Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry
Category:

slow lifestyle

aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedmój stylpodróże i wycieczkiprzyjemnościrozmyślaniaslow lifestylewiosna

Majówka

by Paulina 13 maja, 2019

Takich zwykłych dni mi brakowało przez ostatnie miesiące. Zwykłych, bez fajerwerków zupełnie, czasem słońce, czasem deszcz. Dni, w których przeplatały się ze sobą fochy i śmiech do utraty tchu, szorty i szaliki, wspólne ćwiczenia z Chodą i wieczorne nie-fit kolacyjki z mężem, serce ściśnięte ze wzruszenia i gardło zaciskające się ze smutku, baśniowo kwitnące jabłonie i upierdliwie gołębie z uporem maniaka próbujące założyć sobie rodzinę na naszym balkonie.

Tak bardzo się cieszę, że nie wyruszyliśmy jak wszyscy w długą drogę na długi weekend.
Że głównie lokalnie (poza jednym, na wpół służbowym wyjazdem do Warszawy). Że bez napiętych planów, wreszcie na luzie i powoli.

Byliśmy na Polesiu, w Parku Narodowym, przedweekendowo jeszcze i prawdziwie letnio. Znów trochę próbowaliśmy Tropić, ale jednak wiosna wybuchła nam prosto w twarz więc z lubością i bez analizowania zanurzyliśmy się w ten prawie-majowy świat, na rowerach, hamakach i kocykach.

Odwiedziliśmy warszawskie zoo.
Lubelski ogród botaniczny.

Spacerki, dużo spacerków. Np ten nad zalew. Pirat spał, starszaki zaznajamiały się z łabędziami. Las wokół zazieleniał się coraz mocniej dębowymi listkami i oszałamiał tym charakterystycznym słoneczno – sosnowym nadwodnym zapachem. Wyjątkowo trafiliśmy na niebywałą w tym miejscu pustkę – żadnych grilli, puszek po piwie i pierdzącego bitu z telefonów.

Dużo przez te dni się przyglądaliśmy dzieciakom, chętnie z niewielkiego dystansu, tak, żeby nie zwracali na nas uwagi. Fajnie było utwierdzić się po raz kolejny w przekonaniu, że jedna z ważniejszych powinności rodzica jest odsunąć się czasem, dać wolność (ale nie, że wolność w korzystaniu ze smartfona)- Piratowi, by samodzielnie pokonywał coraz to nowe wyzwania, schody i drabinki, a starszakom, by sami rozwiązali swoje konflikty, sami tworzyli zabawy, sami wymyślali sobie światy i historie. Wszyscy – by sami odczuli głód, chłód i pragnienie.

Pograliśmy trochę razem w planszówki. Wilczek staje się coraz częściej równoprawnym planszówkowym partnerem, Iskra współtworzy drużynę ze mną, Pirat niestety głównie rozwala elementy.

Momentami było wybitnie chaosiaście, głośno i brudno. Było parę awanturek, kłótni i łokci w brzuch. Ale, w tym ogólnym poczuciu idealnej harmonii, ten chaos był jak puchate kociątko z wielkimi oczami, pośród pobojowiska którego właśnie dokonało. Jakoś rozczulający.

Wilczek skończył siedem lat!

cześć maleńka

porozumienie

kawa i dziecko, czyli najważniejsze atrybuty matki

I cholerny gołąb się załapał

13 maja, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmidzieciństwo unpluggedlasPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemslow lifestylezima

podlasie z dziećmi zimą

by Paulina 27 lutego, 2019
podlasie z dziećmi, ferie w Białowieży

Podlasie w lecie poznaliśmy i pokochaliśmy. Od jakiegoś czasu marzył nam się wyjazd do puszczy zimą. Wizje takiego mieliśmy iście baśniowe, z masami migocącego śniegu i skrzypiącym mrozem, bo w końcu to polski biegun zimna.

Zamiast tego trafiliśmy na masy błota i bardzo specyficzny urok przed-przed-wiośnia.

Nie było idealnie, momentami (fochy i jękoły) było zupełnie odwrotnie, ale już teraz, ponad tydzień po powrocie w głowie mam tylko podlaską sielankę, spacery i żubry.
Mam w głowie wiejską sielskość i prostotę. Spokój. I tęsknotę za tym.

Bo w gruncie rzeczy, o taki fajny, wspólny czas nam chodziło. O powolne poranki z kawą przy kominku. O cudowne spacery po cudownych lasach. I o tropy dzikich zwierząt (Wielka księga prawdziwych tropicieli Adama Wajraka to pozycja obowiązkowa codziennie od dwóch miesięcy). I wieczory, które można by nazwać błogimi i spokojnymi gdyby nie planszówkowe emocje;)

Jest w Podlasiu coś bardzo kojącego. To takie miejsce, gdzie wszystko jest tak jak trzeba i idzie po swojemu.

klimatyczny domek na podlasiu

27 lutego, 2019 13 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Lublinmindfulnessmój stylslow lifestylespacerzima

Now we’re all so set up and barely alive

by Paulina 7 lutego, 2019
mariezelie, sukienka, spodnica z kola, spódnica z koła, stylizacja

Oj, obudził mnie mocno ten dzień.

Pisałam ostatnio o minimalizmie zmysłowym, że zima daje odpoczynek od wszelkich doznań zmysłowych w przyrodzie, jest cicho, bezwonnie i czarno – biało.

I przyszedł luty i, chociaż tej zimy to jeszcze hoho, to luty od razu takim słońcem się zaczął, że wszystko się zmieniło. Drgnęło życie. Ptaki się ośmieliły i odzywają jakoś radośniej, mokrość topiącego się śniegu ożywiła kolory – póki co tylko tysiące odcieni burości, ale nawet ta burość jakby świeższa i bardziej energetyczna. Pachnie powietrze, kiełki i hiacynty.
Zwykły niedzielny spacer przedłużony o tropienie śladów nad rzeką.

Koniecznie okropnie potrzebuję remontować, wyrzucać, zdzierać. Sukienki zakładać, włosy obcinać. I tańczyć.

spodnica mariezelie, płaszcz, polskie marki

tropiciele tropią tropy

7 lutego, 2019 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
domowodzieckomindfulnessrozmyślaniaslow lifestyle

A przecież stoisz taki młody, taki młody

by Paulina 6 grudnia, 2018

Nie ma ich tak dużo, tych momentów. Ale, gdy już się pojawią, tym bardziej robią robotę.

Szczególnie teraz, gdy tak często mam to uczucie nieogarniania, mrugam okiem i mija dzień, trzy razy westchnę i mija tydzień. Grudzień zaczął się dwie chwile po styczniu. A ja ciągle w niedoczasie, ciągle jakaś spóźniona, coś zawalam, nie dopilnuję…
I tylko dzieci coraz większe. „I tylko popiół masz”.

Ale są takie chwile, takie rozbłyski. Łapię się ich kurczowo, zakotwiczam nimi w rzeczywistości, przywracam się nimi do równowagi.
To teraz chyba czuje się najbardziej. Teraz rozbłyski błyskają zdecydowanie gęściej. Może koniec roku – może atmosfera przedświąteczna. Emocje chwytające za serce. Dziecięcość w najsielankowszym wydaniu, czyli oczekiwanie na Mikołaja, zadania z kalendarza adwentowego, „Jingle bells” z obowiązkowym podrygiem i pirłętem kilkuletniej nóżki, rumieńce i oczy błyszczące.

 
 

Patrzę sobie na nich, całą trójkę.
Podobni do siebie wszyscy, a im młodsze dziecko tym większy chochlik w oczach.

Wilczek, wrażliwy i mądry, przyrodnik i wędrowiec. Cudowna ciekawość świata, zachwycone chłonięcie wiedzy, które wzrusza do bólu i o które tak się boję gdy pójdzie do szkoły.

Iskra, sam żywioł. Ledwo dotyka ziemi, tańczy i śpiewa. Jak strzela focha, to spektakularnie, jak przytula, to najsłodziej.

I Pirat, obserwujący bystro starszą dwójkę, płaczący pod drzwiami, gdy idą do przedszkola. Uosobienie bezinteresownej, najczystszej radości życia. Coach optymizmu.

Coraz mocniej do mnie dociera, jak wiele z tych momentów, to już po raz ostatni. Ostatni w życiu.
Te ciastka dla Mikołaja.
Radość ze śniegu.
Czytanie wieczorne.
Naleśniki na kolację.
Te łapki ciepłe garnące się do mnie.
Wyprzytulanie smutków.
Spacery pełne odkryć. 

Rysunki produkowane w ilościach przemysłowych. I historie do tych rysunków.
Pytania  niekończące się.
Największe na świecie sekrety szeptane do ucha ciepłym chuchem.
I nawet te jęki, że mamoooo… Mamooo gdzie moja kredka którą przed chwilą trzymałam, mammooo zooobacz, mamooo patrz, mamoo chooodź. To bywa czasem sto miliardów maaaaam. Ale za dwie chwile już tego nie będzie, spadnę z tego znienawidzonego czasem piedestału, i zatęsknię. Z pewnością zatęsknię.

6 grudnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
jesieńlasmój stylslow lifestylespacer

las jesienny, co na wszystko pomaga

by Paulina 21 listopada, 2018
dlaczego warto chodzić do lasu

Październikowe złoto opadło, zmieniło się w zwiędłą szarość, a ponure ciemności zapadają chwilę po południu. Czas, kiedy nogi same prowadzą na kanapę pod kocyk, ale kierujemy je… do lasu. Las jesienią to najlepsza możliwa rzecz. Las jesienią jest lepszy niż sto herbatek pod kocykiem.

Las jesienią działa na wszystko, serio.

Antidotum na smog

W powietrzu snują się romantyczne mgły listopadowe. Klimat jak z Bladerunnera. Szkoda tylko, że ten romantyzm często pochodzi z wysokiego stężenia PM10 i PM2,5. Nawet w Lublinie, na totalnie nieuprzemysłowionym zielonym wschodzie, alerty smogowe zbyt często pokazują czerwone światło. Spacery w mieście mogą czasem zrobić więcej złego niż dobrego. Dlatego szczególnie teraz, jesienią warto chodzić do lasu i pooddychać leśnością, bo to wspaniale wymiata z naszych płuc szkodliwe pyły.

Wzmacnianie odporności

Wdech i wydech, wdech i wydech. A z każdym wdechem masa dobroczynnych olejków eterycznych, fitoncydów (czyli substancji, wydzielanych przez drzewa o działaniu bakterio i grzybobójczym). I siłą rzeczy ruch. Czyli te banalne bazy i podstawy, o których wiedzą wszyscy, konieczne dla budowania odporności, tak oczywiste, że lekceważone.

dlaczego warto chodzić do lasu jesienią, dzieci 

Ratunek na nadmiar komputera

Zmęczone oczy od ciągłego wpatrywania się w ekran, zmęczone plecy i kark, zmęczona głowa od sieczki informacyjnej i świata wirtualnego. A las, cudowny stymulator sensoryczny, kładzie na te nasze biedne, nadwyrężone oczy, plecy i głowy prawdziwy uspokajający balsam szumu wiatru, zapachu ściółki, widoku kolorowych liści i fraktalowych układów łysiejących gałęzi.

 

Balsam na skołatane nerwy

A po tygodniu dziecięcej infekcji, gdy człowiek przywalony dzieciakami z glutem, i nerwy poszargane marudami i uszy napuchnięte od nieustannego jęczenia. Gdy mam dosyć wszystkiego, bardzo dosyć, czuję się jak ta mysz w kołowrotku domowo-dzieciowo-pracowym i cholerny Syzyf na górze brudnych ciuchów. I wtedy las mówi, chodźcie do mnie. Idziemy. I pośród kolejnych kroków między drzewami kryzys mija, serio, magicznie mija – mnie, stan przednerwicowy, dzieciakom stan jękoląco awanturujący. W naturze, w lesie, zyskuje się (a przynajmniej ja zyskuję) ten cudowny, zdrowy dystans. Mysz wychodzi z kołowrotka  poleżeć na sianku, Syzyf odstawia głaz i zaczyna podziwiać widoki.

 

Energizator czyli las jak kawa z czekoladką

I wraca energia, wracają chęci do życia, znika faza „jak mi się nie chce” i wake me up in july”.  Nastaje faza „what a wonderful world” oraz „Clap along if you feel like happiness is the truth”. Zaczyna się chcieć, zwyczajnie.
Warto chodzić do lasu.

Sama się zachęciłam, jutro po przedszkolu i pracy idziemy do lasu:D

21 listopada, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywnie z dziećmilatoPodlasiepodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemprzyczepka rowerowarowerrower z dzieckiemslow lifestyle

weekend nad Bugiem

by Paulina 14 czerwca, 2018

Trochę mi się chciało nad morze tak naprawdę. Ale czas mieliśmy ograniczony, a z naszego Lublina nad morze jest naprawdę daleko, więc postawiliśmy na bliższy wypad, nad Bug z rowerami i przyczepką.
Bug. Romantyczny Bug, nieuregulowany, klimatyczny, dziki. Kojarzący się ze wschodnią duszą, z ta dobrą prostotą. Esencja tej symbolicznej sielskiej polskości.

Wybraliśmy się do Serpelic, samego serca Parku Krajobrazowego Przełomu Bugu. Wynajęliśmy niedrogo mały drewniany domek wśród sosen. Brzmi super, ale na tym zalety miejscówki się skończyły;) Ośrodek trochę… retro, jeśli wiecie co mam na myśli, z różnymi budynkami niewiadomego przeznaczenia – ale ewidentnie w trakcie przemian i usprawnień, np część domków już zostało wyremontowanych, a na terenie ośrodka jest tez fajny park linowy. Cieszę się też, że byliśmy tam przed wakacjami, bo w zasadzie nie było ludzi  – niestety ci, którzy się pojawili, ilością wydawanych decybeli utwierdzili nas w przekonaniu, że zdecydowanie wolimy bezludną głuszę.

Ale, przecież przyjechaliśmy do parku krajobrazowego, nad Bug, a nie do domku, więc zdecydowaną większość czasu spędziliśmy na rowerach, w takich okolicznościach: 

Wilczek dzielnie jeździł sam na rowerze, choć drogi mało przyjazne, bardzo piaszczyste.

w końcu, komuś trzeba było ustąpić miejsca w przyczepce.

co wy mie tu dajecie
stópki też spróbowały

nadbużański park krajobrazowy, podlasie z dziećmi, rower z dzieckiem

przyczepka rowerowa, weekend nad bugiem, wycieczki z dziećmi

Okolice arcymalownicze. Przestrzenie, poczochrane drzewa, łąki i stogi (zwoje?) siana, zieloność. Niebo z takimi poetyckimi obłoczkami, idealnymi, żeby sobie leżeć leniwie i wpatrywać się w ich kształty – czysty mindfulness, kwintesencja tu i teraz, zen doskonały. Do tego ta rzeka, kręta i niespieszna, zielonkawa, zarośnięta obfitą roślinnością.

A to wszystko z taką ścieżką dźwiękową… Cisza odcywilizacyjna. Szum wiatru, rechot żab, bzyczenie much, cykanie świerszczy i szalony ptasi chór.

I zapach jeszcze sobie dodajcie. Słodko-obłędne lipy. Świeżo skoszone siano. Ten piasek rozgrzany. I rzeka. I czereśnie.

Wdech. Wydech.

To właśnie jest szczęście.

Stadnina koni w Janowie Podlaskim

I uroczysko Zaborek. Fantastyczny, ogromny zielony teren i zaadaptowane do celów restauracyjno-hotelowych budynki z XIXw

Piękne miejsce, to domek gajowego wśród drzew, z zaciszną werandą. Podobno w nim zatrzymuje się zawsze Charlie Watts z Rolling Stones, gdy z żoną Shirley przyjeżdzają na aukcje koni.

W tym wiatraku też można spać
Pomieszkałabym tu. Trochę drogo, ale powiedziałabym, że cena adekwatna.

Zdecydowanie, przepiękne miejsce na lekko przedłużony weekend.
Po ciszę, po naturę, po spokój.
Po piękny rodzinny czas.
Po właściwe proporcje i poukładanie priorytetów w głowie.

14 czerwca, 2018 15 komentarzy
0 FacebookTwitterPinterestEmail
latolubelszczyznamój stylslow lifestyleupałwiosnazmysły

opisy przyrody

by Paulina 4 czerwca, 2018

No nie da się inaczej.
Co roku o tej porze, pijana tym pięknem bombardującym wszystkie zmysły, siedzę i wzdycham.

Mrużę oczy w słońcu.
Powietrze drga od upału, pachnie rzeką, porusza się wiatrem.
Dzieciaki pochłonięte po uszy najlepszą zabawą na świecie, wodą i piaskiem. Niemowlę też spełzło z koca czemprędzej, odkrywa plażę całym (zapiaszczonym) sobą, w bezzębnym zachwycie totalnym.
Rozglądam się, przyroda oszalała, kwiaty buchają swoja kwiatowością na wyścigi, każdy najpiękniejszy na świecie. Ptaki chyba mają nieustający ptasi Woodstock, miłość i śpiew.

Płynie Wisła i krew z mojej zranionej w rzece stopy. Trochę wbrew sobie unieruchomiona siedzę i tak siedząc, tym intensywniej chłonę ten czerwiec niesamowity, to wiosenne lato, jeszcze świeże i energetyczne. Jest tak pięknie, że aż boli serce.

 Boli serce i boli palec bez opuszki…;)

4 czerwca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
codziennośćjak odpoczywaćmindfulnessrozmyślaniaslow lifestylewdzięczność

kto ma czas slow life?

by Paulina 16 kwietnia, 2018
slow lifestyle, uważność, mindfulness, jak odpoczywać

Hasztag #slowlife jest wszędzie i każdy ma jakąś jego sielską wizję, wzmacnianą przez instagram przeważnie. Slowlife jest trochę kreowane na takie miłe życie bez rachunków do zapłacenia, gaci do uprania, bez dziecięcych chorób i fochów, problemów, no i bez pracy. Slowlife jest najchętniej w pięknym (posprzątanym) wnętrzu, z estetycznym kubkiem w dłoni i równie estetyczną książka. Wtedy jest slow. Ale w prawdziwym życiu kubek jest obity, wysmakowane wnętrze pełne klocków lego, a nad estetyczną książką przysypiamy wieczorem. Czy to oznacza, że slow life i uważność to tylko modne i nie mające odbicia w rzeczywistości hasełka opisujące nierealistyczne focie na insta?

Moim zdaniem nie.

Dla mnie bycie slow nie oznacza absolutnie szeroko pojętej slow insta-estetyki. Ani słynnego rzucenia tego wszystkiego i wyjechania w Bieszczady.  Ani nawet przeżuwania sto razy jednego kęsa i kontemplowania każdej jednej chwili  gdy terminy gonią, dzieci się kłócą, a nad wszystkim panoszy się wcale-nie-artystyczny bajzel.

Nie żyję w jakiejś bajkowej bańce.

Mam trójkę małych dzieci, obowiązki domowe, męża i pracę. I wiem doskonale, że na co dzień, w kieracie nerwowych poranków, przedszkoli, placów
zabaw i innych, a do tego pracy zawodowej, gotowania obiadów i
zajmowania się domem, uważność może uciec hen daleko. Bo gdzie i jak w prawdziwym życiu znaleźć czas, chęci i siłę na to słynne slow?

Slow life vs real life

 

A jednak. Nie chcę odkładać uważności na urlop, emeryturę, czy czas gdy dzieci pójdą na dzień do dziadków. W ogóle nie jestem fanką odkładania życia na później.To przecież teraz jest ten najpiękniejszy czas, to teraz rzeczywistość błyska co chwilę momentami szczęścia totalnego. To ten czas będziemy wspominać za ileś lat z łezką w oku, że to były najpiękniejsze lata. Nie chcę ich spędzić na czekaniu do wieczora, do weekendu, do innej pogody. Nie chcę ich spędzić z jednym okiem w telefonie i jedną myślą gdzieś daleko. Chcę się na tym obecnym życiu skupić.
A żeby tym obecnym życiem żyć uważnie, nie potrzebuję wcale jakiś dodatkowych zewnętrznych okoliczności typu drewniany domek z widokiem, estetyczne gadżety za miliony monet czy wieczna laba pozbawiona obowiązków.
Najlepsze jest, żeby odnaleźć uważność w codzienności, pomiędzy zmianą pieluch, odkurzaniem, pracą przy komputerze, nastąpywaniem na klocek lego a gotowaniem. Dlatego odkładam telefon,  dostrzegam małostki, zauważam drobiażdżki i zachwycam się szczególnostkami. Wieszane codziennie pranie pięknie pachnie, sterta zamalowanych kartek na podłodze skrywa jakiś genialny portret kałamarnicy kolosalnej pełnej uroku osobliwego osobistego, a przy (kolejnym tego dnia) przebieraniu niemowlaka nie odpuszczam okazji do wycałowania najpiękniejszych stópek na świecie (które tak szybko rosną!), na spacerku mrużę oczy w słońcu. Przy czym to tez nie jest tak, że to wieszanie prania, czy sprzątanie rysunków nagle stają się uduchowionym wspaniałym zajęciem. Po prostu nabierają pewnego uroku. Różnica dość subtelna, ale znacząca, ot wieszanie prania vs rozwieszanie pachnących i czystych ubrań. Czujecie to?

Gotowanie sprawia przyjemność wszystkim zmysłom, nawet jeśli to zwykła zupa codzienna, czy najprostszy makaron. Koszmarny bałagan w dziecięcym pokoju wynika przeważnie z idealnie zgodnej i cudownie kreatywnej zabawy przedszkolaków. Osiedlowy spacer powszedni to fantastyczny sposób na ożywienie umysłu i iście genialna szkoła zen. Kawa pita po nieprzespanej nocy ma cudowny aromat. Wieczorne czytanie, czy śpiewanie kołysanek to prawdziwe uosobienie uroku rodzicielstwa i skończą się szybciej niż nam się wydaje. Drobiażdżki, momenty. Kwestia wzięcia głębokiego oddechu i wraz z nim nabrania dystansu. Bo z tego dystansu lepiej widać to, co ważne.

A poza tym wiecie, bałagan w mieszkaniu oznacza, że mam mieszkanie, naczynia do pozmywania, że nie jesteśmy głodni, codzienne pranie, że mamy w co się ubierać, a codzienne siedzenie przy komputerze daje satysfakcję i pieniądze. Itd. To też warto dostrzec.

Codzienność jest pełna błysków i roziskrzeń, pozwólmy sobie je zauważyć, to właśnie na tym polega slow life.
Na tym zatrzymaniu się na moment.
Na chwilę.
Na brzdąknięcie szczęścia.
Na Boga, jest pięknie!

16 kwietnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
dzieckomindfulnessmój stylrozmyślaniaslow lifestylewdzięczność

bitter sweet symphony

by Paulina 10 kwietnia, 2018

Kwiecień to taki słodko gorzki miesiąc.

Świat pięknieje. Rosną listki i uśmiechy, pojawiają się kwiatki i radość. Słońce całuje po nosie, nos wącha łapczywie świeżą roślinność, świeża roślinność wybujuje na wyścigi.
Ta buchająca przyroda przyprawia co roku o zawrót głowy. Upaja. Uderza obuchem jasności.
A jednocześnie dostaję innym obuchem.

Co roku w kwietniu dwójka moich dzieci dostaje o jedną świeczkę więcej na swoich tortach.

Świeczek coraz więcej, czasu coraz mniej.
Dziś uczą się turlania do celu, jazdy na rowerze z pedałami, wiązania sznurowadeł. Jutro będą wybierać studia, miejsce zamieszkania i małżonków.

Patrzę na nich, coraz starszych, i ciągle jeszcze takich małych. Patrzę i chce mi się ten trwający czas zatrzymać pazurami.
Chłonę gorączkowo. Mrugam powiekami, trochę żeby utrwalić sobie w pamięci tę chwilę, trochę, żeby powstrzymać nieznośnie sentymentalną łzę.

10 kwietnia, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
aktywna mamaaktywnie z dziećmimindfulnesspodróże i wycieczkipodróżowanie z dzieckiemrowerrower z dzieckiemslow lifestylespacerwiosna

Wiosenne wycieczki – czas start!

by Paulina 13 marca, 2018
przedwiośnie, duża rodzina na wycieczce, przyczepka rowerowa

Tak, to już. W miniony weekend rozpoczął się najlepszy na świecie czas. Czas naszych ulubionych rodzinnych wycieczek, szurgania się po naturze, czas miłosnego uścisku ze światem, kiedy byle spacer wypełnia po uszy musującymi endorfinami.
Uderzyła nas po twarzach ta nagła wiosna obuchem jasności. Choć wypatrywana, i wyczekiwana, to i tak zaskoczyła. Zaskoczyła, jak zima drogowców. Dlatego ruszyliśmy w świat czym prędzej, zanim się rozmyśli.

rowery z dziećmi, pan pantaloni,

Nie byliśmy zresztą jedyni. Ludność, co roku o tej porze, wbrew ponurym przepowiedniom, że niby ludność już tylko w domu przed telewizorami względnie w centrach handlowych, wylega w naturę. Wszyscy, o wspólnym mianowniku sino-bladych obliczy, lekko błędnych uśmiechów i słonecznego mrużenia oczu, wszyscy wyruszają w przyrodę cali w maju i czerwcu.

Ruszyliśmy w świat, szaro – beżowy, błotny i nieatrakcyjny zupełnie. Ale ta marcowa szpetota najpiękniejsza jest tym, co już za chwilę. Gdy jest się choć trochę uważnym, to od razu widać, że ta szarość i burość aż wibruje zielonymi listkami i forsycją. Powietrze pachnie inaczej, pachnie rozmarzająca ziemia – to podobno mikroorganizmy i grzyby się namnażają, ale tak naprawdę, zapach ziemi to skompresowane zapachy fiołków, bzu i jaśminu.

Widzicie tu uśmiechniętego dinozaura?

podróżnik zen

Oglądanie „umarniętego” krecika lupą…

…i rolnetką

Błoto jest super

przepiękny wąwóz Lipcyk w Nowym Gaju, ciekawe jak będzie wyglądał gdy już się zazieleni
czyste buty są nudne

Dzieciaki dopytywały się o pikniki, ciamkały w błocie, „rolnetkami” wypatrywały oznak wiosny (co z tego, że tylko jedna była prawdziwa, ta druga, z rolek po papierze toaletowym, była za to kolorowa i doskonale dawała radę), przeszyły naprawdę solidną traskę bez zająknięcia (choć niewątpliwy wpływ na morale miały nasze tradycyjne wycieczkowe drożdżówki z powidłami śliwkowymi).

Wiosna łagodzi obyczaje. Gdyby w naszym kraju częściej była wiosna, może nie żarlibyśmy się tak o wszystko. Wiosną chcemy padać sobie w ramiona. Róbmy to na zapas.

13 marca, 2018 0 comments
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • …
  • 10

Ostatnie wpisy

  • o zachwytach wiosennych
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi
  • przyjemności zimowe
  • Zimowe Bieszczady na początek roku
  • 2025. podsumowanie

O mnie

O mnie

Pola

Piszę o dobrym życiu, o smakowaniu codzienności, o szwendaniu się bliżej (Lubelszczyzna) i dalej, o nurkowaniu w naturę. Rozgość się!

Zostańmy w kontakcie

Facebook Instagram Email

Kategorie

  • 2026
  • 2025
  • 2024
  • 2023
  • 2022
  • 2021
  • 2020
  • 2019
  • 2018
  • 2017
  • 2016
  • 2015
  • 2014
  • 2013
  • 2012
  • 2011
  • 2010

Popular Posts

  • o zachwytach wiosennych

    8 maja, 2026
  • Ferie za kołem podbiegunowym. Północna Norwegia zimą z dziećmi

    13 marca, 2026
  • Co lubisz robić w życiu?

    15 czerwca, 2016
  • Facebook
  • Instagram

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Back To Top
Odpoczywalnia.pl
  • podróże i wycieczki
    • namiot
    • rower
    • góry
  • mój styl
  • rozmyślania
    • wychowanie
    • wspomnienia
    • zmysły
  • Europa
    • Finlandia
    • Francja
    • Norwegia
    • Rumunia
    • Włochy
    • Hiszpania
  • Polska
    • lubelszczyzna
    • Białowieża
    • Bieszczady
    • Beskid Niski
    • Kazimierz Dolny
    • Mazury
    • Nałęczów
    • Podlasie
    • Roztocze
    • Śląsk
    • Sudety
    • Suwalszczyzna
    • Świętokrzyskie
    • Tatry