„A tu, moje dzieci jest granica państwa – opowiadam w górach, przy słupku granicznym polsko-słowackim. Zobaczcie, po tej stronie słupka jestem w Polsce, a po tej drugiej już na Słowacji! ” – dodaję, pamiętając o wielkiej fascynacji „Mapami” Mizielińskich.
Ale teraz na topie jest coś innego. „Parzcie, pszczoła na słupku!” – krzyczy Iskra, a Wilczek biegnie do niej szybko przekraczając kilkakrotnie granicę i ignorując totalnie moje geograficzne wykłady.
Taka pora roku, owady wygrywają ze wszystkim.
Dzieciakom wystarczy chwila na dowolnym zielonym poletku, by oboje kucali obok siebie i wpatrywali się z fascynacją w mikroświat stawonogów. Była poksiążkowa faza na pająki, biedronki, mrówki, teraz prym wiodą pszczoły, oczywiście za sprawą dzieła Piotra Sochy, czyli jednej z tych książek, które wciągają i dorosłego i dziecko, uczą bardzo konkretnych faktów entomologicznych, a dorosłemu potrafią obudzić tą radosną dziecięcą fascynację tematem. Zresztą, przypuszczam, że książkę znacie, przynajmniej ze słyszenia.
W każdym razie, bardzo nam ostatni pszczeli trend* pasuje.
Mamy w Lublinie miejską pasiekę, w przepięknym miejscu, na dachu Centrum Spotkania Kultur – z widokiem na Lublin i Park Saski.
Bardzo lubię to miejsce i strasznie się cieszę, że zostało powołane do życia. Sporo się tam dzieje, ale nawet bez zamysłów stricte kulturalnych bardzo warto tam wpaść.
To dobry początek miłego popołudnia w mieście. My, gdy mamy trochę czasu i ochotę na coś innego niż okolice przedszkolne lub domowe dość często wybieramy kierunek CSK. Parkujemy w podziemiach budynku, wstępujemy do środka, gdzie zawsze jest jakaś wystawa, która można zobaczyć, a potem jedziemy (windą windą, hurra!) jeszcze na ten dach, dwupoziomowy – z pięknym widokiem, pachnącą łąkową roślinnością i drewnianymi chodniczkami.
Odwiedzamy pszczoły i cieszymy się kawałkiem łąki w mieście.
Myślę też, że to naprawdę romantyczne miejsce na randkę – żeby przysiąść sobie we dwoje wczesnym wieczorem wśród tych roślin, na którymś z drewnianych chodniczków. (nie wiem tylko ile osób ma podobny pogląd, i czy romantyczne nie zmieni się w tłoczne)
A potem zjeżdżamy na dół. W najbliższej okolicy są przyjemne kawiarnie, no i Park Saski.
*często używam tego słowa raczej bez sympatii. Natomiast w tym przypadku myślę, że to dobra moda, uświadamiająca jak wielką rolę odgrywają te niepozorne zwierzątka.















0 comments
Super miejsce, taaak, znamy, widzieliśmy 🙂
Tylko zdjęcia się nam trochę zdezaktualizowały – pogoda inna i Twój brzuszek coraz okazalszy <3
A książkę również uwielbiamy. Ostatnio Kropka rozmawiała z Babcią i wypaliła, że kiedy Babcia już umrze, to trzeba ją będzie zapakować do beczki z miodem (w domyśle – jak Aleksandra Macedońskiego z książki 😀 😀
Babcia była nieco skołowana 😀
hej hej, tu Grazek z romanistyki 🙂 super wpis! bedziemy w Lublinie w lipcu i napewno postaramy sie zajrzec!
w ogole pieknie wygladasz i gratulacje! pozdrawiam serdecznie!!
alez ty oblednie wygladasz w tej sukience
a nawiazujac do owadow, moja mala probowala zniesc Kiewelek'a z Kasprowego ( kiewelek – chrzaszcz po luxembursku )
dzielnie niosla przez Beskid i do Gasienicowej na trawe …. ignorujac moje info ze jak sam wlazl to mu zle nie ma , i zlezie
W sierpniu wybieram się w okolice Lublina (przynajmniej póki co takie mamy plany), więc chętnie odwiedzę to miejsce 🙂 Pozdrawiam 🙂
Teraz jest jeszcze piękniej, musicie przyjechać jeszcze raz:)
Heh, nie dziwię się Babci:D:D:D
Cześć Grażka! Super, koniecznie jak będziecie w Lublinie dajcie znać!!
Dzięki:)
Hehe, uroczo z tym chrząszczem:)
Super, bardzo polecam:)
Ciekawe miejsce!!! Jak nas jeszcze kiedyś w wasze strony poniesie, koniecznie musimy je odwiedzić :)!!!
Ależ Ty mi się podobasz w dwupaku :)!!!
Koniecznie!
Dziękuję, może Cię zainspiruję? 😀
29 year old Web Developer II Murry Hanna, hailing from Fort Saskatchewan enjoys watching movies like "Hamlet, Prince of Denmark" and Surfing. Took a trip to Brussels and drives a Mercedes-Benz 300SL. Dowiedz sie wiecej