Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

pasja

aktywnie z dziećmiFrancjalatopasjaprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

some are born to sweet delight

by Paulina 24 lipca, 2014

Zamęt związany z przeprowadzką i deszczowa pogoda nie sprzyjały rowerowaniu. Ale za to ostatnio udało nam się wybrać na miłą przejażdżkę nad pobliskie jezioro.
Drogę umilały nam okoliczności przyrody,  to bardzo ładny fragment via rhona, pełny drzew, śpiewu ptaków, sąsiadujący z mile orzeźwiającą wiatrem rzeką.

Z tego wszystkiego zapomnieliśmy o wodnych akcesoriach dla nas i młodzieży. Młodzieży zresztą to nie obeszło specjalnie i korzystała z wody na golasa, a wytarta została pieluchą tetrową pożyczoną od siostry. Nam pozostało moczenie nóg i tęskne spoglądanie w migoczącą toń.


24 lipca, 2014 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmichustadzieckoFrancjagórygóry z dzieckiempasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Weekend w Vercors. Czy warto podróżować z małymi dziećmi?

by Paulina 7 czerwca, 2014

Masyw Vercors. Piękne skały, wodospady, zapierające dech widoki. Wiatr.

Pojechaliśmy tam na dwa dni. Pochodzić, pooddychać, nacieszyć oczy i przetestować dzieciowy duet w warunkach namiotowych. Sprawdziło się.

Oczywiście nie ma mowy o jechaniu pod namiot z dwójką bez samochodu, ilość rzeczy do zabrania nas przeraziła (a i tak zapomnieliśmy o paru istotnych drobiazgach).
Można by się zastanowić, czy gra jest warta świeczki, po co włóczyć dzieciaki, zaburzać im rytm… No i koronne, „co to dziecko użyje”. No właśnie. Już kiedyś pisałam o tym, że wychodzimy z założenia, że dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Pełnoprawnym członkiem, a nie jej jądrem, dlatego uważam, że nie trzeba całego swojego życia koncentrować wokół dziecka. Zresztą wcale dziecku nie wychodzi na dobre taka totalna koncentracja tylko na nim.

Wcielamy tu w życie dość wyświechtane powiedzonko o tym, że szczęśliwi rodzice, to szczęśliwe dziecko. Co w naszym przypadku niekoniecznie sprowadza się do wyskoczenia na kawkę czy do fryzjera raz na jakiś czas. Po prostu robimy to, co lubimy, i spędzamy czas w naszym stylu, a dzieci są przy nas. To jest nasze rodzicielstwo bliskości, czyli bycie blisko podczas różnych „naszych”- a nie typowo dziecięcych aktywności. Dzieciaki wtedy tez nasiąkają różnymi pasjami i nie zyskują wrażenia, że są pępkiem świata. Niemowlak jest zadowolony, bo rodzice są tuż obok, dostępni i zrelaksowani, a to czy w domu czy poza nim, ma mniejsze znaczenie. A dwulatek w takich okolicznościach odkrywa zupełnie inne rodzaje zabawy, uczy się mnóstwa nowych rzeczy i zdumiewa kreatywnością i tzw grzecznością.
Podsumowując, warto. Dla wszystkich, małych i dużych.

 
podróżowanie z dzieckiem, chustonoszenie, dziecko w chuście

  

 

7 czerwca, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckopasjarozmyślania

2+1+1

by Paulina 19 listopada, 2013

Gdy byłam w ciąży, dowiedziałam się, że teraz to dopiero się przekonamy o prawdziwym życiu.

Że skończą się podróże. A już zwłaszcza te nasze. Pod namiot, w góry, z rowerami. Teraz to co najwyżej wczasy na kwaterze nad morzem. Bo przecież kto to widział dziecko ciągać na jakieś dzikie wyprawy.

Że skończą się imprezy.Bo kto to widział imprezować z małym dzieckiem.

Że koniec z wyjściami. Jakimikolwiek. Żadnych knajp, muzeów, restauracji. Zajęcia dodatkowe (W ciąży zapisałam się na j. rosyjski) się skończą. Jedyne wyjścia to te do klubiku dziecięcego, w starszym wieku sali zabaw.

O książkach można zapomnieć. No, chyba, że będą to poradniki dziecięce, albo książki dla dzieci.

Z filmami to samo nawet jak się zasiądzie do oglądania, to i tak przyśnie się w połowie (o ile dobrze pójdzie). O wyjściach do kina nie wspominając.

I koniec z wydawaniem pieniędzy dla siebie. Zresztą i tak na nic ni będzie pieniędzy bo dziecko to gorzej niż samochód, skarbonka bez dna i niekończące się wydatki. (ale pieniądze na dziecko wydaje się z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, no bo przecież dziecku żałować nie można)

Że kończy się bycie kobietą, teraz czas na bycie mamą. A mama nie miewa zadbanych włosów czy paznokci, własnych potrzeb, czy zainteresowań. I koniec z makijażem, figurą, ubraniem innym niż dreso-piżama.

Generalnie koniec ze wszystkim, co nie ma związku z dzieckiem. Bo teraz dziecko jest najważniejsze, a ty rodzicu (a już zwłaszcza mamo), wybij sobie z głowy swój dotychczasowy styl życia.

Tak słyszeliśmy, zanim Młodzian się urodził. Może trochę koloryzuję, ale nie bardzo.

I urodził się. Pod koniec kwietnia. Po majowym okresie przyzwyczajania się do świata, synek stopniowo i naturalnie przyjął nasz styl życia.

Lato było pełne wycieczek rowerowych, bliższych i dalszych- królewska przyczepka doskonale zdała egzamin. Bezpieczna, komfortowa, szalenie wygodna w użytkowaniu (dla ciągnącego i ciąganego), pełna pomysłowych rozwiązań. Miłe wędrówki z przeszczęśliwym dzieciakiem w chuście. Rewelacyjnych imprez z młodzieżą śpiącą błogo na łóżku gospodarzy lub w wózku. Książek, czytanych głównie w plenerze z dzieciakiem na kocyku obok, w hamaku lub wózku. Wieczornych randek gdy młode poszło spać i wpadli dziadkowie, a gdy nie wpadli – wieczornych seansów filmowych, książkowych lub z grami planszowymi. W sierpniu pojechaliśmy do Zwierzyńca na festiwal filmowy, we wrześniu nad morze, w listopadzie do Krakowa, a na Sylwestra w ukochane góry. A w lutym przenieśliśmy się do Francji.

I jeszcze zaznaczę, że zdaję sobie sprawę, że dzieci są różne, bardziej i mniej wymagające. To nie jest też tak, że dziecko jest nieważne, że nie ma naszej uwagi, narażamy je na niebezpieczeństwa, czy stresy. Jest po prostu członkiem naszej rodziny. Równoprawnym. Staramy się żyć po swojemu, mając świadomość, że małe dziecko ma swoje potrzeby – i te zaspokajamy. Wspominałam już o tym kiedyś, że maluch
przede wszystkim potrzebuje bliskości i miłości (szczęśliwych) rodziców
– i te otrzymuje bez ograniczeń. A że czasem jest pod namiotem, w
górach, knajpce albo u cioć i wujków – to tylko lepiej, chłonie sobie
różnorodność świata.

 A teraz słyszę, że jedno dziecko to pikuś. Przy drugim to się dopiero zaczyna… Cóż, przekonamy się 😉

19 listopada, 2013 17 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckogórypasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Ponad nami tylko niebo

by Paulina 9 lipca, 2013

 
 
Krok.
Krok.
Krok.
Oddychanie.
Krok.
Wyżej. I wyżej.
Tradycyjne postanowienie „Jak wrócimy do domu, zacznę biegać codziennie o 6, zanim Młode się obudzi”. (to przy akompaniamencie radosnych okrzyków dochodzących z pleców, jakby czytał w myślach i bardzo go to ubawiało…).
Krok.

A potem się wychodzi z lasu. I odbiera oddech z zachwytu. Jest przestrzeń zupełnie niesamowita. Piękno w najczystszej postaci, nieskalane.

A potem, wyżej, jest tylko piękniej. Można się wgapiać godzinami. Chce się już tylko być.

Tym razem byliśmy z namiotem. (co niestety oznaczało duże ciężary na plecach, a co za tym idzie zmasakrowane nieprzystosowane do takich ciężarów kolano Murzyna tachającego Panicza Oraz Jego Akcesoria – ale było warto).

Dziecior był wspaniały. Zadowolony, szczerzący się do wszystkich, śpiewający, gadający… Zachwycony namiotem pięknie przespał noc na 2100m.n.p.m.
Jest w sumie przyzwyczajony od maleńkości do przeróżnych
wypadów i szurgania po świecie. (ale nigdy nic na siłę)
Po pierwsze i najważniejsze – Młodzian zawsze miał poczucie bezpieczeństwa, czyli mamę i/lub tatę na podorędziu. Maluch
jest w sumie obojętny gdzie jest i gdzie właśnie wloką go szaleni,
spragnieni wrażeń rodzice – ważne, że ci rodzice są obecni i dostępni.
Oczywiście dochodzi do tego poczucie komfortu, czyli żarko na czas,
ukochany kocyk, ciepło/zimno, ilość bodźców dostosowana do wieku… I okazuje się, że przy dziecku, nie trzeba zmieniać wszystkiego i rezygnować z siebie.

9 lipca, 2013 12 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
pasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniawspomnienia

podróżowanie kiedyś i teraz

by Paulina 14 czerwca, 2013

Trochę z nostalgią wspominam nasze dotychczasowe podróże, kiedy plany było mocno otwarte i elastyczne. To czasy spania pod namiotem gdziekolwiek, mycia się w strumykach albo przypadkowych prysznicach na przypadkowych kortach tenisowych, podróży stopem (teraz może chętniej by się zatrzymywali, kiedyś było na nogi i gitarę, teraz na niepełnozębny uśmiech dziecięcia… no ale przecież nikt nie jeździ z wolnym fotelikiem…), czasy spontanicznych decyzji i łatwych znajomości. Przygody. Zanurzanie się w tamtejszości. Włóczęga po miastach i miasteczkach z luźnym zarysem tego, co chcielibyśmy zobaczyć. I po wioskach i po bezdrożach. Gdy przed śniadaniem pakowało się plecak i składało namiot (chyba, że był bardzo zaroszony), a niektórzy mieli pomysły o śniadaniu na tamtej górze.

Do tej pory w plecakach mieliśmy parę naszych ciuchów, śpiwory,
namiot, camping gaz. Teraz jeden plecak stanowić będzie radosny
dziesięciokilowy ruszający się ciężar i jego pieluchy. I jedzenie, bo
przecież nie będzie jadł zupki z proszku. I milion bodziaków, bo
przecież się upaprze tym jedzeniem…
Spontaniczność będzie trochę okiełznana, ramami Głodu i Snu młodzieży.
Przeniesie się intensywność wrażeń w trochę inne miejsca.
Inaczej jest. Nie, że gorzej.
Inaczej.

 
 
  

14 czerwca, 2013 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowopasjaprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyle

let’s play…

by Paulina 17 grudnia, 2012

Od paru lat, jesienią i zimą, połowę naszego stołu w kuchni zajmuje częściowo rozłożona gra. Nie ma sensu jej chować do pudełka, skoro za parę dni byśmy wyciągali ją ponownie.
Uprzedzano nas, że pasja pójdzie w odstawkę, gdy tylko pojawi się Mały
Człowiek (zresztą, o wielu rzeczach nas uprzedzano…). Na
szczęście tak się nie stało. Gdy młodzież śpi, budzą się pasje…

Gry planszowe to coś więcej niż Chińczyk, czy Monopoly. Znacznie więcej.
Estetyczne wykonanie, rewelacyjne pomysły, często wpływ historii czy literatury, aluzje do rzeczywistości, dopracowane szczegóły, przemyślane nawet drobne niuanse…
Po krótkiej ( i intensywnej) fascynacji tryktrakiem, weszliśmy głębiej – w świat gier logicznych, strategicznych, ekonomicznych… Pochłaniających całe wieczory, a czasem i część nocy. (zasypia się potem z kartami i pionkami przesuwającymi się przed oczami). Wspaniały sposób na wieczór we dwoje, albo na imprezę ( IPNowska „Kolejka”! Ach te „Przepychanki kolejkowe”). Nektar dla wyobraźni. Cudowne emocje. Do tego, po takiej rozgrywce, pojawia się uczucie cudowne wymasowanego mózgu, zwłaszcza tych obszarów standardowo nie używanych ( zbroić się, czy rozwijać kulturę? jaka technologia pozwoli nam na skuteczny atak za czas jakiś?…).

Czekając na kuriera, szczerze polecam. 

17 grudnia, 2012 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckopasjapodróżowanie z dzieckiemrowerrower z dzieckiem

„a heaven in the wild flower”

by Paulina 21 czerwca, 2012

Minęło półtora miesiąca. Rewolucyjnych zmian brak. Synek idealnie
wpasował się w długo przygotowywane dla niego miejsce. Jest tak, jak
powinno być.

Wprowadzamy do naszego dawnego życia
niezbędne zmiany, jak np przyczepka przyczepiona do roweru, podziwianie
wschodu słońca i cudownego chłodu o 3 nad ranem, czy podśpiewywanie
kołysanek podczas zmywania. I zapas pieluch na każde wyjście.

Ostatnio zainaugurowaliśmy sezon rowerowy; z dziecięciem gruchającym i
śliniącym się w swojej królewskiej przyczepce, jeździliśmy po wsiach
Lubelszczyzny. Wspaniałe mamy tu szlaki rowerowe, pośród „pól malowanych
zbożem rozmaitem”, ruch bardzo niewielki, świeże powietrze, kolory,
zapachy, błogość.

 
 

 

21 czerwca, 2012 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
pasjataniec

Terpsychora

by Paulina 25 lipca, 2011

Muzyko: oddechu posągów, może:
ciszo obrazów. Mowo, gdzie mowy
kończą się. Czasie,
pionowo stojący na kierunku serc, które giną.

Uczucia do kogo ? O, ty przemiano
uczuć w co?: – w słyszalny krajobraz.
Ty obca: muzyko. Ty nas przerastający
przestworze serca. Nasza najtajniejsza sprawo,
co przewyższając nas, wybucha z nas –
święte pożegnanie:
gdy to, co jest naszym wnętrzem, nas otacza
jako najbardziej wypróbowana dal, jako druga
strona powietrza:
czysto,
ogromnie,
już nie do zamieszkania.

Rilke tak pisał o muzyce. A taniec to widzialna muzyka.









25 lipca, 2011 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3

Ostatnie wpisy

  • Rzym z dziećmi, czy warto?
  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Rzym z dziećmi, czy warto?

    2 lipca, 2026
  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • wakacje z dziećmi w górach – część praktyczna

    20 sierpnia, 2018
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry