Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

muzyka

latomuzykaupał

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka na upał

by Paulina 19 lipca, 2023

 

Pisałam już kiedyś o jedzeniu na upał, sposobach na przetrwanie upału w ciąży, a ostatnio stojąc przed półką z płytami pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami też moją muzyką, której słucham przy takiej pogodzie, jak ostatnio.

Nie jest tak, że mam specjalne półeczki oznaczone porami roku, ale jednak pewne płyty po prostu mi klikają z określonymi okolicznościami, także pogodowymi.

Muzyka, która jest dla mnie soundtrackiem do upału jest lekka, delikatnie rozmyta, beżowo – błękitna. Ma w sobie trochę senności, ale można do niej się miło pobujać. Jest trochę nostalgiczna, trochę się snuje, a jednocześnie napawa beztroska i radością życia ( całe lato zresztą dla mnie takie jest). Do tego dzban parzonej na zimno białej herbaty, miska owoców, wentylator.

Daniel Bloom „Wszystko co kocham soundtrack”

Mela Koteluk „Migawka”

Moby „Wait for me”

Lana del Rey „Born to Die”

Wszystkie właściwie płyty Smolika

David Gilmour On an island

Michael Kiwanuka „Love&Hate”

Asaf Avidan,  „Anagnorisis”

Sufjan Stevens „Call me by your name”

Skalpel „Origins” ,

Air „The Virgin Suicides”

 Czasem letnio kojarzą mi się typowo festiwalowe, koncertowe płyty. Ale na czas upału wolę, jak się trochę snuje:D

Chociaż najprzyjemniejszymi dźwiękami przy takiej pogodzie jest szum drzew, śpiew ptaków, i chlupot wody na jeziorze. I jeszcze huk morskich fal. Wtedy żadna dodatkowa muzyka nie jest potrzebna. Ale czas kanikuły w warunkach miejskich, miło jest sobie uprzyjemniać jak tylko się da.

Macie swoje ulubione typy na lato?

19 lipca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńkawaksiążkilubelszczyznaLublinmindfulnessmuzykaprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleuważnośćwdzięczność

całkiem miły ten listopad może być

by Paulina 21 listopada, 2022

 

Po dość szalonym, wczesnojesiennym czasie, ogarnęła mnie melancholia jesienna. Ta melancholia to jedna z najlepszych rzeczy jesienią

Jesień jest od tego, żeby wzorem przyrody przyhamować. Jesień jest czasem do przytulania, grzania, umilania sobie życia.

Jesień jest fakturzasta, chropowata, miło szorstka, słodko-pikantna. Pasuje do niej lekko gryzący, ciepły wełniany sweter, słodkie ciasto z dodatkiem imbiru i czekolada z chili, śpiewające głosy z chrypką.

Im zimniej na dworze, tym więcej ciepła wewnętrznego potrzebujemy. A to ciepło, to grzanie się od środka to te wszystkie lekko obśmiane jesieniarskie atrybuty. Dlatego teraz,  bez żenady i z dziką radością włażę pod ten kocyk
wełniany, z herbatą i ciachem ze śliwkami, włączam miłą muzykę, a
wcześniej inhaluję się zapachem lekko zbutwiałych liści pod nogami w
lesie.

Bo jesienią trzeba sobie dokładać opału do swojego wewnętrznego kominka, choćby to jechało kiczem na odległość.

I ja się w to angażuję z największą powagą. Przytulam się od środka tym jedzonkiem, tą wełną i muzyką. Mam swoje jesienne hymny na każdy miesiąc. Wrzesień rozpoczyna Oren Lawie i płyta „The Oposite Side of the Sea„. Potem, w październiku, lubię francuskość i delikatność, pasuje mi Carla Bruni, Thomas Dutronc, Laura Marling, Lola Marsh. Wieczorami wjeżdża Agnes Obel, Leszek Możdżer, Smolik i Hania Rani. Listopad jest klasycznym jazzem, rzewnym i przejmującym, choć najbardziej listopadowa płyta świata to Older George’a Michaela.

Jesienią najbardziej lubię realizm magiczny, lubię książki zainspirowane ludowymi wierzeniami, trochę gęste w klimacie, bagienne. Świetnie czyta mi się Isabel Allende, uwielbiam Murakamiego. Albo książki zanurzone w słowiańskości, np „Baśń o wężowym sercu” Radka Raka, w kolejce tego autora czeka jeszcze „Puste niebo”, tym bardziej, że tłem tutaj jest dawny Lublin. Jesień i zima to jest też czas na klasyki, XIX i XXw. Dobrze czyta mi się też miłe, powolne książki, np Życie Violette, Sen o Okapi. 

Jadłabym najchętniej grzanki, gulasze i pieczone warzywa. Kiedyś pisałam o tym, co lubię jeść gdy zimno

I planszówki! Zdarzają nam się dorosłe planszówkowe wieczory ze znajomymi, ale coraz częściej spędzamy naprawdę świetny czas z dzieciakami. Na dworze ciemno, zimno i zło, a my sobie siedzimy przy naszym wiekowym drewnianym stole i gramy, jakby jutra miało nie być. Nasze ulubione gry to Karak, Climb the Mountain, Ekosystem, Splendor, Ubongo, Azul. Bardzo się cieszę, że to już są normalne, prawdziwe gry, a nie takie typowo dziecięce, i wszyscy mamy z tego czasu autentycznie dużą radochę.

To w domu. W domu miłym, bezpiecznym i przyjaznym, oświetlonym i ciepłym.

Jesienne wyjścia z tego miłego kokonu wymagają już niejakiej dawki heroizmu. Wiosną i w lecie wychodzi się samo, koncerty często w plenerze, jedzenie gdzieś przy okazji, na kocyku na trawie najchętniej. Teraz człowiek się organizuje, dba o plan wyjścia pt, „żeby było gdzie wejść w razie czego”. Dlatego, wyjścia, owszem, ale raczej w formie spaceru z miejscem docelowym typu kino, na wystawa, czy koncert, z przystankiem na ciepłą zupę.

W Lublinie w Centrum Spotkania Kultur można aktualnie zobaczyć wystawę Beksińskiego, szykujemy się, ale raczej bez dzieci. Za to na zamku lubelskim zdecydowanie z dzieciakami warto zobaczyć wystawę o starożytnym Egipcie. W kwestii koncertów też jest w czym wybierać, niedawno byliśmy na Natalii Przybysz, potem na Brodce, w listopadzie szykuje się jeszcze Igo, w CSK w klubie muzycznym można posłuchać jazzu, w grudniu będzie Możdżer. Ruszyło trochę popandemicznie, i na nasze nienadmierne potrzeby i możliwości wyjść jest idealnie.

 Ale generalnie w listopadzie, jak pisałam już kiedyś, w listopadzie może się nic nie chcieć bez wyrzutów sumienia. W listopadzie kocyk, ciacho i gapienie się w płomień świecy są więcej niż usprawiedliwione.


21 listopada, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
muzykawe dwoje

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka na miłość

by Paulina 14 lutego, 2018

Dużo romantycznych wspomnień mam dość ściśle związanych z wydarzeniami muzycznymi. Być może dlatego, gdy wyobrażam sobie randkę idealną, to zawsze pojawia się tam motyw muzyczny. Porywający koncert jazzowy. Emocjonalny koncert rockowy. Potańcówa w klimacie starego disco. Kolacja z plumkającym w tle zmysłowym saksofonem. Ognisko i śpiewanie przy gitarze.

Nasze randki w ostatnich czasach ograniczają się jednak do salonu i jego miłej atmosfery. Podbijamy te atmosferę bardzo konkretną muzyką, robi się znacznie bardziej klimatycznie.

Dzielę się dzisiaj z Wami muzyka zmysłową, na romantyczny wieczór z drugą połówką. Jest to dość niesztampowy wybór, świadomie pominęłam różne pościelówy w stylu Wicked game, Nights in white satin, Unchained Melody czy Titanica.
Jeśli macie ochotę na inny muzyczny klimat, zapraszam: muzyka energetyczna, muzyka na niedzielne poranki, muzyka na relaksujące popołudnie, muzyka na doła.

Siesta Marcina Kydryńskiego, Nr5 i Nr8 (saksofonowa)
The doors, bez konkretów, chyba chodzi o głos Morrisona
Portishead Portishead, Dummy
Massive Attack Heligoland, Mezzanine, Protection
Bonobo Animal Magic, Black Sands
Fever Ray
Boards of Canada Campfire headphase
Archive, najbardziej chyba Controlling Corwds

Wybaczcie, tym razem bez linków do YT, ale wracam do pakowania właśnie:)
Jakie są wasze miłosne piosenki?

14 lutego, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
brzmieniacodziennośćdomowomindfulnessmuzykaprzyjemności

Odpoczywalnia Muzyczna: Muzyka na weekendowe poranki

by Paulina 13 marca, 2017

W weekendach lubię wszystko, ale najbardziej chyba poranki. Gdy jesteśmy wszyscy razem i nikt się nie spieszy, jemy śniadanie przez godzinę, a potem migrujemy na kawę do salonu. Dzieciaki, bez porannego poganiania odkrywają nagle swój pokój i wspólną w nim zabawę, a do nas, naprzemiennie z wrzaskami, chichotami i awanturami docierają dialogi w stylu „to są piękne barwy wilczku” „dziękuję Iskro, to doskonale”.

Do tej naszej piżamowej sielanki kawowej serwujemy sobie oczywiście miłą ścieżkę dźwiękową. Nie za smętną, nie za ostrą, miłą i pozytywną. Muzykę idealną na weekendowe poranki.
Zapraszam Was na kolejne wydanie Odpoczywalni Muzycznej i zachęcam do dzielenia się z Waszymi hitami.

Jack Johnson From here to now to you i Sleep though the static
Ayo Joyful
Thomas Dutronc Comme un manouche sans guitare
Sting, starsze płyty
Feist, The Reminder i Let it die
Sade Diamond life
The Beatles Abbey Road
Smolik i Kev Fox
Lou Doillon Places
Low The invisible way
New Century Classic Natural Proces
Mitch & Mitch with their Incredible Combo
Muzyka z filmu Once
Obie Krainy Łagodności

Oczywiście to nie jest jakaś sztywna kategoria absolutnie, ale te płyty jakoś szczególnie kojarzą mi się z takim właśnie sobotnio niedzielnym porannym kawkowaniem.

A jeśli macie ochotę na inne moje muzyczne skojarzenia to zapraszam tu, tu i tu.

13 marca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowomindfulnessmuzykaprzyjemności

Odpoczywalnia muzyczna. Muzyka energetyczna

by Paulina 8 października, 2016

I nadeszła. Człowiek tylko szurałby w chrupiących liściach, wdychał zapach kasztanów, względnie siedział pod kocem i popijał kolejne herbatki zatapiając się w kolejnych powieściach.
Ale, ponieważ nasza cywilizacja nie jest przystosowana do cyklu rocznego, dalej musimy wstawać o (coraz zimniejszym i ciemniejszym) świcie, zabierać się za różne pilne sprawy dnia codziennego i zamiast herbatek lub gorących czekolad pod kocem na sofie, łykać kawę na szybko i brać się do roboty.

O tym, jak się dobudzić, pisałam już kiedyś, dzisiaj o kolejnym, istotnym sposobie. Muzyka! Muzyka grzejąca, kofeinizująca, energetyczna.
Jeśli potrzebujecie się rozbudzić, jeśli potrzebujecie energii. Do tańczenia, sprzątania, jechania samochodem w nocy, porannej rozgrzewki, do brania się (w garść, do roboty, za siebie).
Zapraszam na kolejną odsłonę cyklu muzycznej Odpoczywalni. Bierzcie i budźcie się!

The Black Keys El Caminho
Organek Głupi
The Doors, chyba wszystko
Lenny Kravitz Mama said
Moby Play
Gaba Kulka Hat Rabbit
Lao Che Gospel, Dzieciom
Queen Innuendo, A night a the opera
Kasabian Velociraptor
Ten years after A space in time
Graveyard – Hisingen Blues
Santigold – Santogold 
Akurat – Pomarańcza

I parę pojedynczych kawałków:
The white stripes Seven Nations Army
Gorillaz Clint Eastwood
Survivor Eye of the Tiger
T Rex Children of the revolution
Rolling Stones Paint it, Black
Thin lizzy Whiskey in the jar
Bee Gees Stayin’ Alive 
Franz Ferdinand Take me out
David Bowie and Mick Jagger Dancing in the street Dancing in the street(ten teledysk!!)
Don Ross Michael, Michael, Michael Klimbim
Kazik & Yugoton Malcziki
Uriah Heep Lady in Black
Raconteurs Steady as she goes

A jeśli macie ochotę pogrążyć się w jesiennej melancholii polecam poprzedni odcinek, czyli muzykę depresyjną. Albo, jeśli macie ochotę miło owinąć się w kocyk, pic herbatkę i czytać, to tu jest muzyka na popołudniowy relaks

8 października, 2016 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
festiwalelubelszczyznaLublinmój stylmuzyka

Dzieci i imprezy muzyczne. Nowa odsłona.

by Paulina 29 września, 2016

Jakieś półtora roku temu pisałam o naszych nieśmiałych próbach połączenia koncertów z dziećmi. Szału może nie było, ale tragedii też nie.

Tamte próby to nie był nasz wymysł i kaprys, raczej wyższa konieczność, i taka nasza rzeczywistość po prostu – gdy mieszkaliśmy we Francji robiliśmy różne rzeczy, niekoniecznie dziecięce, a ponieważ nie mieliśmy maluchów z kim zostawić, towarzyszyły nam cały czas.

Teraz, już w Polsce, są dziadkowie, nie zawsze może dostępni, ale udało nam się przez ostatni rok użyć trochę wyjść (w tym koncertów) bez narybku.

A ostatnio była okazja do kolejnej próby muzyczno – dziecięcej.

Lubelskie Święto Młodego Cydru. Ostatnie podrygi lata, fajna impreza, połączona oczywiście z degustacją cydru z tegorocznych zbiorów jabłek , tematyczną grą miejską i koncertami. Koncerty w plenerze, więc niezobowiązujące.
Ale już od pierwszych dźwięków Wilczek chwycił się za uszy twierdząc że o jest za głośne i on już nie chce tu być.
Już mieliśmy wracać na tarczy, ale mieliśmy szczęście, bo byliśmy ze znajomymi, którzy mieli dla swojego maluszka specjalne wyciszające słuchawki. Szczęśliwie dla nas, maluch nie chciał ich zakładać, z czego skorzystał nasz synek i spędził następną godzinę zupełnie zadowolony z życia, z przytłumionym słuchem. Zdecydowanie, na następny sezon musimy się zaopatrzyć w taki sprzęt i można rozważać więcej plenerowych imprez muzycznych.

 

 A sama impreza bardzo udana. Cieszę się, że rozwija się w Polsce produkcja takich ciekawych trunków i że jest to połączone z taką fajną promocją w fajnym klimacie. Trochę jak listopadowe Beaujolais Nouveau we Francji (choć o nim mówi się że jest bardzo doskonałą promocją zupełnie niedoskonałego produktu).
Sam zresztą klimat końca lata i dojrzałych jabłek – ich zapachu i smaku, bardzo do mnie przemawia. I ten cydr, wybitnie letni napój – lekki, delikatnie gazowany, aromatyczny (a nie aromatyzowany!) idealnie się w ten klimat wpisuje.

Wilczek w słuchawkach, Iskrze muzyka nie przeszkadzała, ale myślę, że przy dłuższej ekspozycji na taką głośność, i jej przydałyby się wyciszacie.

Sama jestem ciekawa, co będziemy robić za rok:)

29 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
mindfulnessmuzykamuzyka na dołarozmyślania

Odpoczywalnia muzyczna #2. Muzyka na wielką smutę.

by Paulina 28 lipca, 2016





Że smutek jest czasem potrzebny już kiedyś pisałam. Że przychodzi czasem do każdego też wiadomo. I czasem zupełnie bez powodu przychodzi, nawet w lecie, zaczepia się na rzęsach i Jest.


A skoro już przychodzi, to może nie jest taki całkiem niepotrzebny. Może, zamiast go odpychać, rozweselać na siłę, nakazywać sobie branie się w garść, trzeba go sobie poodczuwać, ponurzać się w nim jak facet w swojej przewysokiej-37,2-gorączce? Może potraktujmy się wtedy łagodnie, tak jak tego potrzebujemy, utulmy to nasze wewnętrzne dziecko, które sobie rozbiło kolanko? Może powiedzieć do siebie „widzę że ci smutno kochanie” i znaleźć jakieś ramię do przytulenia? Zrobić tylko to co absolutnie niezbędne, a potem zasiąść ze swoim weltschmerzem, nalać wam wina i włączyć Odpowiednio Przejmującą Muzykę.


Tak przeżywana smuta ma w sobie coś bardzo pociągającego, jest nawet w jakimś sensie filmowo atrakcyjna – jestem pewna, że każdy ma w tym momencie w głowie odpowiednio seksowny obrazek pięknej filmowej postaci pogrążającej się efektownie w rozpaczy (bez pracy, dzieci, prania i gotowania na głowie). Tylko ten dół, wódka i on/ona. Nie jestem oczywiście w stanie zapewnić Wam tych cudownych warunków do Przeżywania (to pewnie w wielu przypadkach rozwiązałoby większość problemów), ale zapewnię Wam Atmosferę, czyli smutną muzykę na doła.


Dzisiaj prezentuję depresyjne płyty, idealne na czas smutku. Bierzcie i płaczcie.

Antony and the Johnsons The crying light, albo Cut the world. Pełna dowolność w zasadzie, jego (jej już chyba) wszystkie piosenki są przejmująco smutne
Zbigniew Preisner, Danse Macabre
The Cure Pornography
Radiohead OK Computer
Pink Floyd Animals i The Wall
Archive, najbardziej chyba You all look the same to me (ach, Goodbye), ale chyba wszystkie ich płyty dają radę
Nirvana Nevermind. Klasyk przejmujących płyt, trochę kojarzy się z nastoletnimi dołami
Joy Division, Unknown Pleasures.
John Butler Trio Grand National
Portishead Dummy


I jeszcze pojedyncze piosenki:
Bush Letting the cables sleep 
Elliot Smith Between The Bars
Florence and the Machine Heavy in your arms
Red Hot Chili Peppers – Otherside
Kortez – Zostań
Led Zeppelin All of my love
Damien Rice 9 crimes
Razorlight Wire to wire
Republika –Odchodząc
Crash Test Dummies – Mmmm mmm
Cibelle Green Grass
Nosowska i Przemyk Kochana
ULKR – Po tak cienkim lodzie


Macie jakieś swoje ulubione smutasy? Chętnie uzupełnię listę:)
A jeśli macie ochotę na muzykę pogodniejszą, w klimacie popołudniowej kawy, zapraszam na pierwsza część tutaj.


28 lipca, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowomindfulnessmuzykapasjaprzyjemnościslow lifestyle

Odpoczywalnia muzyczna, czyli płyty do popołudniowego relaksu.

by Paulina 3 maja, 2016

Wiele razy wspominałam tutaj o tym, jak ważna jest dla mnie dobra muzyka.

Zawsze tak było, i zawsze miało znaczenie, czego słucham. Na moja muzyczną edukację, albo raczej muzyczną wrażliwość, bo prawdziwej edukacji muzycznej niestety nie miałam (na tzw lekcje muzyki w szkole spuszczę łaskawą zasłonę milczenia), największy wpływ miał chyba Tata, największy fan Pink Floyd na świecie. Dzięki niemu osłuchałam się w dzieciństwie z Floydami właśnie, z klasykami rockowymi typu Deep Purple czy Led Zeppelin, Emerson Lake and Palmer, Vangelis, Queen (w swoim czasie nawet kochałam się we Freddiem). Potem, gdy szłam trochę w kierunku niezależności, pozostałam pod  wpływem dużego brata, i nawet jeśli moja dziewczęca wrażliwość zachwycała się The Kelly Family, to z jakiegoś poczucia obciachu nie przyznawałam się do tego w naszym pokoju i, chcąc wejść w łaski starszego rodzeństwa, słuchałam z nim Nieaktualnej Listy Przebojów. Po to, by z czasem autentycznie się do niej przekonać, pokochać i identyfikować się. Doszło do tego oczywiście towarzystwo licealne, mocno w konkretnej muzyce osadzone.
To wszystko dopełniał jeszcze balet i dość subtelny, ale ciągły kontakt z muzyka klasyczną.
Potem dorosłam też do tego, by rozszerzyć moje muzyczne horyzonty, o jazz, trip hop, bossa novę i szeroko rozumianą muzykę świata, muzykę elektroniczną, ambitniejszy pop.

To taka moja muzyczna historia w skrócie.
Pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami moimi muzycznymi miłościami. Co myślicie o takim cyklu muzycznym? Mam swoje ulubione płyty do słuchania w bardzo określonych sytuacjach, są takie, które pasują do niedzielnej kawy, inne do wieczorem randki z mężem przy czerwonym winie, jeszcze inne na wielką smutę, do ćwiczeń (gdy wyciszam Chodaka;) ), do tańca i  do sprzątania…

Dzisiaj najbardziej w klimacie bloga, czyli płyty do odpoczynku. Odpoczynku popołudniowego, na kanapie, z kawką, z miłym ramieniem do przytulania, dzieciakami zajętymi klockami u siebie w pokoju, albo (zdarza się to czasami, choć nie za często) – przytulonymi do nas*. Wtedy lubię spokojne granie, klimatyczne, trochę nawet rzewne czasami.

Oto pierwsza lista muzycznej odpoczywalni, podrzucam linki jutubowe.

Fismoll, At Glade
Siesty Marcina Kydryńskiego. Polecam też niedzielną audycję w Trójce.
Smolik, płytowa dowolność.
Możdżer, najchętniej Komeda, Facing the wind, The Time
Włodek Pawlik Night in Calisia
Miles Davies Kind of Blue, ballady z Coltranem
David Gilmour On an Island
Chet Baker My funny Valentine
Sonny Rollins, Ballads
Cocteau Twins Treasure
Vangelis Voices (tu już wchodzimy w odpoczynek wieczorny)
Kucz/Kulka Sleepwalk

Jak jest u Was? Macie ulubione relaksujące płyty? Do odpoczynku wolicie ciszę, czy muzykę?

* Pro forma dodam, że to nie jest tak, że takie popołudnia są codziennie.

3 maja, 2016 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjakultura z dzieckiemkulturalnieLyonmój stylmuzyka

Fête de la musique

by Paulina 26 czerwca, 2014

Święto muzyki. Impreza organizowana we Francji już od prawie czterdziestu lat, niedawno rozprzestrzeniła się też na inne kraje.
Odbywa się 21 czerwca. Pierwszy dzień lata, najdłuższy w roku idealnie się nadaje na taką imprezę. W każdym mieście i miasteczku dzieje się dużo. Są koncerty większe i mniejsze, bardziej i mniej oficjalne, zorganizowanych grup i spontanicznie spotykających się ludzi z instrumentami (ten aspekt szalenie mi się podoba. Podobnie jak szeroko pojęta kultura muzyczna we Francji. Mnóstwo młodych ludzi uczy się grać na instrumencie i ich umiejętności nie ograniczają się do odbrzdąkania  „Whisky” na ognisku lub zagrania „Dla Elizy” na zakończeniu roku w szkole).
Muzyka rozbrzmiewa wszędzie przez cały dzień. Oczywiście wraz z nadejściem wieczora (i z wypitymi procentami) robi się coraz ciekawiej, atmosfera się rozluźnia, spontanicznie zaaranżowane grupy grają coraz śmielej  i miasto ogarnia jedna wielka zabawa.

Tego dnia mocno żałowaliśmy, że zawsze chętni do opieki nad maluchami dziadkowie są tak daleko… I że wracaliśmy do domu, gdy wszystko dopiero się zaczynało.

 
 

 

26 czerwca, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry