-nie-odpowiedzialne-za-dziecko.
Teraz, gdy jest ciepło,
wychodzę więcej niż w poprzednich miesiącach, zima nas jednak trochę
powstrzymała, bo przewijanie i karmienie w plenerze zimą to nie jest
oczywista sprawa. Wiosną i latem nie ma problemu, można karmić na
dowolnej ławce, przewijać się na kawałku trawki i w sumie niewiele
więcej dzieciakowi potrzeba.
Bez dziecka
Można! Naprawdę!
Na długo i krótko, do sklepu,
do kina, na spotkanie, na koncert. A mama bez dziecka regeneruje się
bardzo szybko. Te wizyty w Lidlu, wyczekane, jak jakieś wakacje pod
palmami, te dwie godzinki w kinie, inspirujące jak cała fura festiwali
kulturalnych, załatwianie spraw w urzędzie stymulujące jak milionowe
kontrakty. Chwilowy brak dziecka otwiera nowe drzwi w naszych głowach,
bardzo polecam, w miarę potrzeb i możliwości.
Intelekt
Jest taki stereotyp o odpieluszkowym zapaleniu mózgu,
ale wbrew temu, macierzyński to ten czas, kiedy można zrobić dla głowy
naprawdę sporo.
Np. czytanie.
Uwielbiam karmić piersią, także między innymi dlatego, że tylko przystawiam dziecko, a głowę mogę zająć czymś zupełnie innym.
Można smyrać w smartfonie (i frustrować się idealnym internetowym
światem) ale można tez poczytać na czytniku. Książki najróżniejsze,
smakowite powieści, nie Tracy Hogg ani Searsowie. Wspominam tu o
czytniku, bo przy karmieniu jest on dużo wygodniejszy niż klasyczna
książka, zwłaszcza jeśli mówimy o grubszych pozycjach. Dobrze sprawdzi
się też na spacerkach;)
Z innych dobrodziejstw technologii, są
audiobooki, podcasty i samouki językowe do słuchania przy sprzątaniu,
wieszaniu prania, prasowaniu (jeśli ktoś prasuje;) ), gotowaniu i całej
masie innych czynności. Nie dość, że jakoś lżej się te gacie składa,
to jeszcze jakoś się mózg odświeża i jest zwyczajnie przyjemniej. I
naprawdę, to, że ich słuchamy nie oznacza, że w jakiś sposób
zaniedbujemy dziecko, nie musimy wiecznie do niego gugać, może sobie
maluch posłuchać jakiejś dobrej literatury. Ja polecam Audiotekę i
darmowy Librivox, i Podcast Addict. Jeśli chodzi o szlifowanie języków
nie mam teraz żadnej fajnej dedykowanej aplikacji, słucham książek,
radia i podcastów w obcych językach po prostu.
Są też wszelkiego rodzaju łamigłówki, w wersji analogowej i mobilnej.
Ludzie
Mama zamknięta w domu to mama zdziczała niestety. Prawda jest taka, że jeśli nie spotykamy się z ludźmi, to tracimy pewne społeczne umiejętności, znam to niestety z własnego doświadczenia, i wtedy człowiek czuje się ta zakompleksioną kurą domową, co to zna się tylko na kupkach i zupkach, więc coraz mniejsza jest motywacja do spotykania się…i koło się zamyka. Powstaje oczywiście pytanie, z kim się spotykać, bo przecież większość znajomych pracuje w ciągu dnia wieczór przy małym dziecku bywa nieoczywisty. Najprostsza odpowiedzią jest szukanie innych w podobnej sytuacji. Warto też rozejrzeć się za spotkaniami / warsztatami / zajęciami dla mam z dziećmi, to – poza fajnie spędzonym czasem okazja do poznania nowych ludzi. Zresztą, niech to będzie odwiedzenie koleżanki też na macierzyńskim i wspólne narzekanie na zmęczenie, czy rozmowa o rozwoju pociech, ale wychodźmy z domu i odzywajmy się do innych dorosłych ludzi.
Pustka
Polecam też wyciszenie, przerwy i drzemki. Nie bombardujmy się ciągle sieczką niusów i obrazków z internetu. Wyciszmy. Będąc z dzieckiem czasem można sobie po prostu potrwać w ciszy. Tu i teraz. Nicnierobienie też jest odświeżające.
Pasja
Ta pustka, to zwrócenie się do środka, no i nowa rola, i odejście od dotychczasowego schematu życia, wyzwalają pewien rodzaj pytań i poszukiwań. O sens, o sposób przeżywania życia, jakie znaczenie ma to, co robimy. I co tak naprawdę lubimy. Fajnie jeśli te poszukiwania nie polegają na szukaniu co lubi instagram, tylko co lubię ja – a to jest różnica, choć w dzisiejszych czasach coraz częściej to się zaciera.
W każdym razie, macierzyński to dobry moment na odkrycie pasji. Bo może, karmiąc piersią przypomnimy sobie o dawnym zainteresowaniu Indianami z Ameryki Północnej, bezsenne noce zainspirują nas do poszukiwania wiedzy o kosmosie, przemierzając kilometry po mieszkaniu zaczniemy szukać estetykę i odkrywać design. Być może taniec z dzieckiem w chuście nakieruje nas na taniec, jogging z wózkiem popchnie do maratonów, śpiewanie kołysanek obudzi muzykalność. Bądźmy otwarte, miejmy dobrą wolę. Tylko proszę pamiętajcie, że pasja naprawdę nie musi przekształcić się w dochodową firmę, ma nam przede wszystkim dawać radochę.
Praca
Jest jak najbardziej możliwa i realna. Z kilkumiesięcznym dzieckiem może być wbrew pozorom łatwiej niż z półtoraroczniakiem czy dwulatkiem, serio 🙂
Ja pracuję (w domu) od jakiegoś czasu, napiszę Wam o tym więcej za jakiś czas.
I jeszcze. Ja wiem oczywiście, że dzieci są różne, są high need babies, bywa ciężko. Czasem jedyne, czego potrzebuje nasz mózg, to sen. Ale, tak, jak pisałam wcześniej – z nikim się nie ścigajmy, to nie zawody. Absolutnie nie chodzi mi o kolejne poprzeczki dla mam.
Dbajmy o siebie dla siebie – tak jak pisałam kiedyś, „nie używane cechy osobowości i intelektu kurczą się i usychają”, nie zatracajmy się w tym macierzyństwie do imentu.











0 comments
Pięknie napisane, a Ty wyglądasz kwitnąco.:)
Świetnie wyglądasz i interesujący wpis :)!
Piękne zdjęcia i piękne słowa. Każda mama potrzebuje chwili dla siebie bo w końcu jest kobietą i musi o siebie dbać w różnych aspektach
Bardzo fajny artykuł:) A do tego pięknie wyglądasz 🙂
Pewna mama dwójki dzieci powiedziała mi, że kiedy kobieta jest sama i musi (bo nie ma innego wyjścia) wszystkie swoje myśli skupić na dzieciach, to po prostu się fiksuje. Współczuła mi, że gdy kiedyś będę miała dziecko, tak naprawdę na emigracji zostanę w domu całkiem sama.
Męża nie biorę pod uwagę dlatego, że po ostatniej rozmowie okazało się, że ma stereotypowe poglądy na ten temat, co mnie zniechęciło do rodzicielstwa.
Czy całkiem sama i non stop z dzieckiem, można nie-oszaleć? Może z niemowlakiem tak, ale później sprawa zaczyna się robić bardziej absorbująca.
Zastanowiło mnie jak wygląda sprawa z niemowlakiem w kinie. Wspomniałaś też o tym.
Boże, jak ja bym chciała wziąć w ramiona takiego bobolka :D!!! Macierzyństwo nie jest łatwym kawałkiem chleba, ale… daje tyle szczęścia i satysfakcji, że nie wyobrażam sobie teraz innego życia :)!!!
Podpisuję się pod każdym Twoim słowem :). Na macierzyńskim warto znaleźć sobie odskocznie. Wbrew pozorom, nie jest to takie trudne :D!!!
Ach!!! Przepięknie wyglądasz :)!!!
Dzięki:)
Dzięki. No właśnie:)
Dziękuję 🙂
Ania, udało mi się nie oszaleć:) we Francji w sumie byłam całkiem sama z dziećmi, mąż pracował dość długo – chociaż absolutnie nie mogę na niego narzekać, był jak najbardziej zaangażowany. Ale lekko nie było, dlatego walczyłam o siebie jak mogłam:)
Jeśli chodzi o niemowlaki w kinie – chodzi o specjalne seanse dla rodziców z dziećmi – jest cichszy niż standardowo dźwięk, nie jest całkiem zaciemniona sala.No i dostępna podłoga, poduchy, jakieś zabawki. Tak przynajmniej to wygląda u nas, w Centrum Kultury w Lublinie takie fajności:)
Dzięki Justyna!
W Łodzi takich kin jeszcze nie stawiają, ale świetna inicjatywa.
Mój mąż ma dobre serce, ale wychowany jest po staremu i pewne ma już zakorzenione we krwi. Przyszłości nie mogę stawiać na czarną kartę. Może też nie oszaleję? A może zamknę się w lodówce i wyrwę sobie włosy? 😛
Tak czy owak, chciałam Ci powiedzieć raz jeszcze to co kiedyś, że pokazujesz macieżyństwo w realnym, ale i cudownym świetle. Trudno nie kojarzyć więc tego okresu z samym dobrem.
Pozdrawiam.
U nas to tez nie całe kino, po prostu takie seans:)
A przed rodzicielstwem warto przegadać wszystko wiele razy z mężem, czego od siebie oczekujemy, i jak sobie wyobrażamy pewne rzeczy:)
Bardzo się cieszę że tam to odbierasz – bo macierzyństwo jest przepiękne, ale zdecydowanie nie jest nieustanną sielanką
Bardzo dużo ciekawych wątków ejst na tym blogu według mnie.Jak chodzi o ten wątek to Przepięknie wyglądasz .
super mądrze napisane (jak zwykle;) poza tym piękna kiecka:)
gdzie w warszawie uświadczyłaś taki napis w plenerze?
Wpadam po raz kolejny, by zaznaczyć swoją obecność 🙂 bo oczywiście czytałam ten wpis i to nie raz, kiwałam głową, że tak mądrze napisane i inspirująco (ale w tym dobrym znaczeniu) i rozesłałam nawet gdzie trzeba, niech młode mamy czerpią garściami! Moja głowa ostatnio zupełnie sobie nie radzi z natłokiem dzieci, ale też muszę wziąć się w garść, a rady sobie do serca. Całuję!
Dziękuję bardzo 🙂
dziękuję Ci:)
ten napis to pod Warszawą, hotel Las Woda:)
Dzięki kochana :*
Wiesz, ja Tobie za wiele poradzić nie mogę, generalnie jedziemy na tym samym wózku, trzymaj się wśród tych dzieci!
W ciąży zastanawiałam się jak to będzie z tym macierzyństwem i legendarnym brakiem czasu, ale po ponad trzech miesiącach stwierdzam, że nie jest tak źle jak się obawiałam. Da się kończyć doktorat i malować;)
Nominowałam Cię, bo uważam, że warto polecać Twój blog dalej. Piszesz ciekawie, brzmisz pozytywnie, a przede wszystkim ucisz radości, którą w pełni czerpiesz z macierzyństwa. Jesteś takim wzorem dla przyszłej matki może 😉 Więc niech się dzieje.
Zapraszam po szczegóły: http://ekstraktzycia.blogspot.com/2018/07/mystery-blogger-award.html
Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Godzina spędzona w samotności, bez dziecka potrafi dodać energii na cały długi dzień. A jaki człowiek stęskniony wraca do swojej pociechy! 🙂