W weekendach lubię wszystko, ale najbardziej chyba poranki. Gdy jesteśmy wszyscy razem i nikt się nie spieszy, jemy śniadanie przez godzinę, a potem migrujemy na kawę do salonu. Dzieciaki, bez porannego poganiania odkrywają nagle swój pokój i wspólną w nim zabawę, a do nas, naprzemiennie z wrzaskami, chichotami i awanturami docierają dialogi w stylu „to są piękne barwy wilczku” „dziękuję Iskro, to doskonale”.
Do tej naszej piżamowej sielanki kawowej serwujemy sobie oczywiście miłą ścieżkę dźwiękową. Nie za smętną, nie za ostrą, miłą i pozytywną. Muzykę idealną na weekendowe poranki.
Zapraszam Was na kolejne wydanie Odpoczywalni Muzycznej i zachęcam do dzielenia się z Waszymi hitami.
Jack Johnson From here to now to you i Sleep though the static
Ayo Joyful
Thomas Dutronc Comme un manouche sans guitare
Sting, starsze płyty
Feist, The Reminder i Let it die
Sade Diamond life
The Beatles Abbey Road
Smolik i Kev Fox
Lou Doillon Places
Low The invisible way
New Century Classic Natural Proces
Mitch & Mitch with their Incredible Combo
Muzyka z filmu Once
Obie Krainy Łagodności
Oczywiście to nie jest jakaś sztywna kategoria absolutnie, ale te płyty jakoś szczególnie kojarzą mi się z takim właśnie sobotnio niedzielnym porannym kawkowaniem.
A jeśli macie ochotę na inne moje muzyczne skojarzenia to zapraszam tu, tu i tu.


0 comments
Wieczorem (jak nie padnę) to zakładam słuchawki na uszy i słucham sobie powolutku wszystkiego po kolei 🙂
Bo za dnia to .. i tak nie dosłyszę takich łagodnych klimatów w naszym normalnym poziomie decybeli 😀
Ja uwielbiam takie poranki. Na najbliższy weekend przygotuję się wg listy! Bardzo dziękuję za taki wpis!
My często stosujemy technikę, że gdy my mamy rytualną poranną weekendową kawkę, dzieciaki mają swój Dinopociąg (w swoim pokoju), zawsze to 25minut bez dodatkowych decybeli:D
Bardzo się cieszę! Daj znać, czy się podobało:)