Mam wrażenie, że ostatnio żyję od jednego słonecznego dnia do następnego. Chyba nigdy tak bardzo jak teraz moje dobre samopoczucie (jakiekolwiek samopoczucie w zasadzie), moja cierpliwość do narybku, zdolności intelektualne i ogólne ogarnięcie nie zależą od paru kęsów UVA i UVB.
Gdy tylko trochę przyświeci, zachowuję się jak wygłodniały szczeniak, któremu coś zagrzechotało w misce, jak obywatel PRLu na wieść o dostawie papieru toaletowego, fashionistka podczas dostawy do hmu i matka podczas drzemki dzieci. Sprzątam raczej szybko niż starannie, olewam obiad i zbieram w te pędy towarzystwo, odciągam ich na siłę od pociągów, książeczek i klocków, i bijemy prawdziwe rekordy szybkości w wybieraniu się na dwór. Dzieci, może trochę oszołomione moją nietypową ostatnio energią, a może same ożywione przedziwną jasnością wyjątkowo współpracują przy wychodzeniu.
Na placu zabaw, niby ich huśtam, niby łapię zjeżdżających ze zjeżdżalni, biję brawo i wycieram gluty, a jednak zawsze, jak słonecznik jakiś ustawiam się tak, żeby mi świeciło na twarz… I sycę się, sycę, napawam i chłonę promienidła cudowne, życiodajne, szczęściogenne.
Trzeba sobie jakoś radzić, łowić złocistość i podkarmiać tę pozimową biedę, bo sposoby lutowe, rzeżucha i żonkile przestają się sprawdzać i wszystko we mnie chce się już położyć na trawie świeżo zielonej, wąchać fiołki i jeść szparagi.
Jak miło gdy takie chwile trafiają się przy niedzieli. Gdy do słońca dołącza niedzielna błogość, pełna wspólnych śniadań i kaw, rosołów i spacerów.












0 comments
O rety, cóż to za piękne miejsce? Cudowna chusta 🙂
pięknie ta chusta się prezentuje:) ja ostatnio chora…ale wczoraj było tak pięknie, że mimo to wzięłam wózek i spacerowaliżmy…dziś też będzie tak pięknie:)
Jak ja dobrze to rozumiem- gdy tylko widzę promienie słońca, to czuję jakby serce chciało wyskoczyć, nie pozwala usiedzieć w miejscu. I nawet mycie okien staje się przyjemniejsze. A i to rozpromienienie widać na zdjęciach, w uśmiechu. Byle do wiosny! 🙂
O, ja tej wiosny też ledwo nogami pociągam…. Koszmar jakiś. A Lublin przepiękny na Twoich zdjęciach. Lublin – 5 najwspanialszych lat mojego życia…. Sił życzę!!! Gosia T.
To Lublin nasz kochany:)
Dziękuję:)
U nas też chorobowo niestety, ale takiemu słońcu nie można się oprzeć:)
Zdecydowanie, zwłaszcza, gdy doświetli, jakie te okna brudne:D
Dzięki, będzie dobrze:)
Paulinko na twoich zdjęciach Lublin nie umywa się Paryżowi
ot świetne oko fotografa i liryzm modelki
taki tu klimat mamy 🙂
w lutym słońce chłonęłam austriackie, co by luksemburski bury świat przeżyć ..byle do wiosny
teraz słonko mocno mimo zimna świeci a ja grzeje buzie przez szybę szpitalnej sali ,ale co tam wyjdę będę się tą wiosną napawać
Pailina, ja nie wiem jak to jest, ale co posta wyskrobiesz, to czytam, kiwam glowa i mam nieodparte wrazenie, ze piszesz o mnie ;)!!!
Przepiekny jest Lublin!!!
Paulina!!! Przepraszam!!! Od jakiegos czasu moge tylko na telefonie posty przegladac i pisanie komentarzy jest katorga!!! Przez to te literowki. Sorrki :)!!!
Lublina Paryżowi, czy Paryż Lublinowi;)
Życzę dużo zdrówka i szybkiego wyjścia ze szpitalnej sali! (mam nadzieję, że nic poważnego?)
Luzik, sama strzelam literówki w postach;)
To chyba to macierzyństwo tak jednoczy:D
Oj mam zdecydowanie tak samo, jestem strasznie złakniona słońca, a gdy tylko to się pojawi czuję, że mogę góry przenosić! <3
Piękne macie zakątki w tym Lublinie 🙂
Ooo, nie wiedziałam, nigdy tam nie byłam 🙂
Taaak, świetnie opisane, "syndrom słonecznika", w naszych warunkach to wychodzenie do ogrodu i wystawianie buzi do słońca. A ostatnio przekupywanie śpiącej Kropki ("ja juz chcem do dooomuuu!") leżakiem i ciastkiem by jeszcze chciała chwilę zostać z matką, bo tak ciężko mi się było z tym słońcem rozstać!
Niech ta wiosna już przyjdzie, i zielona trawa i szparagi też 🙂
Wspaniałe zdjęcia. I chusta, taka zapomniany ludowy detal, a wiele wnosi. I też łapię to słońce kiedy tylko mogę 🙂 pozdrawiam serdecznie 🙂
Jaka piękna słowianeczka 🙂 chusta chustą, ale ta czerwień na ustach ją podbija. Zdjęcia piękne, idealne do przewodnika lub za szkło. Ja słoneczko łapię nawet to wpadające przez szyby do biura 🙂 Pozdrowienia z Gdańska 🙂 Martyna
Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze:)
Chustę uwielbiam, dostałam ją wiele lat temu od męża i noszę bardzo często:)
Mam dokładnie tak jak Ty, że ożywam tylko w słoneczne dni ostatnio. Ale jest nadzieja, że wkrótce będzie tego słońca więcej.
Lublin cudowny i Ty piękna na jego tle tak samo jak we francuskich plenerach.
Serdecznie pozdrawiam 🙂