Jest taki moment pod koniec stycznia.
Gdy słońce mocniej błyśnie. Ptak zaśpiewa jakoś śmielej, i pięć minut po południu ciągle jeszcze nie ma nocy.
To ten moment kiedy pojawia się pierwsze oczekiwanie na wiosnę. Pierwsze „mogłaby już przyjść”.
Na spacerze nadrzecznym zaczynam zauważać miejsca idealne na pikniki, i wizualizować sobie cudowny czas w plenerze. Zaczynam myśleć o letnich sukienkach, już prawie czuję ciepłą od słońca trawę pod stopami. Wyobrażam sobie wiosenne wycieczki i długie, ciepłe wieczory…
I mówię stop jak najszybciej, staram się nie nakręcać. Upycham usilnie te myśli gdzieś w daleki kąt, bo za wcześnie jeszcze przecież. Za wcześnie na rzeżuchę, na tulipany i żonkile za wcześnie.
Wwiercam się więc jak mogę w zimowy klimat, wybieram z dzieciakami na łyżwy, planuję zimowy wyjazd, czytamy z dzieciakami śnieżne książki, celebruję tę zimowość jak mogę. Na siłę trochę.
Byłoby łatwiej gdyby ciągle było tak jak na tych zdjęciach. Ze skrzącym śniegiem, zamarzniętym jeziorem, drzewami migocącymi szronem, skrzypiącymi w białym puchu krokami. Można by się wtedy w tej zimie nurzać, i w tym śniegu i mrozie, tak porządnie, poczuć ten mróz szczypiący w nos. Bo zima jest, to musi być zimno.
Chociaż… mogłoby już… nie być…









11 komentarzy
A ja lubię zimno i mi brakuję tego zimno. I tak się gapiłam ostatnio w ten czerwony dziób i myślałam sobie – a czego Ty tu szukasz, bocianie, w styczniu?
my jesteśmy nad morzem i tu niestety jest wiosennie śniegu brak 🙁
_____________
♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥
Zima tylko w kalendarzu,wczoraj widzialam pierwszy powracający klucz ptasi i wcale mnie to nie smuci.Pozdrawiam Ania
No ja sobie myślę, że jak już ma ten śnieg padać, to niech pada teraz!
Bocian w styczniu? To jakiś wyjątkowy optymista;)
ale nad morzem za to!
Ja tam bym jeszcze trochę takiej prawdziwej zimy zażyła, zdecydowanie chętniej teraz niż w marcu;)
Znam dobrze to wybieganie myślami ku wiośnie! Tylko zdecydowanie bardziej byłabym zadowolona gdyby pojawiały się one po prawdziwie zimowych, śnieżnych dniach. Po solidnym wymarznięciu i spacerach w zamieci, a takich dni we Wrocławiu jeszcze tej zimy nie było:(
Wiosna coraz bliżej ale ja chcę jeszcze choć troszkę tej zimy. Takiej z sankami i nartami 🙂
W każdej porze roku odnajdzie się coś pięknego…
….staram się jak mogę… nie narzekać ;D…ale…. moje panny były tej zimy tylko raz na sankach… buro tak jest jakoś i wczesnowiosennodepresyjnie… ups…miałam nie narzekać :)!!!
U Was widzę przymroziło :)!!! Pięknie :)!!!
A nawet kilka bocianów 😉