Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

spacer

aktywnie z dziećmijesieńlaslubelszczyznapodróże i wycieczkiRoztoczeslow lifestylespacer

Roztocze jesienią

by Paulina 20 listopada, 2024

 

Czasem wystarczą niecałe dwa dni i niecałe dwie godziny drogi od domu.
Czasem jest tak, że po paru godzinach chodzenia po złotych lasach, człowiek ozłaca sobie serce od środka i układa wszystkie rozproszone życiowe puzelki.
Roztocze. Wyskoczyliśmy niedawno, pod koniec października w ten piękny region powłóczyć się trochę, poszurać w liściach. Załapaliśmy się też na nasze pierwsze w życiu udane rydzobranie. (byliśmy z przyjaciółmi – lokalsami, którym wystarczy 10 minut szybkiego spacerku i wracają z taczką grzybów). 
Las pachniał trochę zmurszale i wilgotno, brzmiał szeleszcząco i chrupliwie, migotał złotem. Lekko szorstka kora drzew zapraszała do głaskania i przytulania.O smak, do kompletu wrażeń zmysłowych zadbała ciepła herbata z termosu.
Każdy krok uziemiał, każdy oddech dawał wytchnienie. Z każdą chwilą rodził się ten dobry, zdrowy dystans do problemów codziennych i pojawiała właściwa życiowa perspektywa.
Wszystko ogrzane tymi ognistymi liśćmi i doświetlone charakterystycznym październikowym światłem.
Wiecie, jeśli listopady są poprzedzone takimi październikami, to niech sobie będą szare i mgliste, żebyśmy mieli czas przetrawić cały ten barok. Patrzę na te zdjęcia i nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy mamy dostępne ot tak sobie, w zasięgu zwykłej weekendowej wycieczki.
 

Grzybiarz i jego zdobycz

A na koniec mniej wesoło. Lasy roztoczańskie to pozostałości po pierwotnej puszczy. 
Znajdziemy tu jedne z najstarszych, największych jodeł w kraju. Spacerowaliśmy pośród tych wspaniałych, ogromnych, wiekowych drzew. Zdrowych i dorodnych. I niemal wszystkie jodły oznaczone były żółta kropką, co oznacza, że drzewa przeznaczone są do wycięcia. Wiecie, rozumiem, że czasem wycinka może i jest potrzebna, że drewno jest potrzebne do przemysłu. Ale to był park krajobrazowy z kilkusetletnimi drzewami.

Według Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, „Dopuszczalne jest zmniejszenie liczby drzew i krzewów, jeśli działanie takie jest wykonywane w ramach prac pielęgnacyjnych związanych z utrzymaniem zadrzewień w należytym stanie.” zakaz wycinki „nie dotyczy wycinki wynikającej z potrzeby ochrony
przeciwpowodziowej lub zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub
wodnego albo budowy, odbudowy, utrzymania, remontów lub naprawy urządzeń
wodnych”.

Nie wiem, co to za prace pielęgnacyjne czy ochronne, które polegają na wyżynaniu najwspanialszych drzew z lasu.
Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy zrozumieli, że bez drzew nie damy sobie rady. Tu nie chodzi o żadne megalomańskie ratowanie planety, bo planeta doskonale sobie bez nas poradzi. To człowiek nie przetrwa bez drzew.
20 listopada, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosna w naliczaniu minutowym

by Paulina 24 kwietnia, 2021

 

Czasem jest tak, że trzeba dobro z rzeczywistości łuskać jak słonecznik, albo przesiewać przez sito z błotem jak złoto.

Tak się ma aktualnie sytuacja z wiosną, trochę zołzowata w tym roku która przebłyskuje czasem jak promień słońca odbity od rozbitej butelki po piwie. 

Taki mamy klimat, chciałoby się zacytować klasyka, kwiecień plecień, wiadomo, chociaż serio uważam, że w tym roku porządne osiemnaście na plusie i słońce bardzo by nas wszystkich pandemicznie zestresowanych poratowało.

Ale jest jak jest, pozostaje nam zatem, wiosna w naliczaniu minutowym. Każda chwila bez śniegu i wichru jest na wagę złota, każdy promień słońca chciałoby się multiplikować lustrami. Gorliwie sprawdzamy prognozę pogody, odczytujemy emocje ze słów powitania pana synoptyka w audycji u redaktora Strzyczkowskiego, wróżymy z zachowań mrówek. I dostosowujemy się, polujemy na okna pogodowe, by czerpać i napawać się wiosennością.

Trochę nam się udało dotychczas wiosny złowić, może tym bardziej ją doceniamy teraz.

Tęsknię tak naprawdę bardzo mocno, jak wszyscy, do wiosny bez granic, w każdym tych słów znaczeniu. Tęsknię bardzo za swobodnym polegiwaniem na trawie, za odsłanianiem bladych nóg, za wydarzeniami w plenerze bez przejmowania się zimnem i wirusem. Chce mi się wycieczek i podróży, chce mi się cieszyć światem bez ograniczeń.

Ale tak sobie myślę… może to właśnie teraz dostajemy kolejną niemiła lekcję o docenianiu rzeczywistości. Nie jest idealnie, ale tak nigdy nie jest.
Mimo, że zimno, to słońce ciągle nam świeci, zawilce rozkwitają jak szalone, mimo tego że muszą walczyć o leśną powierzchnię ze śmieciami, deszcz poi drzewa w festiwalu życia. Bo jesteśmy, trwamy w tym świecie, w którym ciągle dzieją się dobre rzeczy. I chociaż w szalikach i maseczkach, ciągle możemy pójść w naturę i podziwiać to, jak z każdym dniem świat zielenieje, rozkwita i rozśpiewuje ptakami.
Wszystko będzie dobrze.

skojarzyło mi się z lembas bread…

24 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestylespacerwiosna

wiosenne wycieczki terapeutyczne

by Paulina 1 kwietnia, 2021

wycieczka do poleskiego parku narodowego
Jeśli cholerna pandemia dała mi coś dobrego, to jest to rodzaj soczewki na priorytety.
Chociaż zawsze wiedziałam raczej co jest ważne, a co ważniejsze i dobrze sobie tym balansowałam. Pandemia pokazała, że miałam rację. Że to, co ważne,  jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. I że równowaga w tych różnych stopniach ważności bardzo wpływa na równowagę w życiu jako takim.

Co roku jest tak, że pierwsza wiosenna (albo przedwiosenna) wycieczka wprowadza mnie w stan totalnej euforii. Ten koktajl ciepłych słonecznych promieni, pęczniejących pączków na drzewach, świergolących ptaków i oszałamiającej jasności, wywołuje we mnie taki wyrzut endorfin, że prawie mnie trzeba trzymać żebym nie pofrunęła w niebo.
A w tym roku efekt jest spotęgowany.
W tym roku, po brzegi wypełnionym beznadzieją, złością i smutą, w tym roku wycieczka w przedwiosenne bagniste Polesie było jak szybki wypad na Olimp na parę łyków ambrozji z widokiem na świat.
I pojechaliśmy połazić wśród mokradeł. Przylatywały żurawie. Bociany poprawiały swoje gniazda. Drzewa powoli i cierpliwie uruchamiały krążenie swoich soków. Świeżo podcięte przez bobry drzewa, mnóstwo małych śladów wydr, pierwsze mrówki na ogromnym mrowisku, wszystko tak bardzo było zaaferowane życiem, że solidarnie zaaferowaliśmy się nim i my. Przypatrywaliśmy się, nasłuchiwaliśmy, wąchaliśmy. Zachwycaliśmy się. Wszędzie było życie, zachłanne i intensywne, natura robiła swoje jak zawsze, nie patrząc na zachorowania i obostrzenia.
I to było dobre. To było potrzebne, wręcz terapeutyczne.
Ta przewidywalność, niewzruszoność natury, pewność, że choćby nie wiem co, na wiosnę dzień się wydłuża a trawa zazielenia, to bardzo bardzo kojąca rzecz. 
I zupełnie niesamowite rzeczy dla psychiki robi takie parę godzin w rzeczywistości, takiej jaka powinna być, gdzie wszystko płynie zgodnie z odwiecznym porządkiem, wszystko zajmuje się życiem, pławi się w świeżym powietrzu i okraszone jest rozkosznymi promieniami słońca.
Myślę, że mogliby to przepisywać na receptę:)
 

 

1 kwietnia, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmindfulnessrozmyślaniaslow lifestylespacer

Strange, baby, don’t you think I’m looking older

by Paulina 6 listopada, 2019

Powiem Wam, że szczerze i serdecznie
się cieszę na ten listopad, na szarość i spokojność.

Ostatnie
tygodnie, poza słońcem, obfitowały u nas w najrozmaitsze emocje. Wszystkie
najintensywniejsze. Nie wszystkie przyjemne.
Męczące to
było, czuję się starsza o parę lat.

Wśród tych
tygodni przeintensywnych, zdarzały się na szczęście też cudowne momenty, pełne szurania w
liściach i wystawiania twarzy do słońca, momenty błogie i powolne.
Bo ta
energetyczność tego złota i słońca, którą się człowiek tradycyjnie próbuje
nasycić na zapas, jest jednak inna niż soczysta energetyczność wiosenna. Jest
spokojniejsza, powolniejsza, bardziej wyciszona.
I wiecie co,
chociaż skończył się festiwal złota i październikowa uczta dla wszystkich
zmysłów, to największą ochotę aktualnie mam na zakopanie się pod kocem i
bezruch.
Po prostu.
Zmęczona jestem okropnie.
Zmęczona, bo
ciągle robię i nic nie jest porządnie zrobione. A wyrzuty sumienia tłoczą się w
kolejce, który pierwszy, który większy. Cała gama.
Zmęczona
tymi emocjami ostatnich tygodni.
Dlatego ten
kocyk, ten sen zimowy.
Chce mi się
klasycznego jazzu i przejmującego bluesa, plumkającego jak krople deszczu
pianina i rzewnej gitary.
Chce mi się
wełny i herbaty z sokiem malinowym od mamy. 
Chce mi się
rutyny, zwykłości i spokoju.
Grubaśnych,
wciągających powieści. 
Spacerów w
szarzejących lasach. 
A szary i
niedoceniany listopad to wszystko umożliwia i usprawiedliwia. Listopad to
jedyny taki miesiąc kiedy można sobie legalnie nicniechcieć.
Odpaliliśmy
nawilżacz powietrza, który dyfuzuje nam cudowne mieszanki olejków eterycznych.
Powiesiliśmy
dodatkowe światełka w salonie.
Zaopatrzyliśmy
się w swetry i wygodne, ciepłe buty. Na czytniku kilka książek, na półce nowe
płyty.
Zwolnimy,
uspokoimy chaos.
To będzie
dobry listopad.

6 listopada, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Lublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

Now we’re all so set up and barely alive

by Paulina 7 lutego, 2019
mariezelie, sukienka, spodnica z kola, spódnica z koła, stylizacja

Oj, obudził mnie mocno ten dzień.

Pisałam ostatnio o minimalizmie zmysłowym, że zima daje odpoczynek od wszelkich doznań zmysłowych w przyrodzie, jest cicho, bezwonnie i czarno – biało.

I przyszedł luty i, chociaż tej zimy to jeszcze hoho, to luty od razu takim słońcem się zaczął, że wszystko się zmieniło. Drgnęło życie. Ptaki się ośmieliły i odzywają jakoś radośniej, mokrość topiącego się śniegu ożywiła kolory – póki co tylko tysiące odcieni burości, ale nawet ta burość jakby świeższa i bardziej energetyczna. Pachnie powietrze, kiełki i hiacynty.
Zwykły niedzielny spacer przedłużony o tropienie śladów nad rzeką.

Koniecznie okropnie potrzebuję remontować, wyrzucać, zdzierać. Sukienki zakładać, włosy obcinać. I tańczyć.

spodnica mariezelie, płaszcz, polskie marki

tropiciele tropią tropy

7 lutego, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńlasmój stylslow lifestylespacer

las jesienny, co na wszystko pomaga

by Paulina 21 listopada, 2018
dlaczego warto chodzić do lasu

Październikowe złoto opadło, zmieniło się w zwiędłą szarość, a ponure ciemności zapadają chwilę po południu. Czas, kiedy nogi same prowadzą na kanapę pod kocyk, ale kierujemy je… do lasu. Las jesienią to najlepsza możliwa rzecz. Las jesienią jest lepszy niż sto herbatek pod kocykiem.

Las jesienią działa na wszystko, serio.

Antidotum na smog

W powietrzu snują się romantyczne mgły listopadowe. Klimat jak z Bladerunnera. Szkoda tylko, że ten romantyzm często pochodzi z wysokiego stężenia PM10 i PM2,5. Nawet w Lublinie, na totalnie nieuprzemysłowionym zielonym wschodzie, alerty smogowe zbyt często pokazują czerwone światło. Spacery w mieście mogą czasem zrobić więcej złego niż dobrego. Dlatego szczególnie teraz, jesienią warto chodzić do lasu i pooddychać leśnością, bo to wspaniale wymiata z naszych płuc szkodliwe pyły.

Wzmacnianie odporności

Wdech i wydech, wdech i wydech. A z każdym wdechem masa dobroczynnych olejków eterycznych, fitoncydów (czyli substancji, wydzielanych przez drzewa o działaniu bakterio i grzybobójczym). I siłą rzeczy ruch. Czyli te banalne bazy i podstawy, o których wiedzą wszyscy, konieczne dla budowania odporności, tak oczywiste, że lekceważone.

dlaczego warto chodzić do lasu jesienią, dzieci 

Ratunek na nadmiar komputera

Zmęczone oczy od ciągłego wpatrywania się w ekran, zmęczone plecy i kark, zmęczona głowa od sieczki informacyjnej i świata wirtualnego. A las, cudowny stymulator sensoryczny, kładzie na te nasze biedne, nadwyrężone oczy, plecy i głowy prawdziwy uspokajający balsam szumu wiatru, zapachu ściółki, widoku kolorowych liści i fraktalowych układów łysiejących gałęzi.

 

Balsam na skołatane nerwy

A po tygodniu dziecięcej infekcji, gdy człowiek przywalony dzieciakami z glutem, i nerwy poszargane marudami i uszy napuchnięte od nieustannego jęczenia. Gdy mam dosyć wszystkiego, bardzo dosyć, czuję się jak ta mysz w kołowrotku domowo-dzieciowo-pracowym i cholerny Syzyf na górze brudnych ciuchów. I wtedy las mówi, chodźcie do mnie. Idziemy. I pośród kolejnych kroków między drzewami kryzys mija, serio, magicznie mija – mnie, stan przednerwicowy, dzieciakom stan jękoląco awanturujący. W naturze, w lesie, zyskuje się (a przynajmniej ja zyskuję) ten cudowny, zdrowy dystans. Mysz wychodzi z kołowrotka  poleżeć na sianku, Syzyf odstawia głaz i zaczyna podziwiać widoki.

 

Energizator czyli las jak kawa z czekoladką

I wraca energia, wracają chęci do życia, znika faza „jak mi się nie chce” i wake me up in july”.  Nastaje faza „what a wonderful world” oraz „Clap along if you feel like happiness is the truth”. Zaczyna się chcieć, zwyczajnie.
Warto chodzić do lasu.

Sama się zachęciłam, jutro po przedszkolu i pracy idziemy do lasu:D

21 listopada, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimindfulnesspodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrowerrower z dzieckiemslow lifestylespacerwiosna

Wiosenne wycieczki – czas start!

by Paulina 13 marca, 2018
przedwiośnie, duża rodzina na wycieczce, przyczepka rowerowa

Tak, to już. W miniony weekend rozpoczął się najlepszy na świecie czas. Czas naszych ulubionych rodzinnych wycieczek, szurgania się po naturze, czas miłosnego uścisku ze światem, kiedy byle spacer wypełnia po uszy musującymi endorfinami.
Uderzyła nas po twarzach ta nagła wiosna obuchem jasności. Choć wypatrywana, i wyczekiwana, to i tak zaskoczyła. Zaskoczyła, jak zima drogowców. Dlatego ruszyliśmy w świat czym prędzej, zanim się rozmyśli.

rowery z dziećmi, pan pantaloni,

Nie byliśmy zresztą jedyni. Ludność, co roku o tej porze, wbrew ponurym przepowiedniom, że niby ludność już tylko w domu przed telewizorami względnie w centrach handlowych, wylega w naturę. Wszyscy, o wspólnym mianowniku sino-bladych obliczy, lekko błędnych uśmiechów i słonecznego mrużenia oczu, wszyscy wyruszają w przyrodę cali w maju i czerwcu.

Ruszyliśmy w świat, szaro – beżowy, błotny i nieatrakcyjny zupełnie. Ale ta marcowa szpetota najpiękniejsza jest tym, co już za chwilę. Gdy jest się choć trochę uważnym, to od razu widać, że ta szarość i burość aż wibruje zielonymi listkami i forsycją. Powietrze pachnie inaczej, pachnie rozmarzająca ziemia – to podobno mikroorganizmy i grzyby się namnażają, ale tak naprawdę, zapach ziemi to skompresowane zapachy fiołków, bzu i jaśminu.

Widzicie tu uśmiechniętego dinozaura?

podróżnik zen

Oglądanie „umarniętego” krecika lupą…

…i rolnetką

Błoto jest super

przepiękny wąwóz Lipcyk w Nowym Gaju, ciekawe jak będzie wyglądał gdy już się zazieleni
czyste buty są nudne

Dzieciaki dopytywały się o pikniki, ciamkały w błocie, „rolnetkami” wypatrywały oznak wiosny (co z tego, że tylko jedna była prawdziwa, ta druga, z rolek po papierze toaletowym, była za to kolorowa i doskonale dawała radę), przeszyły naprawdę solidną traskę bez zająknięcia (choć niewątpliwy wpływ na morale miały nasze tradycyjne wycieczkowe drożdżówki z powidłami śliwkowymi).

Wiosna łagodzi obyczaje. Gdyby w naszym kraju częściej była wiosna, może nie żarlibyśmy się tak o wszystko. Wiosną chcemy padać sobie w ramiona. Róbmy to na zapas.

13 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

weź mnie nad rzekę

by Paulina 1 grudnia, 2017

Listopad, u schyłku swego żywota przebierał się dzielnie za marzec lub nawet kwiecień. Czy mu się to udało, to inna kwestia, ale próby zdecydowanie doceniam. Słońce i zielona trawa i błoto tez jakoś wiosenne, bardzo umilały nasze ostatnie spacery.

Zdecydowanie tez było łatwiej wyciągnąć na spacer zagluconą dzieciorzyznę zakopaną w książkach o dinozaurach i jakoś ostatnio na spacery niechętną. Serio, dobrze, że słońce zrobiło robotę, bo chęci do wyjścia ledwo starcza dla siebie, a tu trzeba jeszcze motywować młodocianych.

I wyszliśmy, i słońce migotało sobie frywolnie w rzece i było tak optymistycznie, że prawie już wyciągaliśmy koce piknikowe i letnie kapelusze. Nie zdążyliśmy oczywiście, bo nim minęło południe, słońce zaszło za horyzont i odarło listopad z jego kunsztownego przebrania, niczym północ kopciuszka. I jak kopciuszkowa suknia na powrót stała się łachmanami, tak błoto wiosenne stało się błotem listopadowym, a gałęzie na których już-prawie-były-pączki, zmieniły się w gałęzie rozpaczliwie nagie i wyczekujące śniegowego okrycia.
Wróciliśmy czym prędzej, żeby to miłe wrażenie nie zatarło się całkowicie, ale ten spacer jakoś przytulił nas wewnętrznie.

 

1 grudnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńlasmindfulnessmój stylprzyjemnościspacer

Perfect weather to fly

by Paulina 20 października, 2017

Październik jest dobroduszny i hojny. Rozrzutnie szasta kolorami, każe pławić się w blasku babiego lata, pomarańczu i czerwieni. A słońce podbija wrażenia i człowiek szurający w tych barwnych dywanach ma wrażenie jakiejś kąpieli w złocie.

Codziennie biorę Małe i robimy kilometry wśród tych liści obłędnych. Chodzimy, chodzimy i nasiąkamy.
Liście na drzewach podobnie silne wrażenie robią na mnie chyba tylko w kwietniu, gdy wykluwają się z pączków, fosforyzująco zielone. A teraz ta ciepła paleta taka krzepiąca, jakby chciała już teraz otulić zziębnięte serce, chuchnąć w zgrabiałe dłonie i ożywiać smutną szarość.
Zdecydowanie nie przypadkiem liście starzeją się na żółto i brązowo, a nie szarzeją i bledną – to po to, by zakończyć żywot z przytupem, zrobić raczej wrażenie fajerwerków i niż gasnącej świecy. I po to, żeby człowieka, homo solaris, wesprzeć i nasycić kolorami na zapas.
Ten październik jest jak ostatnia niedziela przed dietą od poniedziałku, albo jak tłusty czwartek przed postem. Pozwala się nacieszyć i pokrzepić. Napawam się więc faworkami kolorów i pączkami ciepłego słońca przed następnymi zimno-szarymi miesiącami.

 

 
 

20 października, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
moda ciążowamój stylspacerw ciążywiosna

w wiośnie nurkuję

by Paulina 9 czerwca, 2017
jak się ubierać w ciąży, letnia sukienka ciążowa, stylizacja ciążowa

Nurkuję w wiośnie.
Cała jestem niedosytem tej uczty czerwcowej.

Wzdycham z błogości i wdycham idealny świat czerwca. W doskonałej harmonii bzyczący sobie owadami, pachnący bzem i jaśminem, soczyście zielony.

Oto kolejny weekend zaprasza do tańca na łące, kusi polnymi drogami, uwodzi najprostszo-najlepszymi przyjemnościami świata.
Z największą przyjemnością drogi weekendzie. Z największą przyjemnością będę przedłużać twoje poranki nieprzyzwoicie długim śniadaniem. Z niesłabnącym zapałem będę się tobą delektować. Łapczywa będę i wciąż nienasycona, z dziecięcym zachwytem ( w końcu, coraz więcej dziecka we mnie…) przywitam każdą truskawkę, każdy słoneczny spacer i każdy czerwcowy zapach.

 

9 czerwca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 7

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry