Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

rozmyślania

jak odpoczywaćlasmindfulnessmój stylNałęczówrozmyślaniaslow lifestyle

odtrutki

by Paulina 10 listopada, 2020

jak odpoczywać, jak się zrelaksować

czasy są jakie są, wiadomo.

Ale tak to już jest chyba, że czasy zawsze są jakieś… My żyjemy w puchu tak naprawdę od dłuższego czasu, o ciężkich czasach słyszymy, że były kiedyś, albo są aktualnie gdzieś daleko. Wojny, klęski, kryzysy… Mimo wszystko, wciąż znalazłoby się (bez trudu) gorsze miejsce i czas do życia.

Myślę, że warto to zauważyć, i nauczyć się zauważać, że w gruncie rzeczy nasz czas i nasze miejsce to wygrany los na loterii.

A tymczasem, niezależnie od pandemii i polityki, nasze życie trwa właśnie teraz.

Słońce budzi nas (coraz później) rano, niezależnie od liczby dziennych zachorowań.

Drzewa gubią liście nie zważając na decyzje rządu.

Złota polska jesień właśnie powoli i majestatycznie zmienia się w polską listopadową szarugę, jak co roku, bez względu na to czy Polska jako taka kwitnie czy gnije.

Wciąż można sobie głęboko pooddychać na spacerze. Dziecięce rączki przytulają się wciąż z tą samą, niezmącona ufnością. Muzyka w głośnikach nie straciła na cudowności. Małe błyski cudowności wciąż są, wciąż tak samo cudowne.

I trochę mnie to trzyma w równowadze, powiem Wam. Miałam przez jakiś czas taki przeświadczenie, że może należy być nieustannie wkurwionym i wciąż się zamartwiać, że może nie wypada skupiać się na niczym , co odrywa nas od aktualnej sytuacji.

Ale, wiecie, zadręczenie się jeszcze nikogo i niczego nie uratowało.

Dlatego, dbam o siebie, buduję sobie własny, prywatny azyl, opiekuję się sobą i moją rodziną, bo taki stan może potrwać jeszcze długo, i doprawdy to nie jest powód, by zawiesić na kołku życie jako takie.

Dlatego, na życiu właśnie koncentruję się bardzo ostatnio. Życie nasze prywatne jest najlepszą odtrutką na nieprywatną rzeczywistość.

Pozwalam sobie częściej, na moje guilty pleasures – poczytuję wczesną Musierowicz, słucham Montgomery i ASMR.

Dobrze się karmię, dla ciała i duszy –  dużo warzyw, strączków i kasz, domowe frytki z camembertem, makaron z leśnymi grzybami, zakwas z buraków, sok malinowy, różne ziółka, dobry chleb, dobra oliwa, dobre czerwone wino.

Ćwiczę jogę, niedługie praktyki, rano na rozbudzenie i wieczorem na rozluźnienie.

Spaceruję, jak Kierkegaard normalnie.

Ćwiczę z Chodakowską. A ostatnio, ponieważ mi się trochę znudziło, odkryłam dance-workout. Czyli tańczę sobie, co zresztą wpływa dodatkowo pozytywnie, bo z tańcem byłam mocno związana bardzo długo i jest to coś, co zawsze dawało mi mnóstwo radochy. A do tego dochodzą potreningowe endorfiny i spalam te sery i makarony.

Praktykujemy intensywnie lasoterapię. Bo las czystym dobrem jest. I wydychamy stres, a wdychamy sobie ten mglisto – grzybowy, leśny zapach, oczy nabłyszczamy szczęściem, relaksujemy pospinane ciała, a całość zapijamy herbatą z termosu.

W niedzielę, po spacerze, często odpalamy rzutnik.

Miewam dni dresa owiniętego w koc, ale na ogół zwracam uwagę co na siebie zakładam. Ładne i dobrej jakości ubrania robią mi dobrze po prostu. Fajnie jest założyć sukienkę i wełniany sweter do pracy zdalnej, fajnie jest mieć pomalowane usta pod maseczką. 

Dużo, dużo się przytulamy.

Dbamy o rytuały, nasze małe, rodzinne. W weekendy jemy jajko na miękko na śniadanie, a potem pijemy kawę. Popołudniami zasiadamy z herbatą i muzyką w salonie. Wieczorami czytam dzieciakom, a późniejsze wieczory są dla nas.

Wysypiam się. Uwielbiam moment zanurzenia się wieczorem w lnianej pościeli, w dobrze wywietrzonej sypialni.

Ja wiem, że to banały, zwykłostki i drobiazgi. Ale wiem też, że to właśnie z drobiazgów, zwykłostek i banałów składa się nasze życie.

Wiem też, że joga nie wyleczy covida, spacery nie naprawią naszej sytuacji w służbie zdrowia, a miła wieczorna lektura nie uzdrowi biznesu zabitego przez lockdown. Ale wzmocnieni od środka, mamy zupełnie inne zasoby do zmagań z rzeczywistością. I jest nam troszkę milej, po prostu.

10 listopada, 2020 4 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
rozmyślania

…

by Paulina 28 października, 2020

Wiecie, czekałam na tą jesień, naprawdę. W lecie, gdy byłam zmęczona pracą i dziećmi i wiosennym – jak się okazało preludium pandemicznym. 

Wrzesień miał być powrotem do rutyny, normalności, przewidywalności.

Tymczasem mamy wszystko, tylko nie normalność i przewidywalność.

Mamy szalejącą drugą falę epidemii. 

Mamy służbę zdrowia, która kompletnie sobie nie radzi z sytuacją. Umierających ludzi w karetkach odsyłanych ze szpitala do szpitala, bo nigdzie nie ma miejsc. Tych z dusznościami spowodowanymi covidem, ale też tych podejrzanych, bo ciężko im oddychać z powodu zawału serca. 

Mamy bankrutujące firmy, które mimo ogromnego wysiłku nie są w stanie przetrwać kolejnego zamknięcia.

Mamy władzę, upojoną władztwem, i okrutną decyzję tzw Trybunału Konstytucyjnego. Mamy zerwanie kruchego kompromisu, skazanie kobiet, dzieci, całych rodzin na potworne, niepotrzebne cierpienie. W momencie pandemii, gdy całe państwo się chwieje.

Mamy ludzi, doprowadzonych do ostateczności, na ulicy.

Mamy gniew. Ogromny, płonący gniew.

I jest jeszcze człowiek, samotny, zły człowiek, który na ten pożar wylewa kanister benzyny. Który szczuje na siebie swoich rodaków. Który wzywa do wojny. Nie wojny o lepsze jutro, wojny z wirusem, czy kryzysem. Do wojny między nami. 

Boję się o to, co będzie się działo. Boję się, że skoczymy sobie do gardeł. Boję się, że naprawdę poleje się krew. 

Nie dajmy mu się sprowokować. Walczmy o godność, walczmy o wybór, walczmy o zmiany. Ale nie walczmy między sobą.

„To those who can hear me, I say – do not despair
The misery that is now upon us is but the passing of greed – the bitterness of men who fear the way of human progress
The hate of men will pass, and dictators die, and the power they took from the people will return to the people” Charlie Chaplin, The Great Dictator

 

28 października, 2020 3 komentarze
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedjak odpoczywaćlaslatolubelszczyznaLublinmindfulnessmoda rowerowamój stylpodróże i wycieczkirozmyślaniaslow lifestyle

jak zrobić sobie w wakacje w lato bez urlopu?

by Paulina 9 sierpnia, 2020
jak wypoczywać, uważność, mindfulness, natura na stres

…lub z ograniczonym urlopem? Jak odpocząć, gdy czasu brak?

W tym roku, choć już ponad połowa wakacji za nami, na porządny urlop z prawdziwego zdarzenia ciągle czekamy. Razem z dziećmi.

Jest jak jest, nie zawsze można odpoczywać całe lato, czasem na odpoczynek trzeba zapracować trochę dłużej i mocniej.

Ale, ponieważ na stanie mamy trójkę dzieci, do których niekoniecznie te powyższe mądrości docierają, i sami tez potrzebujemy trochę odetchnąć, walczymy. O oddech walczymy!

 Odpoczywanie bez urlopu

Wspominałam o tym już wiele razy, szkoda mi odkładać przyjemność z życia na później. Odkładanie życia pełnią życia, aż pogoda będzie lepsza, dzieci nabiorą ogłady, zarobimy więcej pieniędzy,skończy się ten-akurat-trudny-okres, a nasze ciała nabiorą boskich kształtów. Wiecie o co chodzi na pewno.
Mam 36 lat, moje życie trwa właśnie teraz, a ja na własnej skórze przekonałam się niedawno, że nikt nam nie dał na nie gwarancji. Może już nigdy nie będzie takiego lata.

Dlatego korzystamy. W miarę potrzeb i możliwości. Robimy sobie wakacje na godziny.

Przedłużone weekendy wyjazdowe

Jeden dzień wolny to rzecz do zorganizowania. A taki przedłużony, trzy czy czterodniowy weekend regeneruje szybko i skutecznie jak jajko na miękko na kaca, choć przyznam, że efekt jest krótkotrwały.
My wybraliśmy się niedawno na Roztocze. Rowery, lasy, jagody. Zwierzyniec, napakowany dla nas cudownymi wspomnieniami. Cudownie zregenerowane stawy Echo. Kajaki, którymi totalnie zajarały się dzieciaki. Totalne, totalne tu i teraz.
Trzy dni, jak espresso o poranku.

Regeneracyjne popołudnia i wycieczkowe weekendy

Staram się pracowe sprawy załatwiać jak najszybciej, żeby popołudnia były nasze.

Wspólny mianownik jest jeden – szeroko pojęte poczucie wakacyjności. Oczywiście dla każdego to pojęcie oznacza coś innego. Dla nas to głównie swoboda, po prostu. Dużo natury, mało sztucznych bodźców, typu parki rozrywki czy sale zabaw.
Rowerami nad pobliski zalew. Czasem na lody. Czasem na kiełbaskę z ogniska.
Skansen wsi lubelskiej.
Krótki spacer z lupą nad pobliską rzekę.
Wyjazd „do centrum”. 1 sierpnia wystartował w Lublinie Centralny Plac Zabaw – są fajne zabawy, warsztaty, koncerty.
Małe, okoliczne wycieczki. Wokół Lublina to Nałęczów, Kazimierz i okoliczne wąwozy. Polesie i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie.

Lenistwo i nicnierobienie

Podkreślam, bo to równie ważne co niedoceniane.
Mądre głowy trąbią od dawna, że dla odpoczynku nicnierobienie jest zbawienne, dla naszych przebodźcowaych głów i zmęczonych decyzyjnością psychik.

Więc…
Bujanie się w hamaku
Leżenie na trawie i wgapianie w fantastyczne kształty chmur.
Wzajemne smyranie się po pleckach.
Dotykanie bosymi stopami ziemi.
Słuchanie muzyki z zamkniętymi oczami.
Leżenie na macie do akupresury z audiobookiem w słuchawkach.
Gapienie się na wodę, albo na liście na wietrze, albo na owady przy kwiatkach.
Różowe wino na balkonie.
Oddychanie.

nasz przyjaciel, trzmiel balkonowy

Takie ognisko nazywa się „Dakota fire” i dzieciaki zrobiły je całkiem same
kiełbaski już czekają

takie nutki na pięciolinii

Tradycyjne sierpniowe chwile we dwoje w Kazimierzu Dolnym

Continue Reading

9 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatolubelszczyznamój stylprzyjemnościrozmyślaniaskansenslow lifestyle

Sielskość na stres

by Paulina 3 sierpnia, 2020
muzeum wsi lubelskiej, len, w skansenie z dziecmi

To nie jest typowe, wakacyjne lato.
Zmęczenie ostatnich miesięcy, gdy trzeba było łączyć (intensywną) pracę zawodową, zdalne nauczanie i ciągłą opiekę nad trójką dzieci daje się we znaki. Na urlop z prawdziwego zdarzenia wciąż nie mogę sobie pozwolić, mam nadzieję że już niedługo.

W ramach samoobrony przed stresem, zmęczeniem i wypaleniem, szukam ukojenia w Chwilach.
Jedną z takich chwil ostatnio była wizyta w skansenie.
Szybkie pakowanie piknikowe, i pojechaliśmy spędzić tam popołudnie.

Zwiedzanie skansenu jest aktualnie trochę ograniczone, ze względu na sytuację epidemiologiczną. Ale to zupełnie nie szkodzi.
Do starych domów można zajrzeć, wwąchać się w zapach drewna i siana, napatrzeć na starą ceramikę i pięknie szydełkowane obrusy. Zanurzyć się w Arcysielskość.

To jest taka polska wieś spokojna z wyobrażeń mieszczucha. Bez intensywnych zapachów zwierząt, bez much, bez brudu i gnoju, bez widocznej ciężkiej pracy.
Są piękne drewniane chaty, szczęśliwe kury spacerujące po ścieżkach i kozy chrupiące listki. Są ogrody z kwiatami i ziołami, pachnące i pełne pszczół. Idylla.

I wiem, że naiwna i nieprawdziwa ta idylla.
Ale mimo to (choć może właśnie dlatego?)  uwielbiam zanurzać się w tę kojącą krainę szczęśliwości. To miejsce działa podobnie jak ruskie pierogi z masełkiem albo curry z batatem zapijane winem. Działa jak ASMR. I jak książki Montgomery i Musierowicz. Jak wełniany kocyk i sok malinowy w deszczowy wieczór. Jak ballady Coltrane’a na winylu.

Dzieci jakoś wchodzą w klimat i stają się rozkosznymi pociechami o wspaniałych humorach, a wszelkie fochy i konflikty przestają mieć znaczenie.

O ileż łatwiej jest potem, po takiej kilkugodzinnej kroplówce z błogością, funkcjonować w dorosłej i odpowiedzialnej codzienności.

muzeum wsi lubelskiej, w skansenie z dziecmi

muzeum wsi lubelskiej
Na pikniku. Tym razem kotlety z zielonej soczewicy, sałata i pomidorki koktajlowe.

gęsiego za mamą

3 sierpnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćlatomój stylpodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestyle

ręce w kieszeniach

by Paulina 17 lipca, 2020

Jak tylko mogę, chodzę do pracy piechotą. Jestem Człowiekiem Który Chodzi Na Piechotę. Spacery leczą mi głowę, pisałam o tym zresztą wielokrotnie.)
Idę więc sobie ostatnio swobodnie, słońce nagrzewa asfalt charakterystycznym wakacyjnym zapaszkiem. Jest jeszcze świeżo, po deszczu z poprzedniego wieczoru. Powietrze bzyczy trzmielami. Pachną trawy, rumianki i powoje. I lipy, królowe początku wakacji, odurzają. Ogarnia błogość, beztroska, prawie szukam gumy do grania po kieszeniach.
Łapią mnie zupełnie niepostrzeżenie takie nostalgie letnie, majaczą się obrazki.

Truskawki ze śmietaną, jedzone z emaliowanej miski na działce.
Krzywe, podwiędnięte wianki ze stokrotek.
Fasolka szparagowa i młode ziemniaczki z kefirem. Groszek prosto ze strączków.
Bąble na brudnych rękach, od fikołków i zjeżdżania po rurze na najwypaśniejszym lubelskim placu zabaw.
Nerwówka rodziców przed każdym wyjazdem na wakacje i pakowaniem koszmarnie wielkich śpiworów, słoików z jedzeniem i namiotu, którego rozłożenie kosztowało wszystkich inżynierskich umiejętności mojego Taty.
Liczenie bąbli po komarach.
Wysysanie czerwonej koniczyny na łąkach.
Niekończące się kąpiele w jeziorze, do całkiem sinych ust.
Wypatrywanie kształtów w chmurach.
Rekordy na skakance i hulahopie, zawody w grze w gumę.

Tęsknię za takim luzem, za rozkosznym nicniemuszeniem.
A tymczasem idę i za chwilę zamykam moje błogie majaki w szufladce z marzeniami i beztroską, i myślę o poważnych i dorosłych sprawach, martwię się, planuję, rozwiązuję problemy i w ogóle jestem obrzydliwie zorganizowana i poważna, uczesana i przezorna…

O beztroskę staram się popołudniami. I w weekendy. I gdy tylko się da. W lecie najcudowniejsze jest to, że wakacje robią się momentalnie. Poranna kawa na balkonie pachnącym lawendą, popołudnie na lodach nad fontanną, sobota na rowerach, nawet ten spacer do pracy.
W lecie wystarczy kocyk na trawie i głowa idzie na urlop, stresy usypiają kołysaniem hamaka, zmartwienia dają się ugłaskać słońcem.

17 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmicodziennośćdzieciństwo unpluggedmój stylrozmyślaniaslow lifestyle

o bliskości w trudnych czasach

by Paulina 10 lipca, 2020

Jest dziwnie ciągle

3 miesiące później jest ciągle dziwnie, ale wszyscy do tego trochę przywykliśmy. Dzieciaki odruchowo wyciągają rączki do psiukania odkażaczem, normą jest naciskanie guzików przy światłach łokciem i otwieranie drzwi nogą.
Trochę przywykliśmy, ale trochę też mamy dość.
Ciągle razem, ciągle rodzinnie, co bywa zarówno wspaniałe jak i koszmarnie męczące.


Podobno w niepewnych sytuacjach dobrze jest okopać się rytuałami, zabezpieczyć przewidywalnością, otulić normalnością. Na pewno tak jest.
Dlatego dzień zaczynam od szklanki ciepłęj wody i jogi. Dobrego śniadania.

Ale potem dzieci nie chcą się przebrać z piżam, zmienia się pogoda, w pracy wypada coś pilnego. I zaczyna się jazda bez trzymanki.
Bywa fajnie oczywiście, gdy udaje się ten chaos codzienności ogarnąć.
Ale bywa też tak, że awantury pojawiają się równie nagłe jak absurdalne, rozkwitają znienacka jak lipy nocą. Że drobiazg w pracy przestaje być drobiazgiem. Że wczoraj ujarzmiony bajzel, dzisiaj wymyka się spod kontroli. Że dzieciom nie smakuje już ta zupa, którą wczoraj uwielbiały, albo że te skarpety się rolująąąąąąąąąąą mamooooo.
Wiecie. Drobiazgi. Drobiazgi, które z cierpliwością kropli wody drążą (bardzo nadwątloną) skałę mojej cierpliwości.

Bardzo doceniam nasze poczucie bezpieczeństwa. Cieszę się, że lubimy ze sobą ciągle spędzać czas. Cieszę się wycieczkami, mniejszymi i większymi, jeszcze bardziej niż zwykle.
Ale okropnie tęsknię za czasem, kiedy praca nie oznaczała kradnięcia czasu rodzinie, a czas z rodziną nie wywoływał wyrzutów sumienia wobec pracy.

Bliskości miewam bardzo dosyć. Ciągłej i intensywnej, głośnej i ciągle-czegoś-ode mnie-chcącej. Bywa że od bliskości uciekam, na krótki spacer nad rzekę najchętniej. Krótki spacer nad rzeką jest jak szot spokoju i równowagi.
Za bliskością tęsknię. Za bliskością drugiego beztroskiego człowieka na koncercie, za bliskością imprez i kawiarni.
Bliskością się cieszę i napawam, bliskością naszą, chaosiastą i intensywną gdy turlamy się po dywanie, siedzimy przy czytając książki, całujemy stłuczenia i utulamy smutasy. Gdy razem sobie wędrujemy, siedzimy gdzieś wśród natury, jeździmy na rowerach.

cudowny nałóg

W każdym razie, po czterech ostatnich miesiącach refleksję mam taką, że wrzesień ze szkołą, przedszkolem, rytmem, będzie najpiękniejszym miesiącem tego roku.
A tymczasem wakacje. Mam nadzieję, na trochę wakacyjnej beztroski, na odpoczynek bardzo bardzo mam nadzieję. I na normalność. Dlatego, plan na niedzielę jest jasny:)

10 lipca, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedKazimierz Dolnypodróże i wycieczkirower z dzieckiemrozmyślaniaslow lifestylewiosna

w nierzeczywistości

by Paulina 16 maja, 2020

Okolice Kazimierza Dolnego mają dla mnie zupełnie szczególny rodzaj magii. Wciąż nie wiem co takiego jest w tej krainie. Lessowe wąwozy, pola i sady na wzniesieniach, charakterystyczny drewniano-kamienno-piaszczysty zapach, kolory? Lekko toskański klimat? Czy po prostu dobre wspomnienia?

Zakupiliśmy ostatnio bardziej dokładną mapę i korzystamy.

Wąwozy w okolicach Kazimierza Dolnego to tak bardzo dużo więcej niż Korzeniowy Dół. To cały park krajobrazowy, i setki przepięknych wąwozów, tras rowerowych i spacerowych. Wybraliśmy się rowerami w jedną z takich tras.
Kamienisty podjazd na samym początku co prawda wywołał parę jęków, ale szybko się one zgoiły.

Nasza trasa prowadziła przez wąwóz, wokół skarpy z widokiem na Wisłę i Janowiec i polnymi drogami wśród rozsłonecznionych i rozświergolonych sadów jabłoniowych.

Wiosna igrała z latem.
Wiatr igrał ze słońcem.
Brzęczenie pszczół igrało z kwiatami jabłoni.
I te igraszki świata rozpuściły do końca wszystkie głupie stresy.

I ten piknik wśród jabłoni, był tak malowniczy, że jak patrzę na zdjęcia (które przecież nie oddają wszystkiego!), to wydaja mi się one wręcz kiczowate. Bo przecież taki obrazek, kwiaty jabłoni, pszczoły, niebieskie niebo i trawa zielona, rozkoszne pociechy na bosaka z włosami błyszczącymi na złocisto to już obrzydliwe nierzeczywiste jest…
W tej nierzeczywistości zawiesiliśmy się na parę cudownych godzin, wpasowaliśmy się w nią jak puzelki.

już niedługo nowy wpis o przekąskach piknikowych!

I cóż mogę powiedzieć.
W tym dziwnym, dziwnym czasie, w tej cholernej niepewności co będzie dalej, w zmęczeniu sytuacją, w strachu o własny kraj, jedzie się w krainę spokoju. Jedzie się po parę godzin radości życia. Jedzie się zatankować sens życia.

16 maja, 2020 16 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmilubelszczyznamoda rowerowapodróże i wycieczkirowerrower z dzieckiemrowerki biegowerozmyślania

prawie całkiem zwyczajna wycieczka rowerowa

by Paulina 26 kwietnia, 2020

To był zwykły kwietniowy czwartek. Miły wiosenny dzień po prostu.
Niezwykłe w tym wszystkim jest to, że aktualnie zwykły, miły kwietniowy dzień, wiosenny dzień jakich dziesiątki było w ubiegłych latach staje się perełką do obracania w słońcu pod różnym kątem i schowania do szkatułki Wspomnień Bardzo Cennych.

A było tak.
Był poranek, tradycyjnie głośny i chaosiasty, pełen zapachu jaglanki z masłem, ciepłych buziaków od piżamowych poczochranych dzieci, nawoływań, kłótni i śmiechów, brzdęku naczyń, a w końcu (względnie) spokojnego zasiądnięcia z kawą na kanapie w salonie.
Powiem Wam przy okazji, że salon jest taką naszą wyspą spokoju wśród chaosu. Chciałabym oczywiście w całym mieszkaniu mieć harmonię i ład, ale przeważnie nie mam niestety. I wychodzi się ze stajni Augiasza u dzieci, mija tłum butów w przedpokoju, zerka za sypialnię z kłębiącym się praniem do poskładania i kuchnię z licznymi kubkami na stole – i wchodzi się do tego salonu, a tam
s p o k ó j. Udało się nam stworzyć tam jakąś oazę porządku, i nawet jeśli nieletni wtargną tam ze swoimi puzelkami, komiksami i figurkami playmobil, wszystko daje się jakoś cudownie ogarnąć.
A więc. Ten salon. Kawa w kubkach. Smolik w głośnikach. I świadomość, że oto sobie rośnie ciasto na drożdżówki, gdyż już za chwileczkę, już za momencik (haha), ruszamy w naturę, na wycieczkę.

Chwileczkę (bardzo umowną) później, wszystkie pięć rowerów i przyczepka, wycieczkowy dobytek i my siedzieliśmy w samochodzie i ruszaliśmy.
Do pobliskich lasów, na wycieczkę. Po bliskość ze światem. Bliskość, która stałą się jakoś ostatnio synonimem nielegalności. A nam tej bliskości trzeba jak powietrza. By pochylić się nad mrowiskiem i wpatrywać jak mrówki te okruszki sobie sprytnie do mrowiska zaciągają. By w znieruchomieniu trwać i patrzeć jak motyl na bucie kiwa skrzydełkami. By oczy zamykać i dawać się całować słońcu. I słuchać uważnie jak krzyczą żurawie , wiatr szumi i stukają dzięcioły.
Staw mrugał sobie wodą radośnie i beztrosko, widok coraz bardziej luksusowy.
Świat pachniał i świergolił, drzewa trwały, jak to one. Wiosenne powietrze aż lśniło świeżością.
Jechaliśmy, przystawaliśmy, żeby się przypatrzeć, przysłuchać, powąchać i poczuć.

Wróciliśmy, parę piegów więcej, zęby wysuszone od uśmiechu.
Dzieciaki z małymi ze zmęczenia oczkami i pachnącymi włosami.
My, nie odzywający się za wiele, bo po co.

EEJ! Pociekajcie na mniee!

Poczekali

26 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
lasrozmyślania

oda do lasu

by Paulina 15 kwietnia, 2020

Nie było tak źle do niedawna.

Lubimy ze sobą być wszyscy, do pracy zdalnej (z dziećmi, często chorymi u boku) jakoś się przyzwyczaiłam w ostatnich latach. Porządki wiosenne w tym roku okazały się naprawdę konkretne, książki się czytają, filmy oglądają i bywa naprawdę miło.

Nie zawsze było łatwo oczywiście, bo sytuacja trudna i nietypowa, bo strach o najbliższych i o przyszłość, bo czasem tej intensywnej i głośnej bliskości zwyczajnie miałam dosyć.

Ale wtedy na ratunek przychodził las.
W którym nie ani było pikników, ani tłumów grillowiczów.
Który przygarniał nas, nasze skołatane nerwy, nasz zbyt płytki oddech, zmęczone oczy i zasiedziałe tyłki.
Las przygarnia, ale nie przejmuje się nami tak bardzo – i to też działa cudownie ozdrawiająco na psychikę. Daje oddech bardzo dosłowny i bardzo metaforyczny. Zachwyca niezależnie od pory roku. Las zachowuje styl nawet upstrzony puszkami po piwie. Las urośnie na ruinach
najokazalszych świątyń, przykrywa miejsca tragedii nuklearnych. Nie
potrzebuje na to wcale tak dużo czasu. Las zarośnie nas, nasz konsumpcjonizm,
nasze nowe sukienki i bajeranckie telewizory.
I to między innymi ta świadomość dawała odpowiednią perspektywę do spojrzenia na życie.

Pisałam parę ładnych lat temu „Ale gdyby spojrzeć z innej perspektywy, gdyby las był reglamentowany,
tylko dla wybranych, tylko czasami, płatny i modny… Taka perspektywa
trochę odświeża spojrzenie, otwiera na wszystkie cudowności i dobroci”
(tu całość). I, ach, jak nie podoba mi się proroczość tych słów.

Aktualnie kryzysy mogę sobie co najwyżej przy otwartym oknie wyskakać z Chodakowską albo wyoddychać jogą. Albo do sklepu iść naokoło.
I źle mi z tym bardzo. Tym bardziej źle, gdy widzę wszystkie inne działania rządu – tym bardziej wtedy leśnego ukojenia mi potrzeba.

 
zdjęcia z wiadomych względów z ubiegłego roku
15 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćdomoworozmyślaniaslow lifestyle

codzienność w kwarantannie

by Paulina 3 kwietnia, 2020

Moje średnie dziecko (niespełna sześcioletnie) napisało dziś list do swojej Pani z przedszkola. Prawdziwy list, nie maila. A w nim, poza standardowymi buziaczkami i serduszkami, biała krfinka na odporność dla Pani.



Wczoraj cała trójka bawiła się w przedszkole waranów.

Wilczek siedzi nad lekcjami, komiksami i mikroskopem
Iskra tańczy, ćwiczy ze mną jogę i ciągle jej mało szkolnych zadań.
Pirat niestrudzenie para się szerzeniem chaosu .

Pirat oznajmił tacie ostatnio: „Maś duzią blodę tato, ale nie umiesz śpiewać”

Ustalono również ostatnio, kto kim zostanie w przyszłości. Wilczek będzie przewodnikiem w Puszczy Białowieskiej (!), Iskra – baletnicą lub panią tańczącą na szarfach, a Pirat chomiczkiem.

Do niedawna wymykaliśmy się na niedługie spacerki w pobliskie odludzia.

Dużo czytamy. O Garfieldzie, Dzieciach z Bullerbyn, Lesie i naleśniczym, i Ewolucji. I o wielkich himalaistach wieczorami.
Gramy w Azula, szachy, Leśne Duchy, Domek na Drzewie, Znikające ciasteczka, Farmera.
Oglądamy. Dzieciaki Pippi Pończoszankę, Psi Patrol i Misia Uszatka. Wspólnie wspaniałe filmy przyrodnicze. A sami wieczorami ostatnio Babilon Berlin.
Siedzimy nad lekcjami. Czasem myślę sobie, że w zasadzie to moglibyśmy pójść w nauczanie domowe, tak nam wyśmienicie idzie.
Czasem myślę, że lepsza byłaby jednak szkoła (i przedszkole) z internatem, gdzieś w okolicach Sydney.
Nieskutecznie próbujemy pracować.
Krycha piecze chleb. I croissanty.
Ja pasjami oddaję się przedwiosennym porządkom. 

I z premedytacją otulamy się zwykłością jak kocem. Zakotwiczamy w codzienności. Walczymy o normalność. Bo zwykłość, codzienność i normalność stały się ostatnio  największym luksusem.

„Codzienność. Zwykłe pojedyncze dni, z których składa się nasze życie. Dni pełne chaosu i upajającego poczucia ogarniania, wesołego śmiechu i rechotliwej głupawki, czułości i awantur. Niefotogeniczne dni pełne walających się po podłodze skarpet i samochodzików. Dobre, naprawdę dobre dni, bezpieczne, w miłości i w dobrobycie.”

Tak pisałam zupełnie niedawno i dziś jestem cholernie wdzięczna, że mimo wszystko ciągle dane nam jest ciągle naszej zwykłości doświadczać. I bardzo doceniam, że we względnym poczuciu bezpieczeństwa możemy być w domu – razem. I wielowymiarowo zwolnić. Turlać się rodzinnie po łóżku, powoli jeść śniadanie, nie gnać tymi samochodami wszędzie, siedzieć wspólnie w salonie i słuchać sobie muzyki. I, w tradycyjnym o tej porze roku zachwycie, wystawiać twarz na słońce, co z tego że na balkonie. Być z dzieciakami. Ze sobą być.

3 kwietnia, 2020 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • …
  • 13

Ostatnie wpisy

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie
  • 24 dobre rzeczy w grudniu, które nie są zakupami

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • podsumowanie 2017

    5 stycznia, 2018
  • … na macierzyńskim, czyli nowy cykl

    25 października, 2017
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry