Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

podróże i wycieczki

podróże i wycieczkiEuropa

Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

by Paulina 13 marca, 2026
zimowa wędrówka w rakietach śnieżnych nad fiordem w północnej Norwegii

Rozochociliśmy się po zeszłorocznej zimowej Finlandii. Stwierdziliśmy, że tym razem ruszymy dalej, na prawdziwą północ.

Co prawda w listopadzie, gdy kupowaliśmy bilety lotnicze, myśleliśmy, że pojedziemy na północ zaznać zimy i nikt się nie spodziewał, że w lutym będziemy mieć zimy po kokardę. Były różne myśli, również takie, że co to w ogóle był za pomysł – trzeba było wyruszyć do Maroka czy jakiejś Hiszpanii.

Ale, jeju. Jeju. Jaki to był fantastyczny pomysł jednak.

Wyruszyliśmy na ferie za koło podbiegunowe. Do Arktyki. Na koniec świata. Wyruszyliśmy do świata zorzy, surowej przyrody, reniferów, gór wyrastających z arktycznego morza, ciszy.

czytaj dalej
13 marca, 2026 1 comment
1 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkiPolska

Zimowe Bieszczady na początek roku

by Paulina 18 stycznia, 2026

Jak wspomniałam ostatnio, robią mi te noworoczne Bieszczady taką piękną życiową klamrę. Rozpoczęcie i zakończenie roku w tym cudownym miejscu daje mi poczucie trzymania się w życiu we właściwych torach.

czytaj dalej
18 stycznia, 2026 3 komentarze
1 FacebookTwitterPinterestEmail
Francjalatomój styl podróżniczymorze z dziećminamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Bretania z dziećmi pod namiotem

by Paulina 31 sierpnia, 2025

Kiedyś, na studiach, byłam w Bretanii zbyt krótko, i od tamtej pory chciałam tam wrócić.

Celtyckość, magia, klify, lasy, zamki, klasztory, i całe miasteczka o charakterystycznych, szarych dachach z łupków. Ojczyzna Asteriksa i Obeliksa, ostatnia wolna wioska galijska. Zdecydowaliśmy w wakacje ruszamy z dziećmi do Bretanii.

Wyruszyliśmy po naszemu. Zapakowani po dach, z namiotem, mapą, przewodnikiem i dość ogólnikowym planem ruszyliśmy 2200 km na zachód.

czytaj dalej
31 sierpnia, 2025 3 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniaUncategorizedwakacje

nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

by Paulina 9 lipca, 2025

Rumunia. Gdzieś w górach. Wracaliśmy z pewnej jaskini. Krycha nie zauważył niewykończonego, ostrego krawężnika. Huk, syk, i już wiemy – opona poszła. Na dojazdówce dotarliśmy do najbliższego warsztatu wulkanizatorskiego, gdzie młody chłopak w klapkach z rozkosznym uśmiechem zaoferował nam zjechaną niskoprofilową oponę i poinformował, że sprzęt do wyważania „jest kaput”. Czekał nas zakup nowej opony, co nie było takie oczywiste w środku rumuńskich gór. Wróciliśmy na camping, kilkanaście kilometrów dalej, na sam początek bardzo solidnej burzy. I dobrze, że zdążyliśmy, bo wiatr wiał naprawdę mocno i trzeba było trzymać namiot, żeby nie połamał się stelaż. Tak rozpoczęły się nasze rumuńskie wakacje.

czytaj dalej
9 lipca, 2025 3 komentarze
6 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiFinlandiapasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Finlandia w zimie z dziećmi

by Paulina 3 marca, 2025

Generalnie zazwyczaj w drugiej połowie lutego bardzo potrzebuję już jasności i podmuchów ciepła. W tym roku, zaaplikowaliśmy sobie coś w rodzaju przypowieściowej kozy do zbyt ciasnego mieszkania – gdy masz już dosyć zimna i ciemności, zafunduj sobie zimę i ciemność z prawdziwego zdarzenia, a wtedy po powrocie polskie przedwiośnie zyska nowe oblicze. (i wyrusz w zimie na północ, np do Finlandii)

I powiem Wam, to był strzał w dziesiątkę. Wreszcie parę dni po moich urodzinach nie myślałam o tęsknie wiośnie.

Myślałam o śniegu, o mrozie, i o zorzy. (I niestety o infekcji jednego dziecka).

Finlandia zimą, albo Norwegia zimą chodziły za mną od dawna. I w tym roku postanowiliśmy zrealizować to marzenie. Okazało się, że z Polski do Finlandii latają tanie linie (niestety dla nas, z Gdańska, więc z naszego Lublina czekało nas jeszcze dobre parę godzin jazdy samochodem). To były naprawdę tanie bilety, więc jesienią po prostu je kupiliśmy,
stwierdzając, że potem ogarnie się resztę.

I tak ogarnialiśmy powoli. Okazuje się, że na airbnb, jest cała masa klimatycznych czerwonych domków z sauną, gdzieś pośrodku lasu, nad jednym z tysięcy jezior (190 tysięcy w całym kraju). Znaleźliśmy jeden taki, na tyle na północ żeby dało się tam dojechać. Zarezerwowaliśmy samochód. Ściągnęliśmy aplikacje śledzące zorze. I w połowie lutego wyruszyliśmy.

 

Zaczęło się, a jakże, od przygody, gdy przyjechaliśmy w tę nasza wymarzoną fińską głuszę, zmęczeni i głodni i utknęliśmy kluczyk w zamku, drzwi nie dało się otworzyć, a klucza z zamka wyjąć. Na szczęście, kontakt z właścicielem był świetny i w środku walentynkowego wieczora jechał do nas półtorej godziny z zapasowym kluczem. Spędziliśmy ten czas w saunie, w kurtkach. Mimo głodu, zmęczenia i tego, że sauna tak szybko się nie nagrzewa, całkiem dobrze się bawiliśmy.

Gdy dzięki przesympatycznemu właścicielowi udało nam się już wejść do środka, przepadłam. Jeśli macie w głowie wizję nordyckiej sielskości, to właśnie była ona przed naszymi oczami. Drewniane podłogi i boazerie, pasiaste chodniki, tapety w delikatne kwiatki. Całość bardzo estetyczna, a jednocześnie sympatyczna, swojska, bezpretensjonalna i nienapuszona.

 W zasadzie doskonale wypoczęlibyśmy spędzając te ferie w domku i jego najbliższej okolicy – spacerując po zamarzniętym jeziorze i okolicznych lasach, ciesząc oczy migoczącym śniegiem i kilkugodzinnymi zachodami słońca.

Ale zależało nam też na nieco dalszej okolicy, chcieliśmy trochę po tej Finlandii się poszwendać. Inna sprawa, że za sprawą przedłużającej się kolejny dzień gorączki zwiedziliśmy tez okoliczną przychodnię, i ostatecznie w domku i najbliższych okolicach spędziliśmy więcej czasu niż planowaliśmy.

dzieci w śniegu jak ryby w wodzie

Parki Narodowe w Finlandii

Finlandia ma 41 parków narodowych. W naszym najbliższym zasięgu były trzy. Odwiedzaliśmy je w podgrupach, bo jeden dorosły zostawał w domku z jednym chorym dzieciakiem, bywa i tak. Przypuszczam, że w temacie parków większą różnorodność zauważylibyśmy w sezonie wiosenno-letnim, wtedy zauważa się różnorodność bagienno – jeziorowej fauny i flory, z którą mieliśmy do czynienia w naszym regionie. W lutym różnorodność siłą rzeczy chowała się pod białą pierzyną. Ale jakże zachwycająca była ta biała pierzyna…

 

 

Fińskie sporty zimowe

„Fińczycy” (tak pięknie Pirat mówi na Finów) uwielbiają sporty zimowe. I trudno im się dziwić. Jak się ma tyle jezior, które zamarzają w zimie, nic dziwnego, że na lodzie jeździ się na łyżwach (a czasem na tych łyżwach prowadzi wózek z niemowlęciem, mijaliśmy takie dwie mamy na łyżwach z wózkami), i na rowerze, spaceruje, albo uprawia się sport, który jest hybrydą łyżwiarstwa i nart biegowych, nordic ice skating – udało nam się spróbować czegoś takiego (pokazywałam na instagramie) i zachwyciliśmy się. Używany sprzęt to specjalne buty, do których doczepia się płozy – ale tylko z przodu, pięta jest ruchoma. Do pomocy mamy długie kijki, którymi odpychamy się podczas jazdy. I fakt, że odbywa się to na wielkim, zamarzniętym jeziorze, na słonecznym mrozie, w cudownej przestrzeni, a nie na klaustrofobicznym owalu lodowiska, sprawia, że zabawa staje się totalnie zachwycająca.

Sauna fińska

Jak Finlandia, to sauna. Fińska sauna to potężny temat, z którym wiążą się stare wierzenia, cała masa dobrych obyczajów i nawyków, no i ogromna, istotna część życia w Finlandii. Poza pierwszym wieczorem w kurtkach, spędziliśmy w naszej saunie parę bardzo relaksujących wieczorów, z naprzemiennie wygrzewając się, i nacierając śniegiem. 

I tak wyglądały nasze fińskie ferie. Wróciliśmy zachwyceni tym krajem (i tym językiem, niepodobnym do żadnego innego a brzmiącym bardzo przyjemnie i jakoś wesoło). Nie udało się zobaczyć zorzy niestety, nie widzieliśmy tez reniferów (poza tymi na talerzu u niektórych;)), dlatego na pewno wrócimy do krajów nordyckich zimą. I nie tylko zimą, północ Europy zachwyca mnie nieustannie. 

3 marca, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
BieszczadyBieszczady z dziećmigóry z dzieckiempodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemzima

Bieszczady na początek roku

by Paulina 1 lutego, 2025

Nie sądziłam, jak bardzo tęskniłam za klasyczną, stereotypową zimą w górach. Okazuje się, że żyjemy w czasach, kiedy nawet w górach śnieg nie jest oczywistością.

Dlatego z tym większym zachwytem powitaliśmy baśniowe płatki sypiące się z nieba pierwszego noworocznego wieczoru.
A następnego dnia wędrówka, klasycznie, na Połoninę. Prosto w świat prosto z Narni. W świat tak piękny, że aż nierealny. Zaczęło się, gdy tylko wyszliśmy z wioski, wokół nas drzewa okryte białym puchem i góry, przyprószone białością przed nami. I tak sobie szliśmy, w coraz to nowych zachwytach, bo ten krajobraz, śnieżno drzewny zmieniał się z każdą chwilą. 
I gdy wydawało się, że już naprawdę no, bajka prawdziwa, to wtedy wyszliśmy z lasu. I odsłoniły się góry, jak malowane, na tle kłębiących się z rozmachem chmur. Do tego słońce, przechylając się powoli ku zachodowi, prześwitywało gdzieniegdzie, oświetlając pojedyncze góry jak pomarańczowawy reflektor, co sprawiało, że co chwilę pokrzykiwaliśmy z zachwytu. Wracaliśmy w dół, z tym słońcem coraz niżej i tym najprostszym, najszczerszym zachwytem w sercach.
Kolejne dni to narty i dalsze spacery, ale już bez tej uczty widokowej. Wiecie, ja lubię Bieszczady nawet skąpane w szarości i deszczu, ale jednak takie czyste piękno, to czyste piękno;)

nie wiem, który raz już siedzą na tym kamieniu przy wejściu na Przełęcz Orłowicza

Bardzo lubuję się w tej noworocznej symbolice w zimowych górach.
Ten nowy początek, cały lśniący w  świeżej bieli, z wędrówką, z
widokami. Z zimnem i słońcem.

Jest ten przesąd o początku
roku, determinującym to, jak będzie wyglądało kolejne dwanaście
miesięcy. Osobiście uważam, że nie chodzi tu w żadnym razie o jakąś
prostą, dosłowną wróżbę. Dla mnie, to bardziej kwestia życzeniowości,
ustawienia sobie w głowie kierunku i ogólnych priorytetów, a te w takich
okolicznościach ustawiają się same.

1 lutego, 2025 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijesieńlaslubelszczyznapodróże i wycieczkiRoztoczeslow lifestylespacer

Roztocze jesienią

by Paulina 20 listopada, 2024

 

Czasem wystarczą niecałe dwa dni i niecałe dwie godziny drogi od domu.
Czasem jest tak, że po paru godzinach chodzenia po złotych lasach, człowiek ozłaca sobie serce od środka i układa wszystkie rozproszone życiowe puzelki.
Roztocze. Wyskoczyliśmy niedawno, pod koniec października w ten piękny region powłóczyć się trochę, poszurać w liściach. Załapaliśmy się też na nasze pierwsze w życiu udane rydzobranie. (byliśmy z przyjaciółmi – lokalsami, którym wystarczy 10 minut szybkiego spacerku i wracają z taczką grzybów). 
Las pachniał trochę zmurszale i wilgotno, brzmiał szeleszcząco i chrupliwie, migotał złotem. Lekko szorstka kora drzew zapraszała do głaskania i przytulania.O smak, do kompletu wrażeń zmysłowych zadbała ciepła herbata z termosu.
Każdy krok uziemiał, każdy oddech dawał wytchnienie. Z każdą chwilą rodził się ten dobry, zdrowy dystans do problemów codziennych i pojawiała właściwa życiowa perspektywa.
Wszystko ogrzane tymi ognistymi liśćmi i doświetlone charakterystycznym październikowym światłem.
Wiecie, jeśli listopady są poprzedzone takimi październikami, to niech sobie będą szare i mgliste, żebyśmy mieli czas przetrawić cały ten barok. Patrzę na te zdjęcia i nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy mamy dostępne ot tak sobie, w zasięgu zwykłej weekendowej wycieczki.
 

Grzybiarz i jego zdobycz

A na koniec mniej wesoło. Lasy roztoczańskie to pozostałości po pierwotnej puszczy. 
Znajdziemy tu jedne z najstarszych, największych jodeł w kraju. Spacerowaliśmy pośród tych wspaniałych, ogromnych, wiekowych drzew. Zdrowych i dorodnych. I niemal wszystkie jodły oznaczone były żółta kropką, co oznacza, że drzewa przeznaczone są do wycięcia. Wiecie, rozumiem, że czasem wycinka może i jest potrzebna, że drewno jest potrzebne do przemysłu. Ale to był park krajobrazowy z kilkusetletnimi drzewami.

Według Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, „Dopuszczalne jest zmniejszenie liczby drzew i krzewów, jeśli działanie takie jest wykonywane w ramach prac pielęgnacyjnych związanych z utrzymaniem zadrzewień w należytym stanie.” zakaz wycinki „nie dotyczy wycinki wynikającej z potrzeby ochrony
przeciwpowodziowej lub zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub
wodnego albo budowy, odbudowy, utrzymania, remontów lub naprawy urządzeń
wodnych”.

Nie wiem, co to za prace pielęgnacyjne czy ochronne, które polegają na wyżynaniu najwspanialszych drzew z lasu.
Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy zrozumieli, że bez drzew nie damy sobie rady. Tu nie chodzi o żadne megalomańskie ratowanie planety, bo planeta doskonale sobie bez nas poradzi. To człowiek nie przetrwa bez drzew.
20 listopada, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakgórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemRumuniawakacje

Rumunia z dziećmi pod namiotem

by Paulina 6 sierpnia, 2024

 

Do Rumunii chcieliśmy wrócić od lat, byliśmy tam razem jeszcze przed dziećmi, jechaliśmy pociągami przez Ukrainę i to zupełnie inna epoka była. Zapamiętaliśmy jednak, że kraj jest piękny, zróżnicowany, że góry wspaniałe, a mieszkańcy arcyprzyjaźni.

Dlatego zapakowaliśmy się do samochodu z naszym namiotem (okazało się że to jego ostatnia podróż z nami) i któregoś lipcowego dnia nad ranem wyruszyliśmy.

Park Narodowy Apuseni

Rumuńskie wakacje rozpoczęliśmy dość
blisko od węgierskiej granicy, w Parku Narodowym Apuseni. To Góry
Zachodniorumuńskie, które nazywane bywają rumuńskimi Bieszczadami. I
faktycznie coś w tym jest. To taka większa wersja Bieszczad, góry
przepiękne, widoki niezwykłe, szlaki dobrze oznaczone. Do tego jaskinie,
wodospady i przeurocze wioseczki z domami krytymi starą ceramiczną
dachówką.

 

camping wśród takich klimatycznych stogów siana

rumunia z dziecmi

a tu niesamowita tęcza po niesamowitej burzy. Na szczęście byliśmy na miejscu, żeby trzymać namiot, który i tak niestety oberwał dość solidnie

Niedźwiedzie w Rumunii

Jako, że Rumunia jest krajem w dużej mierze górzystym, zielonym, więc niedźwiedzi mają sporo.

To
był główny powód, dla którego nie odważyliśmy się biwakować na dziko.
Zresztą wszystkie górskie campingi zagrodzone były ogrodzeniem pod
napięciem, bo rumuńskie miśki są bardzo ciekawe i śmiałe i chętnie
sprawdzają, co dobrego akurat szykuje się na kolacje. I te właśnie cechy
stały się dla tych wspaniałych zwierząt mocno problematyczne.
Niedźwiedzie w Rumunii przyzwyczaiły się do ludzi i doskonale wiedzą, że
człowiek oznacza łatwe jedzenie. Dlatego normą stały się
niedźwiedzie siedzące przy górskich drogach i ludzie zatrzymujący się,
żeby zrobić zdjęcie i, niestety, poczęstować zwierzaki jakimś
przysmakiem…

Takie zwierzęta, które
„oswoiły się” z ludźmi zazwyczaj są zabijane, bo stanowią zagrożenie dla
ludzi. Przykre, bo zwierzęta to zwierzęta, trudno je winić o to, że,
gdy są dokarmiane przez turystów, zaczynają traktować ludzi jak źródło
jedzenia.

Między innymi dla takich zwierząt powstało niedźwiedzie
sanktuarium, Libearty. Choć u podstaw jego powstania jest wiele innych,
dużo bardziej smutnych, tragicznych historii, pełnych ludzkiego
okrucieństwa i bezmyślności. Otóż jeszcze całkiem niedawno, pod koniec XX w.
przy hotelach czy restauracjach można było trafić na „atrakcję
turystyczną”, czyli niedźwiedzia uwięzionego za żelaznymi kratami, na
betonowym podłożu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Zwierzęta
były głodne, chore, i totalnie wyniszczone psychicznie przez życie w
nieludzkich warunkach. Zajrzycie koniecznie na stronę sanktuarium,
zwierzaki mają tam do dyspozycji 70 hektarów górskich lasów i dożywają
swoich dni w spokoju i komfortowych, dzikich warunkach. Wizyta w
sanktuarium jest możliwa tylko w godzinach porannych, i można
powiedzieć, że to ludzie odgrodzeni są kratami od zwierząt, bo te mają
ogromne przestrzenie do swojej dyspozycji.

Pietra Craiuli i Braszow

Następnie ruszyliśmy do serca
Transylwanii (dzieci w Rumunii najbardziej chciały odwiedzić właśnie Transylwanię), do kolejnego parku narodowego, Pietra Craiuli. Ominęliśmy
trasę transfogarską, podobno spektakularną, obawiając się nieco o
chorobę lokomocyjną, z którą mamy różne, bogate doświadczenia. Okolice
Braszowa stanowią wspaniałe góry i wąwozy. Wśród dość popularny Kanion Siedmiu Drabin. Jest to miejsce spektakularne – powstałe w wyniku zawalenia się dachu jaskini, do którego dochodzi się przyjemnym szlakiem wiodącym przez malowniczy wąwóz. Do tego z fantastyczną atrakcją – otóż w dół wąwozu można zjechać serią 42 tyrolek. Jest to jednak rozrywka dla osób powyżej 16 roku życia, więc zeszliśmy piechotą, a nasze dzieci musiały zadowolić się wersją dla młodszych, czyli tyrolkami rozciągniętymi nad niższą częścią wąwozu.

A sam Braszów jest
pięknym, średniowiecznym miastem, założonym w XIII wieku przez
Krzyżaków. Wspaniale zachowana starówka, z charakterystycznymi
pomarańczowymi dachówkami i położenie wśród gór, czynią z niego jedno z najładniejszych miast w Rumunii.

popołudniowe rozrywki

a tu już Braszów

Na górę Tampa, z charakterystycznym, hollywodzkim napisem można wdrapać się, lub wjechać kolejką

spacer między starymi wieżami strażniczymi

Strada Sforii, najwęższa ulica w Rumunii, jedna z najwęższych w Europie
a tu kanion siedmiu drabin

Delta Dunaju

To miejsce, wpisane na listę światowego
dziedzictwa Unesco, chciałam odwiedzić od dawna. Z naszego campingu pod
Braszowem dzielił nas kawał drogi, ale uznaliśmy, że bliżej zbyt prędko
nie będziemy, dlatego ruszyliśmy do krainy wód, błota, ptaków i komarów.
Deltę Dunaju trzeba zobaczyć z łódki, inaczej to zupełnie nie ma sensu.
Dopiero parę godzin pływania w większych i węższych kanałach, jeziorach, rozlewiskach pozwala
zachwycić się tym miejscem. Popłynęliśmy o 5 rano na czterogodzinną
wycieczkę i było to fantastyczne doświadczenie. Początkowo zachwycaliśmy
się każdym dostrzeżonym ptakiem, robiliśmy mnóstwo zdjęć, a po jakimś
czasie daliśmy się po prostu, nomen omen, ponieść nurtowi, co dało
zupełnie nową jakość przeżyć. 

Popularnym miejscem wypadowym na Deltę jest Tulcza, my jednak wybraliśmy się trochę dalej, do mniejszej i spokojniejszej miejscowości Murighiol.

Będąc w tej okolicy,
skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy dzień nad Morzem Czarnym,
wyjątkowo ciepłym. Ze względu na Deltę, na naszą plażę można było
dotrzeć tylko taksówką wodną, co miało oczywiście swój dodatkowy urok i skutkowało mniejszą ilością ludzi.

 

Sighisoara i okolice

Pewien rumuński emeryt spotkany na jednym campingu powiedział nam, że ze wszystkich rzeczy absolutnie koniecznie
musimy zobaczyć Sighisoarę. „Obiecajcie mi” powiedział. Obiecaliśmy, i
właśnie w okolicach Sighisoary zatrzymaliśmy się na nasz ostatni camping
przed powrotem do domu.

Sighisoara jest wspaniale zachowanym
średniowiecznym grodem ochronnym, otoczonym murami i basztami obronnymi
(każda należąca do innego cechu. Jest więc wieża krawców, wieża szewców,
producentów sznurów i bednarzy, każda unikatowa). Pełno jest ślicznych, kolorowych kamieniczek, i brukowanych ulic.

Na koniec, zostało nam zupełnie nieoczekiwane miejsce. Płaskowyż pełen starych, ogromnych dębów, pamiętających czasy średniowieczne, kiedy w tym miejscu wykarczowano część lasów, zostawiając dęby dla cienia i żołędzi, drzewa owocowe i trawy do wypasu bydła. Miejsce pozostało przez lata w swojej, w zasadzie niezmienionej formie. Robi wrażenie.

Jak cały kraj zresztą.

6 sierpnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FrancjaLyonmój stylpodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwiosna

Lyon z dziećmi. Podróż sentymentalna

by Paulina 30 kwietnia, 2024

 

 

To było trochę jak podróż w czasie. My już jakby inni, dzieci jakby większe (i jedno dodatkowe), ale uczucie było takie, jakbyśmy się o tę dekadę cofnęli, wskoczyli do tamtego życia w roli turystów.

O odwiedzeniu Lyonu mówiliśmy od jakiegoś czas, z rosnącą nostalgią wspominając tamte czasy, piękne miasto, Alpy w zasięgu dwóch godzin, klimatyczne rzeki, wspaniały miejski park z zoo. Przypominaliśmy sobie nasze wycieczki, urocze małe miasteczka, muzea, cudowny, stereotypowo francuski targ nad Rodanem.

To nie był jedynie sielankowy czas, pamiętamy o tym również, ale wspomnienia – a już zwłaszcza te związane z jakimś miejscem – mają to do siebie, że z czasem pięknieją do granic idealności.

I z tym właśnie podejściem – że będziemy trochę dotykać przeszłości – pojechaliśmy.

Ach, jaki to miły tydzień był. Nie wróciłabym do mieszkania we Francji, ale wpadać tam chciałabym częściej.

znajdź różnice;P

Zaskoczeń brak. To jury orzekło, że w Lyonie najfajnieszy był park ze zwierzętami.

trochę zazdroszczę tamtejszym dzieciakom, lekcje historii, czy języka w takim miejscu

występy w amfiteatrze rzymskim

makaronikowe mistrzostwo świata

jak to jest dotknąć prehistorii

Les Confluences, muzeum o tej nazwie, która oznacza złączenie, zbieg rzek, właśnie w miejscu, gdzie Saona wpada do Rodanu

i muzeum drukarstwa

i najlepsze, muzeum sztuk pięknych.

 
 

 

30 kwietnia, 2024 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latomój stylmój styl podróżniczypodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

Chorwacja na przedłużenie wakacji

by Paulina 20 września, 2023

 

Bilety na samolot kupiliśmy jeszcze w czasie zimowej
beznadziei, gdy myśl o lecie wydawała się zupełnie abstrakcyjna, a słońce i
ciepło konceptem totalnie nierzeczywistym. Wydawało mi się że czas dzielący nas
w styczniu od tego wyjazdu na koniec wakacji nie minie nigdy. A czas, jak to ma
w zwyczaju, minął nadspodziewanie szybko.

Z końcem sierpnia ruszyliśmy w jeden z najbardziej popularnych
kierunków wakacyjnych Polaków, czyli do Chorwacji.

To nie był wybitnie aktywny wyjazd z przygodami.  Było słońce i piękne, ciepłe morze. Podziwialiśmy
urocze Chorwackie miasta i miasteczka, ciesząc oczy spójnością architektoniczną,
jasnym kamieniem, drewnianymi okiennicami i dachami pokrytymi klasyczną
dachówką. Zajadaliśmy niezwykle słodkie figi, rosnące przy drodze jak u nas
mirabelki. 

Z nowości, snorkeling, który mnie zachwycił totalnie.
Wiecie, miałam kiedyś dość regularnie takie sny, w których umiałam oddychać pod
wodą, obserwować podwodny świat, unosić się w takiej totalnej wolności. Trochę
moja wersja pięknych snów o lataniu, po których człowiek budzi się w takim
cudownym poczuciu szczęśliwej lekkości. I to było dla mnie takie właśnie wrażenie w
rzeczywistości. Nie oglądałam tam jakiś spektakularnych ławic, ale samo
wrażenie, zanurzenie się w tej wodzie, bycie tylko tam i totalne skupienie na obserwacji,
jednocześnie z tym wrażeniem nieważkości, było jak najlepsza medytacja.
Myślałam, że nie jestem typem miłośnika sportów wodnych, ale to mnie zachwyciło
i chcę więcej 😀

Zapraszam na trochę zdjęć

Split

20 września, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 12

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry