Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

wakacje

Francjalatomój styl podróżniczymorze z dziećminamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bretania z dziećmi pod namiotem

by Paulina 31 sierpnia, 2025

Kiedyś, na studiach, byłam w Bretanii zbyt krótko, i od tamtej pory chciałam tam wrócić.

Celtyckość, magia, klify, lasy, zamki, klasztory, i całe miasteczka o charakterystycznych, szarych dachach z łupków. Ojczyzna Asteriksa i Obeliksa, ostatnia wolna wioska galijska. Zdecydowaliśmy w wakacje ruszamy z dziećmi do Bretanii.

Wyruszyliśmy po naszemu. Zapakowani po dach, z namiotem, mapą, przewodnikiem i dość ogólnikowym planem ruszyliśmy 2200 km na zachód.

czytaj dalej
31 sierpnia, 2025 3 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniaUncategorizedwakacje

nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

by Paulina 9 lipca, 2025

Rumunia. Gdzieś w górach. Wracaliśmy z pewnej jaskini. Krycha nie zauważył niewykończonego, ostrego krawężnika. Huk, syk, i już wiemy – opona poszła. Na dojazdówce dotarliśmy do najbliższego warsztatu wulkanizatorskiego, gdzie młody chłopak w klapkach z rozkosznym uśmiechem zaoferował nam zjechaną niskoprofilową oponę i poinformował, że sprzęt do wyważania „jest kaput”. Czekał nas zakup nowej opony, co nie było takie oczywiste w środku rumuńskich gór. Wróciliśmy na camping, kilkanaście kilometrów dalej, na sam początek bardzo solidnej burzy. I dobrze, że zdążyliśmy, bo wiatr wiał naprawdę mocno i trzeba było trzymać namiot, żeby nie połamał się stelaż. Tak rozpoczęły się nasze rumuńskie wakacje.

czytaj dalej
9 lipca, 2025 3 komentarze
6 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakgórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemRumuniawakacje

Rumunia z dziećmi pod namiotem

by Paulina 6 sierpnia, 2024

 

Do Rumunii chcieliśmy wrócić od lat, byliśmy tam razem jeszcze przed dziećmi, jechaliśmy pociągami przez Ukrainę i to zupełnie inna epoka była. Zapamiętaliśmy jednak, że kraj jest piękny, zróżnicowany, że góry wspaniałe, a mieszkańcy arcyprzyjaźni.

Dlatego zapakowaliśmy się do samochodu z naszym namiotem (okazało się że to jego ostatnia podróż z nami) i któregoś lipcowego dnia nad ranem wyruszyliśmy.

Park Narodowy Apuseni

Rumuńskie wakacje rozpoczęliśmy dość
blisko od węgierskiej granicy, w Parku Narodowym Apuseni. To Góry
Zachodniorumuńskie, które nazywane bywają rumuńskimi Bieszczadami. I
faktycznie coś w tym jest. To taka większa wersja Bieszczad, góry
przepiękne, widoki niezwykłe, szlaki dobrze oznaczone. Do tego jaskinie,
wodospady i przeurocze wioseczki z domami krytymi starą ceramiczną
dachówką.

 

camping wśród takich klimatycznych stogów siana

rumunia z dziecmi

a tu niesamowita tęcza po niesamowitej burzy. Na szczęście byliśmy na miejscu, żeby trzymać namiot, który i tak niestety oberwał dość solidnie

Niedźwiedzie w Rumunii

Jako, że Rumunia jest krajem w dużej mierze górzystym, zielonym, więc niedźwiedzi mają sporo.

To
był główny powód, dla którego nie odważyliśmy się biwakować na dziko.
Zresztą wszystkie górskie campingi zagrodzone były ogrodzeniem pod
napięciem, bo rumuńskie miśki są bardzo ciekawe i śmiałe i chętnie
sprawdzają, co dobrego akurat szykuje się na kolacje. I te właśnie cechy
stały się dla tych wspaniałych zwierząt mocno problematyczne.
Niedźwiedzie w Rumunii przyzwyczaiły się do ludzi i doskonale wiedzą, że
człowiek oznacza łatwe jedzenie. Dlatego normą stały się
niedźwiedzie siedzące przy górskich drogach i ludzie zatrzymujący się,
żeby zrobić zdjęcie i, niestety, poczęstować zwierzaki jakimś
przysmakiem…

Takie zwierzęta, które
„oswoiły się” z ludźmi zazwyczaj są zabijane, bo stanowią zagrożenie dla
ludzi. Przykre, bo zwierzęta to zwierzęta, trudno je winić o to, że,
gdy są dokarmiane przez turystów, zaczynają traktować ludzi jak źródło
jedzenia.

Między innymi dla takich zwierząt powstało niedźwiedzie
sanktuarium, Libearty. Choć u podstaw jego powstania jest wiele innych,
dużo bardziej smutnych, tragicznych historii, pełnych ludzkiego
okrucieństwa i bezmyślności. Otóż jeszcze całkiem niedawno, pod koniec XX w.
przy hotelach czy restauracjach można było trafić na „atrakcję
turystyczną”, czyli niedźwiedzia uwięzionego za żelaznymi kratami, na
betonowym podłożu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Zwierzęta
były głodne, chore, i totalnie wyniszczone psychicznie przez życie w
nieludzkich warunkach. Zajrzycie koniecznie na stronę sanktuarium,
zwierzaki mają tam do dyspozycji 70 hektarów górskich lasów i dożywają
swoich dni w spokoju i komfortowych, dzikich warunkach. Wizyta w
sanktuarium jest możliwa tylko w godzinach porannych, i można
powiedzieć, że to ludzie odgrodzeni są kratami od zwierząt, bo te mają
ogromne przestrzenie do swojej dyspozycji.

Pietra Craiuli i Braszow

Następnie ruszyliśmy do serca
Transylwanii (dzieci w Rumunii najbardziej chciały odwiedzić właśnie Transylwanię), do kolejnego parku narodowego, Pietra Craiuli. Ominęliśmy
trasę transfogarską, podobno spektakularną, obawiając się nieco o
chorobę lokomocyjną, z którą mamy różne, bogate doświadczenia. Okolice
Braszowa stanowią wspaniałe góry i wąwozy. Wśród dość popularny Kanion Siedmiu Drabin. Jest to miejsce spektakularne – powstałe w wyniku zawalenia się dachu jaskini, do którego dochodzi się przyjemnym szlakiem wiodącym przez malowniczy wąwóz. Do tego z fantastyczną atrakcją – otóż w dół wąwozu można zjechać serią 42 tyrolek. Jest to jednak rozrywka dla osób powyżej 16 roku życia, więc zeszliśmy piechotą, a nasze dzieci musiały zadowolić się wersją dla młodszych, czyli tyrolkami rozciągniętymi nad niższą częścią wąwozu.

A sam Braszów jest
pięknym, średniowiecznym miastem, założonym w XIII wieku przez
Krzyżaków. Wspaniale zachowana starówka, z charakterystycznymi
pomarańczowymi dachówkami i położenie wśród gór, czynią z niego jedno z najładniejszych miast w Rumunii.

popołudniowe rozrywki

a tu już Braszów

Na górę Tampa, z charakterystycznym, hollywodzkim napisem można wdrapać się, lub wjechać kolejką

spacer między starymi wieżami strażniczymi

Strada Sforii, najwęższa ulica w Rumunii, jedna z najwęższych w Europie
a tu kanion siedmiu drabin

Delta Dunaju

To miejsce, wpisane na listę światowego
dziedzictwa Unesco, chciałam odwiedzić od dawna. Z naszego campingu pod
Braszowem dzielił nas kawał drogi, ale uznaliśmy, że bliżej zbyt prędko
nie będziemy, dlatego ruszyliśmy do krainy wód, błota, ptaków i komarów.
Deltę Dunaju trzeba zobaczyć z łódki, inaczej to zupełnie nie ma sensu.
Dopiero parę godzin pływania w większych i węższych kanałach, jeziorach, rozlewiskach pozwala
zachwycić się tym miejscem. Popłynęliśmy o 5 rano na czterogodzinną
wycieczkę i było to fantastyczne doświadczenie. Początkowo zachwycaliśmy
się każdym dostrzeżonym ptakiem, robiliśmy mnóstwo zdjęć, a po jakimś
czasie daliśmy się po prostu, nomen omen, ponieść nurtowi, co dało
zupełnie nową jakość przeżyć. 

Popularnym miejscem wypadowym na Deltę jest Tulcza, my jednak wybraliśmy się trochę dalej, do mniejszej i spokojniejszej miejscowości Murighiol.

Będąc w tej okolicy,
skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy dzień nad Morzem Czarnym,
wyjątkowo ciepłym. Ze względu na Deltę, na naszą plażę można było
dotrzeć tylko taksówką wodną, co miało oczywiście swój dodatkowy urok i skutkowało mniejszą ilością ludzi.

 

Sighisoara i okolice

Pewien rumuński emeryt spotkany na jednym campingu powiedział nam, że ze wszystkich rzeczy absolutnie koniecznie
musimy zobaczyć Sighisoarę. „Obiecajcie mi” powiedział. Obiecaliśmy, i
właśnie w okolicach Sighisoary zatrzymaliśmy się na nasz ostatni camping
przed powrotem do domu.

Sighisoara jest wspaniale zachowanym
średniowiecznym grodem ochronnym, otoczonym murami i basztami obronnymi
(każda należąca do innego cechu. Jest więc wieża krawców, wieża szewców,
producentów sznurów i bednarzy, każda unikatowa). Pełno jest ślicznych, kolorowych kamieniczek, i brukowanych ulic.

Na koniec, zostało nam zupełnie nieoczekiwane miejsce. Płaskowyż pełen starych, ogromnych dębów, pamiętających czasy średniowieczne, kiedy w tym miejscu wykarczowano część lasów, zostawiając dęby dla cienia i żołędzi, drzewa owocowe i trawy do wypasu bydła. Miejsce pozostało przez lata w swojej, w zasadzie niezmienionej formie. Robi wrażenie.

Jak cały kraj zresztą.

6 sierpnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Chorwacja na przedłużenie wakacji

by Paulina 20 września, 2023

 

Bilety na samolot kupiliśmy jeszcze w czasie zimowej
beznadziei, gdy myśl o lecie wydawała się zupełnie abstrakcyjna, a słońce i
ciepło konceptem totalnie nierzeczywistym. Wydawało mi się że czas dzielący nas
w styczniu od tego wyjazdu na koniec wakacji nie minie nigdy. A czas, jak to ma
w zwyczaju, minął nadspodziewanie szybko.

Z końcem sierpnia ruszyliśmy w jeden z najbardziej popularnych
kierunków wakacyjnych Polaków, czyli do Chorwacji.

To nie był wybitnie aktywny wyjazd z przygodami.  Było słońce i piękne, ciepłe morze. Podziwialiśmy
urocze Chorwackie miasta i miasteczka, ciesząc oczy spójnością architektoniczną,
jasnym kamieniem, drewnianymi okiennicami i dachami pokrytymi klasyczną
dachówką. Zajadaliśmy niezwykle słodkie figi, rosnące przy drodze jak u nas
mirabelki. 

Z nowości, snorkeling, który mnie zachwycił totalnie.
Wiecie, miałam kiedyś dość regularnie takie sny, w których umiałam oddychać pod
wodą, obserwować podwodny świat, unosić się w takiej totalnej wolności. Trochę
moja wersja pięknych snów o lataniu, po których człowiek budzi się w takim
cudownym poczuciu szczęśliwej lekkości. I to było dla mnie takie właśnie wrażenie w
rzeczywistości. Nie oglądałam tam jakiś spektakularnych ławic, ale samo
wrażenie, zanurzenie się w tej wodzie, bycie tylko tam i totalne skupienie na obserwacji,
jednocześnie z tym wrażeniem nieważkości, było jak najlepsza medytacja.
Myślałam, że nie jestem typem miłośnika sportów wodnych, ale to mnie zachwyciło
i chcę więcej 😀

Zapraszam na trochę zdjęć

Split

20 września, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bieszczady z dziećmi. „Lubię wracać tam gdzie byłem już”

by Paulina 23 lipca, 2023

 Nie byliśmy w letnich Bieszczadach od paru lat. Od paru lat wybieraliśmy raczej inne pory roku na nasze najulubieńsze góry. Wróciliśmy ostatnio, na chwilę. Rozłożyliśmy namiot i poczułam się, jakbym do domu wróciła.

Są takie miejsca, które zakotwiczają a jednocześnie dają poczucie wolności, gdzie wyrastają nam korzenie i skrzydła, gdzie nic nie muszę a wszystko mogę. Bieszczady są dla mnie takim miejscem właśnie.

Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd… Majster Bieda

 

Tradycyjne zdjęcie na głazie przy wejściu na przełęcz Orłowicza. Nie wiem, które to już takie?

Wiecie, od jakiegoś czasu mam tak, że czuję się w życiu trochę jakby
mi ktoś przyspieszył prędkość odtwarzania, jak pod koniec reklam wyrobów
medycznych. Za szybka jest dla mnie ta wesoła karuzela. A w górach
życie mi zwalnia, nie zatrzymuje się totalnie, tylko dostosowuje się do
tempa górskiej wędrówki. I to jest bardzo ważne dla mnie, żeby po życiu
wędrować, a nie biec. Czasem pod górę, z wysiłkiem, czasem łapiąc lekką
zadychę, ale zawsze rozglądając się na boki, zawsze uważając na drogę
pod nogami, zawsze zauważając kolor liści, słysząc śpiew ptaków, czując
zapach lasu. Zatrzymując się na trochę, by podziwiać widoki. Rozmawiając
– naprawdę rozmawiając, a nie wymieniając informacje z najbliższymi.

O tym sobie zawsze przypominam w górach. Że chcę, żeby życie bardziej przypominało górską wędrówkę niż pęd po autostradzie.

I zabieram to ze sobą do domu, do codzienności to biorę.

„bo nogi córciu podnosi się brzuchem”. Lekcje baletu (u lekko zmurszałej matki) w wydaniu górskim

Plecakowo

Dzień chillu. Przypominam sobie, jak się robi indiańskie warkoczyki do włosów

23 lipca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmigóry z dzieckiemmój styl podróżniczymorzemorze z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacjeWłochy

Sycylia z dziećmi

by Paulina 12 kwietnia, 2022

Taormina, Sycylia z dziećmi, włochy

 

Bardzo mi się marzyły takie ferie w drugiej połowie lutego. To zazwyczaj
taki kryzysowy czas, gdy tęsknię za słońcem i wiosną całą sobą.
Wreszcie udało nam się zgrać wszystko tak, żeby pojechać. Wybraliśmy się na Sycylię.

Tydzień na Sycylii z dziećmi

Udało
nam się na tym wyjeździe osiągnąć idealny balans między naturą a kulturą.
Zwiedzaliśmy miasteczka, także te bardzo popularne, korzystając z
pozasezonowej pustki. Korzystaliśmy z uroków natury, chodziliśmy po
górach, gapiliśmy sie w morze, wypatrywaliśmy jaszczurek. Jedliśmy dużo
pomarańczy (bo to sycylijski sezon na nie!), mozarelli i ricotty, piliśmy wino i kawę. Mieszkaliśmy w
klimatycznym domku na zboczu góry, w oddali widzieliśmy Etnę, a blisko
drzewa oliwne i pomarańczowe. Wystawialiśmy buzie do słońca, szukaliśmy
muszelek, gubiliśmy się w labiryntach wąskich uliczek. Tydzień błogości totalnej.

Lądowaliśmy
w Katanii, domek wynajęliśmy pod Syrakuzami. To siłą rzeczy zawęziło
nam wyspę do jej wschodniej części. Mieliśmy tydzień, i zamiast robić
powierzchowne zwiedzanie wszystkiego, skupiliśmy się na niespiesznym
eksplorowaniu niewielkiej jej części. Przeplataliśmy naturę z miastami,
żeby nie było zbyt monotonnie, i żeby dywersyfikować rodzaj zmęczenia u
dzieci.

 

włoskie poranki
Taras z widokiem na Syrakuzy z jednej strony i Etnę z drugiej

Kanion Cavagrande del Cassibile

 

 

Natura na Sycylii

Zależało nam żeby trochę połazić. Stęskniłam
się za naturą śródziemnomorską. Za tym światłem szczególnym, kolorytem i
bogactwem różnorodności. Chciało nam się widoków, zapachów i nawet tych
kolczastych chaszczów. Chciało nam się innego kąta padania promieni
słonecznych, nagrzanych skał, dziko rosnących, aromatycznych ziół. Gór
nam się chciało i widoków, morza błękitu.

To wszystko na Sycylii
odnaleźliśmy. Przyroda jeszcze nie w pełnym rozkwicie, ale też wcale
wcześniej nie do końca uśpiona. Znaleźliśmy więc świeżość wiosenną, ale
bez naszej północnej burości. Spacerowaliśmy po pięknym wybrzeżu, wędrowaliśmy po wspaniałych wąwozach, zachwycaliśmy się lazurowym morzem. Natura na Sycylii jest bardzo różnorodna, na niewielkim terenie skoncentrowane są piękne różności – morze, góry, skałki, wąwozy, roślinność…

A nad wszystkim góruje…

Królowa Etna

Mieliśmy
trochę problem, bo już jakiś czas temu Pirat wgrał sobie lęk przed
wulkanami. Gdy zupełnie luźno rozmawialiśmy o wyjazdach i wakacjach, on
mówił, że wakacje owszem, chętnie, ale tylko nie Włochy, bo tam są
wulkany. I oto byliśmy, 60km od największego czynnego wulkanu w Europie,
na który w dodatku planowaliśmy się wybrać… Lęk zaczęliśmy oswajać
wcześniej, mówiąc bardzo ogólnie, że wulkany wcale niekoniecznie są
groźne, że nawet w Górach Świętokrzyskich były wulkany, że erupcja jest
bardzo lokalna, a na zboczach wulkanów ludzie mieszkają i mają się
dobrze. I tak zostawiliśmy temat, do przetrawienia. 

Któregoś dnia
oznajmiliśmy dzieciom, że jedziemy na trekking w kierunku najwyższego
szczytu Sycylii. Starszaki wiedziały oczywiście o czym mowa, ale Pirat
nie od razu zajarzył. Potem, gdy dotarliśmy na początek szlaku, zapytał, czy „przypadkiem nie idziemy na Etnę?”, ale wszystko
wyglądało niewinnie, górsko po prostu, choć ziemia faktycznie dość
czarna.

To była  rewelacyjna wycieczka. Połączenie surowych,
górskich krajobrazów Etny z obłędnym widokiem wybrzeża i migocącego
morza było jedyne w swoim rodzaju. Dotarliśmy dość wysoko, widoczność
była idealna, wulkan w pewnym momencie wypuścił charakterystyczny obłok.
Pył osiadł nam na włosach, i samochodzie i w naszych sercach. Strach
Pirata ulotnił się jak ten wulkaniczny dymek.

Miasta i miasteczka na Sycylii

Pierwszym, oczywistym wyborem były Syrakuzy. Tu skupiliśmy się głównie
na Ortygii, czyli czyli półwyspie, na którym znajduje się antyczna część
miasta, przepięknie położona, pełna zabytków, które robią wrażenie
nawet podczas niezobowiązującego spaceru wśród uliczek, placów, świątyń,
fontann. Zwiedziliśmy też Modikę, przepiękne barokowe miasto na
wzgórzu, całe w wąskich uliczkach i schodach, stolicę rewelacyjnej
czekolady. Na krócej zajrzeliśmy do złocisto bursztynowego Noto i
słynnej, przepięknej Taorminy. 

próbowali liczyć schody… wyszło dużo:D

Modika, widok”milion schodów później”
Najsłynniejsza i najstarsza czekolaternia w Modice. Słynie z czekolady wyrabianej według receptury azteckiej

Złote barokowe Noto

Syrakuzy

 
 

trochę wiało czasem, ale kto by się tym przejmował, gdy tyle muszelek do zbierania

Przepiękny nadmorski rezerwat Vendicari

Patrzę na te zdjęcia, i wydaje mi się ten wyjazd trochę snem odległym, w jakimś innym świecie. Miły to sen był, bardzo.

 

12 kwietnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

wakacje na Jurze

by Paulina 10 listopada, 2021

 

Znowu było tak, że najbardziej ze wszystkiego zależało nam na namiotowym resecie.

Tradycyjne góry w tłumach, więc pomyśleliśmy o skałkach. Na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej byliśmy ostatnio tuż przed ślubem, więc już „chwilę” temu.

Rano jeszcze w pracy, a wieczorem już rozbijaliśmy namiot wśród aromatycznych sosen, rozwieszaliśmy hamaki, a szyszki kłuły nas w bose stopy.

 

 

Potem była pierwsza poranna przednamiotowa kawa, która zawsze smakuje zupełnie wyjątkowo, myślę, że w dużej mierze dlatego, że jest ważnym elementem naszych wakacyjnych rytuałów. A wakacyjne rytuały trochę robią nam wakacje, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.

No więc, ta kawa. Dzieciaki w piżamach i bluzach, z rozmglonym porannie
wzrokiem jedzą jaglankę. Patrzymy na mapę, podejmujemy decyzję, zbieramy
się. I zwiedzamy, oglądamy, łazimy, wspinamy się. Bo jest co robić na
Jurze, szczerze mówiąc nawet się nie spodziewałam, że będzie tak
różnorodnie.

Zamki na Jurze

Wiedziałam
o zamkach w Ogrodzieńcu, czy Olsztynie, ale jakoś nie miałam pojęcia że
tych zamków jest tak dużo! Trochę jak we Francji, co wzgórze, to
zamek;) Są oczywiście w różnym stanie, część z nich to totalne ruiny,
romantyczne, ale zupełnie nie dające wyobrażenia o dawnych czasach. A
część odnowione wręcz do stanu używalności (wspaniały zamek w
Bobolicach, w 100% inicjatywa prywatna). Nasze dzieciaki nie są
specjalnie wkręcone w „dawne czasy” (a raczej, dawne czasy do dla nich
Trias Jura i Kreda). Ale zamki jednak zawsze robią wrażenie, dodatkowo
zarezonowało chyba z komiksami, którymi namiętnie się zaczytują, i
myślę, że zrobiło się w ich umysłach trochę miejsca na historię, gdzieś
między ostatnimi mamutami a czasami współczesnymi;)

   
Jagodziarze  

Banda przyrodników

Cudowny czas z bliźniaczą rodziną Ruby. Agata kiedyś prowadziła super blog, a teraz robi super biżuterię.

 

Lasy, jaskinie, groty i źródełka

Bardzo
są klimatyczne, wprowadzają szwendanie się po lasach zupełnie inny
wymiar. Chodzimy chodzimy, lasy jak lasy, a tu znienacka formacja skałek
z legendą w pakiecie, albo grota z prehistorią w tle. Albo traska z
niezauważalnym podejściem prowadząca na górkę z grodem i widokiem. Albo
przepiękne źródełka z krystalicznie czystą wodą. Jest tego na Jurze
dużo, jest w czym wybierać, co wiąże się z cudownym brakiem tłumów w
tych miejscach.

źródełka

Wspinaczka!

Moje
osobiste doświadczenia wspinaczkowe są raczej nieliczne i z czasów
dawno-temu-przed-dziećmi. Ale Wilczek trenuje regularnie od jakiś trzech
lat, a Krycha nieregularnie trochę dłużej, więc skusiliśmy się wszyscy.
I była wielka radocha, satysfakcja, i apetyt na więcej!

Prehistoria

Nazwa
zobowiązuje! Jura to prehistoria jak się patrzy, dla dinofanów miejsce
idealne. Mnóstwo dobitnych śladów, że ten prehistoryczny świat dział się
tu, u nas. Przyznam że nawet na nas, to robi wrażenie. 

Rowery

No
tu niestety przestrzeliliśmy. Przyjechaliśmy na Jurę tuż po wielkich
wichurach które przetoczyły się przez Polskę, mnóstwo drzew było
powalonych i w związku z tym sporo tras nieprzejezdnych. Trochę
pojeździliśmy, ale gdybyśmy tych rowerów nie zapakowali, to nie byłoby
wielkiej szkody;)

 

Wiecie, coraz bardziej zauważam jak
dużo z wakacji, z poczucia wakacyjności, siedzi w naszych głowach.
Uwielbiam ten namiotowe wypady chyba
właśnie dlatego. Że resetują mi głowę. że jesteśmy my i świat po prostu.
I
w sumie to wakacyjne miejsce niby ważne ( bo tyle jeszcze do
odkrycia!!), ale coraz częściej w mojej liście priorytetów schodzi na
dalszy plan, bo wakacje to ten namiot w naturze, ogniska, słońce,
deszcz, i zapach sosen, gdy
problemem codziennym jest wybór tras na wycieczkę, albo że mam górkę pod

karimatą, akurat pod tyłkiem, i czy starczy nam czystych skarpet. Nie ma
nudy, ale w aktualnej rzeczywistości polsko-jesiennej bardzo za takimi
problemami tęsknię.

I tak się trwa te dwa tygodnie, zakotwiczeni w tu i teraz, jak na jednej, półmiesięcznej medytacji.

10 listopada, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry