Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

mój styl

FrancjaLyonmój stylpodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Lyon z dziećmi. Podróż sentymentalna

by Paulina 30 kwietnia, 2024

 

 

To było trochę jak podróż w czasie. My już jakby inni, dzieci jakby większe (i jedno dodatkowe), ale uczucie było takie, jakbyśmy się o tę dekadę cofnęli, wskoczyli do tamtego życia w roli turystów.

O odwiedzeniu Lyonu mówiliśmy od jakiegoś czas, z rosnącą nostalgią wspominając tamte czasy, piękne miasto, Alpy w zasięgu dwóch godzin, klimatyczne rzeki, wspaniały miejski park z zoo. Przypominaliśmy sobie nasze wycieczki, urocze małe miasteczka, muzea, cudowny, stereotypowo francuski targ nad Rodanem.

To nie był jedynie sielankowy czas, pamiętamy o tym również, ale wspomnienia – a już zwłaszcza te związane z jakimś miejscem – mają to do siebie, że z czasem pięknieją do granic idealności.

I z tym właśnie podejściem – że będziemy trochę dotykać przeszłości – pojechaliśmy.

Ach, jaki to miły tydzień był. Nie wróciłabym do mieszkania we Francji, ale wpadać tam chciałabym częściej.

znajdź różnice;P

Zaskoczeń brak. To jury orzekło, że w Lyonie najfajnieszy był park ze zwierzętami.

trochę zazdroszczę tamtejszym dzieciakom, lekcje historii, czy języka w takim miejscu

występy w amfiteatrze rzymskim

makaronikowe mistrzostwo świata

jak to jest dotknąć prehistorii

Les Confluences, muzeum o tej nazwie, która oznacza złączenie, zbieg rzek, właśnie w miejscu, gdzie Saona wpada do Rodanu

i muzeum drukarstwa

i najlepsze, muzeum sztuk pięknych.

 
 

 

30 kwietnia, 2024 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Chorwacja na przedłużenie wakacji

by Paulina 20 września, 2023

 

Bilety na samolot kupiliśmy jeszcze w czasie zimowej
beznadziei, gdy myśl o lecie wydawała się zupełnie abstrakcyjna, a słońce i
ciepło konceptem totalnie nierzeczywistym. Wydawało mi się że czas dzielący nas
w styczniu od tego wyjazdu na koniec wakacji nie minie nigdy. A czas, jak to ma
w zwyczaju, minął nadspodziewanie szybko.

Z końcem sierpnia ruszyliśmy w jeden z najbardziej popularnych
kierunków wakacyjnych Polaków, czyli do Chorwacji.

To nie był wybitnie aktywny wyjazd z przygodami.  Było słońce i piękne, ciepłe morze. Podziwialiśmy
urocze Chorwackie miasta i miasteczka, ciesząc oczy spójnością architektoniczną,
jasnym kamieniem, drewnianymi okiennicami i dachami pokrytymi klasyczną
dachówką. Zajadaliśmy niezwykle słodkie figi, rosnące przy drodze jak u nas
mirabelki. 

Z nowości, snorkeling, który mnie zachwycił totalnie.
Wiecie, miałam kiedyś dość regularnie takie sny, w których umiałam oddychać pod
wodą, obserwować podwodny świat, unosić się w takiej totalnej wolności. Trochę
moja wersja pięknych snów o lataniu, po których człowiek budzi się w takim
cudownym poczuciu szczęśliwej lekkości. I to było dla mnie takie właśnie wrażenie w
rzeczywistości. Nie oglądałam tam jakiś spektakularnych ławic, ale samo
wrażenie, zanurzenie się w tej wodzie, bycie tylko tam i totalne skupienie na obserwacji,
jednocześnie z tym wrażeniem nieważkości, było jak najlepsza medytacja.
Myślałam, że nie jestem typem miłośnika sportów wodnych, ale to mnie zachwyciło
i chcę więcej 😀

Zapraszam na trochę zdjęć

Split

20 września, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomój stylrozmyślaniawychowanie

śpieszmy się cieszyć naszymi dziećmi, tak szybko rosną

by Paulina 27 maja, 2023

 

Pojechałam ostatnio z dzieciakami na najfajniejszy plac zabaw w Lublinie. Zaparkowaliśmy rowery, ja zasiadłam na ławce z kaweczką, ptaki śpiewały, lekkie podmuchy wiatru przynosiły pod nos cudowny zapach bzu, dzieci zajmowały się swoimi sprawami. Rozejrzałam się wokół i oddałam się nostalgii. Wokół dzieciaki w różnym wieku, rodzice, niektórych pamiętam jeszcze za czasów naszego dzieciństwa, z tego samego placu zabaw.

Jestem mamą od ponad dekady. I myślę sobie, że macierzyństwo jest spoko, naprawdę.

 

Bywało naprawdę sielankowo, pierwsze wakacje z pierwszym dzieckiem wspominam jak jeden wielki niespieszny spacer. Przy Wilczku byłam oczywiście bardziej przejęta, w końcu wszystko było pierwsze i nowe, i jakoś ostateczne – każdy etap był ostatnim, jaki znałam, więc rodzaj porodu, wybór pieluch, czy kredek był najważniejszym na świecie. Z czasem okazało się, że nowe wyzwania pojawiają się za każdym rogiem. I często pozorne „teraz już z górki” okazuje się być rozbiegiem przed zupełnie nowym górzyskiem. Nie chodzi mi o to, że poród, pieluchy, czy kredki nie mają znaczenia, po prostu nie mają aż tak wielkiego znaczenia jak czasem próbuje nam się wmawiać.

 

Bo dobre macierzyństwo to suma wszystkiego. Tych pieluch, kredek, i rowerków też. To suma codziennych decyzji, tych dużych i malutkich, problematycznych niuansików, zwykłej radochy z bycia razem, wspólnego gapienia się na drzewa, przeprosin i przytulin, trzymania ich za rękę, milionowego tego dnia „widzę jak się wspinasz”, rozpływającego się serca ze wzruszenia, syczenia „nie wytrzymam tego jęczenia, wystrzelę się w kosmos” i wytrzymywania kolejny raz, i kolejny, wspólnych rodzinnych tradycji, lęku że sobie nie poradzę i dumy, że jednak sobie poradziłam, łez zmęczenia i łez szczęścia. To proces, który trwa i trwa i trwa, latami, dzień po dniu. Co bywa zarówno piękne jak i przytłaczające. Ale chyba jednak bardziej piękne.

 

Iskra urodziła się we Francji, i to był czas najintesywniejszego chyba macierzyństwa. Krycha, choć wspierał, jak mógł, długo pracował, a ja byłam sama z tym dwulatkiem i niemowlakiem, bez swoich znajomych, bez pomocy. Tylko ja i moja dzielność. No i dzieci. I uparta radość z życia. Ciekawe w sumie, bo bywało naprawdę niełatwo, dzieci miały swoje kryzysy, a ja razem z nimi. A mam do tego czasu ogromny sentyment i wspominam bardzo pięknie. Może to, że było trudno tak nas fajnie zintegrowało jako rodzinę? Robiliśmy razem wszystko, bo nie było innej opcji, a nie wyobrażaliśmy sobie mieszkać we Francji i jej nie poznawać. Dlatego chodziliśmy na koncerty z dziećmi, jeździliśmy z dziećmi w góry, i na rowery, z dziećmi chodziliśmy do muzeów.

Przyjście na świat Pirata już w Polsce, zbiegło się z bardzo dużym przyspieszeniem mojego życia zawodowego. Czas zachrzania jeszcze bardziej i muszę się pilnować, żeby zatrzymywać się z premedytacją. Bo czas zwalnia, gdy my zwalniamy. 

I teraz, gdy dzieciaki mają lat 11, 9 i prawie 6, i są już coraz bardziej samodzielne, wiem, że ma ogromne  znaczenie to nasze bycie razem. Że szwendamy się gdzieś w naturze, że nasze wypady bliższe i dalsze są takie nasze. Że mamy wspólne rytuały. Za nasze wielkie osiągnięcie rodzicielskie uważam to, że lubimy wszyscy być razem.

Wiem, że wszystko mija, zarówno dwulatkowe jęczenie jak i słodkie przekręcanie słów. Nie wrócą już te pieluchy i nieprzespane noce, a ich stópki będą coraz mniej urocze i wybitnie nie-do-całowania. Skończyło się targanie nosideł na wycieczki, niedługo zaczną wyjeżdżać sami. Już nie przyjdą do mnie ze stłuczonym kolankiem, mam nadzieję, że będą chcieli przyjść z poobijanym sercem. Dlatego patrzę na nich teraz, tacy jacy są i ryję piętami w ziemię, zatrzymując się z codziennego pędu w tej konkretnej chwili.

 

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich Mam! 

(swoją drogą, ciekawa jestem bardzo, czy czytają mnie jakieś świeże Mamy, czy raczej mamy z podobnym stażem? Albo mamy dorosłych dzieci?)

27 maja, 2023 7 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowomój stylrozmyślaniaslow lifestylewiosnazmysły

jak zrobić sobie wiosnę

by Paulina 20 marca, 2023

Już niedługo. Już niedługo. Zawsze czekam na wiosnę, ale w tym roku jestem na prawdziwym głodzie słońca, nie mogę sobie znaleźć miejsca.

A to jest ten moment. Nie wiem, jak Wy (choć przeczuwam, że jest nas więcej), ale ja średnio od połowy lutego jestem jedną wielką potrzebą odnowy wszelakiej. Od diety i stylu życia, po drobne remonty (chociaż po roku 2021 tych ostatnich wciąż z taką lekką powściągliwością;) )

Wiadomo, że pod koniec lutego (a wtedy zaczynałam pisać ten tekst) do prawdziwej wiosny jeszcze trochę, i dzieli nas od niej zazwyczaj parę śnieżyc i trochę lodowatych wichur, oraz cała masa błota, ale ta zwiększona ilość światła działa prawdziwe cuda. Chociaż, tak jak pisałam już kiedyś, to ten rodzaj światła bezlitośnie obnażające wszelkie zimowe zasiedziałości. Co motywuje bardzo bardzo.

Ja w każdym razie z dziką radością rzucam się na młode listki, kiełki i ziołowe herbatki, a serowe zapiekaneczki nieco tracą na atrakcyjności. Kombinuję z mrożonkami, piję koktajle, śnię o truskawkach i odczuwam fantomowe zapachy pomidorów. Dobrze mi się ćwiczy ostatnio, nie zawsze niby się chce, ale już przestałam na to zwracać uwagę. Jeśli mam czas, po prostu wyciągam sportowe buty i robię trening, jeśli mam mniej czasu, robię choćby 20 minut jogi.

Dom wiosenny

Mamy w salonie duże okna i teraz popołudniami wreszcie widać na ścianach plamy światła i grę cieni, totalnie uwielbiam te moment. Nawet jeśli są to błyski krótkie i przetykane burzami śnieżnymi.

Dlatego robimy porządki. To pewnie starość, ale znajduję w tym coraz więcej przyjemności. Zwłaszcza teraz, przy tym świetle, aż chce się wyrzucać na balkon te wszystkie poduchy z kanapy, prać narzuty i poszewki, odświeżać dywany. Dzielę sobie te wiosenne wielki porządki na mniejsze akcje. Rozpisuję, dość szczegółowo, co jest do zrobienia i robię, nie czekając na sobotę, czy inny wolny dzień na sprzątanie od rana do nocy. Czasem wystarczy wolne pół godzinki, np na przejrzenie leków i zebranie tych przeterminowanych, a już jedną rzecz można sobie wykreślić z listy:). Innym razem jest to porządek w szufladzie ze skarpetkami i rajstopami, a jeszcze kiedy indziej przejrzenie książek i zdecydowanie, do których nie będziemy wracać. A jednocześnie nie robię z tego zawodów, to nie jest kolejne „muszę to zrobić pilnie”, gdy mam dużo pracy, jestem zmęczona, albo po prostu mi się nie chce (co jest równie częste jak energetyczne zrywy, w końcu przesilenie i w marcu jak w garncu;) ), odpuszczam, uporządkowana przestrzeń jest dla mnie, nie ja dla niej.

Potem okna. Absolutnie nie jestem maniaczką w temacie, ale na wiosnę zdecydowanie, umyte okna robią różnicę. Myślałam tu o jakiejś
profesjonalnej pomocy, ale mąż zapowiedział, że będzie bohaterem w
naszym domu.

Jak już trochę ogarniemy, zmieniamy poszewki na poduszki w salonie. To chyba najprostszy, najszybszy i najbardziej efektowny sposób na zmianę klimatu w pomieszczeniu. Korzystam z przyjemnością:D

 

Uwielbiam moment zmiany płaszcza z zimowego na lżejszy

Ubrania

To jest ten moment, kiedy robię pierwszą delikatną sezonową wymianę w szafie. Lubię mieć w zasięgu te ubrania, w których autentycznie w danym czasie chodzę. Marzec jest momentem, kiedy chowam najgrubsze swetry, ciepłe, wełniane spódnice, i wyciągam trochę lżejsze sukienki. No i przy okazji robię mały przegląd, i trochę ubrań wystawiam na vinted (znajdziecie mnie pod nickiem Odpoczywalnia) a trochę wrzucam do kontenera PCK. Lubię te wiosenne porządki ubraniowe, dają mi takie świeże spojrzenie na szafę i w ogóle moje ubieranie się.

Zapachy wiosny

Wysiewamy rzeżuchę. Ten charakterystyczny zapaszek daje ten sam efekt, co zapach świerku i pierniczków przed Bożym Narodzeniem. Domowy chleb z masłem i rzeżuchą, do przegryzania jajeczka na miękko jest dla mnie smakiem zapowiadaczem wiosny i Wielkanocy. I z powodu tych miłych powiązań właśnie, zostawiamy sobie akurat te kiełki na przedwiośnie, żeby nam się przyjemnie kojarzyło.

Wszędzie stają kwiaty. Rozkwitające hiacynty, żonkile i tulipany, pierwsze gałązki forsycji. Za chwilę cudowne bukieciki fiołków od dzieci. Czy może być coś bardziej oczywistego?

Zmieniam mieszankę olejków eterycznych w nawilżaczu. W zimie używamy mieszanki czerech alchemików Klaudyny Hebdy, teraz najczęściej pachnie Spokój, ale będę jeszcze szukać czegoś zielono-cytrusowo-drzewnego.

Mam wielką nadzieję na przedwiosenną wycieczkę, w jeszcze mocno bury i niepiękny świat, ale świat, który cały aż tętni życiem buzującym podskórnie, o którym wiemy i czujemy, że to życie zaraz tak buchnie, że zakręci nam się w głowach. Niech się przedrze tylko to słońce na więcej dni.

Już niedługo. Już niedługo. 

20 marca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

o wakacyjności, co bucha znienacka

by Paulina 8 lipca, 2021

Wakacje. W tym roku to znów nie będą spektakularne wakacje pełne długaśnych i dalekich wyjazdów, inne sprawy mamy teraz na liście priorytetów, ostatnie, i najbliższe tygodnie to dużo pracy a także remont i w najbliższej przyszłości także przeprowadzka. Już nie łudzę się że uda się wydobyć spod ziemi jakoś specjalnie długi czas wolny. Dlatego skupiam się na tym, co w letnich wakacjach jest najważniejsze. Na chwilowej beztrosce. Na poczuciu lekkości. Na nicniemuszeniu, choć czasami. Na gapieniu się w chmury.

Będę moczyć nogi w przygodnie napotkanych jeziorkach i rzekach. Będę jeść bób, fasolkę i pomidory. Będę głaskać zboże i zachwycać się makami. Wdychać zapach lip. Pić różowe, zimne wino. Nosić luźne, letnie sukienki. Poza wycieczkowymi siatami z ikei znosić do domu najpiękniejsze kamienie, bukiety polnych kwiatów, wianki na głowie, bąble po komarach i kilogramy piachu. Obiady będą najprostsze na świecie i tak pełne smaków i aromatów, że bardziej się nie da.

Będziemy jeździć na rowerach, włóczyć się po bezdrożach, pływać na kajakach. Będziemy przedłużać nieprzyzwoicie i tak długie wieczory, żeby pozachwycać się zachodem słońca. 

Liczę na długie godziny popołudniowe, spędzone na liczeniu płatków kwiatów i weekendy pełne wycieczek w naturę, wieczory brzmiące graniem świerszczy albo koncertów plenerowych.

Wierzę, że wyskoczymy gdzieś pod namiot, naładować akumulator z sensem życia. 

To jest tak, że lato na tym właśnie polega, na wakacjach i beztrosce, na makaronie z bobem i sałatce z pomidorów.W lecie po wakacje wystarczy sięgnąć ręką, od niechcenia. Tu rozkoszny zapach lip, tam zrywanie dzikich czereśni, bose stopy na trawie i nagle wakacyjność bucha znienacka. 

Człowiek niby łuska młody groszek, patrzy, a w dłoniach wyłuskana dziecięca radość życia.

8 lipca, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlatomój stylslow lifestyle

girls in their summer clothes

by Paulina 8 czerwca, 2021

Czerwcowe gorące dni w Polsce. Zieleń w swojej szczytowej formie, przekwitające bzy i rozkwitające piwonie. 

Słychać śmiech i krzyki biegających dzieci. Ktoś żongluje, ktoś jeździ na rolkach. Ludzie spacerują beztrosko, widać ich uśmiechy. Usta i nosy znów oddychają swobodnie. Lody smakują rozkosznie popijane gorącą, gorzką kawą. Słońce przyjemnie grzeje i opala wreszcie odkryte nogi. Sukienki przyjemnie powiewają na wietrze. Nawet tłumy tu i ówdzie są jakoś ekscytujące. Nawet przelotna gwałtowna burza jest jakaś sielankowa.

To był dobry długi weekend, z niemal wszystkim za czym tęskniliśmy ostatnio, z piękną pogodą, jedzeniem na mieście, otwartymi muzeami, z radością.

Jest trochę tak, jakby nam zdjęto ciasny gorset. Oddychamy pełną piersią. Wdychamy normalność.

wycieczka do stolicy

 

8 czerwca, 2021 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćlasmindfulnessmój stylNałęczówrozmyślaniaslow lifestyle

odtrutki

by Paulina 10 listopada, 2020

jak odpoczywać, jak się zrelaksować

czasy są jakie są, wiadomo.

Ale tak to już jest chyba, że czasy zawsze są jakieś… My żyjemy w puchu tak naprawdę od dłuższego czasu, o ciężkich czasach słyszymy, że były kiedyś, albo są aktualnie gdzieś daleko. Wojny, klęski, kryzysy… Mimo wszystko, wciąż znalazłoby się (bez trudu) gorsze miejsce i czas do życia.

Myślę, że warto to zauważyć, i nauczyć się zauważać, że w gruncie rzeczy nasz czas i nasze miejsce to wygrany los na loterii.

A tymczasem, niezależnie od pandemii i polityki, nasze życie trwa właśnie teraz.

Słońce budzi nas (coraz później) rano, niezależnie od liczby dziennych zachorowań.

Drzewa gubią liście nie zważając na decyzje rządu.

Złota polska jesień właśnie powoli i majestatycznie zmienia się w polską listopadową szarugę, jak co roku, bez względu na to czy Polska jako taka kwitnie czy gnije.

Wciąż można sobie głęboko pooddychać na spacerze. Dziecięce rączki przytulają się wciąż z tą samą, niezmącona ufnością. Muzyka w głośnikach nie straciła na cudowności. Małe błyski cudowności wciąż są, wciąż tak samo cudowne.

I trochę mnie to trzyma w równowadze, powiem Wam. Miałam przez jakiś czas taki przeświadczenie, że może należy być nieustannie wkurwionym i wciąż się zamartwiać, że może nie wypada skupiać się na niczym , co odrywa nas od aktualnej sytuacji.

Ale, wiecie, zadręczenie się jeszcze nikogo i niczego nie uratowało.

Dlatego, dbam o siebie, buduję sobie własny, prywatny azyl, opiekuję się sobą i moją rodziną, bo taki stan może potrwać jeszcze długo, i doprawdy to nie jest powód, by zawiesić na kołku życie jako takie.

Dlatego, na życiu właśnie koncentruję się bardzo ostatnio. Życie nasze prywatne jest najlepszą odtrutką na nieprywatną rzeczywistość.

Pozwalam sobie częściej, na moje guilty pleasures – poczytuję wczesną Musierowicz, słucham Montgomery i ASMR.

Dobrze się karmię, dla ciała i duszy –  dużo warzyw, strączków i kasz, domowe frytki z camembertem, makaron z leśnymi grzybami, zakwas z buraków, sok malinowy, różne ziółka, dobry chleb, dobra oliwa, dobre czerwone wino.

Ćwiczę jogę, niedługie praktyki, rano na rozbudzenie i wieczorem na rozluźnienie.

Spaceruję, jak Kierkegaard normalnie.

Ćwiczę z Chodakowską. A ostatnio, ponieważ mi się trochę znudziło, odkryłam dance-workout. Czyli tańczę sobie, co zresztą wpływa dodatkowo pozytywnie, bo z tańcem byłam mocno związana bardzo długo i jest to coś, co zawsze dawało mi mnóstwo radochy. A do tego dochodzą potreningowe endorfiny i spalam te sery i makarony.

Praktykujemy intensywnie lasoterapię. Bo las czystym dobrem jest. I wydychamy stres, a wdychamy sobie ten mglisto – grzybowy, leśny zapach, oczy nabłyszczamy szczęściem, relaksujemy pospinane ciała, a całość zapijamy herbatą z termosu.

W niedzielę, po spacerze, często odpalamy rzutnik.

Miewam dni dresa owiniętego w koc, ale na ogół zwracam uwagę co na siebie zakładam. Ładne i dobrej jakości ubrania robią mi dobrze po prostu. Fajnie jest założyć sukienkę i wełniany sweter do pracy zdalnej, fajnie jest mieć pomalowane usta pod maseczką. 

Dużo, dużo się przytulamy.

Dbamy o rytuały, nasze małe, rodzinne. W weekendy jemy jajko na miękko na śniadanie, a potem pijemy kawę. Popołudniami zasiadamy z herbatą i muzyką w salonie. Wieczorami czytam dzieciakom, a późniejsze wieczory są dla nas.

Wysypiam się. Uwielbiam moment zanurzenia się wieczorem w lnianej pościeli, w dobrze wywietrzonej sypialni.

Ja wiem, że to banały, zwykłostki i drobiazgi. Ale wiem też, że to właśnie z drobiazgów, zwykłostek i banałów składa się nasze życie.

Wiem też, że joga nie wyleczy covida, spacery nie naprawią naszej sytuacji w służbie zdrowia, a miła wieczorna lektura nie uzdrowi biznesu zabitego przez lockdown. Ale wzmocnieni od środka, mamy zupełnie inne zasoby do zmagań z rzeczywistością. I jest nam troszkę milej, po prostu.

10 listopada, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatolubelszczyznamój stylprzyjemnościrozmyślaniaskansenslow lifestyle

Sielskość na stres

by Paulina 3 sierpnia, 2020
muzeum wsi lubelskiej, len, w skansenie z dziecmi

To nie jest typowe, wakacyjne lato.
Zmęczenie ostatnich miesięcy, gdy trzeba było łączyć (intensywną) pracę zawodową, zdalne nauczanie i ciągłą opiekę nad trójką dzieci daje się we znaki. Na urlop z prawdziwego zdarzenia wciąż nie mogę sobie pozwolić, mam nadzieję że już niedługo.

W ramach samoobrony przed stresem, zmęczeniem i wypaleniem, szukam ukojenia w Chwilach.
Jedną z takich chwil ostatnio była wizyta w skansenie.
Szybkie pakowanie piknikowe, i pojechaliśmy spędzić tam popołudnie.

Zwiedzanie skansenu jest aktualnie trochę ograniczone, ze względu na sytuację epidemiologiczną. Ale to zupełnie nie szkodzi.
Do starych domów można zajrzeć, wwąchać się w zapach drewna i siana, napatrzeć na starą ceramikę i pięknie szydełkowane obrusy. Zanurzyć się w Arcysielskość.

To jest taka polska wieś spokojna z wyobrażeń mieszczucha. Bez intensywnych zapachów zwierząt, bez much, bez brudu i gnoju, bez widocznej ciężkiej pracy.
Są piękne drewniane chaty, szczęśliwe kury spacerujące po ścieżkach i kozy chrupiące listki. Są ogrody z kwiatami i ziołami, pachnące i pełne pszczół. Idylla.

I wiem, że naiwna i nieprawdziwa ta idylla.
Ale mimo to (choć może właśnie dlatego?)  uwielbiam zanurzać się w tę kojącą krainę szczęśliwości. To miejsce działa podobnie jak ruskie pierogi z masełkiem albo curry z batatem zapijane winem. Działa jak ASMR. I jak książki Montgomery i Musierowicz. Jak wełniany kocyk i sok malinowy w deszczowy wieczór. Jak ballady Coltrane’a na winylu.

Dzieci jakoś wchodzą w klimat i stają się rozkosznymi pociechami o wspaniałych humorach, a wszelkie fochy i konflikty przestają mieć znaczenie.

O ileż łatwiej jest potem, po takiej kilkugodzinnej kroplówce z błogością, funkcjonować w dorosłej i odpowiedzialnej codzienności.

muzeum wsi lubelskiej, w skansenie z dziecmi

muzeum wsi lubelskiej
Na pikniku. Tym razem kotlety z zielonej soczewicy, sałata i pomidorki koktajlowe.

gęsiego za mamą

3 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatomój stylpodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestyle

ręce w kieszeniach

by Paulina 17 lipca, 2020

Jak tylko mogę, chodzę do pracy piechotą. Jestem Człowiekiem Który Chodzi Na Piechotę. Spacery leczą mi głowę, pisałam o tym zresztą wielokrotnie.)
Idę więc sobie ostatnio swobodnie, słońce nagrzewa asfalt charakterystycznym wakacyjnym zapaszkiem. Jest jeszcze świeżo, po deszczu z poprzedniego wieczoru. Powietrze bzyczy trzmielami. Pachną trawy, rumianki i powoje. I lipy, królowe początku wakacji, odurzają. Ogarnia błogość, beztroska, prawie szukam gumy do grania po kieszeniach.
Łapią mnie zupełnie niepostrzeżenie takie nostalgie letnie, majaczą się obrazki.

Truskawki ze śmietaną, jedzone z emaliowanej miski na działce.
Krzywe, podwiędnięte wianki ze stokrotek.
Fasolka szparagowa i młode ziemniaczki z kefirem. Groszek prosto ze strączków.
Bąble na brudnych rękach, od fikołków i zjeżdżania po rurze na najwypaśniejszym lubelskim placu zabaw.
Nerwówka rodziców przed każdym wyjazdem na wakacje i pakowaniem koszmarnie wielkich śpiworów, słoików z jedzeniem i namiotu, którego rozłożenie kosztowało wszystkich inżynierskich umiejętności mojego Taty.
Liczenie bąbli po komarach.
Wysysanie czerwonej koniczyny na łąkach.
Niekończące się kąpiele w jeziorze, do całkiem sinych ust.
Wypatrywanie kształtów w chmurach.
Rekordy na skakance i hulahopie, zawody w grze w gumę.

Tęsknię za takim luzem, za rozkosznym nicniemuszeniem.
A tymczasem idę i za chwilę zamykam moje błogie majaki w szufladce z marzeniami i beztroską, i myślę o poważnych i dorosłych sprawach, martwię się, planuję, rozwiązuję problemy i w ogóle jestem obrzydliwie zorganizowana i poważna, uczesana i przezorna…

O beztroskę staram się popołudniami. I w weekendy. I gdy tylko się da. W lecie najcudowniejsze jest to, że wakacje robią się momentalnie. Poranna kawa na balkonie pachnącym lawendą, popołudnie na lodach nad fontanną, sobota na rowerach, nawet ten spacer do pracy.
W lecie wystarczy kocyk na trawie i głowa idzie na urlop, stresy usypiają kołysaniem hamaka, zmartwienia dają się ugłaskać słońcem.

17 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry