Maj w Lyonie słaby jest co prawda – deszczowy i zimny, co uniemożliwia dalsze wypady odkrywające okolice.
Ale
niedaleko mamy park. Wspaniały, piękny park. Z jeziorem, masą
przestrzeni trawiastej – na pikniki, granie w piłkę , gumę (tak!) czy
badmintona, puszczanie latawców, wspaniałymi placami zabaw, karuzelami –
takimi w starym stylu, zoo, ogrodem botanicznym , wielkimi szklarniami z
kolekcją niezwykłych roślin, przestrzenią do jazdy na kucykach,
przestrzenią do gry w bule (to takie francuskie…), ścieżkami dla
biegaczy. Można zobaczyć tradycyjne przedstawienie Guignol, można zjeść
rewelacyjne naleśniki z domowym kremem czekoladowym. Albo watę cukrową
(swoją drogą, zadziwiające jest to uwielbienie waty cukrowej, farbowanej
to tego na różowo… Do tego stopnia, że bardzo popularne są książeczki
o rodzinie wat cukrowych (!), powstałą też cała masa gadżetów
związanych z ta serią, od plecaków, przez notesiki, pluszaki, po
naklejki i koszulki ).
Jesteśmy tam często, przeważnie na rowerach, często z kocykiem i zestawem piknikowym. Miło, że są takie miejsca.


















































