Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

spacer

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznapodróże i wycieczkispacerwiosna

Podaj mi dłoń, od tych czterech ścian gdzieś chodźmy jak najdalej

by Paulina 3 kwietnia, 2017

Zaczęło się. Najpiękniej jak mogło się zaczęło. Z kwietniem, słońcem i weekendem.
Mogłabym napisać, że nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi brakowało naszych małych wycieczek, ale sobie zdawałam sprawę jednak. No więc brakowało mi okropnie.

Tym bardziej więc zachłannie, łapczywie i na główkę rzuciliśmy się w wiosnę.

Nic wyszukanego, sobotnia mała przejażdżka na rowerach i długie polegiwanie na trawie, z kocykiem, hamakiem i slackiem. Z piłką i tropieniem mrówek, bieganiem na bosaka, pierwszymi piegami, wspinaniem się na drzewa. I z tą wiosną upojną, słoneczną i pachnącą, przenikającą każdą komórkę mojego ciała.

I drugie nic wyszukanego, czyli niedziela w okolicach Kazimierza Dolnego. Przespacerowaliśmy się miło po okolicznych wioskach pachnących starym drewnem. Szliśmy wśród  jeszcze szarawych drzew i krzaków i badyli pozimowych, i ta świeża zieleń panosząca się coraz bardziej aż fosforyzowała. Dzieciaki o ciepłych łapkach i pachnących słońcem główkach goniły motyle i nawet nie zauważyły pokonanej odległości.
I tak doszliśmy do Starego Młyna, miejsca, które ze swoją drewnianą zabudową, ciszą i widokiem jest czystą kwintesencją błogości. Słońce grzało nam w twarze, Wisła płynęła leniwie a świat rozkwitał. Siedzieliśmy sobie na starych drewnianych ławkach, jedliśmy jagodzianki i jest mocno prawdopodobne, że unosiliśmy się z tego zachwytu parę centymetrów nad ziemią.
Potem były jeszcze szybkie lody na zatłoczonym kazimierskim rynku i powrót do domu przesycony chrapaniem Iskry, cichym oddechem Wilczka i wiosennością szczęśliwą.

 Mamo, zobacz jakiego mam kwiatka dla ciebie!
Świat u stóp

 

Trudne decyzje smakowo – lodowe

3 kwietnia, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmój stylspacerwiosna

here comes the sun

by Paulina 16 marca, 2017

Wydłużyły się dni i spacery. Zapachniała ziemia, deszcz i rzeżucha.

Jak cudownie się robi, choć to ciągle taka podskórna cudowność, mało, trzeba
przyznać, ostentacyjna, wymagająca większej uważności niż taki maj powiedzmy.

Gołe fakty są takie, że wieje, jest szaro zimno i deszczowo. Ale ten wiatr pachnie,
szarość jest cała podszyta zielenią a i deszcz jakoś optymistycznie odżywczy.

Trwamy sobie w ekscytującym okresie „tylko dotknąć” i „najlepsze jest tuż
przed nami” jak dzieci na dzień przed Gwiazdką, tylko to ten przypadek, kiedy Gwiazdka
potrwa sobie parę z każda chwilą piękniejszych miesięcy, będzie pełna
wycieczek, pikników, leżenia na świeżej trawie i wąchania świata.

16 marca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślaniaspacerzima

a jeśli zima to w śniegu cała

by Paulina 13 stycznia, 2017

Nie jestem może jakimś największym na świcie fanem zimna, ale mimo wszystko powtarzam za klasykiem, że jak jest zima, to musi być zimno.
Ale tak naprawdę zimno, a nie jakieś bździawe okolice zera…

I zawsze czekam, na choć parę dni takich solidniejszych mrozów, takich dieslo-killerów. Jak tak przymrozi, to człowiek, mimo rajtuzów pod spodniami, zamarzniętych włosów i zdechłego samochodu, zdecydowanie czuje że żyje. Zawsze słyszałam od babć, że musi być duży mróz w zimie, bo wybija robactwo i potem w lecie jest mniej komarów. Podobno nie ma to żadnego związku z rzeczywistością, jest wręcz przeciwnie – przy dużych mrozach owady po prostu zakopują się głębiej i żadnej owadozagłady nie ma.
Ale siedzi to we mnie. Zima jest. To musi być zimno.

Oczywiście, że przyjemniej byłoby mi teraz na jakieś rajskiej wyspie pod palmami chodzić boso po ciepłym piasku… Ale na tym to właśnie polega – w życiu nie musi, a wręcz nie powinno być zawsze przyjemnie i komfortowo. Przy wiecznym komforcie i nieustannej przyjemności ciało wiotczeje, charakter flaczeje, mózg rozmamłuje, wszystko się nudzi, zasładza tak na mdląco – klejąco.

A mróz nadaje nam jakiejś dzielności.
Ja wiem oczywiście jak to brzmi – w tym naszym wygodnym społeczeństwie, bezpiecznym i stosunkowo zamożnym, pełnym kaw z cynamonem, herbat z imbirem, kominków, wełnianych kocyków i termoforów.
Ale na taki mróz dobrze jest spod tych kocyków wyjść i się w tę zimę porządnie zanurzyć. Pochrupać i poskrzypieć butami po błyszczącym śniegu, mrużyć oczy na ostre zimowe słońce, poczuć szczypanie na policzkach. A po takim spacerku przy minus 20, we wspaniały sposób rozgrzewa się krew, nabłyszczają oczy, zarumieniają policzki i pojawia się zupełnie nowa, świeża energia, towar deficytowy o tej porze roku.

I się czuje taki intensywniejszy kontakt z naturą. Mniej komfortowy niż wąchanie kwiatków w ogrodzie, taki, który choć troszkę uświadamia, jak bardzo od tej natury jesteśmy zależni. Taki, który daje jakieś połączenie z pierwotnym człowiekiem w nas. A ja jakoś potrzebuję takich choć w niewielkim stopniu pierwotnych sytuacji. Niekoniecznie może od razu walki z niedźwiedziami i szycia sobie ałtfitów ze skóry tychże. Po prostu pójścia z dzieciakami na dłuższy mroźny spacer i zanurzenia się w to wdychanie lodowatego powietrza, szczypanie policzków i ręce kostniejące w minutę po zdjęciu rękawiczek.
Nie wiem czy widzieliście, jest taki film Capitain Fantastic o ojcu, zbuntowanym wobec naszej cywilizacji, wychowującym swoje dzieci wśród natury, w takiej trochę utopijnej rzeczywistości. Życie w lesie, polowanie, długie biegi, sprawność, a przy tym dużo książek, rozmów, nauka samodzielnego myślenia. Bardzo na mnie duże wrażenie zrobił, zwłaszcza w kontekście wychowywania naszych własnych dzieci i tego na co się godzimy z dzisiejszego świata, gdzie idziemy na kompromis, a gdzie idziemy pod prąd.

W każdym razie, bo ja tu się rozgadałam o utopijnych wizjach. Ten śnieg, ten mróz działają na mnie cudownie ożywczo. Niewygodne to może, ale potrzebne.
I zwyczajnie piękne przecież, na swój cudowny, bajkowy sposób piękne.

 

 

Zabawa w chowanego. Iskra przemyślnie ukryta.

 

13 stycznia, 2017 17 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

pokażesz mi kolory szarych chmur

by Paulina 23 listopada, 2016

Zanurzyliśmy się w listopadzie.

Zanurzyliśmy się w zapachu zbutwiałych liści i zimnego wiatru. W aromacie dymiących ognisk z badyli podeschniętych palonych na wsi.Wdychaliśmy powietrze szare, wilgotne i zimne.

Całe stada bażantów na ogołoconych polach. Drzewa bezlistne, zachwycające ażurową finezją gałęzi. Szarość i burość, a czasami brzozowy wybryk złocistości.

Idziemy, nie za wolno, zagrzewamy krew, spacery w szarości mają to do siebie, że muszą być dość energiczne, mimo swego dość ospałego charakteru. Niby nigdzie się nie spieszymy, ale jednak żwawo stawiamy kolejne kroki, nie dajemy energii skostnieć do reszty. Nasz śmiech zmienia się w obłoki pary. I oddychamy powietrzem zmarzniętym, choć dobrze doświetlonym słońcem – słońcem podobnie niestosownym jak śnieg w kwietniu, choć z o ile większą przyjemnością witanym.

Cenne są te słoneczne promienie listopadowe, cenne i rzadkie. Napawamy się, napawamy.

 

23 listopada, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńmindfulnessmój stylslow lifestylespacer

przez liści ogniste dywany przechodzi piękna bóg ostatni raz

by Paulina 27 października, 2016

Wzięliśmy rowerki i placki z dyni, z cynamonem, imbirem i rodzynkami. Pyszne i delikatne, pomarańczowe jak liście. Mogliśmy pomyśleć jeszcze o herbacie z sokiem malinowym w termosie, ale nie pomyśleliśmy. Ale i tak serca ogrzały nam się w tym cudownym świecie żółtym i czerwonym, szeleszczącym.


Słońce przebijało się skąpo przez chmury i prześwietlało miękko przez te przepyszne kolorowe drzewa.

(zmarznięte) ręce w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, powoli chodzę i rozglądam się…
A nogi w liściach, szurają, szeleszczą i chrupią. Wzrok w kolorach energetycznych. Kochane ramię obok i dzieci, sielankowo (i nietypowo ostatnio) zgodne i zachwycone spacerem. A klony, dęby, buki i brzozy olśniewają, każde na swój sposób.

Wróciliśmy do domu, na zupę. Potem był jeszcze grzaniec i trzask czarnej płyty, delikatny jak trzask ognia w kominku.

Jestem pokrzepiona.

 

 

27 października, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomowojesieńslow lifestylespacer

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…

by Paulina 13 października, 2016

Mój ulubiony złoty październik postanowił w tym roku zrobić sobie przerwę. Zastępuje go, prawdziwie wspaniałomyślnie listopad, jest bardzo zaangażowany i niestrudzenie zalewa świat szarymi chmurami i deszczem, żeby nikt przypadkiem nie zauważył, że drzewa są tak pięknie październikowo – kolorowe i kasztany czekają na zbieranie.

Pamiętam doskonale jak w tamtym roku się tą szarością zachwycałam… Ale teraz mam potworny niedosyt kolorów! Chcę wreszcie pójść do parku na porządny spacer i popławić w tej naszej jesieni złotej i polskiej, za którą tęsknię już od paru lat (bo najpierw Francja i jej przedłużona letnia aura – zresztą nic przeciwko niej nie miałam, a w tamtym roku remont mieszkania i totalny brak czasu na cokolwiek z podwójną ospą wietrzną na dobitkę). Chcę szurać nogami w liściach kolorowych, porzucać się nimi z dzieciakami, i wąchać ich miły zapach. Złoto – jesienne spacery po parku mają dla mnie specjalne znaczenie i super funkcję doładowywania akumulatorów przed następnymi ciemnymi miesiącami.

A tu wygląda na to, że zupełnie nagle, z prawie-letnich pikników zostaliśmy przeniesieni w świat grzańca, koca i ciepłych gaci. I kataru. Jestem na to rozpaczliwie nieprzygotowana.

 

 

13 października, 2016 6 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćLublinmindfulnessslow lifestylespacerwiosna

a pogoda rozśpiewana

by Paulina 11 maja, 2016

W pewien zwykły dzień, słoneczny zielony i pachnący u szczytu swojej majowości, upiekłam tartę z wędzoną rybą, opłukałam sałatę, a w słoiczku zabełtałam vinaigrette, zapakowałam jeszcze wodę, zapomniałam o sztućcach i dorzuciłam parę dziecięcych gadżetów. Wyjęliśmy rowery i przyczepkę, odebraliśmy dzieciaki z placówek i pojechaliśmy na piknik. Miasto stało w korkach, a my śmigaliśmy po ścieżkach rowerowych (w Lublinie sieć wspaniale się powiększa). I wjechaliśmy do parku, który przywitał nas pięknym słońcem, wspaniałą, soczystą zielenią, krzyczącymi pawiami i całym tym uroczym parkowym niespiesznym klimacikiem.

Park Saski, najstarszy w Lublinie, założony w 1837r, a całkiem niedawno zrewitalizowany, to jedno z tych przyjemnych miejsc na lubelski spacer. Położony na pagórzastym terenie, porośnięty starymi drzewami, taki do eleganckich spacerów w niedzielnej atmosferze – chodziło się tam z rodzicami lub dziadkami pospacerować, zjeść lody i nakarmić łabędzie. W późniejszych latach na koncerty w muszli koncertowej. A teraz historia zatoczyła koło i to my pokazujemy park naszym dzieciom.
Zaniedbaliśmy trochę tę szykowną niedzielną otoczkę, ale popołudnie było przeurocze. Wilczek znienacka zmienił się w hippisa, zjechał z górki i runął w zieloną trawę, wgapiał się w chmury, zrywał dmuchawce, podpatrywał słońce między palcami, turlał się po trawie, a na koniec zaległ na gałęzi niskiego drzewa, w malowniczej pozie geparda. Iskra, która zaliczyła rowerowy upadek, trzymała się bliżej koca.
Strasznie lubię i cholernie doceniam takie popołudnia. Niezbyt może spektakularne, oryginalne czy egzotyczne, ale migoczące szczęściem i radością jak gwiezdny pył. Nasze, wspólne, rodzinne. To trochę chyba na tym polega, bycie rodziną, na takich właśnie prostych chwilach, kiedy jesteśmy razem, szczerzymy się do słońca, wąchamy pachnące słońcem główki, gdy ściskają nas zielono-brudne od trawy łapki, gdy wspólnie gadamy do biedronek, patrzymy na chmury.

 

11 maja, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćmindfulnessmój stylslow lifestylespacerwiosna

nothing and everything

by Paulina 24 marca, 2016
 
Dzień zapowiadał się zupełnie nieciekawie i zwyczajnie. Zepsuty samochód, zimny wiatr, poranne fochy, porządek do zrobienia. Po południu słońce z typową wczesnowiosenną gorliwością zaświeciło w brudne okna naszego salonu. W głowie zamajaczyła mikofibra i płyn. Ale mąż miał lepszy pomysł. „Chodźmy na spacer. Na randkę”  Randka co prawda w towarzystwie dwóch pomponów, ich wózka i rowerka, piłki i królika, ale zawsze jednak randka.

Wiosna na łąkach rozprzestrzenia się leniwie, rozświetla suche trawy, pachnie świeżą ziemią, świergoli ptasim trelem.
Rześki wiatr zmysłowo rozwiewa włosy i sukienkę, słońce całuje po twarzy zostawiając pierwsze piegi i wypełnia po uszy poczuciem szczęścia – tego najprostszego, trochę banalnego, nieco pierwotnego i biologicznego. 
Słońce. Oto, jak niewiele potrzeba by zmienić „nieciekawie i zwyczajnie” na pięknie i szczęśliwie.

 

Mały backstage, „’Mamoooo, ona mi nie da naszej piłki!” „Niunia ni da piłyyyyyyyyyyyyyy”

24 marca, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlubelszczyznaLublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerwiosna

waiting for the sun

by Paulina 16 marca, 2016

Mam wrażenie, że ostatnio żyję od jednego słonecznego dnia do następnego. Chyba nigdy tak bardzo jak teraz moje dobre samopoczucie  (jakiekolwiek samopoczucie w zasadzie), moja cierpliwość do narybku, zdolności intelektualne i ogólne ogarnięcie nie zależą od paru kęsów UVA i UVB.

Gdy tylko trochę przyświeci, zachowuję się jak wygłodniały szczeniak, któremu coś zagrzechotało w misce, jak obywatel PRLu na wieść o dostawie papieru toaletowego,  fashionistka podczas dostawy do hmu i matka podczas drzemki dzieci. Sprzątam raczej szybko niż starannie, olewam obiad i  zbieram w te pędy towarzystwo, odciągam ich na siłę od pociągów, książeczek i klocków, i bijemy prawdziwe rekordy szybkości w wybieraniu się na dwór. Dzieci, może trochę oszołomione moją nietypową ostatnio energią, a może same ożywione przedziwną jasnością wyjątkowo współpracują przy wychodzeniu.
Na placu zabaw, niby ich huśtam, niby łapię zjeżdżających ze zjeżdżalni, biję brawo i wycieram gluty, a jednak zawsze, jak słonecznik jakiś ustawiam się tak, żeby mi świeciło na twarz… I sycę się, sycę, napawam i chłonę promienidła cudowne, życiodajne, szczęściogenne.

Trzeba sobie jakoś radzić, łowić złocistość i podkarmiać tę pozimową biedę, bo sposoby lutowe, rzeżucha i żonkile przestają się sprawdzać i wszystko we mnie chce się już położyć na trawie świeżo zielonej, wąchać fiołki i jeść szparagi.

Jak miło gdy takie chwile trafiają się przy niedzieli. Gdy do słońca dołącza niedzielna błogość, pełna wspólnych śniadań i kaw, rosołów i spacerów.

 

 

16 marca, 2016 20 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckospacerzima

Spacery zimowe

by Paulina 20 stycznia, 2016

Zima zima, zaśnieżyło, korzystamy.
Dziadzia przywiózł nasze prehistoryczne sanki, w pełni sprawne, dzieciaki poznają wreszcie co to jest.

„Idziemy na dwór” oznajmiam, „na sanki”, dodaję, spodziewając się, że dzieciaki w te pędy pójdą zrobić siku i stawią się w przedpokoju gotowe na kombinezonki i skafanderki. Ale nie ma lekko. Wilczek musi koniecznie kończyć zabawę pociągiem, wpada w rozpacz, bo siostra mu rozwaliła tory, i „masynista się zgubiła”. Kątem oka widzę, jak rozwalacz torów podskakuje w rajstopie na jednej nodze z nieszczęsnym duplo ludzikiem w łapce. Wymieniam maszynistę na duplo kotka, zarządzam absolutnie ostatnią rundkę pociągu. Daję pić Iskrze. Zakładam im (i sobie) te warstwy nieszczęsne, robi się gorąco. Przebieram zalaną piciem bluzeczkę.
Prawie gotowe, dzieci zbiorowo odczuły potrzeby toaletowe (mój błąd, trzeba było zapytać o siku wcześniej). Ubieramy się. Znowu. Mocuję się z wilczkowym zamkiem w kombinezonie, Iskra znika z pola widzenia. Po chwili odnajduję ją w łazience, w nieswojej (oczywiście) czapce, próbującą napić się płynu do soczewek. Coraz cieplej. Jeszcze krem na buzię, szaliki, poszukiwania jednego buta córy (znalazł się w kuchni, obok wzgardzonej skórki od chleba). Wychodzimy, wolę nawet nie sprawdzać, ile czasu minęło od mojego hasła o wychodzeniu. Sanki pod pachę, dzieciaki za ręce, złazimy z trzeciego piętra, ja, mnąc przekleństwa pod nosem, dwa ludziki michelin chwiejąc się niebezpiecznie, przysiadając na schodkach, walcząc o autonomię domagając się założenia rękawiczek JUS TELAS, lub chcąc koniecznie trzymać siostrę za rękę.
Uff. Pomrukuję jakieś teksty o cholernej zimie, cholernych spacerkach, kwiecie lotosu, ciężkich sankach, zapomnianych chusteczkach i jeszcze inne takie…

Idziemy. Tzn ja idę, i ciągnę towarzystwo po resztkach śniegu na pilnie odśnieżanych chodnikach.

Aż docieramy nad rzekę, gdzie zupełnie za darmo dostajemy takie arcydzieło.

 Ot tak, dla nas. Migoczącą białość, połyskującą świetlistość, tysiące odcieni bieli. Przepiękne rysunki białych drzew, małe, lśniące kryształki na gałęziach tworzące taką właśnie obłędną całość. Zatyka z zachwytu. Nieletni gadają do kaczek, brną po śniegu, ciągną sanki, badają, oglądają, zyskują fantastyczne rumieńce i gluty pod nosem (których nie mam czym wytrzeć za bardzo…).

A jednak warto.

20 stycznia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • …
  • 7

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry