Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

las

codziennośćjak odpoczywaćjesieńksiążkilaslubelszczyznamindfulnessprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleuważność

jesieniarstwo dla zaawansowanych

by Paulina 25 listopada, 2024

 

Łatwo jest lubić jesień złocistą, słoneczną i ciepłą.

Schody zaczynają się z mrokiem zapadającym o 16, porannym skrobaniem szyb w samochodzie, brakiem pomidorów i słońcem, ukrytym tak dobrze za chmurami, że zaczyna się nabierać wątpliwości czy istnieje ono naprawdę. To jest ten czas, kiedy jesień mówi, „sprawdzam, zobaczymy, czy dalej jesteś jesieniarą”.

I ja wtedy mówię „potrzymaj mi piwo” (grzane, z pomarańczą i cynamonem).

Odziana w wełnę od podkoszulka do spodni, zapijając ciepłą wodę z plastrem pomarańczy, imbiru i gałązką rozmarynu biorę ten brzydki, szary i ogólnie znielubiony listopad jesień za rękę i mówię mu, że chcę z nim chodzić.

I dobrze mi w tym związku.

 

Zanurzam się w te mgły listopadowe jak w miękki koc. Koi mnie ten chłód, uspokaja szarość. To zapadanie w sen zimowy w naturze udziela mi się, i jest mi z tym cudownie. To jest właśnie supermoc listopada – to spowolnienie, nicniemuszenie. Ta wolność od bodźców, nawet tych najwspanialszych. W listopadzie okazuje się, że wolność od zachwytów jest też w jakiś sposób zachwycająca. Jest odświeżająca i kojąca.

„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem.
Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą
ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy
sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się
w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie
można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne”. Tove Jansson, „Dolina Mumuników w Listopadzie”

Zbieram więc przy sobie wszystko, co miłe i dobre, i cenne. Zbieram czułostki rodzinne, spacery w wilgotnych lasach, muzykę, zbieram zmysłowość, zbliżam się do siebie w samiutkim środku.

W ogołoconym z ozdób listopadzie łatwiej to wszystko zauważyć, okazuje się też, że wszystko, co najważniejsze, jest zupełnie w naszym zasięgu, bardzo dostępne.

 

 

Spaceruję – najchętniej po lesie, zdarza mi się czasem skręcić w prawo w drodze do pracy  i pochodzić, i już te pół godzinki działa cuda. A już najlepiej jak to jest porządna wycieczka gdzieś w okolice Kazimierza czy Lasów Kozłowieckich albo Janowskich. Taka sobota z paroma godzinami włóczenia się po wilgotnych szarzejących i błotnistych lasach, koniecznie z jakimś domowym wypiekiem i czymś ciepłym w termosie, i powrotem, gdy już jest ciemno, ale na tyle wcześnie żeby poczytać, albo pograć, jest ściśle w czołówce, jeśli chodzi o mój ulubiony sposób spędzania weekendów.

 

Robię miłą atmosferę w domu. Działa to na mnie bardzo, gdy do tej popołudniowej herbatki w salonie jest posprzątane, pozapalane są miłe światełka tu i tam, otoczona jestem ładnym, wełnianym kocem i jesiennymi poduszkami. Pachną olejki eteryczne (to już moment na „Czterech Alchemików” od Klaudyny Hebdy). Gdy ta herbatę piję dobrą, w ładnym kubku. A to herbaty ciacho, z orzechami, ze śliwkami, karmelizownymi jabłkami albo kruszonką na palonym maśle. Z imbirem albo cynamonem, głębokie i korzenne. 

A przed tym ciachem dobre, rozgrzewające serce jedzenie. 

Np makaron z pieczoną dynią, z gałką muszkatołową. Albo gulasz z czerwonej soczewicy i batatów. Albo curry z krewetkami i papryką. Zupy. Pieczone warzywa.

A do ciacha dobra muzyka.

David Gilmour „Luck and Strange”- przepiękna nowa płyta. Uwielbiam tę trochę emerycką wersję mojego crusha z czasów nastoletnich. Ta płyta jest spokojna, jakaś taka pogodna, jesienna. Przepiękna jest piosenka, którą śpiewa razem z córką. Jak zawsze cudowna, jedyna w swoim rodzaju gitara.

Nosowska i Król. Piękna wspólna płyta. W grudniu wybieramy się na koncert. Jak zawsze u Nosowskiej wspaniałe teksty, i pasują mi te ich głosy do siebie.

Cocteau Twins. Wracam do tej płyty właśnie przeważnie w mroczne wieczory, bardzo mi pasuje do listopadowej szarugi.

Klasyczny jazz. Listopad jest czasem trąbki Milesa i saksofonu Johna. 

Hooverphonic, With Orchestra. Jaka to jest piękna, przejmująca płyta.

Królowa listopada, czyli „Older” George’a Micheala. Niesłusznie ten artysta jest kojarzony głównie z jednym świątecznym przebojem. A ta płyta to majstersztyk, przepięknie melancholijna, dojrzała.

Hania Rani, mamy od niedawna płytę Ghosts, i to kolejna płyta tej artystki, której cudownie słucha się czytając książki, robi takie przyjemne tło. (choć płycie nie brakuje niczego, i wspaniale gra również główną rolę wieczoru)

A skoro już mowa o książkach... Dobrze mi się czyta ostatnio, tu trochę książek które ostatnio przeczytałam i najlepiej mi pasują do klimatu jesiennego:

Pachinko. Książkę podpowiedział mi chyba woblink i to było dokładnie to, czego potrzebowałam. Saga opowiadająca o czterech pokoleniach w Korei na przestrzeni niemal całego XX wieku. Bardzo dobrze napisana, i przy okazji dostarczający solidny kawał wiedzy o relacjach koreańsko-japońskich.

O zmierzchu. Historia kobiety, historyczki sztuki w pewnym momencie jej życia. Podoba mi się sposób pisania Therese Bohnam, to jak portretuje swoje bohaterki, bez moralizowania i bez słodzenia, i jak osadza je w rzeczywistości

Alchemia. Powieść biograficzna o Marii Skłodowskiej-Curie. Fragment życia naszej noblistki, tak bardzo odbiegający od nudnych, szkolnych biogramów jak to możliwe. W książce dostajemy Marię Skłodowską z krwi i kości, z jej marzeniami, obawami, z tym, co ją kształtowało jako człowieka. Całość jak zwykle wspaniale napisana przez Katarzynę Zyskowską

Kameliowy sklep papierniczy autorstwa Ito Ogawa. Spokojna, klimatyczna japońska książka, której akcja toczy się w sklepie papierniczym. To opowieść o relacjach, wybieraniu papieru listowego i tuszu do pisania, bardzo w klimacie zen.

Cyrkówka Marianna Anny Fryczkowskiej. To historia oparta na prawdziwym życiorysie Marianny Razik, artystki cyrkowej i malarki ludowej, dziejąca się w powojennej Polsce. Opowieść zupełnie niezwykła i nieprzystająca to rzeczywistości rodzącego się PRL-u, pięknie napisana, barwna.

Lata Annie Ernaux. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu, odświeżyłam niedawno. To książka trochę jak rozmowa ze starszą osobą przy oglądaniu zdjęć z jej życia, w takim dość spokojnym, zdystansowanym, gawędziarskim stylu, bardziej opowieść o pokoleniowych niż indywidualnych pokoleniach w drugiej połowie XX wieku we Francji.

Za parę dni grudzień. Internet od co najmniej tygodnia przebiera nóżkami, żeby odpalić fanfary bożonarodzeniowe. Pamiętajmy, że Adwent nie polega na maniakalnym doskakiwaniu do presji estetycznej wywieranej przez media społecznościowe. Tworzenie miłej atmosfery to nie jest kompulsywne kupowanie kolejnych świeczek a magii grudnia nie tworzy się centrach handlowych.

Zachowajmy w sobie trochę tego spokoju i ciszy listopada, dobrze nam to wszystkim zrobi.

25 listopada, 2024 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijesieńlaslubelszczyznapodróże i wycieczkiRoztoczeslow lifestylespacer

Roztocze jesienią

by Paulina 20 listopada, 2024

 

Czasem wystarczą niecałe dwa dni i niecałe dwie godziny drogi od domu.
Czasem jest tak, że po paru godzinach chodzenia po złotych lasach, człowiek ozłaca sobie serce od środka i układa wszystkie rozproszone życiowe puzelki.
Roztocze. Wyskoczyliśmy niedawno, pod koniec października w ten piękny region powłóczyć się trochę, poszurać w liściach. Załapaliśmy się też na nasze pierwsze w życiu udane rydzobranie. (byliśmy z przyjaciółmi – lokalsami, którym wystarczy 10 minut szybkiego spacerku i wracają z taczką grzybów). 
Las pachniał trochę zmurszale i wilgotno, brzmiał szeleszcząco i chrupliwie, migotał złotem. Lekko szorstka kora drzew zapraszała do głaskania i przytulania.O smak, do kompletu wrażeń zmysłowych zadbała ciepła herbata z termosu.
Każdy krok uziemiał, każdy oddech dawał wytchnienie. Z każdą chwilą rodził się ten dobry, zdrowy dystans do problemów codziennych i pojawiała właściwa życiowa perspektywa.
Wszystko ogrzane tymi ognistymi liśćmi i doświetlone charakterystycznym październikowym światłem.
Wiecie, jeśli listopady są poprzedzone takimi październikami, to niech sobie będą szare i mgliste, żebyśmy mieli czas przetrawić cały ten barok. Patrzę na te zdjęcia i nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy mamy dostępne ot tak sobie, w zasięgu zwykłej weekendowej wycieczki.
 

Grzybiarz i jego zdobycz

A na koniec mniej wesoło. Lasy roztoczańskie to pozostałości po pierwotnej puszczy. 
Znajdziemy tu jedne z najstarszych, największych jodeł w kraju. Spacerowaliśmy pośród tych wspaniałych, ogromnych, wiekowych drzew. Zdrowych i dorodnych. I niemal wszystkie jodły oznaczone były żółta kropką, co oznacza, że drzewa przeznaczone są do wycięcia. Wiecie, rozumiem, że czasem wycinka może i jest potrzebna, że drewno jest potrzebne do przemysłu. Ale to był park krajobrazowy z kilkusetletnimi drzewami.

Według Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, „Dopuszczalne jest zmniejszenie liczby drzew i krzewów, jeśli działanie takie jest wykonywane w ramach prac pielęgnacyjnych związanych z utrzymaniem zadrzewień w należytym stanie.” zakaz wycinki „nie dotyczy wycinki wynikającej z potrzeby ochrony
przeciwpowodziowej lub zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub
wodnego albo budowy, odbudowy, utrzymania, remontów lub naprawy urządzeń
wodnych”.

Nie wiem, co to za prace pielęgnacyjne czy ochronne, które polegają na wyżynaniu najwspanialszych drzew z lasu.
Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy zrozumieli, że bez drzew nie damy sobie rady. Tu nie chodzi o żadne megalomańskie ratowanie planety, bo planeta doskonale sobie bez nas poradzi. To człowiek nie przetrwa bez drzew.
20 listopada, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczyrozmyślaniaslow lifestyleuważność

zdjęcia

by Paulina 24 października, 2024

 Skończyłam ostatnio wklejać zdjęcia do albumu z 2022 roku. Taką mam w temacie lekką obsuwę, ale robię to regularnie. Wybieram zdjęcia do wywołania z dysku, przesyłam je do wywołania w Empiku, kupuję album. Potem następuje mozolna segregacja chronologiczna i wklejanie. Lubię to robić, to zawsze taki spokojny czas w salonie z muzyką albo audiobookiem, czasem asystują dzieciaki, wspominamy razem.

Gdy zakończyłam, przejrzeliśmy sobie album już we dwójkę, powspominaliśmy, to zawsze jest miłe. I najpierw pomyślałam, jeju, ile to półek jeszcze na te albumy zapełnimy, z niejakim lękiem, bo regały książkowe za dużo wolnego miejsca nie mają, i tak regularnie przeprowadzam selekcję, które książki chcę zachować, a które puszczam w świat.

Za chwilę się pocieszyłam, że, ee, pewnie jak dzieciaki dorosną, to tych zdjęć tyle nie będzie.

A potem przyszła refleksja. Refleksja pod tytułem, że właśnie w najlepsze trwają w naszym życiu lata, z których robi się albumy ze zdjęciami. To teraz jest czas, który chcemy zapamiętać, wspominać. Teraz tworzymy to, jakie będą te wspomnienia. A to oznacza, że teraz jest ten czas, który dobrze byłoby przeżyć na maksa uważnie, żeby te zdjęcia w albumach były tylko taką iskierką, impulsem do uruchomienia wspomnień prawdziwego przeżywania tych chwil.

Nasze mózgi są wygodne, wszyscy wiemy, jak pomocne jest robienie notatek, czy zdjęć, po to, żeby nie musieć pamiętać, zwolnić trochę „mózgowego ramu”. A mnie  chodzi teraz o coś odwrotnego. 

Chodzi o to, by wszystko, co fotografujemy, stało się dla nas pełnowartościowym, świadomym przeżyciem, i żeby poczuć je wszystkimi zmysłami, na maksa. 

Żeby zdjęcie nie było takim zapisem na później, na zasadzie – dobra zrobię zdjęcie i potem to dokładnie obejrzę. Albo nagram koncert, zamiast go autentycznie przeżyć.

Żebyśmy naprawdę zobaczyli te widoki, które uwieczniamy. Żebyśmy czuli wiatr plączący włosy na połoninach. Żebyśmy smakowali te potrawy ze zdjęć, wsłuchiwali się w te koncerty, czuli ciepły piasek pod stopami i zimne krople deszczu przed tym jak schowamy się w miłej kawiarni. Żebyśmy więcej słuchali naszych dzieci, a mniej robili im zdjęć. I jeszcze, żebyśmy nie upiększali, nie pozowali, nie reżyserowali. Bo to życie jest nasze, i jest piękne, nawet gdy wokół nie jest super estetycznie.

Być w tej chwili, nie przenosić przeżyć na dysk zewnętrzny naszych aparatów czy telefonów.

Niech wspomnienia, niech życie – autentycznie przeżywane wdrukują się w nas, a zdjęcia niech będą dodatkiem, tym bodźcem przywołującym coś, co przeżyliśmy w pełni.

Pojechaliśmy ostatnio do Janowca, do którego jeździliśmy częściej, gdy
dzieci były mniejsze. Był jeden z tych idealnych, październikowych dni.
Cudownie złote drzewa rozświetlone jesiennym słońcem. Herbata w
termosie, pieczone rano cynamonki. Liście chrupiące pod stopami.
Charakterystyczny dla tych okolic spokój. Dzieciaki, które tak już
urosły, a wciąż jeszcze chcą jeździć z nami na wycieczki. Ten czas,
trochę jak wciśnięcie pauzy w intensywnym treningu, żeby wyrównać
oddech. Ten czas trochę poza codziennością, który pozwala nabrać do tej
codzienności trochę dystansu i dzięki temu ją docenić.

 
 

Czas biegnie, najlepiej widać to na takich zestawieniach zdjęć

24 października, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiaktywna mamadzieciństwo unpluggeddzieckojak odpoczywaćlaslubelszczyznapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiemrowerki biegowe

Wycieczki z dziećmi, strona praktyczna

by Paulina 13 czerwca, 2023

wycieczki rowerowe

 

Wycieczki rowerowe, jak można tu często zobaczyć to jedna z naszych ulubionych aktywności na wolny dzień

Czytam i słucham czasem komentarze i pytania, od kiedy zacząć zabierać dzieci na wycieczki, jak zorganizować wycieczkę z dzieciakiem, albo, że „byłoby fajnie tak pojechać z maluchami w naturę, ale w sumie nie wiem, od czego zacząć.”

My uprościliśmy sprawę o tyle, że nie robiliśmy przerw, więc nie trzeba się było wdrażać specjalnie w wycieczki z dziećmi, robić tego wielkiego wdechu przed skokiem na głęboką wodę, pod tytułem, czy już jesteśmy wszyscy gotowi, czy dzieci wystarczająco duże.

W ciążach nie szarżowałam, ale czułam się na tyle dobrze, że spacery pod miastem były dla mnie idealną formą spędzania czasu, zdarzało nam się nawet wyskoczyć w góry.

Potem, każdy niemowlak lądował w chuście na wycieczkach pieszych, lub w przyczepce rowerowej, gdy decydowaliśmy się na rowery. Swoją drogą, jakiś czas temu napisałam już pieśń pochwalną na temat przyczepki rowerowej, i do tej pory zdania nie zmieniłam – to wysokie podium na liście zakupów około-dziecięcych. A dzięki temu, że nasza przyczepka była dwuosobowa, pakowaliśmy do niej zarówno aktualnego toddlera jak i niemowlaka (dzięki podczepianemu hamaczkowi). Dzięki przyczepce ( i jej dodatkowej przestrzeni załadunkowej) zupełnie nie odczuliśmy, że dzieci nam cokolwiek utrudniają, czy uniemożliwiają realizowanie pasji. 

przyczepka rowerowa

wycieczka rowerowa z dziecmi

Dwulatek i więcej – rowerek biegowy

Wraz z drugimi urodzinami wszystkie nasze dzieci dostawały rowerki biegowe. W naszym przypadku biegówki były strzałami w dziesiątkę, także na codzienne spacery, gdy dystans był za długi na krótkie nóżki metrowego człowieczka. Na dłuższe wycieczki sprawdzał się system „trochę sobie jadą na polnych drogach, a gdy się zmęczą lub na ulicach wchodzą do przyczepki, a rowerki podczepiamy”.

Gdy przesiadali się na rowery z pedałami, dostosowywaliśmy trasy do ich możliwości, a dla Pirata zakupiliśmy wspaniałą rzecz, hol do roweru, nazywa się „Follow me”. Jest to świetnie wykonany gadżet, który stabilnie podtrzymuje rower dzieciaka – nie ma efektu przechyłu na bok, który często można obserwować w prostych „pałąkach”. Rowerek do holu podczepia się łatwo i szybko, więc podczas jednej wycieczki zdarza się Pirata podczepiać i puszczać wolno kilkakrotnie. Hol jest wspaniałą sprawą, przydaje się na piaszczystych nawierzchniach, pod duże góry i generalnie zawsze gdy niespełna sześciolatek nie daje jeszcze rady. Fajne też jest to, że dziecko na rowerze podczepionym na takim holu do dorosłego ciągle pedałuje, i wnosi swój wkład w taki tandem:)

rowerek biegowy

Wybór trasy

Przy postach o naszych wycieczkach rowerowych często pada pytanie o konkretne trasy. Nie zawsze jestem w stanie powiedzieć dokładnie jak wędrujemy, czy jedziemy rowerami, jako, że jedną z głównych zasad naszych wycieczek jest nie wracamy tą samą drogą, robimy kółko, co często (przeważnie) wiąże się z zejściem ze szlaku i przedzieraniem przez chaszcze i błota, nie mam śmiałości proponować takich przygód czytelnikom;)

„to co, nie wracamy tą samą drogą?”

Korzystamy z tradycyjnych map papierowych – na nich często zaznaczone są ciekawe szlaki i miejsca do zobaczenia, różnice w wysokości itd, poza tym dają jakiś taki ogólny obraz. Świetne są też dedykowane aplikacje z mapami – używamy głównie mapy.cz lub locus map (to aplikacje, w locus map można wykupić abonament, i korzystać z map również offline) . Ich przewagą jest aktualność i interaktywność – dobrze widać na nich rodzaj dróg, ilość kilometrów do przebycia, co ma znaczenie przy zmianach planów w trakcie wycieczki.

Bardzo polecam Wam ten system łączenia map papierowych z mapowymi aplikacjami, pozwala odkryć świetne miejsca, dostosować trasę pod swoje oczekiwania i wycieczkować bez tłumów.

Bywa luksusowo;)

Przekąski wycieczkowe

Jesteśmy łasuchami, nie będę ukrywać. Wycieczki zawsze wiążą się z piknikami. Przyzwyczailiśmy się do tego wszyscy, dzieciaki potrafią zapytać o piknik po 10 minutach krótkiego leśnego spaceru poobiedniego. Popełniłam jakiś czas temu dwa wpisy na ten temat, bardzo zapraszam zobaczyć nasze piknikowe przekąski 1, piknikowe przekąski 2

Zawsze mamy też ze sobą drobiażdżki typu suszone owoce, kabanoski i żelki mocy ( nasze żelki mają specjalne moce w zależności od koloru, np czerwone dodają siły, a żółte poprawiają humor;) ). Jedzenie na wycieczkach jest dla nas ważne i przyczynia się w niemałym stopniu do naszego do wycieczek uwielbienia. Po wysiłku, na świeżym powietrzu, wśród ptasich śpiewów i wśród zieleni, jedzenie smakuje zupełnie wyjątkowo.

Dodatkowe atrakcje i gadżety

Nasze podejście jest takie, że raczej ich unikamy. Zależy nam na tym, żeby pokazać dzieciom, że świat sam w sobie jest atrakcyjny. Nie popadamy przy tym w przesadę, i lubimy zahaczyć na wycieczkach o jakieś ciekawe budowle lub ruinki, ładny widok, jakaś woda; wyznaczanie sobie celu, do którego jedziemy czy idziemy jest fajne i motywujące.Ale generalnie stawiamy na „tu i teraz”, gdzie atrakcją może się okazać piękna łąka z trzmielami, wielkie mrowisko, albo ptasie gniazdo.

Często jeżdżą z nami różne figurki playmobil, to fajna zabawa dla dzieci wśród traw, Wilczek czasem targa ze sobą książki.

Z rzeczy, które zawsze mamy ze sobą:

– apteczka – przede wszystkim mamy w niej octanisetp i plasterki oraz opatrunek w sprayu, pęsetka i kleszczołapki do wyciągania kleszczy, fenistil, żel aloesowy, coś od komarów (zawierające ikarydynę), krem z wysokim filtrem, bandaż elastyczny

– koc piknikowy

– hamak turystyczny, lekki i wytrzymały, nasz jest z firmy La Siesta i sprawdza się świetnie 

– rowerowy zestaw naprawczy (klucze, pompka, dętki)

– woda termalna w sprayu – przydaje się do schłodzenia, do przemycia ranek czy spryskania otarć

– kompas – aplikacje aplikacjami, ale technologia bywa zawodna

I jeszcze  jedna ważna kwestia

 Bardzo proszę, jeśli idziemy korzystać z uroków natury, to bądźmy też dla tej natury w porządku, zostawiajmy świat takim, jakim chcielibyśmy go zastać.  Na wycieczkach trochę jest tak, jakbyśmy szli w gości, szanujmy miejsce i jego mieszkańców, wszystkich (tych wielonożnych i nie za ślicznych też). Zabierajmy nasze śmieci za sobą (jak się trafią cudze, to też), unikajmy krzyków i głośnej muzyki, nie płoszmy zwierząt, nie niszczmy mrowisk, czy gniazd, samochód można zostawić na parkingu, w oddaleniu od miejsca piknikowego… itd

Aż mi głupio pisać tutaj o takich oczywistościach, wierzę, że to dla moich czytelników zupełnie niepotrzebny akapit, i mam nadzieję, że się nie obrazicie za niego, ale biorąc pod uwagę to, co się dzieje w naszych lasach, myślę, że lepiej powiedzieć o tym za dużo niż za mało:)

Nasze ogólne podejście wycieczkowe

jeśli zaglądacie tu regularnie, chyba znacie. Nic nikomu nie udowadniamy, z nikim się nie ścigamy. Nie startujemy w konkursie pt najbardziej szalone wycieczki rodzinne, ani kto więcej przejedzie na rowerze z dziećmi.

Wycieczki z dziećmi to coś co nam wszystkim daje radochę, integruje nas wszystkich, pisałam już o tym zresztą nie raz i zdania nie zmieniłam:D

A jednodniowe wypady rowerowe i piesze to esencja weekendu – nic mnie nie relaksuje przed i po pracy jak taka wycieczka, nic tak nie ładuje baterii z radością życia.

Przy czym, mam jeszcze jedną refleksję na temat spędzania czasu z dziećmi, nie bardzo odkrywczą zapewne. Najistotniejsze wydaje mi się znaleźć tę wspólną zajawkę. W naszym przypadku, są to mniejsze i większe wypady w naturę. W Waszym to może być wspólne zwiedzanie zamków, wspólne jeżdżenie na nartach, wspólne nurkowanie, układanie puzzli czy scrabble, jeżdżenie na konwenty fantastyki, albo pieczenie ciast razem. Jeśli lubimy coś robić, róbmy to, nawet jeśli nie jest to typowo rodzinna rzecz, a towarzyszące nam dzieciaki z dużym prawdopodobieństwem staną się dzieciakami partnerującymi, a to daje naprawdę fajny podmuch w żagle.

Wycieczkujecie z dzieciakami? Czy dopiero myślicie o tym, żeby zacząć? (może macie jeszcze jakieś pytania?) A może to kompletnie nie Wasza bajka, i kręci Was coś innego? (ciekawa jestem, co:) )

13 czerwca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlasmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Góry Słonne i Turnicki Park Narodowy

by Paulina 6 listopada, 2022

góry słonne, gory slonne, turnicki park narodowy, góry z dziećmi

 

Kiedyś rzucało się wszystko i wyjeżdżało w Bieszczady, choć na chwilę, po spokój, po oddech, po koniec świata. Jednak, odkąd robi to pół Polski, główna idea nieco się zdezaktualizowała, dlatego odludnego i dzikiego końca świata trzeba szukać gdzie indziej.

Tak trafiliśmy w Góry Słonne, do Turnickiego Parku Narodowego

Rzuć wszystko i wyjedź w… Góry Słonne?

I to jest moi drodzy ten moment, kiedy cieszę się z małych zasięgów mojego blożka, bo gdybym była dużą influenserką, miałabym duże wątpliwości przed opisaniem tu tego wyjazdu i promowaniu miejsca, którego urok w dużej mierze polega na byciu odludziem. A tak, wątpliwości są znacznie mniejsze;)

Góry Słonne to w zasadzie przedgórze Bieszczad, oficjalnie należą do pasma Sanocko-Turczańskiego, położone są na północ od Soliny, i są takim miksem Bieszczad i Beskidu Niskiego. Jest pięknie, malowniczo, i pusto.

Nie mieliśmy dużo czasu, chodziło o ten oddech od codzienności, o szybkie zachłyśnięcie się dzikością, naturą, widokami i wędrówką, kolory jesienne na zboczach, o płonące na złoto liście buków, o szelest liści dębowych, o sfruwające powoli liście brzóz i grabów. O błyszczące pajęczyny i unikatowe, miękkie, jesienne światło.

Wszystko to w górach Słonnych odnaleźliśmy. Odnaleźliśmy tez specjalną ciszę górsko leśną, ciszę do usłyszenia, gdy przystanie się na chwilę i ustanie cudowny skądinąd, donośny szelest liści. Gdy się przystanie, i jeszcze gdy się zamknie oczy to już w ogóle słychać tylko to powietrze jesienne, przetykane szmerem spadających suchych liści.

Zatrzymaliśmy się u przemiłej Moniki, w domku La Luna di Ropienka. Domek taki właśnie z końca świata, stary, klimatyczny i drewniany, bardzo ładnie urządzony, położony w zasięgu miłych górskich spacerów. A sama Monika, dusza człowiek, karmiła nas iście królewskimi śniadaniami, polecała ciekawe miejsca, opowiadała.

Zobaczcie.

góry słonne

dzieci w górach, trekking z dziećmi, góry słonne z dziećmi, turnicki park narodowy

Szybowisko na Bezmiechowej, fascynujący spetkakl

nasza wersja sali zabaw z kulkami

rzeźby w umarłych drzewach w lesie przy Bezmiechowej

nasza baza, La Luna di Ropienka

i zabawa z gliną tez była

wspinaczka na Kamieniu Leskim

góry słonne, trekking z dziećmi

A o co chodzi z Turnickim Parkiem Narodowym?

Góry Słonne leżą na terenie najdłużej powstającego parku narodowego w Polsce. Według naukowców, najwięcej fragmentów reliktowej puszczy karpackiej w Polsce, znajduje się właśnie tam. 

Za WWF : „To właśnie tu, w sercu Karpat rośnie prawie 6,5 tys. drzew o wymiarach pomnikowych – wiekowych jodeł, buków i jaworów, osiągających wiek nawet 300 lat. O tym, jak jest to cenne przyrodniczo miejsce świadczy ogromna liczba żyjących tu gatunków roślin, zwierząt i grzybów. To wyjątkowa w Polsce ostoja drapieżników takich jak niedźwiedź, wilk, ryś i żbik. Niezwykłym bogactwem projektowanego Turnickiego Parku Narodowego są również ptaki, wśród nich orzeł przedni, orlik krzykliwy, puszczyk uralski, sóweczka, bocian czarny oraz podobnie jak w Puszczy Białowieskiej, wszystkie występujące w Polsce gatunki dzięciołów.  

Tymczasem łącznie w latach 2017-2026 na obszarze projektowanego parku narodowego przewiduje się pozyskanie aż 1,2 mln m3 drewna. To równowartość 15 000 dużych tirów załadowanych po brzegi.”

Piętnaście TYSIĘCY TIRÓW.

Turnicki Park Narodowy nie powstaje, chociaż pierwsze postulaty na ten temat zgłoszono w 1982roku. Zamiast tego  wycina się drzewa spełniające kryteria drzew pomnikowych, niszczy się niezwykle ważne dla ekosystemu strefy przypotokowe i bezlitośnie rżnie całą puszczę.

I to jest ten moment, kiedy żałuję moich małych zasięgów… W każdym razie, polecam Wam zajrzeć na stronę turnickiego parku i może w miarę różnych możliwości spróbować wesprzeć ich działania.

Ochrona drzew jest w interesie nas wszystkich. Bo wiecie, drzewa bez nas poradzą sobie znakomicie, my bez drzew zupełnie nie.

6 listopada, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkiRoztocze

jeszcze jesiennie

by Paulina 7 grudnia, 2021

Łapanie rytmu mi kuleje, ciągle nie jest tak, że jesień mi zwolniła i uspokoiła. Niekończące się ostatki poremontowe, kolejne kwarantanny i infekcje u dzieci, intensywność i stres w pracy. Dużo tego.

Jestem zmęczona tym wszystkim, mocno i wielowymiarowo. Próbuję sie ratować jak mogę.

Na nerwy, zmęczenie i stres najlepiej sprawdza się natura. Powiem Wam, że sama jestem w szoku, jakie cuda działały różne wypady, krótsze i dłuższe w jesienny świat.W trudniejszych momentach, wystarczało popołudnie w pobliskim wąwozie, nasze tradycyjne okołolubelskie jednodniowe wycieczki, a w miarę możliwości także miłe, przedłużone weekendziki.

Zaczęliśmy od Puszczy Knyszyńskiej. Podlaska wioseczka na końcu świata, chatka (podobnie jak Korolowa Chata), przystosowana i z wygodami, ale na maksa wiejska i sielska. Z piecem chlebowym i jabłonką w ogrodzie. Przy tej jabłonce przyszło nam spędzić więcej czasu niż planowaliśmy, bo w trakcie wyjazdu otrzymaliśmy wiadomy telefon od sanepidu… Ale nic to. Bo jakim luksusem w dzisiejszych czasach jest spędzić dzień przed drewnianą chatą, na leżaczku, wystawiając twarz do jesiennego słońca. Nic nie musieć. Dzieci mieć zajęte wyścigami ślimaków i grami planszowymi. Zajmować się tylko grą światła i babiego lata, ewentualnie książką. Czasem dobrze jest odpocząć nawet od wakacyjnego gdzie jedziemy co robimy. Puszcza Knyszyńska więc niespecjalnie zgłębiona, ale wszystko przed nami.

Potem Roztocze. W sam raz na początek złociejącego października. Roztocze znamy i uwielbiamy od dawna, Zwierzyniec (i LAF) jest nam prywatnie bardzo bliski. Z Lublina jest stosunkowo blisko, a jednocześnie na tyle daleko, żeby poczuć, że to wyjazd i odpoczynek. To piękny, klimatyczny region, pełen lasów, rzeczek, szlaków pieszych i rowerowych. Na Roztoczu mieszkaliśmy na obrzeżach Krasnobrodu, w rewelacyjnym Domku Jodełka, pięknym, arcywygodnym i szalenie przyjaznym miejscu, na pewno tam wrócimy.

Udało mi się tez wyrwać jeden zupełnie samotny wyjazd, weekend jogowy w ukochanych okolicach Kazimierza Dolnego. To był odpoczynek totalny, leczący mi pospinane ciało i zestresowaną głowę. Ćwiczyłam, jadłam dobre i zdrowe jedzenie, spacerowałam, czytałam. Rzadko jest tak, że całe dnie jestem tylko i wyłącznie dla siebie, i wszystko co robię jest DLA MNIE. Dawno się tak sobą nie zaopiekowałam.

I tak. Wciąż jest chaosiaście, a stres przybiera różnorodne oblicza, ale wiem, że mogłoby być znacznie gorzej. A dopóki są takie odskocznie do natury, dajemy radę.

W Jodełce

7 grudnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżadzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Puszcza zimowa

by Paulina 28 lutego, 2021

Wreszcie!

Do trzech razy sztuka, jak mówią.

Przyjechaliśmy na Podlasie wśród takich gwiazd, że można je było strącać grabiami, na gęsto rozsiane po niebie. Wysiedliśmy z samochodu, skrzypnął śnieg pod nogami, skrzypnęły drzwi naszego drewnianego domku i przepadliśmy, znowu.

Na zimę na Podlasiu polowaliśmy już wcześniej. Puszcza w zimowym dekorum wydawała mi się jakimś cudownym zespoleniem baśni, skandynawskich zimowych opowieści Astrid Lindgren, i moich wyimaginowanych ferii na wyimaginowanej wsi.

Tymczasem dotychczas w porze lutowej zaznawaliśmy przemrożonych resztek śniegu, lub przedwczesnego przedwiosennego błocka. Aż do teraz. Teraz trafiło się naprawdę pięknie.

Odwiedziliśmy rezerwat dzikich zwierząt, tym razem ludzi nie było prawie wcale, zwierzaki leżały sobie zrelaksowane na śniegu i mogliśmy się im przyjrzeć naprawdę uważnie. Odwiedziliśmy szlaki i miejsca znane i nieznane. Dzieci (my też w sumie;) ) napawały się śniegiem. Puszcza koiła i zachwycała, mówiła co jest ważne, jak zawsze.

Wiecie, pisałam już o Podlasiu parę razy. Jest w tym regionie coś dobrego. Coś, co przytula do serca, coś jak powrót do sielskości dzieciństwa. Lubię tu wracać.

Co się gapisz



Zarobiony Pirat
Wilczek w swoim naturalnym środowisku

Miejsce Mocy, podobno jest tu jakaś niesamowicie dobra energia. 

A tu nasza baza, Korolowa Chata. Przepiękne, klimatyczne miejsce. Oryginalny podlaski dom sprzed kilkudziesięciu lat, odnowiony na tyle żeby było nam, współczesnym wygodnie, a jednocześnie zachowujący całą magię. Do tego przesympatyczny właściciel, pan Sławek. Polecam Wam bardzo, my wrócimy tu na pewno!

Gdy chcesz uciec przed światem i zaszyć się „pośrodku niczego”…

 

28 lutego, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedlaslubelszczyznapodróże i wycieczkislow lifestylezima

bardzo długie ferie

by Paulina 14 stycznia, 2021

ferie zimowe

 

Przełom 2020 i 2021 mieliśmy wybitnie rodzinny. Spędziliśmy go razem, ze sobą, wspólnie. Bardzo wspólnie, rodzina much w smole. Zlała się zdalna nauka z przedszkolną kwarantanną, Świętami, feriami, wolniejszym czasem w pracy i innymi i powstała z tego przedziwna dziura w czasoprzestrzeni. 

Dziura swobody, w której spaliśmy czasem nawet do 9, kiedy ograniczały nas tylko nasze pomysły ( i obostrzenia pandemiczne), i kiedy nawet, nieśmiało, po długim czasie pojawiały się takie swawolne myśli, że może by tak do portugalskiego wrócić, albo że może jakieś warsztaty-czegokolwiek…

Wracamy już do rzeczywistości, ale to był potrzebny czas. Nawet nie wiedziałam jak bardzo mi takiej swobody brakowało. Nicniemuszenia, beztroskiej nudy i cudownie bezcelowego gapienia się w dal. 

Jeszcze parę miesięcy temu plany były inne. Początek roku mieliśmy spędzić w Bieszczadach, a ferie miały być kiedy indziej i bardzo gdzie indziej. Trochę się pozmieniało, ale w gruncie rzeczy nie mogę powiedzieć, że jakoś bardzo cierpię.

Przesyt onlinem

Wilczek, uczeń drugiej klasy i tak nie był narażony na zbyt długi czas zdalnych lekcji, ale miał (a my wraz z nim) totalnie dosyć. Po bardzo krótkim czasie zauważyliśmy, że zaczęło niezdrowo ciągnąć go do ekranów, a po lekcjach chodził skołowany, pobudzono-zmęczony, rozproszony. 

Szkoda nam było i dzieciaka, i naszych starań. Bo bardzo walczymy o to , żeby w życiu naszych dzieci było – przynajmniej na razie – jak najmniej świata cyfrowego. Uważamy (podobnie jak mądre głowy w dolinie krzemowej), że do pewnego wieku, kiedy mózgi są najbardziej plastyczne, należy na maksa rozwijać analogowe myślenie, wyobraźnię, prawdziwe pisanie literek, realne życie towarzyskie. Na cyfrowość, która dla mózgu jest trochę drogą na skróty, przyjdzie jeszcze czas. Osobiście uważam, że w dzisiejszych czasach ekranów i wirtualnej rzeczywistości jest i tak za dużo i zbyt wcześnie, a szkoła online, to – zwłaszcza dla młodszych klas – dodatkowo wielka krzywda.

Dlatego, mimo, że mnóstwo instytucji oferuje w ferie najróżniejsze, często zresztą bardzo ciekawe aktywności online, ograniczyliśmy je do totalnego minimum. Są online-wystawy, online-warsztaty, online-muzea, online-zabawy. Ale z premedytacją się od tego odcięliśmy. 

Co więc robiliśmy?

Zimowe wycieczki

To nasza główna atrakcja. Jeździmy po Lubelszczyźnie, spacerujemy, włóczymy się, chodzimy. Po błocie i śniegu. Nurkujemy z głową w zimowy świat. Niekoniecznie świat typu winter wonderland, rodem z teledysków świątecznych, czy pewnej bardzo długiej reklamy… W zimie w dzisiejszych czasach bywa szaro i mgliście, bywa wilgotno i przenikliwy wiatr, kałuże i błoto. Ale mamo, wiesz, jak się super szybko zjeżdża po błocie? 

Nasze dzieciaki są na tych wycieczkach totalnie w swoim żywiole (jeśli jest jedzenie oczywiście. Błoto nie błoto, szama w plenerze musi być). Czasami zastanawiamy się, że może dzieciaki oddają ten nasz nadmierny entuzjazm, który sączyliśmy w nich latami, patrzcie to chyba kupa wilka, hurra, i ale wyraźny jest ślad jelenia w tym błocku. Stukające dzięcioły, latające sikorki, wiewiórka, łasica, sarenka, to teraz dla nich atrakcje na miarę znalezienia skarbu.

Nie są to zbyt długie wycieczki, chociażby ze względu na zmrok zapadający chwilę po 15. Ale są cudownie ożywcze, dla wszystkich.

Twórcza nuda

„Daj dziecku przestrzeń na wyobraźnię”. Wydaje mi się, że to coś, co znacznie bardziej potrzebne jest dzisiejszym dzieciakom niż kursy programowania, szybkiego czytania, czy nauki języków. W nicnierobieniu, w pustce i pozornej nudzie powstają cudowne rysunki, projekty, budowle, rozważania. Na przestrzeni do rozmyślań nikt nie zarabia, więc może nie jest taka bardzo atrakcyjna i pożądana, ale jest bardzo bardzo ważna. To tu dzieci uczą się skupienia i wymyślania, poczucia sprawczości i samodzielności. Różne kursy to może być też wspaniała sprawa, ale myślę, że warto jest zauważyć i docenić taką właśnie pozorną pustkę. Dzieci bardzo potrzebują takiej przestrzeni, żeby rosnąć – rosnąć psychicznie, duchowo i intelektualnie.

Dodatkowe przyjemności

Nie jestem ekstremistką i nie twierdzę, że moje dzieci od miesiąca naprzemiennie chodzą po lasach i gapią się w ścianę. To jest ten czas, kiedy mogą odkrywać, co sprawia im największą frajdę. Nasi siedzą w komiksach (Asterix i Obelix, Kajko i Kokosz, Garfield), Wilczek tworzy autorskie konstrukcje, Iskra wzięła się za haftowanie, Pirat bawi się zwierzątkami lub samochodzikami. I rysują – cała trójka, rysują jakby jutro miał się skończyć świat.

Czytamy. Jest rytualne Wieczorne Czytanie przez Rodzica, jest też czytanie, lub „czytanie” samodzielne. Ostatnio – „Detektyw Pozytywka”, „Drzewo życzeń”, „Piaskowy Wilk”, „Nela…”, seria „8+2”, „Skarpetki” Justyny Bednarek, „Gwiazdkozaur”, najróżniejsze książki przyrodnicze (Np „Ciało, Ty i miliardy twoich mieszkańców”, Adam Wajrak, Piotr Socha, „Sen Alicji czyli jak działa mózg”), Iskra zachwyciła się ostatnio Mademoiselle Oiseau, zaczynamy Mary Poppins. I oczywiście Astrid Lindgren, Kubuś Puchatek, w formie audiobooków. Pirat w świecie Elmera, Kacpra, Małej Popielicy, książek Wechterowicza i Dziubak.

Gramy w gry. Planszówy, karcianki typowo dziecięce, i bardziej rodzinne. Azul, Uno, Leśne duchy, szachy, różne memory, Farmer…

Oglądamy. Robimy sobie czasem kino domowe i odpalamy rzutnik.

Jest dobrze w gruncie rzeczy, naprawdę. 

bagienka i kładki, sama radość. Poleski Park Narodowy.

silna grupa wycieczkowa

trochę zima, ale jakby kwiecień. Lasy Kozłowieckie.

zalew lubelski

namiastka zimy w namiastce gór;) Świętokrzyskie.

Jedni przedzierają się przez błoto, inni badają ilość śniegu pod kątem zjazdu

zimowa wspinaczka w górach 😉

świętokrzyskie skałki, atrakcja wyjazdu;)

kochane wąwozy

14 stycznia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćlasmindfulnessmój stylNałęczówrozmyślaniaslow lifestyle

odtrutki

by Paulina 10 listopada, 2020

jak odpoczywać, jak się zrelaksować

czasy są jakie są, wiadomo.

Ale tak to już jest chyba, że czasy zawsze są jakieś… My żyjemy w puchu tak naprawdę od dłuższego czasu, o ciężkich czasach słyszymy, że były kiedyś, albo są aktualnie gdzieś daleko. Wojny, klęski, kryzysy… Mimo wszystko, wciąż znalazłoby się (bez trudu) gorsze miejsce i czas do życia.

Myślę, że warto to zauważyć, i nauczyć się zauważać, że w gruncie rzeczy nasz czas i nasze miejsce to wygrany los na loterii.

A tymczasem, niezależnie od pandemii i polityki, nasze życie trwa właśnie teraz.

Słońce budzi nas (coraz później) rano, niezależnie od liczby dziennych zachorowań.

Drzewa gubią liście nie zważając na decyzje rządu.

Złota polska jesień właśnie powoli i majestatycznie zmienia się w polską listopadową szarugę, jak co roku, bez względu na to czy Polska jako taka kwitnie czy gnije.

Wciąż można sobie głęboko pooddychać na spacerze. Dziecięce rączki przytulają się wciąż z tą samą, niezmącona ufnością. Muzyka w głośnikach nie straciła na cudowności. Małe błyski cudowności wciąż są, wciąż tak samo cudowne.

I trochę mnie to trzyma w równowadze, powiem Wam. Miałam przez jakiś czas taki przeświadczenie, że może należy być nieustannie wkurwionym i wciąż się zamartwiać, że może nie wypada skupiać się na niczym , co odrywa nas od aktualnej sytuacji.

Ale, wiecie, zadręczenie się jeszcze nikogo i niczego nie uratowało.

Dlatego, dbam o siebie, buduję sobie własny, prywatny azyl, opiekuję się sobą i moją rodziną, bo taki stan może potrwać jeszcze długo, i doprawdy to nie jest powód, by zawiesić na kołku życie jako takie.

Dlatego, na życiu właśnie koncentruję się bardzo ostatnio. Życie nasze prywatne jest najlepszą odtrutką na nieprywatną rzeczywistość.

Pozwalam sobie częściej, na moje guilty pleasures – poczytuję wczesną Musierowicz, słucham Montgomery i ASMR.

Dobrze się karmię, dla ciała i duszy –  dużo warzyw, strączków i kasz, domowe frytki z camembertem, makaron z leśnymi grzybami, zakwas z buraków, sok malinowy, różne ziółka, dobry chleb, dobra oliwa, dobre czerwone wino.

Ćwiczę jogę, niedługie praktyki, rano na rozbudzenie i wieczorem na rozluźnienie.

Spaceruję, jak Kierkegaard normalnie.

Ćwiczę z Chodakowską. A ostatnio, ponieważ mi się trochę znudziło, odkryłam dance-workout. Czyli tańczę sobie, co zresztą wpływa dodatkowo pozytywnie, bo z tańcem byłam mocno związana bardzo długo i jest to coś, co zawsze dawało mi mnóstwo radochy. A do tego dochodzą potreningowe endorfiny i spalam te sery i makarony.

Praktykujemy intensywnie lasoterapię. Bo las czystym dobrem jest. I wydychamy stres, a wdychamy sobie ten mglisto – grzybowy, leśny zapach, oczy nabłyszczamy szczęściem, relaksujemy pospinane ciała, a całość zapijamy herbatą z termosu.

W niedzielę, po spacerze, często odpalamy rzutnik.

Miewam dni dresa owiniętego w koc, ale na ogół zwracam uwagę co na siebie zakładam. Ładne i dobrej jakości ubrania robią mi dobrze po prostu. Fajnie jest założyć sukienkę i wełniany sweter do pracy zdalnej, fajnie jest mieć pomalowane usta pod maseczką. 

Dużo, dużo się przytulamy.

Dbamy o rytuały, nasze małe, rodzinne. W weekendy jemy jajko na miękko na śniadanie, a potem pijemy kawę. Popołudniami zasiadamy z herbatą i muzyką w salonie. Wieczorami czytam dzieciakom, a późniejsze wieczory są dla nas.

Wysypiam się. Uwielbiam moment zanurzenia się wieczorem w lnianej pościeli, w dobrze wywietrzonej sypialni.

Ja wiem, że to banały, zwykłostki i drobiazgi. Ale wiem też, że to właśnie z drobiazgów, zwykłostek i banałów składa się nasze życie.

Wiem też, że joga nie wyleczy covida, spacery nie naprawią naszej sytuacji w służbie zdrowia, a miła wieczorna lektura nie uzdrowi biznesu zabitego przez lockdown. Ale wzmocnieni od środka, mamy zupełnie inne zasoby do zmagań z rzeczywistością. I jest nam troszkę milej, po prostu.

10 listopada, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry