Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

moda rowerowa

aktywnie z dziećmijak odpoczywaćlubelszczyznamoda rowerowapasjapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

rowerowa wycieczka w najpiękniejszy dzień kwietnia

by Paulina 2 maja, 2023

wycieczka rowerowa lubelszczyzna

 

Właśnie o takim dniu marzyło mi się w mrokach stycznia. O dniu ze słońcem, rowerami, piknikiem, wodą.

Wycieczka zaczęła się idealnie. Parę domków, i miła, wąska, ale równa droga w lesie. Las wiosenny, wiadomo, jak malowany, cały we fluorescencyjnej zieloności, rozświergolony i świetlisty. Dzieciaki radośnie wystrzeliły do przodu, cała trójka, łącznie z Piratem maniakalnie przerzucającym przerzutki. Jechaliśmy za nimi, a na naszych skroniach niemal czuliśmy fizyczny ciężar Lauru Dobrego Rodzica.

„Ale nam traskę znalazłeś idealną” – powiedziałam do Krychy, i wtedy zaczął się Piach.

Dalej było pięknie, zielono, ptaki dalej śpiewały jak szalone a słońce szafowało promieniowaniem UVA i UVB z kwietniową gorliwością.

Laur na skroni super rodziców zapewniającym dzieciom super sprzęt z grubymi oponami i porządne przygotowanie jakby się rozrósł, bo świetnie dawali radę oraz Nie Jęczeli, nawet jeśli jednak trzeba było chwilę zeskoczyć z rowerów. Pięcioipółletni Pirat został podczepiony do holu i dziarsko wspomagał tatę jadącego lub pchającego podwójny konwój.

Mój rower co prawda jest bardzo ciężki, ale za to ma cienkie opony, więc pchałam go sporą część czasu. Ale, hej, jakże inaczej jest gdy zmagasz się ze swoimi trudami wycieczkowymi, a nie z marudzeniem i jękiem. Ta świadomość, że dzieci stają się wycieczkowymi partnerami, a nie najbardziej wymagającym wyzwaniem, była chyba równie upajająca co okoliczności przyrody, a te stawiały poprzeczkę naprawdę wysoko.

Do tego postoje nad wodą, migoczącą w słońcu. Bociany, perkozy i czaple. Zapach świeżych listków i trawy, i rozkwitających dzikich jabłoni. Trzmiele. Wyjątkowo długi zaskroniec nad rzeką. I wgapianie się w tę wodę, w te szuwary, w to niebo. Ależ mnie to karmi.

rowerowa wycieczka po lubelszczyznie

lubelszczyzna rowerem

PS. W temacie samej trasy. Zaczęliśmy w Opolu Lubelskim i szlakiem rowerowym dojechaliśmy do Żmijowisk, wróciliśmy do Opola lekko inną trasą. Tak to mniej więcej wyglądało: (screen ze strony Traseo ) Planuję swoją drogą przygotować dla Was taki wpis mniej o moich uczuciach i emocjach, a bardziej od strony praktycznej o naszych wycieczkach w dzieciakami. Dajcie proszę znać, czy chcecie, i o czym chcielibyście w takim wpisie przeczytać:)

2 maja, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamoda rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestylewakacje

czerwca uwodzenie

by Paulina 3 lipca, 2022

 

Ten moment, na przełomie wiosny i lata cały jest pachnący oszałamiająco, odurzająco.

Świat w czerwcu się nie kryguje, krzyczy na każdym kroku, hej zatrzymaj się człowieku i podziwiaj mnie podziwiaj mnie, bo taki jestem piękny. I nie ma wyjścia człowiek, zachwyca się, zakochuje w tym świecie po raz kolejny.

I trochę jest tak, że miejsce czy pora dnia trochę schodzą na dalszy plan.

Cudnie jest o świcie, gdy jeszcze trochę chłodniej, ptaki wyśpiewują niezmęczone upałem, a poza tym miła cisza. I niby wstało się wcześniej, bo trzeba pracować, to jednak atmosfera wakacyjna i zew letniej przygody ogarniają, i nawet excel jakiś taki w krótkich spodenkach i kapeluszu.

Albo dzieciaka, na ostatnie dni do przedszkola się odprowadza. Młode goni rowerkiem tak, że kurcgalopkiem trzeba podbiegać, a tu jaśmin zza rogu zapachnuje, i trawa świeżo skoszona i wzdycha się z rozkoszy, zamyka oczy na chwilę, chwilę jedną z tych o które chodzi w życiu.

Wieczory, ciepłe i długo jasne, chętnie na balkonie. Czasem, dzięki dziadkom, poza domem, z powolnym spacerkiem powrotnym, jak te tuwimowskie słowiki.

Jest też w czerwcu parę dni, kiedy z topoli snują się delikatny biały puszek, i w połączeniu ze słońcem porannym lub przedwieczornym, robi to efekt iście bajkowy, trochę jak w starym filmie, albo w szklanej kuli z płatkami śniegu, prawie pobrzmiewa delikatna muzyczka z pozytywki w tle.

Popołudnia w parku, albo gdzieś na lodach, dzieciaki na bosaka na trawie przed domem.

I piwonie. I truskawki. Ziemniaczki z botwinką.

Rowery. I wycieczki rowerowe, coraz śmielsze, bez królewskiej przyczepki, pierwszy raz od dziesięciu lat, trochę dziwnie.

Taki jest ten czerwiec, bezpruderyjny zupełnie, ale też jakby mimochodem uwodzący. Uwiedziona jestem po uszy.

Piknik, a na pikniku pyszności, spring rollsy z młodymi warzywami i tofu oraz drożdżówki z truskawkami

3 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrowerki biegowerozmyślania

prawie całkiem zwyczajna wycieczka rowerowa

by Paulina 26 kwietnia, 2020

To był zwykły kwietniowy czwartek. Miły wiosenny dzień po prostu.
Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że aktualnie zwykły, miły kwietniowy dzień, wiosenny dzień jakich dziesiątki było w ubiegłych latach staje się perełką do obracania w słońcu pod różnym kątem i schowania do szkatułki Wspomnień Bardzo Cennych.

A było tak.
Był poranek, tradycyjnie głośny i chaosiasty, pełen zapachu jaglanki z masłem, ciepłych buziaków od piżamowych poczochranych dzieci, nawoływań, kłótni i śmiechów, brzdęku naczyń, a w końcu (względnie) spokojnego zasiądnięcia z kawą na kanapie w salonie.
Powiem Wam przy okazji, że salon jest taką naszą wyspą spokoju wśród chaosu. Chciałabym oczywiście w całym mieszkaniu mieć harmonię i ład, ale przeważnie nie mam niestety. I wychodzi się ze stajni Augiasza u dzieci, mija tłum butów w przedpokoju, zerka za sypialnię z kłębiącym się praniem do poskładania i kuchnię z licznymi kubkami na stole – i wchodzi się do tego salonu, a tam
s p o k ó j. Udało się nam stworzyć tam jakąś oazę porządku, i nawet jeśli nieletni wtargną tam ze swoimi puzelkami, komiksami i figurkami playmobil, wszystko daje się jakoś cudownie ogarnąć.
A więc. Ten salon. Kawa w kubkach. Smolik w głośnikach. I świadomość, że oto sobie rośnie ciasto na drożdżówki, gdyż już za chwileczkę, już za momencik (haha), ruszamy w naturę, na wycieczkę.

Chwileczkę (bardzo umowną) później, wszystkie pięć rowerów i przyczepka, wycieczkowy dobytek i my siedzieliśmy w samochodzie i ruszaliśmy.
Do pobliskich lasów, na wycieczkę. Po bliskość ze światem. Bliskość, która stałą się jakoś ostatnio synonimem nielegalności. A nam tej bliskości trzeba jak powietrza. By pochylić się nad mrowiskiem i wpatrywać jak mrówki te okruszki sobie sprytnie do mrowiska zaciągają. By w znieruchomieniu trwać i patrzeć jak motyl na bucie kiwa skrzydełkami. By oczy zamykać i dawać się całować słońcu. I słuchać uważnie jak krzyczą żurawie , wiatr szumi i stukają dzięcioły.
Staw mrugał sobie wodą radośnie i beztrosko, widok coraz bardziej luksusowy.
Świat pachniał i świergolił, drzewa trwały, jak to one. Wiosenne powietrze aż lśniło świeżością.
Jechaliśmy, przystawaliśmy, żeby się przypatrzeć, przysłuchać, powąchać i poczuć.

Wróciliśmy, parę piegów więcej, zęby wysuszone od uśmiechu.
Dzieciaki z małymi ze zmęczenia oczkami i pachnącymi włosami.
My, nie odzywający się za wiele, bo po co.

EEJ! Pociekajcie na mniee!

Poczekali

26 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmigórymoda rowerowamój stylmój styl podróżniczynamiotpodróże i wycieczkirower

Jak dobrze wyglądać na wakacjach pod namiotem

by Paulina 13 lipca, 2019

stylowo pod namiotem, co spakować pod namiot

Gdy kiedyś jeździliśmy na rajdy w góry, to człowiek był taki zdeklarowany, że raczej umysł i przeżywanie niż wyglądanie, że pacykowanie się jest puste i w górach po prostu nie liczy się to jak wyglądam, bo to piękno świata jest tu do podziwiania a nie mój wygląd. A ładnych ciuchów szkoda na włóczęgę z dużym plecakiem.
Zresztą, w czasach mocno wędrownych, z całym dobytkiem na plecach, gdy liczył się każdy gram, wolałam odpuścić nawet najlżejszą kosmetyczkę z kosmetykami do makijażu.
I odpuszczałam wyglądanie.
Ale, patrzyłam potem na zdjęcia, a na nich wszystko idealne – świat,
przyroda, ten facet przystojny ogorzały i jakaś szara myszka w koszulce z
przypadkowym reklamowym logo.

co zabrać w góry, ładnie w podróży

I uznałam, że nie będzie ujmą dla mojego szacunku i miłości do przyrody i piękna świata, jeśli ja też trochę zadbam o to, jak wyglądam w podróży.
I zaczęłam żenić niemożliwości. Moją estetykę i estetykę sportową, oszczędność miejsca i wyglądowe wspomagacze. Funkcjonalność i ładność.

Pamiętam, że pierwszym objawieniem był buff, czyli dość długi komin wykonany z mikrofibry, który można nosić na wiele sposobów (czapka, opaska, kominiarka, szalik, opaska na ręke…), nie ma szwów, chroni przed wiatrem, kurzem, i słońcem, odprowadza wilgoć na zewnątrz, szybko wysycha.
Byliśmy wtedy autostopem w górach we Francji i ten zakup bardzo zubożył moją studencką eurową kiesę, ale nie mogłam się nazachwycać, że coś tak bardzo praktycznego, może być jednocześnie takie… ładne.

Dobra. Konkrety.

Przez lata wypracowałam sobie takie patenty żeby wyglądać ładnie na biwaku:

1. Przede wszystkim dbam o siebie na co dzień. I o to, żeby jak najmniej gadżetów potrzebować do tego, żeby czuć się atrakcyjnie. Zdrowo się odżywiam, ćwiczę, dbam o cerę, włosy i paznokcie regularnie, po to, żeby do akceptowalnego wyglądania nie potrzebować tony makijażu, godzinnego stylizowania włosów i wyszczuplających majtów. Zawsze zresztą najbardziej w wyglądzie zależało mi na efekcie I woke up like this.

2. Przed samym wyjazdem podkręcam punkt pierwszy. Chodzi o to, że w warunkach namiotowych wiadomo, że ta pielęgnacja będzie mniej staranna, i te działania mają na celu zminimalizowanie skutków różnych zaniedbań na campingu;)

  • depiluję się – pastą cukrową, dzięki której mam gładką skórę przez dobre trzy tygodnie.
  • robię peeling całego ciała
  • robię peeling twarzy i maseczkę z zielonej glinki  (mam cerę przetłuszczającą się i problematyczną)
  • robię manu i pedicure – przy dłuższych wyjazdach kolorowy lakier na stopach i bezbarwny na rękach
  • robię hennę brwi i rzęs. Mam bardzo jasne brwi i rzęsy, bez makijażu oczy mi się gubią wśród piegów;) A z henną mogę ograniczyć makijaż do totalnego minimum. W te wakacje chcę spróbować laminowania rzęs, żeby totalnie nie potrzebować maskary – sama henna daje kolor, ale nie podkręca i nie pogrubia. Kiedyś próbowałam doczepianych rzęs, ale nie pasował mi efekt.

To jest totalna podstawa, ciuchy to już tylko dodatek. I oczywiście na wyjazdach namiotowych i wędrownych, pierwsze skrzypce gra funkcjonalność, wygoda, praktyczność. Ciuch przede wszystkim ma być nieprzemakalny, oddychający, wygodny i lekki. W tym poście będę pisać o tej najmniej istotniej części, zakładając, że oczywistości są oczywiste.
W kwestii tych oczywistości jeszcze, polecam wpis o pakowaniu Tomka Michniewicza, tu.

trekking, stylkokoworld, jak dobrze wyglądać w podróży

Jak się ubierać, żeby fajnie wyglądać w podróży:

3. Ubrania tzw funkcyjne, na biwak, w trekking, w góry nie są jakieś szkaradne, ale też nie są „moje” estetycznie, czy stylowo. Lubię klimaty boho, naturalne materiały, trochę francuskości. Nie przepadam za neonami, poliestrem, obuwiem bardzo sportowym. Szczerze, dość ciężko pogodzić te preferencje na wyjazdach, bazując na bardzo praktycznych goretexach i softshelach, bo one mają jednak taką charakterystyczną estetykę.
Ale są sposoby:

  • stawiam na moje kolory – fajnie, bo kurtki i polary są teraz naprawdę różne, kiedyś ta paleta była znacznie uboższa
  • wybieram fajne, ładne koszulki, bawełniane tiszerty. Nie biorę tych z najwyższej półki, bo jednak trochę mi szkoda na podróżnicze szurganie – ale to jest ta część garderoby bardziej do wyglądania, 
  • bo już spodnie (najlepiej bojówki, zdecydowanie nie jeansy), kurtka (z porządną membraną), polar czy buty są ważniejsze w sensie użyteczności
  • wybieram ubrania niegniotące się za bardzo, bo żelazkiem w podróży jest odpowiednie składanie ubrań 😉
  • włosy – przeważnie upięte, ale też „po mojemu” często z opaską, albo fajną spinką (o czym za chwilę)
  • dodatki. Nie mam tu oczywiście na myśli torebuś i szpilek, nie będę też nosić wisiorów w górach, czy długich kolczyków na biwaku, ale w jakiejś mierze jest tu pole do manewru. Nikomu nie zaszkodziły rzemykowe bransoletki, nieduże, nieprzeszkadzające kolczyki, czy drobiazg na szyi. Spokojnie można tu przełamywać schematy. We włosach spinka, opaska, wspomniany już buff – te ostatnie to też spoko patent nie włosy nie pierwszej świeżości – w warunkach namiotowych różnie bywa z możliwościami umycia głowy. Na głowie kapelusz zamiast sportowej kaszkietówy
  • przydaje się spakować fajną chustkę – do założenia na głowę, zamiast paska, do osłonięcia ramion, otulenia szyi. Uniwersalna i bardzo praktyczna rzecz, a też nada fajnego charakteru.
  • bardzo fajnie sprawdza się też koszula, z naturalnego materiału – np len jest fantastyczny, bo ma świetne właściwości, a do tego bardzo ładnie się gniecie 🙂 Chroni przed słońcem i chłodem i komarami
  • przeważnie znajduję też trochę miejsca na prostą luźną sukienkę, nic nie jest tak praktyczne w upale

stylowo w górach
wycieczka rowerowa jak ładnie wyglądać

Jakie kosmetyki pod namiotem

4. Wspomniałam już o tym we wpisie o namiocie z dziećmi.
Główna moja zasada to dobre, proste składy i wielofunkcyjność.

  • do niedawna myliśmy się wszyscy żelem babydream z Rossmana. Od jakiegoś czasu zaprzyjaźniliśmy się ze starymi, dobrymi mydłami w kostce. Pojawiło się w ostatnim czasie sporo niedużych firm robiących bardzo fajne mydła – korzystamy, są wydajne, mają dobre składy, ładnie pachną i są ekologiczne
  • do włosów – używałam fantastycznych szamponów w kostce (także wersji razem z odżywką) – też świetne składy i super wydajność, brak butelki – z Kremolandu, ale aktualnie właścicielka wstrzymała produkcję niestety  – do czasu aż otworzy sklep internetowy
  • na twarz, serum z wit. C (z biochemii urody), do tego porządny filtr, wieczorem płyn micelarny (Bioderma) przelany do małej buteleczki i krem nawilżający, np Miya albo Resibo
  • jeszcze na te filtry na twarzy w dzień – puder mineralny prasowany z puszkiem w zestawie z Sephory sprawdza mi się super, lubię też lekko barwiące pomadki ochronne. (brwi i rzęsy mam zrobione)
  • biorę też zawsze odżywcze masło do ciała i żel aloesowy (taki 99% aloesu – na ukąszenia, poparzenia, otarcia, świetnie też nawilża – i lekko usztywnia włosy)
  • używam blokera potu – do stosowania wieczorem raz na kilka dni

I tak to wygląda u mnie.
Dalej stylówa pod namiotem nie jest najważniejsza, ale zwyczajnie fajniej czuję się teraz ze sobą na wakacjach.

A jak jest z Wami? Macie jakieś super patenty na wyglądanie w niesprzyjających warunkach?

13 lipca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlatomoda rowerowapodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

idzie lato, jedno z tych miłosnych lat

by Paulina 21 czerwca, 2019

Wybuchło po tej niezdecydowanej wiośnie.
Po kapryśnej, płaczliwej wiośnie, niezdecydowanym kwietniu i nabucanym maju, wszedł on, czerwiec, cały na zielono. Pachnący jaśminem, piwoniami, rzodkiewką i botwinką.

Słońce stawia pieczątki piegów na nosie. Muchy buczą. Ptaki świergolą, kosiarki irytują.

Zaczęły się te dni. Kiedy wstajemy rano, słońce w jadalni razi trzy pary nieletnich oczu, takich samych w formie a różnych w gradiencie brązu. Jemy śniadanie, pijemy kawę i ktoś nagle rzuca:  to co, rowery, piknik, woda? I ten nasz chaos wycieczkowy się pojawia: sakwy ze skrzyni, torba ciuszków i pieluch na zmianę, jedzenie, picie. Punkt na mapie. A potem, ileś kilometrów dalej, zanurzamy się łagodnie  w ten letni świat z jego makami, rumiankami i chabrami.

Te dni, kiedy zwykłe po-pracowe i po-przedszkolne popołudnia wydłużają się nieprzyzwoicie, zamiast obiadu jest buła i kefir, albo torba nieumytych owoców, i lody.A my, gdzieś na placu zabaw, boso na trawce, w parku na kocu.

Dni, gdy niebo przybledzone od upału, gdy nagła ulewa zaskakuje i moczy ulubioną sukienkę.

Jedyne w swoim rodzaju letnie lenistwo. Wgapianie się w chmury, bezmyślne bujanie w hamaku, szuranie stopą po zaroszonej trawie, przesypywanie piasku między palcami.

Brudne stopy, palce lepkie od owoców, bąble od komarów.

Wieczory, brzmiące cykadami i żabami, z zimnym białym winem albo chłodną melisą.

Dzieciaki, ubabrane naturą, zajęte produkowaniem wspomnień o szczęśliwym dzieciństwie.

Niewyszukaność i prostota, w lecie najlepsze są proste sukienki, proste jedzenie (najlepiej prosto z krzaka lub ziemi), proste przyjemności. W lecie zwyczajność jest rajska.

21 czerwca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiemwiosna

Poleski Park Narodowy. Sezon piknikowy czas start!

by Paulina 8 kwietnia, 2019
rowerowa wycieczka z dziećmi, mikrowyprawy, rowery z dzieckiem

Jak cudownie jest wejść w Sezon takim dniem jak ten. Gdy świat, ciągle jeszcze beżowo bury podskórnie aż pulsuje zielonością, przyjemne kilkanaście stopni na plusie muska po policzkach, ziemia pachnie wilgocią i życiem. A wszystko podkręca słońce, słońce które o tej porze roku robi jakieś niesamowite rzeczy z nastrojem, cierpliwością, energią i motywacją.

No więc weszliśmy w Sezon. Rowery, natura i pikniki, czyli najlepszy sposób na reset niedzielny. (A jak inaczej wyglądają poniedziałki po takich niedzielach!) Godzinę od domu, we wczesnowiosenną burość zanurzyliśmy się po uszy.

Jedzie się rowerem, słońce przygrzewa, a wiatr szumi. Pusto. Niebo niebieskie, a trawy płowe. Na drzewach i krzewach listki już-prawie-gotowe tłoczą się w coraz okazalszych pączkach. Gdzieniegdzie pierwsze zawilce. Rower mknie sobie lekko, mogłabym się wcale nie zatrzymywać, ale trzy małe głodne brzuszki wymuszają piknik. Rozkładamy – pierwszy raz w tym roku – koce i piknikowe przekąski. Zasiadamy, mrużymy oczy, nieprzywykłe po zimie do tej cudownej jasności.

Włosy dzieci pachną sianem. Migają żółte motyle. Pojawiają się pierwsze puchate trzmiele. Słychać krzyki dzikich gęsi, sarenka przebiegająca w oddali jest jak medal. Na niebie czaple, żurawie i bociany. Rozglądamy się coraz uważniej, wszyscy nakręceni Księgą Prawdziwych Tropicieli Adama Wajraka. Robimy zdjęcia kupom i ropuchom, badylom i bagnom. Jest pięknie.

8 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

Wiosna!

by Paulina 22 marca, 2019

Pierwszy dzień wiosny. Dzień poezji. Jak to idealnie pasuje, wiosna jest samą poezją, człowiek niemal z automatu rymuje i szuka metafor, zimowe obfite powieści zastępuje Leśmianem i Gałczyńskim.

Ruszyliśmy ostatnio w podlubelski świat rowerami. Cudownie jest znowu bratać się z tym kiełkującym światem, wystawiać odsłonecznioną skórę na pierwsze słoneczne pocałunki, wdychać to powietrze ożywione. I pierwszy piknik urządzić, na pachnącym drewnianym tarasie z widokiem na Wisłę.

I wiosenna błogość przychodzi, migocząca rzeką, brzmiąca jedyną w swoim rodzaju ptasią rozświergoloną odą do życia, pachnąca zielonością. Przychodzi, cała promienna, i mówi, że planuje zostać dłużej. Cóż, witamy:)

22 marca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

maj

by Paulina 16 maja, 2018
cycle chic, risk made in warsaw, rowerem w sukience

Zielono.
Pachnąco do obłędu.
Kwieciście.
Słonecznie.
Ale też intensywnie.

Jakaś
taka zachłanność. Zachłannie rozbuchała się ta roślinność, ta wiosna,
cudowna przecież i wyczekana. Przyszła, ostentacyjna i pewna siebie,
rozrzutna. Nie pozwalająca się sobą nie zachwycać.
Pędzimy na
pikniki i rowery, zrzucamy buty na wyścigi, wwąchujemy się w zieloność,
sycimy kwiatami, karmimy słońcem.
Dzieci idealnie wpasowane w naturę.
Rosną szybko jak trawa.

Ten czas ostatni, było tak pięknie, że można by powiedzieć, że szkoda byłoby to przespać. Ale… trochę bym pospała jednak więcej.
Bo
brakuje mi czasu i rąk mi brakuje, głowy jeszcze ze dwie też by się
przydały. Dzieci, praca i dom ściśniete w codziennym grafiku próbuję
pogodzić jakoś z tą wiosną piękną i apodyktyczną. Czasem nie daję rady.

Dlatego ta szara deszczowość mnie nie zmartwiła specjalnie, pomogła to piękne wiosenne szaleństwo trochę wyciszyć, oby tylko nie przeciągnęła się zbytnio.

cycle chic, risk made in warsaw, rowerem w sukience

 

16 maja, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda rowerowaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestylezima

easy like sunday morning

by Paulina 11 grudnia, 2017

Ta niedziela była tak idealna, że aż sama sobie zazdroszczę. Jeden z tych dni, jakie wspomina się z nostalgią pt „to były piękne czasy”, gdy nastoletnie dzieci strzelają focha, trzaskają drzwiami i nie wracają na noc.

Dzień był w zasadzie dość zwyczajny. I raczej brzydki. Nawet nie spektakularnie brzydki, ot, szara polska przed-zima. Piliśmy naszą kawę weekendową i zastanawialiśmy co-by-tu bez samochodu (oddany do mechanika). Następnego dnia miał spaść śnieg, pierwszy w tym sezonie. Uznaliśmy, że to dobry pretekst, by pożegnać sezon rowerowy i wybrać się na miłą przejażdżkę.

Chwilę* później nasz gromada o dwunastu kółkach różnej wielkości jechała sobie miło ścieżką rowerową nad rzeką, w kierunku zalewu.

Plaża była pusta i szara. Zimno było dosyć i tak naprawdę średnio przyjemnie, ale to okoliczności raczej typowe w tym miejscu i czasie, więc cóż, bierzemy co mamy. A mamy doprawdy niemało, nawet w tym ponurackim świecie.
Mamy zabawy w piasku, rumieńce, błyszczące oczy i śmiech zamieniający się w obłoki pary. Mamy wspólną jazdę na rowerach, z Wilczkiem jako coraz równiejszym partnerem i Iskrą dzielnie pędzącą na biegówce i Malutkim błogo śpiącym w przyczepce.
Szarość jeziora migocącą na srebrno.
Płowe trawy, rudawe płachty liści i różne subtelne uroki późnej jesieni.

Wróciliśmy na rosół. Porządny gorący rosół z domowym makaronem, i Siestę w Trójce. A potem, tak, tak. Potem było ciasto drożdżowe. Z kruszonką. I kakao. I więcej Siest, tym razem na płycie, robienie na drutach, rysowanie, puzzle i origami.

Wiecie co, naprawdę nie potrzeba nic więcej.

Niektórzy nawet mają szamę w plenerze. W końcu wiadomka, jak wycieczka, to piknik, jak się jest najmłodszym to się trzeba szybko uczyć.

*Wiecie oczywiście, jak wyglądała ta „chwila” z trójką maluchów;) Dla przypomnienia, sytuacja z przed roku, minus jedno dziecko i jeden rodzic;)

11 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry