Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

odporność u dzieci

kleszczelaslatoodporność u dzieci

Kleszcze!!!

by Paulina 19 czerwca, 2018
Mój osobisty przysysacz

Temat jest niestety gorący. I bliski nam niestety. W ciągu ostatnich dwóch lat całkiem sporo dowiedzieliśmy się o kleszczach, unikaniu kleszczy, sposobach wyciągania kleszczy, badaniach kleszczy i chorobach przez kleszcze przenoszonych. Wszystko przez jednego jednomilimetrowego pajączka przyczepionego do ramienia Wilczka w Puszczy Białowieskiej dwa lata temu.
Ale od początku.

Opowiem Wam, jak było u nas, a potem wypiszę wnioski, jakie wyciągnęliśmy z tej nieprzyjemnej przygody.

Dwa lata temu byliśmy na przepięknym wyjeździe pod namiot na Podlasiu. To region idealny na rowery, więc  sporo czasu spędzaliśmy w białowieskich lasach na dwóch kółkach, z dzieciakami w przyczepce (osłoniętej moskitierą). Na takich wycieczkach zawsze mamy ze sobą apteczkę, niestety tym razem została w samochodzie. Gdy zatrzymaliśmy się na mały piknik, zauważyłam na ramieniu Wilczka kleszcza, który był jeszcze malutki, nie zdążył się napić krwi, ale był już wkręcony.
Wyciągnęliśmy go, niestety nie mieliśmy czym odkazić śladu. Kleszcza zabraliśmy ze sobą.

Po powrocie do Lublina, wysłaliśmy robala do analizy, niestety okazało się że jest zakażony boreliozą. Mieliśmy do wyboru podać antybiotyk „profilaktycznie”, albo poczekać trzy tygodnie, zrobić badania na przeciwciała i przeprowadzić ewentualną kurację dopiero wtedy. Uznaliśmy jednak, że antybiotyk to nie witaminka C, którą można sobie podać „na wszelki wypadek”. Badania na przeciwciała (potem Wam napiszę jakie) niestety potwierdziły obecność przeciwciał. Dostaliśmy trzy tygodnie antybiotyku. To był pierwszy antybiotyk Wilczka, i mocno go osłabił – zarówno w sensie odporności, jak i sił witalnych.

Przez rok po skończonej terapii powtarzaliśmy badania, cały czas obserwując, czy nie ma żadnych objawów, drżąc na każde „bolą mnie kolanka” (krętki borelii czasami atakują stawy) i obserwując pod lupą każde podejrzane zaczerwienienie (rumień jest jedynym stuprocentowym objawem zakażenia boreliozą). W międzyczasie ilość przeciwciał mocno wzrosła i istniało ryzyko leczenia antybiotykiem w szpitalu, na szczęście potem spadały, ostatnie badania pokazały poziom graniczny, więc wygląda na to, że możemy spać spokojniej.

Te dwa lata były dla nas czasem intensywnego chłonięcia wiedzy na temat kleszczy, prewencji, sposobów leczenia, więc dzisiaj postaram się nią z Wami podzielić. Przy czym pro forma zaznaczam, że nie jestem lekarzem i ten wpis nie może zastąpić porady lekarskiej (najlepiej sprawdzonego lekarza zakaźnika).

Ulubiona miejscówka kleszczy

To zaczynamy.

Jak się ochronić przed ukąszeniem kleszcza?

Przede wszystkim, wbrew popularnej opinii, kleszcze nie spadają z drzew, to nie spadochroniarze;). Najgęściej występują w wysokich trawach, łąkach, choć nie jest powiedziane że w mieście jesteśmy zupełnie bezpieczni (znalazłam kleszcza na moim dziecku w ogródku przydomowym w mieście). I nie oznacza to, że z obawy przed kleszczami trzeba zaprzestać kontaktów z naturą. Można zminimalizować ryzyko ukąszenia.

  • DEET nie działa na kleszcze – są skuteczne na komary, meszki, ale nie na kleszcze
  • są różne naturalne metody,olejki eteryczne, których kleszcze nie lubią (goździkowy, z trawy cytrynowej, lawendowy, anyżowy, eukaliptusowy). Nie dają stuprocentowej ochrony, ale zniechęcają i są naturalne
  • permetryna. Bardzo skuteczna, ale też bardzo drażniąca substancja i absolutnie nie nie nakładamy jej na skórę. Stosujemy niewielkie stężenie i spryskujemy ubrania w dobrze wentylowanym pomieszczeniu. Trzeba uważać, żeby w pobliżu nie było co oczywiste dzieci, i kotów – są wrażliwe na permetrynę
  • a w kwestii ubrań – długie nogawki i długie rękawy, czyli podstawa i najprostsze rozwiązanie
  • i jeszcze jedna metoda, bardzo prosta i bardzo skuteczna. Kleszcze nie wbijają się momentalnie, przeważnie dość długo wędrują po naszym ciele i szukają najlepszego dla siebie miejsca. Dlatego często się oglądamy, dzieciaki też są wyczulone na malutkie czarne pajączki. Już niejednego udało nam się pozbyć właśnie przed ukąszeniem.
Kleszcze nie skaczą z drzew

Co zrobić, gdy znajdziemy kleszcza?

Jeśli jeszcze się nie wkręcił, to nic, wystarczy się go pozbyć, nie ma ryzyka zarażenia:)
Jeśli jest już wczepiony, to – wbrew obiegowej opinii – jest już ryzyko, że zostawi po sobie jakąś nieprzyjemną pamiątkę, nawet jeśli wyjmiemy go szybko, zanim zdąży się napompować. Oczywiście ryzyko jest tym większe, im później odkryjemy robala (gdy napiją się już „pod korek” zwyczajnie wymiotują i wtedy mogą przekazywać nam groźne choroby), niemniej wbity kleszcz to już jest ryzyko.
Przede wszystkim, trzeba go umiejętnie i jak najszybciej, dosyć energicznie wyjąć, nie ściskać (żeby nie zwymiotował), nie wyrywać. My mamy tzw „kleszczołapki”, czyli miniaturowe narzędzie w kształcie łomu do wyciągania gwoździ – obejmuje on kleszcza i wyciąga bez ściskania. Są różne szkoły i narzędzia do wciągania, generalnie jest jedna wspólna zasada – trzeba zwracać uwagę, żeby kleszcza nie ściskać – wtedy zwiększamy ryzyko infekcji.
Miejsce należy solidnie zdezynfekować.
Moim zdaniem nie ma sensu sprawdzać, czy kleszcz był zarażony – to są dodatkowe koszty, a w przypadku wyniku pozytywnego i tak musimy zrobić badania, które potwierdzają, lub nie, obecność przeciwciał.
Spotkałam się z opinią lekarza, mówiącą o tygodniu antybiotyku jak najszybciej, przed robieniem badań. Ale ja osobiście nie jestem zwolenniczką takiego podejścia, nigdy nie wiemy, czy po tym tygodniu nie złapiemy kolejnego kleszcza, a potem kolejnego, i tak się możemy bujać na antybiotyku dłuższy czas, choć wcale nie wiadomo, czy faktycznie jest potrzeba.

Jakie badania gdy ukąsi kleszcz

Przede wszystkim badania z krwi nie potwierdzają nam w stu procentach zakażenia.

Są dwa rodzaje badań, które wykonuje się standardowo, wykrywają one przeciwciała (a nie bakterię). Pierwszy test, to test ELISA, który ma za zadanie potwierdzić obecność przeciwciał IGM i IGG na boreliozę. W przypadku przekroczenia normy, trzeba zrobić jeszcze jedno badanie, Western Blot, które potwierdzi (lub nie) że wykryte podwyższone przeciwciała, to przeciwciała na boreliozy.
Jeśli badania potwierdzają obecność przeciwciał boreliozy, trzeba pójść do lekarza, najlepiej od razu zakaźnika.

W kwestii diagnostyki boreliozy polecam jeszcze obejrzenie tego, bardzo rzetelnego filmu.

Metody alternatywne

Są teorie mówiące, że nasze organizmy są w stanie same zwalczyć boreliozę. Na pewno są w stanie trzymać krętki borelii „w ryzach”, jednak może się zdarzyć (i tak właśnie często bywa), że przy jakimś nadwyrężeniu układu odpornościowego pilnowane dotychczas krętki rozłażą się i wchodzą w różne nieciekawe miejsca siejąc naprawdę niefajne spustoszenie.
Gdy okazało się, że mamy do czynienia z boreliozą u Wilczka, i gdy jakiś rok po antybiotykoterapii bardzo wzrosły mu przeciwciała postanowiliśmy włączyć dodatkowe sposoby. Przede wszystkim, do znudzenia wzmacnialiśmy odporność. (tutaj teksty o tym, jak wzmocnić odporność u dzieci latem, i wzmacnianie odporności dzieci zimą). Sok z kiszonych buraków, balsam jerozolimski, ciepłe zupy, soki imbirowe, miód, kurkuma, czarnuszka. Hartowanie. Do tego postawiliśmy na ziołolecznictwo – w Lublinie działają Bonifratrzy, którzy przyrządzają indywidualnie dobrane mieszanki ziół. Wiem np, że szczeć jest ziołem sprawdzonym w walce z boreliozą. Wilczek ponad pół roku codziennie, trzy razy dziennie pił ziółka.
Ostatnie badanie pokazało znaaacznie zmniejszony poziom przeciwciał. Nie wiemy oczywiście, co konkretnie miało taki wpływ, czy organizm sobie po prostu poradził, czy pomogły te zioła, najważniejsze, że sytuacja się polepszyła.

I to by było na tyle. Myślę, że temat kleszczy wyczerpałam:) Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało.

Jeśli przydał Wam się ten tekst, będę wdzięczna za udostępnienie, chciałabym tylko jeszcze raz zaznaczyć, że ten artykuł został napisany z perspektywy i w oparciu o doświadczenia rodziców dziecka zarażonego przez kleszcza boreliozą, a nie naukowca badającego temat.

19 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckolatoodporność u dziecirozmyślaniazmysły

Dzikie Dzieci czyli pochwała wsi

by Paulina 23 sierpnia, 2017

 

wakacje na wsi, integracja sensoryczna, radosne dzieciństwo

Zdejmują buty już w samochodzie. Wysiadają na bosaka i biegną. Zanim my dojdziemy z licznymi naszymi torbami do domu i wejdziemy do ogrodu, oni już malowniczo ubrudzeni w samych gaciach zbierają borówki, maliny, albo obserwują robaczki.

Potem zazwyczaj następuje mały kryzys, zaczynają się kręcić, jęczeć i nie wiedzieć czego chcą, proszą o włączenie bajki albo przeczytanie książeczki, kłócą się i standardowo jedno (co najmniej) przychodzi do mnie z płaczem. A potem, po jakiś dwóch godzinach, zmieniają się w

wolne dzieci

czasem widać złociste główki zza owocowych krzewów
czasem słychać ich śmiech
czasem docierają do nas strzępki rozmów i planów na kolejne budowle
czasem stajemy się świadkami spektakularnej akcji policyjnej, sceny z życia dinozaurów lub spotkania dwóch młodych rodziców rozmawiających o swoich dzidziusiach w brzuchach
czasem widzimy jak zaaferowani podlewają kwiatki swoimi małymi konewkami
zbierają małe pomidorki i wożą taczkami
wymyślają historie
przyglądają się, przysłuchują, wąchają i dotykają
chłoną
a czasem w ogóle ich nie widzimy, mija czas, a oni ciągle w swoim magicznym dziecięcym świecie

dzieci na wsi, integracja sensoryczna, wakacje na wsi

W te wakacje spędzamy u moich rodziców nieprzyzwoicie dużo czasu. Jeździmy te 15 km od Lublina, by spędzić tam parę dni, albo chociaż parę godzin. Jedziemy ratować się przed upałami, objeść grządki i wykąpać w basenie. Jedziemy po spokój, odpoczynek, równowagę psychiczną i masy korzyści dla dzieciaków.

relaks  dla rodziców

Dzieci, które przez dłuższy czas zajmują się same sobą, to jedno z milszych doświadczeń rodzicielskich.To jedyne w swoim rodzaju połączenie odpoczynku doskonałego z dumą i satysfakcją, że takie mamy samodzielne dzieci (bo oczywiście tego typu zasługi przypisujemy sobie). A do tego to przepiękny i cholernie wzruszający widok, jeden z tych z cyklu „życie jest piękne”.

wzmacnianie odporności

Pisałam  w tamtym roku o letnim budowaniu odporności. Wieś, bose stopy (także po chłodnej rosie, czy deszczu), świeże powietrze, owoce prosto z krzaka i ruch przez cały dzień. Czyli wszystko, co najprostsze, najnaturalniejsze i najskuteczniejsze przy wzmacnianiu i hartowaniu młodych organizmów. Zupełnie za darmo, bezwysiłkowo i tak cudownie przy okazji.

na bosaka a hartowanie, wakacje na wsina bosaka a hartowanie, wakacje na wsi

Integracja sensoryczna

Coraz więcej dzieci w dzisiejszych czasach ma problemy z integracją sensoryczną (SI). Wikipedia tłumaczy pojęcie SI jako „podświadome współdziałanie zmysłów człowieka umożliwiające wykonywanie codziennych czynności.” A Polskie Stowarzyszenie Terapeutów Integracji Sensorycznej uzupełnia: „Termin integracja sensoryczna określa prawidłową organizację wrażeń
sensorycznych (bodźców) napływających przez receptory. Oznacza to, że
mózg, otrzymując informacje ze wszystkich zmysłów (wzrok, słuch,
równowaga, dotyk, czucie ruchu-kinestezja) dokonuje ich rozpoznania,
segregowania i interpretacji oraz integruje je z wcześniejszymi
doświadczeniami. Na tej podstawie mózg tworzy odpowiednią do sytuacji
reakcję nazywaną adaptacyjną. Jest to adekwatne i efektywne reagowanie
na wymogi otoczenia. Może to być odpowiedź ruchowa jak i myślowa.
Integracja
sensoryczna jest procesem, dzięki któremu mózg otrzymując informację ze
wszystkich systemów zmysłowych dokonuje ich segregacji, rozpoznania,
interpretacji i integracji z wcześniejszymi doświadczeniami.
„
Objawy zaburzeń SI są mało precyzyjne i w jakimś stopniu przejawia je wiele dzieci. Może to być np. zbyt duża, lub zbyt mała ruchliwość, „niedotykalskość”, nadwrażliwość na niektóre faktury, zbyt mała wrażliwość i poszukiwanie pobudzenia (np. intensywne kręcenie się w kółko, albo walenie głową w ścianę), trudności z koncentracją, problemy z koordynacją ruchową.

Zaburzenia mają oczywiście różne przyczyny, często zupełnie od rodziców niezależne. Faktem jest też jednak to, że kiedyś tego typu problemów było mniej (oczywiście mniej też była rozwinięta pedagogika i psychologia pozwalająca diagnozować takie problemy). A właśnie zanurzenie w przyrodę i pozwolenie na to by się pobrudziły, by doświadczały, odczuwały świat to coś, co kiedyś dzieci po prostu miały. To także coś, co możemy, i powinniśmy wszyscy dać swoim dzieciom, . Dzieciaki „puszczone wolno” w naturę będą turlać się po trawie, pocierać stópkami o piasek, głaskać błotko, brać do rączek żaby i świerszcze, wąchać kwiatki, czyli przepięknie wzmacniać wszystko, co ważne w SI. I tu chodzi o dokładnie te same doświadczania, co na terapiach SI – ale bez ich „terapiowej” aury pt. jest problem i pracujemy (w domyśle ciężko) nad polepszeniem sytuacji.
W naturze, na wsi, dzieciaki integrują się sensorycznie tak po prostu, o ćwiczeniach małej i dużej motoryki już nawet nie wspominam.

zabawa w glinie, bose stopy, dzieciństwo unplugged

huśtanie, wakacje na wsi

Kreatywność

Odkąd dzieciaki chodzą do przedszkola, jestem zadziwiona przebogatą ofertą zajęć dodatkowych dla maluchów. Oczywiście są standardowe zajęcia muzyczne, sportowe, językowe. Ale jest coraz więcej kwiatków typu stymulacja zmysłów, rozwój mózgu i chyba największy hit, czyli nauka kreatywności. Stymulowanie kreatywności u dzieci! Jak mawiał klasyk, nie ucz dziada charchać, czyli dzieci są samą kreatywnością! Kreatywność to drugie imię dzieciństwa a jedyna rola dorosłych w tej kwestii to dać dzieciom przestrzeń (także metaforyczną) i nie wtrącać się. Dać się ponudzić, i nie stymulować na siłę. A potem już tylko obserwować dyskretnie, jak powstają nowe fascynujące rzeczywistości pełne zwrotów akcji, odgrywane co chwilę nowe role, wyobrażane nowe światy. Wymyślają te zabawy aż furczy. Wyścigi, tworzenie, odgrywanie ról, zabawy zręcznościowe – mądre, piękne, uroczo bezsensowne, cudownie naiwne. A przede wszystkim ich.

Nie będę Was zanudzać peanami o wspaniałych korzyściach takich zabaw dla dziecięcego rozwoju. Może wspomnę tylko jedną oczywistą oczywistość, że dzieci, którym pozwala się bawić samodzielnie i zajmować sobą, będą umiały się sobą zajmować i będą samodzielne (Eureka!)

A do tego wspomnienia szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa, jakie właśnie im się wdrukowują.
Najzwyklejsza i najcudowniejsza na świecie dziecięca radość totalna.
Wyjedźmy z dziećmi z miasta.

23 sierpnia, 2017 23 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
odporność u dziecizdrowie dzieci

Jak wzmocnić odporność dzieci. Odsłona jesienna.

by Paulina 17 października, 2016

Nie dało się jej nie zauważyć, zanim na dobre zebraliśmy kocyki z letnich pikników,  już rozhulała się z deszczem, przenikliwym wiatrem i wirusami. W placówkach u moich dzieci jakby puściej. Temat chorowania dzieci staje się niestety bardzo aktualny.

Tak jak pisałam w lecie, o odporność dzieciaków warto zacząć dbać właśnie wtedy – gdy o chorobach z ulgą zapominamy. Warto się wtedy wzmacniać, nasycać i hartować.


A teraz… Teraz nie psujemy tego, co zdobyliśmy i wzmacniamy się dalej.

Świeże powietrze na odporność

Walczę o spacerki. O wychodzenie na dwór, o świeże powietrze, o ruch. Wilczek co prawda poczuł tę przytulność jesienno – domową, i na dwór nie chce wychodzić, bo zimno i wieje. Przyznam że mnie wtedy trafia trochę, bo ciągle jeszcze wierzę że na tym polega dzieciństwo, z rumieńcami i błyszczącymi oczami, z glutem może trochę od zimna, ale z tą legendarną dziecięcą energią i to nie ja mam go namawiać na plac zabaw, to mnie, dorosłemu ma się nie chcieć, a oni mają chcieć jeszcze i jeszcze. Ale, może taki moment po prostu, staram się nie zmuszać, raczej stosować podstępy (zawody w zbieraniu najbardziej kolorowych liści, kasztanów, bieganie do celu, liczenie okrążeń, wyścigi)
To jest najprostsze i najnaturalniejsze na świecie, gdy ruszamy się na zimnym powietrzu, organizm się hartuje i dotlenia, a przez to nabiera mocy. (oczywiście jeśli nie mamy pecha mieszkać w okolicach w których ludzie sami, na własne życzenie fundują sobie wdychanie syfu).
Staramy się robić choćby krótkie wypady za miasto, do lasu.
Nie przegrzewam też dzieciaków na dworze. Ubieramy się raczej na cebulkę, żeby można było zdjąć jakąś warstwę, gdy zajdzie taka potrzeba.

hartowanie dzieci, wzmacnianie odporności, zwiększanie odporności

Nie przegrzewam też mieszkania. staramy się nie przekraczać 20st w mieszkaniu (no, poza łazienką), codziennie naprawdę porządnie wietrzę sypialnie.
Jeszcze w kwestii mieszkania. Jesienią i zimą często jest za sucho. Dlatego nawilżamy – często wystarczy pranie, albo mokry ręcznik na kaloryferze. Można się tez zaopatrzyć w nawilżacz rozbijający cząsteczki wody ultradźwiękami, często można do nich dodać olejki eteryczne (eteryczny, nie zapachowy to zasadnicza różnica) i korzystać z dobrodziejstw aromaterapii. Taka forma „rozpylania” olejków eterycznych jest najkorzystniejsza, nie są one podgrzewane. A te dobrodziejstwa to nie tylko miły zapach, to często też działanie przeciwwirusowe, wspomagające pracę górnych dróg oddechowych, są też właściwości odprężające i relaksujące.

Jedzenie a odporność.

Bardzo zachęcam zajrzeć na post o jedzeniu zimowym. Wspomniałam w nim, że to, co dostarczamy do brzucha, ma przemożną moc. Zaczynając od właściwości doraźnie rozgrzewających (ciepła zupa jedzona po zmarznięciu na dworze jest jak balsam zdrowotny), na wartościach odżywczych i wzmocnieniu ogólnym kończąc.
Do tego warto szczególnie zadbać o dorzucanie super-food, to, jak już  kiedyś pisałam, jedzenie wszystkomające.

  • Kasza jaglana – ocieplająca, wysuszająca śluz i zasadowa, z całą masą składników odżywczych i inne kasze, 
  • olej kokosowy tłoczony na zimno – unikalne połączenie kwasów tłuszczowych, kwas laurynowy o właściwościach antygrzybicznych, antywirusowych i antybakteryjnych, do tego właściwości odchudzające. I inne oleje tłoczone na zimno, lniany, rzepakowy, dyniowy, z oliwek
  • komosa ryżowa, 
  • siemię lniane – trochę niedoceniane np w porównaniu do nasion chia a to prawdziwa bomba zdrowia. Ja dodaję do koktajli i do porannej jaglanki
  • kurkuma, czarnuszka, imbir (jako dodatek)
  • dynia, buraki, natka pietruszki cebula i czosnek. 
  • I koktajle – czyli sprytny sposób na przemycenie masy cudowności (nie zawsze smakujących maluchom) w postaci ładnego, kolorowego napoju.

Flora bakteryjna, czyli odporność z brzucha.

Ponieważ Wilczek przywiózł sobie z Podlasia bardzo niesympatyczną odkleszczową pamiątkę, mamy trzy tygodnie antybiotyku (pierwszego w życiu), Bałam się strasznie tego osławionego spadku odporności, i naczytałam się trochę o dobrych bakteriach z jelit. Które są arcy ważne, bo właśnie one w dużej mierze są odpowiedzialne za odporność. Dajemy teraz dzieciakom probiotyki (Iskrze niecodziennie), zwracamy uwagę na to, jakie szczepy bakterii są w nich obecne (takie, które wykazują właściwości pozwalające faktycznie dotrzeć do jelit). I dbamy o florę bakteryjną naturalnie: czyli jemy ogórki, kapustę – kiszoną, nie kwaszoną, z dobrego źródła, chleb na zakwasie.

I kwas buraczany, cudowny nie tylko ze względu na kwas mlekowy, ale także same buraki – ten robimy sami w domu:

  • Do wielkiego słoja wrzuca się grubo pokrojone (nie obrane, tylko wyszorowane) buraki, 
  • Potem dodaje się przyprawy, czyli parę ząbków czosnku, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, 
  • Wszystko zalewa się przegotowaną osoloną wodą (łyżka soli na litr wody), tak, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię wody(dlatego przyprawy można dodać między burakami). Można dodać też skórkę od chleba żytniego.
  • Po mniej więcej tygodniu, zakwas jest gotowy. My pijemy na szklanki (jest pyszny!), dzieciaki na łyżki, jako syropek

Suplementy na odporność. 

Suplementacja to nie tylko słodkie żelki i syropki z syntetycznymi witaminkami. Mamy to szczęście mieć w domu dwóch lekomanów, którzy zjedzą wszystko pod warunkiem, że będzie się nazywało syropkiem. A co im daję pod tą nazwą?

  • tran – klasyczny, norweski, nawet bez zapachów dodatkowych, albo olej lniany
  • syrop z cebuli – czyli pokrojona z piórka cebula (naturalny antybiotyk, mnóstwo witaminy C) z miodem (kolejny naturalny antybiotyk, masa mikroelementów, witaminy)
  • witamina D (na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych promienie słoneczne padają pod takim kątem, że nie ma promieni UVB potrzebnych naszej skórze do wyprodukowania tej witaminy
  • i różne dodatkowe, mam trochę soków od mamy (z pigwy, malinowy, z bzu czarnego i sosny), które dajemy na zasadzie syropków właśnie
  • Syrop apteczny, z jodem, witaminami z grupy B, l-argininą i glukanem

Chyba tyle. Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na zwiększenie odporności u dzieci w okresie jesienno-zimowym?

17 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckoodporność u dziecizdrowie dzieci

zwiększenie odporności u dzieci, czas start!

by Paulina 21 sierpnia, 2016

Choroby u dzieci to stan zarówno normalny, jak i stresujący.
Temat,
o którym z ulgą zapominamy w lecie. Jaki rodzic tego nie zna, te
przekładane spotkania ze znajomymi, którzy też mają dzieci przez kolejne
tygodnie, bo co chwilę któreś jest chore. Te gluty i gorączki,
wsłuchiwanie się w nocny kaszel – oby-nie-oskrzela, ten alarm w głowie
na każde „mamo boli mnie ucho”, na każda nadprogramową drzemkę, większą
bladość i na każda podejrzaną krostkę czy rzadszą kupkę.

Jak to miło w lecie trochę od tego odpocząć.

Ale
dobrze jest nie odpuszczać w walce o zwiększenie odporności. To właśnie
teraz jest moment budowania „odpornościowej bazy” u dzieciaków. To, co
jedzą i co robią teraz w dużej mierze będzie decydować o jesieni i
zimie.

Latem odporność wzmacnia się mimochodem

U nas pewne rzeczy dzieją się naturalnie
zupełnie, bo tak jest nam wygodnie, tak jest dla nas normalnie. Ale te
niektóre naturalne zachowania promuję bardzo świadomie, bo wiem, że małe
organizmy świetnie się wtedy wzmacniają.

Wzmacnianie odporności przez hartowanie

Przede wszystkim, nasze dzieci całe lato spędzają na bosaka. Jak tylko się da i ogólnie jest w miarę ciepło, moje maluchy zdejmują buty. Nawet gdy trawa / piasek nie najcieplejsze. Pewnie wszyscy (przynajmniej ci czytający o najlepszych butach dla dziecka) wiedzą, że chodzenie na bosaka po naturalnych terenach (bo już posadzki, terakoty i inne już takie super nie są), to najlepsze co może się przydarzyć stopie – bo masaż i akupresura, wspomaganie prawidłowej postawy. No i, takie bieganie na bosaka po chłodnej trawie czy piasku to świetna metoda hartowania. Oczywiście nie przesadzamy, gdy dziecku jest zimno, ubieramy się, zakładamy skarpety, buty itd. Ale jednocześnie mam świadomość, że gdy mają chłodne stópki, ale biegają i skaczą i mają ciepły kark, to nie jest to droga do przeziębienia.
I tylko chcę uczulić, jeśli ktoś chce spróbować, żeby nie rzucać się na głęboką wodę. Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do chodzenia boso, niech przyzwyczaja się stopniowo, zwłaszcza jeśli chcemy dać mu pohasać po zimnej rosie np. Najpierw proponuję najnaturalniejsze letnie bieganie na bosaka, a potem wprowadzanie tych, powiedzmy, mniej oczywistych sytuacji (choć wciąż w lecie bardzo naturalnych ) typu właśnie chłodna rosa poranna lub wieczorna, zimne morze, czy strumyk, nieogrzany piasek

Wzmacnianie odporności a suplementy

Nie wierzę w syntetyczne witaminki w słodkich żelkach i syropkach. Może wyjdę na oszołoma i ekofreaka, ale myślę, że te sztucznie pozyskane witaminki, oderwane od ich naturalnego środowiska występowania, za to wzbogacone cukrem, po prostu niewiele dają. Zdecydowanie, gdy mogę „suplementuję nas” naturalnie. To teraz jest czas nasycenia się dobrociami. Korzystamy do przesytu ze wszystkich cudowności matki ziemi. Na potęgę jemy maliny, jeżyny, porzeczki, śliwki, jagody i borówki. Zażeramy się pomidorami, papryką, cukinią, fasolką i bobem. Warzywa i owoce teraz to bomba witalności, witaminy i składniki odżywcze podane w najlepszy możliwy sposób, świeży i naturalny.
Teraz też warto (jeśli ktoś lubi i ma czas) pomyśleć o sposobach zachowania tych wspaniałości na zimę. Mrożenie, konfitury, dżemy i soki. I kiszonki, czyli kolejna rewelacja – fantastyczne źródło witaminy C i dobrych bakterii zbawiennych dla jelit (gdzie podobno mieszka nasza odporność). 

Jeśli chodzi o witaminę C, to ma ona wpływ nie tylko na
odporność, ale także na wzmocnienie kości, gojenie się ran, ogólną energię i
samopoczucie. Jest ona silnym przeciwutleniaczem, polepsza wchłanianie żelaza, dobrze
wpływa na pamięć i serce. Warto właśnie w lecie zajadać ją w najlepiej
przyswajalnej, naturalnej i najpyszniejszej formie – dużo witaminy C zawierają
czarne porzeczki, truskawki i jagody, papryka, szpinak, czy natka pietruszki.
Zapraszam do tego artykułu, który mówi tej witaminie więcej – jej wspaniałych właściwościach,
ale też o mitach, które narosły wokół niej.

Łapiemy słońce. Łowimy witaminę D, ile wlezie. Oczywiście nie kładę dzieci plackiem w południe na pełnym słońcu, nie chcemy przy okazji oparzeń i raka, ale na poranne lub popołudniowe promienie często wystawiamy się bez filtrów. Tylko w lecie nasze organizmy są w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tej cennej witaminy, więc korzystamy.

Odporność dzięki świeżemu powietrzu

I nawet jeśli słońca nie ma, maksymalnie dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, w ruchu. Trochę deszczu nigdy nikomu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie – właśnie teraz dobrze jest czasem w deszczu sobie pobiegać. I to świeże powietrze to nie tylko ładne powiedzonko. My mamy to szczęście, że mieszkamy w czystym zakątku Polski.
Ale, jeśli pochodzicie z bardziej uprzemysłowionej części kraju, to teraz jest fajny moment na zmianę klimatu i pooddychanie innym powietrzem, – bardzo dobrze robi taka odmiana, a jeśli nie mamy możliwości odbycia dalszej podróży nad morze czy w góry, dużo dają nawet krótkie wypady za miasto, do lasu – po cudowne świerkowe i sosnowe olejki eteryczne, działające wspaniale na drogi oddechowe.

Nie przesadzam z wychładzaczami. Owszem, jemy lody, ale nie robię z nich codziennego rytuału. Jemy dużo sałatek, jogurtów i chłodników, ale staram się tez pamiętać o zupkach, normalnym, ciepłym obiedzie, śniadania w dalszym ciągu przeważnie na ciepło. Lato w Polsce jest dość krótkie, nie warto aż tak intensywnie się ochładzać.

Teraz tylko tyle. I aż tyle. Najprościej i najskuteczniej jak się da. Przy żadnym wysiłku właściwie – raczej pewnej świadomości, dajemy dzieciakom fajną bazę i podstawy do budowania solidnej odporności.


I jeszcze jedno – nie jest powiedziane, że wzmocnione dzieci nie będą w ogóle chorować. Wirusy i bakterie atakują, zwłaszcza w przedszkolach czy żłobkach. Ale kluczowe jest tutaj to, jak mały organizm sobie z takimi atakami radzi. A wzmocniony, radzi sobie naprawdę dobrze. Moje dzieci w ubiegłym roku, były osłabione jesienną ospą wietrzną, i infekcje łapały dość często, ale wszystkie kończyły się na kilku (czasem kilkunasto) dniowym pobycie w domu, z gorączką, katarem i kaszlem, udało się uniknąć zapaleń wszelkich, powikłań, antybiotyków i sterydów. Małe organizmy same radziły sobie z chorobą, dzięki czemu, za każdym razem się wzmacniały.

*wpis powstał we współpracy z portalem natu.care

21 sierpnia, 2016 22 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • gdy zwykły weekend
  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • gdy zwykły weekend

    20 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • bumerang

    17 kwietnia, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry