a pogoda rozśpiewana

by Paulina

W pewien zwykły dzień, słoneczny zielony i pachnący u szczytu swojej majowości, upiekłam tartę z wędzoną rybą, opłukałam sałatę, a w słoiczku zabełtałam vinaigrette, zapakowałam jeszcze wodę, zapomniałam o sztućcach i dorzuciłam parę dziecięcych gadżetów. Wyjęliśmy rowery i przyczepkę, odebraliśmy dzieciaki z placówek i pojechaliśmy na piknik. Miasto stało w korkach, a my śmigaliśmy po ścieżkach rowerowych (w Lublinie sieć wspaniale się powiększa). I wjechaliśmy do parku, który przywitał nas pięknym słońcem, wspaniałą, soczystą zielenią, krzyczącymi pawiami i całym tym uroczym parkowym niespiesznym klimacikiem.

Park Saski, najstarszy w Lublinie, założony w 1837r, a całkiem niedawno zrewitalizowany, to jedno z tych przyjemnych miejsc na lubelski spacer. Położony na pagórzastym terenie, porośnięty starymi drzewami, taki do eleganckich spacerów w niedzielnej atmosferze – chodziło się tam z rodzicami lub dziadkami pospacerować, zjeść lody i nakarmić łabędzie. W późniejszych latach na koncerty w muszli koncertowej. A teraz historia zatoczyła koło i to my pokazujemy park naszym dzieciom.
Zaniedbaliśmy trochę tę szykowną niedzielną otoczkę, ale popołudnie było przeurocze. Wilczek znienacka zmienił się w hippisa, zjechał z górki i runął w zieloną trawę, wgapiał się w chmury, zrywał dmuchawce, podpatrywał słońce między palcami, turlał się po trawie, a na koniec zaległ na gałęzi niskiego drzewa, w malowniczej pozie geparda. Iskra, która zaliczyła rowerowy upadek, trzymała się bliżej koca.
Strasznie lubię i cholernie doceniam takie popołudnia. Niezbyt może spektakularne, oryginalne czy egzotyczne, ale migoczące szczęściem i radością jak gwiezdny pył. Nasze, wspólne, rodzinne. To trochę chyba na tym polega, bycie rodziną, na takich właśnie prostych chwilach, kiedy jesteśmy razem, szczerzymy się do słońca, wąchamy pachnące słońcem główki, gdy ściskają nas zielono-brudne od trawy łapki, gdy wspólnie gadamy do biedronek, patrzymy na chmury.

 

You may also like

0 comments

Agata - Ruby Times 11 maja, 2016 - 8:46 pm

Uwielbiam takie chwile. Właśnie tak jak napisałaś – wcale nie egzotyczne, zwyczajne, codzienne. I dzięki tej oprawie majowej takie cudowne 🙂

Reply
.Anna Tym 12 maja, 2016 - 6:13 am

Tak ! Dla mnie właśnie na celebrowaniu takich zwyczajnych chwil polega szczęście ! To tego nie docenia nie wart najbardziej egzotycznych plenerów 😉

Reply
wytchnieniem 12 maja, 2016 - 7:47 am

ohhh tak :))))) codzienność może być… i jest, taka cudowna:)))

Reply
Panna Lila 13 maja, 2016 - 12:42 pm

Pięknie i sielankowo, marzy mi się taki właśnie piknik, pełen radości:)

Reply
Anonimowy 15 maja, 2016 - 8:25 am

cudna jest ta Wasza codzienność! podglądam od jakiegoś czasu, bo dzięki Twoim wpisom zmieniam swoją perspektywę. pozdrawiam serdecznie. ela

Reply
żeby pisać 17 maja, 2016 - 1:30 pm

Ależ tam przyjemnie 🙂

Reply
Pola 18 maja, 2016 - 9:35 am

Dziękuję Wam bardzo za komentarze!

Reply

Leave a Comment