Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

lubelszczyzna

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedjesieńlubelszczyznamój styl podróżniczypodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka październikowa

by Paulina 16 października, 2019

Jaki to wyczekany weekend był po tygodniach trudnych i intensywnych.
Bo słońce zapowiadane, i czas luźny, swobodny i nasz, tak bardzo nam potrzebny.
A jak nasz czas, to wycieczka, piknik, łazęga i rozkoszna nuda.

Pojechaliśmy do Janowca na Zmysłową Ucztę Doskonałą. Słońce całowało skórę, podświetlało złote liście, które chrupotały i chrzęściły, i pachniały.
Te ciepłe październikowe dni cieszą chyba najbardziej swoją ostatecznością, (szukam łagodniejszego zamiennika dla ostatniego posiłku skazańca, ale jakieś to skojarzenie jest mocno natrętne). W każdym razie, te otulające ciepłem promienie słońca są jakby cenniejsze, piknik na trawie wyśmienitszy, pyszniące się kolorami dywany z liści bardziej zachwycające, gdy perspektywy wiadomo jakie są.
Korzystaliśmy, korzystaliśmy zachłannie.
Tym zachłanniej, że widzieliśmy jak korzystają dzieciaki zanurzone w ten najcudowniejszy letni sposób w wymyślonej przez siebie zabawie.

Krycha żonlguje, dzieciaki bawią się wśród kretowisk, złoto na liściach intensywnieje. Po drożdżówkach z powidłami śliwkowymi zostało parę okruszków, papierowe torebki i fioletowe plamki na buziach dzieci. Światło jak zawsze o tej porze roku zmiękczone babim latem. Siedzę, gapię się i głaszczę trawę. Wdech. Wydech. Jak dobrze jest być w taki dzień.

16 października, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiemwiosna

Poleski Park Narodowy. Sezon piknikowy czas start!

by Paulina 8 kwietnia, 2019
rowerowa wycieczka z dziećmi, mikrowyprawy, rowery z dzieckiem

Jak cudownie jest wejść w Sezon takim dniem jak ten. Gdy świat, ciągle jeszcze beżowo bury podskórnie aż pulsuje zielonością, przyjemne kilkanaście stopni na plusie muska po policzkach, ziemia pachnie wilgocią i życiem. A wszystko podkręca słońce, słońce które o tej porze roku robi jakieś niesamowite rzeczy z nastrojem, cierpliwością, energią i motywacją.

No więc weszliśmy w Sezon. Rowery, natura i pikniki, czyli najlepszy sposób na reset niedzielny. (A jak inaczej wyglądają poniedziałki po takich niedzielach!) Godzinę od domu, we wczesnowiosenną burość zanurzyliśmy się po uszy.

Jedzie się rowerem, słońce przygrzewa, a wiatr szumi. Pusto. Niebo niebieskie, a trawy płowe. Na drzewach i krzewach listki już-prawie-gotowe tłoczą się w coraz okazalszych pączkach. Gdzieniegdzie pierwsze zawilce. Rower mknie sobie lekko, mogłabym się wcale nie zatrzymywać, ale trzy małe głodne brzuszki wymuszają piknik. Rozkładamy – pierwszy raz w tym roku – koce i piknikowe przekąski. Zasiadamy, mrużymy oczy, nieprzywykłe po zimie do tej cudownej jasności.

Włosy dzieci pachną sianem. Migają żółte motyle. Pojawiają się pierwsze puchate trzmiele. Słychać krzyki dzikich gęsi, sarenka przebiegająca w oddali jest jak medal. Na niebie czaple, żurawie i bociany. Rozglądamy się coraz uważniej, wszyscy nakręceni Księgą Prawdziwych Tropicieli Adama Wajraka. Robimy zdjęcia kupom i ropuchom, badylom i bagnom. Jest pięknie.

8 kwietnia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnylubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemwiosna

Wiosna!

by Paulina 22 marca, 2019

Pierwszy dzień wiosny. Dzień poezji. Jak to idealnie pasuje, wiosna jest samą poezją, człowiek niemal z automatu rymuje i szuka metafor, zimowe obfite powieści zastępuje Leśmianem i Gałczyńskim.

Ruszyliśmy ostatnio w podlubelski świat rowerami. Cudownie jest znowu bratać się z tym kiełkującym światem, wystawiać odsłonecznioną skórę na pierwsze słoneczne pocałunki, wdychać to powietrze ożywione. I pierwszy piknik urządzić, na pachnącym drewnianym tarasie z widokiem na Wisłę.

I wiosenna błogość przychodzi, migocząca rzeką, brzmiąca jedyną w swoim rodzaju ptasią rozświergoloną odą do życia, pachnąca zielonością. Przychodzi, cała promienna, i mówi, że planuje zostać dłużej. Cóż, witamy:)

22 marca, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćlubelszczyznamindfulnesspodróże i wycieczkizimazmysły

gdy szarość zmienia się w perłę

by Paulina 27 stycznia, 2019

Jechaliśmy i jechaliśmy. Dzieci zaczęły marudzić, mnie zaczęło morzyć. Tak ciepło  w tym samochodzie i szalik tak miło otula szyję. Przyszło mi do głowy, że co za różnica jakie gołe drzewa będziemy oglądać i po jakich zesłych trawach będziemy chodzić. Można było pojechać gdzieś bliżej. A do tego, jak oddaliliśmy się od Lublina, zniknął śnieg.

Dojechaliśmy, po godzinie. Zaparkowaliśmy samochód pośrodku wielkiej pustki. I najpierw uderzyła nas cisza doskonała. Cisza cisz, bez jednego dźwięczku. Taka, która karze zamknąć oczy i oddychać, słuchać się i otulać sobą duszę. Taka, na której brzmienie przystanęły nawet dzieciaki. Taka, dla której warto przejechać się nieco dalej.
Pomyślałam sobie wtedy, że zima to taki czas odpoczynku dla zmysłów. Brzmi trochę banalnie jak to zapisuję, ale uderzyło mnie to wtedy – żadnych owadów, ptaków, tego letniego (cudownego skądinąd) hałasu. Żadnych kolorów,  żadnych zapachów. Minimalizm i zen.

Potem rozejrzeliśmy się. Rozejrzeliśmy, a cały świat wokół, po horyzont, to były te drewniane chaty grodziska, a potem tylko łąki pełne szeleszczących wielkich traw, niewielka rzeczka otoczona takimi klimatycznymi wierzbami, w oddali las. I nic więcej, ani bilbordów, ani sklepów spożywczo-monopolowych, żadnej blachodachówki. Klimat fantastyczny, arcysłowiański, prawie wypatrywaliśmy rusałek i strzyg. Wszystko przyprószone subtelną białawą migocącą mgiełką. I tą ciszą niesamowitą zupełnie.
I tak po horyzont.
Tylko my i  świat. I cisza.

27 stycznia, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjesieńKazimierz Dolnylubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkiprzyczepka rowerowarower z dzieckiem

ostatnia słodycz w ciężkie wino

by Paulina 20 października, 2018
plaza w kazimierzu jesienią, jesień, wisła, weekend

Panie: już czas. Tak długo lato trwało.
Rzuć na zegary słoneczne twój cień
i rozpuść wiatry na niwę dojrzałą.


Każ się napełnić ostatnim owocom;
niech je dwa jeszcze ciepłe dni opłyną,
znaglij je do spełnienia i wpędź z mocą
ostatnią słodycz w ciężkie wino.

Kto teraz nie ma domu, nigdy mieć nie będzie.
Kto teraz sam jest, długo pozostanie sam
i będzie czuwał, czytał, długie listy będzie
pisał i niespokojnie tu i tam
błądził w alejach, gdy wiatr liście pędzi.

Tak naprawdę, to mogłabym dzisiaj powtórzyć ten wpis z przed dwóch lat. Analogowo mi ostatnio, cudownie analogowo.
Zamiast płaskiej gładkiej estetyki na szklanym ekranie zanurzam się w wielowymiarowej zmysłowości jesieni.
Namacalność zamiast macania ekranu.
Błogosfera zamiast blogosfery.

 

Wwąchuję
się w jesienność, w pieczoną paprykę, imbir i kardamon, w liście i
kasztany (w domu w ilościach przemysłowych). Chrupie mi ta jesień liśćmi
z pod stóp , trzaska płomieniem świeczki, albo ogniska, miękko otula
wełną. A wszystko okrasza złotem z takim rozmachem, że barokowe
cherubinki mogą czuć się jak ubodzy krewni.

Rzeczywistość
jest taka piękna, że przedoskonały płaski świat wirtualny to jakiś
żart. A ona nie chce nic w zamian – żadnego kupowania, klikania,
udostępnaiania danych osobowych. Po prostu sobie jest i szafuje
rozrzutnie tą wspaniałością

Dlatego uciekam od komputera, co i Wam polecam.

20 października, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznamój stylpodróże i wycieczkiRoztocze

Słońce łowimy czyli wycieczki późnoletnie

by Paulina 21 września, 2018

Nie mamy dość.
Nie przestajemy się zachwycać w tym roku.

Znowu cykl się zamyka, tegoroczna rozpusta letnia ma się ku końcowi, i próbujemy się nakorzystać, jak co roku na zapas.
Wycieczki, spacery, wypady, pikniki. I jeszcze raz, i od nowa. Na trawę, do drzew, do słońca.
A lato uspokojone i wyciszone. Trochę senne.

I jak co roku zachwycam się babim latem. Jak co roku to babie lato mi
miga i błyska. Lasy pachną grzybami, światło mięknie
najpiękniej na świecie. Przykucam razem z przedszkolakami nad kolejnym
żuczkiem, biorę głęboki oddech. Nasycam się na zapas latem i dziecięcym
zachwytem. Myślę sobie, niech to lato trwa we mnie, niech się umości w
każdym zakamarku. I ta dziecięcość niech trwa, niech cieszą mnie biedronki,
pszczoły i koniki polne.

Tak sobie myślę, że kiedyś jakoś nie dostrzegałam tej kolistości czasu, czas sobie po prostu płynął, do przodu, ja wraz z nim. To usadowienie w cykliczności przyszło stosunkowo niedawno, nie wiem czy nie z macierzyństwem przypadkiem. Co w sumie może dziwić, bo z dziećmi czas jest linearny bardzo – u dzieci z każdym rokiem jest wielka zmiana, nie ma mowy o cyklach i powtarzalności.

A jednak, może to kwestia tej innej spostrzegawczości jaką się zyskuje będąc rodzicem. Ten rodzaj dziecięcego osadzenia w rzeczywistości trochę na cykliczność świata otwiera. W ogóle zresztą otwiera, na dostrzeganie. Wiecie, inaczej zauważa się każdą koparkę i pająka, inaczej zauważa się świat. Łapię się na tym nawet jak idę sama, okrzyk „o, strażacy” zamiera mi na ustach, łapię się na tym że chwilowo nie muszę nic nikomu pokazywać. Nie muszę, ale i tak dostrzegam, ta uważność zostaje, a to bardzo cenna sprawa.

„mnie dorosłej” nigdy nie przyszłoby do głowy przyglądać się ptactwu domowemu

21 września, 2018 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylslow lifestyleupałwiosnazmysły

opisy przyrody

by Paulina 4 czerwca, 2018

No nie da się inaczej.
Co roku o tej porze, pijana tym pięknem bombardującym wszystkie zmysły, siedzę i wzdycham.

Mrużę oczy w słońcu.
Powietrze drga od upału, pachnie rzeką, porusza się wiatrem.
Dzieciaki pochłonięte po uszy najlepszą zabawą na świecie, wodą i piaskiem. Niemowlę też spełzło z koca czemprędzej, odkrywa plażę całym (zapiaszczonym) sobą, w bezzębnym zachwycie totalnym.
Rozglądam się, przyroda oszalała, kwiaty buchają swoja kwiatowością na wyścigi, każdy najpiękniejszy na świecie. Ptaki chyba mają nieustający ptasi Woodstock, miłość i śpiew.

Płynie Wisła i krew z mojej zranionej w rzece stopy. Trochę wbrew sobie unieruchomiona siedzę i tak siedząc, tym intensywniej chłonę ten czerwiec niesamowity, to wiosenne lato, jeszcze świeże i energetyczne. Jest tak pięknie, że aż boli serce.

 Boli serce i boli palec bez opuszki…;)

4 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedkultura z dzieckiemkulturalnielubelszczyznaLublinmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemności

w mokrych cieniach listopada

by Paulina 21 listopada, 2017

„Dmucha, plucha, zawierucha, całe szyby stoją w łzach”… Jakoś sobie trzeba radzić z tym nie-czasem między złotem października a światełkami i dzwoneczkami grudnia… Radzić sobie najchętniej pod kocem i z herbatką.

Choć przytulna nieruchawość podkocowa kusi i wzywa, to rozsądek mi mówi, że lepiej jej nie ulegać zbyt mocno. Rozsądek i doświadczenie podpowiadają, że praktykowana zbyt często, bywa bolesna w skutkach.

Zaczyna się zawsze niewinnie. Są miękkie dźwięki z gramofonu, jest ciacho i herbatka, dzieciaki zajęte zabawą w swoim pokoju. 
Ale potem pojawiają się te bolesne skutki.
Dla dorosłych – dlatego, że na kanapie, otuleni w te kocyki, świeczki i książki, po prostu tracimy ochotę i energię na cokolwiek innego. Cóż w tym złego, zapytacie. Ano, niestety jest tak, że dorosłość wymaga od nas innych czynności i aktywności. Lepiej mieć na nie energię. A energia pod kocykiem wysącza się jak powietrze z dziurawego balona. Siedzimy zbyt długo i zostaje tylko flak. Chcemy jeszcze więcej kocyków i świeczek, a z hałasów tylko jazz, ewentualnie trzaskanie kominka.

Dzieci na błogą i przytulną domowość reagują zgoła inaczej. Dzieci w tajemniczy sposób wsączają   energię, która wysącza się z rodziców. I dzieci kumulują tę energię. Kumulują, by pod wieczór, przeważnie na hasło „idziemy myć zęby” mogła eksplodować w postaci durnowatych i głośnych zabaw, małpich okrzyków, czerstwych żarcików godnych Karola Strasburgera i głośnym rechotem z tychże. A na koniec obowiązkowo paskudna awanturka, czyli ostatni fajerwerk, który można by zobrazować hasłem „gdyby kózka nie skakała…” bo przecież taka głupawa ZAWSZE kończy się wyciem co najmniej jednego dziecka.

Aż za dobrze znamy ten schemat, i ten szok jaki powoduje dziecięca głupawa z zasiedzenia, gdy jest się rozhyggewanym do granic możliwości. Dlatego staramy się do takich sytuacji nie dopuszczać. Albo je minimalizować.

Wychodzimy. Wychodzimy w te posępne mgły listopadowe, przenikające wilgocią zimno i na przekór się tą szarością zachwycamy. Takie wyjścia i zachwyty wymagają oczywiście więcej wyobraźni i kreatywności (niektórzy powiedzą pewnie, że także abstrakcyjnego myślenia) niż bezwstydnie oczywiste piękno maja.
Ale da się, serio!

 Spacery w podkazimierskich wąwozach…

 

I lubelskie spacery…

Nieodpowiedzialna matka hasa, a nieletnia córka opiekuje się młodszym rodzeństwem

I poprzedszkolne spacery…

Na wystawie Picassa na zamku w Lublinie

A potem wracamy, wszyscy z właściwym poziomem energii, akurat na chwilę nieruchawości kanapowej.

21 listopada, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiKazimierz Dolnylatolubelszczyznamoda ciążowapodróże i wycieczkislow lifestyle

wycieczka do Janowca

by Paulina 11 września, 2017
ruiny zamku, zwiedzanie z dziećmi, atrakcje lubelszczyzny

To prawdopodobnie nasza ostatnia wycieczka we czworo. Sama jestem ciekawa, kiedy ruszymy w drogę w nowym składzie…

lubelskie z dziećmi, janowiec
zwiedzanie z dziećmi, janowiec, lubelszczyzna, lubelskie z dzieckiem 

Kierunek: Janowiec. Janowiec, czyli mniej popularny brat Kazimierza, po drugiej stronie rzeki.
Na
miejscu ruiny renesansowego zamku, całkiem zresztą nieźle zachowane,
pozwalające wczuć się w klimat rycersko – księżniczkowy, bliski, jak
sądzę większości dzieci. Koło zamku świetny, rozległy park z kojącym
widokiem na Wisłę i Kazimierz, idealny na piknik i hamak.

 
 

A potem Przeprawa Promem (to określenie mocno na wyrost, jakie padło z ust zachwyconego Wilczka. W rzeczywistości chodzi o przeprawę czymś w rodzaju sporej tratwy Cały „rejs” trwa parę minut 😉 ). Z samego Janowca nad rzekę nie jest daleko nawet na piechotę, ale moje możliwości spacerowe na sam koniec ciąży, są już zdecydowanie ograniczone (a mizerne zasoby sił woleliśmy wykorzystać na spacer po parku i koło niego – wzdłuż skarpy przy Wiśle), więc przeprawiliśmy się z samochodem, co zresztą wywołało niemal ekstazę u nieletnich – nie dość że przeprawa statkiem, to jeszcze z samochodem.

A na koniec nadwiślańska plaża, a tam, jak zawsze ogarnia błogość idealna, świat zwalnia i spokój ogarnia doskonały… Zupełnie nie wiem, z czego to wynika – czy ta Wisła w tym miejscu tak leniwie płynie, czy działa drewniany kazimierski zapach, sepiowy kolor piasku, suma dobrych skojarzeń.
W każdym razie, zakończenie dnia, i wakacji idealne.

ciąża w lecie, letnie stylizacje ciążowe, jak się ubierać pod koniec ciąży

11 września, 2017 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmiBieszczady z dziećmidzieciństwo unpluggedlaslatolubelszczyznaLublinpodróże i wycieczkipodsumowaniaprzyjemnościRoztoczew ciąży

przyjemności letnie

by Paulina 4 września, 2017
lato w ciąży, sesja z brzuszkiem

To lato jest dla mnie dość wyjątkowe. Nie zawsze jest tak, że lato, początkowo wyjątkowo zimne, potem wyjątkowo gorące spędza się w końcówce ciąży, w towarzystwie dwóch intensywnych przedszkolaków. To te czynniki które sprawiają, że wiele przyjemności wakacyjnych jest ograniczonych, bądź uniemożliwionych totalnie.
Ale, w gruncie rzeczy, całkiem nam było dobrze razem, zobaczcie.

dinopark, park jurajski, bałtów

Wakacyjne wycieczki

Jak wakacje, to wycieczki, i wypady. Poza
trochę dłuższymi wakacjami na Suwalszczyźnie, raczej jednodniowe i
raczej nie na koniec świata, z wiadomych względów. Ale korzystaliśmy, bo
one pięknie robią wakacyjny klimat, dzieciaki je uwielbiają.
Jeździliśmy po okolicach lubelskich, znanych nam na pamięć  i
odkrywanych zupełnie na nowo. Czasem spacerowo, czasem głównie
piknikowo, do lasów, parków, miasteczek i wiosek.

Koniki polskie w Zwierzyńcu

Jeden z najpiękniejszych dni w te wakacje wg Wilczka, czyli Park Dinozaurów w Bałtowie

BFF

Suwalski Park Krajobrazowy

Lato na wsi

Upały wysysały energię, dlatego sierpniowa kanikuła to głównie podlubelska wieś i „wczasy pod gruszą” u babci i dziadzia. To tutaj pławiliśmy się w sielskości i błogości. Tutaj ogarniał Odpoczynek Totalny. Z basenem, trawą, piaskiem, hamakiem pod orzechem, owocami prosto z krzaczka i ożywczym wiaterkiem.
Dzieciaki miały siebie wzajemnie, do wspólnego biegania po trawie, grania w
piłkę, chlapania w wodzie, huśtania się i całej masy nienazwanych zabaw, a my polegiwaliśmy
błogo i patrzyliśmy na nasze dzikie dzieci spod zmrużonych rzęs.

chleb na zakwasie, bochenek, jak upiec chlebjak zrobić chleb, bochenek, pieczenia chleba

Piec chlebowy 

To nieodłączny element naszych wiejskich wypadów. Mój cudowny mąż namówił wszystkich na budowę tradycyjnego pieca chlebowego i teraz cieszymy się najpyszniejszą pizzą i idealnym chlebem za każdym razem, gdy jesteśmy u rodziców.
 

 

Lulin 700, balony, stare miasto

Lato w mieście

Jest ok. Zwłaszcza, że Lublin w tym roku świętuje swoje 700 lecie istnienia, więc to lato jest jeszcze bogatsze w miejskie festiwale i imprezy.
No i są przyjemne parczki i skwerki, fontanny, zalew, są pyszne rzemieślnicze lody. Są ciepłe i klimatyczne wieczory w nagrzanych murach, czasem spędzone Tylko We Dwoje.

Najlepsze lody w mieście w Czekoladowym

wersja w gofrze, na wypasie

Balkon

Zagospodarowany w tym roku, wyposażony w deski na podłodze, hamak, ławeczkę i dużo ziół i kwiatów, stał się naprawdę fajnym miejscem,na poranną kawkę lub wieczorną meliskę.

Książki

Przyznam, że nie mam jakiejś super passy czytelniczej ostatnio. Strasznie lubię ten stan, gdy mam kolejkę książek do przeczytania, a chyba najbardziej, gdy wciągnę się w konkretnego autora lub motyw / miejsce / czas. Ostatnio dobieram lektury dość chaotycznie, ale parę perełek udało mi się trafić.
Poniedziałkowe dzieci, bardzo poetycko napisana książka Patti Smith o niej samej, jej relacjach z Robertem Mapplethorpem. Świetnie się czytało podczas naszych wakacji na Suwalszczyźnie, idealnie mi pasował ten wakacyjny klimat do ich historii. 
Sekretne życie drzew Peter Wohlleben, jedna z najczęściej pojawiających się w tym roku książek na instagramie, a ja nie przepadam za insta-książkami. Ale skusiłam się i bardzo się cieszę. Choć  ton momentami zbyt jak do dzieci i trochę daleko posunięta ta antropomorfizacja drzew, to książka jest pełna ciekawostek, które teraz sprzedaję mojej rodzinie przy różnych okazjach tonem eksperta.
Mag John Fowles. Fantastyczna książka, o której nie bardzo potrafię napisać jednozdaniową opinię – tajemnicza atmosfera, świetnie skonstruowana opowieść, o miłości, egoizmie, psychologii, wolności, prawdzie, religii i filozofii…
Kamień na kamieniu. Myśliwskiego.  Bardzo lubię u Myśliwskiego ten gawędziarski styl, czasem poetycki, czasem bardzo prosty i mądrość wplecioną jakby mimochodem w opowieść.
Wanna z kolumnadą Filipa Springera. Świetne reportaże o polskiej przestrzeni i tym, dlaczego w naszym pięknym kraju tak często bolą oczy.
Steinbeck i Fitzgerald, jeszcze pod koniec wiosny, w ramach poznawania klasyków amerykańskich

Filmy i seriale

Filmów było sporo, tu te, które najbardziej zapamiętałam.

Król Artur. Legenda miecza. Poszliśmy sobie do kina na „coś fajnego” i nie zawiedliśmy się. Film bardzo w stylu Guya Ritchiego, naprawdę dobrze się oglądało, choć na pewno nie jest to film wiernie pokazujący legendę
Song to song, to film który zachęcił nas obsadą a który docenia się przede wszystkim za formę i estetykę. Sama historia i bohaterowie w gruncie rzeczy dość banalni.
Drive. Nigdy dotąd go nie widziałam, ujął mnie totalnie melancholijnym, trochę mrocznym klimatem fantastycznie podkręcanym świetną muzyką. Mało dialogów, także między głównymi bohaterami, ale wszystko aż iskrzy od napięcia
Paterson. Przez sporą część filmu oczekuje się w napięciu, że zaraz wydarzy się coś dramatycznego, a potem napięcie schodzi i jest miło, spokojnie i prosto.
Dunkierka. Świetnie zrobiony film, ze świetną obsadą (Tom Hardy jednym okiem opowiadający całą historię i taka masę emocji!) i opowiadający o wojnie z bardzo, moim zdaniem, współczesnej perspektywy – nie ma tam monumentalnych scen walki, są pojedynczy i anonimowi, tzw zwykli ludzie, mniej lub bardziej bohatersko radzący sobie (lub nie) z rzeczywistością wojenną. Mocno to sugestywne.
Sztuka kochania. Umknął nam ten film w kinie, doczekaliśmy się wydania na dvd. Świetnie opowiedziana, kobieca historia i wspaniała Magdalena Boczarska.
Gra o tron, jedyna oczywistość serialowa w ostatnich miesiącach.

Muzyka

Wspomniana już ścieżka dźwiękowa do filmu Drive. I Daniel Bloom, soundtrack z Wszystko co Kocham, a ostatnio też Lovely Fear, bardzo wakacyjne i klimatyczne dźwięki.

Chciałam w te wakacje jeszcze zająć się trochę mieszkaniem, popleść makramy do powieszenia doniczek z roślinkami, wywołać zdjęcia do albumów… Ale na to pewnie przyjdzie czas jesienią, gdy starszaki będą w przedszkolu, a najmłodsze będzie spać lub kontemplować własne stópki.

I już. Nie ukrywam, że 1 września przywitałam w tym roku z wyjątkową radością, ale to fajne wakacje były.
A jak Wasze wakacyjne wrażenia?

4 września, 2017 28 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Bieszczady z dziećmi

    19 lipca, 2016
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry