Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

wspomnienia

dzieciństwo unpluggedmindfulnessmoda ciążowarozmyślaniaslow lifestylewspomnienia

Sielskość

by Paulina 6 lipca, 2017

Gdy byłam mała, znałam na pamięć całe fragmenty „Dzieci z Bullerbyn”. Uwielbiałam tę książkę i tę malowniczą grupkę dzieciaków i strasznie im zazdrościłam. Sama, nie mając żadnej rodziny na wsi nie mogłam tworzyć tych klimatycznych wiejskich wspomnień.
Stworzyłam sobie za to idylliczne i mocno nierealistyczne wyobrażenia wiejskiego świata. Wieś i wakacje na wsi przedstawiały m się jako niekończące się zabawy w sianie, mleko z pianką prosto od krowy i słodkie kurczaczki, jakoś umknęła mi ciężka praca, muchy i nawet to, że siano kłuje 😉

Dziś mam oczywiście świadomość bajkowości tych wizji, realiów i trudów życia na wsi, ale pozostały wyobrażenia o tym kontakcie z naturą, o tej dobrej prostocie. O zanurzeniu w cykliczności przyrody, o smakach i zapachach i przeżyciach autentycznych, o tradycji i poczuciu przynależności.
I ta tęsknota we mnie jest ciągle i lubię sobie w ten idealistyczny świat wchodzić i zapraszać do niego własne dzieci.
Dlatego lubujemy się w pozamiejskości, odwiedzamy skanseny, urządzamy pikniki w naturze.

moda w ciąży, jak się ubierać w ciąży

No i mamy to szczęście, że nasze dzieci mają dziadków na wsi, co prawda bez krówek i kurczaczków, ale za to z poziomkami i malinami, masą trawy do biegania na bosaka, z zapachami i masą zabawek typu sznurki, wiadra i kamyki. U dziadków na wsi, nasze potomstwo w sekundę przeistacza się w wolne dzieci, zajęte, nie potrzebujące dorosłych, brudne i chłonące świat każdym zmysłem.

Ostatnio, do tej sielskiej palety dołączył jeszcze tradycyjny gliniany piec chlebowy, czyli Cudowna Inicjatywa mojego męża. Budowaliśmy go przez parę klimatycznych popołudni, co samo w sobie było świetną zabawą. Teraz, dzięki niemu, wracając do domu, oprócz pochrapujących od świeżego powietrza dzieci z Bullerbyn wieziemy jeszcze sielskość w postaci pachnącego bochenka.

pizza z pieca

 tradycyjny chleb na zakwasie, bochenek

piec chlebowy, chleb na zakwasie

 

6 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckorozmyślaniawspomnienia

sleepwalking back again

by Paulina 18 maja, 2016

Nostalgia, nostalgia, nostalgia.
Jednym z pierwszych objawów dorosłości jest zauważenie młodszych pokoleń i stwierdzenie, że za naszych czasów było lepiej. Od jakiegoś czasu krążą po internetach różne teksty, memy i obrazki pisane przez i skierowane do ludzi urodzonych w latach 80. O tym, jakie mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo. Bezpretensjonalne, bezproblemowe, piękne. A dzisiejsze dzieci generalnie nie podnoszą wzroku znad komputera, są grube, sfrustrowane, nieszczęśliwe i zagubione w wirtualnym świecie.

Tak się składa, że z własnym narybkiem bywam na różnych placach zabaw, w parkach i na boiskach. Które są pełne dzieci. Dzieci młodszych i starszych, krzyczących i biegających, wymyślających zabawy, jeżdżących na rolkach, rowerach i hulajnogach. Skaczących na skakankach, a nawet grających w gumę.
Nie wiem oczywiście, ile  w tym czasie gubi się w wirtualnej rzeczywistości zajadając czipsami i frustrując, że nie ma najnowszego ajfona.
Ale, place zabaw nie są puste, na pewno. Są pełne dzieciaków, pewnie lepiej od nas ubranych i z porządniejszym sprzętem, ale przede wszystkim dzieciaków, które chcą się po prostu dobrze bawić.

Naprawdę nie jest tak, że nasze pokolenie jest jakoś lepsze, czy
nawet szczęśliwsze ze swoimi trzepakami, oranżadką w proszku i płynem
lugola.
To, że nie mieliśmy tylu resoraków co nasze dzieci, nie daje
nam prawa do jakiegoś wywyższania się, że dzisiejsza młodzież już nie
potrafi się bawić. Bawi się. Tak samo jak my,  wymyśla zabawy,
kreatywne, śmieszne, mądre i durnowate.

Jedliśmy lody
wodne za 35 groszy i flipsy czekoladowe, a nie Algidę i Laysy, ale to
nie daje nam paszportu do wiedzy wszystkiego. Graliśmy w zająca zbierającego jajka a później w Montezummę na
Atari, a nie w Assasin’s creed nie dlatego, że tak wybraliśmy. Nasze
place zabaw były wybetonowane, metalowe i zardzewiałe, ale to nie czyni z
nas weteranów wojennych. A my wychodziliśmy na dwór sami, bo taka była
norma, a nie dlatego, że nasi rodzice byli tacy odważni

Wszystkie dzieci się bawią – tym, co mają. Patykiem i kamieniem,
szmacianą lalką, klockami Montessori, resorakiem, czy konsolą. Zgadzam
się, że generalnie dzisiejsze dzieci mają za dużo zabawek i bodźców, a
to wpływa na niecierpliwość, niedocenianie tego co się ma, nienasycenie,
szybkie nudzenie się. Ale, to nie dzisiejsze dzieci są znudzone i
nienasycone, to rodzice (i dziadkowie… I ciocie, i znajomi … No,
dorośli. Czyli generalnie ci wychowani w dawniejszych, niby lepszych
czasach) zawalają je co chwila nowościami. To nie dzieci są
pierdołowate, to dorośli bywają nadgorliwi, wyręczają dzieciaki we
wszystkim, przegrzewają, podwożą wszędzie.

To nie dzieci są niesamodzielne, to my nie pozwalamy na samodzielność. My.
Społeczeństwo nie pozwala. Tak się porobiło, że wożenie samochodem do
szkoły, strzeżone osiedla i zajęcia dodatkowe stały się jakąś normą od
której nikt nie chce odbiegać. Nikt nagle nie chce być nowym pionierem i
sprawdzać, czy ktoś naśle opiekę społeczną, jeśli puści się
sześciolatka samego przed dom.

 Pewnie, można sobie ponarzekać, że to niefajnie, że tak się porobiło. Sama mam wielki sentyment do własnego dzieciństwa, tych betonowych placów zabaw, zabaw w podchody i robienia zup błotnych.

Ale wierzę, że moje dzieci, za dwadzieścia kilka lat będą miały podobnie piękne wspomnienia. Bo dzieciństwo to dzieciństwo. To przeżywanie na maksa, to świeżość i bezpretensjonalność. A potem pewność, że kiedyś trawa była zieleńsza.

18 maja, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
góryHiszpaniaMacedoniapasjapodróże i wycieczkiRumuniawspomnienia

Podróże Józefa

by Paulina 20 marca, 2015
 

Potencjalnie wycieczkowy weekend zapowiada się niestety deszczowo (po pięknym tygodniu). Dlatego planowane testowanie drugiego nosidła raczej nie wypali.

Pozostając jednak w klimacie podróżniczym, chciałabym pokazać Wam trochę Józefa w Podróży.

Tak. Kiedyś podróżowanie było inne…

Alpy francuskie 2008

Macedonia 2009

 W Skopie

 Jeden z wielu monastyrów w górach

 Degustowanie rakiji

 
Nad jeziorem ochrydzkim

Zgadnijcie, kto urodził się w tym domu?

Hiszpania 2010

Z don Kichotem

 Degustowanie hiszpańskich specjałów

 Caminho de Santiago


… na plaży bywa nudno. Albo nie;)

 W górach Picos de Europa

W Oviedo

Rumunia 2011

20 marca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślaniawspomnienia

(przed)smak życia

by Paulina 10 lutego, 2014

Byłam ostatnio w kinie na najnowszej części Smaku życia, Casse-tête chinois. Bawiłam się dobrze, trochę pośmiałam, podobała mi się muzyka. Miło było też zobaczyć, co słychać u bohaterów.

I z sentymentu sięgnęłam do pierwszej części… Pamiętam doskonale, bo byłam wtedy jakoś na początku studiów. Jako, że należę do pokolenia „przełomu”, które wczesne dzieciństwo spędziło jeszcze w czasach komunizmu, a dzieciństwo późniejsze w nieco pokracznych latach 90, tzw „zachód” i wielki, multikulturowy świat i międzynarodowe znajomości to było coś, co uwiodło mnie totalnie.
Miałam za sobą trochę doświadczeń tego typu z wymian w czasach szkolnych, ale „hiszpańska oberża” wydawała się wielokulturowym rajem. Jedno, co szokowało (i w sumie dalej szokuje, chociaż wiem, ze na tym tez polega koloryt filmu), to rozpadające się związki i nagminne zdrady traktowane lekko i totalnie naturalnie. Zachwycały za to ich imprezy, otwartość, nocne włóczenie się po mieście, nowe języki, i Barcelooona…

Uznałam, że to właśnie jest istota studiów filologicznych, że tylko tak można poznać i poczuć kraj i język. I pojechałam, na trzecim roku – nie był to erasmus co prawda, tylko staż we francuskiej szkole, i nie Barcelona, a małe francuskie miasteczko, ale zasmakowałam „Smaku życia”. Wspólne mieszkanie w sosie polsko-niemiecko-amerykańsko-chilijskim, spontaniczne imprezy i rozmowy o życiu bardzo serio-serio. I podróże wspólne, ze zniżkową kartą studenta, tanimi hotelikami…
Plany i marzenia, i cały świat (wszystko przez to międzynarodowe towarzystwo) stał u stóp.

I teraz, na chwilę przed trzydziestymi urodzinami, gdy o tym rozmyślam to trochę tęsknię czasem za tamtym okresem rozbuchanej wolności, braku obowiązków i odpowiedzialności. Za spontanicznością i beztroską. Za tym poczuciem „mogę wszystko”, oceanem możliwości, wyborami, które dopiero się miały dokonać. I za nocną włóczęgą i imprezami do rana bez myśli, że może jednak dobrze byłoby już się położyć, bo dziecię o poranku nie zna litości.
Ale w sumie tylko czasem tęsknię.
Bo to, co jest teraz, to dopiero jest smak życia. I zapach. I dotyk ciepłych łapek. I brzmienie słów. I widok uśmiechniętego dzieciaka, najpiękniejszy na świecie.

10 lutego, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
pasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniawspomnienia

podróżowanie kiedyś i teraz

by Paulina 14 czerwca, 2013

Trochę z nostalgią wspominam nasze dotychczasowe podróże, kiedy plany było mocno otwarte i elastyczne. To czasy spania pod namiotem gdziekolwiek, mycia się w strumykach albo przypadkowych prysznicach na przypadkowych kortach tenisowych, podróży stopem (teraz może chętniej by się zatrzymywali, kiedyś było na nogi i gitarę, teraz na niepełnozębny uśmiech dziecięcia… no ale przecież nikt nie jeździ z wolnym fotelikiem…), czasy spontanicznych decyzji i łatwych znajomości. Przygody. Zanurzanie się w tamtejszości. Włóczęga po miastach i miasteczkach z luźnym zarysem tego, co chcielibyśmy zobaczyć. I po wioskach i po bezdrożach. Gdy przed śniadaniem pakowało się plecak i składało namiot (chyba, że był bardzo zaroszony), a niektórzy mieli pomysły o śniadaniu na tamtej górze.

Do tej pory w plecakach mieliśmy parę naszych ciuchów, śpiwory,
namiot, camping gaz. Teraz jeden plecak stanowić będzie radosny
dziesięciokilowy ruszający się ciężar i jego pieluchy. I jedzenie, bo
przecież nie będzie jadł zupki z proszku. I milion bodziaków, bo
przecież się upaprze tym jedzeniem…
Spontaniczność będzie trochę okiełznana, ramami Głodu i Snu młodzieży.
Przeniesie się intensywność wrażeń w trochę inne miejsca.
Inaczej jest. Nie, że gorzej.
Inaczej.

 
 
  

14 czerwca, 2013 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry