Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

las

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggeddzieckojesieńlasmindfulnessmój stylprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

let’s play birds

by Paulina 28 października, 2017
spacer po lesie, spacer z dziećmi, jesień

Wiecie, z czego jestem chyba najbardziej dumna jako rodzic?
Że moje dzieci są zachwycone światem

Że w kolorowych, migających i grających czasach wymyślnych atrakcji i jeszcze wymyślniejszych zabawek, centrów handlowych i sal zabaw, na hasło „jedziemy do lasu” moje dzieci wykrzykują głośne „hurra!”


A w tym lesie…
w tym lesie wybierają najpiękniejsze liście, bo z tych wszystkich tysięcy właśnie ten mamusiu, dla ciebie
tłoczą się w emocjach przed samodzielnie dostrzeżonym grzybem i głośno zastanawiają, czy nadgryzły go ślimaki, czy może żuczki
przepychają przy błyszczącej pajęczynie
szurają w dywanach liści, robiąc skomplikowane systemy dróg
na wyścigi pokonują przeszkody
głaszczą mech
zastanawiają się, czy piękniejsze są czerwone, czy żółte liście
zbierają patyki, ale tylko najspecjalniejsze

I
oczy im się błyszczą. Policzki różowieją. I tak sobie idziemy wśród tych drzew pełnych magii,
grzejąc czasem zziębnięte łapki, słuchamy ich opowieści o musująco
zmiennej tematyce, odpowiadamy na najróżniejsze pytania, i chłoniemy leśność i ten wspólny czas.

 

28 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmindfulnessmój stylprzyjemnościspacer

Perfect weather to fly

by Paulina 20 października, 2017

Październik jest dobroduszny i hojny. Rozrzutnie szasta kolorami, każe pławić się w blasku babiego lata, pomarańczu i czerwieni. A słońce podbija wrażenia i człowiek szurający w tych barwnych dywanach ma wrażenie jakiejś kąpieli w złocie.

Codziennie biorę Małe i robimy kilometry wśród tych liści obłędnych. Chodzimy, chodzimy i nasiąkamy.
Liście na drzewach podobnie silne wrażenie robią na mnie chyba tylko w kwietniu, gdy wykluwają się z pączków, fosforyzująco zielone. A teraz ta ciepła paleta taka krzepiąca, jakby chciała już teraz otulić zziębnięte serce, chuchnąć w zgrabiałe dłonie i ożywiać smutną szarość.
Zdecydowanie nie przypadkiem liście starzeją się na żółto i brązowo, a nie szarzeją i bledną – to po to, by zakończyć żywot z przytupem, zrobić raczej wrażenie fajerwerków i niż gasnącej świecy. I po to, żeby człowieka, homo solaris, wesprzeć i nasycić kolorami na zapas.
Ten październik jest jak ostatnia niedziela przed dietą od poniedziałku, albo jak tłusty czwartek przed postem. Pozwala się nacieszyć i pokrzepić. Napawam się więc faworkami kolorów i pączkami ciepłego słońca przed następnymi zimno-szarymi miesiącami.

 

 
 

20 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznaLublinpodróże i wycieczkipodsumowaniaprzyjemnościRoztoczew ciąży

przyjemności letnie

by Paulina 4 września, 2017
lato w ciąży, sesja z brzuszkiem

To lato jest dla mnie dość wyjątkowe. Nie zawsze jest tak, że lato, początkowo wyjątkowo zimne, potem wyjątkowo gorące spędza się w końcówce ciąży, w towarzystwie dwóch intensywnych przedszkolaków. To te czynniki które sprawiają, że wiele przyjemności wakacyjnych jest ograniczonych, bądź uniemożliwionych totalnie.
Ale, w gruncie rzeczy, całkiem nam było dobrze razem, zobaczcie.

dinopark, park jurajski, bałtów

Wakacyjne wycieczki

Jak wakacje, to wycieczki, i wypady. Poza
trochę dłuższymi wakacjami na Suwalszczyźnie, raczej jednodniowe i
raczej nie na koniec świata, z wiadomych względów. Ale korzystaliśmy, bo
one pięknie robią wakacyjny klimat, dzieciaki je uwielbiają.
Jeździliśmy po okolicach lubelskich, znanych nam na pamięć  i
odkrywanych zupełnie na nowo. Czasem spacerowo, czasem głównie
piknikowo, do lasów, parków, miasteczek i wiosek.

Koniki polskie w Zwierzyńcu

Jeden z najpiękniejszych dni w te wakacje wg Wilczka, czyli Park Dinozaurów w Bałtowie

BFF

Suwalski Park Krajobrazowy

Lato na wsi

Upały wysysały energię, dlatego sierpniowa kanikuła to głównie podlubelska wieś i „wczasy pod gruszą” u babci i dziadzia. To tutaj pławiliśmy się w sielskości i błogości. Tutaj ogarniał Odpoczynek Totalny. Z basenem, trawą, piaskiem, hamakiem pod orzechem, owocami prosto z krzaczka i ożywczym wiaterkiem.
Dzieciaki miały siebie wzajemnie, do wspólnego biegania po trawie, grania w
piłkę, chlapania w wodzie, huśtania się i całej masy nienazwanych zabaw, a my polegiwaliśmy
błogo i patrzyliśmy na nasze dzikie dzieci spod zmrużonych rzęs.

chleb na zakwasie, bochenek, jak upiec chlebjak zrobić chleb, bochenek, pieczenia chleba

Piec chlebowy 

To nieodłączny element naszych wiejskich wypadów. Mój cudowny mąż namówił wszystkich na budowę tradycyjnego pieca chlebowego i teraz cieszymy się najpyszniejszą pizzą i idealnym chlebem za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców.
 

 

Lulin 700, balony, stare miasto

Lato w mieście

Jest ok. Zwłaszcza, że Lublin w tym roku świętuje swoje 700 lecie istnienia, więc to lato jest jeszcze bogatsze w miejskie festiwale i imprezy.
No i są przyjemne parczki i skwerki, fontanny, zalew, są pyszne rzemieślnicze lody. Są ciepłe i klimatyczne wieczory w nagrzanych murach, czasem spędzone Tylko We Dwoje.

Najlepsze lody w mieście w Czekoladowym

wersja w gofrze, na wypasie

Balkon

Zagospodarowany w tym roku, wyposażony w deski na podłodze, hamak, ławeczkę i dużo ziół i kwiatów, stał się naprawdę fajnym miejscem,na poranną kawkę lub wieczorną meliskę.

Książki

Przyznam, że nie mam jakiejś super passy czytelniczej ostatnio. Strasznie lubię ten stan, gdy mam kolejkę książek do przeczytania, a chyba najbardziej, gdy wciągnę się w konkretnego autora lub motyw / miejsce / czas. Ostatnio dobieram lektury dość chaotycznie, ale parę perełek udało mi się trafić.
Poniedziałkowe dzieci, bardzo poetycko napisana książka Patti Smith o niej samej, jej relacjach z Robertem Mapplethorpem. Świetnie się czytało podczas naszych wakacji na Suwalszczyźnie, idealnie mi pasował ten wakacyjny klimat do ich historii. 
Sekretne życie drzew Peter Wohlleben, jedna z najczęściej pojawiających się w tym roku książek na instagramie, a ja nie przepadam za insta-książkami. Ale skusiłam się i bardzo się cieszę. Choć  ton momentami zbyt jak do dzieci i trochę daleko posunięta ta antropomorfizacja drzew, to książka jest pełna ciekawostek, które teraz sprzedaję mojej rodzinie przy różnych okazjach tonem eksperta.
Mag John Fowles. Fantastyczna książka, o której nie bardzo potrafię napisać jednozdaniową opinię – tajemnicza atmosfera, świetnie skonstruowana opowieść, o miłości, egoizmie, psychologii, wolności, prawdzie, religii i filozofii…
Kamień na kamieniu. Myśliwskiego.  Bardzo lubię u Myśliwskiego ten gawędziarski styl, czasem poetycki, czasem bardzo prosty i mądrość wplecioną jakby mimochodem w opowieść.
Wanna z kolumnadą Filipa Springera. Świetne reportaże o polskiej przestrzeni i tym, dlaczego w naszym pięknym kraju tak często bolą oczy.
Steinbeck i Fitzgerald, jeszcze pod koniec wiosny, w ramach poznawania klasyków amerykańskich

Filmy i seriale

Filmów było sporo, tu te, które najbardziej zapamiętałam.

Król Artur. Legenda miecza. Poszliśmy sobie do kina na „coś fajnego” i nie zawiedliśmy się. Film bardzo w stylu Guya Ritchiego, naprawdę dobrze się oglądało, choć na pewno nie jest to film wiernie pokazujący legendę
Song to song, to film który zachęcił nas obsadą a który docenia się przede wszystkim za formę i estetykę. Sama historia i bohaterowie w gruncie rzeczy dość banalni.
Drive. Nigdy dotąd go nie widziałam, ujął mnie totalnie melancholijnym, trochę mrocznym klimatem fantastycznie podkręcanym świetną muzyką. Mało dialogów, także między głównymi bohaterami, ale wszystko aż iskrzy od napięcia
Paterson. Przez sporą część filmu oczekuje się w napięciu, że zaraz wydarzy się coś dramatycznego, a potem napięcie schodzi i jest miło, spokojnie i prosto.
Dunkierka. Świetnie zrobiony film, ze świetną obsadą (Tom Hardy jednym okiem opowiadający całą historię i taka masę emocji!) i opowiadający o wojnie z bardzo, moim zdaniem, współczesnej perspektywy – nie ma tam monumentalnych scen walki, są pojedynczy i anonimowi, tzw zwykli ludzie, mniej lub bardziej bohatersko radzący sobie (lub nie) z rzeczywistością wojenną. Mocno to sugestywne.
Sztuka kochania. Umknął nam ten film w kinie, doczekaliśmy się wydania na dvd. Świetnie opowiedziana, kobieca historia i wspaniała Magdalena Boczarska.
Gra o tron, jedyna oczywistość serialowa w ostatnich miesiącach.

Muzyka

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa do filmu Drive. I Daniel Bloom, soundtrack z Wszystko co Kocham, a ostatnio też Lovely Fear, bardzo wakacyjne i klimatyczne dźwięki.

Chciałam w te wakacje jeszcze zająć się trochę mieszkaniem, popleść makramy do powieszenia doniczek z roślinkami, wywołać zdjęcia do albumów… Ale na to pewnie przyjdzie czas jesienią, gdy starszaki będą w przedszkolu, a najmłodsze będzie spać lub kontemplować własne stópki.

I już. Nie ukrywam, że 1 września przywitałam w tym roku z wyjątkową radością, ale to fajne wakacje były.
A jak Wasze wakacyjne wrażenia?

4 września, 2017 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckolasmoda ciążowamój stylw ciążywiosna

bumerang

by Paulina 17 kwietnia, 2017

kreskówki na dobranoc, plusz do snu
nim wstanę wrócisz już
pokażesz mi kolory, ślady chmur
przestanę płakać, znów
powtarzasz, że detale ważne są
z nich składam świat
jedną ręką łapiąc twoją
czasem martwisz się,
że dorosnę za moment


 

 


martwisz się
ciągle na nowo
kiedy smucę się
zamiast R wymawiam L
kiedy masz mnie trochę dość
wykrzyczeć chcę całą złość
przez miłość, co
jak bumerang wraca do nas wciąż

 

 


dorosnę za moment
czasem gniewam się
brzydkich słów nie znam lecz
wykrzyczeć chcę na cały głos
tę miłość co jak bumerang wraca do nas wciąż

Jak bumerang.
Z każdym nowym dniem.
Z nowymi umiejętnościami i problemami.
Z każdą łzą – tą z rozpaczy największej i tą szczęśliwą najmocniej.
Nowym uśmiechem i nowym fochem.
Z szalonym tańcem i spokojnym śpiącym oddechem
Z zarumienionymi policzkami i brudnymi łapkami.
Z każdą nową chwilą.
Z każdym nowym Życiem.

.

17 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBiałowieżabiwakdzieciństwo unpluggedlasnamiot z dziećmiPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

When I grow up, I want to be a forester. Podlasie z dziećmi.

by Paulina 1 września, 2016
wakacje na podlasiu, rowery w okolicach Białowieży

Piękne Podlasie, namiot na półdzikim campingu, rowery i dzieci. Czyli  wakacje mindfulness, slow i unplugged.

Zakochaliśmy
się w Podlasiu. Od pierwszego wejrzenia się zakochaliśmy, a z każdym
dniem uczucie się pogłębiało.
Wiecie, że kocham lasy. No więc tamtejsze
lasy to Pierwsza Liga Leśności, Leśna Crème de la Crème i Cudowne Serce
Lasu. Puszcza Białowieska pochłania w całości, jest dostojna, potężna,
wzbudza szacunek. Drzewa ogromne, pamiętające Rzeczpospolitą Szlachecką i
uświadamiające tę naszą drobność wobec natury i czasu. Zwalone pnie,
omszałe, porośnięte, niesamowita gęstość, zapach obłędny, intensywny.
Nieletni też pod ogromnym wrażeniem, nie zawsze oczywiście, bo bywały
też sprawy ważniejsze niż piękne okoliczności przyrody, np to, że Ona się przepycha mamo i On udeził łokciem mamo.
Ale jakoś ta przyroda na nich działała, zupełnie inną jakość zyskała np
książeczka Rok w Lesie, podsłuchaliśmy też jak któregoś razu bawili się
w krecika drzewnego (bo drzewne kreciki mówią wies Iskro, a ziemne nie), i korniczka (lóziowego).

podlasie z dzieckiem, puszcza białowieska, wakacje rodzinne

białowieża na rowerach, wycieczki podlaskie, puszcza białowieska

 

Camping w puszczy

Wspaniale było mieszkać pośród tego wszystkiego. Podlasie pod namiotem to zdecydowanie piękny pomysł. W tygodniu byliśmy prawie sami
na sporym, półdzikim polu namiotowym. Wśród drzew (sosen co prawda, nie
wiekowych dębów), nad samym jeziorem, w naszym namiocie, czułam się
bardzo z tm puszczańskim klimatem zbratana. W weekendy niestety
zjeżdżało się towarzystwo imprezujące i klimat zdecydowanie się psuł.

biwak, camping z dziećmi, podlasie, białowieża

podlasie z dzieckiem, białowieża, camping

Porąb i spal.
wakacje pod białowieżą, podlasie z dzieckiem, namiot

 

Dzieci na campingu

Codziennie robiliśmy ogniska. Dzieci z niesłabnącą fascynacją kucały
przy tacie, przeszkadzając mu rozpalać ogień, dmuchając w nieodpowiednim
momencie i będąc jednym wielkim zachwytem. Potem piekli
kiełbaski notorycznie wsadzając je w popiół. A potem szły spać, często
niepostrzeżenie zasypiały na kocu przy ogniu. A ogniska trzaskały sobie
miło i pachniały drewnianie, a my siedzieliśmy już tylko we dwoje wśród
tej leśno – jeziornej ciszy przerywanej pluskami ryb i pohukiwaniem sów,
wśród aksamitnej ciemności i patrzyliśmy  w gwiazdy. I na księżyc
wschodzący nad jeziorem, odbijający się od wody. Zaczęło się niesamowitą
czerwoną pełnią, i każdego dnia obserwowaliśmy jak sobie cienieje.

 

W środku lasu przy szlaku trafiliśmy na taki mini skansen kolejki. Wilczek przeszczęśliwy.

na rowerach po puszczy białowieskiej, podlasie z dziećmi, przyczepka rowerowa
Przyczepka rowerowa była super bazą podczas długich rowerowych tras

 

Rowerem po Podlasiu

A w dzień lasy rowerami. Jeździliśmy po tym leśnym królestwie, Podlasie jest idealne na rower, szlaki cudownie równe i utwardzone, bez korzeni,
dołków i piachu
. W okolicach Białowieży jest bardzo dużo świetnych szlaków, dłuższych i krótszych. Warto zaopatrzyć się w mapę – na której będą wyszczególnione szlaki, atrakcje, punkty widokowe i ciekawe obiekty i na jej podstawie planować sobie wycieczki. Nasze dzieciaki „pokonywały” te piękne trasy w przyczepce rowerowej. Co miało tę dodatkową zaletę, że w pięknych, ale pełnych owadów podlaskich lasach były schowane za moskitierą. A czasami był dzień leniwy bardziej, przy jeziorze. Ze
słońcem, chlapaniem się w wodzie, nadwodnym slackiem, i Bardzo Okropnie
Zajętymi Dziećmi piaskiem i wodą.

Dzień odpoczynku. Przynajmniej dla nas odpoczynku, bo dzieci urobione po pachy.
 

Rodzicielstwo uczy umiejętności relaksowania się w każdych warunkach

Slackline nad wodą, błędnik szalał;)

 

Miasteczka na Podlasiu

Któregoś dnia wybraliśmy się też na wycieczkę po podlaskich
miasteczkach. Tykocin, Supraśl, a na koniec Kruszyniany i tatarska
jurta.
Kruszyniany to zresztą sprawa do powtórzenia, ze swoją tatarską
kulturą (i kuchnią!) i puszczą knyszyńską.
Jest też sama Białowieża oczywiście, z jej pamiątkami po królach i carach rosyjskich, które warto zobaczyć i malowniczymi uliczkami.
Swoją drogą, wszystkie
miasteczka i wioski na Podlasiu są przeurocze. Drewniane domy są
zadbane, często z pięknymi okiennicami i drewnianymi, jakby koronkowymi
ozdobami, ogródki pełne malowniczych kwiatów, całość taka w jednym
klimacie. Nie widziałam żadnej koszmarnej wieżyczki Gargamela, nie było
jaskrawych blacho-dachówek, niewykończonych klocków z pustaków i kolumn
doryckich. Bardzo to przyjemnie uzupełnia całość wrażeń, wyjeżdża
człowiek z tego raju zielonego i jeszcze się pławi w tej wiejskiej
sielskości.

misteczka na podlasiu, puszcza białowieska z dziećmi
podlasie na wakacje, wyjazd z dziećmi, puszcza białowieska

kryszyniany, kuchnia tatarska, podlasie

Mieliśmy nadzieję zobaczyć żubra w naturze. Bywaliśmy na mniej uczęszczanych szlakach, na których podobno żubry bywają. Niestety przypuszczam, że nasze, i tak mocno przyciszone gadające cargo skutecznie przepłoszyło każde dzikie zwierze, nawet przygłuchawe, w promieniu paru kilometrów.

Rezerwat dzikich zwierząt pod Białowieżą

Dlatego wybraliśmy się do rezerwatu pod Białowieżą. Nie mogliśmy sprawić większej radości Wilczkowi, który zobaczył Najprawdziwszego Wilka, i stał przed wilczym wybiegiem zaniemówiony totalnie, z błyszczącymi oczkami, ściskając swojego pluszowego wilczka z takimi emocjami, że na samo wspomnienie się wzruszam.
Ale samo miejsce… przyznam, że nie byłam zachwycona. Nie wyglądały na najszczęśliwsze te zwierzęta. Może to kwestia upału i tego, że byliśmy po południu w sobotę, więc były zmęczone turystami. Swoją zresztą drogą, turyści (przynajmniej ci, których spotkaliśmy) nie powalają klasą. Rodziny z dzieciakami w wieku szkolnym, czyli jak najbardziej rozumnym idą i drą się jak na wystawie pluszaków, na zasadzie kupiliśmy bilet, to już nam się należy i możemy wszystko. Krzyczą coś do tych dzikich przecież zwierząt i są tacy INTENSYWNI, że ja miałam dosyć towarzystwa po tej niespełna godzinie, a co dopiero zwierzaki. A to przecież taki piękny moment, żeby coś te dzieci nauczyć, jakiegoś szacunku i empatii. W takim miejscu, w tym sercu europejskiej natury, to się narzuca tak, że bardziej nie można, że naturę trzeba szanować. A szanować, to są też te najzwyklejsze zachowania, typu wchodzimy do czyjegoś domu to trochę powściągamy naszą osobowość. I już. Wiadomo, że nie nad wszystkim da się zapanować, przed chwilą zresztą pisałam o dzieciakach gadających w przyczepce, ale dziesięciolatkowi serio można przetłumaczyć, że wśród zwierząt trzeba się zachowywać spokojniej.

wakacje na podlasiu z dziećmi, puszcza białowieska

Wrócimy na Podlasie na pewno. Wrócimy może nawet na ten camping, będziemy tylko omijać weekendy, żeby uniknąć imprezowego towarzystwa i będziemy się zachwycać naszym światem.

A jeśli komuś się nie chce czytać mojej opowieści, to w skrócie

  • PODLASIE JEST PIĘKNE!
  • warto jechać na Podlasie z dziećmi
  • cały pobyt spędziliśmy pod namiotem (tu wpis o tym jak biwakować z dziećmi) , na polu namiotowym nad Siemianówką, darmowym (finansowanym przez gminę), bardzo ładnym, z przepięknym pomostem, z sanitariatami na poziomie (poza tym, że były czynne tylko w dzień i była tylko zimna woda)
  • Podlasie jest idealne na rower, mnóstwo wspaniałych, wygodnych szlaków – najlepiej planować je z mapą, albo wybrać do biura informacji turystycznej
  • z miasteczek i wsi bardzo warto zobaczyć Białowieżę, Tykocin, trochę mniej Supraśl, i mnóstwo przypadkowych klimatycznych wiosek
  • piękny mini skansen jest w Budach, w połowie drogi między Białowieżą a Hajnówką
  • w Białowieży z dzieciakami warto zobaczyć park, restaurację carską i pałac, przy samym parku pałacowym, który był stacją kolejową wybudowaną specjalnie na potrzeby carów rosyjskich tam przybywających. Jest pięknie odnowiony, wokół jest świetny parczek edukacyjny i mocno osadzony w przyrodzie i nawiązujący do lasu plac zabaw (drabinki w kształcie leśnych zwierząt, albo duże „plastry miodu” do wspinania)
  • polecam też przejechać się do Kruszynian, najlepiej na cały dzień, zobaczyć meczet, zjeść oryginalne tatarskie potrawy w jurcie, na miejscu są też konie, i oryginalna mongolska jurta, opisane są zwyczaje i tradycje.
  • gdy z Białowieży chce się wejść na teren parku narodowego, konieczne jest wynajęcie przewodnika. My zrezygnowaliśmy z tej opcji, i odkrywaliśmy puszczę na własną rękę w innych częściach

1 września, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilaspodróże i wycieczki

Lasy, bagna, torfowiska

by Paulina 8 grudnia, 2015

Słoneczna i ciepła pogoda ostatnich dni uruchomiła mi syndrom włóczykija i bardzo się cieszę że ostatnia niedziela zaspokoiła choć trochę moje szwendacze zapędy.

Wybraliśmy się do Poleskiego Parku Narodowego. Godzinkę drogi od domu, trasa jakże znana, chyba wszystkim Lublinianom, przez pojezierze łęczyńsko-włodawskie. Ach te wakacje nad Łukczem, Piasecznem i innym Zagłęboczem, całe dnie spędzane w wodzie, albo na rowerach w pobliskich lasach, a w późniejszych czasach, pierwsze wyjazdy ze znajomymi pod namioty…

Pierwsze pozytywne wrażenie wywarł na nas parking, przy kórym znajduje sie pole wypoczynkowe, z ogromną wiatą, miejscem na ognisko i kijkami na kiełbaski, stołami, drewnianą toaletą (nie śmierdzącą sławojką, tylko normalną toaletą z umywalką nawet)… Wszystko takie dla ludzi, zapraszające do korzystania z pięknej przyrody, poczułam się trochę jak we Francji.

Zapakowaliśmy towarzystwo do przyczepki i ruszyliśmy w las.
Początkowo spacerowaliśmy po zwykłych leśnych, burych w liściach opadniętych ścieżkach, dzieciaki wyległy z karocy i szły same, odkrywając po drodze wielkie mrowiska, fascynujące listki, piaszczysta nawierzchnia i Inne Arcyważne i Arcyciekawe Spowalniacze Tempa.

A potem weszliśmy na szlak, niedawno otwartą ścieżkę edukacyjną, w dużej mierze poprowadzoną drewnianymi kładkami, po bagnistych terenach, prowadzącą do jeziora Moszne, pochłanianego przez ląd. Rzadkie gatunki roślin, kolory płowe, brunatne i fioletowawe, te klimatyczne wyschnięte bagienne trawy, jezioro, mimo swojego smutnego dystroficznego losu migoczące niebiesko w słońcu… Bardzo byliśmy pod wrażeniem. Zresztą, sami zobaczcie.

 

 

Miła wycieczka bardzo. I powrót też miły

8 grudnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilaslubelszczyznapodróże i wycieczki

Lasy, bagna, torfowiska

by Paulina 8 grudnia, 2015

Słoneczna i ciepła pogoda ostatnich dni uruchomiła mi syndrom włóczykija i bardzo się cieszę że ostatnia niedziela zaspokoiła choć trochę moje szwendacze zapędy.

Wybraliśmy się do Poleskiego Parku Narodowego. Godzinkę drogi od domu, trasa jakże znana, chyba wszystkim Lublinianom, przez pojezierze łęczyńsko-włodawskie. Ach te wakacje nad Łukczem, Piasecznem i innym Zagłęboczem, całe dnie spędzane w wodzie, albo na rowerach w pobliskich lasach, a w późniejszych czasach, pierwsze wyjazdy ze znajomymi pod namioty…

Pierwsze pozytywne wrażenie wywarł na nas parking, przy kórym znajduje sie pole wypoczynkowe, z ogromną wiatą, miejscem na ognisko i kijkami na kiełbaski, stołami, drewnianą toaletą (nie śmierdzącą sławojką, tylko normalną toaletą z umywalką nawet)… Wszystko takie dla ludzi, zapraszające do korzystania z pięknej przyrody, poczułam się trochę jak we Francji.

Zapakowaliśmy towarzystwo do przyczepki i ruszyliśmy w las.
Początkowo spacerowaliśmy po zwykłych leśnych, burych w liściach opadniętych ścieżkach, dzieciaki wyległy z karocy i szły same, odkrywając po drodze wielkie mrowiska, fascynujące listki, piaszczysta nawierzchnia i Inne Arcyważne i Arcyciekawe Spowalniacze Tempa.

A potem weszliśmy na szlak, niedawno otwartą ścieżkę edukacyjną, w dużej mierze poprowadzoną drewnianymi kładkami, po bagnistych terenach, prowadzącą do jeziora Moszne, pochłanianego przez ląd. Rzadkie gatunki roślin, kolory płowe, brunatne i fioletowawe, te klimatyczne wyschnięte bagienne trawy, jezioro, mimo swojego smutnego dystroficznego losu migoczące niebiesko w słońcu… Bardzo byliśmy pod wrażeniem. Zresztą, sami zobaczcie.

 

 

Miła wycieczka bardzo. I powrót też miły

8 grudnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmój stylslow lifestylespacer

chrzęst i szelet, szepty cisz…

by Paulina 1 grudnia, 2015

Listopad się skończył.

Dziś, wraz ze zjedzeniem pierwszej mandarynki (ten zapach ostatecznie i nieodwołalnie kojarzy mi się świątecznie Mam tak, że obierając pomarańczową skórkę, prawie słyszę George’a…)
i odpakowaniem pierwszej paczuszki z kalendarza adwentowego (wycinanym, klejonym i rysowanym wczoraj ostatnim listopadowym wieczorem), oficjalnie wkroczyliśmy w rozmigotany, dzwoniący dzwoneczkami, czerwony w kratkę okres bożonarodzeniowy.

Nie mam nic przeciwko niemu, wręcz przeciwnie.

Ale dziś jeszcze zapraszam Was na listopadowość. Jeszcze szarawo – brunatno – błękitnie. Jeszcze cicho, trochę mgliście, trochę tajemniczo. Pisałam już, że lubię listopad. Może dlatego, że jeszcze nie zmęczyło zimno, nie znudziła szarość, deszcz, plucha i wiatr, jeszcze mam w sobie letnie siły. Lubię obserwować ten czas, gdy świat sobie zasypia, wszystko cichnie, uspokaja się, zwalnia.

Spacerowaliśmy sobie rodzinnie, wdychaliśmy sosnowo-wilgotne zapachy, chroniliśmy przed wiatrem, wystawialiśmy buzie do słońca.
Jaki piękny świat.

Mówiłam, że trochę tajemniczo. Spacerujemy, spacerujemy, aż tu nagle z tunelu czasoprzestrzennego wyłonili się tacy dwaj jeźdźcy.
1 grudnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilaslatolubelszczyznapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemRoztocze

Weekend na Roztoczu

by Paulina 25 sierpnia, 2015

Za taką polską sielskością tęskniłam.
Odbyliśmy ostatnio małą wycieczkę na Roztocze. To piękny region na wschód od Lublina, o wspaniałej przyrodzie, cudnych lasach, klimatycznych (przynajmniej dla turysty) wioskach, zupełnie inny świat.


Wjeżdża się tam i przenika ten inny świat na wskroś.
Wąskie, kręte i wyboiste drogi, które wręcz dodają uroku malowniczym krajobrazom (o ile tylko podskoki na wybojach nie obudzą nieletnich śpiących na tylnym siedzeniu. Bo jak obudzą, to uroki i okoliczności przyrody są jakby mniej widoczne). Lasy, lasy ukochane, pachnące najpiękniej. Z wrzosami i jeżynami, które przenikają tę miękką zieloność fioletowymi plamami. Pięknie świetliste.

Wioski, z drewnianymi domami otoczonymi kwiatami – trochę niesfornymi,
kolorowymi, niekontrolowanymi. I z kapliczkami – kolorowymi, z
wstążkami, chorągiewkami, przyozdobione na bogato. (Trzeba co prawda przymknąć oko na wieżyczki Gargamela, niewykończone klocki z pustaków, szalone kolory elewacji i dachów. Ale i tak warto)

Pojeździliśmy trochę rowerami, choć ścieżki leśne, miękkie i sucho – piaszczyste, na rower się nie nadawały za bardzo. Inna sprawa, że jadąc tamtejszymi drogami, i tak jest się w środku lasu. Spacerowaliśmy, przysiadaliśmy na kocu. Bujaliśmy się w hamaku. A wieczorami płonęły ogniska, uczta prawdziwa dla wszystkich zmysłów, medytacja doskonała. I gwiazdy, obłędnie widoczne, jak nigdy w mieście, jak jedna, doskonała wisienka na torcie.

 

 

25 sierpnia, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lasspacer

„Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas…

by Paulina 23 maja, 2015


…Oto jej włos rozwiany , a oto – szum i las”

Za rzadko tu bywamy w lesie, choć na co dzień tego nie odczuwam, to jednak leśności mi brakuje. Lasy, lasy, zieloność i zapach – zapach zbanalizowany do stopnia kostki klozetowej, a przecież tak bardzo jedyny w swoim rodzaju, przejmujący i przenikający, tak bardzo leczniczy i relaksujący, natleniony i kojący.
To takie zwykłe i proste – pójść do lasu na spacer, nic nie kosztuje, nie wymaga umiejętności, nieegzotyczne, nieciekawe.Ale gdyby spojrzeć z innej perspektywy, gdyby las był reglamentowany, tylko dla wybranych, tylko czasami, płatny i modny… Taka perspektywa trochę odświeża spojrzenie, otwiera na wszystkie cudowności i dobroci – dla mózgu, duszy i ciała, dla dróg oddechowych, dla oczu zmęczonych, nerwów skołatanych, odporności nadwyrężonej i zmęczenia ogólnego.

A gdy dodamy do tego nieletnich, zajętych po uszy leśnymi żyjątkami lub spaniem w hamaku…

Warto chodzić do lasu.

 Moje pierwsze spring rolls’y! Wyszły idealnie, świetna przekąska na piknik!

23 maja, 2015 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry