Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

moda rowerowa

aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmoda ciążowamoda rowerowamój stylpasjarowerrower z dzieckiemwiosna

Kawa w plenerze i rower w ciąży

by Paulina 9 maja, 2017
rower w ciąży, aktywność w ciąży

To był cudowny pomysł. Po sobotnim, przydługim śniadaniu, siedzieliśmy sobie przy naszym starym drewnianym kuchennym stole, a słońce zachęcająco zaglądało przez okna. I wtedy padła propozycja, „a kawę wypijmy w plenerze!”.

A ponieważ hasła kawa, słońce i rowery działają na nas wszystkich, dość szybko i sprawnie zapakowaliśmy do sakw sakwy hamaki, koc i kubki termiczne, i ruszyliśmy.
Ruszyliśmy niedaleko, najpopularniejszą w Lublinie ścieżką rowerową nad pobliski zalew, ciesząc się ogromnie, że to przedpołudnie sobotnie i tłumni rowerzyści jeszcze nie zaludnili nam traski.
Nad zalewem też pusto. Zaanektowaliśmy sporą przestrzeń rozwieszając dwa hamaki i rozkładając koc i oddaliśmy się wszechogarniającej błogości.
Słońce wygrzewało z nas zmęczenie.
Ptaki wytrwale zagłuszały swoim świergotem wszystkie myśli inne niż wiosenno-miłe.
Wilgotna pachnąca trawa masowała stopy zmęczone zimowymi butami.
A całości sielanki dopełniał boski napój w termosach i dzieciaki pochłonięte kowalami bezskrzydłymi.

Nie siedzieliśmy długo, bo tłumy jednak nie zawiodły i nadciągnęły ze swoimi grillami i pierdzącymi radyjkami, nadciągnęły też chmury, ale porcja wiosennej idylli została złowiona, by dawać siłę choćby w taki dzień jak dziś.

 

Uprzedzając pytania o rower w ciąży. Tak, jeżdżę na rowerze:) i polecam tę aktywność innym mamom. Rower poprawia krążenie, pomaga utrzymać kondycję, dotlenia.
Oczywiście, jak przy wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek – dobrze jest skonsultować się z lekarzem, nie ma mowy o rowerze przy zagrożonej ciąży, lepiej też wsiadać na rower z brzuszkiem, jeśli przed ciążą jeździłyśmy sporadycznie lub nie czujemy się pewnie na dwóch kółkach.

Nie biję też żadnych rekordów, to zwykłe, rekreacyjne przejażdżki i przypuszczam, że to przyjemność tylko do pewnego momentu, gdy brzuch zacznie mi przeszkadzać. A tymczasem mam z tego wielką radochę.

9 maja, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmoda rowerowamój stylprzyjemnościrowerrower z dzieckiemrowerki biegoweslow lifestyle

day dream

by Paulina 13 września, 2016

Zupełnie nie wiadomo kiedy lato się zestarzało i zezłociło.
Lato ciągle gorące, piękne i słoneczne, ale powietrze pachnie już kasztanami, szalikiem i zupą dyniową.

Tym bardziej korzystamy z bezkarnego polegiwania piknikowo – hamakowego.
Pojechaliśmy rowerami do parku. Rowerki przypięte do przyczepki, coraz bardziej zmienia się proporcja dziecięcego sposobu przemieszczania się, śmigają na biegówkach coraz większe odległości (ostatnio 13km!), jeszcze trochę i przyczepka w ogóle przestanie być potrzebna.

Wzięliśmy hummus z soczewicy, bułki z Lidla i paprykę z nakazu Wilczka (uwielbia). Wzięliśmy ciepłe jeszcze, pachnące drożdżówki w powidłami śliwkowymi (nie zdążyłam ich zamknąć w słoiki, już praktycznie całe wyżarte). Umościliśmy się w ciepłych promieniach, na kocu, na hamaku, niektórzy na rodzicach.

Słońce sobie grzało potężnie, a liście szeleściły październikiem, i plątał się pięknie ten czas letnio jesienny.
W pobliżu był jeszcze plac zabaw, co dało nam możliwość przymknięcia oczu na hamaku.

I tak powstało popołudnie idealne

Mój cycle chic trochę psują sakwy, ale jakoś te hummusy, slacki i hamaki trzeba dowieźć.

Najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi dzieci jest położenie się na hamaku
Tato no chodź, było fajnie

13 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilatolubelszczyznamindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkipoezjarowerrower z dzieckiem

Brnę w słońcu po samo gardło

by Paulina 12 lipca, 2016

Nikt, jak Leśmian nie potrafi słowami oddać zmysłowości lata.
Sama jestem tą zmysłowością zauroczona, uwielbiam lato właśnie ze względu na to bombardowanie zapachami, smakami i fakturami, a leśmianowe potoczyste słownictwo, skojarzenia, czuła jego spojrzystość zachwyca mnie szczególnie.

I nawet upał, czy duszność letnia przedburzowa, lepkość poowocowa, żuki kosmate i złachmanione pajęczyny mają w sobie poezję, masę upojnego piękna i erotyzmu.

I chcę i nie chcę i muszę
Dziś jaśnieć razem z pogodą,
Co niepokoi mi duszę
Złotego szczęścia urodą.
A szczęście lśni od niechcenia

Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,
Co, światłem zaskoczony ćwierka wniebogłosy
I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy
Skrzą się tłumnie u liści zawieszone brzegu

Upalny ranek. Gwary i turkoty
Kończę się nagle u sztachet ogrodu,
Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,
Dają tym piachom czar głębi od spodu

Jeździmy sobie po tej Lubelszczyźnie rozkosznie letniej rowerami,
wdychając lipy, mrużąc od srebrzystej złocistości słońca oczy, trwając w
błogości.
Przesuwają się leśmianowe zwiewne wersy i
żałuję tylko, że mam ich w głowie tak mało.

12 lipca, 2016 5 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiem

Wycieczka Doliną Ciemięgi

by Paulina 2 czerwca, 2016

Sama nazwa, Dolina Ciemięgi, ma dla mnie coś niezwykle pociągającego, w sumie nie wiem, z jakiego powodu… Ciemięga, jak się zastanowić, nie jest najpiękniejszą nazwą jaką może mieć rzeka. Ale i tak mi się podoba, może jakieś nie do końca uświadomione skojarzenia, może sylaby dobrze brzmią. W każdym razie bardzo się cieszyłam na naszą ostatnią wycieczkę około lubelską.

To szlak rowerowy na północ od Lublina, wiodący, jak można się domyślić wzdłuż Ciemięgi. To mała, ale pełna uroku rzeczka, która meandruje sobie w lessowych wąwozach, wśród bujnej roślinności (kserotermicznej według przewodnika, cokolwiek to oznacza, w każdym razie parząco – drapiącej). Zaczyna się w Ciecierzynie, prowadzi przez Dys i Pliszczyn i jest fatalnie oznakowana, dlatego przed wycieczką warto zaopatrzyć się w aktualną mapę. Albo zdać się na nos / własną orientację / przypadek / przeznaczenie.

Generalnie szlak prowadzi wiejskimi szosami, nie najbardziej ruchliwymi, wśród przyjemnych wiejskich krajobrazów.
W pewnym momencie był taki fragment, nastawiony chyba na piesze spacery, wybitnie zresztą malowniczy, prowadzący wąwozem nad samą rzeką bardzo wąską ścieżyną wyciętą w zboczu tego wąwozu. Ten odcinek pokonaliśmy prowadząc rowery, praktycznie niosąc przyczepkę z zaśmiewającym się wnętrzem, smyrani rozmaitym zielskiem (głównie pokrzywami).

Jak Gladiator, czyli głaskanie zboża za każdym razem gdy się jakieś trafi.

 

Istotny element każdej wycieczki, czyli piknik zorganizowaliśmy na
pięknym terenie domu zakonnego w Pliszczynie, gdzie młodzież miała
okazję wylec z przyczepki, wybiegać się boso po trawie i zerwać dla mamy
wszystkie stokrotki w okolicy, podczas gdy starzy leżeli sobie na kocu w
pełnej błogości, patrzyli w liście na tle cudownie błękitnego nieba (a
także na nogi w licznych bąblach pokrzywowych), słuchali
entuzjastycznych ptasich trelów i mruczeli z zadowolenia.

Dzień był bardzo udany, tym bardziej, że ładunek przyczepkowy tym razem zgodny, zadowolony i rozśpiewany. Szkoda tylko, że pod sam koniec wracaliśmy przez najbrzydszą wieś świata, o masakrycznie podziurawionych drogach (nawet jak na wymagania rowerowe), zabudowach z dykty, blachy i sajdingu, pełnych przedziwnych sprzętów złożonych głównie z rdzy.

2 czerwca, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowaprzyjemnościrowerrower z dzieckiemwiosna

Close to the light

by Paulina 19 kwietnia, 2016

Nareszcie, całodniowa wycieczka rowerowa. Okraszona cudownym słońcem, zapachem kwitnących mirabelek, zawilcowym leśnym dywanem i przemiłym towarzystwem.

Ach jak mocno mi brakowało tej włóczęgi przez ostatnie miesiące.

Wybraliśmy się tym razem na sympatyczną przejażdżkę w okolice lubelskie. Trzeba przyznać, że niezależnie od kierunku, nasze miasto otoczone jest arcysielskimi przestrzeniami. Zielone pola, delikatne pagóry, lasy i skowronki. Lubelszczyzna jest piękna. Choć, o tej porze roku, w zasadzie wystarczy niewielki skrawek trawnika z dowolnym krzakiem, żeby wywołać w pozimowym człowieku masy ekstatycznej miłości do urody świata. Dlatego, myślę, że możecie sobie wyobrazić naszą radość wobec całego dnia w plenerze, wśród tej entuzjastycznie świeżej, pachnącej zieleni.

Cudownego dnia i pozytywnych wrażeń nie zepsuło nam nawet intensywnie kłócące się cargo. Chociaż przyznaję, że poważnie rozważamy zamontowanie pleksi lub wręcz dykty w królewskiej przyczepce, bo nasze dzieci ostatnio zdają się nie zauważać lusksusów w jakich przyszło im podróżować, zupełnie ignorują okoliczności mijanej przyrody, a skupiają się na tym, że „ona mnie dotyka łokciem” oraz „daaaaaj, to niuniiiiiiiiiiiiiii”. Nie ustajemy jednak w (naiwnej?) wierze, że na tym właśnie polega wychowanie i dobre dzieciństwo. I że idziemy w dobrym kierunku, trochę się pokłócą, dojdą samodzielnie do porozumienia i wreszcie zaczną wyglądać przez te okna.

Tym razem wyruszyliśmy w kierunku zachodnim. Minęliśmy tradycyjny chaos architektury przedmieść i zanurzyliśmy się w sielskości wiejskiej. Radawiec, z lotniskiem szybowców i wrażenie żurawi origami. Mam takie marzenie, żeby polecieć szybowcem, szalenie podobają mi się te samoloty, z ich delikatną konstrukcją, brakiem silnika, smukłością i skojarzeniem latawcowym.
A potem szlak rowerowy, prowadzący przez las. Las pełen światła wiosennego i przestrzeni, usłany zawilcami, grający promieniami.

Potem był piknik na polanie,  i jeszcze trochę kilometrów wśród już-za-chwilę-kwitnących sadów. A także, ponieważ byliśmy w pobliżu, odwiedziny u dziadków i kawka na ogrzanym tarasie. Pięknie, wspaniale i sycąco.
 

 

 

I can flyyyyyyyyyyyyyyy…

W drodze powrotnej przyczepka zgodnie śpiewała o panie Janie, z naciskiem na bim-bam-bom, by przed samym Lublinem zamilknąć i zacząć błogo pochrapywać. W końcu, tyle kilometrów przebyli…

19 kwietnia, 2016 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmimoda rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

rowerem w wiosnę

by Paulina 7 kwietnia, 2016

Wreszcie odkurzyliśmy (w sensie metaforycznym jedynie, bo kurz rzeczywisty niestety ma się w najlepsze) nasze rowery. Sama jestem zadziwiona, że na rowerze nie jeździłam od sierpnia, choć to jedna z moich ulubionych form aktywności.

Ale. Czas bezrowerowy jest już przeszłością i ostatnio wybraliśmy się na małą przejażdżkę w bliskie okolice.
Popołudnie. Słońce świeciło nam prosto w oczy i powoli zaczęło pracować nad chorą bladością twarzy. Ptaki titutituterliły, bezwstydne żaby oddawały się rozpuście na ścieżce prawie pod kołami. Pachniała ziemia i liście. Pachniał las, sokami buzującymi pod korą. I powietrze pachniało, kwietniem.
Można było niemal usłyszeć, jak rozwijają się liście, zielenieją smutne gałęzie. Pod kołami szumiało igliwie, trzaskały drobne gałązki.

Zatrzymaliśmy się na trochę, rozsiedliśmy na ławce w słonecznej plamie. Dzieciaki w doskonałej zgodzie (stan dość niezwykły w ostatnich tygodniach) wrzucały do wody szyszki. I wdychaliśmy tę wiosnę tak rozkosznie rozpanoszoną na świecie, to powietrze ożywcze, zapachy i witalność kwietniową. Skóra nagrzana słonecznie pachniała beztroską, idealnie do pocałunków.

 

Chodź, odkryjemy świat.

7 kwietnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiem

Nad rzeką, wśród gór, na rowerze przez dwa dni

by Paulina 27 maja, 2015

Powiedzieć, że nasza ostatnia wycieczka rowerowa była pełna wrażeń, to nic nie powiedzieć.
Było pięknie i cudownie, słonecznie, niezwykle malowniczo, ale też sponiewierała nas nieźle traska (w sumie ponad 100km, silny wiatr i podjazdy – same w sobie nie jakieś dramatyczne, ale z obciążeniem dały się we znaki) i niesympatyczne urozmaicenie w postaci (dość łagodnego na szczęście) wirusa brzusznego atakującego to tu, to tam.

W niedzielę rano, tuż po głosowaniu, załadowaliśmy się do pociągu i ruszyliśmy w drogę. Naszym celem była znana już nam Via Rhôna, czyli wspaniała trasa rowerowa wiodąca od źródeł Rodanu, aż do morza. Tym razem wybraliśmy fragment na północ od Lyonu, wiodący przez region Bugey. 
Jechało się cudownie, słońce przygrzewało, widoki olśniewające, Rodan migotał sobie na błękitno. Problemem był brzuszek córy, ale poratował ją cudowny eliksir, czyli mleko mamy (na co dzień ssie już tylko na dzień dobry i na dobranoc, ale wobec awaryjnej sytuacji przeszłyśmy na tryb niemowlęcy, i to była dobra decyzja). 

Mijaliśmy malownicze miasteczka, w oddali piętrzyły się majestatyczne góry – a w górach tu i ówdzie średniowieczne zamki i baszty, trasa poprowadzona była arcy przyjaźnie. 


Namiot jest fajny, ale takim noclegiem też bym nie pogardziła…

I tak mijały nam kilometry i godziny, aż postanowiliśmy poszukać miejsca na biwak. Dzieci w przyczepce spały, rozglądały się i ogólnie były zadowolone. I Rozbiliśmy się na takiej miłej łące, wśród drzew,  aromatycznego tymianku (pierwszy raz spotkałam się z dziko rosnącym tymiankiem!), grających świerszczy i pięknych widoków.

Prawie jak Gladiator

Wieczorem zrobiliśmy nawet ognisko, ku radości Starszaka, z zapałem pomagającego tacie zbierać suche gałęzie. I tak sobie siedzieliśmy, wśród tych wspaniałości wszystkich z córą chrapiącą w namiocie i synkiem śpiącym przy ognisku, z trzaskającym ogniem, w ciemności aksamitnej, we dwoje. (Do pełni szczęścia brakowało czegoś do oparcia, turystycznych krzesełek, czy coś, bo jednak starość nie radość).

 

 
 Drugiego dnia… Drugiego dnia zapowiadało się, że będzie podobnie. Już z rana okazało się jednak, że tym razem problemy brzuszne dotknęły męża – głównego muła ciągnącego przyczepkę i z cięższymi sakwami. Do tego, po kilkunastu kilometrach zmieniła się trasa, i nagle okazało się, że jedziemy głównie pod górę. I wiatr – zmienił kierunek i natężenie, wiał tak mocno, że nawet na (nielicznych) zjazdach, nie można było się rozpędzić.

Po jednym z ostatnich podjazdów… Wymęczony tata padł, a hrabiostwo wyległo z karocy, by z radością przesypywać kamyczki
Na koniec, na dobitkę, zaczął padać deszcz, na szczęście drobny. Poza tym dworzec, z którego planowaliśmy złapać pociąg do Lyonu, okazał się nieczynny, musieliśmy więc doczołgać się jeszcze parę kilometrów (pod górę, pod wiatr) do następnego miasteczka. Na dworcu musieliśmy nosić rowery, dzieci i przyczepkę po schodach, bo nie mieli żadnej rampy ani windy, córa stłukła sobie głowę w momencie gdy wjeżdżał pociąg, starego typu pociąg, z wąskimi drzwiami, przyczepkę trzeba więc było wsadzać bokiem… (na szczęście pomógł konduktor). Uff. 

Ale i tak wycieczka udana. Jak się okazuje da się spędzić fajny weekend z dziećmi na rowerach i śpiąc na dziko pod namiotem 🙂

27 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmimoda rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

rower to jest świat

by Paulina 30 kwietnia, 2015

Pierwsza w tym sezonie trochę dalsza wycieczka rowerowa.

Nic spektakularnego może, bo niedalekie jezioro, ale przyznać trzeba, że okoliczności przyrody mocno podkręciły wrażenia iście letnią temperaturą, wszechobecną soczystą zielenią, trelami i tym wszystkim co tak cudownie działa na poczucie szczęścia wiosną.

A do tego miła dla wszystkich odmiana krajobrazu, mnóstwo fascynujących aktywności dla nieletnich i co za tym idzie chwile ciszy i relaksu dla dużych.
 

30 kwietnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiGenewamoda rowerowapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

Genewa

by Paulina 21 października, 2014

Wiedziałam, że Genewa będzie piękna jesienią.
Była.
Trzeba przyznać, że pogoda trafiła nam się idealna. Wspaniałe słońce i ciepło.

W sobotę o świcie stawiliśmy się na lyońskim dworcu kolejowym, z rowerami i przyczepką, wypełnioną dziećmi i ich akcesoriami. Zapakowaliśmy się do środka, i po dwóch godzinach byliśmy w kraju zegarków i czekolady.

Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy od jego najstarszej części, położonej na wzgórzu, ze słynnym placem Bourg-de-Four, XV – wiecznym ratuszem, arsenałem miejskim ze stojącymi tam armatami; z górującą nad wszystkim imponującą  katedrą Saint Pierre. To świątynia katolicka, która wraz z reformą została pozbawiona wszystkich zbędnych wg protestantów ozdób, obrazów i mebli, zyskała za to surowość i dostojeństwo. Obok można było zobaczyć muzeum reformy kościelnej – Genewa po jej przeprowadzeniu nazywana była protestanckim Rzymem, idee reformacji przyjęły się w tym mieście bardzo dobrze. Jednak wszelkie muzea sobie odpuściliśmy, mieliśmy za mało czasu, zresztą w taką pogodę…

Po zobaczeniu najstarszej części miasta ruszyliśmy (zahaczając o plac zabaw, obecność dwuipółlatka zobowiązuje – plac zabaw zresztą świetny) dalej. Zahaczając o plac Neuve wstąpiliśmy do pięknego parku des Bastions, w którym można zagrać w wielkie szachy, przysiąść na kawę w uroczym pawilonie i zobaczyć Mur Reformatorów. Tam też znajduje się biblioteka miejska, w której można znaleźć egzemplarze wszystkich wydanych od 1539r w Genewie dzieł.

Z parku już naprawdę niewielka odległość dzieliła nas od wspaniałego jeziora genewskiego i słynnego Jet d’Eau – fontanny o strumieniu wysokim na 140m.

 
Przy jeziorze, kolejne parki, dzielnica Eaux-Vives z budynkami o
charakterystycznych dachach o których mówi się że są przykładem
narodowego stylu szwajcarskiego.

 

Niestety nie starczyło nam czasu na luksusowy prawy brzeg Rodanu, nie zobaczyliśmy Pałacu Narodów, siedziby Czerwonego Krzyża, dzielnicy Carouge i Paquis. Szkoda, może następnym razem.

Ogólne wrażenia? Podobało nam się. Piękne, przyjazne miasto, bogate (i potwornie drogie), wielokulturowe, pełne przyjemnych zielonych przestrzeni. I ten widok…

21 października, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjamoda rowerowaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

wycieczka po złotej krainie Beaujolais

by Paulina 30 maja, 2014

Początek kolejnego długiego weekendu spędziliśmy na rowerach. Wybraliśmy się do krainy Beaujolais, znanej nie tylko z wina, ale także z uroczych miasteczek zbudowanych z pięknego, żółtego kamienia i malowniczych, pagórzastych krajobrazów. Całość, oświetlona słonecznie, robi trochę wrażenie Toskanii. Jest sielsko i bardzo klimatycznie.

Te pagóry, które tak pięknie wyglądają i których zupełnie nie czuć jadąc samochodem, trochę dały nam się we znaki, bo to pierwszy większy wypad z podwójnym wypełnieniem przyczepki.
Przyczepkowe
wypełnienie zachwycone. Starsze rozglądało się uważnie i komentowało
mijany krajobraz – na wypadek, gdyby ciągnący tatuś coś przeoczył, a
młodsze miało do wszystkiego większy dystans i wpatrywało się spokojnie
przed siebie lub drzemało.

 

30 maja, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry