Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

biwak

aktywnie z dziećmibiwakgórygóry z dzieckiemlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemRumuniawakacje

Rumunia z dziećmi pod namiotem

by Paulina 6 sierpnia, 2024

 

Do Rumunii chcieliśmy wrócić od lat, byliśmy tam razem jeszcze przed dziećmi, jechaliśmy pociągami przez Ukrainę i to zupełnie inna epoka była. Zapamiętaliśmy jednak, że kraj jest piękny, zróżnicowany, że góry wspaniałe, a mieszkańcy arcyprzyjaźni.

Dlatego zapakowaliśmy się do samochodu z naszym namiotem (okazało się że to jego ostatnia podróż z nami) i któregoś lipcowego dnia nad ranem wyruszyliśmy.

Park Narodowy Apuseni

Rumuńskie wakacje rozpoczęliśmy dość
blisko od węgierskiej granicy, w Parku Narodowym Apuseni. To Góry
Zachodniorumuńskie, które nazywane bywają rumuńskimi Bieszczadami. I
faktycznie coś w tym jest. To taka większa wersja Bieszczad, góry
przepiękne, widoki niezwykłe, szlaki dobrze oznaczone. Do tego jaskinie,
wodospady i przeurocze wioseczki z domami krytymi starą ceramiczną
dachówką.

 

camping wśród takich klimatycznych stogów siana

rumunia z dziecmi

a tu niesamowita tęcza po niesamowitej burzy. Na szczęście byliśmy na miejscu, żeby trzymać namiot, który i tak niestety oberwał dość solidnie

Niedźwiedzie w Rumunii

Jako, że Rumunia jest krajem w dużej mierze górzystym, zielonym, więc niedźwiedzi mają sporo.

To
był główny powód, dla którego nie odważyliśmy się biwakować na dziko.
Zresztą wszystkie górskie campingi zagrodzone były ogrodzeniem pod
napięciem, bo rumuńskie miśki są bardzo ciekawe i śmiałe i chętnie
sprawdzają, co dobrego akurat szykuje się na kolacje. I te właśnie cechy
stały się dla tych wspaniałych zwierząt mocno problematyczne.
Niedźwiedzie w Rumunii przyzwyczaiły się do ludzi i doskonale wiedzą, że
człowiek oznacza łatwe jedzenie. Dlatego normą stały się
niedźwiedzie siedzące przy górskich drogach i ludzie zatrzymujący się,
żeby zrobić zdjęcie i, niestety, poczęstować zwierzaki jakimś
przysmakiem…

Takie zwierzęta, które
„oswoiły się” z ludźmi zazwyczaj są zabijane, bo stanowią zagrożenie dla
ludzi. Przykre, bo zwierzęta to zwierzęta, trudno je winić o to, że,
gdy są dokarmiane przez turystów, zaczynają traktować ludzi jak źródło
jedzenia.

Między innymi dla takich zwierząt powstało niedźwiedzie
sanktuarium, Libearty. Choć u podstaw jego powstania jest wiele innych,
dużo bardziej smutnych, tragicznych historii, pełnych ludzkiego
okrucieństwa i bezmyślności. Otóż jeszcze całkiem niedawno, pod koniec XX w.
przy hotelach czy restauracjach można było trafić na „atrakcję
turystyczną”, czyli niedźwiedzia uwięzionego za żelaznymi kratami, na
betonowym podłożu o powierzchni kilku metrów kwadratowych. Zwierzęta
były głodne, chore, i totalnie wyniszczone psychicznie przez życie w
nieludzkich warunkach. Zajrzycie koniecznie na stronę sanktuarium,
zwierzaki mają tam do dyspozycji 70 hektarów górskich lasów i dożywają
swoich dni w spokoju i komfortowych, dzikich warunkach. Wizyta w
sanktuarium jest możliwa tylko w godzinach porannych, i można
powiedzieć, że to ludzie odgrodzeni są kratami od zwierząt, bo te mają
ogromne przestrzenie do swojej dyspozycji.

Pietra Craiuli i Braszow

Następnie ruszyliśmy do serca
Transylwanii (dzieci w Rumunii najbardziej chciały odwiedzić właśnie Transylwanię), do kolejnego parku narodowego, Pietra Craiuli. Ominęliśmy
trasę transfogarską, podobno spektakularną, obawiając się nieco o
chorobę lokomocyjną, z którą mamy różne, bogate doświadczenia. Okolice
Braszowa stanowią wspaniałe góry i wąwozy. Wśród dość popularny Kanion Siedmiu Drabin. Jest to miejsce spektakularne – powstałe w wyniku zawalenia się dachu jaskini, do którego dochodzi się przyjemnym szlakiem wiodącym przez malowniczy wąwóz. Do tego z fantastyczną atrakcją – otóż w dół wąwozu można zjechać serią 42 tyrolek. Jest to jednak rozrywka dla osób powyżej 16 roku życia, więc zeszliśmy piechotą, a nasze dzieci musiały zadowolić się wersją dla młodszych, czyli tyrolkami rozciągniętymi nad niższą częścią wąwozu.

A sam Braszów jest
pięknym, średniowiecznym miastem, założonym w XIII wieku przez
Krzyżaków. Wspaniale zachowana starówka, z charakterystycznymi
pomarańczowymi dachówkami i położenie wśród gór, czynią z niego jedno z najładniejszych miast w Rumunii.

popołudniowe rozrywki

a tu już Braszów

Na górę Tampa, z charakterystycznym, hollywodzkim napisem można wdrapać się, lub wjechać kolejką

spacer między starymi wieżami strażniczymi

Strada Sforii, najwęższa ulica w Rumunii, jedna z najwęższych w Europie
a tu kanion siedmiu drabin

Delta Dunaju

To miejsce, wpisane na listę światowego
dziedzictwa Unesco, chciałam odwiedzić od dawna. Z naszego campingu pod
Braszowem dzielił nas kawał drogi, ale uznaliśmy, że bliżej zbyt prędko
nie będziemy, dlatego ruszyliśmy do krainy wód, błota, ptaków i komarów.
Deltę Dunaju trzeba zobaczyć z łódki, inaczej to zupełnie nie ma sensu.
Dopiero parę godzin pływania w większych i węższych kanałach, jeziorach, rozlewiskach pozwala
zachwycić się tym miejscem. Popłynęliśmy o 5 rano na czterogodzinną
wycieczkę i było to fantastyczne doświadczenie. Początkowo zachwycaliśmy
się każdym dostrzeżonym ptakiem, robiliśmy mnóstwo zdjęć, a po jakimś
czasie daliśmy się po prostu, nomen omen, ponieść nurtowi, co dało
zupełnie nową jakość przeżyć. 

Popularnym miejscem wypadowym na Deltę jest Tulcza, my jednak wybraliśmy się trochę dalej, do mniejszej i spokojniejszej miejscowości Murighiol.

Będąc w tej okolicy,
skorzystaliśmy z okazji i spędziliśmy dzień nad Morzem Czarnym,
wyjątkowo ciepłym. Ze względu na Deltę, na naszą plażę można było
dotrzeć tylko taksówką wodną, co miało oczywiście swój dodatkowy urok i skutkowało mniejszą ilością ludzi.

 

Sighisoara i okolice

Pewien rumuński emeryt spotkany na jednym campingu powiedział nam, że ze wszystkich rzeczy absolutnie koniecznie
musimy zobaczyć Sighisoarę. „Obiecajcie mi” powiedział. Obiecaliśmy, i
właśnie w okolicach Sighisoary zatrzymaliśmy się na nasz ostatni camping
przed powrotem do domu.

Sighisoara jest wspaniale zachowanym
średniowiecznym grodem ochronnym, otoczonym murami i basztami obronnymi
(każda należąca do innego cechu. Jest więc wieża krawców, wieża szewców,
producentów sznurów i bednarzy, każda unikatowa). Pełno jest ślicznych, kolorowych kamieniczek, i brukowanych ulic.

Na koniec, zostało nam zupełnie nieoczekiwane miejsce. Płaskowyż pełen starych, ogromnych dębów, pamiętających czasy średniowieczne, kiedy w tym miejscu wykarczowano część lasów, zostawiając dęby dla cienia i żołędzi, drzewa owocowe i trawy do wypasu bydła. Miejsce pozostało przez lata w swojej, w zasadzie niezmienionej formie. Robi wrażenie.

Jak cały kraj zresztą.

6 sierpnia, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakcodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestyle

lekki był i cygański taniec sierpnia

by Paulina 4 września, 2022

Ach sierpniu, sierpniu.

Ależ mi ten miesiąc wzrusza serce. 

Sierpień smakuje i pachnie jabłkami, niewielkimi, o białym miąższu i cudownej różowawo słomkowej skórce. I cukinią, papryką (najchętniej pieczoną w piecu chlebowym na wsi u moich rodziców), kurkami z czosnkiem i rozmarynem. Malinami, najlepiej prosto z krzaka. I pomidorami, tak bardzo pomidorami.

Sierpień to rój Perseidów, rżysko po zbożu (słyszycie jak to brzmi?), leżenie na trawie i patrzenie w chmury. Ciepłe wieczory. I ta delikatna nostalgia malująca się czerwieniejącymi jarzębinami i żółtością nawłoci.

To zmysłowość nasycona i spokojna, dojrzała.

To był dobry miesiąc, sielankowością mocno nawiązujący do Bullerbyn. Pojechaliśmy na Kaszuby (śladami Pucia) spędzić parę dni w piaszczystym lesie nad jeziorem, leniwie chlupiąc się w wodzie i jeżdżąc na rowerach. Poszwendaliśmy się też po Lubelszczyźnie, Roztocze i okolice kazimierskie nie zawodzą.

W sierpniu nigdzie się nie spieszyliśmy, a czas sunął powoli jak te obłoki na niebie, przesypywał się między palcami jak piasek na plaży, płynął jak świetliste falki na jeziorze. Czas często tak robi, że dopasowuje się do naszego tempa.

Serce mam tkliwe jak mocno wycałowane usta

medytacja uważności w dziecięcym wydaniu, czyli chlapanie wody i wgapianie się w opadające kropelki w świetle zachodzącego słońca.

4 września, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemWłochy

Dolomity z dziećmi

by Paulina 29 sierpnia, 2022

Dolomity z dziećmi, trentino, włochy z dziećmi, wakacje w dolomitach

Wyjazd w Dolomity z dziećmi planowaliśmy od dawna. Uwodziła nas
unikatowość tych gór, ich charakterystyczne, strzeliste kształty, koloryt. Jak
wiadomo, plany musieliśmy modyfikować, ale w tym roku spełniliśmy nasze
marzenie.

Wspominałam już na Instagramie, będąc zupełnie na świeżo, że
bałam się tego zbyt napompowanego balonika. Że wszystko co najpiękniejsze już
widzieliśmy na zdjęciach. Na miejscu okazało się jak bardzo od czapy były te
obawy. Dolomity w pełni zasługują na miano najbardziej malowniczych gór świata.
Jest wszystko, piękne, przestrzenne doliny z migotliwymi strumyczkami, leśne
trawersy, zielone, trawiaste zbocza i strzeliste spektakularne szczyty. Te szczyty,
uformowane z jasnego wapienia zmieniają się z każdą chwilą, z każdą zmianą
światła, można było gapić się na nie jak na jakiś ekran.

 

Organizacja wyjazdu w Dolomity z dziećmi

Ogólne wrażenia więc były wspaniałe. Do tego drobiażdżki,
które tak często mają decydujący głos o ogólnych wrażeniach. Konkretniej, trzy
drobiażdżki, już nie takie małe w sumie, bo dziesięcio-, ośmio- i niemal pięcioletnie.

O ogólne kwestie biwaku z dziećmi nie martwiliśmy się wcale,
jak wiecie, mamy ten temat przećwiczony dość mocno (dużo biwakowania na blogu już było).
Mieliśmy natomiast trochę obaw związanych z Piratem, jak wspomniałam niespełna
pięcioletnim, i jego trekkingiem. Pirat miał za sobą trochę doświadczeń górskich,
w dużej mierze z królewskiej perspektywy nosidła, ale trochę po szlakach
podreptał na własnych nóżkach. Mieliśmy jednak świadomość, że Dolomity to nie
Bieszczady, dlatego, mimo słusznych 16kg, wzięliśmy awaryjnie nosidło. Ku
niezadowoleniu kolan Krychy, przydało się.

Szlaki z dziećmi w Dolomitach

Co zachwyca na pierwszy rzut oka, to rozległość tych gór, i
idealne połączenie kameralności, stosunkowo niewielkich odległości i
przestrzeni, które dawały oddech. Szlaków jest mnóstwo, więc bywały dni, kiedy
przez cały czas trekkingu, na trasie spotykaliśmy 2-3 osoby. Większość czasu
spędziliśmy w mniej popularnej, wschodniej części tych gór, ale w najmniejszym
stopniu nie odczuliśmy tego w widokach ani infrastrukturze. Szlaków jest bardzo dużo
i są dobrze oznaczone, a na naszych docelowych wysokościach (około 2 tys npm) są
schroniska, które jak wiadomo są cudowną motywacją zwłaszcza dla nieletnich.

Naszą bazą był kameralny camping w dolince, przy miejscowości Cimolais.
Wynaleźliśmy go jeszcze przed wyjazdem, znając nasze campingowe priorytety,
czyli spokój, cisza i malownicze położenie, zdecydowanie dla nas ważniejsze niż
wygody, luksusy i dodatkowe rozrywki.

W drugim tygodniu naszych wakacji przenieśliśmy się bardziej
na zachód, w okolice Bolzano. To zdecydowanie bardziej turystyczna wersja
Dolomitów. Doliny, takie jak Val di Fassa, Val di Fiemme czy Cortina d’Ampezzo
to bardzo popularne ośrodki narciarskie i siłą rzeczy przyciągają turystów
także w lecie. Co skutkuje większymi cenami i większym zagęszczeniem ludzi, ale
też takimi atrakcjami jak kolejki górskie (niezapomniane doświadczenie!).

Dolomity. Co poza górami

Ale nie samymi górami człowiek żyje. Zresztą, pojechaliśmy z
dzieciakami, które co prawda w górach odnajdują się bardzo dobrze, ale, jak to
dzieci, chcą się też popluskać, zjeść lody i wrzucać kamyczki do rzeki.

Dni restowe były więc wypełnione zimnymi, krystalicznymi
strumykami, spacerami przy pięknych szmaragdowych jeziorach, klimatycznymi miasteczkami.
Wybraliśmy się też do Bolzano, miasta, które samo w sobie jest bardzo ładną
fuzją austriacko włoskiej architektury, ale nas przyciągnęło przede wszystkim Muzeum
Archeologiczne Południowego Tyrolu, czyli dom Człowieka z Lodu, Otziego. To
miejsce przenoszące w czasie, pokazujące wyposażenie, strój i samego człowieka
(doskonale zachowane ciało zostało znalezione w rozmarzającym lodowcu w górach)
żyjącego 5 tys lat temu. Arcyciekawa wystawa, także dla dzieciaków.

Trochę tęsknotą patrzyliśmy na wyższe partie i via ferrata,
które, ze względu na młodsze dzieci odpuściliśmy. Przez chwilę rozważaliśmy też
Wenecję, i też daliśmy sobie spokój, bo upał i jedno z najbardziej
turystycznych miast świata z trójką dzieci to raczej nie jest przepis na
sukces.

O tym zresztą, że wakacje to w dużej mierze odpuszczanie, wiemy
nie od dziś. Wakacje to wakacje. Wiadomo, że czasem bywa bardziej intensywnie, w
nowych, dalszych miejscach. Ale nie zajeżdżamy się. Wybieramy moczenie nóg w
strumieniu i oglądanie spektaklu świateł i cieni na górach naprzeciwko, nawet
jeśli odbywa się to kosztem jednej czy drugiej atrakcji turystycznej.

Zapraszam na dużo zdjęć

 

Dolomity z dziecmi

 

Miasteczka wśród gór
camping z dziećmi w dolomitach
nasza klimatyczna baza na pierwszym campingu

i w wersji wieczornej

dolomity z dziecmi
poprawiają kopczyki
a wśród gór takie łąki kwietne jak z bajki

Bolzano i Otzi. Tu odtworzona rzeźba z wosku, prawdziwą mumię można zobaczyć w specjalnym pomieszczeniu

a tu przepiękna katedra

jeden dzień w sukience

Strauben, tradycyjny deser z Tyrolu

joga z widokiem

taki plażing dolomicki. Kąpiele głównie w miłych, zimnych, czyściutkich strumyczkach

Pirat w górach. Bywało różnie, jednego dnia miał dosyć po 300 metrach w płaskim, przyjemnym lesie, innego zasuwał pod górę w słońcu, bez oglądania się na nikogo.

Tego dnia trasa była bardzo wymagająca, ale to jezioro, jakby pomalowane, było godną nagrodą:)

Drużyna

 

29 sierpnia, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatomój styl podróżniczynamiotnamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemwakacje

wakacje na Jurze

by Paulina 10 listopada, 2021

 

Znowu było tak, że najbardziej ze wszystkiego zależało nam na namiotowym resecie.

Tradycyjne góry w tłumach, więc pomyśleliśmy o skałkach. Na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej byliśmy ostatnio tuż przed ślubem, więc już „chwilę” temu.

Rano jeszcze w pracy, a wieczorem już rozbijaliśmy namiot wśród aromatycznych sosen, rozwieszaliśmy hamaki, a szyszki kłuły nas w bose stopy.

 

 

Potem była pierwsza poranna przednamiotowa kawa, która zawsze smakuje zupełnie wyjątkowo, myślę, że w dużej mierze dlatego, że jest ważnym elementem naszych wakacyjnych rytuałów. A wakacyjne rytuały trochę robią nam wakacje, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy.

No więc, ta kawa. Dzieciaki w piżamach i bluzach, z rozmglonym porannie
wzrokiem jedzą jaglankę. Patrzymy na mapę, podejmujemy decyzję, zbieramy
się. I zwiedzamy, oglądamy, łazimy, wspinamy się. Bo jest co robić na
Jurze, szczerze mówiąc nawet się nie spodziewałam, że będzie tak
różnorodnie.

Zamki na Jurze

Wiedziałam
o zamkach w Ogrodzieńcu, czy Olsztynie, ale jakoś nie miałam pojęcia że
tych zamków jest tak dużo! Trochę jak we Francji, co wzgórze, to
zamek;) Są oczywiście w różnym stanie, część z nich to totalne ruiny,
romantyczne, ale zupełnie nie dające wyobrażenia o dawnych czasach. A
część odnowione wręcz do stanu używalności (wspaniały zamek w
Bobolicach, w 100% inicjatywa prywatna). Nasze dzieciaki nie są
specjalnie wkręcone w „dawne czasy” (a raczej, dawne czasy do dla nich
Trias Jura i Kreda). Ale zamki jednak zawsze robią wrażenie, dodatkowo
zarezonowało chyba z komiksami, którymi namiętnie się zaczytują, i
myślę, że zrobiło się w ich umysłach trochę miejsca na historię, gdzieś
między ostatnimi mamutami a czasami współczesnymi;)

   
Jagodziarze  

Banda przyrodników

Cudowny czas z bliźniaczą rodziną Ruby. Agata kiedyś prowadziła super blog, a teraz robi super biżuterię.

 

Lasy, jaskinie, groty i źródełka

Bardzo
są klimatyczne, wprowadzają szwendanie się po lasach zupełnie inny
wymiar. Chodzimy chodzimy, lasy jak lasy, a tu znienacka formacja skałek
z legendą w pakiecie, albo grota z prehistorią w tle. Albo traska z
niezauważalnym podejściem prowadząca na górkę z grodem i widokiem. Albo
przepiękne źródełka z krystalicznie czystą wodą. Jest tego na Jurze
dużo, jest w czym wybierać, co wiąże się z cudownym brakiem tłumów w
tych miejscach.

źródełka

Wspinaczka!

Moje
osobiste doświadczenia wspinaczkowe są raczej nieliczne i z czasów
dawno-temu-przed-dziećmi. Ale Wilczek trenuje regularnie od jakiś trzech
lat, a Krycha nieregularnie trochę dłużej, więc skusiliśmy się wszyscy.
I była wielka radocha, satysfakcja, i apetyt na więcej!

Prehistoria

Nazwa
zobowiązuje! Jura to prehistoria jak się patrzy, dla dinofanów miejsce
idealne. Mnóstwo dobitnych śladów, że ten prehistoryczny świat dział się
tu, u nas. Przyznam że nawet na nas, to robi wrażenie. 

Rowery

No
tu niestety przestrzeliliśmy. Przyjechaliśmy na Jurę tuż po wielkich
wichurach które przetoczyły się przez Polskę, mnóstwo drzew było
powalonych i w związku z tym sporo tras nieprzejezdnych. Trochę
pojeździliśmy, ale gdybyśmy tych rowerów nie zapakowali, to nie byłoby
wielkiej szkody;)

 

Wiecie, coraz bardziej zauważam jak
dużo z wakacji, z poczucia wakacyjności, siedzi w naszych głowach.
Uwielbiam ten namiotowe wypady chyba
właśnie dlatego. Że resetują mi głowę. że jesteśmy my i świat po prostu.
I
w sumie to wakacyjne miejsce niby ważne ( bo tyle jeszcze do
odkrycia!!), ale coraz częściej w mojej liście priorytetów schodzi na
dalszy plan, bo wakacje to ten namiot w naturze, ogniska, słońce,
deszcz, i zapach sosen, gdy
problemem codziennym jest wybór tras na wycieczkę, albo że mam górkę pod

karimatą, akurat pod tyłkiem, i czy starczy nam czystych skarpet. Nie ma
nudy, ale w aktualnej rzeczywistości polsko-jesiennej bardzo za takimi
problemami tęsknię.

I tak się trwa te dwa tygodnie, zakotwiczeni w tu i teraz, jak na jednej, półmiesięcznej medytacji.

10 listopada, 2021 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlatoMazurynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiem

Wakacje na mazurach

by Paulina 18 września, 2020

                                              Te wakacje planowaliśmy już chyba od jesieni. Plan prezentował się ekscytująco: Dolomity, słońce, wędrówki, górskie jeziora, odpoczynek i
przygoda, namiot w bajkowej scenerii.

Z upływem czasu, jak wiemy wszyscy, sytuacja zmieniała się dynamicznie, zarówno we Włoszech, jak i w Polsce,
do tego urlop przesuwał się i nieco skurczył. Dlatego postawiliśmy na
wakacyjną esencję, czyli odpoczynek i przygodę (z naciskiem na
odpoczynek). No, i jeszcze ten namiot w bajkowej scenerii. Zmieniliśmy tylko
bajkę – na polską, mazurską.

A zatem, Mazury!

Mazury z
dziećmi to kierunek idealny. Baliśmy się trochę tłumów, które podobno
były w tym roku wszędzie. Ale Mazury są duże, wystarczy jezior dla żeglarzy, amatorów nadwodnych rozrywek i dla tych, którzy chcą pobyć po prostu wśród natury. 

Udało nam się zaszyć w krainie spokoju i
ciszy (przerywanej krzykami żurawi). Był hamak nad wodą, dzieci
obserwujące ryby, raki i wędrówki małży na dnie jeziora, lub bawiące się w
wymyślonych przez siebie światach, lub pytające „mamo, mogę już do
wody?”, bóbr mieszkający w pobliżu, książki, codzienne ogniska.

To był czas o jakim marzyliśmy, gdy nasza decyzyjność ograniczała się do kierunku wycieczki danego dnia i tego co sobie zjemy wieczorem.

Mazury na rowerach

Udało
nam się zabrać wszystkie nasze rowery ( i przyczepkę). Do tej pory
uważałam że na rowery bezkonkurencyjne jest Podlasie, ale muszę
przyznać, że Mazury bardzo dają radę. Jest co prawda trochę pagórów, ale
są one łagodne i przyjemne, w ogóle nie dają się w kość, za to
wprowadzają przyjemne urozmaicenie i zapewniają cudowne, sielskie widoki
– zielone pola a na nich krowy, gdzieniegdzie błyskają jeziora, tu i
ówdzie lasy lub zagajniki, i obłoki pierzaste (jak stosy ciastek) na
błękitnym niebie.

Pirat i kolmolany

Niespełna trzyletni Pirat stoi na pomoście przysłaniając sobie brudnymi rączkami oczy i wypatrując czarne ptaki na środku jeziora „to kolmolany mamo„. Wilczek co chwilę zaskakuje jakąś soczystą ciekawostką przyrodniczą. Iskra ze szczerbatym uśmiechem pokonuje kolejne podjazdy na rowerze. Naszym dzieciakom
w takich warunkach można przyprawiać aureolki, a my puchniemy z
rodzicielskiej dumy, bo oczywiście wszystkie zasługi przypisujemy sobie, wiadomka;)

Nie obyło się oczywiście bez kryzysików, kłótni i jęków, o nie. Ale stworzyli
sobie w tym lesie magiczny świat i my z nudnym „nie jest wam zimno”
albo „czy jesteście głodni” tylko im wszystko psuliśmy. Z rozkoszą
ograniczaliśmy więc to psucie do minimum czytając, bujając na hamaku
albo wgapiając w wodę.

ogniskowe żarko. nie były to fit-wczasy

dzieci w niebie

Książka i kawa. Najlepiej.

widok późnopopołudniowy

Stara Kuźnia. obłędnie tam karmią

kolejka do lornetki. „Tatooo, no daaj”

robią pułapkę na ryby. jak myślicie, ile się złapało?

Wiecie, to były naprawdę dobre wakacje. Dokładnie takie, jak potrzebowaliśmy.

Zwykły namiot nad jeziorem. Woda, niebo, drzewa. (Po)wolność. Więcej niekonieczne.

18 września, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
podróże i wycieczkibiwakEuropamój styl podróżniczy

wakacje w Norwegii

by Paulina 15 września, 2019

Norwegia. Norwegia.

Siedzę nad klawiaturą i nie wiem, co napisać. Serio, nie wiem. Od czego zacząć i jak sprawić, żeby oddać choć część wrażeń słowami, a jednocześnie nie popaść w (nadmierną) egzaltację.

Norwegia, czyli „droga na północ”, kraina magii, mchu, mgły.
Kraj, gdzie niełatwo spotkać ludzi, za to co krok napotykaliśmy ukryte przejścia do świata elfów, tajne kryjówki krasnoludków i zaczarowane trolle. Kraj milionów wodospadów, gór, morza i lasów. Kraj Natury, absolutnej, zniewalającej królowej. W najlepszym, i najtrudniejszym wydaniu.

Bo Natura nie daje o sobie zapomnieć.
Podczas trekkingu w górach, gdy zachwyca i olśniewa każdym omszałym kamieniem, każdym migotliwym, szarym górskim jeziorkiem, i każdym zapierającym dech widokiem.
Nie daje zapomnieć w drodze, podczas jazdy samochodem, wśród gór, rzek i jezior, i robi to tak, że zwykłe, nudnawe zazwyczaj przemieszczanie staje się atrakcją samą w sobie.
I w nocy przypomina o sobie, gdy ulewa i wicher przyginają namiot do ziemi, i człowiek siedzi z szeroko otwartymi oczami i przytula (na szczęście zupełnie słodko śpiące) dziecko, a drugi człowiek podtrzymuje stelaż.
Albo, gdy przemoczeni do gaci, mimo naprawdę porządnego przygotowania, zawracamy ze szlaku, z dzieciakami pochlipującymi z emocji.

I wtedy, gdy siedzi się bez słowa przed namiotem przy trzeszczącym ognisku, które odbija się w wodzie fiordu, na spokojnym, maleńkim campingu wśród gór.

Gdy na każdym, NA.KAŻDYM. kroku widać norweski do natury szacunek. W architekturze, budowie dróg, sposobie życia. Cholernie bardzo powinniśmy się tego szacunku nauczyć. Pilnie.

Spędziliśmy tam dwa tygodnie. Wrócimy na pewno.
Zobaczcie.

tu trawiasty dach w skansenie na jednym z campingów, ale jest masa współczesnych, w ten sposób zadaszonych domów!

prawie jak Kordian

takie okoliczności drzemki Pirata
a może by tak rzucić wszystko i….?

poranki, czyli jaglanka i kawa

Bergen. Jeden dzień w cywilizacji.

muzeum morskie

Brygge, drewniana dzielnica

motyl nad fiordem

piknik pod lodowcem

taki tam strumyczek

winter is coooooming, czyli spotkanie z lodowcem

PS. Post o stronie praktycznej może powstać, jeśli chcecie 🙂

EDIT:

Nie stworzyłam osobnego posta praktycznego. Dlatego uzupełnie tutaj parę informacji, gdyby ktoś zastanawiał się, jak w praktyce zorganizować wyjazd do Norwegii pod namiot z trójką dzieci (lat 7, 5 i 2).

Do Norwegii wyruszyliśmy samochodem, przez Niemcy i Danię, tam promem przepłynęliśmy do Kristiansand. Plan był dość luźny, nie mieliśmy żelaznych punktów do odhaczenia. Zresztą okazało się, że na bieżąco musimy się dostosowywać do prognozy pogody, która, zwłaszcza na początku, była dla nas dość bezlitosna.

Zależało nam na norweskiej przyrodzie, na fiordach, niekoniecznie tych najbardziej znanych. Z ikonicznych miejsc wybraliśmy się tylko na Preikestolen. I nie polecam. Pogoda była koszmarna, deszcz lał jak z cebra – my ostatecznie zwróciliśmy, a i tak na szlaku były ogromne ilości ludzi (często w trampeczkach i lekkich wiatrówkach) – więc nie wiem, co musi się tam dziać gdy pogoda dopisuje. Szlak faktycznie bardzo piękny (pomijając warunki atmosferyczne), ale nie mniej pięknie było następnego dnia po drugiej stronie tego samego fiordu, gdzie spotkaliśmy tylko 3 osoby. Na Język Trola, czy Kjeragbolten nawet się nie wybieraliśmy. Norwegia jest pełna totalnie zachwycających miejsc bez specjalnych hasztagów.

Biwakowanie w Norwegii

W całej Skandynawii można biwakować na dziko – oczywiście z poszanowaniem przyrody. Miejsc na taki dziki camping jest cała masa, otoczenie bajkowe Ponieważ jednak dość często musieliśmy uwzględniać gruntowne suszenie ubrań, często korzystaliśmy również z campingów – tych też jest sporo do wyboru, szukaliśmy takich miejsc na bieżąco, z pomocą googlowskich map:)

Koszt wakacji w Norwegii

Staraliśmy się, żeby wyjazd był na tyle budżetowy, na ile to możliwe. Musieliśmy oczywiście uwzględnić koszt promu i benzyny. Zdecydowaną większość jedzenia zapakowaliśmy do samochodu, dzięki czemu udało nam się ograniczyć zakupy spożywcze naprawdę do minimum. Campingi, na których nocowaliśmy (np Preikestolen Camping, czy Ytra Dorvika), wcale nie były drogie, z naszą piątkę i duży namiot płaciliśmy między 100 a 200 zł za noc.

Dzieci pod namiotem w Norwegii

Wybraliśmy się z trójka maluchów, najmłodszy miał niespełna 2 lata, co może wydawać się dość odważnym pomysłem. Ale, jak już tu pisałam nie raz, nasze dzieciaki w naturze, w namiocie, funkcjonują naprawdę dobrze. Śpią w swoich śpiworkach, mają fajną bazę do zabawy i masę wolności. Pisałam zresztą kiedyś trochę o biwakowaniu z dziećmi od strony praktycznej. Na ten wyjazd zdecydowanie przydały się ciuszki merino i porządne kurtki przeciwdeszczowe;)

Pirat górskie wędrówki spędzał w nosidle (z ochraniaczem od wiatru i deszczu), a starszaki dzielnie maszerowały same.

15 września, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedlaslatonamiot z dziećmiPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiem

Podlasie z dziećmi

by Paulina 4 września, 2018

dziecko pod namiotem, biwak dzieci, puszcza bialowieska

W szumie wiatru jestem na śmierć zakochany.
Jeszcze spróbuję, jeszcze raz,
w zieloną noc sierpniową…

W to lato dojrzałe pojechaliśmy. Jeszcze, choć na parę dni jeszcze sycić się tą natura najdoskonalszą i latem w jego najczystszej postaci.
W zieloność pojechaliśmy. W las. W pierwotność i sielskość.
Wypełnialiśmy się po brzegi słońcem, zapachem nagrzanej ściółki leśnej, brzmieniem wiatru i owadów. Oddychaliśmy tym natlenionym intensywnym lasem na zapas.

Telefony wyłączone przez większość czasu. Gdy jechaliśmy gdzieś samochodem, radia nie włączaliśmy z premedytacją.

Wychodziło się rano z namiotu, i buchał ten sosnowy zapach od razu.
Słońce migotało w jeziorze.
Szyszki kłuły w stopy.
Puszcza chwytała za serce milionem odcieni zieleni.
Dzieci czasem trochę jękoliły, ale tego się przecież nie pamięta zupełnie.
Rower sunął sobie cicho po leśnych ścieżkach.
Wieczorne ogniska trzaskały, hipnotyzowały i usypiały.

rower dzieci, wakacje na rowerach, puszcza bialowieska z dziecmi

Nasza czterolatka robiła trasy nawet po kilkanaście kilometrów.

namiot, camping, wakacje dzieci podlasie
Nowa funkcja przyczepki rowerowej. Czyli kojec baza dla niespełna roczniaka który najbardziej na świecie chce wchodzić do wody…
…lub do ognia
 
Wnętrze restauracji Carskiej. Wygląda fantastycznie, ale ceny 60-80zł za danie trochę nas zniechęciły;)

Leśniczówka „Dziedzinka” w której mieszkała Simona Kossak

 
 
 Żeby mieć „lazy bag” trzeba się trochę nagimnastykować;)

Banda

 

Bo dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe

Bardzo szczęśliwe w popiele
Hodowla małży

Gdy masz dosyć kiełby z ogniska

PS. Jeśli chcecie przeczytać konkretniejszy wpis o tym cudownym miejscu, to zapraszam , dwa lata temu pisałam więcej co robiliśmy z dziećmi na Podlasiu.

4 września, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemintegracja sensorycznalatopodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

wakacje z dziećmi w górach – część praktyczna

by Paulina 20 sierpnia, 2018

 

W te wakacje znowu wywłóczamy te nasze dzieci gdzieś w świat, gdzie się pobrudzili i zmęczyli, gdzie nie było tabletów i gotowych zabawek.
Pod
namiot. W góry. Z trójką. Dla nas naturalne i zwykłe, ale często
słyszymy okrzyki niedowierzania, podziwu, widzimy pukanie się w czoło i
ostentacyjne kręcenie głową.

Wiem, że już pisałam, ale
znowu się powtórzę. Podróżowanie z dziećmi to nie jest sielanka. I to
nie jest tak, że dzieci nic  nie zmieniają i można z nimi wszystko.
Mnóstwo się zmienia, i wcale nie jest tak, że za niczym nie tęsknimy.
Ba, wszelkie wyjazdy z dziećmi wyjątkowo mocno wyzwalają we mnie marzenia
i wspomnienia o beztroskich i spontanicznych wypadach tylko we dwoje.
Ale
warto, cholernie warto.
Bo tak bardzo razem nie jesteśmy chyba nigdy. Nigdy jak właśnie podróżując nie integrujemy
się tak pięknie jako rodzina, nigdy się tak ze sobą nie zaprzyjaźniamy, nigdy nie mamy okazji tak skutecznie i namacalnie przekazać dzieciakom naszych wartości. Mam wrażenie, że właśnie na naszych wyjazdach najlepiej nam wychodzi wychowanie.

Taki rodzaj podróżowania z dziećmi, bez animacji i atrakcji, pod namiot, w naturę, w góry nie jest może najłatwiejszy ze wszystkich, ale serio da się to zorganizować, no i praktyka czyni mistrza;)
Wystarczy się odważyć, pozytywnie nastawić i pojechać, każdy następny taki wyjazd przyjdzie z większą łatwością.
A ja dzisiaj zapraszam na wyjazdową prozę życia. Opowiem Wam o tym, jak u nas wyglądają takie niezorganizowane przez biuro podróży wyjazdy od strony praktycznej.

biwak, dziecko , camping, namiot, rodzinnie, wakacje

Pakowanie na wyjazd z dziećmi

Ja
wiem, że teraz wszystko może być cudownie estetyczne. Mnie też podobają
się te zdjęcia o lekko retro klimacie, z elegancką skórzaną torbą,
kapeluszem i klapkami, na jakimś lnianym posłanku, pokazujące
przygotowania do wyjazdu. U nas z minimalizmu, nada się tylko
minimalistyczny opis sytuacji – chaos. Ale, choć może nie wygląda to
wszystko najpiękniej, pakujemy się tak, żeby było praktycznie i
wygodnie. Czyli, do siat z Ikei. Ikeowskie siaty są super – pakowne,
lekkie, dopasowujące się do przestrzeni bagażnikowej. Na dłuższych
wyjazdach każdy ma swoją, pełnią funkcję wakacyjnych szaf, sprawdzają
się idealnie.
Mamy też podział ról – ja pakuję ubrania i kosmetyki, mąż sprzęty typowo turystyczno – biwakowe. Mamy wprawę, i chociaż za każdym razem narzekamy na ilość gratów, idzie nam to całkiem sprawnie.
Co
pakujemy? Pisałam już o tym w poście o wyjazdach pod namiot z dziećmi –  z ubrań, wszystkie które mamy. Z jedzenia – półprodukty o dań
sprawdzonych szybkich i nieskomplikowanych – makaron, kuskus, pomidory
pelati w puszce, cukinia, tuńczyk, kapary, oliwki, parmezan, oliwa z
oliwek,
przyprawy (pieprz, zioła prowansalskie, sól). Sprzęty turystyczne
(karimaty, śpiwory, koce, palnik, menażki i naczynia, latarki, linka,
siedzonka, tarp…), kosmetyki. Co można, optymalizujemy, przelewamy do mniejszych opakowań, stawiamy na uproszczenia i wielofunkcyjność (ostatnie odkrycie – lawendowe szampono-odżywko-mydło w kostce z kremolandu. Wspaniały, dobry skład, cudowne ograniczenie przestrzeni i naprawdę świetne działanie!)

spodnie przeciwdeszczowe – nasze są z decathlonu to fantastyczna sprawa!

atrakcje są wszędzie
Kiedyś licytowaliśmy się ze znajomymi, kto ma największy burdel w namiocie…

Wyjazd ba wakacje z dziećmi

Praktyka pokazała, że u nas najlepiej sprawdza się
wyjazd nad ranem. Oczywiście wszystko zależy jeszcze od tego, jak długa
droga nas czeka, ale nasze wypady to zazwyczaj parę godzin jazdy.
 Mamy
więc taką naszą tradycję, którą dzieciaki też bardzo lubią, bo to taki
przedsmak wakacji, że wieczór poprzedzający wyjazd, kładą się w
wygodnych ubrankach i śpiworkach (no chyba, ze jest bardzo gorąco). My
też, po głównym pakowaniu idziemy spać, łapiemy parę godzin snu. Nad
ranem wstajemy, szykujemy jeszcze „bagaż podręczny” (ciuszki na zmianę,
pieluchy, chusteczki, jedzenie i picie) i ostatki zapomniane wieczorem,
(oraz zazwyczaj niedoschnięte pranie;)) i ruszamy. Młodzież przeważnie
się przebudza się podekscytowana, ale po jakimś czasie jeszcze przysypiają, co
daje nam dwie-trzy godzinki spokojnej jazdy.
Jak już się obudzą,
robimy mały postój, śniadanko, rozprostowanie nóg itp i ruszamy dalej,
śpiewamy, gadamy, słuchamy muzyki, wyglądamy przez okna, liczymy
bociany, krowy i inne atrakcje (polecam samochodową grę w bingo).

góry, bieszczady, dzieci, wakacje, trekking dziecięcy
kuku

Na miejscu

Można szukać dodatkowych atrakcji w Bieszczadach,
ALE PO CO. To jest
właśnie cały urok tych gór. Chyba każdych gór zresztą i w ogóle natury. Że są po prostu,
Dzieciaki się trochę wyciszają od tych wszechobecnych bodźców,
odpoczywają od przestymulowania, o którym trąbią psychologowie
dziecięcy. Nagle najlepszą atrakcją staje się niesienie biedronki,
wspaniałą rozrywką oglądanie kamieni, zabawą doskonałą ciamkanie w błocie.

A jakie szlaki z dziećmi w Bieszczadach

O naszym chodzeniu po górach z dziećmi pisałam trochę w tekście o motywowaniu dzieci do chodzenia po górach.
To
nie był nasz pierwszy wyjazd z dziećmi w góry, więc znamy możliwości
swoje i maluchów. Dlatego na szlaki ruszaliśmy z dwoma nosidłami – jedno
dla Najmłodszego Pirata, drugie, dla Iskry na wypadek utraty sił.
Tym razem chodziliśmy tymi szlakami:

  • Szlak na Jawornik – fajny spacerek z naszej Wetliny, można
    samochodem podjechać do końca drogi asfaltowej, potem już w zasadzie od
    początku jest piękny widok, nie trzeba dużo chodzić;) Poszliśmy tam
    pierwszego dnia, żeby zobaczyć jak nam się chodzi, jak chodzi się
    dzieciakom, jak
    sprawdzają się ich buty, i czy spodnie przeciwdeszczowe są faktycznie
    takie potrzebne (TAK!)
  • Zagroda Żubrów w Mucznem i szlak na Bukowe Berdo
  • Połonina Wetlińska. To dla kilkulatków dość forsowny, długi dla szlak, ale
    naprawdę przepiękny, można rozciągnąć na cały dzień, robić przystanki w
    najpiękniejszych możliwych okolicznościach przyrody. Weszliśmy żółtym z
    Wetliny i zeszliśmy przy Chatce Puchatka, do naszej bazy wróciliśmy
    busem. Można też wejść żółtym szlakiem z Wetliny i przejść tylko na
    Smerek i wrócić.
  • Połonina Caryńska, wersja skrócona zielonym szlakiem z przełęczy wyżniańskiej na górę, zejście w Ustrzykach
  • wycieczka z mapą, bez szlaku. Chcieliśmy pokazać dzieciakom inne chodzenie, dlatego któregoś dnia wybraliśmy się na spacer  na jakąś nienazwaną górę.
  • generalnie, jeśli planujecie z dzieciakami wycieczki po górach,
    najbardziej niezawodna w tym celu będzie właśnie stara, dobra mapa. Na mapie zaznaczone są punkty widokowe, a przy
    szlakach są zaznaczone czasy przejścia, z małymi dziećmi trzeba te
    wartości przemnożyć przez 1,5, a nawet dwa. 

deszcz pod namiotem w Bieszczadach

Pogoda w Bieszczadach tym razem była mocno w
kratkę, z dość dużym nastawieniem na deszcz. Co samo w sobie ma sporo
klimatu takiego romantyczno-przytulnego, starszym dzieciakom w kaloszach
i kurtkach – a w ostateczności w namiocie lub świetlicy z książkami,
kredkami lub planszówkami też to nie przeszkadzało. Jedynie
dziesięciomiesięczny
maluch był poszkodowany, bo nie może spędzać na kolanach na trawie tyle
czasu ile by
chciał.
Na szczęście było ciepło.

kamyczki!

laboga jak pięknie

Wracając, wstąpiliśmy jeszcze do przepięknego, ale mocno straszącego burzami Przemyśla

Warto podjąć wysiłek, warto trochę się razem z dzieciakami zmęczyć, przeżyć wspólnie przygodę – jak to działa w kwestii zbliżania się do siebie, kto doświadczył wspólnego klasowego przypału na wycieczce szkolnej.

To nasze praktyki, nam się sprawdzają najlepiej, dlatego się dzielę, jeśli macie jakieś swoje patenty na podróżowanie z dzieckiem poza utartymi szlakami, baaardzo chętnie przeczytam!!!

Jeśli macie jakieś pytania, dawajcie śmiało.
Jeśli uważacie, że post może się komuś przydać, śmiało udostępniajcie:)

20 sierpnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczadyBieszczady z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggedgórygóry z dzieckiemlatonamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiem

Bieszczady z dziećmi. Znowu!

by Paulina 10 sierpnia, 2018

Bardzo potrzebowałam tych wakacji. Potrzebowałam ich jak rekin ruchu. A wyjazd opóźniał się i komplikował, a do tego prognozy pogody były średnio optymistyczne. Gdy tylko okazało się, że możemy, stwierdziliśmy, że chrzanić deszcz, jedziemy wypoczywać, choćbyśmy mieli nie zdejmować kurtek przeciwdeszczowych.

I fakt, namiot rozkładaliśmy w deszczu.
Deszcz ukołysał nas do snu.
Deszcz obudził nas z rana.
A my byliśmy najszczęśliwsi na świecie, podśpiewując o deszczuuuuuuw Cisneeeeeej.

Dzieci
śpiewały o „kapitanie Polska„, chwale na wysokości i „tylko pić jeść spać jak to ma godzić/jak ta Małgosi” (wersje są sprzeczne)
I wszyscy razem o tym, jakie to miłeee. Jakie miłe…

Oj, bo było.

 

Miłe były deszczowe chwile w namiocie. Namiot od tego roku naprawdę duży,
więc mieliśmy przestrzeń żeby sobie usiąść jak ludzie, popijać kawkę,
poczytać, pogadać. Patrzeć na dzieci i nieustannie zadziwiać się jak
fantastyczne zabawy potrafią wymyślać z niczego i jak mocno potrafią się
pokłócić o byle co, i jak bardzo inaczej dorośli i dzieci patrzą na
„nic” i „byle co”.
 

Dziewczyna niosąca wodę

Miłe, bardzo miłe były górskie wycieczki z dziećmi. Kiedy niemowlę
poklepuje cię po karku a ty  idziesz po połoninie i rozmawiasz sobie z
sześciolatkiem o świecie, o prehistorii trochę dalszej (dinozaury) i
nieco nowszej (jak rodzice się poznali). Kiedy czterolatka, wśród
grzmotów burzowych przytula się do taty i mówi, że już się nie boi bo on
jest najlepszym ochroniarzem. Albo gdy dzieciaki idą sobie razem i
wymyślają, że są morskim konikiem i morskim żubrzykiem i zastanawiają
się w jaki sposób taki morski żubr oddycha. I gdy siadamy sobie wszyscy
razem na pikniku z widokiem chrupiemy aromatyczne letnie jabłka.

górskie wędrówki, takie męczące, że niektórzy padają

dziecko w górach, trekking z dziećmi, dzieci na szlaku
relaksik nad rzeką

I nasz camping taki miły. Z płynąca rzeczką i sąsiadującą z nią strefą chilloutu, drewnianą huśtawą i leżakami. I świetlicą pod dachem – z grami planszowymi, klockami i piłkarzykami, dobrym jedzeniem, dobrą muzyką (a to naprawdę rzadkie w ośrodkach turystycznych) i pozytywnymi ludźmi i mocno hippisującym klimatem.

A góry, ach, jakie góry były miłe. Majestatyczne i wspaniałe, najpiękniejsze. Zachwycają, imponują, każą zwolnić i gwarantują odpowiednią perspektywę wobec naszej zajętej i zabieganej codzienności. Po górach się chodzi i poza tym wspaniałym dystansem nabiera się szacunku do natury. A z każdym krokiem górskiej wędrówki jest się bliżej. Bliżej świata. Bliżej natury. Bliżej swoich bliskich. I bliżej samego siebie.

I burza coraz bliżej
Przegoniło nas szybciutko z Połoniny Caryńskiej

 

10 sierpnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakdzieciństwo unpluggednamiot z dziećmipasjapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemSuwalszczyznaw ciąży

Baśniowa Suwalszczyzna na wakacje

by Paulina 31 lipca, 2017

Miało być raczej dziko, leśnie i klimatycznie. Z wodą za to raczej
bez ludzi. I raczej nie najdalej, z wiadomych, okrągłych względów.
Padło
na Suwalszczyznę. Baśniową Suwalszczyznę, zieloną, łagodnie pagórzastą,
przetykaną jeziorkami i krętymi rzekami. Na bazę wybraliśmy przepiękne
miejsce, biwak w środku lasu, nad idealnie okrągłym, cudownie
przezroczystym, małym jeziorkiem.

Wieloryb wyrzucony na brzeg

 „Na biwaku, na biwaku, śpisz w namiocie, śpisz w hamaku. Pyszczek zimną wodą myjesz, na biwaku wiesz że żyjesz” 😀

Reset wakacyjny

Główne założenie wyjazdu, to wypocząć, wyspacerować się, nasycić
zielenią i spokojem. Nic nie musieć (no, prawie nic, bo z maluchami jednak zawsze musi się to i owo). I to się udało. Bez napiętego grafiku i ambitnych
planów, po prostu zielony reset wśród natury.
Wiemy niestety
dobrze, że kiepska pogoda pod namiotem, z dziećmi,
potrafi skutecznie skrócić wakacje, a jaki generalnie był lipiec też nie
trzeba wspominać, ale w sumie trafiliśmy pod tym względem całkiem
przyzwoicie. Nie było upałów, ale dzięki temu było też mniej ludzi.
(Swoją drogą i tak byłam dość zdziwiona tym, że i tak stosunkowo sporo osób
decyduje się na namiotowy wypoczynek w mocno prymitywnych warunkach).

Były spacery wśród rzek, lasów i jezior, fantastyczny, wakacyjny zapach, (po)wolność i spokój. I cudowne wieczory, z ogniskami, idealnie gładką wodą i przenikającą leśną ciszą.
Były też oczywiście gorsze chwile, pełne jęczącej Iskry, swędzących
ugryzień po komarach, zgagi i moich bolących bioder od spania w
namiocie. Ale nikt się nie nastawiał na bezustanną sielankę.

 

Zbieramy jagody i bąble komarowe.

Suwalski Park Krajobrazowy

Któregoś dnia wybraliśmy się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego,
najstarszego parku krajobrazowego w Polsce. Przeszliśmy się przepięknym
szlakiem, niestety mocno nienadającym się do przyczepki, prowadzącym nad
wąwozem z wijącą się malowniczo Czarną Hańczą. Byliśmy pod wrażeniem widoków i Wilczka, który
chyba nawet nie zauważył trasy, jaką pokonał.

 
 

Dowspuda czyli podróż sentymentalna

Jeden dzień był też dla nas niespodziewanie wzruszającą podróżą
sentymentalną. Maleńka miejscowość Dowspuda, nad przepiękną rzeką
Rospudą, z ruinami dziewiętnastowiecznego pałacu. To tam 15 lat temu
odbywał się pewien celtycki festiwal, i tam właśnie pewien chłopak pocałował pierwszy raz pewną dziewczynę. Nie byliśmy w tych okolicach od tamtego czasu, i pewnie dlatego wrażenie to-tu-się-wszystko-zaczęło było dla nas takie fantastyczne.

Bajkowy szlak

Dodatkowo, Baśniowa Suwalszczyzna jest baśniowa nie tylko ze względu na piękno natury. Z Suwałk pochodziła Maria Konopnicka  i zostało to wykozystane turystycznie w bardzo przyjemny sposób. W Suwałkach i okolicach rozmieszczone jest siedem baśniowych wiosek. Każda z nich wiąże się z inną tematyką i nawiązuje do innego utworu Konopnickiej lub Suwalszczyzny jako takiej, do każdej dołączona mapa i karta z zadaniami do wykonania, pieczątkami do zdobycia. Przemycone jest sporo wiedzy – w taki sposób jak lubię, ciekawie, trochę przy okazji i nienachalnie.

Takie to mieliśmy wakacje. Niespektakularne, cudownie relaksujące, niewymagające.

31 lipca, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2

Ostatnie wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • daj sobie spokój
  • jesienne czasospowalniacze

Najnowsze komentarze

  • Agnieszka - 2025. podsumowanie
  • Paulina - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Joanna - 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami
  • Ania - daj sobie spokój
  • Ola - daj sobie spokój

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Najnowsze wpisy

  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

    24 grudnia, 2025
  • daj sobie spokój

    28 listopada, 2025
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025

Kategorie

Popular Posts

  • 2025. podsumowanie

    9 stycznia, 2026
  • jesienne czasospowalniacze

    4 listopada, 2025
  • Zimowe Bieszczady na początek roku

    18 stycznia, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry