Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

Francja

Francjalatomój styl podróżniczymorze z dziećminamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bretania z dziećmi pod namiotem

by Paulina 31 sierpnia, 2025

Kiedyś, na studiach, byłam w Bretanii zbyt krótko, i od tamtej pory chciałam tam wrócić.

Celtyckość, magia, klify, lasy, zamki, klasztory, i całe miasteczka o charakterystycznych, szarych dachach z łupków. Ojczyzna Asteriksa i Obeliksa, ostatnia wolna wioska galijska. Zdecydowaliśmy w wakacje ruszamy z dziećmi do Bretanii.

Wyruszyliśmy po naszemu. Zapakowani po dach, z namiotem, mapą, przewodnikiem i dość ogólnikowym planem ruszyliśmy 2200 km na zachód.

czytaj dalej
31 sierpnia, 2025 3 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylpodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Lyon z dziećmi. Podróż sentymentalna

by Paulina 30 kwietnia, 2024

 

 

To było trochę jak podróż w czasie. My już jakby inni, dzieci jakby większe (i jedno dodatkowe), ale uczucie było takie, jakbyśmy się o tę dekadę cofnęli, wskoczyli do tamtego życia w roli turystów.

O odwiedzeniu Lyonu mówiliśmy od jakiegoś czas, z rosnącą nostalgią wspominając tamte czasy, piękne miasto, Alpy w zasięgu dwóch godzin, klimatyczne rzeki, wspaniały miejski park z zoo. Przypominaliśmy sobie nasze wycieczki, urocze małe miasteczka, muzea, cudowny, stereotypowo francuski targ nad Rodanem.

To nie był jedynie sielankowy czas, pamiętamy o tym również, ale wspomnienia – a już zwłaszcza te związane z jakimś miejscem – mają to do siebie, że z czasem pięknieją do granic idealności.

I z tym właśnie podejściem – że będziemy trochę dotykać przeszłości – pojechaliśmy.

Ach, jaki to miły tydzień był. Nie wróciłabym do mieszkania we Francji, ale wpadać tam chciałabym częściej.

znajdź różnice;P

Zaskoczeń brak. To jury orzekło, że w Lyonie najfajnieszy był park ze zwierzętami.

trochę zazdroszczę tamtejszym dzieciakom, lekcje historii, czy języka w takim miejscu

występy w amfiteatrze rzymskim

makaronikowe mistrzostwo świata

jak to jest dotknąć prehistorii

Les Confluences, muzeum o tej nazwie, która oznacza złączenie, zbieg rzek, właśnie w miejscu, gdzie Saona wpada do Rodanu

i muzeum drukarstwa

i najlepsze, muzeum sztuk pięknych.

 
 

 

30 kwietnia, 2024 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjapasjapodróże i wycieczkipodsumowaniarozmyślania

one day after another

by Paulina 1 lutego, 2016

Dokładnie trzy lata temu przenieśliśmy się do Francji.
Powiem Wam, że te trzy lata to ważny czas był.
Ważny i dużo zmieniający w naszym życiu. Pozbierałam się mocno niedawno z tych zmian wszystkich, ale przyznam, że ciągle kroczę przez to nowe życie mocno chwiejnym krokiem.

Wyjechaliśmy z dziewięciomiesięcznym dzieckiem. W końcu chcieć to móc, jesteśmy młodzi, przygoda i fantastyczna sprawa i to Francja jeszcze do tego. Urządziliśmy się całkiem miło, chociaż było trochę problemów organizacyjnych powiedzmy i co krok potykaliśmy się o niebywały francuski brak elastyczności, ich monstrualną biurokrację i totalny brak dbałości o klienta jako takiego. Ale żyliśmy tam sobie, i w gruncie rzeczy całkiem przyjemnie sobie żyliśmy, powiększając w międzyczasie rodzinę, starzejąc się trochę, przeprowadzając się, organizując francuskie wycieczki większe i mniejsze, poznając, oglądając, smakując i generalnie chłonąc na maksa.

To był czas maksymalnego zwrócenia się do siebie, zdawania egzaminu z
siebie,
w końcu byliśmy tam tylko my, z bardzo drobnym drobiazgiem,
który, choć najkochańszy, nie ułatwiał sprawy tzw integracji z miłymi
choć zdystansowanymi Francuzami. Czas weryfikacji wielu spraw, siebie,
priorytetów, własnego zdyscyplinowania i przyjaźni.

Powrót
nie był bynajmniej przybyciem do bezpiecznej i znanej nam przystani,

jako że po krótkim wakacyjnym odsapnięciu czekały nas przeprawy
mieszkaniowe, związane z zakupem, kredytem, remontem i urządzaniem, z
małoletnimi zaczynającymi przedszkole, wspinającymi się na niebezpieczne
drabinki i malującymi sobie całą twarz czerwoną szminką. Potem był
jeszcze restart mojego życia zawodowego i początek żłobka u córy.

Sporo jak na trzy lata.

Myślałam,
co to dla nas, pojedziemy, przeżyjemy fajną przygodę, wrócimy do siebie. Ale chyba się w
międzyczasie zestarzałam jeszcze, bo dał mi ten okres w kość. Choć było pięknie, to było
trochę trudno, ale dużo mi to dało. Miałam cholernie dużo czasu i
możliwości na to słynne poznanie siebie, zupełnie nie zagłuszana, hmhm,
światem zewnętrznym.

Minęły trzy lata. Dużo i mało.
Byliśmy
ostatnio na imprezie w klubie (wiwat Dziadzia), na koniec jedna piosenka
skojarzyła nam się z czasem z przed 2012. Uderzyło mnie, że zmieniło
się w naszym życiu od tamtego czasu niemal wszystko
. A sedno jest to
samo, choć nie takie samo.

1 lutego, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylprzyjemności

Lyon nocą

by Paulina 5 sierpnia, 2015

Jestem co prawda od paru dni zanurzona po uszy w polską wieś, i napawam się tym uczuciem, ale dziś zapraszam Was jeszcze na wieczorny spacer po Lyonie.

Na ostatnie dni przyjechał do nas mój Tato, który pomógł nam ogarnąć dzieciaki pałętające się pod nogami z własną – odmienną od naszej – wizją pakowania i przeprowadzki (oraz, przede wszystkim wziął do swojego dużego samochodu większość naszych gratów). Dzięki niemu też udaliśmy się na Romantyczną Randkę. Wieczorem, sami, bez nosideł, ani przyczepki, bez zapasów pieluch i prowiantu. Tylko my, noc i to wspaniałe miasto. I mule. I wino. I siedzenie nad rzeką. Ach, te rzeki wieczorne.

 


5 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjarozmyślania

Should I stay or should I go, czyli plusy i minusy powrotu z emigracji

by Paulina 27 lipca, 2015

Wielka przeprowadzka coraz bliżej, załatwiamy sprawy, zamykamy umowy, wyrzucamy, pakujemy.
Już od jakiegoś czasu myślimy o tej zmianie i targają mną przeróżne uczucia…

Cieszę się i żałuję jednocześnie, tęsknię i wiem, że będę tęskniła…

Dlaczego się cieszę, że wracamy?

Skończyłam filologię romańską, więc język i kultura Francji są mi bliskie. Zresztą nie wyjechaliśmy na koniec świata, Francja to ten sam krąg kulturowy. A jednak nie jesteśmy, nigdy nie bylibyśmy tu u siebie. Nawet nie bardzo mamy prawo sobie ponarzekać na pewne rzeczy, bo to nie nasze… Nie ma poczucia przynależności, nie utożsamiamy się z historią, nie mamy wgranej w świadomości jakiejś popkultury, nie mamy takich samych wspomnień z dzieciństwa z ludźmi w podobnym wieku, nie czujemy mnóstwa drobnych myków.

Pisałam kiedyś o tym, co mnie we Francji wkurza. Totalny brak dbałości o klienta, monstrualna biurokracja, nie wspomniałam chyba wtedy o przegadywaniu każdego, najmniejszego nawet problemu… Nie bez powodu francuski nazywany jest językiem dyplomacji, Francuzi uwielbiają zebrania, spotkania i zgromadzenia, które trwają godzinami, na których się mnóstwo mówi i z których kompletnie nic nie wynika. Niesamowite, że można tyle rozmawiać nic konkretnego nie mówiąc.

Robi się tu trochę niebezpiecznie – zamachy, terroryzm, płonące samochody (po ostatnim święcie narodowym, 14 lipca, spłonęło ich kilkadziesiąt). Smutne w tym wszystkim jest to, że z terroryzmem utożsamiają się młodzi, pozornie zintegrowani Muzułmanie, trzecie pokolenie imigrantów…

Cieszymy się, ze względu na rodzinę -tęsknimy za nimi najzwyczajniej w świecie. Tęsknimy też za przyjaciółmi i znajomymi.

Jest jakaś blokada przy nawiązywaniu przyjaźni. Francuzi są mili, sympatyczni, uprzejmi. A potem jest ściana. Oczywiście nie twierdzę, że zawsze się tak dzieje, ale jednak nie udało nam się tutaj autentycznie zaprzyjaźnić z Francuzami.

Cieszymy się też że wracamy ze względu na wieczorne wyjścia ( wiwat dziadkowie) bardziej i mniej kulturalne. Chociaż w Lyonie imprez najróżniejszego typu jest mnóstwo (np teraz trwa festiwal Nuits de Fourviere, a tam występy m. in. Bjork, Herbie Hancock i Chick Corea, Florence and the Machine, Iggy Pop, Robert Plant, Charlie Winston, Patti Smith…), to zdecydowanie więcej bywamy i używamy w naszym dobrym, małym Lublinie.

Francja jest piękna, niewątpliwie, ale czasem kojarzy mi się z taką idealną dziewczyną, o zawsze ułożonych włosach i perfekcyjnym makijażu, bez miejsca na jakąkolwiek niedoskonałość. Brakuje mi trochę polskich uroczych krajobrazów, takich trochę niedoskonałych, naturalniejszych jakby, z polami i łąkami, powichrowanymi wierzbami płaczącymi, lasami (choć wiem, że w pakiecie dostanę trochę koszmarków architektonicznych z różową blachodachówką, szpetne płoty i szkaradne bilbordy)

W Polsce będziemy urządzać się na swoim. Może świadczy to o mojej przyziemności i małostkowości, ale chcę mieszkać u siebie, malować swoje ściany, ustawiać swoje meble i wybierać swoje lampy.

Kwestia mojego powrotu do pracy. Lublin co prawda nie szaleje w kwestii ofert, ale przynajmniej w Polsce uznaje się moje wykształcenie. Tutaj polskie mgr nie ma kompletnie żadnego znaczenia, liczą się tylko francuskie (bardzo ukierunkowane) szkoły.

A dlaczego żałuję, że wyjeżdżamy?

Bo dobrze nam się tu żyje. Lyon jest arcy przyjaznym miastem, pod wieloma względami. Sam w sobie jest piękny, różnorodny, o imponującym dziedzictwie. Do tego jest wspaniale położony – nad dwoma pięknymi rzekami, w dolinie, otoczony górami mniejszymi idealnymi na małe wycieczki, oddalony o dwie godziny drogi od Alp cudownych i jakieś cztery godziny od morza lazurowego.

Jest cieplej niż w Polsce. Od paru tygodni pogoda trochę przesadza co prawda, ale ten wiosenny luty, dwadzieścia parę stopni w kwietniu i babie lato do listopada, to jednak cudowna sprawa.

Synek zaczął mówić po francusku. Z naciskiem na zaczął, ale widzę, że już naprawdę dużo rozumie, dopytuje, odpowiada, chętnie powtarza… Szkoda, że teraz wyjedziemy i tracimy szanse na dwujęzyczne dziecko.

Bycie imigrantem bywa całkiem przyjemne. Nie angażuje się człowiek, nie strzępi nerwów, bo to w końcu nie moja sprawa. O ile łatwiej kocha się ojczyznę z daleka, idealizując i tęskniąc i wpadając raz na jakiś czas po to by pokorzystać z tego, co najlepsze.

I jedzenie! Targi francuskie, sklepy mięsne z rzeźnikami z prawdziwego zdarzenia, znającymi się na rzeczy, mnogość serów różniących się od siebie niuansikami, pyszne bagietki, makaroniki i croissanty, dostępność najróżniejszości z całego świata… Hobbit we mnie trochę się obawia przyjazdu do kraju świni i zimnioka.

Będzie mi też brakować naszego ulubionego sklepu tutaj, Nature&Découvertes. Sklep jedyny w swoim rodzaju o bardzo fajnym klimacie i z poczuciem misji (ekologia, natura, zrównoważony rozwój i fair trade, odkrywanie piękna świata), z aromaterapią, akcesoriami podróżniczymi (ale w oldschoolowym stylu), z produktami ręcznie robionymi z całego świata, ekologicznymi gadżetami, kosmetykami bio, sprzętem astronomicznym, bardzo piękną etniczną biżuterią, świetnymi zabawkami dla dzieci.

Chcę dodać, że przede wszystkim, od początku planowaliśmy, że spędzimy we Francji tylko
jakiś czas. Mając świadomość tej tymczasowości, cieszyliśmy się tym czasem,
korzystaliśmy, ile wlezie, traktując każdy weekend czy parę wolnych dni
jak Małe Wakacje we Francji i okazję do poznania okolic bliższych i dalszych. Znajomi
Francuzi śmiali się, że zobaczyliśmy więcej w Lyonie i okolicy niż oni sami,
mieszkający tu całe życie.

Ale
jednocześnie ta sama świadomość sprawiła, że czujemy że
nadszedł moment powrotu. Że jakiś czas się skończył i pora rozpocząć
nowy rozdział.

27 lipca, 2015 20 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjalatoLyonmój styl

There’s a hill in the sunlight

by Paulina 21 lipca, 2015

Jeszcze. Lyon, spacery, zachwyty.

Chciałabym pokazać Wam dzisiaj jeszcze jeden niewielki park – na zboczu góry Fourvière. Zawsze wjeżdżamy na górę zabytkowym tramwajem – funiculaire, oglądamy sobie Lyon z wysoka, a schodzimy właśnie tamtędy.  Parc des Hauteurs. Stanowi go przyjemny trawersik, miłe, zacienione placyki z ławkami, gdzieniegdzie rzeźby i fontanny, rozarium.
Bardzo romantyczne miejsce, idealne na popołudniowy spacer. Promienie słońca przeświecają czasem przez liście, oczy odpoczywają wśród tej zacienionej zieleni, śpiewają ptaki, jest trochę tajemniczo i bardzo klimatycznie.

Gdy wychodzi się z parku, trafiamy na stare miasto – objęte patronatem Unesco, przepiękne, rozległe, pełne przepięknych dziedzińców, z klimatycznymi zewnętrznymi klatkami schodowymi, z charakterystycznymi okiennicami. W sumie, co dziwne, mało Wam architektury starego miasta dotychczas pokazałam. Niniejszym nadrabiam:)

Katedra Saint Jean.

Witrażowa gra świateł w środku, uwielbiam.
Podwórze (dziedziniec?) w jednej z kamienic.

Szalenie podobają mi się te okna.

Rue Juiverie. Jedna z najstarszych ulic, zamieszkała początkowo przez społeczność Żydowską (stąd nazwa), do 1394, gdy dekretem króla Karola VI, Żydzi zostali wygnani z Francji.

Ładnie, co?

21 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Alpy z dziećmi i namiotem

by Paulina 6 lipca, 2015

alpy z dzieckiem, trekking z małymi dziećmi,

To był prawdopodobnie ostatni wypad w Alpy w najbliższym czasie. Ostatni, ale za to niezapomniany. Bajkowa zupełnie rzeczywistość, odlot estetyczny, ta jedyna w swoim rodzaju medytacja kroków i oddechu, górska, nasycona brzmieniami cisza… Będzie mi tego brakować.

Harce na łące

Wiedząc, że życie potomstwo jak zwykle zweryfikuje nasze plany dotyczące wczesnego wyjazdu zaraz po szybkim śniadaniu i do samochodu zapakujemy się koło 11, postanowiliśmy dojechać na miejsce już w piątek. To oznaczało biwak w górach, z pięknym widokiem i milionami komarów. A w sobotę, już o 10 rano byliśmy na szlaku.

 
Na biwaku. Drobiazg, niepilnowany, zaczyna się rozłazić.

Szlaku, który uparcie, bezustannie i bezlitośnie prowadził w górę. Niby o to chodzi, ale miło, jak przy podejściu zdarzają się też wypłaszczone fragmenty pozwalające wyrównać oddech. Ale w końcu, po stu latach trawersowania wyszliśmy z lasu, a tam, tradycyjnie już, obłędne widoki wynagradzały trud (Podziwiałam je, gdy tylko pot nie zalewał mi oczu – w końcu wraz z lasem skończył się cień. I gdy nie patrzyłam z zawiścią na radośnie i bez wysiłku wbiegające grupki ludzi obciążonych niewielkimi plecaczkami z wodą).

nosidło górskie, deuter, trekking z małymi dziećmi

nosidło górskie, deuter, trekking z małymi dziećmi

Ale udało się koło południa dotrzeć na pierwszy punkt naszej
wycieczki, czyli Lac du Crozet. Cudowne jezioro polodowcowe, idealnie
przezroczyste, doskonale lodowate, wspaniale lazurowe. A tam, jak
przystało na prawdziwych Francuzów,
zjedliśmy obiad (nic specjalnego tym razem – liofilizaty, dziaciaki
wystarczająco nas dociążyły), odpoczęliśmy trochę, wymoczyliśmy nogi
żałując że nie mamy przy sobie kostiumów kąpielowych – okazało się, że zdecydowana
większość z mijających nas beztroskich luzaków wspięła się nad jezioro
dla samego jeziora i kąpieli w nim, spędzili miłe chwile wpatrując się w zimną toń, a inni wrzucali kamyczki
do wody (kamyczki największą atrakcją każdego wyjazdu – niezależnie, na
plac zabaw czy w Alpy).

Morale poprawione, ruszyliśmy
dalej, na przełęcz Col de la Pra, i do schroniska położonego obok. Trasa
przepiękna, a widoki obłędne. Na miejscu, poza kawką, była jeszcze
dość zaskakująca część artystyczna –  na 2100m. n.p.m. nie spodziewaliśmy się
mini koncertu folkowego i nauki tańców tradycyjnych… Potańczyliśmy
więc sobie chwilę ( na scenie alternatywnej, dzieci nie uznały
narzuconych z góry kroków) i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Część artystyczna w schronisku. Scena alternatywna nie odpuszcza i zdobywa serca publiczności.
Tańczymy!
Przyznam, że miałam podczas całej imprezy niejakie poczucie absurdu, wśród tych gór…

Koń drogę do domu zna…

Zdjęcie butów i zmiana ciuchów działa prawdziwie uzdrawiająco

Było pięknie, góry z dziećmi są super, choć muszę przyznać, że ciężar naszej (lekkiej w sumie) córki i paru niezbędników dał mi się we znaki, i moje przeciążone kolano raczej mnie nie lubi…
A dzieciorzyzna zadowolona, pierwszą rzeczą jaką zrobili oboje następnego dnia rano, było wejście do nosideł… W sumie to im się nie dziwię i bardzo się cieszę, że przyjmują takie wycieczki w taki naturalny sposób, trochę mimochodem nasiąkają pasją, aktywnością i podziwem dla świata.

Warto, choć następny górski wypad planujemy już nie w roli mułów pociągowych. Na plecach woda i kurtka przeciwdeszczowa, na ustach piosenka, w głowie beztroska a przed oczami raj…

6 lipca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjaprzyjemnościslow lifestyle

Terrains Tous Pique-Niquables

by Paulina 11 czerwca, 2015

Pikniki są we Francji chyba tak samo ważne jak biurokracja, wino i język (francuski oczywiście).
Piknikują wszyscy i przy każdej okazji, generalnie często pretekstem do wycieczki pieszej, rowerowej, czy samochodem jest właśnie jedzenie na kocu w jakimś ładnym miejscu.

Pamiętam parę lat temu, gdy pierwszy raz wybraliśmy się ze znajomymi Francuzami na trekking w Alpy, zrodziło się skojarzenie z Hobbitami i tak już zostało. Gdy my, nieświadomi jeszcze zwyczajów i skupieni na wspaniałych górach, wzięliśmy ze sobą zwykłe kanapki, żeby posilić się na jakimś postoju, nasi znajomi już od 11 rozglądali się za odpowiednim miejscem na piknik. Gdy takie znaleźli, w południe, czyli o świętej godzinie jedzenia, zaczęli rozkładać swoje koce, wyciągać przekąski, wypieki, sery, wino, oraz turystyczną kafeterkę. Trochę nas to rozbawiło wtedy, (a trochę też mieliśmy poczucie profanacji jakiejś świętości – wychodziliśmy z założenia, że góry są od podziwiania, zdobywania, bycia trochę w niebie, a nie do robienia sobie pikników) ale trzeba przyznać, że z biegiem lat wiele z tych zwyczajów przejęliśmy.

I teraz, sfrancuzieliśmy na tyle, że na każdą wycieczkę pakujemy koc i różne przekąski. Lubimy też  odkrywać nowe miejsca piknikowe. Ostatnio pojechaliśmy o przepięknego parku niedaleko Lyonu. Byliśmy pod dużym wrażeniem. Przepiękny, ogromny teren, trochę łąk, trochę leśności, trochę wygodnej, zielonej trawki, place zabaw,  kawiarenki i restauracje (wiadomo).

Swoją drogą, zastanawiam się, czy to zamiłowanie Francuzów do pikników i spędzania czasu na świeżym powietrzu przyczyniło się do powstania tak dużej ilości pięknych miejsc, czy to fajnie zagospodarowana przestrzeń natchnęła ich do wychodzenia z domu…

 

A w następnym odcinku nasze ulubione przekąski piknikowe!

11 czerwca, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiem

Nad rzeką, wśród gór, na rowerze przez dwa dni

by Paulina 27 maja, 2015

Powiedzieć, że nasza ostatnia wycieczka rowerowa była pełna wrażeń, to nic nie powiedzieć.
Było pięknie i cudownie, słonecznie, niezwykle malowniczo, ale też sponiewierała nas nieźle traska (w sumie ponad 100km, silny wiatr i podjazdy – same w sobie nie jakieś dramatyczne, ale z obciążeniem dały się we znaki) i niesympatyczne urozmaicenie w postaci (dość łagodnego na szczęście) wirusa brzusznego atakującego to tu, to tam.

W niedzielę rano, tuż po głosowaniu, załadowaliśmy się do pociągu i ruszyliśmy w drogę. Naszym celem była znana już nam Via Rhôna, czyli wspaniała trasa rowerowa wiodąca od źródeł Rodanu, aż do morza. Tym razem wybraliśmy fragment na północ od Lyonu, wiodący przez region Bugey. 
Jechało się cudownie, słońce przygrzewało, widoki olśniewające, Rodan migotał sobie na błękitno. Problemem był brzuszek córy, ale poratował ją cudowny eliksir, czyli mleko mamy (na co dzień ssie już tylko na dzień dobry i na dobranoc, ale wobec awaryjnej sytuacji przeszłyśmy na tryb niemowlęcy, i to była dobra decyzja). 

Mijaliśmy malownicze miasteczka, w oddali piętrzyły się majestatyczne góry – a w górach tu i ówdzie średniowieczne zamki i baszty, trasa poprowadzona była arcy przyjaźnie. 


Namiot jest fajny, ale takim noclegiem też bym nie pogardziła…

I tak mijały nam kilometry i godziny, aż postanowiliśmy poszukać miejsca na biwak. Dzieci w przyczepce spały, rozglądały się i ogólnie były zadowolone. I Rozbiliśmy się na takiej miłej łące, wśród drzew,  aromatycznego tymianku (pierwszy raz spotkałam się z dziko rosnącym tymiankiem!), grających świerszczy i pięknych widoków.

Prawie jak Gladiator

Wieczorem zrobiliśmy nawet ognisko, ku radości Starszaka, z zapałem pomagającego tacie zbierać suche gałęzie. I tak sobie siedzieliśmy, wśród tych wspaniałości wszystkich z córą chrapiącą w namiocie i synkiem śpiącym przy ognisku, z trzaskającym ogniem, w ciemności aksamitnej, we dwoje. (Do pełni szczęścia brakowało czegoś do oparcia, turystycznych krzesełek, czy coś, bo jednak starość nie radość).

 

 
 Drugiego dnia… Drugiego dnia zapowiadało się, że będzie podobnie. Już z rana okazało się jednak, że tym razem problemy brzuszne dotknęły męża – głównego muła ciągnącego przyczepkę i z cięższymi sakwami. Do tego, po kilkunastu kilometrach zmieniła się trasa, i nagle okazało się, że jedziemy głównie pod górę. I wiatr – zmienił kierunek i natężenie, wiał tak mocno, że nawet na (nielicznych) zjazdach, nie można było się rozpędzić.

Po jednym z ostatnich podjazdów… Wymęczony tata padł, a hrabiostwo wyległo z karocy, by z radością przesypywać kamyczki
Na koniec, na dobitkę, zaczął padać deszcz, na szczęście drobny. Poza tym dworzec, z którego planowaliśmy złapać pociąg do Lyonu, okazał się nieczynny, musieliśmy więc doczołgać się jeszcze parę kilometrów (pod górę, pod wiatr) do następnego miasteczka. Na dworcu musieliśmy nosić rowery, dzieci i przyczepkę po schodach, bo nie mieli żadnej rampy ani windy, córa stłukła sobie głowę w momencie gdy wjeżdżał pociąg, starego typu pociąg, z wąskimi drzwiami, przyczepkę trzeba więc było wsadzać bokiem… (na szczęście pomógł konduktor). Uff. 

Ale i tak wycieczka udana. Jak się okazuje da się spędzić fajny weekend z dziećmi na rowerach i śpiąc na dziko pod namiotem 🙂

27 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyjemności

Mont Luisandre

by Paulina 17 kwietnia, 2015

Udało nam się wreszcie wypróbować w plenerze drugie nosidło. Teraz już oba cesarzątka podróżują wygodnie na plecach rodziców – mułów, w towarzystwie koniecznego ekwipunku wycieczkowego.

A podróżują w okolicznościach jakże przemiłych. Słońce grzeje już jak w lecie, pejzaże zielenieją, ptaki organizują zacną ścieżkę dźwiękową, i pachnie zupełnie zniewalająco ten świat wiosenny.

Na górze piknik z widokiem, tartą z cukinią, kozim serem i łososiem, winem i poczuciem totalnej błogości.

 

Do tego w okolicy jest XIV-wieczny zamek obronny. Wraz z przyłączeniem tej okolicy do Francji stracił swoje znaczenie strategiczne, dzięki czemu zachował się w bardzo dobrej formie.

A na koniec, szczyptę surrealizmu zapewnił nam cydr w górskiej knajpce o morsko-bretońskim klimacie.

17 kwietnia, 2015 10 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 6

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry