Lublin w tym roku świętuje okrągłe urodziny. 700 lat temu Władysław Łokietek nadał miastu prawa magdeburskie i tym samym wprowadził je do grona liczących się europejskich ośrodków.
Trochę się z tej okazji u jubilata dzieje. Tradycyjne, cykliczne wydarzenia są nieco bardziej okazałe, są też imprezy specjalne z tej okazji.
Ten jubileusz, jubileusz wejścia do grona miast Europy fajnie się zbiega z czasem, gdy Lublin na nowo do grona tych miast wchodzi, w taki może bardziej symboliczny sposób. Już od paru lat pozbywamy się tej niewdzięcznej etykietki Polski B ze ściany wschodniej, a zyskujemy nowe epitety – miasta inspiracji, ciekawego i oryginalnego, czarodziejskiego i oryginalnego, w którym „dzieje się” i które ma mnóstwo do zaoferowania zarówno turystom jak i mieszkańcom.
Carnaval Sztukmistrzów
Nie mieliśmy w tym roku okazji oglądać zbyt wielu spektakli, było gorąco i bardzo tłumnie, ja i mój brzuch średnio nadajemy się już do takich imprez, ale z tego co wiem, Sztukmistrze nie zawiedli. Było jak zawsze kolorowo, intensywnie, wesoło.
Sen o mieście
Fantastyczny spektakl z okazji jubileuszu, na dziedzińcu lubelskiego zamku, w przepiękny sposób wykorzystujący stare mury. Historia miasta opowiedziana w czarodziejski sposób poezją Czechowicza, światłem, muzyką. Do tego taniec na szarfach, highline, fireshow, kuglarstwo i imponująca scenografia. 45 minut wrażeń i wzruszeń, byliśmy pod ogromnym wrażeniem całości.
Jarmark Jagielloński
Jeszcze trwa… W tym roku spędzamy go głównie na błoniach lubelskiego zamku, gdzie dzieciaki oddają się tradycyjnym zabawom.
Jarmark odbywa się już po raz jedenasty i co roku zyskuje na charakterze i klimacie. Tak jak pisałam w tamtym roku, nie ma skansenu, jest autentyczna, żywa i piękna tradycja, którą bardzo warto pielęgnować.
Strasznie mnie cieszy to lubelskie świętowanie, bo jestem z Lublinem mocno związana. Jest we
mnie rodzaj dumy, że Moje Miasto rozkwita.
I zwyczajnie egoistycznie się
cieszę, że mieszkam w fajnym, coraz fajniejszym miejscu.
PS. Urodziny właściwe są jutro, a ich zwieńczeniem koncert Zakochani w Lublinie




























0 comments
reklamy Carnawału Sztukmistrzów widziałam, jak jechałam na wschod zostawić moje pannych u dziedków na wakacje
i zawsze sobie obieje wycieczkę do Lublina i zawsze to 2 h i trafia w sierpniowe upały kiedy się nie chce ruszać z naszej małej wioski
a teraz pakuje walizę i znowu jadę na wschód i tylko na dni 4 więc i w tym roku do Lublina nie dotrę
ale dotrę tam pewnego dnia na pewno
w twoich fotkach zawsze uchwycony jest klimat i za to je kocham
impreza porównywalna z Street Art jakie corocznie dzieje się w LUxembourgu ,lubię ….te kolorowość ….
GENIALNE jestem pod dużym wrażeniem, zarówno wydarzeń, jakie zorganizowało miasto, (chyba nie było wiadomo, gdzie najpierw oczy podziać); jak i wspaniałych kadrów. Ujmujesz swoją fotografią, brawo!
Trochę się nie dziwię, że się nie chce ruszać z sielskiej wioski;)
Ale naprawdę warto, zwłaszcza, że Twoje dziewczyny już duże, na pewno by im się też podobało
Oj tak działo się naprawdę wspaniale:)
A fotografia to głównie mąż, przekażę:)
Lublin urzekł mnie w zeszłym roku. Na pewno wrócimy kiedyś w czasie tych imprez :)!!!