Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

zdrowie dzieci

codziennośćdomowojak odpoczywaćkulturalniemindfulnessslow lifestylezdrowie dziecizima

Nawet chcieć się nie chce dziś, czyli jak dodać sobie energii w zimie

by Paulina 29 stycznia, 2017

 

jak wypocząć, uważność, brak energii

 Gdy rozbiera się choinkę i zdejmuje te wszystkie świąteczne ozdoby z domu, to ten moment się zbiega z takim niefajnym okresem zawieszenia.

To jest ten czas kiedy wyczerpują się do zera zapasy energii i słońca zgromadzone w lecie. Czas atakujących ciągle infekcji i braku sił by z nimi walczyć, czas zimna przenikającego do kości, ospałości, zmęczenia i górującej nad wszystkim potrzeby zawinięcia się w kocyk z czymś ciepłym do picia, oglądania dobry filmów i czytania rozbuchanych powieści przez najbliższy miesiąc.
Dopadło i mnie, mimo ostatnich zachwytów zimą i zimnem.
Nie chce mi się ćwiczyć, za to chce się jeść, i to najbardziej frytki, fondue i treściwe zupy, ze śmietaną. Albo ciasta, jeszcze ciepłe najlepiej, maślane.

Słucham sobie teraz Tajemniczy Ogród i tak na mnie sugestywnie działają te opisy budzącej się przyrody… I ta choinka wyrzucona… A przy tym zima w pełnym rozkwicie i nawet nie próbuję jeszcze budzić w sobie tego nastroju przedwiosenno – oczekującego i kupować tulipanów z Lidla czy siać rzeżuchy – to jeszcze nie ten czas. To czas, który trzeba przetrwać, i jakoś radzić sobie z kompletnym brakiem energii, który, niestety, trochę się kończy błędnym kołem, bo im mniej mam energii, tym mniej  robię, a im mniej robię, tym mniej energii mam.
Dlatego, staram się jakoś spiąć w sobie i ratuję się, jak mogę. Jakiś czas temu, żeby jakoś się ożywić, wprowadziłam u siebie „program naprawczy”, bo jak tak dalej pójdzie, marca doczekam jako grubas bez kondycji, za to z pryszczami, wzdęciami i depresją.

Co ciekawe, małoletni nie odczuwają zupełnie spadków energii

Powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie…

 Comfort food vs superfood

Generalne założenie, to „jak mogę, wybieram zdrowiej”. Czyli może i tucząco i ciężkawo, ale przynajmniej naturalnie. Czyli np frytki z prawdziwych ziemniaków a nie czipsy. Majonez robiony w domu z jajka od szczęśliwej kury, zupy z dużą ilością warzyw, zupy kremy. Zapiekanki może i z masą roztopionego sera ale też masą dobrych i wartościowych rzeczy w środku. Przypraw dużo, ale żadnych gotowych mieszanek, żadnych „miksów, fixów” itd. Żadnych margaryn za to sporo dobrych olejów. Zdaję sobie sprawę, że czasem może to przypominać zamawianie coli zero do bigmaca, ale podobno diabeł tkwi w szczegółach.

A do tego dodaję różne napoje mocy.

Dzień zaczynam od ciepłej wody z cytryną, miodem i chili.
Codziennie piję zakwas buraczany. (pisałam o nim już tutaj) Zwykłe i poczciwe buraki same w sobie działają pobudzająco ożywczo i energetycznie, a do tego mają całe mnóstwo wartości odżywczych (żelazo, kwas foliowy i masa witamin), a kiszonki to wspaniała rzecz wzmacniająca odporność.

Piję koktajle z zapałem neofity – mamy wreszcie porządny blender kielichowy, który mieli mi liście i twarde warzywa tak, że moje smoothies są naprawdę smoooooooooth. Zawsze staram się tam wrąbać jakiegoś superfooda – olej kokosowy, jarmuż, spirulinę, jagody goji, siemię lniane, komosę ryżową – oczywiście tak, żeby całość dobrze smakowała. (na zdjęciu jagody goji, resztka jaglanki porannej, banany, pomarańcza i grejpfrut)

Piję też „herbatkę imbirową„. Chodzi o parę plastrów świeżego korzenia imbiru gotowanych przez parę minut w wodzie. Imbir, jak pewnie wiecie, jest super, podkręca metabolizm, wzmacnia organizm, leczy przeziębienia i zwiększa koncentrację (przydatne!)

I w ogóle piję ciepłe rzeczy zawierające zdrowie. Czystek, lipę, melisę.

No i zmuszam się do machnięcia czasem nogą czy ręką. Albo przynajmniej solidny plac zabaw czy spacerek z dzieciakami.

A poza tym, nie odmawiam sobie jakoś drastycznie tych esencjonalnych
zup, zapiekanych ziemniaków, kremowych sosów i złocistych grzanek. W
końcu kiedy, jak nie teraz? Czasami trzeba sobie trochę pofolgować,
pogłasiać swoje zmarznięte (i wychudzone zapewne…) wewnętrzne dziecko.
 

29 stycznia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
odporność u dziecizdrowie dzieci

Jak wzmocnić odporność dzieci. Odsłona jesienna.

by Paulina 17 października, 2016

Nie dało się jej nie zauważyć, zanim na dobre zebraliśmy kocyki z letnich pikników,  już rozhulała się z deszczem, przenikliwym wiatrem i wirusami. W placówkach u moich dzieci jakby puściej. Temat chorowania dzieci staje się niestety bardzo aktualny.

Tak jak pisałam w lecie, o odporność dzieciaków warto zacząć dbać właśnie wtedy – gdy o chorobach z ulgą zapominamy. Warto się wtedy wzmacniać, nasycać i hartować.


A teraz… Teraz nie psujemy tego, co zdobyliśmy i wzmacniamy się dalej.

Świeże powietrze na odporność

Walczę o spacerki. O wychodzenie na dwór, o świeże powietrze, o ruch. Wilczek co prawda poczuł tę przytulność jesienno – domową, i na dwór nie chce wychodzić, bo zimno i wieje. Przyznam że mnie wtedy trafia trochę, bo ciągle jeszcze wierzę że na tym polega dzieciństwo, z rumieńcami i błyszczącymi oczami, z glutem może trochę od zimna, ale z tą legendarną dziecięcą energią i to nie ja mam go namawiać na plac zabaw, to mnie, dorosłemu ma się nie chcieć, a oni mają chcieć jeszcze i jeszcze. Ale, może taki moment po prostu, staram się nie zmuszać, raczej stosować podstępy (zawody w zbieraniu najbardziej kolorowych liści, kasztanów, bieganie do celu, liczenie okrążeń, wyścigi)
To jest najprostsze i najnaturalniejsze na świecie, gdy ruszamy się na zimnym powietrzu, organizm się hartuje i dotlenia, a przez to nabiera mocy. (oczywiście jeśli nie mamy pecha mieszkać w okolicach w których ludzie sami, na własne życzenie fundują sobie wdychanie syfu).
Staramy się robić choćby krótkie wypady za miasto, do lasu.
Nie przegrzewam też dzieciaków na dworze. Ubieramy się raczej na cebulkę, żeby można było zdjąć jakąś warstwę, gdy zajdzie taka potrzeba.

hartowanie dzieci, wzmacnianie odporności, zwiększanie odporności

Nie przegrzewam też mieszkania. staramy się nie przekraczać 20st w mieszkaniu (no, poza łazienką), codziennie naprawdę porządnie wietrzę sypialnie.
Jeszcze w kwestii mieszkania. Jesienią i zimą często jest za sucho. Dlatego nawilżamy – często wystarczy pranie, albo mokry ręcznik na kaloryferze. Można się tez zaopatrzyć w nawilżacz rozbijający cząsteczki wody ultradźwiękami, często można do nich dodać olejki eteryczne (eteryczny, nie zapachowy to zasadnicza różnica) i korzystać z dobrodziejstw aromaterapii. Taka forma „rozpylania” olejków eterycznych jest najkorzystniejsza, nie są one podgrzewane. A te dobrodziejstwa to nie tylko miły zapach, to często też działanie przeciwwirusowe, wspomagające pracę górnych dróg oddechowych, są też właściwości odprężające i relaksujące.

Jedzenie a odporność.

Bardzo zachęcam zajrzeć na post o jedzeniu zimowym. Wspomniałam w nim, że to, co dostarczamy do brzucha, ma przemożną moc. Zaczynając od właściwości doraźnie rozgrzewających (ciepła zupa jedzona po zmarznięciu na dworze jest jak balsam zdrowotny), na wartościach odżywczych i wzmocnieniu ogólnym kończąc.
Do tego warto szczególnie zadbać o dorzucanie super-food, to, jak już  kiedyś pisałam, jedzenie wszystkomające.

  • Kasza jaglana – ocieplająca, wysuszająca śluz i zasadowa, z całą masą składników odżywczych i inne kasze, 
  • olej kokosowy tłoczony na zimno – unikalne połączenie kwasów tłuszczowych, kwas laurynowy o właściwościach antygrzybicznych, antywirusowych i antybakteryjnych, do tego właściwości odchudzające. I inne oleje tłoczone na zimno, lniany, rzepakowy, dyniowy, z oliwek
  • komosa ryżowa, 
  • siemię lniane – trochę niedoceniane np w porównaniu do nasion chia a to prawdziwa bomba zdrowia. Ja dodaję do koktajli i do porannej jaglanki
  • kurkuma, czarnuszka, imbir (jako dodatek)
  • dynia, buraki, natka pietruszki cebula i czosnek. 
  • I koktajle – czyli sprytny sposób na przemycenie masy cudowności (nie zawsze smakujących maluchom) w postaci ładnego, kolorowego napoju.

Flora bakteryjna, czyli odporność z brzucha.

Ponieważ Wilczek przywiózł sobie z Podlasia bardzo niesympatyczną odkleszczową pamiątkę, mamy trzy tygodnie antybiotyku (pierwszego w życiu), Bałam się strasznie tego osławionego spadku odporności, i naczytałam się trochę o dobrych bakteriach z jelit. Które są arcy ważne, bo właśnie one w dużej mierze są odpowiedzialne za odporność. Dajemy teraz dzieciakom probiotyki (Iskrze niecodziennie), zwracamy uwagę na to, jakie szczepy bakterii są w nich obecne (takie, które wykazują właściwości pozwalające faktycznie dotrzeć do jelit). I dbamy o florę bakteryjną naturalnie: czyli jemy ogórki, kapustę – kiszoną, nie kwaszoną, z dobrego źródła, chleb na zakwasie.

I kwas buraczany, cudowny nie tylko ze względu na kwas mlekowy, ale także same buraki – ten robimy sami w domu:

  • Do wielkiego słoja wrzuca się grubo pokrojone (nie obrane, tylko wyszorowane) buraki, 
  • Potem dodaje się przyprawy, czyli parę ząbków czosnku, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, 
  • Wszystko zalewa się przegotowaną osoloną wodą (łyżka soli na litr wody), tak, żeby nic nie wystawało ponad powierzchnię wody(dlatego przyprawy można dodać między burakami). Można dodać też skórkę od chleba żytniego.
  • Po mniej więcej tygodniu, zakwas jest gotowy. My pijemy na szklanki (jest pyszny!), dzieciaki na łyżki, jako syropek

Suplementy na odporność. 

Suplementacja to nie tylko słodkie żelki i syropki z syntetycznymi witaminkami. Mamy to szczęście mieć w domu dwóch lekomanów, którzy zjedzą wszystko pod warunkiem, że będzie się nazywało syropkiem. A co im daję pod tą nazwą?

  • tran – klasyczny, norweski, nawet bez zapachów dodatkowych, albo olej lniany
  • syrop z cebuli – czyli pokrojona z piórka cebula (naturalny antybiotyk, mnóstwo witaminy C) z miodem (kolejny naturalny antybiotyk, masa mikroelementów, witaminy)
  • witamina D (na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych promienie słoneczne padają pod takim kątem, że nie ma promieni UVB potrzebnych naszej skórze do wyprodukowania tej witaminy
  • i różne dodatkowe, mam trochę soków od mamy (z pigwy, malinowy, z bzu czarnego i sosny), które dajemy na zasadzie syropków właśnie
  • Syrop apteczny, z jodem, witaminami z grupy B, l-argininą i glukanem

Chyba tyle. Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby na zwiększenie odporności u dzieci w okresie jesienno-zimowym?

17 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckoodporność u dziecizdrowie dzieci

zwiększenie odporności u dzieci, czas start!

by Paulina 21 sierpnia, 2016

Choroby u dzieci to stan zarówno normalny, jak i stresujący.
Temat,
o którym z ulgą zapominamy w lecie. Jaki rodzic tego nie zna, te
przekładane spotkania ze znajomymi, którzy też mają dzieci przez kolejne
tygodnie, bo co chwilę któreś jest chore. Te gluty i gorączki,
wsłuchiwanie się w nocny kaszel – oby-nie-oskrzela, ten alarm w głowie
na każde „mamo boli mnie ucho”, na każda nadprogramową drzemkę, większą
bladość i na każda podejrzaną krostkę czy rzadszą kupkę.

Jak to miło w lecie trochę od tego odpocząć.

Ale
dobrze jest nie odpuszczać w walce o zwiększenie odporności. To właśnie
teraz jest moment budowania „odpornościowej bazy” u dzieciaków. To, co
jedzą i co robią teraz w dużej mierze będzie decydować o jesieni i
zimie.

Latem odporność wzmacnia się mimochodem

U nas pewne rzeczy dzieją się naturalnie
zupełnie, bo tak jest nam wygodnie, tak jest dla nas normalnie. Ale te
niektóre naturalne zachowania promuję bardzo świadomie, bo wiem, że małe
organizmy świetnie się wtedy wzmacniają.

Wzmacnianie odporności przez hartowanie

Przede wszystkim, nasze dzieci całe lato spędzają na bosaka. Jak tylko się da i ogólnie jest w miarę ciepło, moje maluchy zdejmują buty. Nawet gdy trawa / piasek nie najcieplejsze. Pewnie wszyscy (przynajmniej ci czytający o najlepszych butach dla dziecka) wiedzą, że chodzenie na bosaka po naturalnych terenach (bo już posadzki, terakoty i inne już takie super nie są), to najlepsze co może się przydarzyć stopie – bo masaż i akupresura, wspomaganie prawidłowej postawy. No i, takie bieganie na bosaka po chłodnej trawie czy piasku to świetna metoda hartowania. Oczywiście nie przesadzamy, gdy dziecku jest zimno, ubieramy się, zakładamy skarpety, buty itd. Ale jednocześnie mam świadomość, że gdy mają chłodne stópki, ale biegają i skaczą i mają ciepły kark, to nie jest to droga do przeziębienia.
I tylko chcę uczulić, jeśli ktoś chce spróbować, żeby nie rzucać się na głęboką wodę. Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do chodzenia boso, niech przyzwyczaja się stopniowo, zwłaszcza jeśli chcemy dać mu pohasać po zimnej rosie np. Najpierw proponuję najnaturalniejsze letnie bieganie na bosaka, a potem wprowadzanie tych, powiedzmy, mniej oczywistych sytuacji (choć wciąż w lecie bardzo naturalnych ) typu właśnie chłodna rosa poranna lub wieczorna, zimne morze, czy strumyk, nieogrzany piasek

Wzmacnianie odporności a suplementy

Nie wierzę w syntetyczne witaminki w słodkich żelkach i syropkach. Może wyjdę na oszołoma i ekofreaka, ale myślę, że te sztucznie pozyskane witaminki, oderwane od ich naturalnego środowiska występowania, za to wzbogacone cukrem, po prostu niewiele dają. Zdecydowanie, gdy mogę „suplementuję nas” naturalnie. To teraz jest czas nasycenia się dobrociami. Korzystamy do przesytu ze wszystkich cudowności matki ziemi. Na potęgę jemy maliny, jeżyny, porzeczki, śliwki, jagody i borówki. Zażeramy się pomidorami, papryką, cukinią, fasolką i bobem. Warzywa i owoce teraz to bomba witalności, witaminy i składniki odżywcze podane w najlepszy możliwy sposób, świeży i naturalny.
Teraz też warto (jeśli ktoś lubi i ma czas) pomyśleć o sposobach zachowania tych wspaniałości na zimę. Mrożenie, konfitury, dżemy i soki. I kiszonki, czyli kolejna rewelacja – fantastyczne źródło witaminy C i dobrych bakterii zbawiennych dla jelit (gdzie podobno mieszka nasza odporność). 

Jeśli chodzi o witaminę C, to ma ona wpływ nie tylko na
odporność, ale także na wzmocnienie kości, gojenie się ran, ogólną energię i
samopoczucie. Jest ona silnym przeciwutleniaczem, polepsza wchłanianie żelaza, dobrze
wpływa na pamięć i serce. Warto właśnie w lecie zajadać ją w najlepiej
przyswajalnej, naturalnej i najpyszniejszej formie – dużo witaminy C zawierają
czarne porzeczki, truskawki i jagody, papryka, szpinak, czy natka pietruszki.
Zapraszam do tego artykułu, który mówi tej witaminie więcej – jej wspaniałych właściwościach,
ale też o mitach, które narosły wokół niej.

Łapiemy słońce. Łowimy witaminę D, ile wlezie. Oczywiście nie kładę dzieci plackiem w południe na pełnym słońcu, nie chcemy przy okazji oparzeń i raka, ale na poranne lub popołudniowe promienie często wystawiamy się bez filtrów. Tylko w lecie nasze organizmy są w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tej cennej witaminy, więc korzystamy.

Odporność dzięki świeżemu powietrzu

I nawet jeśli słońca nie ma, maksymalnie dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, w ruchu. Trochę deszczu nigdy nikomu nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie – właśnie teraz dobrze jest czasem w deszczu sobie pobiegać. I to świeże powietrze to nie tylko ładne powiedzonko. My mamy to szczęście, że mieszkamy w czystym zakątku Polski.
Ale, jeśli pochodzicie z bardziej uprzemysłowionej części kraju, to teraz jest fajny moment na zmianę klimatu i pooddychanie innym powietrzem, – bardzo dobrze robi taka odmiana, a jeśli nie mamy możliwości odbycia dalszej podróży nad morze czy w góry, dużo dają nawet krótkie wypady za miasto, do lasu – po cudowne świerkowe i sosnowe olejki eteryczne, działające wspaniale na drogi oddechowe.

Nie przesadzam z wychładzaczami. Owszem, jemy lody, ale nie robię z nich codziennego rytuału. Jemy dużo sałatek, jogurtów i chłodników, ale staram się tez pamiętać o zupkach, normalnym, ciepłym obiedzie, śniadania w dalszym ciągu przeważnie na ciepło. Lato w Polsce jest dość krótkie, nie warto aż tak intensywnie się ochładzać.

Teraz tylko tyle. I aż tyle. Najprościej i najskuteczniej jak się da. Przy żadnym wysiłku właściwie – raczej pewnej świadomości, dajemy dzieciakom fajną bazę i podstawy do budowania solidnej odporności.


I jeszcze jedno – nie jest powiedziane, że wzmocnione dzieci nie będą w ogóle chorować. Wirusy i bakterie atakują, zwłaszcza w przedszkolach czy żłobkach. Ale kluczowe jest tutaj to, jak mały organizm sobie z takimi atakami radzi. A wzmocniony, radzi sobie naprawdę dobrze. Moje dzieci w ubiegłym roku, były osłabione jesienną ospą wietrzną, i infekcje łapały dość często, ale wszystkie kończyły się na kilku (czasem kilkunasto) dniowym pobycie w domu, z gorączką, katarem i kaszlem, udało się uniknąć zapaleń wszelkich, powikłań, antybiotyków i sterydów. Małe organizmy same radziły sobie z chorobą, dzięki czemu, za każdym razem się wzmacniały.

*wpis powstał we współpracy z portalem natu.care

21 sierpnia, 2016 22 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • Bieszczady z dziećmi. Znowu!

    10 sierpnia, 2018
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry