Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

lubelszczyzna

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamój styl podróżniczyrowerrower z dzieckiemwiosna

Lasy Janowskie rowerami

by Paulina 17 czerwca, 2025

Uwielbiam to, że w zasięgu godzinki mamy takie cuda.

Gdy, zwłaszcza teraz, po zimie, splotą się szczęśliwie wolny weekend i ładna pogoda, ruszamy. Ładujemy  na dach i hak samochodu pięć rowerów (ale już bez przyczepki!). Pakujemy koce piknikowe i hamaki. I obowiązkowo piknikowe przekąski, w końcu mieszkało się trochę w Shire, we Francji.

czytaj dalej
17 czerwca, 2025 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijak odpoczywaćlubelszczyznamój styl podróżniczyrowerrower z dzieckiemuważnośćwiosna

Przedwiośnie na Polesiu

by Paulina 1 kwietnia, 2025

„Między ciałem a dziką przyrodą jest bardzo ścisły związek. Jakby na to
nie patrzeć, ciało jest najbliższym nam kawałkiem dzikiej przyrody.
Łączy nas z całym wszechświatem, bowiem składa się z materii, tej samej,
co gwiazdy, drzewa, rzeki, zwierzęta i kamienie. Mało tego – przez
nasze ciało nieustannie przepływa cała ta materia. To, co jest chmurą za
chwilę będzie moimi łzami, krwią. To, co jest promieniem słońca za
chwilę będzie moim wewnętrznym ciepłem i energią. To, co jest wiatrem za
chwilę będzie moim oddechem, a gleba wkrótce zamieni się w moje tkanki. ” Ryszard Kulik

Wiosna. Zaczyna się ten czas, kiedy tak
bardzo jak nigdy czuje się istota biologiczną. Zbudowaną z tych samych
atomów, co forsycja, błoto i żurawie. Częścią przyrody, nie szczególnie istotną dla świata, ale „mającą prawo jak gwiazdy i drzewa być tutaj”.

W marcu, gdy natura aż przebiera nóżkami żeby buchnąć życiem szczególnie mnie to uderza. Bo czuję dokładnie to samo, tę buzującą żywotność, dokładnie tę samą pierwotną siłę, która każe drzewom wypuszczać nowe listki, budzi do życia niedźwiedzie i muchy i wypuszcza z ziemi fiołki. 

Bardziej niż kiedykolwiek szukam w naturze czegoś większego. Bardziej niż kiedykolwiek koi mnie świadomość bycia jej niewielkim elementem. To, że mogę położyć się na rosnącej trawie, wdychać zapach ziemi, słuchać kosów i wypatrywać motyli i tak bardzo przynależeć do tej natury. Perspektywa, która rodzi się z tej świadomości jest mocno uzdrawiająca codzienność i życie człowieka w XXI w, przebodźcowanego sztuczną inteligencją, sztucznym światłem, sztucznie pompowanymi zachciankami konsumpcyjnymi. Przekonujemy się, że nie jesteśmy naszymi umysłami. Jesteśmy naturą. Jesteśmy naturą tak samo jak rzeka i las i żaba.

 


Co
roku w marcu jedziemy do Poleskiego Parku Narodowego. W marcową burość
jedziemy oddychać i nasycać się tym wiosenno-żywotnym słońcem, wgapiać
się w ślady małych łapek na błocie i grupę łosi w oddali. Wieziemy nasze
osobiste kawałki dzikiej natury tam, skąd pochodzą.

1 kwietnia, 2025 1 comment
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjak odpoczywaćjesieńksiążkilaslubelszczyznamindfulnessprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleuważność

jesieniarstwo dla zaawansowanych

by Paulina 25 listopada, 2024

 

Łatwo jest lubić jesień złocistą, słoneczną i ciepłą.

Schody zaczynają się z mrokiem zapadającym o 16, porannym skrobaniem szyb w samochodzie, brakiem pomidorów i słońcem, ukrytym tak dobrze za chmurami, że zaczyna się nabierać wątpliwości czy istnieje ono naprawdę. To jest ten czas, kiedy jesień mówi, „sprawdzam, zobaczymy, czy dalej jesteś jesieniarą”.

I ja wtedy mówię „potrzymaj mi piwo” (grzane, z pomarańczą i cynamonem).

Odziana w wełnę od podkoszulka do spodni, zapijając ciepłą wodę z plastrem pomarańczy, imbiru i gałązką rozmarynu biorę ten brzydki, szary i ogólnie znielubiony listopad jesień za rękę i mówię mu, że chcę z nim chodzić.

I dobrze mi w tym związku.

 

Zanurzam się w te mgły listopadowe jak w miękki koc. Koi mnie ten chłód, uspokaja szarość. To zapadanie w sen zimowy w naturze udziela mi się, i jest mi z tym cudownie. To jest właśnie supermoc listopada – to spowolnienie, nicniemuszenie. Ta wolność od bodźców, nawet tych najwspanialszych. W listopadzie okazuje się, że wolność od zachwytów jest też w jakiś sposób zachwycająca. Jest odświeżająca i kojąca.

„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem.
Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą
ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy
sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć się
w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie
można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne”. Tove Jansson, „Dolina Mumuników w Listopadzie”

Zbieram więc przy sobie wszystko, co miłe i dobre, i cenne. Zbieram czułostki rodzinne, spacery w wilgotnych lasach, muzykę, zbieram zmysłowość, zbliżam się do siebie w samiutkim środku.

W ogołoconym z ozdób listopadzie łatwiej to wszystko zauważyć, okazuje się też, że wszystko, co najważniejsze, jest zupełnie w naszym zasięgu, bardzo dostępne.

 

 

Spaceruję – najchętniej po lesie, zdarza mi się czasem skręcić w prawo w drodze do pracy  i pochodzić, i już te pół godzinki działa cuda. A już najlepiej jak to jest porządna wycieczka gdzieś w okolice Kazimierza czy Lasów Kozłowieckich albo Janowskich. Taka sobota z paroma godzinami włóczenia się po wilgotnych szarzejących i błotnistych lasach, koniecznie z jakimś domowym wypiekiem i czymś ciepłym w termosie, i powrotem, gdy już jest ciemno, ale na tyle wcześnie żeby poczytać, albo pograć, jest ściśle w czołówce, jeśli chodzi o mój ulubiony sposób spędzania weekendów.

 

Robię miłą atmosferę w domu. Działa to na mnie bardzo, gdy do tej popołudniowej herbatki w salonie jest posprzątane, pozapalane są miłe światełka tu i tam, otoczona jestem ładnym, wełnianym kocem i jesiennymi poduszkami. Pachną olejki eteryczne (to już moment na „Czterech Alchemików” od Klaudyny Hebdy). Gdy ta herbatę piję dobrą, w ładnym kubku. A to herbaty ciacho, z orzechami, ze śliwkami, karmelizownymi jabłkami albo kruszonką na palonym maśle. Z imbirem albo cynamonem, głębokie i korzenne. 

A przed tym ciachem dobre, rozgrzewające serce jedzenie. 

Np makaron z pieczoną dynią, z gałką muszkatołową. Albo gulasz z czerwonej soczewicy i batatów. Albo curry z krewetkami i papryką. Zupy. Pieczone warzywa.

A do ciacha dobra muzyka.

David Gilmour „Luck and Strange”- przepiękna nowa płyta. Uwielbiam tę trochę emerycką wersję mojego crusha z czasów nastoletnich. Ta płyta jest spokojna, jakaś taka pogodna, jesienna. Przepiękna jest piosenka, którą śpiewa razem z córką. Jak zawsze cudowna, jedyna w swoim rodzaju gitara.

Nosowska i Król. Piękna wspólna płyta. W grudniu wybieramy się na koncert. Jak zawsze u Nosowskiej wspaniałe teksty, i pasują mi te ich głosy do siebie.

Cocteau Twins. Wracam do tej płyty właśnie przeważnie w mroczne wieczory, bardzo mi pasuje do listopadowej szarugi.

Klasyczny jazz. Listopad jest czasem trąbki Milesa i saksofonu Johna. 

Hooverphonic, With Orchestra. Jaka to jest piękna, przejmująca płyta.

Królowa listopada, czyli „Older” George’a Micheala. Niesłusznie ten artysta jest kojarzony głównie z jednym świątecznym przebojem. A ta płyta to majstersztyk, przepięknie melancholijna, dojrzała.

Hania Rani, mamy od niedawna płytę Ghosts, i to kolejna płyta tej artystki, której cudownie słucha się czytając książki, robi takie przyjemne tło. (choć płycie nie brakuje niczego, i wspaniale gra również główną rolę wieczoru)

A skoro już mowa o książkach... Dobrze mi się czyta ostatnio, tu trochę książek które ostatnio przeczytałam i najlepiej mi pasują do klimatu jesiennego:

Pachinko. Książkę podpowiedział mi chyba woblink i to było dokładnie to, czego potrzebowałam. Saga opowiadająca o czterech pokoleniach w Korei na przestrzeni niemal całego XX wieku. Bardzo dobrze napisana, i przy okazji dostarczający solidny kawał wiedzy o relacjach koreańsko-japońskich.

O zmierzchu. Historia kobiety, historyczki sztuki w pewnym momencie jej życia. Podoba mi się sposób pisania Therese Bohnam, to jak portretuje swoje bohaterki, bez moralizowania i bez słodzenia, i jak osadza je w rzeczywistości

Alchemia. Powieść biograficzna o Marii Skłodowskiej-Curie. Fragment życia naszej noblistki, tak bardzo odbiegający od nudnych, szkolnych biogramów jak to możliwe. W książce dostajemy Marię Skłodowską z krwi i kości, z jej marzeniami, obawami, z tym, co ją kształtowało jako człowieka. Całość jak zwykle wspaniale napisana przez Katarzynę Zyskowską

Kameliowy sklep papierniczy autorstwa Ito Ogawa. Spokojna, klimatyczna japońska książka, której akcja toczy się w sklepie papierniczym. To opowieść o relacjach, wybieraniu papieru listowego i tuszu do pisania, bardzo w klimacie zen.

Cyrkówka Marianna Anny Fryczkowskiej. To historia oparta na prawdziwym życiorysie Marianny Razik, artystki cyrkowej i malarki ludowej, dziejąca się w powojennej Polsce. Opowieść zupełnie niezwykła i nieprzystająca to rzeczywistości rodzącego się PRL-u, pięknie napisana, barwna.

Lata Annie Ernaux. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu, odświeżyłam niedawno. To książka trochę jak rozmowa ze starszą osobą przy oglądaniu zdjęć z jej życia, w takim dość spokojnym, zdystansowanym, gawędziarskim stylu, bardziej opowieść o pokoleniowych niż indywidualnych pokoleniach w drugiej połowie XX wieku we Francji.

Za parę dni grudzień. Internet od co najmniej tygodnia przebiera nóżkami, żeby odpalić fanfary bożonarodzeniowe. Pamiętajmy, że Adwent nie polega na maniakalnym doskakiwaniu do presji estetycznej wywieranej przez media społecznościowe. Tworzenie miłej atmosfery to nie jest kompulsywne kupowanie kolejnych świeczek a magii grudnia nie tworzy się centrach handlowych.

Zachowajmy w sobie trochę tego spokoju i ciszy listopada, dobrze nam to wszystkim zrobi.

25 listopada, 2024 2 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijesieńlaslubelszczyznapodróże i wycieczkiRoztoczeslow lifestylespacer

Roztocze jesienią

by Paulina 20 listopada, 2024

 

Czasem wystarczą niecałe dwa dni i niecałe dwie godziny drogi od domu.
Czasem jest tak, że po paru godzinach chodzenia po złotych lasach, człowiek ozłaca sobie serce od środka i układa wszystkie rozproszone życiowe puzelki.
Roztocze. Wyskoczyliśmy niedawno, pod koniec października w ten piękny region powłóczyć się trochę, poszurać w liściach. Załapaliśmy się też na nasze pierwsze w życiu udane rydzobranie. (byliśmy z przyjaciółmi – lokalsami, którym wystarczy 10 minut szybkiego spacerku i wracają z taczką grzybów). 
Las pachniał trochę zmurszale i wilgotno, brzmiał szeleszcząco i chrupliwie, migotał złotem. Lekko szorstka kora drzew zapraszała do głaskania i przytulania.O smak, do kompletu wrażeń zmysłowych zadbała ciepła herbata z termosu.
Każdy krok uziemiał, każdy oddech dawał wytchnienie. Z każdą chwilą rodził się ten dobry, zdrowy dystans do problemów codziennych i pojawiała właściwa życiowa perspektywa.
Wszystko ogrzane tymi ognistymi liśćmi i doświetlone charakterystycznym październikowym światłem.
Wiecie, jeśli listopady są poprzedzone takimi październikami, to niech sobie będą szare i mgliste, żebyśmy mieli czas przetrawić cały ten barok. Patrzę na te zdjęcia i nie chce mi się wierzyć, że takie rzeczy mamy dostępne ot tak sobie, w zasięgu zwykłej weekendowej wycieczki.
 

Grzybiarz i jego zdobycz

A na koniec mniej wesoło. Lasy roztoczańskie to pozostałości po pierwotnej puszczy. 
Znajdziemy tu jedne z najstarszych, największych jodeł w kraju. Spacerowaliśmy pośród tych wspaniałych, ogromnych, wiekowych drzew. Zdrowych i dorodnych. I niemal wszystkie jodły oznaczone były żółta kropką, co oznacza, że drzewa przeznaczone są do wycięcia. Wiecie, rozumiem, że czasem wycinka może i jest potrzebna, że drewno jest potrzebne do przemysłu. Ale to był park krajobrazowy z kilkusetletnimi drzewami.

Według Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, „Dopuszczalne jest zmniejszenie liczby drzew i krzewów, jeśli działanie takie jest wykonywane w ramach prac pielęgnacyjnych związanych z utrzymaniem zadrzewień w należytym stanie.” zakaz wycinki „nie dotyczy wycinki wynikającej z potrzeby ochrony
przeciwpowodziowej lub zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub
wodnego albo budowy, odbudowy, utrzymania, remontów lub naprawy urządzeń
wodnych”.

Nie wiem, co to za prace pielęgnacyjne czy ochronne, które polegają na wyżynaniu najwspanialszych drzew z lasu.
Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żebyśmy zrozumieli, że bez drzew nie damy sobie rady. Tu nie chodzi o żadne megalomańskie ratowanie planety, bo planeta doskonale sobie bez nas poradzi. To człowiek nie przetrwa bez drzew.
20 listopada, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdzieciństwo unpluggedjesieńlaslubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczyrozmyślaniaslow lifestyleuważność

zdjęcia

by Paulina 24 października, 2024

 Skończyłam ostatnio wklejać zdjęcia do albumu z 2022 roku. Taką mam w temacie lekką obsuwę, ale robię to regularnie. Wybieram zdjęcia do wywołania z dysku, przesyłam je do wywołania w Empiku, kupuję album. Potem następuje mozolna segregacja chronologiczna i wklejanie. Lubię to robić, to zawsze taki spokojny czas w salonie z muzyką albo audiobookiem, czasem asystują dzieciaki, wspominamy razem.

Gdy zakończyłam, przejrzeliśmy sobie album już we dwójkę, powspominaliśmy, to zawsze jest miłe. I najpierw pomyślałam, jeju, ile to półek jeszcze na te albumy zapełnimy, z niejakim lękiem, bo regały książkowe za dużo wolnego miejsca nie mają, i tak regularnie przeprowadzam selekcję, które książki chcę zachować, a które puszczam w świat.

Za chwilę się pocieszyłam, że, ee, pewnie jak dzieciaki dorosną, to tych zdjęć tyle nie będzie.

A potem przyszła refleksja. Refleksja pod tytułem, że właśnie w najlepsze trwają w naszym życiu lata, z których robi się albumy ze zdjęciami. To teraz jest czas, który chcemy zapamiętać, wspominać. Teraz tworzymy to, jakie będą te wspomnienia. A to oznacza, że teraz jest ten czas, który dobrze byłoby przeżyć na maksa uważnie, żeby te zdjęcia w albumach były tylko taką iskierką, impulsem do uruchomienia wspomnień prawdziwego przeżywania tych chwil.

Nasze mózgi są wygodne, wszyscy wiemy, jak pomocne jest robienie notatek, czy zdjęć, po to, żeby nie musieć pamiętać, zwolnić trochę „mózgowego ramu”. A mnie  chodzi teraz o coś odwrotnego. 

Chodzi o to, by wszystko, co fotografujemy, stało się dla nas pełnowartościowym, świadomym przeżyciem, i żeby poczuć je wszystkimi zmysłami, na maksa. 

Żeby zdjęcie nie było takim zapisem na później, na zasadzie – dobra zrobię zdjęcie i potem to dokładnie obejrzę. Albo nagram koncert, zamiast go autentycznie przeżyć.

Żebyśmy naprawdę zobaczyli te widoki, które uwieczniamy. Żebyśmy czuli wiatr plączący włosy na połoninach. Żebyśmy smakowali te potrawy ze zdjęć, wsłuchiwali się w te koncerty, czuli ciepły piasek pod stopami i zimne krople deszczu przed tym jak schowamy się w miłej kawiarni. Żebyśmy więcej słuchali naszych dzieci, a mniej robili im zdjęć. I jeszcze, żebyśmy nie upiększali, nie pozowali, nie reżyserowali. Bo to życie jest nasze, i jest piękne, nawet gdy wokół nie jest super estetycznie.

Być w tej chwili, nie przenosić przeżyć na dysk zewnętrzny naszych aparatów czy telefonów.

Niech wspomnienia, niech życie – autentycznie przeżywane wdrukują się w nas, a zdjęcia niech będą dodatkiem, tym bodźcem przywołującym coś, co przeżyliśmy w pełni.

Pojechaliśmy ostatnio do Janowca, do którego jeździliśmy częściej, gdy
dzieci były mniejsze. Był jeden z tych idealnych, październikowych dni.
Cudownie złote drzewa rozświetlone jesiennym słońcem. Herbata w
termosie, pieczone rano cynamonki. Liście chrupiące pod stopami.
Charakterystyczny dla tych okolic spokój. Dzieciaki, które tak już
urosły, a wciąż jeszcze chcą jeździć z nami na wycieczki. Ten czas,
trochę jak wciśnięcie pauzy w intensywnym treningu, żeby wyrównać
oddech. Ten czas trochę poza codziennością, który pozwala nabrać do tej
codzienności trochę dystansu i dzięki temu ją docenić.

 
 

Czas biegnie, najlepiej widać to na takich zestawieniach zdjęć

24 października, 2024 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiaktywna mamadzieciństwo unpluggeddzieckojak odpoczywaćlaslubelszczyznapodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrower z dzieckiemrowerki biegowe

Wycieczki z dziećmi, strona praktyczna

by Paulina 13 czerwca, 2023

wycieczki rowerowe

 

Wycieczki rowerowe, jak można tu często zobaczyć to jedna z naszych ulubionych aktywności na wolny dzień

Czytam i słucham czasem komentarze i pytania, od kiedy zacząć zabierać dzieci na wycieczki, jak zorganizować wycieczkę z dzieciakiem, albo, że „byłoby fajnie tak pojechać z maluchami w naturę, ale w sumie nie wiem, od czego zacząć.”

My uprościliśmy sprawę o tyle, że nie robiliśmy przerw, więc nie trzeba się było wdrażać specjalnie w wycieczki z dziećmi, robić tego wielkiego wdechu przed skokiem na głęboką wodę, pod tytułem, czy już jesteśmy wszyscy gotowi, czy dzieci wystarczająco duże.

W ciążach nie szarżowałam, ale czułam się na tyle dobrze, że spacery pod miastem były dla mnie idealną formą spędzania czasu, zdarzało nam się nawet wyskoczyć w góry.

Potem, każdy niemowlak lądował w chuście na wycieczkach pieszych, lub w przyczepce rowerowej, gdy decydowaliśmy się na rowery. Swoją drogą, jakiś czas temu napisałam już pieśń pochwalną na temat przyczepki rowerowej, i do tej pory zdania nie zmieniłam – to wysokie podium na liście zakupów około-dziecięcych. A dzięki temu, że nasza przyczepka była dwuosobowa, pakowaliśmy do niej zarówno aktualnego toddlera jak i niemowlaka (dzięki podczepianemu hamaczkowi). Dzięki przyczepce ( i jej dodatkowej przestrzeni załadunkowej) zupełnie nie odczuliśmy, że dzieci nam cokolwiek utrudniają, czy uniemożliwiają realizowanie pasji. 

przyczepka rowerowa

wycieczka rowerowa z dziecmi

Dwulatek i więcej – rowerek biegowy

Wraz z drugimi urodzinami wszystkie nasze dzieci dostawały rowerki biegowe. W naszym przypadku biegówki były strzałami w dziesiątkę, także na codzienne spacery, gdy dystans był za długi na krótkie nóżki metrowego człowieczka. Na dłuższe wycieczki sprawdzał się system „trochę sobie jadą na polnych drogach, a gdy się zmęczą lub na ulicach wchodzą do przyczepki, a rowerki podczepiamy”.

Gdy przesiadali się na rowery z pedałami, dostosowywaliśmy trasy do ich możliwości, a dla Pirata zakupiliśmy wspaniałą rzecz, hol do roweru, nazywa się „Follow me”. Jest to świetnie wykonany gadżet, który stabilnie podtrzymuje rower dzieciaka – nie ma efektu przechyłu na bok, który często można obserwować w prostych „pałąkach”. Rowerek do holu podczepia się łatwo i szybko, więc podczas jednej wycieczki zdarza się Pirata podczepiać i puszczać wolno kilkakrotnie. Hol jest wspaniałą sprawą, przydaje się na piaszczystych nawierzchniach, pod duże góry i generalnie zawsze gdy niespełna sześciolatek nie daje jeszcze rady. Fajne też jest to, że dziecko na rowerze podczepionym na takim holu do dorosłego ciągle pedałuje, i wnosi swój wkład w taki tandem:)

rowerek biegowy

Wybór trasy

Przy postach o naszych wycieczkach rowerowych często pada pytanie o konkretne trasy. Nie zawsze jestem w stanie powiedzieć dokładnie jak wędrujemy, czy jedziemy rowerami, jako, że jedną z głównych zasad naszych wycieczek jest nie wracamy tą samą drogą, robimy kółko, co często (przeważnie) wiąże się z zejściem ze szlaku i przedzieraniem przez chaszcze i błota, nie mam śmiałości proponować takich przygód czytelnikom;)

„to co, nie wracamy tą samą drogą?”

Korzystamy z tradycyjnych map papierowych – na nich często zaznaczone są ciekawe szlaki i miejsca do zobaczenia, różnice w wysokości itd, poza tym dają jakiś taki ogólny obraz. Świetne są też dedykowane aplikacje z mapami – używamy głównie mapy.cz lub locus map (to aplikacje, w locus map można wykupić abonament, i korzystać z map również offline) . Ich przewagą jest aktualność i interaktywność – dobrze widać na nich rodzaj dróg, ilość kilometrów do przebycia, co ma znaczenie przy zmianach planów w trakcie wycieczki.

Bardzo polecam Wam ten system łączenia map papierowych z mapowymi aplikacjami, pozwala odkryć świetne miejsca, dostosować trasę pod swoje oczekiwania i wycieczkować bez tłumów.

Bywa luksusowo;)

Przekąski wycieczkowe

Jesteśmy łasuchami, nie będę ukrywać. Wycieczki zawsze wiążą się z piknikami. Przyzwyczailiśmy się do tego wszyscy, dzieciaki potrafią zapytać o piknik po 10 minutach krótkiego leśnego spaceru poobiedniego. Popełniłam jakiś czas temu dwa wpisy na ten temat, bardzo zapraszam zobaczyć nasze piknikowe przekąski 1, piknikowe przekąski 2

Zawsze mamy też ze sobą drobiażdżki typu suszone owoce, kabanoski i żelki mocy ( nasze żelki mają specjalne moce w zależności od koloru, np czerwone dodają siły, a żółte poprawiają humor;) ). Jedzenie na wycieczkach jest dla nas ważne i przyczynia się w niemałym stopniu do naszego do wycieczek uwielbienia. Po wysiłku, na świeżym powietrzu, wśród ptasich śpiewów i wśród zieleni, jedzenie smakuje zupełnie wyjątkowo.

Dodatkowe atrakcje i gadżety

Nasze podejście jest takie, że raczej ich unikamy. Zależy nam na tym, żeby pokazać dzieciom, że świat sam w sobie jest atrakcyjny. Nie popadamy przy tym w przesadę, i lubimy zahaczyć na wycieczkach o jakieś ciekawe budowle lub ruinki, ładny widok, jakaś woda; wyznaczanie sobie celu, do którego jedziemy czy idziemy jest fajne i motywujące.Ale generalnie stawiamy na „tu i teraz”, gdzie atrakcją może się okazać piękna łąka z trzmielami, wielkie mrowisko, albo ptasie gniazdo.

Często jeżdżą z nami różne figurki playmobil, to fajna zabawa dla dzieci wśród traw, Wilczek czasem targa ze sobą książki.

Z rzeczy, które zawsze mamy ze sobą:

– apteczka – przede wszystkim mamy w niej octanisetp i plasterki oraz opatrunek w sprayu, pęsetka i kleszczołapki do wyciągania kleszczy, fenistil, żel aloesowy, coś od komarów (zawierające ikarydynę), krem z wysokim filtrem, bandaż elastyczny

– koc piknikowy

– hamak turystyczny, lekki i wytrzymały, nasz jest z firmy La Siesta i sprawdza się świetnie 

– rowerowy zestaw naprawczy (klucze, pompka, dętki)

– woda termalna w sprayu – przydaje się do schłodzenia, do przemycia ranek czy spryskania otarć

– kompas – aplikacje aplikacjami, ale technologia bywa zawodna

I jeszcze  jedna ważna kwestia

 Bardzo proszę, jeśli idziemy korzystać z uroków natury, to bądźmy też dla tej natury w porządku, zostawiajmy świat takim, jakim chcielibyśmy go zastać.  Na wycieczkach trochę jest tak, jakbyśmy szli w gości, szanujmy miejsce i jego mieszkańców, wszystkich (tych wielonożnych i nie za ślicznych też). Zabierajmy nasze śmieci za sobą (jak się trafią cudze, to też), unikajmy krzyków i głośnej muzyki, nie płoszmy zwierząt, nie niszczmy mrowisk, czy gniazd, samochód można zostawić na parkingu, w oddaleniu od miejsca piknikowego… itd

Aż mi głupio pisać tutaj o takich oczywistościach, wierzę, że to dla moich czytelników zupełnie niepotrzebny akapit, i mam nadzieję, że się nie obrazicie za niego, ale biorąc pod uwagę to, co się dzieje w naszych lasach, myślę, że lepiej powiedzieć o tym za dużo niż za mało:)

Nasze ogólne podejście wycieczkowe

jeśli zaglądacie tu regularnie, chyba znacie. Nic nikomu nie udowadniamy, z nikim się nie ścigamy. Nie startujemy w konkursie pt najbardziej szalone wycieczki rodzinne, ani kto więcej przejedzie na rowerze z dziećmi.

Wycieczki z dziećmi to coś co nam wszystkim daje radochę, integruje nas wszystkich, pisałam już o tym zresztą nie raz i zdania nie zmieniłam:D

A jednodniowe wypady rowerowe i piesze to esencja weekendu – nic mnie nie relaksuje przed i po pracy jak taka wycieczka, nic tak nie ładuje baterii z radością życia.

Przy czym, mam jeszcze jedną refleksję na temat spędzania czasu z dziećmi, nie bardzo odkrywczą zapewne. Najistotniejsze wydaje mi się znaleźć tę wspólną zajawkę. W naszym przypadku, są to mniejsze i większe wypady w naturę. W Waszym to może być wspólne zwiedzanie zamków, wspólne jeżdżenie na nartach, wspólne nurkowanie, układanie puzzli czy scrabble, jeżdżenie na konwenty fantastyki, albo pieczenie ciast razem. Jeśli lubimy coś robić, róbmy to, nawet jeśli nie jest to typowo rodzinna rzecz, a towarzyszące nam dzieciaki z dużym prawdopodobieństwem staną się dzieciakami partnerującymi, a to daje naprawdę fajny podmuch w żagle.

Wycieczkujecie z dzieciakami? Czy dopiero myślicie o tym, żeby zacząć? (może macie jeszcze jakieś pytania?) A może to kompletnie nie Wasza bajka, i kręci Was coś innego? (ciekawa jestem, co:) )

13 czerwca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmijak odpoczywaćlubelszczyznamoda rowerowapasjapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

rowerowa wycieczka w najpiękniejszy dzień kwietnia

by Paulina 2 maja, 2023

wycieczka rowerowa lubelszczyzna

 

Właśnie o takim dniu marzyło mi się w mrokach stycznia. O dniu ze słońcem, rowerami, piknikiem, wodą.

Wycieczka zaczęła się idealnie. Parę domków, i miła, wąska, ale równa droga w lesie. Las wiosenny, wiadomo, jak malowany, cały we fluorescencyjnej zieloności, rozświergolony i świetlisty. Dzieciaki radośnie wystrzeliły do przodu, cała trójka, łącznie z Piratem maniakalnie przerzucającym przerzutki. Jechaliśmy za nimi, a na naszych skroniach niemal czuliśmy fizyczny ciężar Lauru Dobrego Rodzica.

„Ale nam traskę znalazłeś idealną” – powiedziałam do Krychy, i wtedy zaczął się Piach.

Dalej było pięknie, zielono, ptaki dalej śpiewały jak szalone a słońce szafowało promieniowaniem UVA i UVB z kwietniową gorliwością.

Laur na skroni super rodziców zapewniającym dzieciom super sprzęt z grubymi oponami i porządne przygotowanie jakby się rozrósł, bo świetnie dawali radę oraz Nie Jęczeli, nawet jeśli jednak trzeba było chwilę zeskoczyć z rowerów. Pięcioipółletni Pirat został podczepiony do holu i dziarsko wspomagał tatę jadącego lub pchającego podwójny konwój.

Mój rower co prawda jest bardzo ciężki, ale za to ma cienkie opony, więc pchałam go sporą część czasu. Ale, hej, jakże inaczej jest gdy zmagasz się ze swoimi trudami wycieczkowymi, a nie z marudzeniem i jękiem. Ta świadomość, że dzieci stają się wycieczkowymi partnerami, a nie najbardziej wymagającym wyzwaniem, była chyba równie upajająca co okoliczności przyrody, a te stawiały poprzeczkę naprawdę wysoko.

Do tego postoje nad wodą, migoczącą w słońcu. Bociany, perkozy i czaple. Zapach świeżych listków i trawy, i rozkwitających dzikich jabłoni. Trzmiele. Wyjątkowo długi zaskroniec nad rzeką. I wgapianie się w tę wodę, w te szuwary, w to niebo. Ależ mnie to karmi.

rowerowa wycieczka po lubelszczyznie

lubelszczyzna rowerem

PS. W temacie samej trasy. Zaczęliśmy w Opolu Lubelskim i szlakiem rowerowym dojechaliśmy do Żmijowisk, wróciliśmy do Opola lekko inną trasą. Tak to mniej więcej wyglądało: (screen ze strony Traseo ) Planuję swoją drogą przygotować dla Was taki wpis mniej o moich uczuciach i emocjach, a bardziej od strony praktycznej o naszych wycieczkach w dzieciakami. Dajcie proszę znać, czy chcecie, i o czym chcielibyście w takim wpisie przeczytać:)

2 maja, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemwiosna

Polesie z dziećmi, czyli tradycyjna wycieczka inaugurująca sezon

by Paulina 26 marca, 2023

 

wycieczka do poleskiego  parku narodowego 
 
To już nasza wycieczkowa tradycja się zrobiła. Kolejny rok na pierwszą wycieczkę w sezonie wyruszamy do Poleskiego Parku Narodowego. Wyruszamy w szarość i burość podbitą cudownym, coraz mocniejszym słońcem. Wyruszamy w błoto, w zeszłoroczne liście, w suche badyle. I to marcowe Polesie, z tą szarością, burością i badylami i błotem, jest takim uosobieniem wszystkiego, co najwspanialsze w nadchodzącym sezonie. Słońce, rowery, ptaki, tropy zwierząt, piknik. I powietrze jakieś inne, natlenione, odżywcze, świeże.
Pojeździliśmy, łowiliśmy słońce, wwąchiwaliśmy się w tę świeżość przedwiosenną. Zrobiliśmy miły piknik nad wodą. A woda migotała, odbijała promienie słońca i niebieskie niebo. Listki rosły, bociany i żurawie wracały do swoich gniazd, bobry ścinały młode drzewka. Odbywało się całe to cudowne, wiosenne zamieszanie, które daje taki spokój.
Przeczołgała mnie ta zima. Ale warto było ją przeżyć dla tego końca marca, gdy wszystko przed nami, małe weekendowe wypady, kilkugodzinne wakacje, zastrzyki z naturą. Leczy mi ta perspektywa wszystkie kryzysy.
 

niby suche badyle, ale w tym świetle zyskują inny wymiar

polesie rowerami z dziecmi

wrzucanie do wody kamyczków i patyków, ciągle w czołówce ulubionych zabaw

człowiek fotowoltaiczny

26 marca, 2023 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńkawaksiążkilubelszczyznaLublinmindfulnessmuzykaprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestyleuważnośćwdzięczność

całkiem miły ten listopad może być

by Paulina 21 listopada, 2022

 

Po dość szalonym, wczesnojesiennym czasie, ogarnęła mnie melancholia jesienna. Ta melancholia to jedna z najlepszych rzeczy jesienią

Jesień jest od tego, żeby wzorem przyrody przyhamować. Jesień jest czasem do przytulania, grzania, umilania sobie życia.

Jesień jest fakturzasta, chropowata, miło szorstka, słodko-pikantna. Pasuje do niej lekko gryzący, ciepły wełniany sweter, słodkie ciasto z dodatkiem imbiru i czekolada z chili, śpiewające głosy z chrypką.

Im zimniej na dworze, tym więcej ciepła wewnętrznego potrzebujemy. A to ciepło, to grzanie się od środka to te wszystkie lekko obśmiane jesieniarskie atrybuty. Dlatego teraz,  bez żenady i z dziką radością włażę pod ten kocyk
wełniany, z herbatą i ciachem ze śliwkami, włączam miłą muzykę, a
wcześniej inhaluję się zapachem lekko zbutwiałych liści pod nogami w
lesie.

Bo jesienią trzeba sobie dokładać opału do swojego wewnętrznego kominka, choćby to jechało kiczem na odległość.

I ja się w to angażuję z największą powagą. Przytulam się od środka tym jedzonkiem, tą wełną i muzyką. Mam swoje jesienne hymny na każdy miesiąc. Wrzesień rozpoczyna Oren Lawie i płyta „The Oposite Side of the Sea„. Potem, w październiku, lubię francuskość i delikatność, pasuje mi Carla Bruni, Thomas Dutronc, Laura Marling, Lola Marsh. Wieczorami wjeżdża Agnes Obel, Leszek Możdżer, Smolik i Hania Rani. Listopad jest klasycznym jazzem, rzewnym i przejmującym, choć najbardziej listopadowa płyta świata to Older George’a Michaela.

Jesienią najbardziej lubię realizm magiczny, lubię książki zainspirowane ludowymi wierzeniami, trochę gęste w klimacie, bagienne. Świetnie czyta mi się Isabel Allende, uwielbiam Murakamiego. Albo książki zanurzone w słowiańskości, np „Baśń o wężowym sercu” Radka Raka, w kolejce tego autora czeka jeszcze „Puste niebo”, tym bardziej, że tłem tutaj jest dawny Lublin. Jesień i zima to jest też czas na klasyki, XIX i XXw. Dobrze czyta mi się też miłe, powolne książki, np Życie Violette, Sen o Okapi. 

Jadłabym najchętniej grzanki, gulasze i pieczone warzywa. Kiedyś pisałam o tym, co lubię jeść gdy zimno

I planszówki! Zdarzają nam się dorosłe planszówkowe wieczory ze znajomymi, ale coraz częściej spędzamy naprawdę świetny czas z dzieciakami. Na dworze ciemno, zimno i zło, a my sobie siedzimy przy naszym wiekowym drewnianym stole i gramy, jakby jutra miało nie być. Nasze ulubione gry to Karak, Climb the Mountain, Ekosystem, Splendor, Ubongo, Azul. Bardzo się cieszę, że to już są normalne, prawdziwe gry, a nie takie typowo dziecięce, i wszyscy mamy z tego czasu autentycznie dużą radochę.

To w domu. W domu miłym, bezpiecznym i przyjaznym, oświetlonym i ciepłym.

Jesienne wyjścia z tego miłego kokonu wymagają już niejakiej dawki heroizmu. Wiosną i w lecie wychodzi się samo, koncerty często w plenerze, jedzenie gdzieś przy okazji, na kocyku na trawie najchętniej. Teraz człowiek się organizuje, dba o plan wyjścia pt, „żeby było gdzie wejść w razie czego”. Dlatego, wyjścia, owszem, ale raczej w formie spaceru z miejscem docelowym typu kino, na wystawa, czy koncert, z przystankiem na ciepłą zupę.

W Lublinie w Centrum Spotkania Kultur można aktualnie zobaczyć wystawę Beksińskiego, szykujemy się, ale raczej bez dzieci. Za to na zamku lubelskim zdecydowanie z dzieciakami warto zobaczyć wystawę o starożytnym Egipcie. W kwestii koncertów też jest w czym wybierać, niedawno byliśmy na Natalii Przybysz, potem na Brodce, w listopadzie szykuje się jeszcze Igo, w CSK w klubie muzycznym można posłuchać jazzu, w grudniu będzie Możdżer. Ruszyło trochę popandemicznie, i na nasze nienadmierne potrzeby i możliwości wyjść jest idealnie.

 Ale generalnie w listopadzie, jak pisałam już kiedyś, w listopadzie może się nic nie chcieć bez wyrzutów sumienia. W listopadzie kocyk, ciacho i gapienie się w płomień świecy są więcej niż usprawiedliwione.


21 listopada, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmibiwakcodziennośćdzieciństwo unpluggedlatolubelszczyznamindfulnessmój styl podróżniczynamiot z dziećmipodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestyle

lekki był i cygański taniec sierpnia

by Paulina 4 września, 2022

Ach sierpniu, sierpniu.

Ależ mi ten miesiąc wzrusza serce. 

Sierpień smakuje i pachnie jabłkami, niewielkimi, o białym miąższu i cudownej różowawo słomkowej skórce. I cukinią, papryką (najchętniej pieczoną w piecu chlebowym na wsi u moich rodziców), kurkami z czosnkiem i rozmarynem. Malinami, najlepiej prosto z krzaka. I pomidorami, tak bardzo pomidorami.

Sierpień to rój Perseidów, rżysko po zbożu (słyszycie jak to brzmi?), leżenie na trawie i patrzenie w chmury. Ciepłe wieczory. I ta delikatna nostalgia malująca się czerwieniejącymi jarzębinami i żółtością nawłoci.

To zmysłowość nasycona i spokojna, dojrzała.

To był dobry miesiąc, sielankowością mocno nawiązujący do Bullerbyn. Pojechaliśmy na Kaszuby (śladami Pucia) spędzić parę dni w piaszczystym lesie nad jeziorem, leniwie chlupiąc się w wodzie i jeżdżąc na rowerach. Poszwendaliśmy się też po Lubelszczyźnie, Roztocze i okolice kazimierskie nie zawodzą.

W sierpniu nigdzie się nie spieszyliśmy, a czas sunął powoli jak te obłoki na niebie, przesypywał się między palcami jak piasek na plaży, płynął jak świetliste falki na jeziorze. Czas często tak robi, że dopasowuje się do naszego tempa.

Serce mam tkliwe jak mocno wycałowane usta

medytacja uważności w dziecięcym wydaniu, czyli chlapanie wody i wgapianie się w opadające kropelki w świetle zachodzącego słońca.

4 września, 2022 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • …
  • 6

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Jak się ubierać na macierzyńskim

    26 listopada, 2017
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry