Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

Uncategorized

jesieńmindfulnessrozmyślaniaslow lifestyleUncategorizeduważność

daj sobie spokój

by Paulina 28 listopada, 2025

To taki piękny i mądry zwrot.

Dać sobie spokój. W tych rozedrganych, szybkich, intensywnych czasach, gdy latamy, załatwiamy, ogarniamy wszystko w pędzie, multitasking, optymalizacja, przyspieszenie i instant.

Jesteśmy przebodźcowani, przegrzani, wypaleni. A gdy przydarza nam się wolna chwila, zupełnie dobrowolnie (chociaż może nie do końca, tak działa głód dopaminy i nasz mózg, przyzwyczajony, do ciągłych bodźców) bombardujemy się taką ilością  obrazków, informacji i emocji, z jaką jeszcze nasi rodzice, czy dziadkowie mieli do czynienia w ciągu tygodni.

A najbardziej potrzeba na właśnie spokoju. Zatrzymania. Na chwilę, nikt nie mówi o tygodniach odosobnienia, choć czasem właśnie o tym marzę najbardziej.

Ale możemy wykrzesać z naszych intensywnych dni te kilkanaście minut i nie przeznaczać ich na dalsze bodźcowanie. Wtedy możemy dać sobie spokój.

Dać sobie 20 minut spaceru po osiedlu, z patrzeniem na łysiejące listopadowo drzewa.

Dać sobie 8 minut na medytację

Dać sobie pełnowartościowe picie herbaty, z czuciem zapachu, smaku i ciepła

Dać sobie czas na poczucie swojego ciała. Na zamknięcie oczu i oddychanie.

A w drodze do pracy podarować sobie zauważenie mgieł snujących się nad trawnikami.

Podarować to sobie, tak samo jak podarowujemy sobie nową sukienkę, „bo jestem tego warta”, należy mi się. Wiecie o co chodzi, pieniądze na tą sukienkę to zazwyczaj kilka godzin pracy, i to jest ten czas z naszego życia, który przeznaczamy na tę właśnie rzecz. A czasem można wybrać inaczej. Czasem można zastanowić się, co naprawdę daje mi spokój i odpoczynek.

Uświadomić sobie, o o nam naprawdę chodzi w życiu, to zawsze pozwala nabrać dystansu.

Zastanowić się, spróbować, poczuć.

A potem to sobie dać.

Dać sobie spokój.

28 listopada, 2025 2 komentarze
1 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćjesieńksiążkirozmyślaniaUncategorizeduważność

jesienne czasospowalniacze

by Paulina 4 listopada, 2025

Jesienią najbardziej lubię zmierzch. Nawet gdy o zmierzchu trzeba odwozić lub odprowadzać dzieciaki na zajęcia dodatkowe. Niezależnie od tego czy szuram właśnie w liściach, jadę samochodem, czy w domu zaparzam popołudniową herbatę pu erh. Gdy jesienią zapada popołudniowy zmierzch, to jest trochę ten efekt wełnianego kocyka przykrywającego życie, „teraz już nic nie musisz, teraz się utul i napij coś ciepłego, i masz jeszcze kardamonowe ciasteczko sobie przegryź.”

czytaj dalej
4 listopada, 2025 2 komentarze
3 FacebookTwitterPinterestEmail
jak odpoczywaćnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrozmyślaniaUncategorizedwakacje

nie zawsze jest idealnie, czyli o wakacjach

by Paulina 9 lipca, 2025

Rumunia. Gdzieś w górach. Wracaliśmy z pewnej jaskini. Krycha nie zauważył niewykończonego, ostrego krawężnika. Huk, syk, i już wiemy – opona poszła. Na dojazdówce dotarliśmy do najbliższego warsztatu wulkanizatorskiego, gdzie młody chłopak w klapkach z rozkosznym uśmiechem zaoferował nam zjechaną niskoprofilową oponę i poinformował, że sprzęt do wyważania „jest kaput”. Czekał nas zakup nowej opony, co nie było takie oczywiste w środku rumuńskich gór. Wróciliśmy na camping, kilkanaście kilometrów dalej, na sam początek bardzo solidnej burzy. I dobrze, że zdążyliśmy, bo wiatr wiał naprawdę mocno i trzeba było trzymać namiot, żeby nie połamał się stelaż. Tak rozpoczęły się nasze rumuńskie wakacje.

czytaj dalej
9 lipca, 2025 3 komentarze
6 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

niech całują cię słońce i woda

by Paulina 15 lipca, 2022

 

Mamy tradycję dorosłych wypadów do Kazimierza Dolnego raczej w sierpniu, przy okazji rocznicy ślubu. Kojarzy mi się bardzo sierpniowo to miasteczko, pasuje kolorystycznie do mojego o sierpniu i końcu lata wyobrażenia.

Ostatnio udał nam się taki wczesnoletni kazimierski dzień. Tym razem nie był to nasz tradycyjnie płowy dzień z miękkim światłem, pachnący pierwszymi jabłkami i skoszonym zbożem. Dzień lata jeszcze młodego, zielonego, pachnącego czereśniami i lipami.

Tradycyjny był za to spacer nad Wisłę, a Wisła niezmiennie leniwa, z piaszczystym brzegiem i charakterystycznym, mulistym zapaszkiem. Idziemy sobie wtedy ze ręce, albo tylko małe palce zaplatając, gdy jest zbyt gorąco. Idziemy i milczymy, bo nie trzeba odpowiadać na miliony pytań, zauważać, potwierdzać i doceniać. Rozmawiamy, śmiejemy się, gapimy się razem w niebo. Bez nadmiernego bagażu (choć ten i tak ostatnio już mniejszy nawet z dziećmi). We dwoje, on i ja, jak kiedyś było i kiedyś będzie. Dlatego dbamy o ten tylko nasz czas. Dwoje dorosłych ludzi, którzy wybierają, świadomie, bycie razem, i ten spacer z zaplecionymi małymi palcami. Dobrze się przekonać, że idziemy sobie razem, i bierzemy się za ręce z premedytacją.

15 lipca, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

kroplówka z majem

by Paulina 28 maja, 2022

 Wyglądam przez nasze wielkie, upaćkane małymi rączkami okno. Gniazdo srok, które obserwowaliśmy od listopada na wierzbie, ukryło się wśród soczyście zielonych listków. Gdy wyjdzie się na balkon okoliczne kosy dają taki koncert, że wydaje się że mają jakiś głośnik.

Każde odprowadzanie dzieciaków do szkoły i przedszkola staje się cudownym spacerem po rajskim ogrodzie.

 Wychodzę na wieczorna przechadzkę, a świat pachnie beztroską. Trochę placem zabaw i
graniem w gumę lub podchody na osiedlu. A trochę juwenaliami i
studenckimi wagarami z piwkiem gdzieś na trawie.

Parogodzinna wycieczka w podkazimierskich wąwozach robi efekt niemal jak wakacje. Łazimy po tym pachnącym świecie, robimy zdjęcia kwiatków, a potem zalegamy na długo pod wielką, kwitnącą gruszą.

Gdy maj wtłacza się wszystkimi porami przez skórę, gdy wdycham go każdym oddechem, wszystko zyskuje trochę inny wymiar. 

Pogoda zmienia się jak nastrój u nastolatka, gwałtowne deszcze, ostre porywy wiatru, nagłe mocne słońce, obłędna tęcza.

Po deszczu, chodniki wyścielone kwiatami topoli, mokre szpaki wracają do wydziobywania dżdżownic z ziemi, można zaobserwować jak latają do jednego miejsca na drzewie, w gniazdku, dobrze schowanym za liśćmi już czekają pisklaki.

Jemy szparagi, szczaw i szpinak.

Kończy się ten maj. Zaraz wakacje. Wilczek pojedzie na swój pierwszy obóz. Sandały za małe, spodnie za krótkie.

Pisałam kiedyś o tym , że w lecie przemijanie jest jakoś zachwycające.

Ale ostatnio za szybko jednak to przemijanie.

Ściska mnie w sercu, gdy wtula się we mnie Pirat, tymi ciągle jeszcze
małymi łapkami przedszkolaka. Ale ściska inaczej, gdy wtula się Iskra,
lub Wilczek, długimi, chudymi ramionami, które za chwile wydłużą się
jeszcze bardziej. 

Gdy widzę jak moje najmłodsze dziecko wsiada na
rower i zasuwa tak, że nie mogę za nim nadążyć, odczuwam trochę ulgę, a
trochę nostalgię, że już nie mam żadnego dziecka do targania w chuście
albo pchania wózka. Wiecie, mam w sobie jakiś rodzaj żałoby za dziećmi, których już nie
urodzę.

Czas mi ucieka, coś za szybko.

Ale wiem jedno, na zatrzymanie czasu najlepiej działa bycie w teraźniejszości. Postanowienie na najbliższe soczyste miesiące mam takie, żeby się tak zakotwiczać jak najwięcej. Gapić się na przekwitające bzy i rozkwitające piwonie, słuchać buczenia pszczół w kwiecistym drzewie, jeść truskawki z zamkniętymi oczami.

28 maja, 2022 8 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

hop hop!

by Paulina 3 listopada, 2021

Wracam po przerwie nieplanowanej i przydługiej, po czasie intensywnym, chaosiastym i drenującym emocjonalnie.

Powoli w tej karuzeli odzyskuję równowagę, więc wracam i tu, do mojej myślodsiewni. Odkurzam wirtualne pajęczyny i mam nadzieję, że się z pisaniem trochę rozkręcę, i wróci mi łatwość pisania (bo póki co łatwo nie jest, tego posta też piszę już nieprzyzwoicie długo). Trudno się wraca po takim czasie, trudno się pisze, brakuje słów, każde zdanie wydaje się nie takie, wcale nie mam też pewności, czy to jeszcze ma sens, bo może co miałam do przekazania już przekazałam? Nie wiem, ale tęskniłam bardzo, lubię to miejsce:)

Zobaczymy, co będzie dalej.

W każdym razie, co działo się u mnie przez te ponad trzy miesiące?

Tegoroczne wakacje, tak jak się spodziewałam, nie były jakimś pełnym przygód szaleństwem rekreacyjno-wyjazdowym. Ale byliśmy na to przygotowani, że szalone przygody tego roku to raczej przy wyborze sedesów, frontów kuchennych i miejsc na gniazdka elektryczne.

Ale było trochę tak, jak spodziewałam się w ostatnim wpisie, bywało błogo i rozkosznie. W tak zwanym międzyczasie, między płytkami a kablami, w czasie schnięcia parkietu, wymykaliśmy się życiu na chwilę (o wakacjach na Jurze mam wstępnie przygotowane parę słów, dajcie znać, czy chcecie czytać o lecie w listopadzie;))

Potem było tornado przeprowadzkowe. 

Nie miałam do blogowania w tym czasie zupełnie głowy, kompletnie nie
nadaję się na blogerkę która barwnie i szczegółowo relacjonuje remonty i
urządzanie wnętrz. Chociaż te procesy, poza oczywistym stresogennym
działaniem cieszą mnie i ekscytują, ale energii i entuzjazmu już nie
starcza na relacje. Pewnie więc nasze nowe miejsce będzie się
pojawiać trochę przy okazji, metamorfoz i upiększań nie będzie niestety
(sama żałuję, bo bardzo lubię takie czytać i oglądać na innych blogach).

Z wrześniem zaczęła się szkoła, zajęcia, gile w nosie i kwarantanny. Rozpakowywanie miliona pudeł, końcówka remontu, zalewanie sąsiadów. A także bardzo przyjemne przerywniki w postaci weekendowych wypadów tu i tam, o nich chcę jeszcze napisać.

I moszczenie się w nowym miejscu. 

Umościliśmy się. Dużo jeszcze do zrobienia, pokoje dzieci są zupełnie nie urządzone, czekają nas więc ich królestwa, poza tym obrazeczki, półeczki, doniczki itd. Ale chyba chwilę musimy odetchnąć, i pocieszyć tym co jest, a jest już pięknie.

Zanurzamy się w jesieni, szeleście liści i płyt (bo wreszcie uruchomiliśmy sprzęt grający), żywimy na zmianę dynią, papryką i burakami, serem kozim i winem (bo ratalne parapetówy w akcji).

Tak to w skrócie u mnie wyglądało. Wraz z odzyskaniem względnego balansu (przerywanego choróbskami dzieciaków), zamierzam też wrócić tutaj. Odezwijcie się proszę, że jesteście!

3 listopada, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

Share Week 2016

by Paulina 2 kwietnia, 2016

Trochę rzutem na taśmę, bo akcja kończy się za chwilę, ale postanowiłam wziąć udział w Tygodniu Dzielenia się Fajnymi Treściami organizowanym przez Andrzeja Tucholskiego.

Polecę Wam dzisiaj blogi, może niekoniecznie te najbardziej popularne z milionami odsłon, ale te, które bardzo cenię i które czytam regularnie. Będzie ciężko wybrać tylko trzy najulubieńsze (a takie są zasady).

To jedziemy.

Ruby Times
Agata jest moim internetowym bliźniakiem, choć nie poznałyśmy się (jeszcze!) w realu, to niedługo nasze umysły będą stanowić jedną całość, jak powiedział Kot do Shreka. Mamy podobne historie, podobne dzieciaki (poza trzecią Sztuką, która u niej w drodze, a u mnie się raczej nie zapowiada), podobne myślenie. Widziałam nawet na jakimś zdjęciu, że i perfumy te same:D Agata świetnie pisze, z dużą dozą humoru, autoironii, ale i czułości. Tematy zróżnicowane – od szeroko (bardzo po mojemu;) ) ujętego parentingu, przez wnętrza i kulinaria, po poważniejszą publicystykę. Bardzo lubię!


Kokijażyki 
Nazwa Kokijaże sur la Plaże urzekła mnie zanim jeszcze zobaczyłam bloga. A jest co oglądać, ja za pierwszym razem wsiąkłam na parę ładnych godzin. Marta ma cudowną urodę, robi przepiękne zdjęcia, wspaniale na nich pozuje, ma wspaniałe nogi i świetny styl. I jeszcze fajnie pisze!

Miss Ferreira 
Kolejna Mama Trójki, wyglądająca przy tym jak milion dolców. Najbardziej lubię ją czytać, ma fantastyczny, niepodrabialny styl, fantastycznie bawi się słowami, potrafi pięknie cieszyć się życiem. I jest z Lublina!

Styledigger – za konkretne, analityczne artykuły o modzie „slow” i fajny styl pisania
Sannas land of illusion – za wełniane cudowności, piękne wnętrza, przesympatyczną osobowość i cudny uśmiech
Venila Kostis – za teksty!
Fabjulus – za rewelacyjne poczucie humoru i lekkie pióro
Kulturą w Płot – za ciekawą treść przedstawioną w fajny sposób
Aifowy – za zdjęcia, góry i magiczny klimat
Mammamija – za zdjęcia, miejsca i pięknie spędzany czas z synkiem

2 kwietnia, 2016 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

Jak się dobudzić

by Paulina 12 listopada, 2014

Pytanie ważkie i aktualne, gdy jesienna złocistość szarzeje, zalewa się deszczem i robi wszystko by zniechęcić do wychodzenia z łóżka. Osobiście nie miałabym nic przeciwko wylegiwaniu, się dla odmiany do 9 np… Ale na dzieciach senna pora roku nie robi wrażenia, i obudzone i gotowe na nowy dzień są już od świtu. Dlatego, chcąc czy nie, trzeba się z tej ciepłej pościeli wygrzebać i próbować wykrzesać z siebie energię, by próbować choć nadążyć za tym drobiazgiem (- cytując pewnego Misia).

Tylko jak tę energię krzesać…

Najlepiej byłoby się oczywiście wysypiać… Ale niestety ostatnio widoków na to brak… (ząbkowanie…)

Jako kolejna dość oczywista odpowiedź, nasuwa się kawa. Najchętniej parzona przez męża, w aeropresie, łagodna w smaku, zdecydowana w działaniu, bez mleka i cukru, z kostką gorzkiej czekolady.
Problem z kawą mam taki, że potrzebuję do niej sprzyjających okoliczności. Kanapy, muzyki, względnego porządku, 15 minut spokoju. Nie lubię pić kawy w biegu i stresie, na stojąco, nie dla mnie szybkość espresso na dwa łyki.

Herbatę lubię, ale jakoś mnie ona nie budzi.

Na co dzień decyduję się raczej na yerba mate.Ten napój też wymaga trochę rytuału, ale pasuje mi popijanie go w trakcie różnych innych czynności. Mate odkryliśmy parę ładnych lat temu, podczas podróży, niestety nie po Paragwaju, a po Portugalii. Byliśmy na świeżo po przeczytaniu Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anakonda W. Cejrowskiego (swoją drogą, bardzo polecam tego autora, jest jedyny w swoim rodzaju, ma co opowiadać i robi to w mistrzowski sposób) i coś już o yerbie słyszeliśmy. Podobał nam się ten element rytuału, trochę magii, byliśmy ciekawi smaku i wspaniałych właściwości. Tak o yerbie pisze wspomniany już W.C.

I właśnie w Portugalii, gdy trafiliśmy na guampę (naczynko do yerby) z Palo Santo, specjalnego gatunku drzewa, rozpoczął się nasz mateizm. Warto pić mate, to napój wspaniale pobudzający, nie powodujący zamulania (co się zdarza kawie) ani pikawy (co też się zdarza kawie). Do tego zawiera mnóstwo antyoksydantów, obniża poziom cholesterolu, wspomaga trawienie, podnosi odporność.

A skoro warto, to jak pić? Najlepiej trzymając się paru zasad – trzeba zaopatrzyć się w naczynko, najlepiej właśnie z palo santo, albo z tykwy, do niej dołączona jest bombilla, czyli rurka z dziurkami, do picia, która zatrzymuje farfocle. Mate wsypujemy do wysokości trzech czwartych guampy i zalewamy gorącą – ale nie wrzącą – wodą. I, co jest naprawdę fajne, możemy tę wodę dolewać kilkakrotnie, aż skończy nam się woda w termosie lub smak lub ochota.

A jak smakuje? Niektórzy twierdzą, że jak mokre papierosy… Smak jest faktycznie… specyficzny… Ale czy specyficzne nie są kiszone ogórki?
Osobiście polecam.

Na senność bardzo pomaga też chwila gimnastyki o poranku. Odkąd nie mam takiej możliwości, mam wielką ochotę na poranny jogging, wyobrażam sobie jak lekko biegnę i wdycham rześkie powietrze w upajającej ciszy albo z pozytywna muzyka płynącą ze słuchawek… Ale od jakiegoś czasu zamiast tego mam parę powitań słońca, ewentualnie kilka mniej lub bardziej skoordynowanych wymachów rękami i nogami w asyście niemowlaka i obciążeniem dwuipółlatkowym.

Dobrze robi też gorąco – zimny prysznic z pobudzającymi aromatami, i solidne śniadanie ( u nas przeważnie jaglanka lub owsianka w wersji na bogato, gotowana na wodzie, ale z migdałami, rodzynkami, prażonymi jabłkami z cynamonem, i odrobiną masła.)

Jakie są Wasze sposoby?

12 listopada, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

pielęgnacja olejowa

by Paulina 8 stycznia, 2014

 źródło zdjęcia

 Ładnych parę lat temu, zmuszona sytuacją (okropnymi problemami z cerą), zaczęłam uważnie czytać o kosmetykach – przeróżne opinie i fora. Wkręciłam się w temat, zaczęłam analizować składy, odkryłam kosmetyki apteczne, ekologiczne, w końcu półprodukty kosmetyczne… A to był prawdziwy szał. Robiłam wszystko – olejki myjące, sera, kremy, balsamy… Doszło do tego, że zajmowałam w lodówce jedną półkę…
Potem trochę mi się znudziło, zaczęło denerwować, że wiele półproduktów się przeterminowuje, zanim zużyję je choćby do połowy, a na wyjazdy i tak musiałam kupować „gotowce”.

Teraz jestem dość wyważonym kosmetomaniakiem… Zwracam uwagę na to, co kupuję, lubię proste składy i niezmienną miłością darzę oleje. Tłoczone na zimno z przeróżnych roślin, czasem dość zaskakujących… Naturalne i łagodne, o fantastycznych właściwościach

Stosuję je do wszystkiego.

Olej kokosowy, czy arganowy wspaniale sprawdza się na włosy. Nakładam na noc niewielką ilość jednego lub drugiego, zaplatam w warkocz, a rano myję. Odkąd je stosuje, włosy mam bardzo błyszczące, zdecydowanie mocniejsze i sprawiają wrażenie grubszych, gdy się je weźmie do ręki (chociaż to akurat może byc efekt ciąży…)

Twarz… Ta przeszła wiele. Mam raczej tendencję do przetłuszczania, w swoim czasie problemy z trądzikiem (jak ja nie lubię tego słowa… trądzik – taki mały trąd) i do dodatkowego natłuszczania byłam nastawiona mocno sceptycznie. Do momentu, kiedy kolejne wysuszające kosmetyki nie skutkowały, i zdecydowałam się spróbować. I zadziały się cuda (zaznaczę tylko, trądzik niekoniecznie jest problemem tylko skórnym. Często przyczyną tkwią głębiej – przeważnie w hormonach, w diecie, stresie czy alergii). Rewelacyjnie działał olej z nasion czarnej porzeczki. A na blizny i ogólnie przyspieszenie gojenia prawdziwym cudotwórcą jest olej tamanu. Teraz na co dzień używam oleju z róży rdzawej i arganowego, delikatnie masuję nimi twarz tutaj liczę na efekty długoterminowe, czyli ich efekt antyoksydacyjny i ogólnie przeciwzmarszczkowy, chociaż działanie doraźne jest też bardzo widoczne – cera jest promienna i nawilżona, koloryt ujednolicony.
Wada olejów na twarz – nie wygląda się po wysmarowaniu jakoś szczególnie atrakcyjnie, warto też używać ich jakiś czas przed położeniem się do łóżka (i wtarciem wszystkiego w poduszkę). Można też stosowac mieszankę olej + żel hialuronowy (wspaniały nawilżacz, dostępny w sklepach z półproduktami), wtedy konsystencja jest mniej oleista, bardziej kremowo-żelowa i lepiej się wchłania.

Klasyk, czyli olej rycynowy na brwi (na rzęsy u mnie się nie sprawdza – spływa do oczu, co strasznie szczypie i podrażnia) – wcierany w brwi i skórę tam, gdzie rosną. Brwi są zdecydowanie bardziej widoczne (choć Carą Delevingne się nie stałam). Próbowałam też smarować olejem rycynowym nasadę włosów, ale to mocno niewygodna rzecz – olej rycynowy jest gęsty i przez to potwornie niewygodny w takim stosowaniu.

Mój rosnący brzuch smaruję olejkiem gotowcem – babydream z rossmana. To mieszanka olejów migdałowego, makadamia, jojoba, sojowego i słonecznikowego, a także witaminy E. Sprawdza się świetnie, rozstępów brak.

Mimo nieustannych poszukiwań idealnego eliksiru do paznokci, w ich pielęgnacji króluje ciągle oliwa z oliwek – delikatnie podgrzana, w miseczce, do moczenia. Nie jest to najpraktyczniejsza sprawa, bo dobrze jednak wytrzymać z tymi rękami w misce ze 20 minut i nie musieć ich wyjmować i pilnie czegoś nimi robić. Ale na paznokcie działa rewelacyjnie.


I jeszcze wspaniałe masło karite. Wszędzie tam, gdzie potrzeba naprawdę solidnego odżywienia. Na kolana i łokcie, na stopy (gruba warstwa na noc, ze skarpetkami), na dłonie. Doskonale zmiękcza, odżywia. Ręce po godzince z maseczką z grubej warstwy tego masełka, wyglądają prawdziwie „księżniczkowo”- jakby nigdy nie widziały gąbki do mycia naczyń czy mrozu. Można stosować na całe ciało i twarz (chociaż niektórych zapycha) – ale ja nie przepadam za tym, rozsmarowuje się dosyć ciężko i wolno wchłania.


Olej migdałowy (albo jojoba) przyda się też pod koniec ciąży, do masażu przygotowującego do porodu. Taki masaż zmiękcza tkanki i pomaga uchronić przed nacinaniem lub pękaniem.

8 stycznia, 2014 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Uncategorized

krok po kroku, krok po kroczku…

by Paulina 22 grudnia, 2013
 

Do Świąt pozostał dosłownie moment. A ja dalej nie w klimacie. Po raz pierwszy Gwiazdka z dala od domu i wielkiej, głośnej we włoskim stylu rodziny. Smakować też będzie inaczej. Nie będzie karpia i klusek z makiem, typowe dania we Francji na Święta to ostrygi, wędzony łosoś i kaczka z kasztanami. Pewnie trochę połączymy polsko-francuskie podejście wzbogacając je naszością. I tym, że nic nie musimy. Nawet  nie wiem, czy zrobię pierniczki. W sumie, to nawet mi się podoba, chociaż jest mocno nietypowo.

Atmosferze nie sprzyja też 15 stopni na plusie.

Mamy za to choinkę ze światełkami i koronkowymi gwiazdkami, wzbudzającą maksymalną euforię u Młodzieży. Mamy opłatek. Byliśmy na świątecznym jarmarku. Ładnie.

 

I wysłaliśmy kartki. Ręcznie robione, ręcznie pisane, żadnych gotowców.
Bardzo cenię takie życzenia, nawet krótkie ale napisane przez kogoś dla
kogoś. Może być mejlem lub smsem, ważne żeby nie były to taśmowo
wysyłane puste słowa, zwłaszcza wierszyki (z odkrywczymi rymami w stylu Narodzenia – życzenia, Święty – prezenty, choinka – rodzinka).

////////////

22 grudnia, 2013 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry